Francuzki nie tyją

Okładka książki Francuzki nie tyją
Mireille Guiliano Wydawnictwo: Albatros kulinaria, przepisy kulinarne
232 str. 3 godz. 52 min.
Kategoria:
kulinaria, przepisy kulinarne
Format:
papier
Tytuł oryginału:
French women don't get fat
Data wydania:
2005-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2005-01-01
Liczba stron:
232
Czas czytania
3 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7359-424-8
Tłumacz:
Danuta Górska
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Francuzki nie tyją w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Francuzki nie tyją

Średnia ocen
6,2 / 10
294 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
485
136

Na półkach: , , ,

Jednym z moich nawyków jest analityczne, uważne obserwowanie ludzi. Czyli: mindfulness w wersji full wypas 🤣, by objawić się werbalnie jako wielkoformatowa femme du monde i Polka (obowiązkowa, politpoprawno-lewacko-terrorystyczno-kagańcowa dychotomia: Polki i Polacy), w takiej właśnie kolejności: najpierw Europejka i żeński odpowiednik homme du monde, potem, ewentualnie, Polka – nigdy odwrotnie🤣! Właściwie owa faszystowska „Polka” jest zupełnie zbędna, w złym tonie i taka żenująco-uwłaczająco démodé 😂😂😂 Ale – wracając do tematu. Tak więc – nawykowo obserwuję i analizuję zachowania ludzi. Na przykład – w księgarniach (które odwiedzam na zasadzie showroomingu – tak, niestety, ceny książek porażają w przybytkach stacjonarnych). Z zainteresowaniem przyglądam się kobietom, które kupują kompulsywnie tomiszcza poradników, których tytuły zaczynają się od magicznego słowa: „Jak”. „Jak pozostać sobą?”; „Jak być piękną?”; „Jak żyć (z) i przeżyć teściową”? 😂😂😂 Wybaczcie, poniosła mnie subtwórcza kreatywność 🤣. PR-owcy, specjaliści od marketingu i sprzedaży stosują z powodzeniem szereg innych zabiegów, aby sprzedaż książek zwiększyć – od maksymalnie sfotoszopowanych i ofiltrowanych okładek poprzez cyniczne, wyrwane z kontekstu (tj. z maksymalnie nasyconych merkantylizmem recenzji), a bijące centralnie po oczach zdania aż po magiczne blurby na obwolutach. Są takie osoby – konstatacja empiryczna – które kupują i czytają (nie wiem, które gorsze) pseudoporadnikową makulaturę kierując się ww. czynnikami. Być może nie warto się zżymać, tylko cieszyć, że w ogóle czytają cokolwiek innego, poza instrukcją obsługi najnowszego modelu iPhone’a lub balsamu na cellulit? Być może. Obyczajowo-kulturowo-kucharska książka pani Guiliamo zawiera ów sekretny – nomen omen – składnik marketingowy, mający na celu otrzymanie wyraźnego wrostu sprzedaży. Otóż jest nim wyraz „sekret” w podtytule. Jak sądzicie, ile osób zakupiło i przeczytało ową książkę z następujących względów: 1. Magiczny „sekret”. 2. Zawarta explicite konstatacja: skoro Francuzki nie tyją, ty, Polko, też możesz! 3. Zmyślna grafika. 4. Francuska autorka – wielu uważa, że to, co francuskie (niemieckie, amerykańskie, etc.) jest zdecydowanie lepsze – oby tylko nie polskie! Ja – nie zakupiłam, przeczytałam zaś dlatego, że potrzebowałam wytchnienia od literatury poważnej, merytorycznej, ciężkiej, naukowej. Dodatkową zachętą były zawarte w książce przepisy kulinarne – jako że jestem świadomą kucharką, dla której gotowanie to pasja, przyjemność i wyraz miłości do siebie samej, członków rodziny i przyjaciół (gotowanie na produktach najwyższej jakości, z odpowiednim indeksem i ładunkiem glikemicznym, zgodnie z zasadami najnowszej piramidy żywieniowej).
Podczytywałam więc w wolnym czasie, w przerwie na kawę, herbatę jaśminową z miodem wrzosowym, mus czekoladowy z malinami i miętą… Spożywane przeze mnie w trakcie lektury płyny i pokarmy doskonale współgrały z leniwą, nostalgiczną, lekko unoszącą się nad ekranem mojego laptopa opowieścią snutą przez autorkę, quasi-biografią – bo tak zaczyna się owa książka i de facto jest treściową osią. Mireille Guiliano opisuje swoje dzieciństwo we Francji, okres wczesnej młodości spędzony w Stanach Zjednoczonych, powrót do ojczyzny, zarówno z perspektywy jednostkowej (narrator pamiętnikarski, pierwszoosobowy), jak i tożsamości grupowej – tego, co jest charakterystyczne dla współczesnych Francuzek traktowanych en masse niczym narrator zbiorowy. Jest to książka o kulturze Francuzów, autorka podkreśla na każdej niemal stronie dumę z dziedzictwa narodowego, opowiada o nawykach żywieniowych Francuzów, lecz przede wszystkim – o celebrowaniu jedzenia i specyficznym stylu życia i bycia Francuzek. Nasuwa mi się w tym miejscu refleksja – przyoblekę ją w formę pytania retorycznego: naprawdę w XXI wieku została wyrugowana ze schematów poznawczych i tożsamości zarówno indywidualnej, jak i grupowej ludzi zamieszkujących Europę fundamentalna dlań idea: przynależności narodowej? Jesteśmy, staliśmy się Europejczykami? Nie – zamieszkującymi Europę Polakami, Niemcami, Francuzami, etc.? 🙄🤔🧐
Styl, tony autobiograficzne, narracja automatycznie ewokują u mnie potrzebę wyobrażenia sobie nie tylko tego, jaką wiązką cech (i o jakim natężeniu) posiada autor, lecz również – jak jawi się fenotypowo. Macie tak? Chcecie znać nie tylko biografię pisarza (jest to, rzecz jasna, gradacyjne – potrzeba owa nasila się w miarę przyrostu talentu i wielkości autora), ale również wiedzieć, jak wygląda? Zaobserwowałam u siebie ciekawą zależność – im twórca zajmujący się słowem pisanym jest większy, bardzo porażający swym pisarstwem, tym bardziej fascynuje mnie li tylko jego osobowość, im zaś wytwór autora jest bardziej lekki, traktujący o sprawach mało istotnych lub porażający swoją miałkością intelektualną – tym bardziej koncentruję się na fizjonomii autora takiegoż wytworu, i na tej podstawie doszukuję się, niczym prototypowy, dziwiętnastowieczny fizjonomik, odpowiednich rysów emocjonalno-poznawczo-temperamentalno-osobowościowych, ot, w ramach ludyczno traktowanej diagnozy na odległość (każdy psycholog powinien wam powiedzieć, że nie diagnozuje się na odległość, ja zaś napiszę bez ogródek, że nie znam ani jednego przedstawiciela tejże profesji, który tego nie czyni niejako z automatu – przy czym odległość czasoprzestrzenna nie odgrywa tu większej roli, analizujemy wszystko i wszystkich ad hoc, automatycznie, chociaż nie przyznajemy się do tego przed obcymi ludźmi 😉). Otóż – madame Guiliano wygląda rewelacyjnie, jak na swoje – skończone w tym roku – 73 lata. Sprawdźcie sami! Typowa, zadbana Francuzka, rozświetlona uśmiechem, piękną sylwetką oraz dumna z bycia au naturel.
Madame Guiliano ma styl idealnie kompatybilny z potrzebą chwilowego wytchnienia, nieanalizowania, odpoczynku od głębin uwagi intensywnej i chęci wypłynięcia na płytkie i rozległe wody uwagi ekstensywnej. Jest taki typ książki, który pewnej grupie czytelników przypadnie do gustu i umili czas leżakowania na plaży, na tarasie, na trawie w przydomowym ogródku w trakcie tegorocznego, jakże upalnego, w swej afrykańskiej proweniencji, lata. Opowieść autorki o tym, aby jeść częściej, ale mniejsze porcje, aby uprawiać jakąkolwiek aktywność fizyczną (np. wchodzenie po schodach, zamiast jeżdżenia windą; samodzielne sprzątanie, miast zatrudniania ukraińskiej pomocy domowej), aby jeść de facto wszystko, na co ma się ochotę, tylko pamiętać o podstawowej zasadzie: toutes proportions gardées jest tak powabna, niczym jeden z kwarków 😂 Można spytać – kto z nas, dorosłych ludzi, żyjących świadomie i refleksyjnie, tego nie wie? Trzeba doprawdy o tym książki pisać? I czynić z prawd banalnych kwintesencję art de vivre à la française?


(...)

Ciąg dalszy na moim blogu:

https://librariummeum.blogspot.com/2019/07/francuzki-nie-tyja-sekret-jedzenia-dla.html

Jednym z moich nawyków jest analityczne, uważne obserwowanie ludzi. Czyli: mindfulness w wersji full wypas 🤣, by objawić się werbalnie jako wielkoformatowa femme du monde i Polka (obowiązkowa, politpoprawno-lewacko-terrorystyczno-kagańcowa dychotomia: Polki i Polacy), w takiej właśnie kolejności: najpierw Europejka i żeński odpowiednik homme du monde, potem, ewentualnie,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

844 użytkowników ma tytuł Francuzki nie tyją na półkach głównych
  • 424
  • 388
  • 32
137 użytkowników ma tytuł Francuzki nie tyją na półkach dodatkowych
  • 89
  • 15
  • 8
  • 8
  • 7
  • 6
  • 4

Inne książki autora

Mireille Guiliano
Mireille Guiliano
Mireille Guiliano (ur. 1946 r.), urodziła się i wychowała we Francji, wśród kucharzy i restauratorów. Jest absolwentką Sorbony i prestiżowego Instytutu Doskonalenia Tłumaczy. Po raz pierwszy pojechała do Ameryki w ramach programu wymiany studentów i szybko przekonała się, że amerykańskie jedzenie jej nie służy. Kilka lat po ukończeniu studiów przeprowadziła się do Nowego Jorku. Pracowała jako tłumacz w ONZ, zajmowała się promocją francuskiej kuchni i wina. Jest byłym dyrektorem zarządzającym należącej do koncernu LVMH grupy Veuve Clicquot, częstym gościem telewizyjnych talk-show, m.in. „Oprah”, „The Today Show”, CBS „The Early Show” i NBC „Dateline” jako uznany ekspert od spraw gastronomii.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Francuzki nie tyją

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Francuzki nie tyją