Europa. Opowieści podróżne

Okładka książki Europa. Opowieści podróżne
Andrzej StasiukMichał Rusinek Wydawnictwo: Magazyn Kontynenty reportaż
238 str. 3 godz. 58 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2019-04-04
Data 1. wyd. pol.:
2019-04-04
Liczba stron:
238
Czas czytania
3 godz. 58 min.
Język:
polski
ISBN:
9788394328139
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Europa. Opowieści podróżne w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Europa. Opowieści podróżne

Średnia ocen
6,5 / 10
53 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
190
130

Na półkach:

Zbiór esejów i opowiadań dla ludzi podróżujących. Ale chyba nie koniecznie w modne kierunki i na all inclusive.
Bardzo ciekawe historie. Odnalazłam tam inna perspektywę na miejsca w których byłam, inspiracje kolejnych kierunków na podróżniczej drodze, bliskie mi kosztowanie lokalnej kuchni i próbowanie trunków.
Na tyle mnie wciągnął, ze postanowiłam zamówić numer, czy dwa, magazynu Kontynenty, który nie wiem właściwie dlaczego, jeszcze do tej pory nie wpadł mi nigdy w ręce.

Zbiór esejów i opowiadań dla ludzi podróżujących. Ale chyba nie koniecznie w modne kierunki i na all inclusive.
Bardzo ciekawe historie. Odnalazłam tam inna perspektywę na miejsca w których byłam, inspiracje kolejnych kierunków na podróżniczej drodze, bliskie mi kosztowanie lokalnej kuchni i próbowanie trunków.
Na tyle mnie wciągnął, ze postanowiłam zamówić numer, czy dwa,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

317 użytkowników ma tytuł Europa. Opowieści podróżne na półkach głównych
  • 246
  • 67
  • 4
27 użytkowników ma tytuł Europa. Opowieści podróżne na półkach dodatkowych
  • 11
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Europa. Opowieści podróżne

Inne książki autora

Andrzej Stasiuk
Andrzej Stasiuk
Polski prozaik, poeta, publicysta, eseista, dramaturg, wydawca. Autor kilkudziesięciu książek o różnym charakterze gatunkowym i wielu felietonów prasowych („Tygodnik Powszechny”, „Gazeta Wyborcza” i inne). Wydalony kolejno: z liceum ogólnokształcącego, technikum, zasadniczej szkoły zawodowej. We wczesnych latach osiemdziesiątych zaangażowany w działalność ruchu Wolność i Pokój. Zdezerterował z wojska, za co półtora roku spędził w więzieniu. W 1987 roku wyjechał z Warszawy i zamieszkał w Wołowcu, w Beskidzie Niskim. Laureat wielu nagród, m.in. Nagrody Literackiej Nike (2005), Nagrody Literackiej Gdynia (2010), Nagrody Nowa Kultura Nowej Europy im. Stanisława Vincenza (2011), Dorocznej Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dziedzinie literatury (2011), Nagrody Literackiej m. st. Warszawy (2015), Austriackiej Nagrody Państwowej w dziedzinie literatury europejskiej (2016), Nagrody im. Nicolasa Bouviera (2018) oraz nagrody Orzeł Stulecia (2021). Jego książki są tłumaczone na niemal wszystkie języki europejskie, a także na koreański. Wraz z żoną Moniką Sznajderman prowadzi Wydawnictwo Czarne.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kroniki beskidzkie i światowe Andrzej Stasiuk
Kroniki beskidzkie i światowe
Andrzej Stasiuk
W tych klasycznych już felietonach Andrzeja Stasiuka dla „Tygodnika Powszechnego” z lat 2013-2018 najlepsze były jego rozhowory z owcą, jeszcze bardziej sceptycznie niż on sam generalnie nastawionej do ludzkości, a do jej polskiego plemienia szczególnie. Wydawałoby się, że takie fantasmagoryczne rozmowy to ucieczka przed męką wyboru tematu na cotygodniowy tekst (ależ to musi być mordęga!) . Ale nie, to naprawdę dyskusje z równorzędnym, a może czasem nawet i jeszcze bardziej refleksyjnym podmiotem. Przypomina mi się tu fragment z arcydzieła ”Na wysokiej połoninie” Stanisława Vincenza, któremu zdaje się hołdować Stasiuk, nie tylko z racji zamieszkania w pustym miejscu po „tamtych duchach”: „Wierzą tylko w lęk, płoszą się byle czym. Bać się, uciekać byle gdzie, oto ich drogowskaz. Ochrony szukają tylko w ciżbie. Dają się zaganiać, rozpędzać, zatrzymywać, łapać, strzyc, doić, zarzynać i dlatego są podstawą cywilizacji”. Spodobał mi się też pomysł Autora, równie fantastyczny jak realnie będący chyba ostatnią możliwą deską ratunku dla Kościoła katolickiego w Polsce - połączoną z rezygnacją z zamieszkiwania w pałacach z czasów, gdy hierarchowie wywodzili się z magnaterii. Tak, wiem ze dziś z trudem można to sobie wyobrazić, skoro współcześnie to najbardziej reprezentatywna reprezentacja ludu polskiego… „Chodziło mi o biskupów Kościoła katolickiego. (…) Wszyscy są starzy i zazwyczaj miny mają poważne, czyli w gruncie rzeczy ponure. (…) Zazwyczaj mają do kogoś pretensje. Zazwyczaj do innych, nigdy do siebie. Rzadko w ich słowach można znaleźć afirmację: życia, świata, uczuć, człowieczeństwa. Są skwaszeni. Są zgorzkniali. (…) Starzy mężczyźni u władzy to nie jest dobry pomysł. (...) Instynkt podpowiada mi, że kobiety robiłyby to lepiej. Są bliżej życia i bliżej uczuć (…) A intuicja i doświadczenie podpowiadają, że to kobiety lepiej się znają na miłości, że są jedyną szansą dla tej wpółmartwej instytucji, jaką na naszych oczach staje się Kościół”. „Nie mam władzy i nie jestem biskupem. Dlatego też mogę sobie pozwolić na heretycką wizję, w której młode i piękne kobiety zajmują miejsce starych, niezbyt urodziwych mężczyzn. Mogą być zamężne, stanu wolnego, w związkach nieformalnych, rozwiedzione, a nawet ”panny z dzieckiem”. Jeśli Bóg jest miłością, jak z uporem powtarzają starcy, to stan cywilny nie ma tu żadnego znaczenia”. To już mój 11. Stasiuk, to i bez trudu natrafiłem na jego - a także i moje - ulubione tematy, w tym zainteresowanie Bałkanami, Wschodem, ginącą kulturą chłopską (nie mylić z ludową!) i jeszcze paroma innymi odwiecznymi jego tematami…. „Popkultura przeżarła nas do szpiku kości. Jak nowotwór toczy naszą tożsamość i pamięć. Oczywiście możemy się od niej odwrócić i żyć w wieży z kości. Ale jeśli tylko będziemy chcieli coś światu powiedzieć, ocalić okruch pamięci, to świat nas nie zrozumie. Żeby nas wysłuchał, musimy użyć bełkotu, popgadki, ględźby dostępnej dla najgłupszych”. „Niewykluczone, że nigdy nie chcieliśmy być Europejczykami. Przecież ledwo starczało nam sił na obronę polskości, węgierskości, słowackości. Bycie Polakiem, Węgrem, Czechem, Słowakiem, czy Rumunem całkowicie nas pochłaniało. Na nic innego nie mieliśmy czasu”. „(Rosjanie) byli zupełnie jak my, Polacy. Śmiertelnie przejęci własnym obrazem w cudzych oczach”. „Mój naród tchórzy i ma pełno w gaciach – mówię dobitnie. (…) Pokonał wszechświatowe potęgi, tyranów obalał, a teraz trzęsie portkami przed paroma tysiącami głodnych i biednych głównie. Z pochodniami chodzi i niejakiego Hitlera wzywa mój naród, a przynajmniej jego część”. „Odwiedzam galerie handlowe i widzę tam bezdomnych albo samotnych, którzy po prostu przesiadują na ławkach. Nawet nie udają, że przyszli coś kupić. (…) Ponury to obraz: ci, którzy nie mają nic, chronią się w miejscu, gdzie jest wszystko (…) Młodzi zawsze w grupie, razem. Wyglądają na zadowolonych. To w końcu ich drugi dom (jeśli nie pierwszy). Widać, że dobrze się tu czują”. ”Lubię patrzeć na swój kraj. Ponieważ lubię patrzeć, jak znajome niepostrzeżenie zmienia się w nieznane”. „Gdziekolwiek się zwrócisz - gadanina. Jedni przekonują drugich. Wzdęci od swojej prawdy, z wąsami, bez wąsów, kobiety, mężczyźni, zwierzęta z podłożonym ludzkim głosem, sprzęt AGD do ciebie mówi, wdzięczy się proszek do prania, politycy mówią swoje, wychodzą z nich godzinne przemowy bez żadnych znaków przestankowych, ewentualnie z krótkimi przerwami na oddech. Bez szans na ciszę, bez chwili na własną myśl, chyba że umrzesz”. „Na podpałkę trochę papieru, o który coraz trudniej. Gazety drukują na czymś śliskim, plastikopodobnym, nasączonym farbami. Pali się to smrodliwie i niewyraźnie. W sumie nic dziwnego, bo większość dzisiejszych gazet jest smrodliwa i niewyraźna”. „Bogactwo najczęściej wychodzi nam jak słoma z butów”. „Bo ja mam taki czarny sen, że mnie zamykają w jednym pomieszczeniu z jakimś politykiem i nie można mu wyłączyć dźwięku”. „Ciało mojego brata będzie ekshumowane jako pierwsze” – powiedział zarządzający krajem. Tak powinno być. (…) Zarządzający powinien zarządzać kultem. Jest przebiegły, więc doskonale czuje, że żadni z nas chrześcijanie. Nie wierzymy w niewidzialne, wierzymy w istniejące”. „W którymś momencie ktoś zapytał, co Polacy myślą o Słowakach. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nic nie myślą. (…) – Och - powiedziałem w końcu – powinniście po prostu zrobić nam jakąś porządną krzywdę. Innego sposobu nie ma” (BTW: ilu z nas wie, że rządzona przez katolickiego księdza Słowacja razem z Hitlerem napadła na nas w 1939 r. - a potem zadbała o wywózkę swych Żydów do Auschwitz?).
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 7 2 lata temu
U nas każdy jest prorokiem. O Tatarach w Polsce Bartosz Panek
U nas każdy jest prorokiem. O Tatarach w Polsce
Bartosz Panek
Punktem wyjścia książki są fiszki pana Staszka - badacza kultury tatarskiej. Z tych skrawków życia, obyczajów, pamięci autor buduje opowieść o wspólnocie i jej trwaniu w XX wieku: przedwojenny mufti Szynkiewicz, dramat wojny, powojenne “rozpuszczenie się” w większości i stopniowy zanik. Ten obraz budowany jest wokół kilku wyrazistych portretów: wspomnianego muftiego, rodu Achmatowiczów, Dżennet Skibińskiej. Tatarskość rozpięta między religią, tradycją, pamięcią przodków a polskością, doświadczeniem asymilacji, która po 1945 roku postępuje w tempie niespotykanym nigdy wcześniej. Okupacja niemiecka i sowiecka, a następnie stalinizm przyniosły utratę gniazd rodzinnych. Przesiedlenia wymusiły redefinicję tożsamości: ukrywanie jej, polonizację imion, niekiedy konwersję na katolicyzm. Życie “Tatara polskiego” zestawione jest z konkretnymi wyzwaniami i pokusami, naznaczone w niektórych przypadkach mitomanią, co utrudnia stworzenie jednoznacznego historycznie portretu, a zarazem pokazuje, jak bardzo jednostka chce stworzyć wartościowy obraz swoich doświadczeń. Obok wątków biograficznych pojawiają się elementy obyczajów, wierzeń - ślady jednej z kultur tworzących Rzeczpospolitę Obojga Narodów. Kultury, której nie unicestwiły rozbiory; Dwudziestolecie międzywojenne jawi się jako oaza normalności. Dopiero stalinowska inżynieria społeczna definitywnie niszczy tą ciągłość - odcina od korzeni i rozrzuca po świecie.
mariuszowelektury - awatar mariuszowelektury
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Wieczny początek. Warmia i Mazury Beata Szady
Wieczny początek. Warmia i Mazury
Beata Szady
"U was, jak dzieciak na asfalcie rysuje dom, to szuka choćby kawałka cegły, żeby dach pokolorować na czerwono!" - to odkrycie mojej zdziwionej kuzynki, która w latach 90-ych przyjechała do nas z "centrali". Wiedziałam, że u nich na Mazowszu królował biały pustak i dachy ze szlachetnego, szarego eternitu, ale nigdy nie zastanawiałam się nad tym, dlaczego dachy zawsze koloruję na czerwono. To było naturalne: trawa - zielona, woda - niebieska, dach - czerwony... Z perspektywy małej ojczyzny pewne rzeczy są oczywiste. Jak pagórki. Kuzynka żaliła się na nie, że niby widok zasłaniają. Mnie było żal jej, że ma u siebie nudny krajobraz, płaski jak stół, i żadnej przyzwoitej górki do zjeżdżania na sankach. Warmia i Mazury. Katolicy i protestanci. Polacy i Niemcy. Tutejsi i napływowi. Podziały wydają się takie proste i wygodne. Ale już pierwsza z opisanych w książce historii pokazuje, że życie weryfikuje i burzy te budowane przez nas regularne konstrukcje tworzone "pod linijkę". W takich miejscach jak Warmia czy Mazury ktoś z nazwiskiem na "-ski" mógł czuć się Niemcem, ktoś o niemieckim nazwisku mógł czuć się Polakiem. Mazurskim ewangelikom zdarzało się chodzić na pielgrzymki do sanktuarium maryjnego w Świętej Lipce. Wioska zamieszkała wyłącznie przez Polaków mogła w plebiscycie w 100% opowiedzieć się za dobrze sobie znanymi Prusami Wschodnimi, a nie za odległą Polską. Warmiacy i Mazurzy, przez Niemców nazywani "Polaczkami" po wojnie byli przez przybyszów z "centrali" nazywani "Szwabami". Niemcy, którzy po wojnie wyjechali do Niemiec mogli czuć się tam obco. Były wyjazdy, ale i powroty, choć często nie było już do czego wracać. Pokręcone to wszystko i tragiczne. Książka Beaty Szady jest bardzo głęboko zakorzeniona w moich rodzinnych stronach. Gdybyście wiedzieli, jak pięknie wygląda plaża w Kikitach, gdy się o zachodzie słońca nadjedzie od Biesowa... Tym bardziej mnie cieszy, że jest to książka dobrze napisana, którą pochłonęłam już dwa razy nie tylko dlatego, że potwierdza to, co słyszałam na własne uszy od starszych. Autorka świetnie pokazuje specyfikę regionu. Nie tylko opisuje zawiłe losy rodzin, ale i porusza trudne kwestie jak gwałty przez radzieckich "wyzwolicieli", bandycka działalność szabrowników tuż po wojnie, siłowe przejmowanie przez katolików kościołów poewangelickich a także sprawy bardziej współczesne, jak niszczenie tradycyjnej architektury czy napływ "nowych", którzy chcą zachowywać stare i tworzyć nowe w swojej wybranej małej ojczyźnie. W książce zawarła też przydatną ściągę dla barbarzyńców, którzy nie odróżniają Warmii od Mazur. Pracę włożoną przez Autorkę doceniam również z jeszcze jednego, przyziemnego powodu: doskonale rozumiem, jak trudno jest przemieszczać się na warmińskiej prowincji, gdy się "dla dobra ludzkości" nie prowadzi samochodu. Dotarcie rowerem do miejsc i rozmówców mieszkających na wygwizdowie wymagało sporo wysiłku. Serdecznie pozdrawiam z warmińskiej kolonii 1,5 km od przystanku, na który rzadko coś przyjeżdża, łącząc się w bólu, ale bez nadziei, że sytuacja ulegnie poprawie. PS. Błagam, nie mylcie Warmii z Mazurami. To zbrodnia, z którą równać się może chyba tylko pomylenie Zagłębia ze Śląskiem.
Warmiaczka - awatar Warmiaczka
oceniła na 8 4 dni temu
Wędrowny Zakład Fotograficzny Agnieszka Pajączkowska
Wędrowny Zakład Fotograficzny
Agnieszka Pajączkowska
Co to właściwie jest? Ni warszawski pies, ni podlaska wydra... Wolę nie patrzeć na tę książkę jak na reportaż, bo w tej kategorii wypada tak sobie. Broni się jako pamiętnik z podróży, który dobrze się czyta, i którego wartością dodaną są opowiedziane przez napotkanych ludzi historie ze światów odległych w czasie, a często i przestrzeni. Ze światów, których już nie ma albo powoli, ale nieuchronnie wymierająch, jak wsie przy granicy, w których umierają nie tylko starzy ludzie, ale i stare domy. Ba! - nawet cmentarze umierają... Ale są i wątki bardziej współczesne. Autorka odnotowuje nawet niekiedy, że i na przygraniczne wsie dociera czasem XXI wiek... Część poświęconą Wschodowi uważam generalnie za ciekawszą. Zachód jest tu trochę jakby na przyczepkę. Szkoda, że fotografii jest niewiele i nie pozwalają one zidentyfikować ani osób, ani miejsc. Taka anonimowość może i jest wygodna dla autorki i wydawcy (przy symbolicznych kadrach typu zbliżenie na spracowane dłonie zgoda na publikację wizerunku, nazwiska czy nazwy wsi nie jest potrzebna), ale moim zdaniem książka traci przez to na wartości dokumentalnej. Pomysł na podróż z fotografią był ciekawy, acz Autorka chyba tej książki nie planowała, stawiając na osobiste doświadczanie świata Człowieka Pogranicza. Mimo pewnych mankamentów uważam, że warto przeczytać. Gdyby nie brak podsumowania / syntezy czy jakiejś zauważalnej pracy badawczo-analitycznej, ocena by była wyższa. I gdyby nie to, że właśnie kończę czytać po raz drugi książkę "Wieczny początek. Warmia i Mazury", z której też poznaję losy ludzi, którymi targała historia, ale jednak to już wyższa liga, niż prosta strategia "opiszę, co mi się przydarzyło, i co usłyszałam od ludzi".
Warmiaczka - awatar Warmiaczka
oceniła na 6 5 dni temu
Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca Artur Klinau
Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca
Artur Klinau
Życie w komunistycznym mieście. „Czy było lepsze miejsce, w którym odrodzić się mogło Miasto Słońca Utopii, Wyspy, której nie ma, niż Kraina, której nie ma, zamieszkana przez Naród, którego nie ma, ze stolicą w Mieście, którego nie ma? Miasto Słońca jako fizyczne ciało mogło zamieszkać jedynie w mieście idealnie bezcielesnym”. Sięgając po książkę pod tytułem „Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca” zupełnie nie wiedziałem, czego się po niej spodziewać. Pewną podpowiedzią było wydawnictwo. Tytuł ten ukazał się bowiem w serii Sulina nakładem Czarnego, słynącego ze znakomitych reportaży. Jego autorem jest Artur Klinau, białoruski pisarz, scenarzysta, malarz i architekt. Mana swoim koncie dwie powieści, za jedną z nich w roku 2014 otrzymał Nagrodę Literacką im. Jerzego Giedroycia. Jednak tytuł książki niektórych może wprowadzić w błąd. Nie jest to bowiem klasyczny przewodnik po mieście. Trudno byłoby go wziąć do ręki i spacerować z nim po Mińsku, chociaż nie jest to niemożliwe. Mimo to, a może właśnie dlatego, pozycja ta bardzo przypadła mi do gustu. Autor porusza w nim bowiem szereg interesujących wątków i tematów. Czyni to w sposób prawdziwie ciekawy i zajmujący czytelnika. Jego styl i język są bardzo oszczędne, ale dzięki temu książka jeszcze zyskuje. Biorąc ją do ręki byłem zaskoczony jej objętością – liczy tylko sto pięćdziesiąt stron. O czym więc pisze Klinau? Według mnie przede wszystkim pisze o rzeczywistości komunistycznego państwa. O życiu w komunistycznym mieście i kraju, niezależnie od tego, jak on się nazywa i gdzie leży. Oczywiście autor urodził i wychował się w Mińsku. Nie może więc dziwić fakt, że jednym z bohaterów jego powieści jest tytułowy Mińsk. Pisze o nim z pewnym sentymentem – wszak wszyscy mamy wyidealizowany obraz swego kraju lat dziecinnych. Jednak wraz z upływem lat, wraz z wchodzeniem w dorosłość Artur Klinau zauważa wszystkie paradoksy i cienie komunistycznego miasta, komunistycznego kraju i komunistycznego systemu. Punkt po punkcie obnaża je przed swoim czytelnikiem. Jednak punktem wyjścia dla autora jest historia. Tutaj mam najwięcej zastrzeżeń. Autor pisze bardzo skrótowo, wielkie historyczne procesy i wydarzenia często kwituje jednym zdaniem. Stąd też wskazane jest, aby czytelnik był zorientowany w historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów i Rosji, inaczej bowiem ciężko będzie mu zrozumieć mocno hasłowe wywody autora. Szczerze wątpię, czy czytelnik zachodni zrozumie te fragmenty. Do niektórych fragmentów również ja mam zastrzeżenia. Otóż autor stwierdza, że „w roku 1569 Księstwo Litewskie zawarło z Królestwem Polskim unię skierowaną przeciwko wschodnim agresorom”. Informacja ta, chociaż prawdziwa jest pozbawiona szerszego kontekstu. Autor ciągle pisze o Litwie, o Wielkim Księstwie Litewskim. Nie zauważa, że już od 1385 roku Litwa znajdowała się w unii z Polską. Fragment o Wojnie Północnej jest tak napisany, że ktoś nie znający historii bardzo niewiele z niego zrozumie. Jest jednak coś, co jest olbrzymią wartością dodaną tej książki. To wspomniana już przeze mnie charakterystyka życia w komunistycznym państwie. Czy bowiem życie wyglądało tak tylko w Mińsku? A może każde państwo za Żelazną Kurtyną było takim właśnie Miastem Słońca. Miejscem, które rządziło się swoimi prawami. Miejscem, gdzie „Słowo było ważniejsze od Rzeczywistości” – cóż za genialna fraza. Komuniści nie przejmowali się rzeczywistością. Oni ją kształtowali. Jeżeli coś nazywali, to ludzie tak na to mówili. Nikt nie mógł mieć własnego zdania. Nikt nie mógł żyć poza Systemem, który otaczał i przenikał wszystko. Czego mi w książce zabrakło? Zabrakło mi dziejów najnowszych Mińska. Dość powiedzieć, że o epoce Łukaszenki autor wspomina na kilku stronach dopiero w Epilogu. Szkoda, że autor nie poświęcił nieco więcej miejsca, aby przybliżyć czytelnikom, jak Mińsk wygląda obecnie. Reasumując książka „Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca”, była dla mnie prawdziwą literacką ucztą. Nie spodziewając się tego zupełnie, otrzymałem fascynujące studium życia w komunistycznej rzeczywistości. Autor zastanawia się, czy na Ziemi można zbudować Utopię? Czy może ten eksperyment był tak tragiczny, bo przeprowadzili go Rosjanie? Polecam gorąco wszystkim interesującym się komunizmem, próbą opisu komunistycznej rzeczywistości i uchwycenia jej istoty. Według mnie to świetna książka. Wojciech Sobański
Wojtek - awatar Wojtek
ocenił na 8 11 miesięcy temu
Gure. Historie z Kraju Basków Katarzyna Mirgos
Gure. Historie z Kraju Basków
Katarzyna Mirgos
Kraj Basków to nie miejsce, to stan umysłu, którego nie da się zamknąć w turystycznej broszurze”. Niestety, po lekturze książki „Gure. Historie z Kraju Basków” autorstwa Katarzyny Mirgos, można odnieść wrażenie, że autorka nie do końca wzięła sobie tę maksymę do serca. Choć publikacja obiecuje intymny wgląd w duszę jednego z najbardziej fascynujących i skomplikowanych narodów Europy, ostatecznie otrzymujemy produkt, który utknął w martwym punkcie między ambitnym reportażem a subiektywnym pamiętnikiem z podróży. Głównym problemem „Gure” jest jej fragmentaryczność. Autorka serwuje nam zbiór luźnych opowieści, które rzadko układają się w spójną całość. Czytelnik liczący na rzetelną analizę baskijskiej tożsamości czy skomplikowanej historii ETA, poczuje się rozczarowany. Mirgos ślizga się po powierzchni tematów, które wymagają chirurgicznej precyzji. Zamiast wejść w trudny dialog z historią, autorka często ucieka w bezpieczne, niemal pocztówkowe opisy krajobrazów i lokalnej kuchni. Styl autorki bywa nużący. Nadmiar poetyckich metafor i osobistych wtrętów sprawia, że sama postać Katarzyny Mirgos staje się momentami ważniejsza niż jej bohaterowie. Reportaż, z definicji, powinien oddawać głos „innemu”, tymczasem w „Gure” ten głos jest skutecznie tłumiony przez subiektywny filtr autorki. Czytając o baskijskich tradycjach, częściej dowiadujemy się, co czuła autorka, patrząc na góry, niż co czują sami Baskowie, żyjąc w cieniu swojej burzliwej przeszłości. Kolejnym zarzutem jest unikanie trudnych pytań. Kraj Basków to region zdefiniowany przez konflikt, opór i niezwykle silne napięcia polityczne. Mirgos traktuje te zagadnienia z niemal lękową ostrożnością. W efekcie otrzymujemy obraz wygładzony, pozbawiony pazura i niezbędnego w literaturze faktu krytycyzmu. To wizja Baskonii „dla turystów” – bezpieczna, estetyczna, ale przez to mało autentyczna. „Gure. Historie z Kraju Basków” to książka poprawna, ale nic ponadto. Brakuje w niej drapieżności charakterystycznej dla najlepszych polskich szkół reportażu. To pozycja, która ładnie wygląda na półce i może służyć jako nastrojowy wstęp do wakacji w San Sebastián, ale zawodzi jako próba zrozumienia fenomenu baskijskości. Jeśli szukasz głębokiej analizy i mięsa dziennikarskiego, „Gure” prawdopodobnie pozostawi Cię z poczuciem niedosytu i poznawczej pustki.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 2 miesiące temu
Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii Małgorzata Sidz
Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii
Małgorzata Sidz
Właśnie dlatego uwielbiam reportaże wydawane przez wydawnictwo Czarne, bo wymykają się schematom pisania o innych krajach, gdzie wyobrażenia są kreowane poprzez pewnego rodzaju intuicje, które przychodzą na myśl, kiedy myśli się o danym miejscu. W tej książce Małgorzata Sidz wchodzi daleko głębiej w to, czym Finlandia naprawdę jest. Uczestniczy bowiem w życiu codziennym zwyczajnej społeczności, wchodzi w relacje, nawiązuje znajomości, zaprzyjaźnia się, po to tylko, żeby lepiej poznać mieszkańców tego kraju, a przez to sam kraj. Większości osób Finlandia kojarzy się jako cicha, spokojna, nieco zimna oaza położona gdzieś na uboczu historii, gdzie piękno przyrody przeplata się z literackim wyobrażeniem jej tematu poprzez pryzmat przede wszystkim Muminków. Autorka widzi daleko więcej, dostrzega samotność, przemoc domową, traumy wynikające z trudnych historycznych doświadczeń i bieżących problemów, alkoholizm – wszystko to, co wydawałoby się nie pasuje do wizerunku tego kraju, a jednak tam jest. Autorka pisze bardzo oszczędnym językiem, opowiada historie, ale stara się ich nie komentować, nie staje po  żadnej ze stron, pozwalając aby to historie opowiadane przez życie zwykłych Finów wybrzmiały najmocniejszą opowieścią. Książka pokazuje wielowymiarowość Finlandii, która już po lekturze nie będzie mi się kojarzyła tylko z dobrobytem i pięknem Skandynawii, ale także z trudami dnia codziennego, który nie jest wolny od cierpienia spotykanego pod każdą szerokością geograficzną.
Arek - awatar Arek
ocenił na 6 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Europa. Opowieści podróżne

Więcej
Andrzej Stasiuk Europa. Opowieści podróżne Zobacz więcej
Więcej