rozwiń zwiń

Coraz mniej światła

Okładka książki Coraz mniej światła
Nino Haratischwili Wydawnictwo: Otwarte powieść historyczna
768 str. 12 godz. 48 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Das mangelnde Licht
Data wydania:
2022-10-12
Data 1. wyd. pol.:
2022-10-12
Liczba stron:
768
Czas czytania
12 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381352277
Tłumacz:
Irena Dębek

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Coraz mniej światła w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Coraz mniej światła



książek na półce przeczytane 2468 napisanych opinii 2361

Oceny książki Coraz mniej światła

Średnia ocen
8,0 / 10
1022 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
681
404

Na półkach:

Coraz mniej światła” Nino Haratischwili to powieść, z którą niestety nie dałam rady dotrwać do końca. Po znakomitym „Ósmym życiu” liczyłam na równie intensywne emocje i literacką głębię. Tymczasem dostałam książkę rozwleczoną do granic możliwości, przytłoczoną nadmiarem opisów i pobocznych wątków. Autorka wprowadza ogromną liczbę postaci drugoplanowych, które niewiele wnoszą do głównej opowieści, a zamiast pogłębiać historię, skutecznie ją rozmywają.
Rys historyczny jest bez wątpienia mocną stroną tej powieści — tło wydarzeń zostało przedstawione solidnie i z rozmachem. Niestety całość tonie w długich, wielostronicowych opisach jednej sceny, emocji czy myśli, co zabija tempo i czytelnicze zaangażowanie. Momentami odnosi się wrażenie, że książka sama gubi swój punkt ciężkości.
To jeden z tych przypadków, gdzie mniej naprawdę znaczyłoby więcej. Gdyby skupić się na tym, co istotne, i odważnie okroić objętość, powstałaby bardzo dobra powieść. W obecnej formie to dla mnie lektura męcząca i zwyczajnie przegadana. Bez żalu żegnam się z autorką i szczerze nie rozumiem zachwytów nad tym blisko ośmiusetstronicowym tomiskiem.

Coraz mniej światła” Nino Haratischwili to powieść, z którą niestety nie dałam rady dotrwać do końca. Po znakomitym „Ósmym życiu” liczyłam na równie intensywne emocje i literacką głębię. Tymczasem dostałam książkę rozwleczoną do granic możliwości, przytłoczoną nadmiarem opisów i pobocznych wątków. Autorka wprowadza ogromną liczbę postaci drugoplanowych, które niewiele...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

3022 użytkowników ma tytuł Coraz mniej światła na półkach głównych
  • 1 821
  • 1 145
  • 56
374 użytkowników ma tytuł Coraz mniej światła na półkach dodatkowych
  • 185
  • 82
  • 34
  • 24
  • 19
  • 16
  • 14

Inne książki autora

Nino Haratischwili
Nino Haratischwili
Nino Haratischwili urodziła się w 1983 roku w Tbilisi. Gdy miała dwanaście lat, wyemigrowała do Niemiec ze swoją matką. Studiowała w Hamburgu i Tbilisi. Obecnie mieszka w Berlinie. Jest odnoszącą sukcesy powieściopisarką, dramatopisarką i reżyserką teatralną.   Debiutowała w 2010 roku powieścią „Juja”. Rok później ukazał się „Mój łagodny bliźniak”, a w 2018 roku „Kotka i Generał”. Uwielbienie czytelników i największą sławę przyniosła jej jednak saga „Ósme życie (dla Brilki)” nominowana do Międzynarodowej Nagrody Bookera. W Stanach Zjednoczonych trwają prace nad ekranizacją tej powieści.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ucieczka niedźwiedzicy Joanna Bator
Ucieczka niedźwiedzicy
Joanna Bator
"Na kobiety w moim wieku nikt nie patrzy, o ile nie włażą na ścieżkę rowerową, i nie grzebią się przy kasie" Ależ te opowiadania były takie "moje" Od samego pierwszego wiedziałam, że ta książka mi się spodoba, zresztą jak i poprzednie tej autorki. Te postacie skrojone tak jakby pode mnie. Po trochę byłam każdą z nich i nie ważne starszą, czy młodszą, kobietą czy nawet "babochłopem". Zaprzyjaźniłam się też ze wszystkimi zwierzakami z tych historii. Z psami, kotami, nietoperzami, niedźwiedzicą, żółwiem, który zajmował się absorpcją i destylacją smutku, a nawet z tym karpiem, po którego w pewną wigilię wyszedł tatuś i... przepadł na 10 lat. Książka, można powiedzieć, jest przesiąknięta smutkiem, ale tym jakimś spokojnym, o zapachu surowej pigwy. Te wszystkie postacie, jakże realne, a jednocześnie jakby nie z tego świata jakieś oniryczne, ulotne. Wciąż czegoś poszukujące i to albo zupełnie realnie, domu dla swojej "rodziny", albo spokoju, czy wręcz śmierci. Wszyscy dokonują jakichś wyborów i ponoszą jakieś konsekwencje, samo życie... Opowiadania się łączą jakby nie każde z każdym od razu, niby niechcący i przypadkowo, ale się łączą, dlatego w sumie każdą sytuację możemy obejrzeć właściwie z każdej strony z perspektywy każdej postaci. Jednak ja proponuję zaopatrzyć się w notes, bo tych zdarzeń, osób, imion i nazwisk jest całkiem sporo i naprawdę łatwo się zgubić. Tworzy się z tego taka sieć, trzecie opowiadanie łączy się z drugim, piąte z ósmym, potem ósme znowu z trzecim czy drugim. Bardzo jest to ciekawe rozwiązanie, trzeba naprawdę czytać uważnie, albo notować. Na koniec mogę tylko stwierdzić, że pani Bator po raz kolejny mnie nie zawiodła i pokazała jaką świetną jest opowiadaczką historii.
Żona_Pigmaliona - awatar Żona_Pigmaliona
oceniła na 8 8 miesięcy temu
Wyspa zaginionych drzew Elif Shafak
Wyspa zaginionych drzew
Elif Shafak
Wyspa zaginionych drzew to historia o poszukiwaniu własnej tożsamości i próbie zrozumienia różnic kulturowych. W narracjach przeplatają się perspektywy kilku osób, w tym również drzewa! Śledzimy losy Ady, która zmaga się z żałobą po zmarłej matce. Nastolatka mieszka wraz z ojcem w Londynie i próbuje zrozumieć genezę swojej rodziny. Ojciec jest Grekiem, matka była Turczynką. Ich młodzieńcza miłość nie mogła rozkwitnąć, przez toczący się na Cyprze konflikt i różnice kulturowe. Cofamy się również do czasów młodości Dafne i Kostasa i jesteśmy świadkami traumatycznych wydarzeń rozgrywających się w kraju ogarniętym wojną domową. Pojawia się również subtelne nawiązanie do związków homoseksualnych, które w tamtych czasach miały nie miały prawa bytu. Na uwagę zasługuje również historia drzewa,l figowego, które w cudowny, nieco magiczny sposób opisuje tamte wydarzenia. Jego obecność na Cyprze i podróż do Anglii jest bardzo symboliczna. Podrozdziały pisane z perspektywy figi, choć urocze, momentami stawały się nużące. Żałuję również, że tak szybko zakończył się wątek Ady i jej szkolnego incydentu. Myślę, że zasługiwał na nieco więcej przestrzeni w książce. Wyspa zaginionych drzew to książka pełna uroku i delikatności, mimo że poruszane są w niej trudne tematy: konflikt domowy, różnice kulturowe, trauma, strata, żałoba, alkoholizm, homoseksualizm… i wiele, wiele innych. Ludzie są jak drzewa, wyrwane z korzeniami i przeniesione do nowego miejsca, w którym od nowa muszą nauczyć się żyć.
SomniaVenatrix - awatar SomniaVenatrix
ocenił na 8 2 miesiące temu
Chołod Szczepan Twardoch
Chołod
Szczepan Twardoch
o książce dowiedziałem się z bannerów reklamowych, które po prostu pojawiały mi się przed oczami zbyt często. jako że jestem już po kilku pozycjach Twardocha, "chołod" postanowiłem przeczytać w ciemno. prewencyjnie sprawdziłem tylko czy historia nie jest o Warszawie. okazało się, że jest o ruskich. i to mnie turbo przyspieszyło do czytania. Twardoch jeździ na daleką północ by tam z dala od ludzi ładować baterie. podczas jednej z wypraw spotyka starszą kobietę, która oferuje mu podróż swoja łodzią. na łodzi kobieta pokazuje mu dziennik i zachęca do czytania. więc Twardoch czyta i opowiada o perypetiach Konrada Widucha, Ślązaka z Pilchowic, który po I wojnie światowej trafia do syberyjskiego łagru, z którego ucieka i dociera do miejsca zwanego Chołod. gdyby nie film Zjawa z DiCaprio ciężko byłoby mi sobie wyobrazić perypetie Konrada Widucha. język powieści jest specyficzny i to nadaje wiarygodności, choć nie wierzę, że akurat na dalekiej północy znalazł się dziennik - idealny na książkę, dziennik - w którym Widuch-zły duch, Widuch - najduch akurat pochodził z Pilchowic, miejscowości rodzinnej Twardocha. niemniej jednak od tego są książki, żeby w takie historie wierzyć. niektórzy doszukują się jakiejś kontynuacji Pokory. hmm, nie wiem, może pewne fakty da się połączyć. mnie się książka podobała średnio, szczególnie ostatnia scena. pewnie podobałaby mi się bardziej przed 24 lutego. pokora>drach>byk>chołod jeśli chodzi o śląskie motywy w twórczości autora.
Polubic_czytanie - awatar Polubic_czytanie
ocenił na 6 11 dni temu
Królowa piękna z Jerozolimy Sarit Yishai-Levi
Królowa piękna z Jerozolimy
Sarit Yishai-Levi
„Błogosławione niech będą Twoje ręce, które przyniosły nam tę dziewczynkę. Niech wyrośnie na dumną córkę Izraela, piękną jak sama Jerozolima”. Ten cytat, choć pełen nadziei, stanowi jedynie fasadę dla skomplikowanych i często bolesnych losów kobiet z rodu Ermoza. Sarit Yishai-Levi w swojej epickiej powieści Królowa piękna z Jerozolimy tka gęstą sieć miłości, nienawiści i rodzinnych klątw, rzucając je na tło burzliwej historii Izraela – od czasów panowania osmańskiego, przez brytyjski mandat, aż po współczesność. Moja ocena tej sagi to mocne 8/10; to literatura, która pachnie szafranem, smakuje chałwą, ale i piecze jak sól na otwartych ranach. Fabuła koncentruje się na losach czterech pokoleń kobiet. Poznajemy prababkę Mercadę, surową strażniczkę tradycji, jej synową Rosę, która poślubiła mężczyznę kochającego inną, oraz tytułową „królową piękna” – Lunę, kobietę o magnetycznej urodzie, która pod maską próżności skrywa głębokie traumy. Narratorką jest Gabriela, najmłodsza z rodu, która próbuje posklejać kawałki rodzinnej historii, by zrozumieć chłód bijący od jej własnej matki. To opowieść o tym, jak niewypowiedziane słowa i źle ulokowane uczucia potrafią zatruć krew kolejnych pokoleń, tworząc „klątwę”, przed którą nie ma ucieczki. Największą siłą powieści Sarit Yishai-Levi jest jej niezwykła zmysłowość. Autorka nie tylko opisuje Jerozolimę – ona ją przed nami buduje. Czytelnik niemal słyszy gwar na targowisku Mahane Yehuda, czuje szorstkość kamiennych murów i smak sefardyjskich potraw. Język ladino, wpleciony w narrację, nadaje książce unikalnego, nostalgicznego charakteru. To rzadki wgląd w kulturę Żydów sefardyjskich, ich obyczajowość, przesądy i dumę, która bywa równie budująca, co niszcząca. Autorka pokazuje, że Jerozolima to nie tylko miejsce na mapie, ale stan ducha, w którym sacrum nieustannie miesza się z profanum. Yishai-Levi po mistrzowsku kreśli tło historyczne. Wielka historia – wojny, zamachy, powstawanie państwa – nie jest tu tylko dekoracją. Wpływa ona bezpośrednio na intymne życie bohaterów, determinuje ich wybory i łamie kręgosłupy. Szczególnie poruszające są fragmenty dotyczące walki o niepodległość i tego, jak podziały polityczne przenikają do sypialni i kuchni, dzieląc braci i małżonków. Autorka nie unika tematów trudnych: biedy, przemocy domowej czy skomplikowanych relacji żydowsko-arabskich, które w tamtym czasie miały zupełnie inny, często sąsiedzki wymiar. Dlaczego 8/10? Powieść jest momentami nierówna. Niektóre wątki, zwłaszcza te dotyczące współczesnej Gabrieli, wydają się nieco bledsze w porównaniu z ognistą i dramatyczną przeszłością Luny czy Rosy. Autorka ma też skłonność do powtarzania pewnych motywów, co przy tak dużej objętości może wywoływać u czytelnika lekkie znużenie. Niemniej jednak, emocjonalny ładunek tej książki jest tak potężny, że drobne mankamenty konstrukcyjne schodzą na dalszy plan. Królowa piękna z Jerozolimy to saga o kobietach, które kochają za mocno i mężczyznach, którzy nie potrafią kochać wcale. To bolesna lekcja o tym, że uroda bywa przekleństwem, a milczenie najgorszą zbrodnią. Sarit Yishai-Levi napisała książkę, która jest jak sama Jerozolima: piękna, okrutna, pełna sprzeczności i niemożliwa do zapomnienia. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto kocha sagi rodzinne z wyrazistym rysem historycznym i kulturowym. Po jej odłożeniu jeszcze długo będziecie czuć na wargach smak słodko-gorzkiej herbaty serwowanej w domu Ermozów.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 27 dni temu
Światłość i mrok Małgorzata Niezabitowska
Światłość i mrok
Małgorzata Niezabitowska
Nie szukam na kartach powieści wielkich miłosnych uniesień. Dlatego mam tak mało książek tego typu w domu. „Światłość i mrok” słynnej Małgorzaty Niezabitowskiej należy do tych tajemniczych wyjątków, obok których nie potrafię przejść obojętnie. Sama nie wiem, co w sobie takiego miała, ale chciałam koniecznie poznać tę historię. Czułam gdzieś w sobie, że będę miała do czynienia z nietuzinkową opowieścią i mój instynkt mnie nie mylił. Kresowa miejscowość Kołki. Maj 1939 rok. Przyszły dziedzic pobliskiego majątku ziemskiego Jan Worotyński zostaje zaproszony przez swojego żydowskiego przyjaciela Meira na ślub i wesele. Bierze on sobie za żonę piękną chasydkę, więc Janek jest świadkiem nietypowego ceremoniału i po raz pierwszy styka się z zamkniętym dla nie-Żydów środowiskiem. Tam spotyka siedemnastoletnią siostrę panny młodej Chanę Zingelbojm i zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Skromna i bogobojna dziewczyna odwzajemnia to nagłe uczucie z równą intensywnością. Jednak w społeczności chasydzkiej traktuje się takie związki z największym wstrętem. Tego typu miłość jest hańbiąca, grzeszna i szaleńcza, szczególnie w rodzinie Zingelbojmów, którzy mieli już sporo odstępstw od znanego porządku religijnego. Również rodzina Jana nie wyobraża sobie chasydzką dziewczynę w roli przyszłej pani dworu. Sytuacja jest beznadziejna, a wsparcie nie napływa z żadnej strony. Pomimo tak wielu przeszkód, zakochani postanawiają zawalczyć o swoją miłość, a to doprowadza do wielu dramatycznych sytuacji. Istnieje naprawdę wiele powieści miłosnych ze słabo zarysowaną historią w tle. Niektóre można poznać już po samych okładkach. „Światłość i mrok” nie należy wrzucać do tego samego wora, co inne książki tego typu. Małgorzata Niezabitowska stworzyła niebanalną historię miłosną, którą śledziłam z niezwykłym oczekiwaniem, a część historyczna była równie ważna i ekscytująca. ROMEO I JULIA Inspiracja tytułowej pary z najpopularniejszego utworu szekspirowskiego była niepodważalna. Niektórzy bohaterowie nawet wprost powołują się na ten tytuł. Uczucie, które połączyło Chanę i Jana było czyste, niespodziewane, gwałtowne i… pozbawione wszelkiej krzty rozsądku. Podziały społeczne, wpojone od dziecka przekonania religijne czy oczekiwania otoczenia - to wszystko gasło i cichło w obliczu tej nagłej miłości, która narodziła się w ciągu sekundy i nie zgasła pod wpływem czasu czy trudności. Dzięki narracji wieloosobowej możemy poznać zarówno perspektywę widzianą od strony Jana, jak i od Chany. Oboje podchodzą na swój sposób do tego wszystkiego, a ich charaktery próbują się dostosować do tego nowego uczucia. Dla nich nie ma wątpliwości czy innych opcji poza byciem ze sobą. Ta zakazana miłość wpływa nie tylko na życie Jana i Chany, ale także na ich bliskich, których myśli i zapatrywania także poznajemy w powieści. Poszczególni członkowie rodziny Jana i Chany nie są szarą masą, która istnieje tylko po to, by reagować w określony sposób na tę egoistyczną relację „głównej pary”. Są to barwne i interesujące postacie, które posiadają własny charakter, różne zapatrywania na świat oraz złożoną historię życiową. Oni mają także swoje relacje międzyludzkie, a ich postrzeganie miłości oraz rozsądek często stoją w opozycji do postawy, którą prezentują Jan i Chana. Dlatego nie potrafią im okazać takiego zrozumienia, jakiego potrzebują. Jako czytelnik bardziej do mnie przemawiał ich punkt widzenia oraz emocje. Ogólnie jednak uważam, że postacie pani Niezabitowskiej nie są dla czytelnika wygodni. Szczególnie zachowanie Jana było… problematyczne. Te podyktowane emocjami, a nie logiką decyzje mogą nas często frustrować, choć są w pełni zrozumiałe, gdy im się bliżej przyjrzymy. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że są to bardzo życiowe reakcje. Również konsekwencje emocjonalne poszczególnych decyzji mogłyby się w prawdziwym życiu dokładnie w taki sam sposób wydarzyć. Wszystko jest tu bardzo dobrze dopracowane i w pełni uwierzyłam, że autorka ma pełną kontrolę nad swoimi postaciami oraz ich emocjami. SPOŁECZNA KOEGZYSTENCJA Autorka zadbała nie tylko starannie o konstrukcję historii miłosnej. Prawdziwe wrażenie zrobił świat, którego wykreowała subtelnym piórem. Oprowadziła nas ochoczo nie tylko po kołkowkim sztetl, ale mieliśmy także wgląd do chłopskiej chaty oraz majątku ziemskiego. Poznajemy w tej powieści z grubsza trzy grupy społeczne, które zamieszkiwały okolicę Kołek. Mamy więc Żydów… i to zarówno tych przedsiębiorczych, którzy są bardziej otwarci na nowoczesne rozwiązania, jak i też konserwatywnych chasydów, którzy są zamknięci na zmiany oraz wpływy z zewnątrz. Autorka wprowadza czytelnika bardzo powoli w ten obcy dla nas świat. Nie udzieliła nachalnego wykładu na temat społeczności żydowskich z dwudziestolecia międzywojennego. Umiejętnie przemyciła informacje w dialogach i narracjach. Sprawdzanie obcych zwrotów jest na początku trochę uciążliwe, ale można do nich szybko przywyknąć. Następną grupą społeczną, którą równie dobrze w książce poznajemy, jest warstwa ziemiańska, a konkretnie rodzina Worotyńskich. Pozornie wydaje się, jakby to była perfekcyjna rodzina. Darzący się prawdziwą miłością rodzice, gromadka dzieci, które mają przed sobą świetlaną przyszłość i dobrze prosperujący majątek. Z biegiem czasu odkrywamy pęknięcia w tej fasadzie i nic nie jest tak perfekcyjnie, jak się wydaje. Mamy też zarysowaną społeczność ukraińską, których przedstawicielem jest wieloletni przyjaciel rodziny Worotyńskich Dima, który zaczyna się powoli interesować nacjonalistycznymi postulatami OUN. Ta organizacja działała już w przedwojniu prężnie, podburzając pod wyniosłymi hasełkami społeczność ukraińską w mowie i piśmie. Jeszcze daleko do tych przeraźliwych bestialstw, ale czuć już wzrastające napięcie, a przyjaźń między poszczególnymi przedstawicielami tych nacji zostaje wystawiona na ciężką próbę. Nic nie jest tak, jak się wydaje i choć te trzy grupy mieszkają pozornie obok siebie, to ciężko nie zauważyć ogromnej przepaści, którą nie sposób przekroczyć. Żydzi wyraźnie odcinają się od innowierców, nawet jeśli są zmuszeni wchodzić z nimi w bardziej osobiste relacje. Gdy są u siebie, to posługują się nie tylko innym językiem, ale także przybierają inną maskę. Przez te wszystkie lata opanowali tę sztukę do takiej perfekcji, że nie sposób ich odróżnić od reszty. Z kolei rodzina Worotyńskich wydaje się bardziej otwarta na osoby z zewnątrz. Zauważyłam u nich nawet pewną pobłażliwość względem członków rodziny czy wobec zachowania Ukraińców. Oczywiście takie zachowanie nie poszło im na zdrowie. Gdzieś w środku tej wrogiej przepaści rozkwitają także uczucia. Wielkie i wyniosłe, czy nawet czysto fizyczne. Nie są one jednak żadnym balsamem na problemy, które trapią te społeczności. Miłość nie ma tu magicznej mocy, która łagodzi obyczaje. Wnosi raczej chaos w ich pozornie uporządkowany świat, odsłaniając łatwiej jadowite myśli. Dziwne, ale dokładnie taką samą moc posiada wojna, która zbliża się do Polski wielkimi krokami. HISTORIA KOŁEM SIĘ TOCZY Kolejnym ważnym elementem tej powieści jest tło historyczne, na podstawie którego autorka wykreowała swój świat przedstawiony. W tej książce skoncentrowano się na czasie przedwojnia. Jest to interesujący przedział czasowy, pełny napięć i życia w niepewności. Widmo zbliżającej się kolejnej wojny nie znajduje się na pierwszym planie, tylko relacje międzyludzkie, ale im bliżej września, tym częściej wkracza w życie bohaterów. Co ciekawe autorka nie skupia się jedynie na tym przedziale czasowym. Dzięki rodzicom Jana Worotyńskiego uzyskujemy też wgląd w nieco odleglejsze czasy sprzed odzyskania niepodległości. Dzięki temu świat jest barwny i wielowymiarowy. KONTYNUACJA? Zakończenie powieści wyraźnie sugeruje, że historia powinna się rozwinąć w kolejnym tomie. Jednak minęły już trzy lata, a o kontynuacji nic nie wiadomo. Cóż, pani Niezabitowska nie jest pełnoetatową pisarką i zajmuję się wieloma projektami, które pochłaniają jej czas. Poza tym może jesteśmy w dzisiejszych czasach przyzwyczajeni do czegoś innego, ale napisanie dobrej powieści wymaga po prostu więcej czasu. Mam nadzieję, że autorka nie porzuciła swojej historii i poznamy kiedyś dalsze losy Jana i Chany.
Ann-chan - awatar Ann-chan
ocenił na 9 8 miesięcy temu
Spaleni w ogniu Jaume Cabré
Spaleni w ogniu
Jaume Cabré
Po lekturze wcześniejszych monumentalnych dzieł Jaume Cabré, takich jak "Wyznaję" czy "Głosy Pamano" trudno mi było uwierzyć, że jedna z najnowszych powieści tego katalońskiego pisarza jest tak krótka a przez to bardziej kameralna. Jak większość czytelników mam problem z jednoznaczną oceną tej powieści. To lektura, która przypomina gęsty, duszny sen, z którego trudno się wybudzić. Jak każda powieść autora jest gęsta od emocji i literackich gier, jednak koniec końców bardziej mnie zmęczyła niż zachwyciła. Bohaterem tej historii jest Ismael, człowiek, którego życie poznajemy jedynie fragmentarycznie. Poznajemy tego cichego nauczyciela łaciny, gdy w pasmanterii przypadkowo spotyka swoją koleżankę z dzieciństwa Leo. To spotkanie uruchamia lawinę zdarzeń, która prowadzi do tragicznego wypadku. Od tego momentu fabuła staje się labiryntem, po którym błądzi czytelnik. Ismael budzi się w szpitalu, nie wiedząc kim jest. Jaume Cabré po mistrzowsku oddaje ten stan amnezji, gdzie każde wspomnienie jest ulotne, na pograniczy snu i jawy. Czytelnik dryfuje razem z bohaterem. W jednym akapicie jesteśmy w szpitalnej sali, by za chwilę znaleźć się w przeszłości Ismaela lub obserwować surrealistyczne wędrówki stadka dzików, które to staje się niemym świadkiem jego zmagań z życiem. Fabuła jest jak rozsypane puzzle. Czujemy się zagubieni tak samo jak bohater "Spalonych w ogniu". Zaciera się granica między "tu i teraz" a "kiedyś", co jest charakterystyczne dla śnienia. Wszystko dzieje się naraz, a logika zdarzeń ma tu najmniejsze znaczenie. Zamiast jasnej puenty autor zostawia nas z pytaniem kim jest człowiek, gdy odbierze mu się jego wspomnienia. Książka ta to pozycja wymagająca, która wzbudza intelektualny niepokój. Nie daje łatwych odpowiedzi, wciągając czytelnika w grę, która jednak może zmęczyć. Audiobook (czytał Filip Kosior)
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na 6 19 dni temu
Kobieta, która kochała owady Selja Ahava
Kobieta, która kochała owady
Selja Ahava
Selja Ahava w "Kobiecie, która kochała owady" konstruuje opowieść, w której czas przestaje być linearny, a staje się narzędziem poznania. Nielinearność pozwala obserwować przemianę świata z perspektywy jednej, niezwykle uważnej świadomości — Marii, bohaterki zawieszonej między rytmem natury a rytmem cywilizacji. Owady żyją w cyklach, człowiek w historii, a ona… w przestrzeni pomiędzy, gdzie metamorfoza staje się jedyną stałą. Ahava wykorzystuje tę konstrukcję, by zderzyć trwałość natury z kruchością ludzkiego doświadczenia. Motyw przemiany — biologicznej, duchowej, egzystencjalnej — oplata całą powieść, czyniąc z niej medytację nad wiedzą, ciałem, pasją i sposobami patrzenia na świat. Jednocześnie czas pełni funkcję krytyczną: odsłania, jak konsekwentnie marginalizowano kobiece doświadczenie. Wpisując Marię w nurt herstorii, autorka przywraca głos tym, które patrzyły na świat z naukową wnikliwością, lecz zostały pominięte w oficjalnych dziejach. Inspiracją jest tu życie Marii Sibylli Merian — przyrodniczki, artystki i prekursorki entomologii, etymolożki w renesansowym sensie: badaczki źródeł i przemian natury. Jej los staje się figurą ceny, jaką płaci się za wybór nieoczywistej ścieżki. Ahava pokazuje też, jak pasja potrafi pochłonąć całe istnienie i jaką cenę trzeba czasem za to zapłacić. W jednym z najbardziej wymownych momentów Maria mówi: „Są chwile, w których nie ma we mnie miejsca na nic innego jak obserwowanie i niezbędne do niego skupienie.” (s. 80) To powieść, która nie opowiada o czasie — czasem się posługuje, by odsłonić głębsze prawdy o naturze, wolności i człowieczeństwa. Subtelna, poetycka, a zarazem intelektualnie odważna, staje się laboratorium przemyśleń dla czytelnika, który szuka w literaturze nie tylko historii, lecz także sensu.
Agnieszka Beresińska - awatar Agnieszka Beresińska
oceniła na 7 2 miesiące temu
Cudzy kraj Leïla Slimani
Cudzy kraj
Leïla Slimani
„Cudzy kraj” Leïli Slimani to książka, którą czyta się z ciekawością, ale po zamknięciu zostaje lekkie poczucie niedosytu. Historia zapowiada się znakomicie: spotkanie dwóch światów, Francuzki i Marokańczyka, przeniesione na tle gwałtownie zmieniającego się Maroka. Brzmi jak materiał na pełną emocji, wielowarstwową opowieść — i w dużej mierze nią jest, choć nie wszystko wypada tak mocno, jak mogłoby. To historia Mathilde – młodej Francuzki z Alzacji, która po wojnie zakochuje się w Aminie, Marokańczyku walczącym we francuskiej armii, i wyjeżdża z nim do Meknesu. Brzmi jak gotowy materiał na emocjonalną, wypełnioną sprzecznościami opowieść o zderzeniu kultur. I rzeczywiście, tło historyczne – Maroko lat 40. i 50., tuż przed uzyskaniem niepodległości – jest tu pokazane szeroko i sugestywnie. Slimani fantastycznie oddaje zapachy, barwy i surowość tej przestrzeni: palące słońce, jałową ziemię, niechęć sąsiadów, samotność kobiety wrzuconej w kompletnie obcą codzienność. Problem w tym, że przy całej malarskości tej powieści czegoś mi tu brakowało. Bohaterowie są wyraźnie nakreśleni, ale jakby zewnętrznie. Mathilde i Amine mają swoje emocje, swoje konflikty – ona tęskni i gubi się w nowych warunkach, on siłuje się z ambicjami i realiami kraju na progu przemian – jednak te uczucia często pozostają na powierzchni. Chciałoby się mocniejszego wejścia w ich psychikę, w motywacje, w to, jak naprawdę przeżywają swoje wybory i konsekwencje. To mogła być książka pełna drapieżnych, intymnych obserwacji, ale coś po drodze się rozmyło. A mimo to „Cudzy kraj” zostaje w głowie. Jako opowieść o kobiecie żyjącej w świecie, który nie jest jej własny. O próbie dopasowania się, o tłumionej tęsknocie i o wewnętrznej walce – nie zawsze spektakularnej, ale nieustannej. I jako portret epoki, w której prywatne losy splatają się z narodzinami niepodległego Maroka. Podsumowując: to książka, którą dobrze się czyta i którą łatwo sobie wyobrazić, choć chwilami chciałoby się wniknąć głębiej pod jej powierzchnię. Idealna dla tych, którzy cenią klimat, historię i opowieści o kulturowej tożsamości – nawet jeśli nie zawsze wybrzmiewają one z pełną emocjonalną mocą.
mamausza - awatar mamausza
oceniła na 6 4 miesiące temu

Cytaty z książki Coraz mniej światła

Więcej
Nino Haratischwili Coraz mniej światła Zobacz więcej
Nino Haratischwili Coraz mniej światła Zobacz więcej
Nino Haratischwili Coraz mniej światła Zobacz więcej
Więcej