Nie szukam na kartach powieści wielkich miłosnych uniesień. Dlatego mam tak mało książek tego typu w domu. „Światłość i mrok” słynnej Małgorzaty Niezabitowskiej należy do tych tajemniczych wyjątków, obok których nie potrafię przejść obojętnie. Sama nie wiem, co w sobie takiego miała, ale chciałam koniecznie poznać tę historię. Czułam gdzieś w sobie, że będę miała do czynienia z nietuzinkową opowieścią i mój instynkt mnie nie mylił.
Kresowa miejscowość Kołki. Maj 1939 rok. Przyszły dziedzic pobliskiego majątku ziemskiego Jan Worotyński zostaje zaproszony przez swojego żydowskiego przyjaciela Meira na ślub i wesele. Bierze on sobie za żonę piękną chasydkę, więc Janek jest świadkiem nietypowego ceremoniału i po raz pierwszy styka się z zamkniętym dla nie-Żydów środowiskiem. Tam spotyka siedemnastoletnią siostrę panny młodej Chanę Zingelbojm i zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Skromna i bogobojna dziewczyna odwzajemnia to nagłe uczucie z równą intensywnością. Jednak w społeczności chasydzkiej traktuje się takie związki z największym wstrętem. Tego typu miłość jest hańbiąca, grzeszna i szaleńcza, szczególnie w rodzinie Zingelbojmów, którzy mieli już sporo odstępstw od znanego porządku religijnego. Również rodzina Jana nie wyobraża sobie chasydzką dziewczynę w roli przyszłej pani dworu. Sytuacja jest beznadziejna, a wsparcie nie napływa z żadnej strony. Pomimo tak wielu przeszkód, zakochani postanawiają zawalczyć o swoją miłość, a to doprowadza do wielu dramatycznych sytuacji.
Istnieje naprawdę wiele powieści miłosnych ze słabo zarysowaną historią w tle. Niektóre można poznać już po samych okładkach. „Światłość i mrok” nie należy wrzucać do tego samego wora, co inne książki tego typu. Małgorzata Niezabitowska stworzyła niebanalną historię miłosną, którą śledziłam z niezwykłym oczekiwaniem, a część historyczna była równie ważna i ekscytująca.
ROMEO I JULIA
Inspiracja tytułowej pary z najpopularniejszego utworu szekspirowskiego była niepodważalna. Niektórzy bohaterowie nawet wprost powołują się na ten tytuł. Uczucie, które połączyło Chanę i Jana było czyste, niespodziewane, gwałtowne i… pozbawione wszelkiej krzty rozsądku. Podziały społeczne, wpojone od dziecka przekonania religijne czy oczekiwania otoczenia - to wszystko gasło i cichło w obliczu tej nagłej miłości, która narodziła się w ciągu sekundy i nie zgasła pod wpływem czasu czy trudności.
Dzięki narracji wieloosobowej możemy poznać zarówno perspektywę widzianą od strony Jana, jak i od Chany. Oboje podchodzą na swój sposób do tego wszystkiego, a ich charaktery próbują się dostosować do tego nowego uczucia. Dla nich nie ma wątpliwości czy innych opcji poza byciem ze sobą.
Ta zakazana miłość wpływa nie tylko na życie Jana i Chany, ale także na ich bliskich, których myśli i zapatrywania także poznajemy w powieści. Poszczególni członkowie rodziny Jana i Chany nie są szarą masą, która istnieje tylko po to, by reagować w określony sposób na tę egoistyczną relację „głównej pary”. Są to barwne i interesujące postacie, które posiadają własny charakter, różne zapatrywania na świat oraz złożoną historię życiową. Oni mają także swoje relacje międzyludzkie, a ich postrzeganie miłości oraz rozsądek często stoją w opozycji do postawy, którą prezentują Jan i Chana. Dlatego nie potrafią im okazać takiego zrozumienia, jakiego potrzebują. Jako czytelnik bardziej do mnie przemawiał ich punkt widzenia oraz emocje.
Ogólnie jednak uważam, że postacie pani Niezabitowskiej nie są dla czytelnika wygodni. Szczególnie zachowanie Jana było… problematyczne. Te podyktowane emocjami, a nie logiką decyzje mogą nas często frustrować, choć są w pełni zrozumiałe, gdy im się bliżej przyjrzymy. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że są to bardzo życiowe reakcje. Również konsekwencje emocjonalne poszczególnych decyzji mogłyby się w prawdziwym życiu dokładnie w taki sam sposób wydarzyć. Wszystko jest tu bardzo dobrze dopracowane i w pełni uwierzyłam, że autorka ma pełną kontrolę nad swoimi postaciami oraz ich emocjami.
SPOŁECZNA KOEGZYSTENCJA
Autorka zadbała nie tylko starannie o konstrukcję historii miłosnej. Prawdziwe wrażenie zrobił świat, którego wykreowała subtelnym piórem. Oprowadziła nas ochoczo nie tylko po kołkowkim sztetl, ale mieliśmy także wgląd do chłopskiej chaty oraz majątku ziemskiego. Poznajemy w tej powieści z grubsza trzy grupy społeczne, które zamieszkiwały okolicę Kołek.
Mamy więc Żydów… i to zarówno tych przedsiębiorczych, którzy są bardziej otwarci na nowoczesne rozwiązania, jak i też konserwatywnych chasydów, którzy są zamknięci na zmiany oraz wpływy z zewnątrz. Autorka wprowadza czytelnika bardzo powoli w ten obcy dla nas świat. Nie udzieliła nachalnego wykładu na temat społeczności żydowskich z dwudziestolecia międzywojennego. Umiejętnie przemyciła informacje w dialogach i narracjach. Sprawdzanie obcych zwrotów jest na początku trochę uciążliwe, ale można do nich szybko przywyknąć.
Następną grupą społeczną, którą równie dobrze w książce poznajemy, jest warstwa ziemiańska, a konkretnie rodzina Worotyńskich. Pozornie wydaje się, jakby to była perfekcyjna rodzina. Darzący się prawdziwą miłością rodzice, gromadka dzieci, które mają przed sobą świetlaną przyszłość i dobrze prosperujący majątek. Z biegiem czasu odkrywamy pęknięcia w tej fasadzie i nic nie jest tak perfekcyjnie, jak się wydaje.
Mamy też zarysowaną społeczność ukraińską, których przedstawicielem jest wieloletni przyjaciel rodziny Worotyńskich Dima, który zaczyna się powoli interesować nacjonalistycznymi postulatami OUN. Ta organizacja działała już w przedwojniu prężnie, podburzając pod wyniosłymi hasełkami społeczność ukraińską w mowie i piśmie. Jeszcze daleko do tych przeraźliwych bestialstw, ale czuć już wzrastające napięcie, a przyjaźń między poszczególnymi przedstawicielami tych nacji zostaje wystawiona na ciężką próbę.
Nic nie jest tak, jak się wydaje i choć te trzy grupy mieszkają pozornie obok siebie, to ciężko nie zauważyć ogromnej przepaści, którą nie sposób przekroczyć. Żydzi wyraźnie odcinają się od innowierców, nawet jeśli są zmuszeni wchodzić z nimi w bardziej osobiste relacje. Gdy są u siebie, to posługują się nie tylko innym językiem, ale także przybierają inną maskę. Przez te wszystkie lata opanowali tę sztukę do takiej perfekcji, że nie sposób ich odróżnić od reszty.
Z kolei rodzina Worotyńskich wydaje się bardziej otwarta na osoby z zewnątrz. Zauważyłam u nich nawet pewną pobłażliwość względem członków rodziny czy wobec zachowania Ukraińców. Oczywiście takie zachowanie nie poszło im na zdrowie.
Gdzieś w środku tej wrogiej przepaści rozkwitają także uczucia. Wielkie i wyniosłe, czy nawet czysto fizyczne. Nie są one jednak żadnym balsamem na problemy, które trapią te społeczności. Miłość nie ma tu magicznej mocy, która łagodzi obyczaje. Wnosi raczej chaos w ich pozornie uporządkowany świat, odsłaniając łatwiej jadowite myśli. Dziwne, ale dokładnie taką samą moc posiada wojna, która zbliża się do Polski wielkimi krokami.
HISTORIA KOŁEM SIĘ TOCZY
Kolejnym ważnym elementem tej powieści jest tło historyczne, na podstawie którego autorka wykreowała swój świat przedstawiony. W tej książce skoncentrowano się na czasie przedwojnia. Jest to interesujący przedział czasowy, pełny napięć i życia w niepewności. Widmo zbliżającej się kolejnej wojny nie znajduje się na pierwszym planie, tylko relacje międzyludzkie, ale im bliżej września, tym częściej wkracza w życie bohaterów.
Co ciekawe autorka nie skupia się jedynie na tym przedziale czasowym. Dzięki rodzicom Jana Worotyńskiego uzyskujemy też wgląd w nieco odleglejsze czasy sprzed odzyskania niepodległości. Dzięki temu świat jest barwny i wielowymiarowy.
KONTYNUACJA?
Zakończenie powieści wyraźnie sugeruje, że historia powinna się rozwinąć w kolejnym tomie. Jednak minęły już trzy lata, a o kontynuacji nic nie wiadomo. Cóż, pani Niezabitowska nie jest pełnoetatową pisarką i zajmuję się wieloma projektami, które pochłaniają jej czas. Poza tym może jesteśmy w dzisiejszych czasach przyzwyczajeni do czegoś innego, ale napisanie dobrej powieści wymaga po prostu więcej czasu. Mam nadzieję, że autorka nie porzuciła swojej historii i poznamy kiedyś dalsze losy Jana i Chany.
Opinia
Coraz mniej światła” Nino Haratischwili to powieść, z którą niestety nie dałam rady dotrwać do końca. Po znakomitym „Ósmym życiu” liczyłam na równie intensywne emocje i literacką głębię. Tymczasem dostałam książkę rozwleczoną do granic możliwości, przytłoczoną nadmiarem opisów i pobocznych wątków. Autorka wprowadza ogromną liczbę postaci drugoplanowych, które niewiele wnoszą do głównej opowieści, a zamiast pogłębiać historię, skutecznie ją rozmywają.
Rys historyczny jest bez wątpienia mocną stroną tej powieści — tło wydarzeń zostało przedstawione solidnie i z rozmachem. Niestety całość tonie w długich, wielostronicowych opisach jednej sceny, emocji czy myśli, co zabija tempo i czytelnicze zaangażowanie. Momentami odnosi się wrażenie, że książka sama gubi swój punkt ciężkości.
To jeden z tych przypadków, gdzie mniej naprawdę znaczyłoby więcej. Gdyby skupić się na tym, co istotne, i odważnie okroić objętość, powstałaby bardzo dobra powieść. W obecnej formie to dla mnie lektura męcząca i zwyczajnie przegadana. Bez żalu żegnam się z autorką i szczerze nie rozumiem zachwytów nad tym blisko ośmiusetstronicowym tomiskiem.
Coraz mniej światła” Nino Haratischwili to powieść, z którą niestety nie dałam rady dotrwać do końca. Po znakomitym „Ósmym życiu” liczyłam na równie intensywne emocje i literacką głębię. Tymczasem dostałam książkę rozwleczoną do granic możliwości, przytłoczoną nadmiarem opisów i pobocznych wątków. Autorka wprowadza ogromną liczbę postaci drugoplanowych, które niewiele...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to