Sto zabobonów. Krótki filozoficzny słownik zabobonów

140 str. 2 godz. 20 min.
- Kategoria:
- filozofia, etyka
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2008-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1988-01-01
- Liczba stron:
- 140
- Czas czytania
- 2 godz. 20 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788389920298
Leksykon zabobonów filozoficznych. Ostra jak brzytwa krytyka filozoficznych nonsensów i logicznych przekłamań.
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Sto zabobonów. Krótki filozoficzny słownik zabobonów w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Sto zabobonów. Krótki filozoficzny słownik zabobonów
Poznaj innych czytelników
344 użytkowników ma tytuł Sto zabobonów. Krótki filozoficzny słownik zabobonów na półkach głównych- Chcę przeczytać 189
- Przeczytane 146
- Teraz czytam 9
- Posiadam 30
- Filozofia 12
- Filozofia 2
- Drugi obieg PRL 2
- 2025 1
- Humanistyka 1
- Filozofia/Etyka 1






































OPINIE i DYSKUSJE o książce Sto zabobonów. Krótki filozoficzny słownik zabobonów
Zabobon to wierzenie, które jest w wysokim stopniu fałszywe, a mimo to uważa się je za prawdziwe – wyjaśnia w przedmowie do słownika nieoceniony ojciec Bocheński – proponując zbiór stu haseł, w których rozprawia się z różnymi zabobonami.
Na przykład że astrologia jest zabobonem wynika z trzech racji:
1) wszyscy uczeni kompetentni w tej dziedzinie (astronomowie, astrofizycy, psychologowie) ją odrzucają,
2) tzw. dowody astrologów urągają elementarnym zasadom metodologii naukowej, zwłaszcza statystyce,
3) ludzie urodzeni w tym samym miejscu i czasie powinni mieć wg astrologii ten sam los, tymczasem doświadczenie temu przeczy.
Wokół pojęcia "kobieta" powstały z kolei dwa przeciwstawne zabobony:
1) kobietę uważa się za człowieka niższego rodzaju niż mężczyzna (np. w islamie),
2) kobietę postrzega się tak samo jak mężczyznę i usiłuje się ją do niego upodobnić.
Jeszcze innym zabobonem jest wiara w ciągły postęp ludzkości. Źródłem tego złudzenia jest przenoszenie kategorii biologicznych (teoria ewolucji) na życie społeczne. Można, rzecz jasna, zauważyć znaczący postęp w naukach przyrodniczych, ale już rozwój moralny człowieka na przestrzeni wieków budzi wątpliwości. Podobnie rozwój kultury, twórczości artystycznej itp. Poza tym postęp dokonuje się zwykle w ramach określonej cywilizacji, po czym następuje regres (jak w starożytnym Rzymie czy Egipcie). Nie da się więc mówić o postępie w odniesieniu do całości. Brak jakiejkolwiek gwarancji, że nasza cywilizacja będzie się stale rozwijać.
Lektura tekstów filozofa z Fryburga umożliwia porządkowanie oraz rozjaśnianie pojęć. Jest szkołą logicznej argumentacji i nieustającą inspiracją dla wszystkich, którzy starają się myśleć samodzielnie.
Zabobon to wierzenie, które jest w wysokim stopniu fałszywe, a mimo to uważa się je za prawdziwe – wyjaśnia w przedmowie do słownika nieoceniony ojciec Bocheński – proponując zbiór stu haseł, w których rozprawia się z różnymi zabobonami.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa przykład że astrologia jest zabobonem wynika z trzech racji:
1) wszyscy uczeni kompetentni w tej dziedzinie (astronomowie,...
Strasznie zła ta książka. To w sumie niesamowite że ma tak wysokie noty na LC, patrząc że większość argumentów wystosowanych w niej spokojnie uwaliłaby studenta pierwszego roku filozofii.
Koncepcja jest fajna - zbieramy poglądy o wątpliwych uzasadnieniach i je podważamy. Problemów jednak jest kilka. Po pierwsze Bocheński nie definiuje pojęć tak jak są one przyjęte w filozofii czy w języku potocznym. Wydaje się że nie jest to problem, w końcu filozof może tworzyć pojęcia na potrzeby swoich rozważań. Jednak Bocheński robi to w tak mało głęboki sposób, że prowadzi to do tworzenia chochołów filozoficznych i triumfalnego obalania ich. Na przykład relatywizm jest definiowany jako przełożenie teorii względności na inne materie, co prowadzi do poglądu że wszystko jest względne (sic!). Ciężko nie czytać Stu zabobonów i nie czuć że mało filozoficzne te rozważania, a bardzo zdrowo rozsądkowe w złym tego pojęcia znaczeniu. Stąd ta publikacja bardziej przypomina subiektywne odczucia autora na pewne kwestie filozoficzne niż coś bliskie jakiemukolwiek rygorowi. Po prostu widać że autor ewidentnie nie przyłożył się i tylko jego autorytet filozofa pozwolił na publikację czegoś takiego. Masakrycznie się z nią męczyłem i gdyby nie fakt że potrzebna mi była na egzamin na filozofię drugiego stopnia, to nie skończyłbym jej. Nie polecam.
Strasznie zła ta książka. To w sumie niesamowite że ma tak wysokie noty na LC, patrząc że większość argumentów wystosowanych w niej spokojnie uwaliłaby studenta pierwszego roku filozofii.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKoncepcja jest fajna - zbieramy poglądy o wątpliwych uzasadnieniach i je podważamy. Problemów jednak jest kilka. Po pierwsze Bocheński nie definiuje pojęć tak jak są one przyjęte w...
„Indemaskacja”
albo
„Sto(s) bzdur, czyli zbiór tego co się w jednostronnym płaskim rozumku nie mieści”
Pomysł na negatywny słowniczek Bocheńskiego polega na zebraniu popularnych „zabobonów”, czyli błędnych haseł (poglądów, idei) oraz błędnych mniemań wokół haseł (niewłaściwego ich rozumienia). Niestety, przede wszystkim to zbiór banałów i chochołów, a co najgorsze, rozprzestrzeniający kolejne bzdury i zabobony.
Szczególne natężenie bzdur znajdujemy np. w hasłach: antropocentryzm, humanizm, etyka – po prostu szkoda gadać co autor popełnił pod tymi hasłami.
Przykładowy banał już na wstępie: autorytet (że słusznie może być w danej dziedzinie, ale błędnie jest uznawać jedną osobę za autorytet we wszystkich dziedzinach, ŁAŁ!).
Przykładowe faktyczne zabobony (jako błędne poglądy): altruizm (przedkładanie interesu obcych nad własnym),kara (tzn „resocjalizm” jako bezkarność),pacyfizm (jako absolutne unikanie stosowania przemocy w jakiejkolwiek sytuacji i postaci – prymitywy lubią to!),postęp i pozytywizm (jako naiwna wiara w naukę i w nieustanny proces rozwoju ku lepszej przyszłości),sceptycyzm (jako niemożność uzyskania wiedzy pewnej, a zatem wątpienie we wszystko) scjentyzm (bezmyślny fanatyzm naukowy),solipsyzm (karkołomna perspektywa bycia jedynym prawdziwym).
Zadziwiające, że nikt jeszcze nie poważył się na całościową negatywną ocenę pod tą książeczką (komentujący ograniczają się do kilku uwag).
To będzie jeden z moich największych zawodów 2025 roku. Problemem jest nie tylko bzdurne opisywanie pojedynczych haseł, ale w większości haseł znajduje się jakaś bzdura.
Dowiedzieć się możemy np. że zabobonem jest uważać człowieka za istotę wyjątkową, albo że „Serce ma swoje racje”. XD
To się prosi o nowe słowo, którego definicja brzmieć będzie: obalanie bzdur przez tworzenie innych bzdur. Jeśli przy obalaniu bzdur przyjmiemy jako bazowe słowo demaskacja, to do zaproponowanej definicji pasowałaby indemaskacja, jako zaprzeczenie, zanik lub powrót do stanu poprzedniego (jak w inwolucji).
Ten brudnopis ma tyle wartości, co stwierdzenie prof. Wolniewicza, że (parafraza) psychoanaliza to bzdury i zaraza intelektualna (cenię sobie profesora ale w tej kwestii był totalnym ignorantem).
Zachwycać się „Stoma zabobonami” może najwyżej nieczytający niczego nastolatek, który pragnie szybko i łatwo „zaorać” kolegów z nielubianymi przez siebie poglądami; pasjonat encyklopedycznych hasełek przeświadczony iż zawierają one istotę zagadnienia, a tym samym za zbędne uważający dalsze złożone dywagacje – zawstydzony przyznaję, że sam bywałem taką osobą we wczesnej młodości.
Jeśli ktoś potrzebuje alternatywy: "Przesądy. Słownik filozoficzny" Robert Nisbet
„Indemaskacja”
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toalbo
„Sto(s) bzdur, czyli zbiór tego co się w jednostronnym płaskim rozumku nie mieści”
Pomysł na negatywny słowniczek Bocheńskiego polega na zebraniu popularnych „zabobonów”, czyli błędnych haseł (poglądów, idei) oraz błędnych mniemań wokół haseł (niewłaściwego ich rozumienia). Niestety, przede wszystkim to zbiór banałów i chochołów, a co najgorsze,...
Ma się wrażenie, że książkę napisał rzeczywisty filozof, który doszedł do swoich wniosków i zajął stanowisko - zazwyczaj trafia się na typ "profesora filozofii," który coś tam uważa, ale stara się nie umniejszać cudzym stanowiskom. Bocheński o to nie dba.
Książka nadaje się dla osób szukających wprowadzenia do filozofii: przekrój zagadnień jest szeroki, w każdym wypadku autor jasno kontekstualizuje omawiane hasło. Bezceremonialność autora w końcu da się każdemu we znaki, tak że pobudzi do refleksji nad danym hasłem. Nie ma ryzyka, żeby ktoś przyjął wszystkie stanowiska Bocheńskiego jako własne.
Czy taka była ambicja autora? Nie wiem. Podobnie ciężko stwierdzić, na ile ironicznie autor w jednym miejscu obsmarowuje autorytety, które wypowiadają się na każdy temat, po czym sam wypowiada się na każdy temat. Doza ironii wydaje się oczywista, ale Bocheński nigdy nie spuszcza z tonu.
W każdym haśle autor jasno pokazuje, w co uderza. W wielu wypadkach daje po prostu opis i podsumowuje: "jest to zabobon," "jest to bełkot." Niekiedy hasło jest poszerzone o jakąś argumentację. Niezgoda czytelnika pojawi się zazwyczaj przy opisie danego hasła. Łatwo się zgodzić, że to, o czym mówi Bocheński, jest "zabobonem" - ale często nie pokrywa się ono z tym, co zwolennik danego pojęcia przez nie rozumie.
Niekiedy stanowisko autora jest zaskakujące. Bodaj w haśle "humanizm" kpi sobie z antropocentrycznego podejścia, zaznaczając jak wielki jest kosmos i jak prowincjonalne miejsce zajmuje w nim człowiek. W XXI w. takie stanowisko pada z ust nowych ateistów czy starych, dobrych nihilistów, którzy widzą w tym dowód na brak boskiego "intelligent design." Czy to nie proste pomieszanie rozmiaru z doniosłością? Żartobliwie można ów pogląd zreferować: "w człowieku nie ma nic specjalnego, bo kosmos jest duży."
Mimo wszystko gorąco zachęcam do lektury. "Sto zabobonów" zawiera co najmniej kilka naprawdę potężnych haseł - zwłaszcza te odnoszące się do stosunków społecznych. Bocheński wsypał tu sporo odtrutki na współczesność.
Ma się wrażenie, że książkę napisał rzeczywisty filozof, który doszedł do swoich wniosków i zajął stanowisko - zazwyczaj trafia się na typ "profesora filozofii," który coś tam uważa, ale stara się nie umniejszać cudzym stanowiskom. Bocheński o to nie dba.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka nadaje się dla osób szukających wprowadzenia do filozofii: przekrój zagadnień jest szeroki, w każdym wypadku...
Bocheński w swojej książce zamieścił wiele uniwersalnych terminów, które są mniej lub bardziej przeinaczane. Lektura jest syntetycznym zbiorem definicji z którymi rozprawia się autor. Z reguły robi to w sposób umiejętny. Zauważyć to można przy trudnych do ocenienia kwestiach jak i przy tych, które z kolei są oczywiste. Przykładowo dużo jest w niej mowy o autorytetach, a właściwie o tym w jakich kwestiach tym autorytetem się nie jest. Niby oczywiste, ale wypada to rozjaśnić. Dobrze, że taka mrówcza praca została poczyniona.
Na minus mogę uznać detale. Poruszona została kwestia kobiet, z kolei o mężczyznach nie ma mowy w ogóle. Szkoda.
Sumarycznie, mogę tę książkę z czystym sumieniem polecić, jednakże z zaznaczeniem, że autor nie napisał w niej prawdy objawionej. Lektura wyjaśnia, a właściwie naprowadza. Nie jest poradnikiem, a taką "kieszonkową filozofią". W pigułkowej formie przedstawia poszczególne zagadnienia, po czym je punktuje. Z tego zadania Bocheński wywiązuje się więcej niż przyzwoicie, sprawiając że obcowanie z jego słowem pisanym było przyjemnością.
Bocheński w swojej książce zamieścił wiele uniwersalnych terminów, które są mniej lub bardziej przeinaczane. Lektura jest syntetycznym zbiorem definicji z którymi rozprawia się autor. Z reguły robi to w sposób umiejętny. Zauważyć to można przy trudnych do ocenienia kwestiach jak i przy tych, które z kolei są oczywiste. Przykładowo dużo jest w niej mowy o autorytetach, a...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzyta się lepiej niż "Sens życia". Nie tylko dla filozofów.
Czyta się lepiej niż "Sens życia". Nie tylko dla filozofów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tooceniam na 1000/10(=100)
oceniam na 1000/10(=100)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to interesująca lektura, ale nie należy przyjmować bezkrytycznie wszystkich opinii spisanych przez autora. Będzie to całkiem zgodne z jego zaleceniem, aby za autorytety uważać ludzi znających się na danej dziedzinie. J.M. Bocheński pisze tu o rozmaitych kwestiach, również o tych dziedzinach, w których specjalistą nie jest.
O ile argumentacja na rzecz uznania pewnych rzeczy za zabobon jest spójna i często oparta na zdrowym rozsądku, to niestety są też takie fragmenty, gdzie argumenty są mocno naciągane albo żenujące. Jasno widać, że i wielkim ludziom zdarzają się wielkie błędy.
Przykładem niech będzie hasło: kobieta. Z jednej strony kobieta wg. autora była ofiarą zabobonu mówiącego, że jest człowiekiem gorszego rodzaju. Szkoda, że dalej pisze: ,,Wypada stwierdzić, że kobieta jest z natury (wystarczy zwrócić uwagę na budowę jej ciała) przyporządkowana do dzieci, które są jej pierwszym i podstawowym powołaniem. Mniemanie, że młoda kobieta powinna się zajmować sprawami, które z natury rzeczy leżą poza jej głównym zadaniem, jest zatem zabobonem." Niestety autor nie zamieścił hasła: mężczyzna, zatem nie dowiemy się do czego jest on ze swej natury przyporządkowany. Zapewne do tych wszystkich celów, do których zajęte rozmnażaniem kobiety nie powinny aspirować.
Autor twierdzi, że natura nas kobiety nagradza w okresie po klimakterium. Stajemy się matronami, czyli rodzajem nadmężczyzny. Jakież to super moce i przywileje zyskujemy już nie wyjaśnia, bo to oczywiste. Wg. autora cała historia świadczy o tej super pozycji matrony (kobiety po klimakterium). Aż ciśnie się na klawiaturę sarkazm: Dziewczyny! Czekajmy na klimakterium, super moc będzie z nami!
Jest to interesująca lektura, ale nie należy przyjmować bezkrytycznie wszystkich opinii spisanych przez autora. Będzie to całkiem zgodne z jego zaleceniem, aby za autorytety uważać ludzi znających się na danej dziedzinie. J.M. Bocheński pisze tu o rozmaitych kwestiach, również o tych dziedzinach, w których specjalistą nie jest.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO ile argumentacja na rzecz uznania pewnych...
Krótka lekcja racjonalności, lektura wielu potrzebna.
Krótka lekcja racjonalności, lektura wielu potrzebna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW książce znajdziemy 104 zabobony na takie tematy jak filozofia, polityka, ekonomia itp. Wiele z nich dotyczy marksizmu. Każdy zabobon zawiera krótki opis a następnie krytykę zabobonu. Jako zabobon, autor rozumie nieprawdziwy pogląd/teorię na jakiś temat, która często jest uznawana za prawdziwą.
Poziom książki jest różny, bo książka jest luźnym zbiorem poglądów i ich krytyki. W niektórych fragmentach autor dokonuje dość ostrej krytyki i czasami nie przebiera w słowach. Według mnie w wielu przypadkach wypadałoby lepiej uzasadnić, dlaczego coś jest według autora zabobonem.
Dodam też, że w niektórych przypadkach autor sam tworzy zabobony. Przykładem niech będzie choćby kapitalizm i ekonomizm . Według autora ekonomizm oznacza, że człowiek ma tylko potrzeby materialne lub że zaspokojenie tych potrzeb zaspokaja wszystkie inne i że prowadzi to do szczęścia ludzi. Następnie w haśle kapitalizm zarzuca liberałom gospodarczym i marksistom, że wyznają taki pogląd. Widziałem wiele tekstów przedstawicieli obu grup i jedynie co zaobserwowałem, to że obie strony chętnie zarzucają taki pogląd swoim przeciwnikom. Dlatego też takie twierdzenie uważam za nieuzasadnione. Według mnie takich słabo uzasadnionych stwierdzeń jest w tym dziele znacznie więcej. Czasami można też natknąć się na dziwne stwierdzenia bez żadnego uzasadnienia.
Książkę mogę polecić osobom zainteresowanym filozofią, polityką itp. Jednak według mnie wielu recenzentów przesadza nad zachwytami nad tym krótkim dziełem.
W książce znajdziemy 104 zabobony na takie tematy jak filozofia, polityka, ekonomia itp. Wiele z nich dotyczy marksizmu. Każdy zabobon zawiera krótki opis a następnie krytykę zabobonu. Jako zabobon, autor rozumie nieprawdziwy pogląd/teorię na jakiś temat, która często jest uznawana za prawdziwą.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoziom książki jest różny, bo książka jest luźnym zbiorem poglądów i ich...