Jezus na Marsie

223 str. 3 godz. 43 min.
- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Seria:
- Fantasy & SF
- Tytuł oryginału:
- Jesus on Mars
- Data wydania:
- 1992-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1992-01-01
- Data 1. wydania:
- 1982-01-01
- Liczba stron:
- 223
- Czas czytania
- 3 godz. 43 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 8370753582
- Tłumacz:
- Michał Jakuszewski
Z okładki:
Cała ludzkość obserwuje z zapartym tchem lądowanie pierwszego człowieka na Marsie. Wykonawcą nowego, wielkiego kroku ludzkości jest twórca wyprawy, Richard Orme. Międzyplanetarni podróżnicy napotykają w podziemiach Czerwonej Planety lud oddający cześć tajemniczej istocie, zamieszkującej wewnątrz kuli światła.
Istota ta zwana jest Jezusem.
Jezus chce powrócić na Ziemię!!!
Kim jest Jezus? Mesjaszem czy antychrystem?
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Jezus na Marsie w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Jezus na Marsie
Poznaj innych czytelników
155 użytkowników ma tytuł Jezus na Marsie na półkach głównych- Przeczytane 107
- Chcę przeczytać 46
- Teraz czytam 2
- Posiadam 37
- Fantastyka 7
- Ulubione 4
- TTT 1
- Autor: Farmer, Philip Jose 1
- 🚀 Fantastyka naukowa 1
- SF-F 1



































OPINIE i DYSKUSJE o książce Jezus na Marsie
O, Dżezu!
Reklama dźwignią handlu, hasło dźwignią reklamy. Nie ma to jak dobry tytuł. Wiedzą o tym głównie dziennikarze i redaktorzy ze wszystkich stron internetowych, a zwłaszcza czegoś, co się nazywa tabloid. Tytuł przyciąga. Tytuł zachęca. Tytuł intryguje. A na koniec przeradza się w konkretne pieniądze. Wiem coś na ten temat, do prasy, jeszcze za czasów papieru, pisywałam. Tytuł oczywiście wynika zawsze z tematu. A im temat dziwaczniejszy, tym tytuł ciekawszy i zainteresowanie większe.
Tak oto zakończyliśmy wstęp, przechodzimy do rozwinięcia. A ono nosi tytuł „Jezus na Marsie” i jest autorstwa Philipa Jose Farmera. Pochodzi z gatunku „fantasy & sf”. Wiemy już o co chodzi.
Nie jestem miłośniczką tego typu literatury, w przeciwieństwie do mego kuzyna, dla którego we wszystkich bibliotekach Kłodzka, zabrakło takowej i musiał zainwestować w czytnik. Było to jeszcze w czasach, kiedy owe elektroniczne cacka uchodziły za luksus. Tym razem jednak postanowiłam poświęcić się i książkę przeczytać. Niewielka, niedługa (222 stron),czcionka dość duża. Oczywiście przyciągnął mnie tytuł.
Wraz z załogą statku kosmicznego wylądowałam więc na Marsie. Bo od tego wszystko się zaczyna. Mars jak to Mars. Mówią, że czerwony i szukają tam życia. Wszyscy. Ci od SF też. Ale, jako że najprostsze sprawy są najtrudniejsze, to ciągle umyka fakt, iż życie może być nie „na” lecz „w”. Prosta zmiana przyimków i trafiamy w sam środek cywilizacji.
Marsjańska rzeczywistość jest znacznie bardziej rozwinięta niż ziemska. Wyleczyć raka? Bułka z masłem. Przedłużyć życie? Pryszcz. Kwestia zmartwychwstania? Dobra reanimacja i tyle. Jest Słońce i Księżyc. Samochody też są. Do tego Marsjanie to żydzi, tak, małą literą, bo to wyznawcy judaizmu, do tego praktycznie ortodoksyjnego. A według zasad obowiązujących w starożytnej Palestynie, oj niełatwo się żyje. Zwłaszcza naszym kosmonautom, czyli marsjonautom. I wreszcie, w końcu, tak mniej więcej w środku książki pojawia się On. Ten z tytułu, na którego czytelnik czeka.
Czy czyni cuda? Jasne. Tyle tylko czy są to cuda? W wysoce rozwiniętej cywilizacji cud nie musi wcale być cudem. Mieszka jednak w miejscu, gdzie teoretycznie żadna żywa istota nie ma prawa przeżyć. Do tego przymyka oko na odstępstwa od surowej religii… Dziwna postać….
A do tego wszystkiego opowieść pełna jest dyskusji religijnych. Kiedy, taki sporadyczny czytelnik SF jak ja, czeka na dalszy fascynujący opis zdobyczy technicznych Marsjan, dostaje dyskusję na temat teologiczny.
Większość recenzujących tę książkę, ten element w niej zachwala. Temat fajny, rozwinięcie też… ja niestety, tego nie kupuję. SF ma być SF. A tu mamy religię z SF w tle. Niby coś oryginalnego, innego… Jednak do mnie nie przemawia. Od dłuższego czasu unikam jak ognia wszelkich elementów religijnych. W dzisiejszych czasach zawsze jest szansa, iż mówiąc coś, nawet w dobrej wierze, można urazić czyjeś uczucia.
Kończę, żeby tego nie uczynić.
O, Dżezu!
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toReklama dźwignią handlu, hasło dźwignią reklamy. Nie ma to jak dobry tytuł. Wiedzą o tym głównie dziennikarze i redaktorzy ze wszystkich stron internetowych, a zwłaszcza czegoś, co się nazywa tabloid. Tytuł przyciąga. Tytuł zachęca. Tytuł intryguje. A na koniec przeradza się w konkretne pieniądze. Wiem coś na ten temat, do prasy, jeszcze za czasów papieru,...
- A więc wszyscy są Żydami ? ...
Szkot pochodzenia irańskiego pobladł.
Pod powierzchnią Marsa mieszka milion "Żydów" rządzonych przez sędziów. Stanowią mieszaną społeczność składającą się po części z ludzi, a po części z obcych, z rozbitego statku kosmicznego - Krszów.
Czczą soboty i niedziele, ale nie mają kapłanów, bo ... rządzi nimi Jezus, żywy. Jako Wielki Sędzia. Uważają Go/go za Mesjasza, ale nie za Boga.
Nie takie jednak rysy zostały uwiecznione na sławnym Całunie Turyńskim.
Jezus ma żonę, ale nie ma ... dzieci. Choć przyznaje też, że może być ... Antychrystem.
On czy nie On ?
Macie środki, aby uczynić Ziemię podobną do raju, lecz używacie ich do złych celów ...
Na pewno jest to nieco obrazoburcze, ale tak właściwie, to nieźle się ubawiłem.
- A więc wszyscy są Żydami ? ...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzkot pochodzenia irańskiego pobladł.
Pod powierzchnią Marsa mieszka milion "Żydów" rządzonych przez sędziów. Stanowią mieszaną społeczność składającą się po części z ludzi, a po części z obcych, z rozbitego statku kosmicznego - Krszów.
Czczą soboty i niedziele, ale nie mają kapłanów, bo ... rządzi nimi Jezus, żywy. Jako Wielki Sędzia....
Książkę kupiłem zupełnym przypadkiem. Absurdalność tytułu nie pozwalała mi spokojnie przeglądać innych książek. Nie miałem do niej wielkich oczekiwań i się nie zawiodłem.
Pierwszy raz miałem do czynienia z gatunkiem religijnego fantasy/science fiction (teo-fi?).
Historia zaczyna się jak klasyczne sci-fi. Grupka astronautów leci na Marsa sprawdzić wielką grotę, którą wykryły satelity. Kiedy dwójka bohaterów schodzi ją eksplorować zostają "zaproszeni" do środka przez grupkę Marsjan. Okazuje się, że pod powierzchnią Marsa istnieje zaawansowana cywilizacja mieszkająca w gigantycznych grotach połączonych tunelami. W tych grotach mieszkają ludzie i humanoidalna rasa Krsh. W środku jaskini jest sztuczna gwiazda będąca w rzeczywistości reaktorem jądrowym, wewnątrz którego mieszka sam Jezus Chrystus. No właśnie, Jezus Chrystus czy uzurpator? Książka opowiada o losach naszych "zaproszonych" marsonautów - Orma i Bronskiego. Czy spotkają oni samego Mesjasza? Czy ich wiara w Chrystusa zostanie zachwiana? Dlaczego wszyscy Marsjanie to żydzi?!
Książkę czyta się dobrze, aczkolwiek należy nastawić się na dużo nawiązań do różnych religii, nie tylko chrześcijaństwa. Autor bez wątpienia przedstawia swoje przemyślenia odnośnie prawa żydowskiego, jak też przesłania Chrystusa, ustami stworzonych postaci. Jest to nie tylko historia absurdalna (zapewne większość teo-fi takich jest) lecz też dająca do myślenia na pewne tematy. Podrzuca nam pomysły i spojrzenia na rzeczy, o których wcześniej może nie myśleliśmy. I nie jest to nachalne, wręcz odwrotnie. Autor pięknie wpisuje te odniesienia w historię dodając jej głębi i tłumacząc dokładniej zaistniałe sytuacje, z punktu widzenia naszych bohaterów oraz Krshów.
Ogólnie jest to po prostu dobra książka, coś rzadko spotykanego. Chyba zerknę na więcej pozycji z tego gatunku.
Książkę kupiłem zupełnym przypadkiem. Absurdalność tytułu nie pozwalała mi spokojnie przeglądać innych książek. Nie miałem do niej wielkich oczekiwań i się nie zawiodłem.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwszy raz miałem do czynienia z gatunkiem religijnego fantasy/science fiction (teo-fi?).
Historia zaczyna się jak klasyczne sci-fi. Grupka astronautów leci na Marsa sprawdzić wielką grotę, którą wykryły...
Philip José Farmer w powieści „Jezus na Marsie” przedstawia śmiałą wizję, w której zderzają się religia, filozofia i technologia. Historia rozpoczyna się od wyprawy ziemskich astronautów na Marsa, gdzie odkrywają zaawansowaną cywilizację oraz postać przypominającą Jezusa Chrystusa. Farmer wprowadza czytelnika w świat pełen pytań o granice boskości i naturę wiary, wplatając wątki science fiction w filozoficzne rozważania.
Styl autora łączy dynamiczną akcję z refleksją nad religią i moralnością. Farmer unika prostych odpowiedzi, zmuszając do zastanowienia się nad tym, czym jest wiara w kontekście międzyplanetarnej rzeczywistości. Oryginalny pomysł i głębia przesłania sprawiają, że to dzieło wyróżnia się na tle literatury science fiction.
„Jezus na Marsie” to jedna z najlepszych książek w kategorii fantastyki religijnej, która z powodzeniem łączy intelektualne wyzwania z oryginalnym podejściem do religii i nauki. To pozycja, którą warto przeczytać.
Philip José Farmer w powieści „Jezus na Marsie” przedstawia śmiałą wizję, w której zderzają się religia, filozofia i technologia. Historia rozpoczyna się od wyprawy ziemskich astronautów na Marsa, gdzie odkrywają zaawansowaną cywilizację oraz postać przypominającą Jezusa Chrystusa. Farmer wprowadza czytelnika w świat pełen pytań o granice boskości i naturę wiary, wplatając...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo ja przeczytałem. Początek dobry, wzbudza ciekawość czytelnika do momentu aż okazuje się, że Marsjanie są ultrakonserwatywnymi judaistami. Mnóstwo sporów teologicznych i gadania o religiach. Nie chciałem wiedzieć, że mężczyzna jest po ejakulacji nieczysty a menstruująca kobieta musi się oddalić na jakiś czas, niejedzenie określonych pokarmów, bycie koszernym. To w XXI wieku(lądowanie odbyło około 2010 roku) wypowiadane przez dorosłych ludzi, naukowców brzmi idiotycznie. Do tego marsjanie leczą homeseksualizm i cukrzycę na poziomie genetycznym i jest to tam udowodnione naukowo. Książka ma wiele nielogiczności - Marsjanie nie wiedzą co się dzieje na ziemi mimo, że umieją się porozumiewać radiowo ze statkiem ziemian, mogli by spokojnie śledzić hałas radiowy z Ziemi od co najmniej 100 lat. Nie wiedzą nic o ewangeliach i wydarzeniach na ziemi za to wiedzą, że rządy ziemskie wynalazły pigułki nieśmiertelności jak na Marsie, ale nie chcą jej udostępnić społeczeństwu (pewnie Jezus im to powiedział). Sam Jezus też postać mocno zalatująca hipokryzją, ale czasem przymknie oko jak ktoś łamie zasady (byle nie uporczywie). Społeczeństwo marsjańskie przez 2 tysiące lat przeżywa stagnację od filozofii(tam nie ma filozofii) po technologię, co autor opisuje jako coś pozytywnego. Mokry sen radykała, dla mnie antyutopia.
Co ja przeczytałem. Początek dobry, wzbudza ciekawość czytelnika do momentu aż okazuje się, że Marsjanie są ultrakonserwatywnymi judaistami. Mnóstwo sporów teologicznych i gadania o religiach. Nie chciałem wiedzieć, że mężczyzna jest po ejakulacji nieczysty a menstruująca kobieta musi się oddalić na jakiś czas, niejedzenie określonych pokarmów, bycie koszernym. To w XXI...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLudzkość, wyjątkowo nie skąpana w krwi wojennej szykuje się do wyprawy na Marsa, gdzie załoga ma zbadać twór, który nie jest dziełem natury. Wybrańcami do tej ekspedycji są: chrześcijanin Orme, muzułmanin Shirazi, nieortodoksyjny żyd Bronski i ateistka Madeleine. I wbrew logice akurat ich poglądy na religijność mają tutaj kluczowe znaczenie. Po Marsjanach wszystkiego można się spodziewać, wszystkiego co podpowiada wyobraźnia i literatura liczna, Farmer jednak idzie po bandzie przedstawiając ich jako Żydów. To społeczeństwo wysoce rozwinięte technologicznie, jednorodne kulturowo, ekonomicznie, rasowo (bo nie ma ona znaczenia). Marsjanie skutecznie walczą z rakiem, okiełznali proces starzenia stając się długowiecznymi. Zgodnie jednak twierdzą, że dla Ziemian ta wiedza byłaby niebezpieczna i wyrządziła więcej złego niż dobrego, a na wykorzystanie swoich umiejętności mają inne plany. Czuwa nad nimi Jezus, który jest Mesjaszem. Nie wymaga bałwochwalczego oddania, ma żonę, od czasu do czasu jakiś cudzik przygotuje, dyskretnie błądzącą owieczkę na drogę cnoty sprowadzi. Ogólnie jednak nie wcina się zanadto, póki co...
Powieść – choć mająca wszelkie cechy gatunku szybko przeradza się w dysput teologiczny. Każdy z bohaterów znajduje swój sposób na oswojenie się z „rzeczywistością”, musi skonfrontować swoje doświadczenia, ulec temu co widzi na oczy własne lub trwać przy tym co rozum podpowiada. Największą oportunistką jest oczywiście Madeleine.
Farmer poddaje pod rozwagę problem „prawdy absolutnej” - „prawdziwego” Jezusa. Czy mityczna postać stając się prawdziwą nie zniszczy kruchej równowagi między wierzeniami wszelakimi. Rozsądek podpowiada, że będzie to krwawa konfrontacja, szczególnie, że Jezus swoje rządy planuje rozpocząć od terapii szokowej. Jego wspaniałomyślność nie jest altruistyczna. To twarde warunki: albo mnie uznasz i na tym skorzystasz, albo nie i poniesiesz karę.
Fabuła wydaje się bardzo prosta, bez fajerwerków i zwrotów akcji, jednak przez cały czas czuć w niej jakiś niepokój. Coś czai się w powietrzu nieuchwytnego, czego podświadomie, przez ułamek chwili, Orme (największy sceptyk i jednocześnie najbardziej rozsądny z całej załogi) doświadcza. Czy przybycie Jezusa na Ziemię będzie początkiem końca czy zaczątkiem szczęśliwości, te pytania trapią Orme'go do ostatniej chwili.
W dość przewrotny, ale nieszablonowy sposób ukazanie mitycznej postaci przez autora czyni tę książkę godną niezapamiętania.
Ludzkość, wyjątkowo nie skąpana w krwi wojennej szykuje się do wyprawy na Marsa, gdzie załoga ma zbadać twór, który nie jest dziełem natury. Wybrańcami do tej ekspedycji są: chrześcijanin Orme, muzułmanin Shirazi, nieortodoksyjny żyd Bronski i ateistka Madeleine. I wbrew logice akurat ich poglądy na religijność mają tutaj kluczowe znaczenie. Po Marsjanach wszystkiego można...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wiem, czy to na serio, czy dla jaj, ale autor musiał mieć przednią zabawę, opisując całą tę historię. Sam pomysł jest uroczo kuriozalny, ale, co trzeba przyznać, samą książkę czyta się bardzo dobrze.
Nie wiem, czy to na serio, czy dla jaj, ale autor musiał mieć przednią zabawę, opisując całą tę historię. Sam pomysł jest uroczo kuriozalny, ale, co trzeba przyznać, samą książkę czyta się bardzo dobrze.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo nie jest opinia, ale nowa wersja portalu wymaga wpisania kilku słów, by dołączyć książkę do biblioteczki.
Pozdrawiam
To nie jest opinia, ale nowa wersja portalu wymaga wpisania kilku słów, by dołączyć książkę do biblioteczki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozdrawiam
Ja wiem, że jak powie się komuś "Jezus na Marsie" albo "to jest o Żydach na Marsie" to wzbudzi to co najmniej uśmieszek politowania. O czym może być taka książka - pewnie napisana "dla beki". Otóż ta książka jest genialna. Farmer świetnie uzasadnia skąd się wzięli Żydzi na Marsie oraz sam Jezus. Zaczynając książkę też byłem sceptyczny ale akcja dość szybko się rozwinęła. I to wcale nie jest literacki trik - moralizatorska próba w sztafażu science-fiction. O nie! To pełnokrwiste sf od początku do końca. Autor wybrał dość ciekawy temat i miał świetny pomysł na fabułę. Religia jest ważna dla wszystkich ludzi i autor tak zestawił bohaterów by to pokazać - nawet (paradoksalnie) dla ateistów i agnostyków. czasami czytając mówiłem "łał" bo Farmer tak sprytnie wplatał kwestie np. homoseksualizmu, wierności małżeńskiej, czy manipulacji genetycznych. Ciekawie pokazane są wątpliwości i walka wewnętrzna. No i sama kwestia Jezusa - mistrzostwo. Nie miałem oczekiwań i bardzo dobrze bo zakończenie, chociaż definitywne, daje dość ciekawą konkluzję.
Książka dość ciekawie pobudza wyobraźnię. Wyobraźcie sobie, że spotykacie Jezusa Chrystusa, niezależnie jaki światopogląd czy religię wyznajecie. Co robicie, co czujecie o co pytacie? Można to rozszerzyć (chociaż dla mieszkańca Zachodu to mniej uchwytne) na spotkanie z Kriszną albo Buddą.
Tak też niech tytuł nie zwiedzie, obok tej książki nie da się przejść obojętnie.
Ja wiem, że jak powie się komuś "Jezus na Marsie" albo "to jest o Żydach na Marsie" to wzbudzi to co najmniej uśmieszek politowania. O czym może być taka książka - pewnie napisana "dla beki". Otóż ta książka jest genialna. Farmer świetnie uzasadnia skąd się wzięli Żydzi na Marsie oraz sam Jezus. Zaczynając książkę też byłem sceptyczny ale akcja dość szybko się rozwinęła. I...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ pozoru absurdalne połączenie, po którym wiele się nie spodziewałem, ale o dziwo książka nie dość, że napisana jest całkiem sprawnie to pod tym dziwacznym płaszczykiem kryje się całkiem udana historia, a przede wszystkim przemycona jest głębsza myśl.
Pomysł by ludzkość po dotarciu na Marsa natrafiła na obcą cywilizację pewnie jak na SF nie jest niczym szczególnym, ale już sam fakt z kim maja do czynienia powoduje spore zainteresowanie. Obca cywilizacja wpadająca na Ziemię krótko po śmierci Jezusa zabiera na pokład grupkę Żydów. Potem okazuje się, że ten zmartwychwstaje i staje się katalizatorem spajającym obie cywilizacje, które utykają właśnie na Marsie.
I właśnie to zderzenie przybyłych astronautów z wykształconą przez około dwa tysiące lat cywilizacją podrzuca nam najciekawsze momenty, czyli wręcz teologiczne rozważania nad utopijnym społeczeństwem w jakie przerodziła się marsjańska kolonia. To zaskakujące połączenie przewyższa ziemian nie tylko pod względem rozwoju technologicznego, ale też wydawałoby się daleko bardziej uporządkowanego systemu społecznego, za który odpowiada właśnie Jezus będący częścią tej grupy.
Książka nie jest jednowymiarowa i korzystając z fantastycznego rodowodu przynosi nam wątpliwości zasiane zresztą w głowie jednego z przybyłych ziemian przez samego Jezusa odnośnie źródła boskości. Spore dylematy moralne skąd pochodzi ta niezwykłość oraz finał, który niekoniecznie pokazuje, że to sama dobroć przyczyni się do wprowadzenia nowego porządku dodają kolorytu.
Z pozoru absurdalne połączenie, po którym wiele się nie spodziewałem, ale o dziwo książka nie dość, że napisana jest całkiem sprawnie to pod tym dziwacznym płaszczykiem kryje się całkiem udana historia, a przede wszystkim przemycona jest głębsza myśl.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPomysł by ludzkość po dotarciu na Marsa natrafiła na obcą cywilizację pewnie jak na SF nie jest niczym szczególnym, ale już...