rozwińzwiń

W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski

Okładka książki W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski autora Joanna Bator, 9788383672533
Okładka książki W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski
Joanna Bator Wydawnictwo: Znak literatura piękna
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2025-06-18
Data 1. wyd. pol.:
2025-06-18
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383672533
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski



książek na półce przeczytane 1025 napisanych opinii 1016

Oceny książki W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski

Średnia ocen
7,4 / 10
53 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski

avatar
368
52

Na półkach: , ,

Trochę mało Bator, za to dużo o Bator. To nie zarzut, a bardziej spostrzeżenie. Wrażenie, jakby wydawca chciał ukryć pozostałe autorki. Dlaczego? Dla sprzedaży? Pominięcie nazwisk Pań na okładce i w opisach reklamujących książkę uważam za posunięcie niefair. I w stosunku do współautorek, jak i w stosunku do czytelników. Do Pani Joanny żadnych pretensji, wybaczam wszystko i nadal uwielbiam Jej pisanie. Książka ciekawa, ale raczej dla fanów, którzy już kilka książek autorki przeczytali.

Trochę mało Bator, za to dużo o Bator. To nie zarzut, a bardziej spostrzeżenie. Wrażenie, jakby wydawca chciał ukryć pozostałe autorki. Dlaczego? Dla sprzedaży? Pominięcie nazwisk Pań na okładce i w opisach reklamujących książkę uważam za posunięcie niefair. I w stosunku do współautorek, jak i w stosunku do czytelników. Do Pani Joanny żadnych pretensji, wybaczam wszystko i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
427
330

Na półkach:

Twórczość Joanny Bator urzeka melancholią i pewnym specyficznym, czarownym ujmowaniem rzeczywistości w słowa. Jakby postrzegała otaczającą rzeczywistość w sposób wyjątkowy, oryginalny, trochę magiczny. Przenosi to czytelnika do innego świata, do świata żyjącego swoimi regułami, równolegle do tego rzeczywistego. Można się łatwo w tym zatracić. Niniejsza pozycja zawiera wykłady dotyczące literackiego kompasu autorki, opisujące współzależności między wyobraźnią, współczuciem, buntem i troską. Spore było moje rozczarowanie, gdy jej tekst w tej książce skończył się już na 73 stronie. Nie miałam świadomości, że książka zawiera 3 krótkie eseje, okraszone tekstami innych osób, które opisują (w sposób możliwie jak najgłębszy) twórczość autorki. Ale rozczarowanie szybko przemieniło się w oczarowanie! Po pierwszym, trudniejszym fragmencie wprowadzającym w ideę wykładów z poetyki, pozostałe teksty to prawdziwa gratka dla miłośników pisarstwa Bator. Dowiadujemy się o jej zakotwiczeniu w miejscach, z którymi była związania i gdzie rozgrywają się akcje jej książek. O przeszłości jej rodziny i jej samej. O tym, skąd u niej tyle melancholii, poczucia utraty, izolacji, odrębności, inności, nieprzystawalności. Poznajemy prywatną mapę świata pani Joanny, jej „praktykę subiektywnego mapowania” oraz przyczynę poczucia wykorzenienia i nomadyzmu. Dowiadujemy się o jej ucieczkach i powrotach, o tym, co ją uwierało i kiedy odpuściło oraz gdzie teraz żyje i gdzie zamierza spędzić starość (podzielam!).

Teraz już wiem, dlaczego najbardziej przemawia do mnie jej powieść „Purezento”, oraz jak powinno się odczytywać książki ponoć najtrudniejsze i najmniej doceniane: „Rok królika” i „Wyspa łza”. Cieszę się ogromnie, że pojawiła się na rynku wydawniczym ta pozycja, pozwala ona poznać tajniki czasem mrocznego pisarstwa Bator, zanurzyć się w jej sposobie odbierania rzeczywistości i kreowania świata wyobrażonego, postrzeganego przez pryzmat teorii feministycznych, psychoanalitycznych i matriarchalnych oraz poprzez kontemplację w duchu zen. Stałym punktem jej twórczości są także doświadczenia konstytuujące nomadyczną kondycję człowieka będącego w ciągłym ruchu, dla którego podróżowanie jest istotą egzystencji. Bo „nomadyczność jest stanem umysłu, otwartością na metamorfozę, nie tylko i nie przede wszystkim zmianę otoczenia, ale i przemianę wewnętrzną”.

Twórczość Bator pozwala odbiorcy wejść w jej unikalną wizję świata, która nie jest oparta na logicznym opisie czy analizie, lecz na głębokim, spokojnym przyglądaniu się rzeczywistości. To patrzenie głębokie, bez pośpiechu i bez oceniania. To dostrzeganie rzeczy małych, subtelności, niuansów. Autorka nie pokazuje świata dosłownie, ale tworzy jego własną, specyficzną wersję. A my możemy wejść w ten wyjątkowy klimat, chłonąc całą jej wrażliwość.

Twórczość Joanny Bator urzeka melancholią i pewnym specyficznym, czarownym ujmowaniem rzeczywistości w słowa. Jakby postrzegała otaczającą rzeczywistość w sposób wyjątkowy, oryginalny, trochę magiczny. Przenosi to czytelnika do innego świata, do świata żyjącego swoimi regułami, równolegle do tego rzeczywistego. Można się łatwo w tym zatracić. Niniejsza pozycja zawiera...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
700
687

Na półkach:

Joannę Bator czytałam zanim jeszcze - nie wiedzieć czemu - sztuczna inteligencja mianowała ją żoną Macieja Siembiedy. 🤭 Rzecz tym dziwniejsza, że oboje pisarzy nie zna się prywatnie (cytuję wywiad pana Macieja dla Radia Opole).

No, ale internetowe „fakty” potrafią żyć własnym życiem. A tymczasem Joanna Bator i Maciej Siembieda to po prostu dwoje zupełnie niezależnych, rozpoznawalnych autorów – każde z własnym dorobkiem, stylem i czytelniczą publicznością.

Bator kojarzy się z literaturą bardziej introspektywną, często osadzoną w Wałbrzychu, z gęstą psychologią i tłem społecznym (choćby „Piaskowa Góra” czy „Ciemno, prawie noc”).

Moją sympatię do pióra Macieja Siembiedy już znacie, dziś jednak chciałabym zatrzymać się przy książce “W moje strony.Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski” autorstwa J. Bator.
Przyznaję, że to przede wszystkim propozycja dla wiernych czytelników autorki – oraz dla tych, którzy z ciekawością podglądają proces twórczy.

To książka o powrotach: do miejsc, do ludzi, do własnych źródeł. O tym, jak relacje i przestrzenie – te realne i te zapamiętane – przenikają do literatury, jak kształtują wątki, bohaterów, a czasem nawet całe światy.

Bator odsłania tu nie tyle kulisy warsztatu, ile własną wrażliwość. Pokazuje, skąd biorą się jej historie i dlaczego niektóre motywy powracają jak echo. To opowieść o pisaniu jako formie pamięci – i jako sposobie oswajania przeszłości. Autorka zdradza, jak zrodziły się pomysły na fabuły, które przyniosły jej popularność.

Nie jest to książka sensacyjna ani fabularnie porywająca w tradycyjnym sensie. Raczej spokojna, momentami intymna rozmowa z czytelnikiem. Dla jednych będzie dopełnieniem twórczości autorki, dla innych – kluczem do lepszego zrozumienia jej powieści.

“W moje strony” to chyba przede wszystkim opowieść o wracaniu tam, skąd się wyszło, nawet jeśli przez lata próbowało się iść jak najdalej.

Dla mnie to była lektura o oswajaniu własnej drogi. O tym, że przeszłość może stać się tworzywem. Polecam.

Joannę Bator czytałam zanim jeszcze - nie wiedzieć czemu - sztuczna inteligencja mianowała ją żoną Macieja Siembiedy. 🤭 Rzecz tym dziwniejsza, że oboje pisarzy nie zna się prywatnie (cytuję wywiad pana Macieja dla Radia Opole).

No, ale internetowe „fakty” potrafią żyć własnym życiem. A tymczasem Joanna Bator i Maciej Siembieda to po prostu dwoje zupełnie niezależnych,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

202 użytkowników ma tytuł W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski na półkach głównych
  • 130
  • 69
  • 3
23 użytkowników ma tytuł W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski na półkach dodatkowych
  • 12
  • 6
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Joanna Bator
Joanna Bator
Joanna Bator – jedna z najważniejszych polskich pisarek, laureatka prestiżowych nagród, m.in. Nagrody Literackiej Nike oraz Nagrody im. Hermana Hessego. Autorka bestsellerów tłumaczonych na wiele języków, w tym zekranizowanego Ciemno, prawie noc i Gorzko, gorzko, które doceniły setki tysięcy czytelników. Wielbicielka japońskiej kultury, podróżniczka mieszkająca w Podkowie Leśnej, w Domu pod Ptakiem Nakręcaczem, w towarzystwie ukochanych psów i kotów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Jazda Muriel Spark
Jazda
Muriel Spark
Gdy przeczytałam opis tej książki, poczułam, że muszę ją przeczytać. Nastawiałam się jednak na zupełnie inny rodzaj doznań, jaki miała mi dostarczyć ta historia. Było zupełnie inaczej. Totalnie nieprzewidywalnie. I nie do końca w moim guście, ale… to literatura angielska, a właściwie szkocka, więc albo się to lubi, albo niekoniecznie. Zdecydowanie nie była to książka łatwa w czytaniu. Początek był dla mnie odrobinę męczący, wręcz przytłaczający. Trąciło trochę chaosem. Głowna bohaterka jawiła mi się totalnie ekscentrycznie i zastanawiałam się, czy dalej będzie równie osobliwie i czy ów osobliwość zrozumiem, czy po prostu będę się męczyć z lekturą do ostatniej strony. Okazało się, że gdy już dałam się porwać tej literackiej i fabularnej przewrotności, całkiem nieźle się bawiłam. Muriel Spark bez dwóch zdań stworzyła oryginalną historię, a właściwie sposób jej opowiedzenia. Narracja potrafi zakręcić człowiekiem, tak jak i rozmowy prowadzone przez bohaterów, które chwilami toczą się jakby obok siebie. Niby czyta się dialog, ale każdy z bohaterów mówił do siebie. Innym razem te wypowiedzi się zazębiają, tworząc jednocześnie dość chaotyczną całość. I nasuwa się tu pytanie: czy w tym szaleństwie jest metoda? Na to pytanie każdy z Was musi sobie odpowiedzieć. Przyznaję, że to jednak z osobliwszych historii, jakie czytałam. Niejednoznaczna. Nietypowa. Czasem irytująca. Innym razem frapująca. Absorbująca. Można ją potraktować dość powierzchownie, a można doszukać się w niej drugiego dna. Zatem chyba jest wielowymiarowa? Wszystko zależy od tego, jak się do niej podejdzie, jak bardzo się w niej zatraci i na ile się jej pozwoli. Toteż dla niektórych będzie to strata czasu, dla innych coś, o czym długo nie da się zapomnieć. Odniosłam też wrażenie, że gdyby ktoś bardzo chciał, mógłby Jazdę rozłożyć na czynniki pierwsze, tak jak to się czyni na lekcjach języka polskiego, omawiając lektury. Rozpisać się o tym, co autorka miała na myśli, stosując taki a taki zabieg, co chciała pokazać w tym fragmencie, a co w tym, co reprezentuje bohaterka, a co morderca i czy oboje są tak jednoznaczni? I tutaj zakończę. Bo cóż więcej można napisać o niespełna dwustustronicowej książce?
Mich3le - awatar Mich3le
ocenił na64 dni temu
Baumgartner Paul Auster
Baumgartner
Paul Auster
"Baumgartner", autorstwa Paula Austera, to książka z gatunku literatury pięknej. Nie bez powodu budzi fascynację na całym świecie. Jest to powieść wzruszająca, melancholijna, spokojna i intymna. Opowiada o żałobie, nadziei i miłości, a także o sile wspomnień. Kameralna i ujmująca. O czym jest książka? Życie profesora Sy Baumgartnera jest wypełnione wspomnieniami ukochanej, zmarłej żony - Annie. Po długim czasie od tragicznego wypadku - mężczyzna nadal przeżywa stratę. Próbuje zapamiętać, jak i pożegnać się z ukochaną osobą. Niestety nie jest to łatwe zadanie. Profesor przywołuje liczne wspomnienia z przeszłości, jednak codzienność była wcześniej wypełniona towarzystwem cudownej żony. Baumgartner próbuje sobie poukładać życie na nowo, ale jego roztargnienie daje się wielokrotnie we znaki. Bohater największą motywacje odczuwa dopiero w czasie pracy, jaki i wtedy, gdy dowiaduje się, że istnieje szansa opublikowania nieznanej dotąd twórczość ukochanej Annie. Co myślę o książce? Lektura ma powolne tempo i jest stonowana. Czytelnik nie znajdzie tutaj szalonych zwrotów akcji. Za to odkryje historię człowieka przeżywającego głęboką stratę i pozna jego uczucia. Osobiście, współczułam głównemu bohaterowi i kibicowałam mu. Nie chciałam, aby profesor Sy się poddał. Bohater książki jest interesującą osobą. To uczony, który próbuje dokończyć swoje dzieło literackie. Przemyślenia Baumgartnera, które śledzi czytelnik, są oryginalne i trafne. Bardzo podobała mi się refleksja o "bólu fantomowym", który towarzyszy stracie - zarówno tej fizycznej ( gdy człowiek staje się okaleczony ),jak i psychicznej/duchowej ( gdy człowiek straci najbliższą osobę ). Właśnie tym filozoficznym stwierdzeniem, autor zrobił na mnie największe wrażenie. "Baumgartner" to kameralna i romantyczna historia. Najbardziej w tekście ujmuje jego intymność. Autor ukazał, że siła miłości, przekracza wszelkie bariery ( także czas ),a ból po stracie wymyka się z definicji. Natomiast pamięć bywa złudna i czasami determinuje nasze dalsze życie. W moim subiektywnym rankingu, oceniam tę książkę na 7,5/10⭐ i serdecznie ją polecam.
nice_2_read_u - awatar nice_2_read_u
ocenił na71 miesiąc temu
W stronę Anny. Opowieść o Annie Iwaszkiewicz Sylwia Góra
W stronę Anny. Opowieść o Annie Iwaszkiewicz
Sylwia Góra
Kończąc czytać te fantastyczną, intymną, wzruszającą biografię, której autorka jest tyleż dociekliwa co czuła względem Anny i jej stanów umysłu, nastroju, świadomości i światopoglądu, pozostałam z tylko jednym nieodpowiedzianym pytaniem. Anna jest przekonana, że kobieta niemająca talentu artystycznego (a za taką się uważa) może wyrazić siebie i zrealizować twórczo jedynie poprzez macierzyństwo. Zastanawia mnie, jak Anna oceniała z perspektywy czasu swoje macierzyństwo, relacje względem córek i rodziny, czy czerpała ze stosunków z nimi radość, ukojenie, spełnienie, satysfakcję - zarówno osobistą, jak i taka metafizyczną, potwierdzającą „wysiłek twórczy” włożony w macierzyństwo z szerszej perspektywy? Czy nakład sił włożony w to jej „dzieło”, a także koszty, cierpienia - zwłaszcza po urodzeniu Teresy - opłaciły się? Czy macierzyństwo to coś, co składa się na „światłość”, na którą Anna była tak czuła? Bardzo mnie to ciekawi, czy opisywała te kwestie w listach, jak o dzieciach i uczuciach związanych z ich posiadaniem pisala. Rownolegle czytam biografię Lucy Maud Montgomery. Jakie one są podobne we wrażliwości na przyrodę i jej bolesne piękno, jak ją potrafią opisywać. I jak bardzo są obie smutne, a przez swój ból i cierpienie w gruncie rzeczy niepocieszalne. Bardzo mi odpowiada taka achronologiczna biografia. Brawa i wdzięczność dla Sylwii Góry!
panikarola - awatar panikarola
oceniła na92 miesiące temu
Drzewa Aya Kōda
Drzewa
Aya Kōda
„Drzewa” Na książkę natrafiłem w trakcie oglądania filmu „Perfect Days”. Główny bohater w wolnej chwili kupił ją za dolara w jakimś antykwariacie. Sam jest zafascynowany drzewami. Na przerwach w pracy (czyści toalety w Tokio) wchodzi do jakiegoś buddyjskiego parku i robi zdjęcia drzewom. Książka jest bardzo powolna. W 15 krótkich esejach autorka zapisuje doświadczenia z różnych wyjazdów i pobytów w regionach Japonii. Ich celem było natrafienie na określone drzewa, ale też całe ich otoczenie. Teksty powstawały na przestrzeni kilkunastu lat (1972–1984). Sama autorka była córką profesora literatury oraz osobą poszukującą, pracującą nad sobą, wzrastającą w mało znanej kulturze. Zdaję sobie sprawę, że te reportaże, medytacje, wspomnienia i refleksje mogą być dla wielu nudne. To nie jest nasza literatura, gdzie jest dramat, akcja, napięcie — ostro i do przodu. Nie. Tu jest jakiś dialog wewnętrzny, dużo obserwacji i zadumy. Jest też szczególny antropomorfizm. Autorka kontempluje drzewa, przeżywa ich obserwację tak, jakby obserwowała ludzi. Wzrusza się, przeżywa żałobę, widząc połamane drzewa. Jednocześnie jest osobą z zupełnie innego świata, innego widzenia rzeczy. Bardzo podoba mi się jej podejście do przyrody. Mogłoby to posłużyć różnym ekologom do zastanowienia się, czy chronią przyrodę, czy raczej własne myśli, które mają pozornie czynić dobro. W eseju pt. „Życie drzew” pojawia się maksyma: „Drzewo żyje”. Jest to zdanie, które autorka miała usłyszeć od trzech cieśli zajmujących się renowacją bardzo starej świątyni — podobno najstarszej drewnianej budowli na świecie. Ta myśl — „Drzewo żyje” — miała być pewnym wyznaniem, które dotyczy nie tylko drzewa rosnącego w lesie, ale też po jego ścięciu. To jest myśl, która jest mi bliska. Znam to na przykładzie gitary. Kiedyś miałem dwa bardzo dobre instrumenty. Miały po 40 lat i były to dobre gitary. Ale jedna była „wyschnięta”. Drewno z tej gitary jakby „umarło”, bo nie było używane przez lata i instrument nie miał sensownego dźwięku. Druga gitara, niemal identyczna, „żyła”. Jej drewno — używane, rezonujące, pewnie też nawilżone, bo nie leżące latami w futerale — mogło „czerpać” i żyć. Tak po ścięciu drzewo żyje, czyli ma jakby dwa życia. Kultura Japonii potrafi zafascynować. Widzę teraz w Empiku dużo książek „a la japońskich” i sporo z nich przeglądam, ale nie wszystko mi podchodzi. Tę pozycję mogę szczerze polecić.
Olaf - awatar Olaf
ocenił na89 dni temu
Trzewia Aleksandra Paduch
Trzewia
Aleksandra Paduch
„Chowamy się za brzuchami wypełnionymi wszystkim tym, co nie może lub nie chce się ujawnić. Chowam się za historiami wypełnionymi wszystkim tym, co nie mogło lub nie chciało się ujawnić.” (s. 111). Obrazy rozpisane na mikrorozdziały połączone przestrzenią kuchni, która staje się intymnym centrum snucia historii. Aleksandra Paduch nie oszczędza czytelnika, wybiera mocne, soczyste, momentami bolesne zdania, karmi narrację mięsistymi i surowymi kadrami. Jest w tej opowieści gęsto od niedopowiedzeń, przemilczanych emocji, śmierci gnieżdżącej się w zniekształconych ciałach, dawnych rytuałach, byciu obok życia. Bohaterowie, bezimienni dziadkowie, zostają zakotwiczeni w konkretnych miejscach, opowiadają siebie przez mapę - tę przestrzenną i fizyczną, cielesną. Przeplatają się w narracji obrazy jedzenia, spożywania, nieustannej potrzeby napełniania braku, zajadanie niewypowiedzianych słów, pożeranie bólu, utraty. Codzienna krzątanina babki, matki w kuchni, momenty wspólnoty przy posiłkach, kiedy otwierały się drzwi wspomnień i opowieści. I za tym podążają narracje o utracie, śmierci, która nabiera fizyczności pod postacią umierających, bliskich ciał. „Dotyk umierał ostatni” i w „Trzewiach” jest mocny obraz oswajania śmierci, momenty pożegnań przeplatane z tym co codzienne, bez patosu i fałszu. Na ten brak odpowiedniego języka w obliczu straty odpowiada gest, mimika, dotyk. W te historie wchodzi się coraz głębiej i głębiej, trzewia pulsują, pochłaniają, tak wiele w nich zakamarków, labiryntów, każdy rozdział to schodzenie w podziemia wspomnień. Nie jest tu przyjemnie, stabilnie, przewidywalnie i dlatego narracja porywa nas w nieoczekiwane miejsca, w pozornie sprzeczne obrazy, które tworzą mapę pokoleń, naznaczonych wojną, przesiedleniami, pierwszymi powiewami kapitalizmu i konsumpcjonizmu. Pociągający jest sam tytuł - „Trzewia” - słowo tak nieobecne w potocznym języku, literackie, dźwięczne, a jak pojemne i plastyczne. Idealne aby być metaforyczną klamrą dla tych rodzinnych opowieści. Do czytania i przeżywania! Wynotowałam jeszcze jeden ważny cytat o pisaniu sobą, swoim życiem, o potrzebie zapisywania: „Nie rozmawialiśmy ze sobą, więc pisałam. Już nieco wcześniej, ale i znacznie później, pisanie biegło rownolegle z życiem” (s. 37). Wydawnictwo Czarne
Marcelina - awatar Marcelina
oceniła na81 miesiąc temu
Czas zatrzymany Maja Lunde
Czas zatrzymany
Maja Lunde
Maja Lunde, autorka tetralogii klimatycznej, która bardzo mi się podobała, pozostaje w problematyce ekologicznej i konfrontuje czytelników z odwiecznym marzeniem ludzkości- zatrzymaniem upływającego czasu. Bo czyż nie wzdychamy czasami: Ależ ten czas leci? Czyż nie robimy wszystkiego, co się da, aby go oszukać? Konsekwencją tykających zegarów i zmieniających się kartek kalendarza jest przecież starzenie się i w efekcie śmierć, a tej się boimy. „Czas zatrzymany”to opowieść o świecie, w którym nagle przestał płynąć czas człowieka. W naturze wszystkie procesy przebiegają normalnie, ale ludzie przestali się rodzić i umierać. Choroby nie postępują, dzieci w łonach matek nie rozwijają się, nie rosną nawet włosy i paznokcie. Nie trzeba jeść, pić, ani spać, bo ludzkie organizmy nie potrzebują energii. Po początkowej euforii (szczególnie wśród tych, którzy czuli śmierć na karku),świat pogrąża się w chaosie. Giełdy pikują, zakłady pogrzebowe świecą pustkami, a w szpitalach obserwuje się trwanie tych, którzy powinni być martwi. Na tym tle Lunde przedstawia kilkoro bohaterów, mierzących się z zastojem świata: terminalnie chorą fotografkę Jenny, pasjonata ogrodnictwa Ottona, uzależnioną od sportów ekstremalnych Ellen, Jacoba i Lisę oczekujących narodzin pierwszego dziecka i innych. Okazuje się, że zatrzymany czas dla każdego z nich jest koszmarem, a marzenie o powrocie do czasów, gdy ludzie umierali jest bardzo silne. Do tego stopnia, że lansuje się modę na siwiznę, a młodzi chłopcy marzą o stosunkach ze staruszkami. Autorka formułuje tu tezę, że anomalie czasu są karą dla ludzi za brak szacunku dla świata natury, za ludzką pychę, która każe nam konsumować, nie oglądając się na szkody, jakie czynimy na ziemi. Natura wyrzuca więc człowieka poza nawias, odbiera mu linearnie biegnący czas. Surowa to kara, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się inaczej. Ludzkość zawieszona w czasie miota się między udręką a nadzieją, a śmierć, choć do tej pory przerażająca, okazuje się być nieosiągalnym marzeniem. Podobała mi się ta powieść ze względu na jej nietuzinkowość i świeżość. Fabuła prowokuje do rozmyślań o charakterze filozoficznym, a historie bohaterów zaskakują.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na818 dni temu

Cytaty z książki W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski

Więcej
Joanna Bator W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski Zobacz więcej
Joanna Bator W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski Zobacz więcej
Joanna Bator W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski Zobacz więcej
Więcej