Wyliczanka

Okładka książki Wyliczanka
Tamta Melaszwili Wydawnictwo: Wydawnictwo Filtry literatura piękna
96 str. 1 godz. 36 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
გათვლა
Data wydania:
2025-07-30
Data 1. wyd. pol.:
2025-07-30
Data 1. wydania:
2013-01-01
Liczba stron:
96
Czas czytania
1 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368180558
Tłumacz:
Magdalena Nowakowska
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wyliczanka w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Wyliczanka



książek na półce przeczytane 463 napisanych opinii 322

Oceny książki Wyliczanka

Średnia ocen
7,7 / 10
76 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
33
32

Na półkach:

Krótka, bardzo intensywna powieść. Melaszwili łączy ,,dziewczyństwo” i wojnę – strach, przemoc, bezradność i krew. Jestem poruszona tym, jak autorka opowiada kobiecość w swojej twórczości, ile siły i wrażliwości potrafi upchnąć w pozornie prostej formie. Książka na pewno pozostanie w mojej pamięci.

Krótka, bardzo intensywna powieść. Melaszwili łączy ,,dziewczyństwo” i wojnę – strach, przemoc, bezradność i krew. Jestem poruszona tym, jak autorka opowiada kobiecość w swojej twórczości, ile siły i wrażliwości potrafi upchnąć w pozornie prostej formie. Książka na pewno pozostanie w mojej pamięci.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

229 użytkowników ma tytuł Wyliczanka na półkach głównych
  • 144
  • 84
  • 1
31 użytkowników ma tytuł Wyliczanka na półkach dodatkowych
  • 10
  • 7
  • 6
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Wyliczanka

Inne książki autora

Okładka książki Jeszcze ciemniej Zura Abaszidze, Archil Kikodze, Ana Kordzaja-Samadaszwili, Zurab Leżawa, Tamta Melaszwili
Ocena 6,6
Jeszcze ciemniej Zura Abaszidze, Archil Kikodze, Ana Kordzaja-Samadaszwili, Zurab Leżawa, Tamta Melaszwili
Tamta Melaszwili
Tamta Melaszwili
Urodzona w 1979 roku gruzińska pisarka, aktywistka i badaczka. Jej pierwsza powieść Counting Out ukazała w 2010 roku, odniosła ogromny sukces, a autorkę okrzyknięto wyjątkowym głosem współczesnej literatury gruzińskiej. Melaszwili porusza w swoich książkach problematykę społeczną i kwestie równości. W 2011 roku Counting Out otrzymało prestiżową nagrodę literacką SABA w kategorii Najlepszy Debiut, a w 2013 roku uhonorowano ten tytuł nagrodą Deutscher Jugendliteraturpreis. Adaptacje tej powieści wystawiano w językach gruzińskim, niemieckim i rosyjskim. Jej najnowsza książka Kos, kos, jeżyna również została wyróżniona nagrodą SABA dla najlepszej powieści 2020 roku. Filmowa adaptacja tej powieści pod tym samym tytułem w reżyserii Elene Naveriani przyjęto owacją na stojąco podczas Fortnight Directors’ Festival 2023 w Cannes.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Trzewia Aleksandra Paduch
Trzewia
Aleksandra Paduch
„Chowamy się za brzuchami wypełnionymi wszystkim tym, co nie może lub nie chce się ujawnić. Chowam się za historiami wypełnionymi wszystkim tym, co nie mogło lub nie chciało się ujawnić.” (s. 111). Obrazy rozpisane na mikrorozdziały połączone przestrzenią kuchni, która staje się intymnym centrum snucia historii. Aleksandra Paduch nie oszczędza czytelnika, wybiera mocne, soczyste, momentami bolesne zdania, karmi narrację mięsistymi i surowymi kadrami. Jest w tej opowieści gęsto od niedopowiedzeń, przemilczanych emocji, śmierci gnieżdżącej się w zniekształconych ciałach, dawnych rytuałach, byciu obok życia. Bohaterowie, bezimienni dziadkowie, zostają zakotwiczeni w konkretnych miejscach, opowiadają siebie przez mapę - tę przestrzenną i fizyczną, cielesną. Przeplatają się w narracji obrazy jedzenia, spożywania, nieustannej potrzeby napełniania braku, zajadanie niewypowiedzianych słów, pożeranie bólu, utraty. Codzienna krzątanina babki, matki w kuchni, momenty wspólnoty przy posiłkach, kiedy otwierały się drzwi wspomnień i opowieści. I za tym podążają narracje o utracie, śmierci, która nabiera fizyczności pod postacią umierających, bliskich ciał. „Dotyk umierał ostatni” i w „Trzewiach” jest mocny obraz oswajania śmierci, momenty pożegnań przeplatane z tym co codzienne, bez patosu i fałszu. Na ten brak odpowiedniego języka w obliczu straty odpowiada gest, mimika, dotyk. W te historie wchodzi się coraz głębiej i głębiej, trzewia pulsują, pochłaniają, tak wiele w nich zakamarków, labiryntów, każdy rozdział to schodzenie w podziemia wspomnień. Nie jest tu przyjemnie, stabilnie, przewidywalnie i dlatego narracja porywa nas w nieoczekiwane miejsca, w pozornie sprzeczne obrazy, które tworzą mapę pokoleń, naznaczonych wojną, przesiedleniami, pierwszymi powiewami kapitalizmu i konsumpcjonizmu. Pociągający jest sam tytuł - „Trzewia” - słowo tak nieobecne w potocznym języku, literackie, dźwięczne, a jak pojemne i plastyczne. Idealne aby być metaforyczną klamrą dla tych rodzinnych opowieści. Do czytania i przeżywania! Wynotowałam jeszcze jeden ważny cytat o pisaniu sobą, swoim życiem, o potrzebie zapisywania: „Nie rozmawialiśmy ze sobą, więc pisałam. Już nieco wcześniej, ale i znacznie później, pisanie biegło rownolegle z życiem” (s. 37). Wydawnictwo Czarne
Marcelina - awatar Marcelina
oceniła na 8 26 dni temu
Ogrodnik i śmierć Georgi Gospodinow
Ogrodnik i śmierć
Georgi Gospodinow
W tej książce właściwie nie chodzi o fabułę, tylko o bycie obok, obserwację ostatnich momentów z kimś bliskim i próby poukładania sobie tego wszystkiego w głowie. Narrator towarzyszy swojemu ojcu w ostatnich miesiącach życia. I to nie jest podane w jakiś dramatyczny, przesadzony sposób. Wręcz przeciwnie - wszystko dzieje się spokojnie, momentami aż za spokojnie. Są drobne sceny, jakieś zwykłe momenty, wspomnienia, ogród, rośliny… i nagle łapię się na tym, że to właśnie te detale najbardziej uderzają. Jest tu też sporo wspominek o ojcu, takich już "z pamięci". Jego anegdotki, drobne historie, czasem zabawne sytuacje, które nagle się pojawiają i przypominają, kim był jako człowiek. To bardzo ociepla tę książkę, bo mimo całego ciężaru tematu, pojawia się w niej coś lekkiego, zwyczajnego, ludzkiego. Motyw ogrodu jest tu w ogóle świetny - jako coś, co trzyma przy życiu, daje sens, odciąga od choroby i tego, co nieuniknione. To nie jest tylko tło, tylko coś bardzo ważnego, co niesie całą tę historię. Georgi Gospodinow pisze w taki sposób, który nie każdemu podejdzie... trochę urywany, trochę jak notatki, trochę jak myśli, które pojawiają się i znikają. Nie ma tu jednej prostej narracji, raczej zbiór refleksji. I przez to momentami można się zgubić albo poczuć, że to wszystko jest zbyt rozproszone. Ale z drugiej strony właśnie to sprawia, że ta książka jest prawdziwa. Bo tak wygląda myślenie o stracie, nie jest uporządkowane, tylko chaotyczne i pełne powrotów do różnych rzeczy. Można to streścić, podobnie jak sam autor: "Mój ojciec miał ogród. Teraz jest ogrodem".
Meriel - awatar Meriel
ocenił na 9 1 dzień temu
Oto początek naszej historii Tobias Wolff
Oto początek naszej historii
Tobias Wolff
Wszystkie kolejne opowiadania kojarzą mi się z niepewnością i ulotnością. Bohaterowie trafiają w nasze ręce (przed nasze oczy) w momentach życia, które ukazują ich jako zagubionych, skrzywdzonych i (znów chciałabym powtórzyć niepewnych) wahających się. W nastroju ponurego poczucia braku i odrzucenia przemierzają kolejni bohaterowie kolejne strony tworząc spójną opowieść o swoich smutkach i niedolach: bardzo przemyślaną, klarowną, ujętą w literacko bogatą i wyraźną rzeczywistość, która swoją sugestywnością i konceptem czaruje czytelnika. "Palacze" przejmują powidokiem walki o wpływy i zaszczyty. Pokazują na ile można się wystawić, pozbyć wartości, skryć je głęboko, by zyskać dobra materialne i pozycję w społeczeństwie. "Myśliwi na śniegu" z trwającym cały czas niepokojem i niepewnością, kruchością relacji i ich zafałszowaniem są wyczerpujące, ale i wciągające czytelnika zarówno w zależności między bohaterami, jak i śrubujące ciekawość co do finału. "W ogrodzie północnoamerykańskich męczenników" to jedno z moich ulubionych w tomie, co powinno mnie mocno zaniepokoić, bo to rzecz o manipulacji i wykorzystywaniu ludzi. Również w środowisku akademickim, co nie jest żadnym wyznacznikiem człowieczeństwa, bo zawód i tytuł nie świadczą o etyczności. "Kłamca" - rzecz o solipsyście, człowieku, który z kłamania zrobił swój sposób na życie. Uważając, że stwarza wszystko wokół siebie, definiując rzeczywistość na własną korzyść. "Epizod z życia prof. Brooke'a" kolejne z ulubionych opowiadań pokazujące jak ciasnota umysłowa, posługiwanie się stereotypem, utartym schematem i poleganie na pozorach definiuje niektórych ludzi. Na poły moralizatorska, na poły prześmiewcza historia o kanciastych poglądach i pułapkach w jakie można z tego powodu wpaść. Tytułowe opowiadanie ze swoim znakomitym zdaniem rozpoczynającym: "Znowu wcześnie nawiało mgły". Pyszna wprost opowieść rodem z San Francisco, gdzie w jednej z restauracji z widokiem na Golden Gate poznajemy kończącego zmianę kelnera, który wracając do domu wstępuje do kawiarni i tam mimochodem, a później już z pełną premedytacją podsłuchuje rozmowy czwórki klientów. Świetna jest także opowieść "Zaginiony", w której ksiądz Leon, od początku swej duszpasterskiej kariery wystawiany jest na ciągłe próby i wyzwania. Gdy trafia do klasztoru opanowanego przez 'rozbrykane mniszki" jego życie ulega kompletnej zmianie. Nie ma tu żadnych odniesień do Iwaszkiewiczowskiej "Matki Joanny od Aniołów", choć może dezynwoltura w zachowaniu wszystkich bohaterów będzie pewnym nawiązaniem. Ksiądz, pieniądze, kłamstwa, podróże, siedlisko zła, jakim można tytułować Las Vegas, a także mierzenie się z własnymi słabościami i demonami będą drogą i solą Leonowej podróży przez "Zaginionego". Znakomite są opowieści Wolffa. Wyraziste, intensywne, jaskrawe, z dobrze zarysowanym wprowadzeniem, wejściem w historię, z pełnymi, opracowanymi i wymyślonymi bohaterami, a także przesłaniem (czy to demaskującym zło, zgniliznę, egoizm, konturowość, czy opisującym codzienność zwykłych ludzi różnych stron Ameryki, czy też moralizującym i puszczającym oko do świata odbiorców). Bardzo polecam.
BuchBuch - awatar BuchBuch
ocenił na 8 3 miesiące temu
Równiny Gerald Murnane
Równiny
Gerald Murnane
Jest niezerowa szansa, że jestem za głupia na tą książkę. A na pewno jestem na nią za głupia w tym momencie (Q4=zapierdol=mózg dziurawy jak durszlak). Cały czas miałam podobne wrażenie jak w czasach studenckich, kiedy codziennie musiałam przebijać się przez zadane teksty i z kilkudziesięciu stron antropologicznego pitolenia destylować tą jedną stronę treści, o którą faktycznie chodziło. Nie wiem czy to kwestia długich zdań Murnane'a czy jego języka, który jest równocześnie suchy i taki meandrująco-poetycki, ale cały czas miałam wrażenie, że trzyma mnie na wyciągnięcie ręki, nie pozwalając się zbliżyć do tego wydestylowanego znaczenia. Zwłaszcza w części drugiej, przy rozkminach o bibliotece i Czasie, mój mózg był w jakimś zupełnie innymi wymiarze i jakoś obok tego wszystkiego przepłynęłam, już nawet nie próbując skumać czy jest tu jakieś znaczenie czy kompletnie nie. Zdaje się, że autora porównuje się do Borgesa i Calvino. Faktycznie miałam podczas lektury wrażenie, że Murnane sobie heheszkuje z takiego artystyczno-intelektualnych analiz i poszukiwania głębi we wszelkich tekstach kultury (zwłaszcza w pierwszej części kiedy bohater i osoby, z którymi gada próbują skonstruować Równiny i ich mieszkańców, którzy na maksa chcą się odróżnić od reszty świata). Ale może wcale nie taki był zamiar, tylko znów ja czegoś nie zrozumiałam. Z pewnością trollowanie Borgesa i Calvino jest dla mnie bardziej przejrzyste i prostsze do skumania. No więc daję 6/10, bo doświadczenie czytania tej książki było dla mnie po prostu poprawne. Nie będę jej rozkminiać, a za pół roku pewnie w ogóle nie będę o niej pamiętać, ale to raczej kwestia tego, że to po prostu nie "mój" typ książki.
symulakrum - awatar symulakrum
ocenił na 6 3 miesiące temu
Irlandzka dziewczyna Edna O'Brien
Irlandzka dziewczyna
Edna O'Brien
Zapraszam Was do literackiej podróży przez życie, które meandruje od głębokiej, dusznej prowincji w ultrakatolickiej rodzinie, aż po blichtr i światła wielkich metropolii. Autobiografia Edny O’Brien to rzadki przypadek wspomnień, w których oszałamiający sukces nie wiąże się z zadęciem. Autorka z tą samą wrażliwością opisuje traumatyczne dzieciństwo ,kiedy to matka oddała ją do klasztoru, rygor klasztornego internatu, co kulisy wielkiego świata kultury i polityki. O’Brien z lekkością porusza się w świecie high life'u, traktując wielkie umysły epoki jak partnerów do rozmowy, a nie trofea. Hollywood szybko upomniało się o jej talent, co zaowocowało współpracą z takimi postaciami jak Miloš Forman czy Norman Mailer. Jej życie wypełniały spotkania z ikonami: od Maggie Smith i Brendy Blethyn, po Stephena Rea i Neila Jordana. Niezapomniana pozostaje anegdota o wizycie u Clintonów, gdy jako jedyny gość podjechała pod Biały Dom zwykłą taksówką – ten gest idealnie oddaje jej brak pozy i dystans do protokołów władzy. W prozie O’Brien nazwiska takie jak Paul McCartney, Jane Fonda czy Samuel Beckett pojawiają się naturalnie, bez „pudelkowego” szukania sensacji. Ciekawostka o Jackie Onassis zachwyconej Herbertem staje się tu pomostem łączącym różne światy kultury. Autorka mistrzowsko decyduje, co pokazać światu, a co osłonić przed naszym wzrokiem, zachowując mądrość kobiety, dla której miłość była – za Cwietajewą – „zarówno wehikułem, jak i czyśćcem”. Mimo światowej sławy i nominacji do Nobla, Edna pozostaje wierna swoim korzeniom. Choć uciekała od bigoterii rodzinnego domu, to właśnie irlandzkie niebo, torfowiska i ruiny Drewsboro stanowią jej fundament. Odwaga: Jako feministka, której flagą było słowo, nie ugięła się przed cenzurą i wyklęciem z ambon. Szczerość: Bez maski przyznaje się do niemocy wobec przemocy i bólu rozpadu rodziny. Paradoks: Życie wypełnione anegdotami i towarzyskim rozpasaniem skrywa w środku kobietę otuloną samotnością „niczym wygłuszającą watą”. „Irlandzka dziewczyna” przywraca nam pisarkę niepospolitą – bezbronną, a jednocześnie silną; kontrowersyjną, a przy tym niezwykle kunsztowną w każdym zdaniu. To lektura o kobiecie, która wywalczyła wolność nie tylko dla siebie, ale i dla pokoleń następczyń, udowadniając, że jedyną rzeczą, której nie można zdradzić, jest własna narracja.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 3 miesiące temu
Którędy do wyjścia? Katarzyna Boni
Którędy do wyjścia?
Katarzyna Boni
Czy zdajemy sobię sprawę z tego,że kiedy pijemy wodę ,pijemy kosmos? A lodowce odkrywane są całunami ? Czy wyobrażamy sobie świat po zmianach klimatycznych za kilkanaście,kilkadziesiąt lat ? Książka " Którędy do wyjścia ?" jest wyrazem wrażliwości, uważności na sprawy klimatu,przyrody. Także dziesięcioletnią pracą naukową, (emocjonalną) nad kwestią zmian klimatu i kryzysami. Autorka przybliża nam kwestię żałoby po odchodzącym powoli świecie ( każdego dnia giną bezpowrotnie kolejne gatunki roślin,zwierząt ) i przekonuje,że " ...doświadczamy straty tylko w takim stopniu, w jakim doświadczaliśmy połączenia z tym , co utracone ". Pani Katarzyna Boni pokazuje jak naprawdę wygląda kryzys ,którego wszyscy doświadczamy i którego jesteśmy sprawcami. Książka porusza problem poczucia winy ,rozdźwięku między poczuciem straty a pędem codziennego życia. Znajdziemy tutaj informacje o zagrożonych gatunkach ,o wyprawie do krainy lodowców, o historii rozwoju technologii, o historii Smeerenburga, o sposobach naukowców na odtworzenie wymarłych gatunków zwierząt ,o Banku Nasion,o Bibliotece Końca Świata,gdzie za pięćset euro można oddać do depozytu własne wspomnienia ..o badaniach geologicznych ( plastikowe gwoździe !),o próbach stworzenia samodzielnego ekosystemu na ziemi etc. Żałoba osobista po dziadkach splata się z żałobą po świecie przyrody. A nieprzewidywalność życia ( zmienione plany osobiste ,pandemia ) wymagają od człowieka odwagi ,żeby każdą żałobę przeżywać i doświadczać życia we wszystkich jego aspektach. " Przestań jęczeć,zacznij tańczyć". I co zostaje ? Tam gdzie jest strach przed utratą, skrywa się przecież miłość do tego świata . ....pieczenie bułeczek z Maciupkiem ,obserwowanie ślimaków ,opiekowanie się roślinami ,dotyk futra psa ,kota,zapach ziemi po deszczu, sadzenie roślin..,świadome życie. Dobre to było .
Vera - awatar Vera
oceniła na 8 12 dni temu
Jazda Muriel Spark
Jazda
Muriel Spark
Książka nominowana w 2010 roku do nagrody Bookera za „zapomniany rok” 1970 wydała mi się wielce obiecująca, szczególnie że okładka wabi nazwiskiem tłumacza, Jacka Dehnela, którego umiejętności językowe wysoko cenię i który zresztą – jak się okazało – był inicjatorem polskiego wydania. No i rzeczywiście, jeśli chodzi o warstwę językową, „Jeździe” nie mogę niczego zarzucić. Napisana jest rytmicznie, w czasie teraźniejszym, który wraz z krótkimi zdaniami zwiększa dynamikę wypowiedzi – czyta się więc zachłannie, żeby jak najszybciej przekonać się, co się za chwilę stanie. I tu właśnie przychodzi małe rozczarowanie (a może całkiem duże?), ponieważ w książce Spark dzieje się dużo i mało zarazem. Owszem, to w latach 70. była powieść eksperymentalna, niemniej dzisiaj ta forma niekoniecznie jest już taka odkrywcza. Przełomem w odbiorze „Jazdy” stał się dla mnie dopiero moment, kiedy zamiast jako spójnie rozwijającą się historię, która sprawiała wrażenie, jakby nie mogła się zacząć, potraktowałem ją jako swoisty prequel do kryminalnej zagadki. Nie jako opowieść samą w sobie, lecz zapis wydarzeń, niekoniecznie rządzący się prawidłami powieści. Bo w istocie mamy tu do czynienia z wprowadzeniem do zbrodni, która już się dokonała, o czym zresztą dowiadujemy się z okładki oraz napomknięć w tekście. Czytelnik podąża za Lise, młodą dziewczyną, której zachowanie wydaje się mu chaotyczne i całkowicie niezrozumiałe (przy czym moim zdaniem nie wszystkie jego powody wychodzą na jaw, co samo w sobie utrudniło mi odbiór książki; chyba że na przeszkodzie stanęły jakieś moje niedostatki intelektualne?) i którego zapowiadaną kulminacją jest śmierć. Ogólnie rzecz biorąc, „Jazda” jest pozycją istotnie eksperymentalną – bohaterowie nie zawsze rozmawiają ze sobą, często prowadzą dwutorowe, tylko z rzadka krzyżujące się monologi. Ich motywy pozostają dla nas ukryte, zachowanie bywa sztuczne, nienaturalne. Ja wiem, to wszystko celowy zabieg, ale z dzisiejszej perspektywy ta powieść nie jawi mi się bynajmniej przełomową czy wybitną, choć zajmuje na tyle, abym uznał ją za ciekawą. Losy Lise, dokonywanie przez nią wybory, skłaniają, by mimo wszystko czytać dalej, czerpiąc przyjemność z języka i – było, nie było – niecodziennej formy.
meerkat - awatar meerkat
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Głodne duchy Kevin Jared Hosein
Głodne duchy
Kevin Jared Hosein
Daleka była tym razem literacka podróż, bo aż do Trynidadu, o którym wiemy , że leci się tam 20 godzin i że jest tam raj na ziemi. Może teraz tak, ale 80 lat temu, gdy toczy się akcja powieści, niekoniecznie. Dobrze, że powieść autora z Trynidadu dotarła do Europy, to ciekawe doświadczenie. Trochę się tylko dziwię, że autor który pisał wcześniej książki dla dzieci i młodzieży napisał tak mroczną i tragiczną powieść i jej głównym bohaterem uczynił 10-letniego chłopca. Język powieści jest niezwykle obrazowy, tłumaczenie jej to musiała być mrówcza praca. Ale z całym szacunkiem, w Trynidadzie raczej nie używa się zwrotów ‘na bank’ czy ‘badziew’. Niesamowite są porównania prawie wszystkich przedmiotów lub zdarzeń do elementów tropikalnej natury, ale dobrze by było gdyby przypisy wyjaśniały co to jest akmelia, aguti złociste czy setki innych nazw użytych w powieści. Chociaż wyszukanie ich w internecie to też ich zdjęcie, lecz zabiera sporo czasu. „Wyobraź sobie ten niesamowity moment przejścia pomiędzy nocą a dniem. Jednocześnie powolny i gwałtowny. Tę oniryczną chwilę, kiedy wczesny poranek przypomina zmierzch”. Te trzy zdania z ostatniego rozdziału powieści dobrze odzwierciedlają jej klimat. Różnice klasowe są jak dzień i noc. Akcja powieści toczy się pomiędzy żyjącą w skrajnej nędzy i biedzie rodziną Kryszny oraz opływającą w luksusy, mieszkająca z drugiej strony drogi rodziną Changoor. Przebieg powieści jest powolny ale naszpikowany gwałtownymi wydarzeniami, szczególnie tymi z udziałem dzieci czy znęcania się nad zwierzętami. Tę dobrą lekturę polecam osobom, które lubią nastrój, gdy poranek przypomina zmierzch i nie wiemy jak zacznie się dzień, nawet gdy jest porównany do łoskotnicy pękającej.
Beata - awatar Beata
oceniła na 7 2 miesiące temu

Cytaty z książki Wyliczanka

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wyliczanka