
Kiedy będziesz gotowy, idź: osiem opowieści o ludziach na drogach donikąd

- Kategoria:
- horror
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2025-02-15
- Data 1. wyd. pol.:
- 2025-02-15
- Liczba stron:
- 370
- Czas czytania
- 6 godz. 10 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788368257151
Oprawa miękka
Kiedy będziesz gotowy, idź.
W każdym człowieku jest ciemny labirynt i przemierzający go niewielki pająk.
W każdym człowieku jest urojony raj i otwarta rana.
Rana oddziela labirynt od raju.
Pająk jej szuka, by przez nią uciec.
Kiedy będziesz gotowy, idź to zbiór ośmiu opowiadań, których wspólnym mianownikiem jest ruch – ruch daremny, błądzenie, bezcelowe krzątanie (albo niemożliwe do zrealizowania pragnienie ruchu) w poszukiwaniu wyjścia z dotychczasowej sytuacji egzystencjalnej.
Bohaterowie tych tekstów próbują zmienić swoje życie, nadać mu jakiś sens lub kierunek, ale ciągle coś trzyma ich w miejscu i nie pozwala na zmianę: traumy, nierozwiązane sprawy, doświadczenie przemocy, brak sprawczości, wrodzone ograniczenia lub opresyjne, warunkujące wychowanie. Tłem tych zmagań jest świat-więzienie, świat na krawędzi: realności i sennego koszmaru, dnia i nocy, pokoju i wojny.
Utwory w Kiedy będziesz gotowy, idź wyrastają z konwencji literatury niesamowitej, ale przekraczają ją, sytuując źródło niesamowitego nie w zjawiskach nadprzyrodzonych, lecz w okaleczonej psychice ludzi poddanych presji okoliczności, którym nie są w stanie sprostać. Psychice tym silniej ulegającej deformacji, im bardziej desperacka staje się ludzka walka o zmianę, o ruch.
Kup Kiedy będziesz gotowy, idź: osiem opowieści o ludziach na drogach donikąd w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Kiedy będziesz gotowy, idź: osiem opowieści o ludziach na drogach donikąd
Poznaj innych czytelników
319 użytkowników ma tytuł Kiedy będziesz gotowy, idź: osiem opowieści o ludziach na drogach donikąd na półkach głównych- Chcę przeczytać 217
- Przeczytane 94
- Teraz czytam 8
- Posiadam 32
- 2025 6
- Horror 5
- Literatura polska 4
- Literatura piękna 3
- Legimi 3
- Fantastyka 2





































OPINIE i DYSKUSJE o książce Kiedy będziesz gotowy, idź: osiem opowieści o ludziach na drogach donikąd
Jak wiele dróg czeka na osobę, która zdecyduje się ruszyć przed siebie. Jak wiele gwałtownych zahamowań jej przypadnie, gdy rozpędzona o mały włos uniknie zderzenia z rzeczywistością — bolesną, trzymającą mocno za gardło, jakby pragnącą odebrać ducha zamieszkałego w ciele; kupie mięsa będącej niczym innym jak zwykłą padliną.
Osiem tekstów i tyle samo znaczeń, oznaczonych imieniem pisarza, który dla każdego może stać się przewodnikiem po krainach mroku i błądzenia w ciemności. Wystarczy tylko otworzyć bramę do tego świata, by dać się pochłonąć. Dalej jest tylko lepiej — lepiej i… powrotu może już nie być.
Sięgnąłem zatem ręką i otworzyłem wejście, uwalniając ludzkie lęki, boleści, nieokiełznane emocje czyhające na dnie duszy.
A tam Wojciech Gunia odsłonił przede mną widok na literaturę przekraczającą ramy grozy jako takiej i czwarty już raz zaprosił do eksploracji świata niepozwalającego na szybkie odejście — o ile w ogóle jest ono możliwe.
Opowiadania Guni w jego najnowszej książce wyrastają ze wspólnego mianownika, jakim jest ruch — częstokroć bezcelowy, błądzący w miejscu i doprowadzający wręcz do udręki. Egzystencjonalny ton tych tekstów sprawia, iż chwytając spisane słowa, można poczuć na własnej skórze każdy fragment próby desperackiej ucieczki od tego, co trzyma istotę człowieczą w kleszczach i nie daje żadnych szans na upragnioną wolność. Ujrzałem więc granicę między spokojnym snem a koszmarem, pochłaniając kolejne zdania, nie zdając sobie sprawy jak obok mnie umyka czas.
Kluczową rolę w dziele naszego mistrza weird fiction odgrywa psychika naznaczona traumami, niedokończonymi sprawami, przemocą czy też strachem przed tym, co czai się tuż za progiem domu. Na tej żyznej glebie wyrasta zbiór historii, który później wdziera się w żywą tkankę, czyniąc ją sobie poddaną. Pięknym, wręcz poetyckim językiem są owe historie spisane, pokazując przy tym, że nawet najciemniejsze korytarze ludzkiego wnętrza mogą budzić swoisty zachwyt.
Nie ma tu opowiadań, które nie utrzymywałyby takiego samego poziomu; każde z nich jest sobie równe pod względem jakości i intelektualnej głębi, choć wiadome jest, iż podczas lektury zdobywa się swoich faworytów.
Gunia stworzył jeden z najciekawszych, a w mojej opinii również jeden z najlepszych zbiorów na naszym rynku wydawniczym, udowadniając swoją pisarską klasę, której nikt mu nie odbierze. To literatura najwyższych artystycznych lotów, o której powinno być głośno latami — i jeszcze dłużej.
Jak wiele dróg czeka na osobę, która zdecyduje się ruszyć przed siebie. Jak wiele gwałtownych zahamowań jej przypadnie, gdy rozpędzona o mały włos uniknie zderzenia z rzeczywistością — bolesną, trzymającą mocno za gardło, jakby pragnącą odebrać ducha zamieszkałego w ciele; kupie mięsa będącej niczym innym jak zwykłą padliną.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOsiem tekstów i tyle samo znaczeń, oznaczonych...
Chcąc wesprzeć Wydawnictwo IX, kupiłem coś z ich stajni. Jest to zbiór ośmiu opowiadań, które są mroczne i tajemnicze. Wszystkie są dobre, a nawet bardzo dobre. Autor zdecydowanie umie pisać, budować klimat, ciekawie prowadzić narrację. Trochę zabrakło mi jakiejś opowieści, która wybiłaby się na tle reszty, zaskoczyła czymś, bo tak to mamy same historie, które zostawiają nas z niedopowiedzeniami i otwartymi wątkami, które trochę usilnie mają nas skłonić do refleksji.
Chcąc wesprzeć Wydawnictwo IX, kupiłem coś z ich stajni. Jest to zbiór ośmiu opowiadań, które są mroczne i tajemnicze. Wszystkie są dobre, a nawet bardzo dobre. Autor zdecydowanie umie pisać, budować klimat, ciekawie prowadzić narrację. Trochę zabrakło mi jakiejś opowieści, która wybiłaby się na tle reszty, zaskoczyła czymś, bo tak to mamy same historie, które zostawiają...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSą takie książki na które czekamy latami, chociaż sami nie zdajemy sobie z tego sprawy. Autorzy, którzy gdzieś tam się przewijają w różnych rozmowach ze znajomymi i czasem sami nie wiemy – czy to już, czy się wziąć za bary z tą literaturą?
Kiedy będziesz gotowy, idź to zbiór ośmiu opowiadań. Z jednej strony może się wydawać, że nie są ze sobą w żaden sposób powiązane ale to, co spaja te historie to klimat, który ciągnie się przez wszystkie teksty, nawet jeżeli powstawały one w różnym czasie i w różnej rzeczywistości.
Co przede wszystkim mnie zachwyciło i przyciągnęło do tego zbioru to język. Żaden ze mnie krytyk, literaturoznawca, w zasadzie jestem znawcą niczego. Ale Wojtek Gunia w tym zbiorze operuje tak wspaniałym, literackim i po prostu ładnym językiem, który opisuje absolutnie potworne rzeczy.
No bo mamy tutaj przerobienie historii raju.
Żonę, którą katuje mąż.
Ludzi, którzy szukają sensu poprzez pracę.
Syna, którego ojciec ratuje przed wojenną zagładą w domu dziwnego starca.
Wszyscy bohaterowie Guni skazani są tak naprawdę na porażkę ale ja jakoś odbierałem to jeszcze na zupełnie innym poziomie – takiego wewnętrznego skrobania. Bo z jednej strony Gunia opowiada historie niesamowite ale czy nie są to nasze koszmary? Najgorsze przewidywania? Rzeczy, których boimy się najbardziej na świecie?
Wszystko w tych historiach miało też dla mnie pewien bajkowy sznyt. Kiedyś bajki pisano, żeby nauczyć dzieci życia. Dzisiaj autorzy tacy jak Gunia są nam potrzebni, żeby nauczyć nas, dorosłych, że nie wszystko jest tak słodkie jak wygląda, że życie nie zawsze jest takie piękne jakby się mogło wydawać. Ktoś nas musi postawić na ziemi, bo zaczęliśmy już za bardzo odrywać się od rzeczywistości. Światu bliżej do tego co przedstawia Gunia, niż do tego co znajdziemy na Instagramie. Czas się obudzić, Obywatele. Prawda jest tuż za rogiem.
Są takie książki na które czekamy latami, chociaż sami nie zdajemy sobie z tego sprawy. Autorzy, którzy gdzieś tam się przewijają w różnych rozmowach ze znajomymi i czasem sami nie wiemy – czy to już, czy się wziąć za bary z tą literaturą?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKiedy będziesz gotowy, idź to zbiór ośmiu opowiadań. Z jednej strony może się wydawać, że nie są ze sobą w żaden sposób powiązane...
Horrory generalnie omijam szerokim łukiem. Tego nie ominąłem i nie żałuję. Po fakcie mam jedyną uwagę: na okładce powinno znaleźć się ostrzeżenie, aby unikać lektury w okresie jesienno-zimowym.
Tematyka opowiadań jest różna. Mocno obecny jest temat zagrożenia wojną. Wśród nich znajduje się też jedno traktujące o alienacji pracy. Mnie osobiście bardzo cieszy podjęcie tego konkretnego zagadnienia. Horrory kojarzą się z Przedwiecznym, tymczasem praca może być czymś nie mniej strasznym.
Na pewno nie jest to lektura eskapistyczna. W sumie można zadać sobie pytanie, czy faktycznie jest to jeszcze gatunek grozy, a może już dokument naszych czasów? A że czasy są takie, a nie inne, to i znajduje to swoje odbicie w literaturze.
Na koniec warto napisać, że autor mistrzowsko posługuje się słowem. Kreowane przez niego wizje są niesamowicie sugestywne i automatycznie uruchamiają wyobraźnię. Czuć w tym pasję i ogromny talent.
Horrory generalnie omijam szerokim łukiem. Tego nie ominąłem i nie żałuję. Po fakcie mam jedyną uwagę: na okładce powinno znaleźć się ostrzeżenie, aby unikać lektury w okresie jesienno-zimowym.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTematyka opowiadań jest różna. Mocno obecny jest temat zagrożenia wojną. Wśród nich znajduje się też jedno traktujące o alienacji pracy. Mnie osobiście bardzo cieszy podjęcie tego...
„Kiedy będziesz gotowy, idź”, zaskakujący, zachodzący pod skórę i wędrujący krwiobiegiem do mózgu i każdej komórki ciała zbiór ośmiu opowiadań, układających się w spójny świat koszmaru istnienia. Wojciech Gunia. Pierwsza książka tego autora, jaką przeczytałam. I pytanie, czemu dopiero teraz? Bo horror? Bo fantastyka? Nie szufladkujmy literatury, gdyż ostatnio coraz częściej wymyka się ona czystym klasyfikacjom. „Kiedy będziesz gotowy, idź” to faktycznie horror, ale rzeczywistości, w jakiej żyje człowiek i jakiej ulega, zatracając samego siebie. To rzeczywiście elementy fantastyczne, te, które tworzy ludzki umysł, by się przed światem schronić, obronić, albo też fragmenty pejzażu wyrastające z ogarniętej obłędem wyobraźni, oderwanej już od korzeni zdroworozsądkowego porządku.
Gunia nie tworzy swoich bohaterów z nicości, bierze ich z ulicy, z przeciętnego małego miasteczka, z jednego z wielu podobnych do siebie mieszkań, na chybił trafił. Aż strach, co mógłby ujrzeć swoim skanującym na przestrzał wzrokiem we mnie albo w tobie. Opisuje człowieka w sytuacji zamknięcia, uwięzienia, tak bardzo tym przygniecionego, że gdyby nawet rozewrzeć przed nim na oścież bramę, nie pomyślałby, że może przez nią wyjść i pójść dokąd zechce. Ludzie stoją więc złapani w sidła własnego życia, przykuci do niego niewidocznymi kajdanami, ogarnięci bezwładem, ściśnięci niczym w imadle ścianami domu, ciasnotą miejskich ulic, oślepieni mgłą, szarzyzną i własnymi majakami. Jak przełamać marazm, który unieruchamia kończyny i zamyka umysł w bolesnej obręczy niemocy?
„Musimy już jechać i nie oglądać się na sceny poboczne. Pomijać zapiski na marginesie, nie spoglądać na rozjechane psy, na płaczące dzieci, na złamanych ludzi, na zawalone domy, musimy już jechać, gnać, spoglądać przed siebie, ku celowi, choćby tego celu miało nie być. Wtedy należy go sobie wymyśleć. Daleki, nieosiągalny, wówczas można gnać, gnać, gnać bez końca, szybciej, szybciej”.
Tyle, że na drodze stoi nam historia. Zawsze są jakieś zagracone, pełne kurzu i mysich bobków strychy, labiryntu z rupieci, zapory zleżałych szmat i dziurawych garnków, przewrócone na plecy biblioteczki, szuflady, z których wysypują się rachunki sumienia – te symbole tkwienia w przeszłości, w znajomej, a znienawidzonej rutynie, która stając się codziennością oplata nas miłośnie, pozwalając ledwie na płyciutki oddech, półżycie.
„Niemal czułem otaczającą mnie trupią woń rozkładu, niemal widziałem, jak moje obumierające życie gnije ciemnymi wykwitami pleśni na ścianach domu, wystawione na pożarcie przez monotonię niczym ciało rzucone ptakom na żer”.
Nie każdy jest gotów iść. Ci, którzy się na to decydują postrzegają, że ich droga zatacza koło, że nie da się wyjść poza zaklęty krąg zdarzeń. Historia kręci się pochłaniając samą siebie, stwarza się na nowo, a jednak identycznie. Bohater na końcu spotyka siebie samego, wie, że w jakąkolwiek ścieżkę by nie skręcił, powtórzy te same błędy i wróci na stary, wydeptany trakt. To beznadziejne.
„Chcielibyśmy uczynić sobie nowy świat, wolny od wszystkiego, co czyniło stary niezdatnym do życia. Stąd opowieść o nowym początku, ignorująca fakt, że żadnego początku nie ma, że nasz nowy świat jest jedynie odnogą starego świata, jednym z niezliczonych owoców wyrosłych z jego drzewa, owocem, który niesie w sobie cały jego kod genetyczny i jest w gruncie rzeczy taki sam. Jest potencjalnością tego samego”.
Jednak wciąż próbujemy z tego świata wyłuskać siebie, siebie zrozumieć. Zestroić się z całością, by wydobyć z niej tylko własne, intymne akordy. Dochodzimy do smutnej i odbierającej nadzieję konkluzji, że tak jak nigdy nie poznamy drugiego człowieka, tak też nie pojmiemy i nie zdołamy do końca wyrazić siebie samych. „Zawsze znamy tylko nasze wyobrażenie o ludziach i pamiętamy jedynie te wyobrażenia”. Siebie zaś postrzegamy przez pryzmat własnych lęków i doświadczeń, one zaś skutecznie zniekształcają ów obraz, przeinaczając go do niepodobieństwa. Chcąc siebie pojąć i wyrazić trzeba by odciąć się od wszystkiego i jednocześnie w tym wszystkim po czubek głowy się zanurzyć. Może więc najlepiej wyrzucić instrument z mostu i samemu skoczyć za nim? „(…) ja sam – moje życie, moje ciało, mój umysł – to moje najgorsze więzienie, z którego nigdy nie ucieknę, chyba że w śmierć”. Pozostajemy więc samotni, osobni, skazani na własne towarzystwo i bicie się z myślami. Nawet zrodzeni w umyśle towarzysze, bracia, w końcu rozpływają się w nicości, jakby ich nigdy nie było, nie wiemy, czy śniliśmy na jawie, czy też rzeczywistość stała się czymś na kształt widziadła.
Samotność jest naszą rzeczywistością, moment narodzin wyodrębnia nas z biologicznego świata, do którego na powrót przywróci nas dopiero śmierć, dopełniając równowagi. Natura, jej niepowstrzymana siła, bujność, sprawczość i odwieczne trwanie jest w prozie Wojciecha Guni wszechobecna. Obojętnie przypatruje się naszym wysiłkom, czasem wiedzie nas na manowce, skrywa się na chwilę, by w następnej ukazać nam ogrom naszej słabości, całą kruchość i bezwolność. Żywi się nami, wzrasta na pokarmie z naszych tkanek, powoli nas pożera, by wreszcie wchłonąć na dobre i zespolić, jak było na początku, tak i na koniec… „Chmury wiszą nisko aż po horyzont. Szare, czarne, popielate, gęste jak pleśń wzrastająca przez wiele tygodni na dobrej pożywce”.
„Cisza jak naciągnięta noga linka podłączona do zapalnika bomby, cisza napięta jak sznurek zwalniający ostrze gilotyny”. Autor genialnie operuje napięciem, obrazem, słowem, uwalnia lęki tkwiące w nas samych, spuszcza ze smyczy wyobraźni najgorsze zwątpienia. Czy w ogóle mamy jakikolwiek wpływ na życie, czy nasze decyzje są sprawcze, zdolne nieść prawdziwą zmianę, czy też to tylko pozór, a wszystko i tak już zostało z góry przesądzone, przewidziane i teraz pcha nas do przodu jedynie siła pierwotnej determinacji? To pytanie odwieczne.
„Wiem, że ten mrok, przez tkankę którego się przebijamy, patrzy na nas zza drzew rosnących po bokach drogi, obserwuje nasz wyścig i czeka” -na co? Aż zrozumiemy jego bezsens? Pewnie bawi go nasz chocholi taniec, więc tylko uśmiecha się półgębkiem wiedząc, że i tak, co ma być, będzie. Nas zaś więzi, trzyma w kleszczach i zwodzi nadzieja, niczym ów komin fabryki, z którego spodziewamy się każdego dnia smugi dymu, powrotu życia, odnowy. W końcu nawet go widzimy. Jest, rozwiewany wiatrem, dumny. Jednak z bliska przekonujemy się, że to ledwie ułuda, będąca widzialnym wytworem naszych pragnień.
Jest tu schulzowska mgła i powidoki przeszłości w niej zaklęte, uliczki wiodące donikąd, opuszczone stacje. Jest mrok, w którym może kryć się wszystko albo zgoła nic, tego nie wiemy, a jednak boimy się rozgarnąć jego zasłony. Jest kafkowski karaczan symbolizujący przemianę, a także Kafki odbijanie się od ściany do ściany, błądzenie po pustych pokojach w poszukiwaniu sensu. Proza Wojciecha Guni to jednak przede wszystkim jego widzenie świata, w którym gościmy ledwie przez chwilę, ślepi i głusi, pchani nieznaną, mroczną siłą i jej poddani, z góry skazani na powtórne wchłoniecie w głąb macicy rzeczywistości większej niż wyobraźnia, wiekuistej, a potem na kolejne narodziny, i powtórne…
„Noc jest ogromna, patrzy na nas zza drzew. Noc jest ogromna i głodna, dziobie łapczywie okruchy życia”.
Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
„Kiedy będziesz gotowy, idź”, zaskakujący, zachodzący pod skórę i wędrujący krwiobiegiem do mózgu i każdej komórki ciała zbiór ośmiu opowiadań, układających się w spójny świat koszmaru istnienia. Wojciech Gunia. Pierwsza książka tego autora, jaką przeczytałam. I pytanie, czemu dopiero teraz? Bo horror? Bo fantastyka? Nie szufladkujmy literatury, gdyż ostatnio coraz...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMocna rzecz! Może nawet zbyt mocna, bo niektóre opowiadania szarpnęły mną bardzo. Chociaż, chyba właśnie o to chodzi w prawdziwej literaturze. To nie za bardzo są horrory, ale tak naprawdę wszystko zależy od tego jak zdefiniujemy horror, czy grozę.Styl autora doskonały i tylko zazdroszczę, że nie potrafię w taki sposób operować słowami. Do książki na pewno jeszcze wrócę, bo chciałbym lepiej poznać i zrozumieć intencje autora. To historie, nad którymi warto pozastanawiać się nieco dłużej.
Mocna rzecz! Może nawet zbyt mocna, bo niektóre opowiadania szarpnęły mną bardzo. Chociaż, chyba właśnie o to chodzi w prawdziwej literaturze. To nie za bardzo są horrory, ale tak naprawdę wszystko zależy od tego jak zdefiniujemy horror, czy grozę.Styl autora doskonały i tylko zazdroszczę, że nie potrafię w taki sposób operować słowami. Do książki na pewno jeszcze wrócę, bo...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKoniecznie do przeczytania ponownie za jakiś czas... Ponieważ każde z tych ośmiu opowiadań to osobny kosmos egzystencjalny, to swoiste zaproszenie by wniknąć głębiej , by znaleźć ukryte sensy i możliwości interpretacyjne, albo coś samemu dopowiedzieć- może inaczej. Gunia dzięki wielkiemu talentowi literackiemu równoważy bowiem to co promuje współczesna kultura czyli hasła -jesteś wielki, możesz wszystko, życie jest piękne. On pokazuje nam ukrytą twarz rzeczywistości i nasze leki, które próbujemy skrzętnie ukryć lub całkiem wyprzeć. Tymi opowiadaniami Gunia dowodzi, że ma swój własny styl i przekaz i ze nie pisze pod "gatunek", ale że jest to prawdziwie piękna i inteligentna literatura
Koniecznie do przeczytania ponownie za jakiś czas... Ponieważ każde z tych ośmiu opowiadań to osobny kosmos egzystencjalny, to swoiste zaproszenie by wniknąć głębiej , by znaleźć ukryte sensy i możliwości interpretacyjne, albo coś samemu dopowiedzieć- może inaczej. Gunia dzięki wielkiemu talentowi literackiemu równoważy bowiem to co promuje współczesna kultura czyli hasła...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Proszę, nie. Nie dzisiaj.
Daj spokój.
Jego głos jest chrapliwy, lepki. Czuję jego usta na karku. Jego ostry zarost drapie mnie. Drżę. Wargi błądzą wzdłuż szyi, za uchem, twarde, suche. Zaciskam powieki."
Ameryki nie odkryję, jeśli napiszę, że "Kiedy będziesz gotowy, idź" to jedna z książek, którą się trawi jeszcze jakiś czas po przeczytaniu. Nawet niekoniecznie przez to, że tak mocno, przysłowiowo, siada na banie - czytam tyle weirdu i ekstremy, że trochę się na to uodparniam (a przynajmniej tak sobie wmawiam) - po prostu dobrze jest przeczekać pierwsze wrażenia, dać się uleżeć wszystkim przemyśleniom po lekturze. Nie lubię spieszyć się ze swoimi opiniami przy tych wartościowych pozycjach. O ile o luźnych powieściach mogę pisać tak samo, jak je czytam - szybko, bez większego przemyślenia - o tyle tutaj w miarę możliwości daję dojrzeć refleksjom, nawet jeśli nie są one specjalnie wyszukane. Siadając do tego postu, zdałam sobie sprawę z tego, że poza epizodycznym udziałem w laurce dla Wojtka u Popkulcika, to w zasadzie jeszcze nigdy nie pisałam tak szerzej o jego prozie. Nie wiem, jak to się stało, ale mawiają, że lepiej późno niż wcale, więc właśnie staram się naprawić ten karygodny błąd. 😉 Przyznam jednak, że im dłużej odciągam publikację tego postu - tym bardziej mam wrażenie, że nie dowiozę. Nie będę potrafiła zgrabnie ubrać w słowa emocji, jakie mi w dalszym ciągu towarzyszą - mimo że minęło już kilka ładnych tygodni, to wszystko dalej we mnie rezonuje. Jak długo jednak można zwlekać... Do meritum.
Gunia nadaje swoim dziełom dość enigmatyczne tytuły, za którymi kryją się jeszcze bardziej enigmatyczne zawartości. Nie jest to częste zjawisko - osobiście uważam, że to jeden z tych autorów, gdzie pisząc o jego zbiorach opowiadań, można na luzie spojlerować treści, bo nie o same historie tu chodzi. Kto kiedykolwiek czytał, ten wie.
Antologia, nad którą właśnie się pochylam, to mieszanka dobrze nam już znanych z innych zbiorów tekstów wraz z tymi nowymi. Zabieg, co do którego zawsze miewam obawy, zresztą po części uzasadnione doświadczeniami. Kiedyś po zakupie książki autora, którego szczerze podziwiam, nie pozostało mi nic innego, jak po prostu odłożyć ją na półkę, bo samo wydanie stanowiło miks opowiadań, które już dobrze znałam, z co najwyżej zmienionymi tytułami - a nie było to nigdzie zaznaczone. Od razu więc uspokajam - tutaj tak nie jest. Do tych "odkopanych" opowiadań ciężko obecnie dotrzeć w ich pierwotnej wersji. Zresztą, co ja będę lać wodę - przejdźmy po kolei do poszczególnych tekstów, to zaraz wszystkiego się dowiecie na konkretnych przykładach.
Opowiadanie otwierające - "Przemiana Tamary D." pojawiło się kiedyś w antologii, którą bardzo, bardzo chcę przeczytać i mieć u siebie w swojej prywatnej biblioteczce już od nie wiem jak dawna, ale jakoś mi z nią nie po drodze. Ciężko ją dorwać z drugiej ręki - niedawno przyszedł mi alert na pocztę o nowej ofercie z jednego z wiadomych portali. Odczytałam maila po godzinie i już była sprzedana, także sami widzicie, jak jest. Dzięki "Kiedy będziesz gotowy, idź" miałam okazję w końcu poznać chociaż ten tekst. I muszę przyznać, że spośród wszystkich tu obecnych, to właśnie on trafił w najczulsze punkty. Może to wina tematyki, która niestety jest mi bardzo bliska i przez to łatwo było mi się utożsamiać z główną bohaterką. Doskonale rozumiałam jej lęki, skryte w skrzętnej, pajęczej nici metafory. Niezależnie od moich osobistych przeżyć, jest to utwór niewątpliwie niebanalny, poruszający odbiorców niezależnie od drzemiących w nich pokładach empatii. Przerażające, jak łatwo można w pełni poddać się bezradności i pozwalać bliskiej osobie na czynienie tak wielkiej krzywdy. Przerażające, jak najbliższa osoba staje się największym katem. Przerażające, do jakiego upodlenia można doprowadzić, jak można kogoś pozbawić godności, resztek sił i wiary w lepsze jutro, wiary w cokolwiek. Przerażające, jak czyta się o czymś takim z perspektywy czasu. I z perspektywy trzeciej osoby, samej niegdyś będąc w podobnym miejscu... Doświadczenie, którego nie da się opisać. I wreszcie - najbardziej przerażające w tym wszystkim jest to, że takie rzeczy dzieją się na co dzień. I to niekoniecznie gdzieś tam, hen daleko, gdzie o takich sprawach słyszy się tylko w telewizji, przecierając oczy z niedowierzania. Nie. Takie wydarzenia mają miejsce tuż obok, za ścianą, u sąsiadów, u koleżanki z pracy, gdziekolwiek, gdzie człowiek w ogóle się nie spodziewa - bo nie zawsze idzie to tak łatwo rozpoznać. Wręcz przeciwnie - większość przypadków jest tak skrzętnie przykryta płaszczykiem pozornego szczęścia, że wychodzą dopiero po latach... albo i nie. Wspaniale przedstawiona historia przemocy domowej, toksycznej relacji, wypaczonego postrzegania... Mogę tak jeszcze wymieniać, bo wiele się tu kryje. Lęków, fobii, budowania wokół siebie bariery... Przeczytajcie sami, koniecznie.
"Okruchy dla nocy". Mniej mroku niż uprzednio, tak samo dużo bezsilności i rozpaczy. Wojtek opisał w nim zmagania człowieka, który zupełnie przypadkowo wplątał się w jedną wielką walkę o życie zupełnie obcego mu psa, niestety nieudaną. Czytelnik z zapartym tchem podąża jego śladami, kibicując powodzeniu misji i opadając z sił razem z nim, gdy tylko na drodze stają kolejne przeszkody. Pod koniec staje się jeszcze bardziej wyzuty z emocji, niż przegrany w walce... Świetnie ukazana rodząca się więź między człowiekiem a zwierzęciem. Jeszcze lepiej opisana przeprawa, z góry wręcz skazana na niepowodzenie. Nieuchronność losu jest bezlitosna. Fatalistyczne spojrzenie na naszą egzystencję, skryte w pozornie prostej opowiastce. Nabiera więcej odcieni szarości, gdy pozna się genezę tekstu.
"Wieża milczenia" to opowiadanie, z którym spotkałam się już przed laty w antologii horroru industrialnego "Maszyna" i było dokładnie takie, jakim je zapamiętałam - nie wychwyciłam żadnych zmian. Z początku jest mało metaforycznie. To historia, która ma, przysłowiowo, walić po ryju. Wylać kubeł zimnej wody na czytelnika. Nie wiem, czy ktoś wcześniej tak ładnie prawił o kulturze zapierdolu, w jakiej wszechobecnie tkwimy. Znam ten motyw doskonale - mieszkam w, powiedzmy, takim sobie wielkościowo mieście, będącym w topce miast o najwyższym zaludnieniu na małej powierzchni. Miejsc pracy nie za wiele każdy orze jak może, nie bez powodu zresztą od dawna mamy status sypialni Warszawy. Sama nie tak dawno ciągnęłam na trzy roboty jednocześnie, bo życie pisze różne scenariusze, czynsz i reszta zobowiązań same się nie opłacą, a wrodzony pracoholizm niczego nie ułatwia. Są chwile, gdy mogłabym podać sobie rękę z takim panem Józkiem, czy innym Witkiem, dla którego nie istnieje żadne życie, poza murami fabryki, no i może puszką mocnego po, albo i w trakcie. Co prawda, odpukać, moje ambicje, horyzonty, zwał jak zwał, sięgają znacznie szerzej i usilnie walczę z tym, żeby nie traktować etatu jako podwaliny swojej egzystencji, a jednak czerpać z tego jestestwa cokolwiek ponad to, uchronić się od czystej wegetacji - ale doskonale wiem, jak to jest tkwić w takim marazmie, z brakiem perspektyw na zmianę, podległą aktualnej wizji głowy, która pociąga za sznurki. W takim letargu znajdują się mieszkańcy miasteczka, o których to mowa w "Wieży". Słońce potrafi jednak wychynąć zza chmur w najmniej oczekiwanym momencie. Nadzieja w narodzie odżywa, gdy wybucha wieść o wznowieniu pracy fabryki, niegdyś świetnie prosperującej, po której został tylko ślad w pamięci... Nie jest to historia z happy endem. Pozostawia dużo niedopowiedzeń i szerokie pole do własnych przemyśleń. Czuć tu takie naleciałości Ligottiego. Mam jeszcze silniejsze skojarzenia, ale nie potrafię skojarzyć ich z żadnym konkretnym nazwiskiem - peseloza nie bierze jeńców. Wisienką na torcie jest tu klimat. I wcale nie mam na myśli tego niepokoju, bo tego idzie uświadczyć aż nadto w całej książce. Kwestia bardziej stylistyczna. Sklep bławatny, płaszcze z futrem... Ewidentnie nie jest to osadzone czasowo we współczesności, a jednak... jak najbardziej aktualne. Uwielbiam takie zabiegi.
"Pneumatyczne" musi stanowić spory znak zapytania dla lwiej części odbiorców. Mocny tekst, którego motywy są dość skomplikowane. Jedno z tych opowiadań, które pozostaje do indywidualnej interpretacji odbiorcy, takie odnoszę wrażenie. Znowu czuć Ligottiego, co naturalnie, zawsze działa na plus. Ja jednak miałam tu nieoczywiste skojarzenia. W zasadzie to nie mam zielonego pojęcia czemu tak się działo, ale od samego początku miałam w głowie motyw backrooms i chyba nawet podświadomie trochę liczyłam na to, że właśnie w taką stronę to pójdzie... Wróć, w zasadzie to wiem dlaczego tak myślałam - bo do tej pory najwięcej wszelakich dzieł kultury, które wręcz przeorałam z tymże właśnie motywem przewodnim, umiejscowionych było w lunaparku. Możecie to potraktować jako anegdotkę, ale przy czytaniu długo musiałam się przywoływać do porządku i wracać myślami na właściwe tory, bo cały czas w głowie siedziało mi "no żesz kurwa mać, Julia, dalej tych "Zaplecz" Kaina nie przeczytałaś..." 😉
"Płyną" - dość zbliżone do swojego poprzednika, jeśli chodzi o interpretację. Podane w postapokaliptycznej otoczce, która nie od razu się ujawnia, bo i chyba niekoniecznie była tu zamierzona. Młody chłopiec, przewieziony nad ranem do dziwaka żyjącego w lesie, którego ten pierwszy raz widzi na oczy, pozostawiony bez słowa. I rzeka trupów. O trudnych - niekoniecznie słusznych, czy też zrozumiałych - decyzjach, motywowanych szczerymi chęciami jakkolwiek lepszego jutra, dla najważniejszej w życiu osoby. Tak bym to podsumowała. Intrygujące, choć czegoś mi w nim zabrakło. To też jest powtórka (lekko przeredagowana),tylko nie pamiętam skąd - w tej chwili nie mam na podorędziu innych książek Wojtka, a obawiam się, że próby szukania odpowiedzi w internecie wybiłyby mnie z tego strumienia myśli, jaki właśnie z siebie wypluwam.
"Trzy spotkania z Januszem Dotem" - ależ tu się zadziało. Daruję sobie kolejne przywoływanie Ligottiego - chociaż właściwie właśnie to zrobiłam. Moje drugie ulubione opowiadanie z tej antologii. Główny bohater z maniakalną obsesją, całkowicie zafiksowany na punkcie tajemniczego muzyka, Janusza Dota. Ciężko określić, czy większą fascynację stanowi jego twórczość (jakże przyjemnie mi się to wszystko czytało, mimo że teoria muzyki była raczej czynnikiem hamującym mnie na mojej wokalnej ścieżce rozwoju),czy może sama osoba. Ta aura tajemnicy, jaką wokół siebie rozsiewa. Każde kolejne odrzucenie było silnym bodźcem dla jeszcze bardziej desperackich prób zbliżenia. Powtórnie miałam skojarzenia z Kainem - tym razem z "Kotku, jestem w ogniu", tam ludzie nagminnie pobadali w obłęd i tracili zmysły z racji fascynacji książkami, był też motyw tej jednej, wyjątkowej pozycji, mającej zmienić wszystko. Jak o tym rozmyślałam, to w końcu (lepiej późno niż wcale, nie?) zdałam sobie sprawę z jasnego nawiązanie do "Domu z liści", poprzez postać Zampano... I to mi się z kolei zgrabnie łączy z tekstem, na którym teraz de facto powinnam się skupiać - bo podobieństwa do przeboju Danielewskiego też da się tu dostrzec i myślę, że bezproblemowo zrozumiecie co mam tu na myśli i nie muszę tego dodatkowo tłumaczyć. 😉 Weird w pełnej krasie.
"Którzy przyszli" - opowiadanie, które najmniej przypadło mi do gustu, bo jest osadzone w wojennej rzeczywistości, a ja od takiej tematyki wzbraniam się rękami i nogami, bo wielokrotnie się od niej odbiłam (choć czytałam/oglądałam też wiele perełek - to nie jest reguła, nigdy nią nie było i nie będzie). Taki trochę paradoks, bo to jednak stały element twórczości Wojtka. Niemniej... gdyby ktoś opowiadał mi o wojnie w taki sposób, w jaki robi to Gunia, mogłabym słuchać zafascynowana godzinami. Czy to nie wystarczająca rekomendacja? Dodam tylko, że ta wojna jest tu właściwie tłem, choć mocno się wybijającym. Całe clue sprawy leży gdzie indziej, ale to już musicie odkryć sami.
"Kiedy będziesz gotowy, idź" - tytułowe opowiadanie domykające antologię, niemniej poruszające. Znowu mamy urodzaj motywów i problematyki. Po solidnej dawce smutku, wreszcie coś, co napawa optymizmem - choć tego optymizmu można doszukać się i wcześniej, jeśli się człowiek odpowiednio długo pochyli nad niektórymi tytułami. Ciężkie decyzje, przywiązanie, religijne wstawki. Wszystko to jest na tyle poruszające, że żałowałam, że nie było mi dane zaznajomić się z nim wcześniej, w innym momencie życia. To w ogóle jest taka książka, przy której się żałuje, że czyta się ją dopiero teraz.
I może to jest dobry punkt wyjścia, dla posumowania całości. Nie jest to łatwa książka, ale przecież o to właśnie w czytaniu Guni chodzi - żeby orało. Antologia nie tyle nawet dla wymagającego czytelnika, co... wymagająca sama w sobie. Trzeba sporo włożyć w jej lekturę, ale satysfakcja po tym jest nieprzebrana. Jeśli miałabym jakoś to wszystko uogólnić, znaleźć wspólne mianowniki, zastosować jakiś krótki opis, który miałby zachęcić potencjalnego czytelnika do sięgnięcia po ten zbiór - to byłby to dla mnie przeogromny problem i raczej bym się tego nie podjęła. O. Co mogę jednak zauważyć - więcej tu obyczaju, niż weirdu. To dla mnie niezwykle fascynujące, jak niektórzy autorzy wymykają się pozornym schematom określającym gatunki ("gdzie leżą granice fantastyki?", tak? 😉) i płynnie czerpią z innych, uzyskując naprawdę fenomenalny efekt. Może ktoś by mi tu mógł zarzucić, że nadmiernie hiperbolizuję - i faktycznie, z reguły staram się unikać dużych słów, bo tak jak słusznie zauważa Kuba Ćwiek - żyjemy w czasach, gdzie co druga książka jest super hitem i niedoścignionym bestsellerem. ALE nie zamierzam oszczędzać tych wielkich słów na twórczość Guni, bo to słowa, których nigdy nie będę żałować i co do których mam poważne podwaliny. Wracając - zgodnie z dobrze nam wszystkim znanymi wymogami, "Kiedy będziesz gotowy, idź" musiało zostać jakoś zaklasyfikowane. Oficjalnie dystrybuowane jest jako horror, z czym nie zamierzam polemizować, bo ta groza tu dalej jest - ale gdyby ktoś stwierdził, że ta antologia to tak naprawdę literatura piękna, przyjęłabym to bez zająknięcia. Co jeszcze - dużo się tu przewija tematyki rodzinnej. Rodzicielstwa, dorastania, relacji w rodzinie, przekazywanych dzieciom mądrościach, jak i niepożądanych predyspozycjach, naznaczających piętnach, obciążających emocjonalnie (i nie tylko) spadkach. Może to moja zbyt daleko idąca intepretacja, ale wydaje mi się, że Wojtek trochę tu uzewnętrznia część swoich prywatnych obaw. Kolejny autor potrafiący poruszyć we mnie struny, o których istnieniu sama nie miałam pojęcia - ostatnio pisałam tak chyba o Ani Musiałowicz przy okazji jej "Pamiętam tylko ogień". Proza, która nie działa podprogowo - bo te bodźce, trafiające do świadomości nie są ani trochę słabe i mózg zdecydowanie je rejestruje. Uff, chyba w końcu mogę nieco spuścić z barków ciężar wystawiania niewystarczającej laurki Wojtkowi. Chyba...
Pełen (minimalnie dłuższy, jeszcze... ) wpis na temat tej książki pojawił się oryginalnie na moim profilu, o tutaj:
https://www.instagram.com/p/DMMhPiRN2fk
"Proszę, nie. Nie dzisiaj.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDaj spokój.
Jego głos jest chrapliwy, lepki. Czuję jego usta na karku. Jego ostry zarost drapie mnie. Drżę. Wargi błądzą wzdłuż szyi, za uchem, twarde, suche. Zaciskam powieki."
Ameryki nie odkryję, jeśli napiszę, że "Kiedy będziesz gotowy, idź" to jedna z książek, którą się trawi jeszcze jakiś czas po przeczytaniu. Nawet niekoniecznie przez to,...
Opowiadania doskonałe!
Opowiadania doskonałe!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to