
Wściek

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2024-04-05
- Data 1. wyd. pol.:
- 2024-04-05
- Liczba stron:
- 373
- Czas czytania
- 6 godz. 13 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788367845328
Katastrofa klimatyczna, bezduszność korporacji i hipokryzja elit. Marie Duchêne swoją bezradność przekuwa w pozytywne działanie – kaprys bajecznie bogatego potentata medialnego pozwala jej pracować nad przywróceniem światu mamutów włochatych. Jej mąż, Dagan Talbot, przeciwnie – porzuca karierę naukową na rzecz ekoaktywizmu, a poczucie sprawczości daje mu internetowa popularność. Kryzys w ich związku osiąga punkt krytyczny.
Głęboko pod powierzchnią dojrzewa nowe pokolenie rewolucjonistów, dla którego cała dotychczasowa historia ludzkości to jedynie nieistotny przypis do nowej ery. Gdy giną ludzie z pierwszych stron gazet, a światem wstrząsa seria potężnych awarii sieci energetycznych, nieuchronnie pojawia się pytanie o źródła technologicznej przewagi buntowników…
To nie jest literatura złowrogiej przyszłości. Opisane przez Magdalenę Salik fizyczne, polityczne i technologiczne procesy błyskawicznie nabierają rozpędu. Wściek to pasjonujący thriller połączony z przejmującą diagnozą społeczną i doskonale dopracowanym popularnonaukowym tłem.
Kup Wściek w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Wściek
Poznaj innych czytelników
292 użytkowników ma tytuł Wściek na półkach głównych- Chcę przeczytać 169
- Przeczytane 120
- Teraz czytam 3
- Posiadam 29
- 2024 15
- 2025 7
- E-book 4
- Fantastyka 3
- Fantastyka naukowa 3
- Powergraph 2



































OPINIE i DYSKUSJE o książce Wściek
Tytułowy "Wściek" to uczucie, którego doświadczałam brnąc przez ten pseudonaukowy bełkot. Rozumiem, że część młodych ludzi, graczy w gry komputerowe, oraz pracowników korpo porozumiewa się w ten sposób, jednak dla czytelnika, urodzonego przed rokiem 2000 tak podana treść jest po prostu niezrozumiała. Dodatkowo, zupełnie niepotrzebnie, tekst jest naszpikowany zapożyczeniami z języka angielskiego. To jeszcze bardziej utrudnia czytanie (pomimo tego, że znam angielski doskonale) i sprawia pretensjonalne wrażenie. Nie da się tego czytać. Jeśli kiedyś tak będzie wyglądała komunikacja werbalna, to przestanę się odzywać.
Postacie bohaterów też mnie nie przekonują, a przede wszystkim zupełnie mnie nie interesują.
Początek był bardzo obiecujący, pomysł z odtworzeniem wymarłego gatunku świetny. Potem równia pochyła. Odradzam.
Tytułowy "Wściek" to uczucie, którego doświadczałam brnąc przez ten pseudonaukowy bełkot. Rozumiem, że część młodych ludzi, graczy w gry komputerowe, oraz pracowników korpo porozumiewa się w ten sposób, jednak dla czytelnika, urodzonego przed rokiem 2000 tak podana treść jest po prostu niezrozumiała. Dodatkowo, zupełnie niepotrzebnie, tekst jest naszpikowany zapożyczeniami...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo udana historia z gatunku fantastyki bliskiego zasięgu. Salik wzięła na warsztat największe lęki współczesnej zachodniej cywilizacji i wykuła z niej dość mroczną, ale zasadniczo optymistyczną opowieść. W szczególności doceniam szalone tempo z jakim rozwija się akcja. Świetna końcówka, dość zaskakująca, logicznie zamykająca całą historię. Bardzo podobały mi się zbudowane postacie, wyraziste, spójne, każda cięta na wymiar z innego materiału.
Bardzo udana historia z gatunku fantastyki bliskiego zasięgu. Salik wzięła na warsztat największe lęki współczesnej zachodniej cywilizacji i wykuła z niej dość mroczną, ale zasadniczo optymistyczną opowieść. W szczególności doceniam szalone tempo z jakim rozwija się akcja. Świetna końcówka, dość zaskakująca, logicznie zamykająca całą historię. Bardzo podobały mi się...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna książka o tym, że Matka Ziemia umiera... Który to już raz... Dobrze napisana, ale ten wałkowany z każdej strony temat...
To była już ostatnia pozycja nominowana do Nagrody im. Janusza A. Zajdla, którą zobowiązałem się przeczytać w ramach Zewu Zajdla. To jest tak jak z wyborami powszechnymi. Żeby mieć wpływ, móc krytykować, trzeba brać udział w głosowaniu.
Ja już swoją powieść, na którą będę głosował wybrałem... Niestety, wiem, że wygra ta, która opisuje aktualnie modne tematy. Tak to jest niestety i tak bywa od kilku lat...
Kolejna książka o tym, że Matka Ziemia umiera... Który to już raz... Dobrze napisana, ale ten wałkowany z każdej strony temat...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo była już ostatnia pozycja nominowana do Nagrody im. Janusza A. Zajdla, którą zobowiązałem się przeczytać w ramach Zewu Zajdla. To jest tak jak z wyborami powszechnymi. Żeby mieć wpływ, móc krytykować, trzeba brać udział w głosowaniu.
Ja już...
[książkę przeczytałem w ramach ruchu Zew Zajdla 2025)
Ogromny zawód. Książka jest pretensjonalna, nieprzyjemna w odbiorze i *męcząca*, a to ostatnie za sprawą paskudnego stylu pisania, pełnego anglojęzycznych wtrąceń. Normalni ludzie tak nie rozmawiają, choć z drugiej strony - może za te 15 lat faktycznie tak będzie wyglądał język.
Podobało mi się, że na planie mamy naukowców i innych mózgowców i podobało mi się, że pierwsze skrzypce gra para naukowiec+aktywista. To był fajny pomysł dający szansę na fajną debatę o plusach i minusach obu strategii. Próżno jednak szukać takiej debaty we "Wścieku", bo jej po prostu nie ma. Fabuła jest trochę o niczym, bohaterowie migrują przez pół kuli ziemskiej w ucieczce przed pościgiem i przekrzykują się kto ma rację, ale nie dowiadujemy się niczego konkretnego o konsekwencjach ich działań. A sam finał jest dość przygnębiający, bo aktywista trafia na sam świecznik i może robić to co chce, podczas gdy naukowczyni zostaje przymuszona do skrajnie nieetycznych eksperymentów.
Próżno też szukać tu jakiejkolwiek debaty o zmianach klimatycznych, ich realnych konsekwencjach i metodach przeciwdziałania. Tak jak "Płomień" był arcyciekawą debatą nt. neurobiologii, świadomości i tożsamości, tak tutaj są to tylko banalne hasła z gazetowych nagłówków, z których niczego się człowiek nie nauczy.
Wreszcie, finał - kompletnie zaskakujący, nagle skręcający w zupełnie innym kierunku, bo zamiast o kryzysie klimatycznym traktuje o AI i modelach językowych. Jest to dziwne, trochę pasuje jak pięść do nosa, podobnie jak finał "Płomienia" zmienia nasz sposób patrzenia na całą książkę. I w sumie to jest to finał nawet ciekawy. Ale jednocześnie na tyle skąpo przedstawiony, że raczej nie satysfakcjonuje 350 stron bełkotu.
Szkoda. Naprawdę szkoda.
[książkę przeczytałem w ramach ruchu Zew Zajdla 2025)
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOgromny zawód. Książka jest pretensjonalna, nieprzyjemna w odbiorze i *męcząca*, a to ostatnie za sprawą paskudnego stylu pisania, pełnego anglojęzycznych wtrąceń. Normalni ludzie tak nie rozmawiają, choć z drugiej strony - może za te 15 lat faktycznie tak będzie wyglądał język.
Podobało mi się, że na planie mamy...
Wydaje się, że zamiar nieco przerósł pisarkę. „Wściek” Magdaleny Salik, autorki niesamowitego „Płomienia”, chce być atrakcyjnym fabularnie thrillerem mówiącym nam o przyszłości, teraźniejszości i potędze nauki oraz odpowiedzialnością i zagrożeniem, które ze sobą niesie. A wszystko zaczyna się od przywrócenia do życia mamutów włochatych. Do tego dochodzi krańcowo różny duet bohaterów, którzy kiedyś byli małżeństwem, a splot wydarzeń znów krzyżuje ich ścieżki. Sporo tu grzybów w barszczu, a nie każdy równie dobrze smakuje.
Wydaje się, że jakby autorka nie była w stanie podjąć decyzji, który z wątków głównym (najbardziej pogłębionym) być miałby, co powoduje, że nam się niektóre rozjeżdżają, niektóre są zaskakująco płaskie, a wszystko ma spiąć sensacyjny nerw, który – jak mam być szczery – czasami bardzo przeszkadza. Może trzeba było inaczej rozłożyć akcenty, a może napisać inną powieść. Nie wiem. Powstał „Wściek”, czytało się szybko, ale i za szybko wszystko z głowy uleciało. Trochę szkoda.
Wydaje się, że zamiar nieco przerósł pisarkę. „Wściek” Magdaleny Salik, autorki niesamowitego „Płomienia”, chce być atrakcyjnym fabularnie thrillerem mówiącym nam o przyszłości, teraźniejszości i potędze nauki oraz odpowiedzialnością i zagrożeniem, które ze sobą niesie. A wszystko zaczyna się od przywrócenia do życia mamutów włochatych. Do tego dochodzi krańcowo różny duet...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMamuty we mgle
Zapisuję wrażenia trzy miesiące po przeczytaniu i nie pamiętam szczegółów, ale też nie mam wrażenia, żeby mi umknęło coś kluczowego.
To ekologiczny cyberpunk bliskiego zasięgu, w konwencji thrillera.
Opis z punktu widzenia tej części cywilizacji, która dobrowolnie ogranicza swoją rozrzutność – w imię mniejszego śladu węglowego. Powiedzmy sobie jednak, że to nadal jest bardzo luksusowy i światowy styl życia, bohaterowie podróżują może w miarę energooszczędnie, pociągami czy nawet drogą morską, ale i tak miotają się po planecie z łatwością raczej nieosiągalną dla większości z nas jeszcze 20 lat temu. Trudno więc przyjąć to samoograniczenie za wielką uciążliwość, ale też – co znamienne – narracja nie próbuje jej w ten sposób przedstawić. To po prostu część opisywanej rzeczywistości, podobnie jak w powieści współczesnej nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie robić dramy z tego, że bohater wyrzuci aluminiową puszkę do żółtego kontenera. Chyba warte zaznaczenia, bo są teksty, w których takie zmiany byłyby opisywane właśnie jako krzywda i dramat.
Ale we „Wścieku” dostajemy też jasny komunikat – ta pluszowa wersja nie wystarczy. Jest ułudą.
Podobnie zresztą jak najbardziej charakterystyczny motyw, który zostaje w pamięci po przeczytaniu książki, czyli stado mamutów przywróconych przyrodzie inżynierią genetyczną – to piękny romantyczny obrazek, bez znaczenia dla całości ginących ekosystemów, a może wręcz szkodliwy (skoro można przywrócić, jaki grzech w niszczeniu?). Tu życie dogoniło powieść błyskawicznie – mamy już genetycznie podrasowane, rzekomo pradawne „wilkory”, również gatunek śliczny-charyzmatyczny.
Podoba mi się kreacja dwojga głównych bohaterów – to para naukowców, których rozwodowa drama odbywa się w cieniu niedającego się pogodzić rozejścia się ich dróg zawodowych: ona wskrzesza mamuty dla najbogatszego człowieka świata, a on angażuje się w działalność aktywistyczną. Oboje są w sumie nieznośni. On w swojej bezkompromisowej, ale też egocentrycznej fiksacji na Sprawie, ona, pozornie taka neutralna i „przezroczysta dla czytelnika”, poukładana. Ale ja to kupuję, ludzie tacy są, nie muszę ich kochać, żeby mi się dobrze czytało.
Zupełnie inna historia jest z wątkiem młodzieży. Konsekwentnie cyberpunkowym aż do przerysowania na wszystkich poziomach: od powierzchownej stylizacji języka, przez gadżety, stylówkę (z podziałem na płeć, chyba wiem, co tu jest robione socjologicznie),do głębokiego poziomu, po co to wszystko jest w fabule i do czego prowadzi. Czytało mi się to niestety źle. A konkluzja pozostawiła mnie rozczarowaną.
Tak więc chociaż doceniam „Wściek” za podjęcie tematu, i chociaż rozumiem, że tu brak łatwych rozwiązań, to jednak mam wrażenie, że nie doszliśmy donikąd, a lektura nie była na tyle przyjemna, żeby ten brak wniosków wynagrodzić.
Ze „Wścieku” najmocniejsza jest dla mnie scena przy stadzie mamutów (czyli sam początek),z „Płomienia” dramat startu (czyli finał) – ogólnie też „Płomień” podobał mi się bardziej.
Mamuty we mgle
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZapisuję wrażenia trzy miesiące po przeczytaniu i nie pamiętam szczegółów, ale też nie mam wrażenia, żeby mi umknęło coś kluczowego.
To ekologiczny cyberpunk bliskiego zasięgu, w konwencji thrillera.
Opis z punktu widzenia tej części cywilizacji, która dobrowolnie ogranicza swoją rozrzutność – w imię mniejszego śladu węglowego. Powiedzmy sobie jednak, że...
Magdalena Salik zaserwowała nam technologiczny thriller, z motywem przewodnim katastrofy klimatycznej. Miał być hit, a jest kit. Dlaczego?
1. Nie wiadomo o co w tej książce chodzi, do czego to wszystko zmierza - wiemy, że jacyś ludzie wpadli na pomysł, jak poradzić sobie z katastrofą, ale na czym to polega, tego się nie dowiadujemy i jeśli cokolwiek się wyjaśnia (a wyjaśnia tak naprawdę niewiele),to dzieje się dopiero na ostatnich stronach powieści. A przedtem czułam się, jakbym błądziła we mgle. Zresztą - z zakończenia też niewiele wynika.
2. To błądzenie we mgle potęguje język, w jakim napisany jest Wściek - za dużo informatycznego żargonu oraz niezmiernie irytujące spolszczone anglicyzmy, od których roi się tekst. Np. sosziale, fejm, szerowanie, krindż, czy atencja, użyta oczywiście w angielskim, a nie polskim znaczeniu, co rozpowszechniło się w mediach (czy ktoś w ogóle jeszcze wie, co to jest “atencja” w języku polskim?). Autorka przy tym jest niekonsekwentna, bo niektore anglicyzmy zostawia w oryginalnej pisowni (blackout, event, vibe). A co to jest altgospa? Czułam się, jakbym czytała jakąś korpomowę albo nastolatków uzależnionych od internetu. Są też fragmenty udające naukowość.
“Odpaliłam nakładkę gamefikacyjną, włącznie z pętlami dopaminowymi, dodałam do tego własny spersonalizowany booster i przez następne 3 tygodnie jakie dzieliły mnie od kanadyjskiego eventu trzaskałam task po tasku jak alien. "
Dla mnie to bełkot po prostu.
3. Za dużo bohaterów i to napisanych tak, że nikomu nie chce się kibicować, że ich losy i ich zachowanie były dla mnie obojętne, nawet ekologa, który jest agresywnym, antypatycznym facetem. Na dodatek - potrafi tylko gadać i bluzgać, bo jak przychodzi do realnych działań, to niczym się nie różni od reszty ludzi, nie potrafiących wyjść poza ustalone konwencjonalne ramy i pogodzić się z tym, że “nie da się zrobić jajecznicy bez rozbicia jajek”. Żąda “natychmiastowego zaprzestania emisji”, ale w jaki sposób świat miałby to zrobić, tego już nie mówi. A jak ktoś wreszcie robi coś konkretnego, nasz aktywista robi w tył zwrot i przechodzi na drugą stronę barykady. Ten aktywista klimatyczny, też nie ma żadnego problemu z posiadaniem potomka, sprowadzonego na świat w dobie hiperkatastrofy. Jest też uzależniony od “soszialów” i zasięgów. Serio, przedstawianie aktywistów klimatycznych jako fanatyków i hipokrytów, nie pomaga w dyskusji o problemie.
Nie doświadczyłam podczas czytania żadnego “wścieku” raczej nudy i irytacji pretensjonalnym językiem. Czego dowiadujemy się bowiem o sytuacji planety, o hiperkatastrofie, z którą bohaterowie chcą walczyć? Niczego w zasadzie, poza tym, że roztopił się cały lód w Arktyce. Jakie są konsekwencje tego? Nie wiadomo. Brak tu rzetelnie przedstawionego tła wydarzeń, jakichkolwiek danych (taki jak to zrobił Mark Elsberg w "Celsjuszu"),a generalnie wydaje się, że owa hiperkatastrofa nie ma w ogóle wpływu na ludzi - wszystko funkcjonuje w miarę normalnie, bussines się kręci as usual. Ewentualne blackouty są spowodowane celowymi wyłączeniami, a nie problemami z klimatem. Czytelnik w ogóle nie odczuwa więc powagi sytuacji. Kwestia deekstynkcji wymarłych gatunków ginie w tym całym szumie. Podobnie jak niemoralna chciwość bogaczy (tzn. kogo, bo w powieści jest bogacz - sztuk jeden). Nikt nie dyskutuje z tezą (ani też jej nie rozwija),że ludzie są ewolucyjnie niezdolni do zmiany, bo nie można “stłumić ich instynktów ekonomicznych”, choć przecież jest to teza wylansowana przez kapitalizm. Jedno tylko jest słusznie powiedziane: są ludzie, którzy zamiast mózgu mają funkcję nieskończonego dodawania - i to jest problem. Ale jasnej konkluzji brak.
Miałam poczucie, że Magdalena Salik chciała napisać coś podobnego do "Rozgwiazdy" (Trylogii Ryfterów) Petera Wattsa, który też częstuje nas wizją świata przyszłości, walczącego ze skutkami zmian klimatycznych. W tej książce też jest dużo nauki, na czym cierpi warstwa fabularna i jej zrozumiałość. Nie wiem, czy autorka się inspirowała, prozą Wattsa, czy też podobieństwo jest przypadkowe. Mimo wszystko "Rozgwiazda" broni się bardziej.
Magdalena Salik zaserwowała nam technologiczny thriller, z motywem przewodnim katastrofy klimatycznej. Miał być hit, a jest kit. Dlaczego?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to1. Nie wiadomo o co w tej książce chodzi, do czego to wszystko zmierza - wiemy, że jacyś ludzie wpadli na pomysł, jak poradzić sobie z katastrofą, ale na czym to polega, tego się nie dowiadujemy i jeśli cokolwiek się wyjaśnia (a...
Arcyciekawe. Dwa tygodnie po przeczytaniu książki praktycznie nic z niej nie pamiętam. A to bite 400 stron fabuły. No, bardziej "fabuły", bo niby tekstu mnogo, ale treści to już niekoniecznie.
Mamy katastrofę klimatyczną. Właśnie się rozpuścił ostatni lądolód. Co poza tym wiemy o stanie klimatu? W zasadzie nic. Co o kondycji cywilizacji? Też nic. Owszem, zdarzają się blackouty związane z kłopotami z dostępem do źródeł energii, ale samoloty latają, pociągi jeżdżą, a studenci studiują. Wszystko się toczy tak, jak gdyby nic specjalnego się nie działo ani z pogodą, ani z fauną i florą, ani z technologią i gospodarką.
Mamy dwójkę głównych bohaterów. Ona jest genetykiem, który przywrócił światu mamuty, choć nie za bardzo wiadomo, w jakim celu i co miałoby się z nimi później dziać. On - to niereformowalny bojownik ekologiczny w typie greenpeace'owca z lat 90., uzależnionego jednak od mediów społecznościowych. Kawał chama i buraka, na którego lecą wszystkie baby. Jak u macho-autorów rodzimej SF lat 80. i 90. Tyle że książkę napisała przecież kobieta, i to tu i teraz. Dziwne.
Mamy trójkę dodatkowych bohaterów, planujących zmiany w światowej gospodarce. Gruntowne zmiany. Mówiąc wprost - rewolucyjne. Czy jest opisany wpływ tych zmian na codzienne życie ludzi? Oczywiście, że nie. Poza głównymi postaciami i dosłownie garsteczką bohaterów pobocznych - świat praktycznie nie istnieje. Jest dalekim tłem, z którym nikt nie wchodzi w interakcję. A o samym finale się nie wypowiem, bo niczego nie wieńczy. Zaczyna się pewna zmiana i... ciach! Finito. Ostatnia kropka.
Co więc jest na tych czterystu stronach? Szczerze mówiąc - nie potrafię powiedzieć. Nie pamiętam. Pewnie bez problemu można by wyciąć z połowę i wymowa powieści wcale by się nie spłyciła. Bo sporo tutaj zbędnych wątków i w zasadzie wodolejstwa, a wzmiankowana wymowa jest... powiedzmy, że trochę dyskusyjna.
Tym, co dodatkowo ciągnie mi ocenę w dół, jest język. A konkretnie anglojęzyczne wtręty podane w spolszczonej formie. Te ultraricze, lajwowe konkursy, sklirowanie, walidowanie, dickpiki czy "hukers" gryzą po oczach, zwłaszcza że niektóre terminy ocalały w formie pierwotnej, jak choćby blackout. Dlaczego nie blekaut? Bo "blackout" jest terminem konkretnym również w polskim języku? Czy może jednak zostawienie go w formie niezniekształconej było wyłącznie dziełem przypadku? No i czemu w ogóle miał służyć zabieg dziwnie pojętego spolszczania anglicyzmów?
Żeby było przy tym zabawnie - książkę się czyta gładko. Nie ma się ochoty cisnąć jej przedwcześnie w kąt, nawet mimo tych anglicyzmów czy wybitnie odpychającej, przerysowanej postaci ekologa. Trochę przeszkadza mętna linia fabularna, klarująca się dopiero gdzieś tak w dwóch trzecich objętości książki. No ale później jest finał i chwila na refleksję. I to właśnie ta refleksja nie pozwala uznać "Wścieku" za dobrą powieść...
Arcyciekawe. Dwa tygodnie po przeczytaniu książki praktycznie nic z niej nie pamiętam. A to bite 400 stron fabuły. No, bardziej "fabuły", bo niby tekstu mnogo, ale treści to już niekoniecznie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMamy katastrofę klimatyczną. Właśnie się rozpuścił ostatni lądolód. Co poza tym wiemy o stanie klimatu? W zasadzie nic. Co o kondycji cywilizacji? Też nic. Owszem, zdarzają się...
Niedaleka przyszłość, widmo katastrofy klimatycznej i dużo niewyjaśnionych zdarzeń od samego początku. Przez większość fabuły dostajemy prawie same pytania, na odpowiedzi przychodzi czekać właściwie do samego końca. Zakończenie mi się podobało mimo że wywróciło wszystko do góry nogami i książka okazała się mówić o czymś innym niż by się na początku wydawało.
Niedaleka przyszłość, widmo katastrofy klimatycznej i dużo niewyjaśnionych zdarzeń od samego początku. Przez większość fabuły dostajemy prawie same pytania, na odpowiedzi przychodzi czekać właściwie do samego końca. Zakończenie mi się podobało mimo że wywróciło wszystko do góry nogami i książka okazała się mówić o czymś innym niż by się na początku wydawało.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWściek to adekwatne słowo oddające moją frustrację z powodu zmarnowanego czasu, poświęconego na przeczytanie tej zajdlowskiej nominacji. Przypomina mi to sytuację z pierwszym sezonem „Westworlda”. Ujmując rzecz bezspoilerowo: na pewnym etapie emisji serialu zaczęła krążyć w sieci teoria na temat tożsamości jednego z bohaterów, lecz fani szybko zauważyli, że stoi ona w sprzeczności z tym, co zostało powiedziane we wcześniejszych odcinkach. Finalnie okazało się jednak, że teoria jest słuszna, a twórcy zupełnie zignorowali to, jak sami przedstawili pewne fakty. Analogicznie rzecz ma się ze „Wściekiem”.
Do tego dochodzi kwestia warsztatu autorki, a raczej jego braku. Pisarka używa niewyszukanego języka, okazjonalnie (przy okazji scen z „tymi złymi”) zmieniającego się w naukowy bełkot. Już na drugiej stronie atakuje nas tzw. siękoza: „Ze strumienia, wijącego SIĘ doliną, unoszą SIĘ skisłe kłęby pary wodnej. Rozglądam SIĘ. Po obu stronach potoku, przy którym SIĘ zatrzymałem, roją SIĘ ludzie. Na zbocze po prawej wdrapała SIĘ grupka naukowców”. Nasuwa SIĘ zatem pytanie, czy powieść została w ogóle poddana redakcji?
Dodajmy do tego notoryczne anglicyzmy, takie jak: krindżowy, nope, defaultowy, przez które zacząłem się zastanawiać, czy to jeszcze w ogóle literatura, czy może już tylko wewnętrzna korespondencja w korpo? Pozwolę sobie zacytować moje „ulubione” zdanie z takim wtrąceniem: „Dagan się irytuje, ja również, lekarka zachowuje spokój, ale widzę już nasz obraz w jej oczach: kolejni histeryczni bliscy, żyjący fantazją, że zdrowie jest on demand”.
Natomiast zwieńczenie dzieła stanowi jego poszatkowana narracja, gdzie przeskoki między wątkami potrafią zachodzić po zaledwie kilku akapitach; z drugiej natomiast strony autorka potrafi kolejne etapy jednej i tej samej sceny oddzielać od siebie gwiazdkami, choć ciąg akcji zostaje zachowany i nic nie uzasadnia takiego zapisu.
Chyba jedynym pozytywem, jaki wyniosłem z tej lektury, było uświadomienie sobie, że przecież wydawanie w papierze książek (które nota bene masowo zalegają potem w magazynach) również emituje ogromny ślad węglowy! Także w trosce o przyrodę zalecałbym rozważniejsze dobieranie przez wydawnictwa książek do druku. A zwłaszcza tych rzekomo proekologicznych powieści.
Wściek to adekwatne słowo oddające moją frustrację z powodu zmarnowanego czasu, poświęconego na przeczytanie tej zajdlowskiej nominacji. Przypomina mi to sytuację z pierwszym sezonem „Westworlda”. Ujmując rzecz bezspoilerowo: na pewnym etapie emisji serialu zaczęła krążyć w sieci teoria na temat tożsamości jednego z bohaterów, lecz fani szybko zauważyli, że stoi ona w...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to