Miało być zabawnie, a wyszło jak zwykle

Okładka książki Miało być zabawnie, a wyszło jak zwykle autora Dorota Szelągowska, 9788380328914
Okładka książki Miało być zabawnie, a wyszło jak zwykle
Dorota Szelągowska Wydawnictwo: Wielka Litera literatura piękna
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2023-05-17
Data 1. wyd. pol.:
2023-05-17
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380328914
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Miało być zabawnie, a wyszło jak zwykle w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Miało być zabawnie, a wyszło jak zwykle

Średnia ocen
6,8 / 10
333 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Miało być zabawnie, a wyszło jak zwykle

avatar
3
2

Na półkach:

Szybko się czyta. To zbiór felietonów, czuć totalnie styl Szelągowskiej - raczej na luzie, z żartem. Fajne dla zabicia czasu.

Szybko się czyta. To zbiór felietonów, czuć totalnie styl Szelągowskiej - raczej na luzie, z żartem. Fajne dla zabicia czasu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
437
382

Na półkach: ,

Ależ mnie pani Szelągowska zaskoczyła swoim lekkim piórem. Nie sądziłam, że tak świetnie porusza się w świecie słowa pisanego. Ma wyczucie, swobodę i trafne spostrzeżenia na otaczającą rzeczywistość. "Miało być zabawnie, a wyszło jak zwykle" to zbiór niepowiązanych ze sobą felietonów, które odnoszą się zarówno do jej życia osobistego jak i spraw publicznych. Napisane z humorem, ironią, ale i refleksją. Przepiękne ilustracje stanowiły idealne uzupełnienie treści.
Podsumowując; to był bardzo komfortowy czas i oderwanie się od codziennych spraw.. :)

Ależ mnie pani Szelągowska zaskoczyła swoim lekkim piórem. Nie sądziłam, że tak świetnie porusza się w świecie słowa pisanego. Ma wyczucie, swobodę i trafne spostrzeżenia na otaczającą rzeczywistość. "Miało być zabawnie, a wyszło jak zwykle" to zbiór niepowiązanych ze sobą felietonów, które odnoszą się zarówno do jej życia osobistego jak i spraw publicznych. Napisane z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
28
28

Na półkach:

Znalałam parę inspirujących myśli z tych felietonów, „przy podziale majątku zabrałbym ze sobą tylko mamę”, o odpuszczaniu, zajmowaniu się sobą , żeby korzystać z paletki cieni i z życia , żeby dać przykład dzieciom i kochać siebie, o wolnym w pracy żeby świętować kogoś imieniny a nie pogrzeb, o tym jak ostatni raz byliśmy się bawić w piaskownicy, o samotnych matkach które nigdy nie są same, ogólnie miałam odczucie jakby to był stendap momentami, nie podobały mi się żarty o pedofilach i obsesja żeby schudnąć.

Znalałam parę inspirujących myśli z tych felietonów, „przy podziale majątku zabrałbym ze sobą tylko mamę”, o odpuszczaniu, zajmowaniu się sobą , żeby korzystać z paletki cieni i z życia , żeby dać przykład dzieciom i kochać siebie, o wolnym w pracy żeby świętować kogoś imieniny a nie pogrzeb, o tym jak ostatni raz byliśmy się bawić w piaskownicy, o samotnych matkach które...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

529 użytkowników ma tytuł Miało być zabawnie, a wyszło jak zwykle na półkach głównych
  • 405
  • 117
  • 7
119 użytkowników ma tytuł Miało być zabawnie, a wyszło jak zwykle na półkach dodatkowych
  • 46
  • 39
  • 9
  • 8
  • 6
  • 6
  • 5

Inne książki autora

Okładka książki Makatka Katarzyna Grochola, Dorota Szelągowska
Ocena 6,4
Makatka Katarzyna Grochola, Dorota Szelągowska
Dorota Szelągowska
Dorota Szelągowska
Córka Katarzyny Grocholi. Dziennikarka, scenarzystka, projektantka wnętrz. Pracę w telewizji rozpoczęła w 1998 roku, prowadząc program młodzieżowy "Rower Błażeja" w TVP1, którego później była wydawcą. Potem prowadziła m.in. "Pytanie na śniadanie" w TVP2, "Dietosferę" w Kuchni TV. Obecnie jest gospodarzem programu "Dach nad gwiazdami" oraz "hotelove" w telewizji Domo+. Jako scenarzystka współpracowała z TVN przy produkcji "Mojej krwi" i "Tańca z gwiazdami" oraz była wydawcą "Dzień Dobry TVN". Pracowała jako scenarzysta i reżyser przy produkcji kilku teledysków m.in. Doroty Miśkiewicz, Tomka Makowieckiego. Była szefem produkcji pierwszej edycji festiwalu TOPtrendy. Pisze m.in. do „MALEMEN”, „Pani”, „Olivii” i „Polska The Times”. Jest projektantką wnętrz, na stałe współpracuje z Grupą SHAKE. Wspólnie z matką Katarzyną Grocholą napisała książkę pt. Makatka, która otrzymała nagrodę Róża Gali 2011 w kategorii literatura. Ma syna Antka (ur. 2001 rok),była żoną kompozytora Adama Sztaby. Prowadzi dwa programy w TVN Style: "Dorota Was Urządzi" i "Polowanie na kuchnie".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Miłość w cieniu słońca Katarzyna Grochola
Miłość w cieniu słońca
Katarzyna Grochola
Bohaterką powieści „Miłość w cieniu słońca” jest Julia, kobieta po przejściach, która wciąż wierzy, że życie ma dla niej w zanadrzu coś więcej niż tylko wspomnienia i rutynę. Fabuła zawiązuje się w momencie, gdy na jej drodze staje Andrzej – człowiek pozornie poukładany, a jednak niosący w sobie bagaż, który mogłyby udźwignąć jedynie dwie osoby. Ich spotkanie nie jest wybuchem fajerwerków, lecz powolnym procesem oswajania wzajemnych lęków i nadziei. Akcja toczy się w rytmie, który pozwala czytelnikowi nie tylko śledzić losy bohaterów, ale i przejrzeć się w nich jak w lustrze. Katarzyna Grochola, niekwestionowana królowa polskiej literatury obyczajowej, tym razem odchodzi od lekkiego tonu „Nigdy w życiu!” na rzecz opowieści znacznie dojrzalszej i bardziej refleksyjnej. Moja ocena to 7/10 – to proza, która nie boi się trudnych pytań o sens cierpienia, cenę kompromisu i to, czy miłość rzeczywiście jest w stanie uleczyć stare rany. Choć autorka zachowuje swój charakterystyczny, ciepły styl, pod powierzchnią kryje się sporo goryczy i realizmu, którego próżno szukać w typowych romansach. Największą siłą tej książki jest psychologiczna wiarygodność postaci. Julia i Andrzej to ludzie z krwi i kości, pełni sprzeczności, ułomni i przez to niezwykle bliscy czytelnikowi. Grochola po mistrzowsku kreśli ich dialogi – są one naturalne, czasem urywane, pełne niedopowiedzeń, które znaczą więcej niż wielkie deklaracje. Autorka pokazuje, że „cień słońca” to metafora naszych lęków, które towarzyszą nawet najpiękniejszym chwilom, i że odwaga polega nie na ich eliminacji, ale na działaniu mimo ich obecności. Warsztatowo Grochola pozostaje w świetnej formie. Jej opisy codzienności mają w sobie pewną poezję – potrafi sprawić, że parzenie kawy czy spacer po lesie stają się istotnymi elementami budowania nastroju. Z drugiej strony, momentami narracja bywa nieco zbyt sentymentalna, co może zniechęcić czytelników szukających bardziej surowej formy. Jednak dla stałych fanek autorki będzie to dokładnie to, czego oczekują: emocjonalny plaster na duszę, podany w eleganckiej, literackiej oprawie. Podsumowując, „Miłość w cieniu słońca” to powieść o tym, że na szczęście nigdy nie jest za późno, ale by po nie sięgnąć, trzeba najpierw wybaczyć sobie przeszłość. To jedna z najdojrzalszych książek w dorobku Grocholi, która udowadnia, że o miłości wciąż można pisać bez banału, jeśli tylko robi się to z taką wrażliwością i empatią, jak ona.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na61 miesiąc temu
Bliżej siebie. Imiona kobiecości Marta Żmuda Trzebiatowska
Bliżej siebie. Imiona kobiecości
Marta Żmuda Trzebiatowska
Większość z nas z niechęcią lub z lekkim uśmiechem na twarzy przyjmuje fakt, że oto znany aktor, piosenkarka, kabareciarz czy jeden z celebrytów, wydaje książkę. Rynek jest już tak zalany wszelkiej maści autobiografiami, wspomnieniami, poradnikami psychologiczno-modowo-kulinarnymi, „napisanymi” przez znane postacie z ekranu, że momentami staje się to wręcz żenujące. Jak w tym zalewie książek nie skrzywdzić jednak tych, którzy będąc ludźmi uznanymi, cenionymi, rozpoznawalnymi, naprawdę wydają dobre książki z treścią, mając coś do powiedzenia (napisania) i jest to ważny głos na rynku literackim? Znana i ceniona aktorka, Marta Żmuda Trzebiatowska napisała książkę, jakiej jeszcze na polskim rynku wydawniczym nie było: "Bliżej siebie. Imiona kobiecości". Zacznę od pochwalenia wydawnictwa Mando, które dosłownie w każdym szczególe dopieściło to cacko wizualnie i edytorsko. Książka ma solidną okładkę, piękną, pastelową kolorystykę, która nie „bije po oczach”; zadbano o korektę – bo co niestety, rzadko się zdarza w taśmowo wydawanych książkach, nie znalazłam tutaj ani jednego błędu stylistycznego czy literówki. „Imiona kobiecości” dedykowane przede wszystkim kobietom, to książka bardzo czuła, subtelna, z ważnym przesłaniem. Siedem kobiet, których imiona są początkiem snucia wyjątkowych historii, oraz ich wpływ na autorkę. Siedem kobiet, które w życiu Marty „namieszały” i poprowadziły ją w świecie kobiecości często nieznanymi dla niej, ale prowadzącymi do rozwoju i umocnienia swojej siły wewnętrznej ścieżkami. Poznajcie je! Aniela, Aldona, Ewa, Anna, Zuzanna, Marta oraz Klara. Kim są? Kto się kryje pod tymi imionami? Chociaż poza mamą i córką, autorka nie zdradza szczegółów z ich prywatnego życia, osobiście rozpoznałam kim są wspomniane panie 😉 Marta Żmuda Trzebiatowska czule i z wielkim wsparciem prowadzi nas przez kobiece życie – od dzieciństwa aż do dojrzałości, poprzez historie i doświadczenia kobiet dla niej ważnych. Niejednokrotnie to historie bardzo trudne, osobiste przeżycia i zmagania. Pisze o miłości, przyjaźni, pracy, samotności, zagubieniu, wątpliwościach. Przyznaje się do wylanych łez i trudnych chwil - nie ma tutaj jednak banałów. Czytelnik ma wrażenie, że Marta naprawdę chwyta go za rękę, podaje w kubku kawę z kardamonem i obiecuje, że wszystko się w końcu ułoży... Sama autorka przyznaje się do tego, że w swoim życiu, pochodząc z małego miasteczka, czuła się znacznie gorsza od rówieśników, a na studia aktorskie w gruncie rzeczy dostała się zakompleksiona, niewierząca w siebie, zmagająca się z zaburzonym obrazem własnego ciała dziewczyna. Myślę, że Marta chciała stworzyć książkę – przewodnik po kobiecości, gdzie koncepcja kochającej mamy (czasami niejednej) i przewodniczki, potrafi zdziałać cuda i poprowadzić nas ku odkryciu swojej prawdziwej siły oraz wartości. Czy autorce się to udało? Oceńcie sami. W przerwie od czytania upieczcie zdrowy chleb, posmarujcie go domowymi powidłami śliwkowymi, sącząc niespiesznie napar z imbirem i cytryną. Te przepisy "od serca" również znajdziecie w tej książce. Tak samo, jak wiele pięknych i ważnych cytatów z książek Lewisa Carrolla, J.L. Wiśniewskiego, C.P.Estés, E.Fromma czy A.de Melllo. Tekst „płynie”, a czytanie koi – takie miałam wrażenie. Na końcu znajdziemy miejsce na własne notatki. Autorka pisze: „Mam marzenie, by ta książka stała się twoją kompanką i osobistym pamiętnikiem, który będzie ci towarzyszył w domu, w pracy, na wakacjach, w dobrych i trudnych chwilach”. To lektura bardzo czuła, wrażliwa, niosąca nadzieję i uspokojenie. Ile dla siebie z niej weźmiemy, zależy wyłącznie od nas... RECENZJA JEST MOIM AUTORSKIM TEKSTEM. ZAKAZ KOPIOWANIA, POWIELANIA I WYKORZYSTYWANIA CAŁOŚCI LUB CZĘŚCI PUBLIKACJI, BEZ MOJEJ WCZEŚNIEJSZEJ ZGODY. WSZYSTKIE RECENZJE POCHODZĄ ZE STRONY, NA KTÓRĄ ZAPRASZAM: https://www.facebook.com/TatraLang/
Mona - awatar Mona
oceniła na71 rok temu
Ten drugi Książę Harry
Ten drugi
Książę Harry
Czy mieliście już okazję zajrzeć za kulisy życia księcia? Trzy lata temu naprawdę czekałam na premierę tej książki. Miałam nadzieję na mocną, emocjonalną opowieść o byciu tym drugim, o rodzinie, tożsamości i próbie wyrwania się z narzuconej roli. I choć momentami Harry faktycznie mówi szczerze i bez filtra, to jednak czuję lekki niedosyt. Zbyt duża część książki poświęcona jest szczegółom z życia wojskowego Harry’ego. Opisy szkoleń, struktur, procedur i wojennych realiów są bardzo drobiazgowe, momentami aż nazbyt. Rozumiem, że wojsko odegrało w jego życiu ważną rolę, ale jako czytelniczka czułam, że te fragmenty spowalniają narrację i odbierają jej emocjonalną intensywność. Zamiast pogłębiać portret bohatera, chwilami oddalały mnie od niego. Jako czytelniczka poczułam też niesamowity kontrast między oficjalnym wizerunkiem księcia a człowiekiem, który po prostu chce kochać, być kochanym i żyć zgodnie ze swoim sumieniem. Mimo to "Książę Harry. Ten drugi" nie jest książką złą. To opowieść szczera, momentami bolesna i na pewno ważna, szczególnie dla tych, którzy chcą lepiej zrozumieć motywacje i wybory księcia. Trzeba jednak nastawić się na to, że nie jest to wyłącznie intymna spowiedź, lecz także bardzo konkretna relacja z wojskowego etapu życia. Jeśli to Was ciekawi, książka może Was wciągnąć. Jeśli jednak, tak jak ja, czekaliście głównie na emocjonalną historię o tożsamości, rodzinie i byciu tym drugim, możecie poczuć lekki niedosyt #harrytendrugi #recenzjaksiazki #bookstagrampl #czytelniczeinspiracje #biografia #autobiografia #czytankowalandia
Czytankowalandia - awatar Czytankowalandia
oceniła na62 miesiące temu
Polacy na emigracji. Dlaczego i po co wyjeżdżamy Agnieszka Kołodziejska
Polacy na emigracji. Dlaczego i po co wyjeżdżamy
Agnieszka Kołodziejska
Książka jest jakaś taka... nie wiem, jak streszczenie. Historie są jakby liźnięte, można było szerzej, dokładniej, w sumie historia każdej z osób udzielającej wywiadu autorce sama w sobie mogłaby być ciekawa! A tu mamy z każdego po fragmencie, ja wiem że zakres książki na wiele więcej pewnie nie pozwolił, ale mimo wszystko czuję spory niedosyt. Jednocześnie są irytujące powtórzenia - już dokładnie wiem, o którą rodzinę chodzi przeprowadzającą się z San Francisco do Karoliny Północnej (chyba, bo raz się pojawia Południowa),nie trzeba mi tego 3 razy opisywać... Ogólnie jednak przystępna książka, taka lekka raczej rozrywka, jest ok, choć bez "wow". Jak zwykle trochę cytatów: "(...) Elcia zawsze trzymała się jej [mamy] spódnicy. Była wstydziochem. Czerwieniła się za każdym razem, gdy ktoś obcy się do niej odezwał. Ktoś mógłby też pomyśleć, że miała tak zwane dwie lewe ręce. Nie potrafiła sobie zrobić kanapki. Sprzątanie? Prościej było spalić jej pokój, niż spróbować go doprowadzić do ładu. I nagle to dziecko (no dobra, miała już wtedy 21 lat) mówi mi, że wsiada do samolotu i leci, bo „tu już nie ma żadnych perspektyw”." (pdf.str.7) - o, to zupełnie tak jak o mnie :D No. I można mimo to zupełnie normalnie żyć na emigracji ;) "I chociaż powodów emigracji jest tyle, co ludzi emigrujących, to po setkach rozmów z Polakami i Polkami mieszkającymi poza krajem wyłania mi się jednak obraz kogoś, kto zwyczajnie chce lepiej żyć. Błędem byłoby natomiast sądzić, że w poprawie jakości życia chodzi wyłącznie o aspekt ekonomiczny." (pdf.str.13) - no właśnie. "Oboje przyznają, że kiedyś w Niemczech było lepiej, a teraz poziom życia w Polsce i w Niemczech się wyrównał, może nawet w Polsce jest lepiej. Wiola mówi: „Niemcy zatrzymały się w rozwoju, a Polska się rozwija. Nawet w domach Polaków tutaj widać, że mają lepsze sprzęty niż Niemcy, nowocześniejsze meble. Niemcy potrafią mieć rozlatującą się kanapę w salonie przez lata. Ale to chyba dlatego, że oni wolą mieć kasę na koncie niż nową kanapę, są oszczędni”." (pdf.str.16) - wiadomo: kiedyś to były czas, a dzisiaj to nie ma czasów :D Poza tym, nie każdy po to wyjeżdża (jak już ustaliliśmy wyżej) ;) No i w końcu: mnie też stara kanapa nie przeszkadza :D "Nigdy nie zapomnę, jak kilka lat temu podczas jakiejś plenerowej imprezy Radia ZET, którą prowadziłam w Ciechocinku, podeszła do mnie około siedemdziesięcioletnia kobieta i powiedziała: „Pani Agnieszko, uwielbiam program «Polacy za granicą». Pewnie się pani dziwi, bo stara jestem, ale ja tak kibicuję tym młodym ludziom. Nigdy nie miałam tyle odwagi co oni, by spełniać swoje marzenia”. Poruszyło mnie to. Pomyślałam wtedy: w życiu bywamy zbyt zachowawczy. Za rzadko podążamy za pragnieniami. Nie słuchamy tego, co nam serce podpowiada." (pdf.str.19) - a to tak po prostu, też dla mnie ku pamięci ;) "Po raz pierwszy spotkałam Ewę w Rio de Janeiro. Aby móc mieszkać przy słynnej plaży Copacabana, zatrudniła się jako wolontariuszka w hostelu. Dzieliła pokój z kilkoma innymi osobami, a w zamian za nocleg i dostęp do kuchni i łazienki kilka razy w tygodniu pracowała na recepcji. W międzyczasie była jeszcze trzy lata w Anglii, sporo czasu spędziła w Hiszpanii, Portugalii, Stanach Zjednoczonych. „Ludzie mówią, że jestem niecierpliwa, ale jak coś mi się nie podoba, szybko to zmieniam. Świat jest piękny, trzeba go zobaczyć. Ludzie, którzy nie podróżują, mówią, że na to trzeba mieć kasę. Bzdura, wszędzie musisz jeść, płacić czynsz, co za różnica, gdzie to robisz, nie musisz siedzieć na miejscu”." (pdf.str.21-22) - dobrze powiedziane. "Domy w kiepskim stanie. Za to pod domami stały zwykle naprawdę dobre samochody. Nie rozumiałam, dlaczego tak jest. Szybko dostałam wyjaśnienie: „Mieszkańcy tej dzielnicy wychodzą po prostu z założenia, że lepiej mieć dobry samochód niż dom. Domem nigdzie nie pojedziesz, a w dobrym samochodzie to się i prześpisz”" (pdf.str.64) - dobre i też prawdziwe :D "A jak dogaduje się za granicą Polak z Polakiem? Pomagają sobie czy się zwalczają? Wielu moich rozmówców mieszkających w krajach europejskich mówiło mi jedno: „Znasz powiedzenie, że jak ci Polak na emigracji nie zaszkodził, to już ci pomógł?”." (pdf.str.118) - haha, to też dobre :D i pewnie, też takie historie słyszałem... ale to zależy - jak zwykle ;) "Jak dziad odżyje, to cię torbą zabije. Znasz to przysłowie?" (pdf.str.129) - ja nie znałem :D "Bardzo chcę, aby moi rodzice często do nas przylatywali w odwiedziny i żeby mała miała jak najczęstszy kontakt z językiem polskim. Jak skończy trzy lata, to ją wyślemy do weekendowej polskiej szkoły”." (pdf.str.201) - oooch, cóż za wspaniały pomysł... jakby dziecko nie dość miało szkoły w tygodniu, nie! Dowalmy mu jeszcze w weekend! ...jeśli nie wybrzmiało jak bardzo uważam to za zły pomysł, to: TO JEST ZŁY POMYSŁ. Żeby te zajęcia z polskiego były powiedzmy jak nauka gry na fortepianie, powiedzmy ze dwa razy w tygodniu po godzince, to jeszcze spoko, ale psuć dziecku sobotę od rana?! Mogę tylko zaapelować do wszystkich rodziców na emigracji: nie róbcie tego swoim dzieciom... Z resztą jedna matka w książce też przyznaje, że ciężko było budzić synów do szkoły w sobotę i w końcu im odpuściła. P.S. - Pan Jacek z Trynidadu i Tobago bardzo sympatyczny człowiek - można na YT obejrzeć :) (czytana/słuchana: 24-26.01.2026) 3+/5 [6/10]
lex - awatar lex
ocenił na62 miesiące temu
Przeprawa Manuela Gretkowska
Przeprawa
Manuela Gretkowska
„Płynęłam przez rzekę, która nie miała drugiego brzegu” – ten cytat z „Przeprawy” Manueli Gretkowskiej idealnie oddaje oniryczny i jednocześnie brutalny charakter jej prozy. Tytułowa przeprawa to nie tylko fizyczna podróż, ale przede wszystkim potężna symbolika przejścia: między młodością a dojrzałością, Polską a emigracją, oraz tym, co prywatne, a tym, co polityczne. Rzeka w tej powieści staje się metaforą płynnej tożsamości, która w starciu z rzeczywistością III RP i osobistymi kryzysami zaczyna mętnieć. Gretkowska, znana z ciętego języka i bezkompromisowego intelektu, tym razem uderza w tony bardziej introspektywne, choć nie rezygnuje z roli naczelnej prowokatorki polskiej literatury. Fabuła ogniskuje się wokół losów kobiety uwikłanej w skomplikowane relacje, która próbuje zdefiniować swoją wolność w świecie zdominowanym przez patriarchalne schematy i narodowe martyrologie. Autorka z właściwą sobie swadą sparafrazowała polską powieść obyczajową, nasycając ją elementami eseistycznymi i drapieżnym komentarzem społecznym. W „Przeprawie” metafizyka dramatu osobistego bohaterki nieustannie zderza się z dramatem historycznym kraju, który wciąż nie potrafi przepracować swoich traum. Gretkowska bawi się formą, mieszając wzniosłość z wulgarnością, co dla jednych będzie przejawem geniuszu, dla innych – literacką manierą. Książka otrzymuje ode mnie 6/10. Choć Gretkowska jak zwykle zachwyca błyskotliwymi frazami i celnymi diagnozami obyczajowymi, „Przeprawa” momentami grzęźnie w nadmiarze dygresji i autoterapeutycznym tonie. To proza z ogromnym potencjałem, która jednak w połowie drogi traci tempo, jakby sama autorka nie była pewna, na który brzeg chce ostatecznie dotrzeć. Jest to jednak pozycja obowiązkowa dla tych, którzy cenią literaturę jako lustro przystawione do niewygodnej prawdy o nas samych.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na61 miesiąc temu
Przeprowadzę cię na drugi brzeg. Rozmowy o porodzie, traumie i ukojeniu Justyna Dąbrowska
Przeprowadzę cię na drugi brzeg. Rozmowy o porodzie, traumie i ukojeniu
Justyna Dąbrowska
Ta książka jest ciekawa i przerażająca zarazem. Czytając ją, chce się wierzyć, że wiele opisanych historii to fikcja. Niestety tak nie jest. W Polsce nadal mamy poważne problemy w szpitalach, jesteśmy tego świadomi, ale trudno uwierzyć, że niezależnie od tego, czy zapłacisz za wizytę, czy za opiekę, kobiety są zostawiane same sobie. To jest dla mnie przerażające. Jestem kobietą i te tematy są mi bliskie, choć zarazem bardzo dalekie, bo bez własnego doświadczenia i potrzeb związanych z ciążą nie zobaczyłabym wielu wyzwań. Mimo to historia przedstawiona w książce jest bardzo przejmująca. Styl książki jest odpowiedni, łatwy do przyswojenia, wszystko można sobie wyobrazić i poczuć przerażenie. Powtarzam to świadomie, bo narodziny dziecka to ogromny wysiłek dla kobiecego ciała. A jeśli zostaje się z tym sama, w czasach, gdy technologia i wiedza są powszechnie dostępne, to naprawdę przeraża. To super, że partnerzy są coraz bardziej świadomi i że są ludzie dobrzy, ale zastanawiam się, dlaczego wciąż jest ich tak mało. Książka skupia się głównie na trudnych aspektach, choć domyślam się, że czasem są też dobre momenty. Mimo to bardzo pomaga zrozumieć zagadnienie, pokazuje, na co zwrócić uwagę i na co ewentualnie się przygotować. To bardzo istotna książka dla par, które są w ciąży lub planują nią być, a także dla osób, które chcą być blisko swoich przyjaciółek ciężarnych.
Matimajczyta - awatar Matimajczyta
oceniła na83 miesiące temu

Cytaty z książki Miało być zabawnie, a wyszło jak zwykle

Więcej
Dorota Szelągowska Miało być zabawnie, a wyszło jak zwykle Zobacz więcej
Dorota Szelągowska Miało być zabawnie, a wyszło jak zwykle Zobacz więcej
Dorota Szelągowska Miało być zabawnie, a wyszło jak zwykle Zobacz więcej
Więcej