Świerczewski. Śmierć i kult bożyszcza komunizmu

Okładka książki Świerczewski. Śmierć i kult bożyszcza komunizmu
Krzysztof Potaczała Wydawnictwo: Prószyński i S-ka reportaż
264 str. 4 godz. 24 min.
Kategoria:
reportaż
Wydawnictwo:
Prószyński i S-ka
Data wydania:
2021-06-02
Data 1. wyd. pol.:
2021-06-02
Liczba stron:
264
Czas czytania
4 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382341713
Tagi:
historia biografia reportaż
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

Generał „Walter”. Pomnik ze skazą


Link do recenzji

515 73 397

Oceny

Średnia ocen
7,0 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
39
12

Na półkach:

Wiele osób czyni zarzut najnowszej książce Krzysztofa Potaczały, że to nie jest rozprawa historyczna. Ja uważam, że to dobrze iż autor nie próbował wychodzić poza swoją specjalność, jaką jest pisanie reportaży. Malkontentom polecam uważnie spojrzeć na okładkę gdzie wyraźnie oznaczono serię w jakiej książka się ukazała - "Reportaż". Mamy zatem do czynienia z reportażem i to bardzo dobrym. Potaczała pokazuje nie tyle postać Świerczewskiego, ale znakomicie odmalowuje kult tego "świeckiego świętego polskiego komunizmu". Książka znakomicie przedstawia czasy PRL, budowanie mitu generała i jego stopniowe wygaszanie, zakończone symbolicznie 21 lutego 2018 roku. Wtedy został zburzony pomnik w Jabłonkach, który jeszcze trzy dekady wcześniej skupiał tysiące osób na oficjalnych obchodach. Biografię Świerczewskiego autor przedstawił na tyle, na ile była ona potrzebna jako tło do przedstawienia fenomenu "kultu bożyszcza komunizmu". Polecam zdecydowanie, podobnie jak pozostałe książki Krzysztofa Potaczały.

Wiele osób czyni zarzut najnowszej książce Krzysztofa Potaczały, że to nie jest rozprawa historyczna. Ja uważam, że to dobrze iż autor nie próbował wychodzić poza swoją specjalność, jaką jest pisanie reportaży. Malkontentom polecam uważnie spojrzeć na okładkę gdzie wyraźnie oznaczono serię w jakiej książka się ukazała - "Reportaż". Mamy zatem do czynienia z reportażem i to...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
81
80

Na półkach:

O Świerczewskim chciałam się dowiedzieć czegoś więcej tylko dlatego, że kocham Bieszczady. W tym roku przypadkiem dowiedziałam się, że pomnika już nie ma.
Całkiem ciekawa opowieść o tym, jak łzawa historia o wykreowanym przez PRL bohaterze podziałała na społeczeństwo (zwłaszcza lokalną społeczność) i jak trudno przyjąć prawdę o żołnierzu- zdrajcy.

O Świerczewskim chciałam się dowiedzieć czegoś więcej tylko dlatego, że kocham Bieszczady. W tym roku przypadkiem dowiedziałam się, że pomnika już nie ma.
Całkiem ciekawa opowieść o tym, jak łzawa historia o wykreowanym przez PRL bohaterze podziałała na społeczeństwo (zwłaszcza lokalną społeczność) i jak trudno przyjąć prawdę o żołnierzu- zdrajcy.

Pokaż mimo to

3
avatar
238
186

Na półkach:

"Generał, który kulom się nie kłaniał" w końcu się im pokłonił w niepozornej (a wówczas opuszczonej) wsi Jabłonki. Z tego powodu przez ponad 40 lat była ona miejscem swoistych pielgrzymek, bo to właśnie wokół postaci gen. Świerczewskiego zaczęto budować jeden z najważniejszych mitów PRL-u.

Autor publikacji bardzo ogólnie opisuje postać samego wojskowego, skupiając się właśnie na propagowanym przez PRL kulcie jego osoby. Problem w tym, że większość osób przybywających do Jabłonek tak naprawdę skupiało się na walorach turystycznych okolicy, chcąc wykorzystać kolejne rocznice jego śmierci do wyrwania się z pracy czy sprawdzenia się w trudnych górskich przeprawach.

Jestem nieco rozczarowany końcówką publikacji. Autor poświęcił mało miejsca na kwestie związane z oceną postaci Świerczewskiego po upadku komunizmu. Z drugiej strony tytuł książki wyraźnie odnosi się do kultu jego osoby, a tego po 1989 roku już właściwie nie było...

"Generał, który kulom się nie kłaniał" w końcu się im pokłonił w niepozornej (a wówczas opuszczonej) wsi Jabłonki. Z tego powodu przez ponad 40 lat była ona miejscem swoistych pielgrzymek, bo to właśnie wokół postaci gen. Świerczewskiego zaczęto budować jeden z najważniejszych mitów PRL-u.

Autor publikacji bardzo ogólnie opisuje postać samego wojskowego, skupiając się...

więcej Pokaż mimo to

4
Reklama
avatar
623
157

Na półkach: , ,

Każda epoka ma swoich Świerczewskich ,obecna również. Narracja Smoleńska pozwoliła mi lepiej zrozumieć tą książkę bo czuje się czasem przy obecnej władzy jak towarzysz w poprzednim wieku.

Każda epoka ma swoich Świerczewskich ,obecna również. Narracja Smoleńska pozwoliła mi lepiej zrozumieć tą książkę bo czuje się czasem przy obecnej władzy jak towarzysz w poprzednim wieku.

Pokaż mimo to

2
avatar
733
733

Na półkach: , , , , , ,

Przypadkowy czytelnik, który pod wpływem nagłego impulsu sięgnie po tę pozycję, może w pierwszej chwili odczuć rozczarowanie. Nie jest to opracowanie historyczno-polityczne dotyczące osoby generała Świerczewskiego. Nie jest to biografia, czy dogłębna analiza przebiegu starcia pod Jabłonkami. W zamian za to otrzymujemy ciekawy reportaż, w którym postać „Waltera” przeplata się z Bieszczadami. Prawdopodobnie w 1947 roku nikt nie przypuszczał, że doraźna inspekcja wykraczająca poza Baligród będzie miała takie konsekwencje dla tego regionu. Niespodziewana śmierć, która przyczyniła się do przeprowadzenia Akcji „Wisła” a jednocześnie doprowadziła do wyniesienia na piedestał osoby o dość dyskusyjnym życiorysie.
Autor, znany m. in. z monografii punkowego zespołu KSU („Rejestracja buntu”), ciekawie i obiektywnie opowiada o kolejnych etapach rozwijania kultu: nadawaniu honorowego patronatu zakładom pracy, budowie pomników, izb pamięci, bieszczadzkich rajdach. Co ciekawe, kult generała podlegał przeobrażeniom i autorowi udało się ten aspekt uchwycić. Niewielka wieś Jabłonki urosła do rangi symbolu oraz drugiego (po polach grunwaldzkich) miejsca ogólnopolskich uroczystości - tak ważnych dla ówczesnych władz. Z jednej strony razi sztuczność tego swoistego rytuału, jednakże z perspektywy lat paradoksalnie daleko ważniejszego znaczenia nabiera turystyczny aspekt tych obchodów – niezamierzone rozpropagowanie walorów regionu. Rzecz doprowadzono do momentu rozbiórki granitowego obelisku w 2018 roku, która do dziś budzi wiele emocji. Książka niezwykle wartościowa, godna przeczytania.

Przypadkowy czytelnik, który pod wpływem nagłego impulsu sięgnie po tę pozycję, może w pierwszej chwili odczuć rozczarowanie. Nie jest to opracowanie historyczno-polityczne dotyczące osoby generała Świerczewskiego. Nie jest to biografia, czy dogłębna analiza przebiegu starcia pod Jabłonkami. W zamian za to otrzymujemy ciekawy reportaż, w którym postać „Waltera” przeplata...

więcej Pokaż mimo to

4
avatar
167
163

Na półkach:

"Grzegorz Ostasz z IPN: "Wiosną 1945 r. podczas operacji łużyckiej błędy taktyczne z reguły nietrzeźwego gen. "Waltera" - "skłóconego z podwładnymi, którzy odmawiali wykonywania niedorzecznych rozkazów" - poskutkowały rozgromieniem 2. Armii [która dowodził Świerczewski - dop. ML] przez niemieckie wojska feldmarszałka Ferdinanda Schörnera. Świerczewski "dowodził chyba w pijanym widzie", samowolnie modyfikując dyrektywy sowieckiego marszałka Iwana Koniewa. Buńczucznie lekceważył Niemców (...), "pchał pułki wprost pod zaporowy ogień przeciwnika" - toteż bitwa pod Budziszynem, stoczona w ostatnich dniach wojny, zakończyła się sromotną klęską".W dwutygodniowej operacji łużyckiej dowodzona przez "Waltera" armia traci aż 57 procent czołgów i dział pancernych. Straty w ludziach są koszmarne: prawie pięć tysięcy poległych, blisko trzy tysiące zaginionych bez wieści i ponad dziesięć tysięcy rannych, spośród których wkrótce część umiera. Jak wyliczają historycy wojskowości, to aż 27 procent wszystkich strat poniesionych na froncie w ciągu dwudziestu miesięcy istnienia Ludowego Wojska Polskiego". [s.49]


Nie żałuję, że nie sięgnęłam wcześniej po żadną nowoczesną książkę o Świerczewskim. Nie żałuję, bo Krzysztof Potaczała napisał książkę świetną. Jego "Świerczewski" nie jest żadną biografią komunistycznego generała, choć informacje biograficzne pojawiają się na tyle, by czytelnik zrozumiał postać i kontekst.

Czym jest zatem "Świerczewski" Potaczały?

Jest biografią zakłamywania historii Bieszczad na wielu poziomach. Jest biografią celowego zapomnienia, kłamstw, półprawd i przemilczeń. Autor pokazuje w sposób równoległy ewolucję miejsca pamięci w Jabłonkach, tego poświęconego Świerczewskiego, z ewolucją mitu i rozwojem świeckiego i masowego kultu komunistycznego świętego.

Mocne, nie? A książka jest jeszcze mocniejsza.

Dobrze, opowiem o niej trochę, choć wolę, by mówiły o niej cytaty - dlatego jest ich tak dużo. Ale coś chcę napisać, byście wiedzieli, po co sięgacie.
Otóż Krzysztof Potaczała najpierw przedstawia nam Świerczewskiego: młodość, wyjazd do Rosji, jego związki z komunistami. Autor przypomina, że Świerczewski wcześnie związał się zawodowo z wojskiem i w wojnie 1920 roku walczył... po stronie rosyjskiej.

"Świerczewski idzie w bój bez cienia wątpliwości, czy w słusznej sprawie. Dlaczego walczy po stronie bolszewików? Córka Antonina Karłowna mówi po latach: "Chyba uważał, że niesie wolność polskim robotnikom i chłopom. Armia Czerwona miała ich wyzwolić od kapitalizmu. [...] [Świerczewski - dom. ML] Mocno przeżywa Cud nad Wisłą, bo wcześniej wyobraża sobie, jak z czerwonymi sołdatami wkracza zwycięsko do rodzinnej Warszawy. Rany fizyczne się goją, gorzej z psychicznymi. Ratunkiem okazuje się służba w Szkole Czerwonych Komunardów w Moskwie, gdzie Świerczewski jest dowódcą batalionu i wykładowcą". [s. 40-41]

Później następuje przypomnienie hiszpańskiego etapu w życiu Świerczewskiego: to, jak fascynował dziennikarzy i pisarzy (Hemingway!), jego romanse, ale i pijaństwo.

"To w Hiszpanii tworzy się i dojrzewa mit generała "Waltera", a dziennikarze robią z niego romantycznego wojownika, który nigdy, w żadnych warunkach nie cofa się przed ogniem nieprzyjaciela. Ale nie wszyscy postrzegają go jako człowieka czynu, walczącego o wolność hiszpańskich mas. Pseudonim "Walter" ma związek z jego ulubionym pistoletem Walther PP. Rozstrzeliwuje z niego jeńców, dezerterów i innych "wrogów ludu". Według badaczy tamtego okresu Świerczewski ponosi dodatkowo współodpowiedzialność za śmierć siedemnastu tysięcy duchownych, zakonnic oraz dzieci z sierocińców". [s.42-43]

To właśnie w czasie Wojny Domowej w Hiszpanii zaczyna dawać się we znaki alkoholizm Świerczewskiego:

""Podczas walk niemal zawsze był pod wpływem alkoholu. Stawał się wtedy despotą, całkowicie odrzucał rady podległych oficerów, a nawet ignorował rozkazy dowództwa wyższego rzędu". [s.43]

I mamy także II Wojnę Światową, w czasie której generał dowodził Drugą Armią Ludowego Wojska Polskiego. Nie da się powiedzieć, by generał "zabłysnął":

"Dwudziestego siódmego kwietnia 1947 roku, miesiąc po śmierci generała Świerczewskiego, rozpoczyna się akcja "Wisła". Ludność ukraińska wywożona jest na ziemie poniemieckie, a z Polaków wylewa się mieszanina radości, złości i agresji.
- Lżyli wypędzanych, zastraszali, czasami rzucali kamieniami - pamięta Kopczyński - Tylko nielicznych zdobyli się na przyzwoitość, by otwarcie stanąć w obronie znajomych niczemu niewinnych Ukrainców. Bezskutecznie próbowali zapobiec ich wygnaniu". [s.58].

Potem przenosimy się w Bieszczady i widzimy ten dzień, kiedy niewielki oddział, z którym porusza się wizytujący okolicę Świerczewski zostaje ostrzelany przez Ukraińców i generał ginie. Krzysztof Potaczała przytacza dane, informacje świadków, oficjalne, niekoniecznie mówiące prawdę, dokumenty. Mówi o plotkach, pogłoskach, o teoriach spiskowych. Nie zamyka historii, niczego nie rozstrzyga, po prostu mówi. Mówi zresztą w pięknym, klasycznym reporterskim stylu. Niech cytaty mówią za siebie.

A później zaczyna się to, co budzi mój szczery podziw. Krzysztof Potaczała drobiazgowo odtwarza rozwój kultu komunistycznego męczennika. Jak ewoluowały uroczystości "ku czci"? Jak zmieniały się rajdy bieszczadzkie, ile osób w nich uczestniczyło? Jakie zobowiązania podejmowały zakłady pracy, żołnierze, harcerze? Wszystko jest pokazane z cudowną dokładnością.
Rok po śmierci Świerczewskiego, pięć lat po jego śmierci, dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści, lata osiemdziesiąte, a w końcu czasy przełomu, aż po rok 2020.

Równolegle Potaczała pokazuje ewolucję pamięci. Pokazuje, jak nie najgorsze kiedyś układy sąsiedzkie układy zmieniały się i stawały się zatrute. Jak po "akcji Wisła" zacierała się obecność Ukraińców w Bieszczadach.

"- Kiedyś znałem tu każdy kamień, a teraz stałem w miejscu i nic nie rozumiałem - opowiada najstarszy - Zastanawiałem się, co powiem ojcu po powrocie. On cały czas wierzył, że któregoś dnia spakuje dobytek i wróci w Bieszczady. Nie do jakiejś tam wsi, ale do swojej. Tej, w której się urodził, ożenił, spłodził dzieci i zbudował dom. Ale tego domu już nie było, tak samo jak wszystkich innych". [s.75]

"Istnieją równolegle dobra pamięć i zła pamięć, w obydwu przypadkach dopuszczająca pytania i otwarta na dialog. Istnieje też dychotomia pamięci, wykluczająca te możliwości. Cechuje tych, którzy są przekonani, że Ukraińcy to prymitywni rezuni, a Polacy - szlachetni rycerze. Jeśli Ukraińcy z UPA zabijali Polaków z LWP [Ludowego Wojska Polskiego - obj. ML], to był to po prostu mord. Kiedy żołnierze zabijali partyzantów UPA, mówiono o czystej walce w warunkach bojowych. Dlatego generał Świerczewski nie został skoszony pociskami wroga, lecz podstępnie przezeń zamordowany". [s. 167]

Co ciekawe - im bardziej pompowano legendę Świerczewskiego, tym bardziej nikła, zarastała pamięć o tych "innych" mieszkańcach Bieszczad. Ciekawe jest to, że pomnika nie ma, święci męczennicy, których czci się publicznie się zmienili, a pamięć - zatarta i zarośnięta chaszczami - nie wróciła. Bo komu na jej powrocie zależy?

Autor, Krzysztof Potaczała, Bieszczady, ich historię i współczesność zna doskonale, ma na swoim koncie kilka książek o tematyce Bieszczadzkiej. Wie, co mówi, wie, o czym pisze. A w swoim "Świerczewskim" przypomina, że wyparto pamięć nie tylko o Ukraińcach. Cień pomnika w Jabłonkach, miejscu śmierci Świerczewskiego, przysłania i inne kości.

"W Bieszczadach są też inne miejsca pamięci, głównie ofiar niemieckich nazistów i UPA, ale żadne z nich - może poza cmentarzem wojennym w Baligrodzie - nie jest otoczone tak drobiazgową opieką. Pomniki i tablice pamiątkowe stają w miasteczkach i wsiach, nigdzie jednak nie są upamiętniane ofiary Holokaustu. Żydów w Bieszczadach już nie ma. Ich ciała w bezimiennych dołach, spalone w krematoriach, lecz lepiej o tym nie pamiętać. Kirkuty zarastają zielskiem, zamieniane są w wysypiska odpadów, wymazywane z miejsc, którym należne są pamięć i szacunek". [s.107]

Fascynujące i przygnębiające jest spojrzenie autora na Bieszczady:

"Bieszczady usiane są bezimiennymi mogiłami tysięcy poległych w pierwszej wojnie światowej, lecz o nich nikt nie pamięta. Z czasem zienia wypluwa ludzkie szczątki na powierzchnię, a przypadkowy przechodzień uznaje, że to na pewno ofiary UPA. Nie ma innej możliwości Dopiero gdy gleba i trawa stają się mniej tajemnicze, gdy odsłaniają ukryte pociski, fragmenty mundurów i wyposażenia - znać, że to nie pozostałości walk z drugiej wojny, lecz znacznie wcześniejszych. [...] Całe Bieszczady to przecież jeden wielki cmentarz. Gdziekolwiek wejść, gdziekolwiek postawić nogę - wszędzie jakieś kości, guziki, naboje, bagnety, menażki, saperki. Życie zmielone przez ziemię na fragmenty i fragmenciki". [s. 122]

Kiedy przychodzi przełom polityczny, Świerczewski musi zniknąć

"Znikanie" generała proste nie jest, bo mieszkańcy wcale nie chcą się go pozbyć. Gmina, na terenie której leżą Jabłonki, jest biedna. Nie ma się czym pochwalić! Niczym, prócz pomnika Świerczewskiego, jego pamięci i tego, co się z nią wiąże. Tyle że machina historii wydaje się nie do zatrzymania i w końcu i ten granitowy pomnik zostaje zniszczony.

"Pierwsza noga zostaje odspawana dopiero po godzinie, na drugą schodzi prawie tyle samo czasu. Podjeżdża dźwig, człowiek w uniformie sięga po hak na linie i zaczepia go o rzeźbę. Po chwili wolno i ostrożnie blaszany orzeł opada, aż w końcu osiada na zamarzniętym gruncie. Kiedy ta część operacji dobiega końca, zgromadzeni jeden po drugim podchodzą do konstrukcji. Dotykają, oglądają, robią zdjęcia - także sobie, obejmując czule pokonany symbol, który przez pięćdziesiąt sześć lat strzegł oblicza generała "Waltera". [...] Znikanie "Waltera" z bieszczadzkiej przestrzeni, spomiędzy Charczajki i Woronikówki, trwa cztery dni". [s. 255]

"Świerczewski" Krzysztofa Potaczały - to mnóstwo detali.

To nie tylko historia komunistycznego generała i jego pomnika. To także okno na świat, którego już nie ma. Możemy zobaczyć wycieczki z zakładów pracy, braki w zaopatrzeniu, brodaczy i hippisów, opozycję antykomunistyczną i cały ten lokalny koloryt. W reportażu Potaczały znalazły się wypowiedzi mieszkańców Jabłonek i okolic, listy, dokumenty, fragmenty przemówień.

Ale to nie książka historyczna, to reportaż!

Autor nie chowa się za ścianą konwencji. Nie. Pięknie go widać, jak pochyla się nad historią, jak dyskutuje z wyborami innych, opłakuje stratę i pokazuje pustkę, której nie dało się wypełnić żadnym planem pięcioletnim. Jest "Świerczewski" trochę rozmyślaniem nad mechanizmem historii i nad ludzkością jako taką.

"Grzegorz Ostasz z IPN: "Wiosną 1945 r. podczas operacji łużyckiej błędy taktyczne z reguły nietrzeźwego gen. "Waltera" - "skłóconego z podwładnymi, którzy odmawiali wykonywania niedorzecznych rozkazów" - poskutkowały rozgromieniem 2. Armii [która dowodził Świerczewski - dop. ML] przez niemieckie wojska feldmarszałka Ferdinanda Schörnera. Świerczewski "dowodził chyba w...

więcej Pokaż mimo to

20
avatar
181
92

Na półkach:

W ostatnich latach w Bieszczadach sporo się zmieniło, choć sięgam pamięcią zaledwie początków nowego millenium, gdy region ten mienił się w moich oczach skansenem PRLu. Prawie w każdej miejscowości wciąż wisiało godło z orłem bez korony, zaparkowane były rozpadające się rosyjskie samochody terenowe, pensjonaty nie za bardzo kusiły przenikającym wszystkie kąty zapachem dymu i nazewnictwem nawiązującym do minionego ustroju, nie wspominając o licznych pomnikach wystawionych przed 1989 rokiem. Jednym z efektów wprowadzenia w 2016 roku ustawy dekomunizacyjnej, było rozebranie w Jabłonkach pomnika generała pułkownika Armii Czerwonej, działacza komunistycznego Karola Świerczewskiego. Miejsce to stanowiło fenomen pośród atrakcji turystycznych w Polsce. Wspomniany pomnik otaczał parking dla autokarów wycieczkowych i szereg straganów z pamiątkami. Jak wielu odwiedzających zastanowiło się nad charakterem miejsca, które odwiedzali? Kim był człowiek, którego wizerunek został uwieczniony na monumencie?

Krzysztof Potaczała zdecydował się odpowiedzieć na te pytania, przybliżyć biografię Karola Świerczewskiego wraz z otaczającymi ją legendami i mitami. We wszystkich swoich reportażach dotyczących regionu Bieszczadów, autor wykazuje się nieprzeciętną dociekliwością w wywiadach ze świadkami i w podobny sposób, z ogromną szczegółowością, starannie opracował najnowszą książkę. Opowieść o życiu Świerczewskiego, podparta faktami wraz z bibliografią, przeplata się z relacjami świadków okoliczności jego nagłej śmierci koło Jabłonek. Potaczała zaskakuje, począwszy od wczesnego dzieciństwa kiedy to Karol przedwcześnie zakończył edukację i rozpoczął pracę na warszawskiej Woli, przez wyjazd w głąb Rosji po wybuchu I wojny światowej, zmianę nazwiska na polsko brzmiące, wstąpienie do armii bolszewickiej, a później do Armii Czerwonej. Autor celnie i bezpośrednio rozprawia się z kultem wynikającym z komunistycznej propagandy. Co więcej, nie pominął nawet motywu prawdopodobnego wykorzystania sylwetki Świerczewskiego, biorącego udział w hiszpańskiej wojnie domowej, przez pisarza Ernesta Hemingwaya w „Komu bije dzwon”.

Jestem wdzięczna Krzysztofowi Potaczale za podjęcie próby odczarowania bieszczadzkiego pomnika, pod którym każdy musiał mieć pamiątkowe zdjęcie. Mam nadzieję, że z biegiem czasu, książka ta trafi do szerokiego grona odbiorców.

W ostatnich latach w Bieszczadach sporo się zmieniło, choć sięgam pamięcią zaledwie początków nowego millenium, gdy region ten mienił się w moich oczach skansenem PRLu. Prawie w każdej miejscowości wciąż wisiało godło z orłem bez korony, zaparkowane były rozpadające się rosyjskie samochody terenowe, pensjonaty nie za bardzo kusiły przenikającym wszystkie kąty zapachem dymu...

więcej Pokaż mimo to

9
avatar
289
34

Na półkach:

Dziwna książka. Jakoś te opisy PRLu do mnie nie trafiają i autor chyba czasami trochę za bardzo płynie.

Dziwna książka. Jakoś te opisy PRLu do mnie nie trafiają i autor chyba czasami trochę za bardzo płynie.

Pokaż mimo to

0
avatar
44
42

Na półkach:

Każda ideologia chce kreować własnych superbohaterów. W okresie PRL nadawał się do tego idealnie Karol Świerczewski „Walter”. O mitologizacji i losach propagandy opowiada Krzysztof Potaczała w najnowszej książce „Świerczewski. Śmierć i kult bożyszcza komunizmu” specjalista w historii wydarzeń, których akcja toczy się w Bieszczadach.

Dziś dla wielu Polaków generał Karol Świerczewski ps. „Walter” to postać nieznana. Jego sława i chwała przeszła tak szybko jak znienawidzony ustrój, którego był twarzą. Ginie on w 1947 roku w Jabłonkach koło Baligrodu od kul Ukraińskiej Powstańczej Armii. Po jego śmierci Jabłonki stały się narodowym sanktuarium. Do grobu pielgrzymowało setki tysięcy Polaków. Oddawali mu w tym miejscu hołd. Wiele szkół i towarzystw za patrona obierało człowieka, który w popularnym utworze ku jego czci „kulom się nie kłaniał”. W celu upamiętnienia powstały specjalne rajdy w Bieszczadach, muzeum, pomniki oraz kilka filmów propagujących jego „bohaterstwo” oraz przy okazji pokazujących piękno komunizmu, dla którego poświęcił życie.

Książka „Świerczewski. Śmierć i kult bożyszcza komunizmu” jest to przede wszystkim obraz epoki, w którym przyszło żyć wielu pokoleniom Polaków. Od końca II wojny światowej do roku 1989 był czołową legendą tego okresu. Mit Karola Świerczewskiego żywy jest długo, na pewno do końca PRL, a nawet trochę dłużej. Widać to na podstawie przytaczanych relacji, opowieści ludzi oraz współczesnych spotkań upamiętniających Świerczewskiego.

Potaczała rozpoczyna opowieść od początków kształtowania się mitu o wielkich czynach generała „Waltera”. Na podstawie różnych źródeł rekonstruuje ostatnie dni życia dowódcy. W kolejnych rozdziałach skupia się jego biografii, żeby później płynnie przejść do historii wykorzystania tej postaci w propagandzie socjalistycznej. I te następne rozdziały są wyjątkowo ciekawe. Na podstawie zebranych opowieści, artykułów, listów, kronik telewizyjnych i szkolnych uzmysławia czytelnikowi jak łatwo człowiek może poddać się indoktrynacji. Dziś dla wielu szkół i instytucji pewnie wstyd, że za patrona mieli Świerczewskiego, któremu w tym czasie oddawali ogromną cześć. Legenda, cała otoczka wokół tej postaci spowodowało, że w wielu przypadkach młodzi ludzie fascynowali się tą historią. Większość z nich wychowała się na opowieściach i książkach, gdzie waleczni żołnierze walczyli ze złowrogą UPA.

„Świerczewski. Śmierć i kult bożyszcza komunizmu” uświadamia jak bardzo autorytety promowane przez państwo czy pewne kręgi społeczeństwa mogą być wykorzystywane w różnych celach. Widać też na przykładzie kultu generała „Waltera”, że pamięć ludzka jest krótka oraz można ją dowolnie manipulować. Reportaż choć opowiada o czasach zamierzchły dla wielu z nas to jednak może być przestrogą przed współczesnym kreowaniem autorytetów zaspokajających zapędy państwowej propagandy.

Każda ideologia chce kreować własnych superbohaterów. W okresie PRL nadawał się do tego idealnie Karol Świerczewski „Walter”. O mitologizacji i losach propagandy opowiada Krzysztof Potaczała w najnowszej książce „Świerczewski. Śmierć i kult bożyszcza komunizmu” specjalista w historii wydarzeń, których akcja toczy się w Bieszczadach.

Dziś dla wielu Polaków generał Karol...

więcej Pokaż mimo to

40
avatar
1
1

Na półkach:

Porządna pozycja z najnowszej historii Polski w ujęciu reportażowym. Dobrze się czyta, bo nie ma w niej przypisów. Jest za to dużo konkretnych ludzi z imienia i nazwiska, ciekawostek, fotografii archiwalnych. Warto się zapoznać, by zrozumieć, jak my, Polacy, przez dekady czciliśmy zbrodniarza Świerczewskiego. Jego pamięć i miejsca z nim związane. Przede wszystkim bieszczadzkie Jabłonki, choć nie tylko. Podczas lektury było mi chwilami smutno, ale też się pośmiałem.

Porządna pozycja z najnowszej historii Polski w ujęciu reportażowym. Dobrze się czyta, bo nie ma w niej przypisów. Jest za to dużo konkretnych ludzi z imienia i nazwiska, ciekawostek, fotografii archiwalnych. Warto się zapoznać, by zrozumieć, jak my, Polacy, przez dekady czciliśmy zbrodniarza Świerczewskiego. Jego pamięć i miejsca z nim związane. Przede wszystkim...

więcej Pokaż mimo to

2

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Świerczewski. Śmierć i kult bożyszcza komunizmu


Reklama
zgłoś błąd