rozwińzwiń

Balthazar

Okładka książki Balthazar autora Lawrence Durrell,
Okładka książki Balthazar
Lawrence Durrell Wydawnictwo: Czytelnik Cykl: Kwartet aleksandryjski (tom 2) literatura piękna
284 str. 4 godz. 44 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Kwartet aleksandryjski (tom 2)
Tytuł oryginału:
Balthazar (1958)
Data wydania:
1972-10-01
Data 1. wyd. pol.:
1972-10-01
Liczba stron:
284
Czas czytania
4 godz. 44 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Maria Skibniewska
Średnia ocen

0,0 0,0 / 10
Ta książka nie została jeszcze oceniona NIE MA JESZCZE DYSKUSJI

Bądź pierwszy - oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Balthazar w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Balthazar



książek na półce przeczytane 3577 napisanych opinii 583

Oceny książki Balthazar

Średnia ocen
0,0 / 10
0 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Balthazar

avatar
528
284

Na półkach:

Jeszcze piękniejsza niż część pierwsza. Sposób w jaki Durrell opisuje Aleksandrię, jej odgłosy, zapachy, jest jak modlitwa do utraconego miasta. Druga część kwartetu-„powieść siostrzana”-oddaje głos Balthazarowi,
który prostuje część faktów z tomu pierwszego, opisując niszczycielską siłę miłości.

Jeszcze piękniejsza niż część pierwsza. Sposób w jaki Durrell opisuje Aleksandrię, jej odgłosy, zapachy, jest jak modlitwa do utraconego miasta. Druga część kwartetu-„powieść siostrzana”-oddaje głos Balthazarowi,
który prostuje część faktów z tomu pierwszego, opisując niszczycielską siłę miłości.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
119
65

Na półkach:

Nie wiem, czy to kwestia nowego wydania, mniej skondensowanego niż to z lat '90 (dosłownie, chodzi o format książki. Najnowsze wydanie jest bardziej rozbuchane, czcionka rozstrzelona itp.),ale druga część wydała mi się bardziej przystępna od pierwszej.

Piętrzące się w Justynie pretensjonalności jakoś się wygładzają. Jest akcja. W 1/3 książki mamy nawet fabularne trzęsienie ziemi, po którym następuje suspens, trwający, co prawda, już do końca powieści. Może znajdzie on swoje rozwinięcie w kolejnych częściach. Durrell ma czas, i za to go zaczynam go szanować :)

Na osłodę suspens ten otwiera opis przygody na pustyni, który razem z relacją z balu stanowi prawdziwą, literacką perełkę. Jest to bowiem literatura naprawdę wyrafinowana, która sprawia, że inne książki zaczynają smakować inaczej. Nie znaczy, że lepiej ;)

Więcej nie piszę, gdyż spieszę do lektury Mountolive :]

Nie wiem, czy to kwestia nowego wydania, mniej skondensowanego niż to z lat '90 (dosłownie, chodzi o format książki. Najnowsze wydanie jest bardziej rozbuchane, czcionka rozstrzelona itp.),ale druga część wydała mi się bardziej przystępna od pierwszej.

Piętrzące się w Justynie pretensjonalności jakoś się wygładzają. Jest akcja. W 1/3 książki mamy nawet fabularne...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1036
359

Na półkach: ,

Czytanie Durrella to specyficzne doświadczenie. Jego styl to przedziwny amalgamat lekkości, pięknego języka oraz irytującej manieryczności na poziomie dialogów i psychologii. Plastyczne opisy Aleksandrii i pustynnych osad (świetny rozdział dotyczący wyjazdu Nesima do domu rodzinnego) zderzają się co jakiś czas z uproszczonym, a zarazem przegadanym i rażącym egzaltacją rysunkiem postaci. W nieznośnym kabotyństwie przoduje pisarz-wizjoner, Pursewarden, groteskowa inkarnacja romantycznego artysty, miotający bon-motami i swoiste ironiczne porte-parole autora. Opowieść jednak wciąga, wątki rozwijają się interesującą, a fabularna układanka zaskakuje i zmienia jak w kalejdoskopie, po raz kolejny dowodząc narracyjnej biegłości Durrella.

Czytanie Durrella to specyficzne doświadczenie. Jego styl to przedziwny amalgamat lekkości, pięknego języka oraz irytującej manieryczności na poziomie dialogów i psychologii. Plastyczne opisy Aleksandrii i pustynnych osad (świetny rozdział dotyczący wyjazdu Nesima do domu rodzinnego) zderzają się co jakiś czas z uproszczonym, a zarazem przegadanym i rażącym egzaltacją...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

503 użytkowników ma tytuł Balthazar na półkach głównych
  • 306
  • 195
  • 2
78 użytkowników ma tytuł Balthazar na półkach dodatkowych
  • 49
  • 12
  • 6
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Balthazar

Inne książki autora

Lawrence Durrell
Lawrence Durrell
Brytyjski pisarz, poeta i dramaturg; brat pisarza Gerarda Durrella.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kwartet aleksandryjski. Mountolive Lawrence Durrell
Kwartet aleksandryjski. Mountolive
Lawrence Durrell
Trzeci tom cyklu Lawrence’a Durrella wyraźnie różni się od dwóch poprzednich, a kluczową zmianą jest wybór narratora. W Mountolive głos przejmuje narrator wszechwiedzący, trzecioosobowy, prowadzący opowieść w sposób tradycyjny. Zamiast subiektywnej perspektywy poprzednich części dostajemy szeroki, panoramiczny obraz wydarzeń. Początkowo śledzimy rozwój kariery tytułowego bohatera, by mniej więcej w połowie wraz z nim trafić do Aleksandrii — w sam środek dobrze znanych nam już wydarzeń. Jednak zanim tam dotrzemy, tempo akcji nie należy do porywających; momentami pierwsza część powieści jest wręcz nużąca. Styl także ulega zmianie: znika poetycka, zmysłowa gęstość języka, zastąpiona przez realizm i stonowaną narrację, chwilami przypominającą prozę Bolesława Prusa. Jest poprawnie i klarownie, ale to już nie ten sam literacki rozmach, który ożywiał wcześniejsze tomy. Zabieg zmiany narratora daje autorowi nowe możliwości — optyka staje się szersza, miejsca i sceny zmieniają się swobodnie, a czytelnik ma dostęp do myśli i motywacji wielu postaci. Wszechwiedząca narracja pozwala wyrwać się z labiryntu subiektywnych wersji wydarzeń, z jakim mieliśmy do czynienia wcześniej. O czym zatem jest Mountolive? To opowieść o relacji człowieka z losem: o ograniczeniach, jakie narzuca nam świat, i o rolach, w które wchodzimy — często wbrew własnej woli. Durrell serwuje tu także solidną dawkę orientalizmu. Rdzenni mieszkańcy Aleksandrii pozostają w tle, a sama metropolia wydaje się raczej wyśnioną wizją niż wiernym portretem miejsca. Nie jest to książka, która mogłaby służyć jako przewodnik, bo i nie taka była jej intencja. To raczej literacka fantazja, w której prawdziwa Aleksandria miesza się z jej mitem.
czytelniczy_ultras - awatar czytelniczy_ultras
ocenił na78 miesięcy temu
Pod wulkanem Malcolm Lowry
Pod wulkanem
Malcolm Lowry
Przebrnęłam, ale czy było warto? Chyba popełniłam błąd zabierając się za tę powieść w Angielskim oryginale. Można było czytać po polsku a pewnie i tak byłoby nielekko. Pozytywy Bardzo ciekawy obraz człowieka już doszczętnie zniszczonego alkoholem. Temat, wiemy że istnieje, jednak ja nigdy nie poświęciłam mu wiele uwagi. Tutaj zmierzymy się ze szczegółową i brutalną ilustracją jak wygląda dzień z życia osoby w ostanim już chyba stadium alkoholizmu. Bardzo mocne i przejmujące. Negatywy Już sam fakt że książka zaczyna się 50-stronnicową przedmową w której autor broni i argumentuje dlaczego absolutnie nic z żadnego rozdziału nie powinno być pominięte ani skrócone - wskazuje że chęć skracania i pomijania pojawiła się już na samym początku. I ja bym się z tą sugestią zgodziła. W dodatku w tej przedmowie zdradzana jest fabuła, przez co od początku wiedziałam już jak powieść się skończy. Książka pełna jest dzikich zabiegów literackich, których ja nie kupuję. Wyegzaltowany język, przedłużane niemiłosiernie zdania, które w zasadzie prowadzą donikąd, na początku cała masa mylących odniesień do wątków które zostaną dopiero wprowadzone w kolejnych rozdziałach. Albo te fragmenty gdzie fabuła przeplatana jest całymi paragrafami oderwanego od reszty tekstu, np. opisem budowy katedry, który był bez żadnego znaczenia dla powieści. Po przeczytaniu jednego takiego zdania, porządnie zmęczona już tą powieścią kończyłam zwyczajnie przeskakując linijki tekstu. Autor zapewne widział sens i wartość w tego typu smaczkach, ja niekoniecznie podzielam tę wizję. Takie eksperymenty literackie są fajne i ciekawe, ale te nie były dobrze skomponowane w całość, a książka była przez to nie do zniesienia. Historia i pomysł bardzo ciekawy ale styl pisania powodował że odliczałam strony do końca. Szkoda! Dałabym niższą ocenę, ale dodam parę gwiazdek tylko i wyłącznie ze względu na pewien szacunek do ludzi świata literatury którzy bardziej niż ja poważają to dzieło.
truku - awatar truku
ocenił na65 miesięcy temu
Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka W.G. Sebald
Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka
W.G. Sebald
To czwarta książka W.G. Sebalda, którą przeczytałam. O tym pisarzu, zmarłym tragicznie i przedwcześnie, dowiedziałam się z eseju Dariusza Czai z "Lekcji ciemności". "Austerlitz" poznałam w sierpniu 2025 roku, wprawił mnie w zachwyt i ten stan utrzymał się przy kolejnych: "Czuję. Zawrót głowy", "Wyjechali", i teraz "Pierścieni Saturna". "Tropiąc" Sebalda, przeczytałam "Trzy pierścienie" Daniela Mendelsohna i biografię niemieckiego pisarza autorstwa Carole Angier pt. "Ciszo przemów. Szukając W.G. Sebalda". Wygląda na to, że znam teraz jego najważniejsze dzieła. Może uda mi się dotrzeć do esejów, które ukazały się u nas w 2019 roku. W "angielskiej pielgrzymce" (podtytuł "Pierścieni Saturna") Sebald wędruje po terenach wschodniej Anglii. Kiedy się zatrzymuje i przygląda krajobrazowi, od razu następuje dygresja, która kieruje czytelnika do lat dawno minionych, do historii związanych z tym zakątkiem. Są to bardzo obszerne dygresje i trzeba się pilnować, by po nich wrócić do bieżącej narracji. Pisarz bowiem, opowiadając np. o Alecu Garrardzie budującym model Świątyni Jerozolimskiej, o Chateaubriandzie i jego pamiętnikach czy odwiedzinach u swego przyjaciela Michaela Hamburgera, to im oddaje głos, by potem znów płynnie przejść do swoich refleksji i przemyśleń. Dygresje dotyczą bardzo wielu spraw, oprócz już przykładowo wspomnianych. Dowiemy się o hodowli jedwabnika, o losach Józefa Korzeniowskiego, zanim stał się Josephem Conradem, i jego rodzinie. Pojawią się i mniej znani czy bezimienni mieszkańcy "pielgrzymkowych" miejsc. Wędrówka skłania Sebalda do własnych wspomnień, opisuje też czasem ze szczegółami swoje sny. Całość jest, jak to u niego, naznaczona melancholią i smutkiem. A jednak, o czym pisze w świetnym posłowiu Maciej Płaza, "czytamy jak zahipnotyzowani, bez sprzeciwu znosząc depresyjną aurę tej książki". Tak ma ten, "kto dał się zauroczyć prozie Sebalda" zaznacza dalej autor "Golema". W książce są, co też jest charakterystyczne dla twórcy "Austerlitza", czarno-białe zdjęcia. Oglądamy na nich m.in. widoki miejsc w hrabstwie Suffolk, gąsienice jedwabnika, zdjęcia opisywanych postaci. Jest i sam autor stojący pod wiekowym libańskim cedrem w Ditchingham. W nocie od wydawcy znalazło się takie zdanie: "Pisarstwo W.G. Sebalda to bodaj najbardziej niezwykła rzecz, jaka przytrafiła się literaturze europejskiej drugiej połowy XX wieku". Bardzo się cieszę, że mogę doświadczyć zachwytu nim w tłumaczeniu "mistrzyni literackiego przekładu", Małgorzaty Łukasiewicz. Maciej Płaza proponuje powtórną, uważną lekturę "Pierścieni Saturna", by wynotować sobie aluzje i wzmianki, sam podaje kilka, świadczące wg jego interpretacji, że "Sebald jest duchem". Myślę, że to zrobię, bo mam książkę, i chętnie będę do niej wracać.
wiesia - awatar wiesia
oceniła na1023 dni temu
Rosshalde Hermann Hesse
Rosshalde
Hermann Hesse
Coś czuję, że Hesse i Fiona Apple nieźle by się ze sobą dogadali. "Rosshalde" jest chyba najbardziej cyniczną i przygnębiającą powieścią Hessego. Choć nie jest pozbawiona pewnych bardziej optymistycznych elementów, to jednak jest ona o wiele smutniejsza i bardziej melancholijna niż nawet "Wilk stepowy". Powieść nie zawiera w sobie wątków filozoficznych jak inne książki Hessego; zamiast tego stanowi bardziej komentarz społeczny zastanawiający się nad zasadnością małżeństwa w sposób przypominający mi książki Virginii Woolf i Thomasa Hardy'ego. W "Rosshalde" nie ma prostych odpowiedzi, każda decyzja wiąże się z bólem i odrzuceniem obiektu miłości. Moją ulubioną postacią jest Adela; stoi ona w mocnym kontraście do Johanna, jako bardziej pragmatyczna i optymistyczna osoba, mimo to niepozbawiona własnego smutku. Ironia relacji jej, Johanna i Pierre'a polega na tym, że to Johann bardziej potrzebuje Pierre'a, ale jednocześnie nie jest w stanie zapewnić mu koniecznej opieki i stałej miłości, jaką daje mu Adela. Utożsamiałem się za to najbardziej z Albertem, jako niemal dorosłym dzieckiem rozbitego małżeństwa, które w jakikolwiek sposób próbuje poradzić sobie ze złą sytuacją rodzinną. Chciałbym, żeby jego postać została rozwinięta bardziej, zwłaszcza jeśli chodzi o incydent z rzutem nożem. O dziwo, książka kojarzyła mi się dość mocno z piosenką "Cosmonauts" Fiony Apple. Polecam, bo jest warta przesłuchania. Podobało mi się i polecam.
Fox - awatar Fox
ocenił na83 miesiące temu
Rozwód w Budzie Sándor Márai
Rozwód w Budzie
Sándor Márai
To bardzo smutna książka. W posłowiu tłumaczka daje nam kontekst historyczny, literacki powieści, sytuujący ją także w twórczości autora. Ja jednak czytałam ją, jako opowieść o ludziach zawiedzionych, żyjących niby w swoim świecie, a jednak nie na swoim miejscu. Autor tym razem zabrał się za opis mieszczaństwa, konkretnie węgierskiego, konkretnie w latach 30. ub.w. Bohaterów jest dwóch. W dorosłe życie wyszli z jednej szkoły i nawet z jednej ławki. Pierwszy, sędzia od trzeciego czy czwartego pokolenia, wszedł gładko w koleiny wyżłobione przez przodków. One mu ustawiają nie tylko karierę, ale i tryb życia, dobór towarzystwa, mieszkania i jego wystroju. Co mu trochę pomaga, bo jest nieśmiały, niepewny siebie. I wcale nie jestem pewna, ze cokolwiek to zmieni. Drugi, lekarz w pierwszym pokoleniu, pochodzący z najniższych nizin społecznych znalazł się w lepszym świecie wskutek własnej pracy, a także ożenku. Wszystkiego dopiero próbuje, ale idzie mu dobrze, dzięki miłości wygładzającej wszelkie nierówności. Obaj są przeraźliwie samotni. Powodem są emocje. U jednego brak (a może to opancerzenie środowiskowe),u drugiego skierowane tylko w jedną stronę. Jak zwykle u tego autora są rozważania egzystencjalne, dzielenie włosa już nie na czworo, ale na ...dużo więcej. Bohaterowie są bowiem ogromnie wrażliwi na nastroje, na klimat wokół nich i nie znają słowa spontaniczność. Analizują każe spotkanie, słowo, spojrzenie. Sędzia mimo to nie jest zdolny do wykonania ruchu, jaki mu podświadomość sugeruje. Zaś lekarz zupełnie nie radzi sobie w nowej sytuacji, jaka go dopada. Zresztą mężczyzn w podobnej do jego sytuacji jest tu dwóch. I każdy reaguje tak samo. Jest bezradny. To także książka o sile kobiet. One – w tym przypadku obie żony bohaterów oraz żona innej postaci - są motorem wydarzeń. Potrafią o siebie zadbać, dają rodzinom poczucie bezpieczeństwa. O panach nie można tego powiedzieć. Czyta się dobrze, a liczne niespodzianki dla czytelnika mamy do ostatniej strony.
Mavia2033 - awatar Mavia2033
ocenił na61 miesiąc temu
Budowniczy ruin Herbert Rosendorfer
Budowniczy ruin
Herbert Rosendorfer
Oto smakowita ze wszech miar, ale wymagająca od nas kapki zacięcia i uwagi, by chwycić wszystkie wątki, powieść-abstrakt, nasycona nieograniczoną żadnymi przestrzeniami wyobraźnią Herberta Rosendorfera, przeobrażoną w literowy ciąg (SATOR AREPO…) i ubraną w zdania, które stają się wyprawą w miejsca przedziwne i z ludźmi dotąd niespotykanymi, że gdy wreszcie trafimy się do budowniczych ruin, zadajemy sobie pytanie, co my właściwie tu robimy. I dlaczego tak bardzo nam się to wszystko podoba. Streścić „Budowniczych” się nie da (byłoby to wariactwo). Można zacząć od podróży pociągiem z wagonem wypełnionym sześciuset zakonnicami i nieznajomym, który łapie narratora za nogi, po czym wynurza się spod siedzenia i zaczyna opowiadać (Einsteinik okazuje się być kryminalistą, ale na szczęście zostawia w przedziale podziurawiony zmyślnie kartonik). Można. Ale po co? To przecież sam początek, ba, pierwsza strona, a im dalej w las, tym więcej opowieści, a w nich znów następnych, które to przenoszą nas w kolejne i… i tak bez końca. Lekturze „Budowniczych” towarzyszył mi rechot (mój własny, donośny, całkiem niepohamowany) i nieprzemijające wrażenie zaskoczenia pomieszane z „oszałamiającym poczuciem wielości”. Toż to barkowy przesyt w złoconych ramach, krzykliwa melodrama plus kryminał, sensacja polityczna w warunkach postapokaliptycznego świata podziemi (!),nasycona zupełnie nieprawdopodobnymi rodowymi historiami (to dlatego w jednej z nich pewien szlachcic nieprzypadkowo czyta Potockiego). Szkatuł(k)a, w której po wielokroć umieszczono inne, a każda z nich wypełniona niedorzecznościami totalnie urokliwymi, które wciągają nas głębiej i głębiej, aż sami już nie wiemy, jak to wszystko może się skończyć. Rewelacja, TENET i OPERA. Absolutnie polecam – zwłaszcza że na koniec czeka posłowie Adama Lipszyca. ROTAS. Jedyny brak zdziwienia to okładka by Łukasz Piskorek i Fajne Chłopaki – już mi brak słów, żeby podziw wyrażać, więc kłaniam się nisko, perliście, zamaszyście. Plus doskonałe tłumaczenie Ryszarda Turczyna i mamy dzieło kompletne.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na81 rok temu
Odkrycie nieba Harry Mulisch
Odkrycie nieba
Harry Mulisch
Powieść holenderskiego pisarza o niesamowitym pochodzeniu, częściowo odwzorowanym w książce w postaci jednego z bohaterów. I dzieło okazało się godne swojego autora. „Odkrycie nieba” zabiera czytelnika w niesamowitą podróż po historii Holandii XX wieku, Europy Zachodniej po 1945 roku, Holokauście, teologii chrześcijańskiej i żydowskiej, astronomii, muzyce, rewolucji kubańskiej, mitach około-biblijnych i ludzkiej psychice. Do tego jeszcze nie wymaga od czytającego żadnych szczególnych wiadomości ani wiedzy z wymienionych dziedzin. Wszystko jest przekazywane w kolejnych wydarzeniach, opisach i rozmowach. Autor mimo tego nie zastosował strumienia świadomości, nie popisywał się też własną erudycją. Intermezza rozgrywające się w innej, wyobrażonej rzeczywistości stanowią przeciwwagę do realistycznego obrazu świata bez Boga, w jakim żyją bohaterowie. Precyzyjna konstrukcja powoduje, że każdy element jest ważny – zdarzenia, data, zdanie, informacja o kolejnej postaci. Nic się nie dzieje bez przyczyny i wszystko rozwija się logicznie, aczkolwiek zaskakująco. Dwaj główni bohaterowie, będący swoimi przeciwieństwami, w gruncie rzeczy składają się w jedną całość. Zalety jednego są brakami drugiego i na odwrót. Przypadek, a może nie, zetknął ich ze sobą i powiązał na zawsze, co widać w miarę rozwoju fabuły. Los / Bóg dał, los - Bóg wziął. Obie wersje wydarzeń są równie fatalistyczne. Połączenie wielu, pozornie nie związanych ze sobą tematów i warstw pozwoliło autorowi wypowiedzieć się w pełni co do historii i kultury Europy Zachodniej z XX wieku. Od pierwszej wojny, poprzez drugą i Holokaust, rozliczenia zbrodniarzy, dekolonizację, czas kontrkultury i spontanicznych ruchów lewicowych, ich odchodzenie od ideałów, triumf wolnego rynku z konsekwencjami. W aspekcie osobistym losy tradycyjnej rodziny jak i jej antytezy, stosunku do choroby, w tym nieuleczalnej i śmierci. A to wszystko w podwójnym anturażu – astronomicznym i biblijno-historycznym. Na szczęście autor nie zapomniał o Europie Środkowo-Wschodniej. Nasz kraj reprezentują Bielsko-Biała, Katowice, Kraków i leżący w środku trójkąta obóz Auschwitz. Podobnie jak Kuba pokazane bez uproszczeń i ze znajomością historii oraz jej uwarunkowań. Wspaniała i inspirująca lektura.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na101 rok temu
Blady król David Foster Wallace
Blady król
David Foster Wallace
„Blady król” Davida Fostera Wallace’a to książka, która rzuca czytelnikowi wyzwanie już samym tematem. Autor, znany z literackich eksperymentów, tym razem postanowił zgłębić naturę nudy, czyniąc z niej centralny punkt egzystencjalnej refleksji. Akcja osadzona w regionalnym centrum amerykańskiego urzędu skarbowego (IRS) w Peorii to studium monotonii, biurokracji i mozolnej pracy nad zeznaniami podatkowymi. Przyznana przeze mnie ocena 7/10 odzwierciedla fascynujący, choć momentami trudny w odbiorze charakter tego pośmiertnie wydanego i niedokończonego dzieła. Głównym motywem powieści jest przekonanie, że w nowoczesnym świecie prawdziwy heroizm nie objawia się w wielkich czynach, lecz w zdolności do utrzymania koncentracji w obliczu miażdżącego znużenia. Wallace portretuje urzędników jako współczesnych rycerzy, którzy toczą bój z własną uwagą. Autor sugeruje, że za barierą nudy kryje się metafizyczna wolność. Postacie, takie jak Claude Sylvanshine czy Chris Fogle, to ludzie zmagający się z własną nijakością, szukający sensu w kolumnach cyfr. To podejście czyni z „Bladego króla” jedną z najbardziej oryginalnych analiz kondycji ludzkiej w epoce informacyjnego przebodźcowania. Warsztatowo Wallace pozostaje mistrzem detalu. Jego styl jest gęsty, przesycony żargonem i drobiazgowymi opisami procedur, co ma na celu fizyczne wręcz doświadczenie marazmu przez czytelnika. Fragmenty, w których autor stosuje quasi-autobiograficzne wstawki, twierdząc, że tekst jest literaturą faktu, dodają całości ciekawego, postmodernistycznego sznytu. Wallace potrafi z opisu przewracania kartek uczynić dramatyczne wydarzenie, co świadczy o jego niezwykłym talencie do wydobywania niezwykłości z rzeczy skrajnie pospolitych. Głównym problemem jest fragmentaryczność tekstu. „Blady król” to zbiór nieukończonych rozdziałów, które redaktor Michael Pietsch poskładał w całość po samobójczej śmierci pisarza. Brak tu wyraźnego punktu kulminacyjnego czy spójnego nerwu narracyjnego, który spajałby te genialne, ale jednak rozproszone fragmenty. Niektóre passusy są zbyt rozwlekłe nawet jak na książkę o nudzie, co sprawia, że lektura momentami staje się walką o przetrwanie, w której nie zawsze wygrywa czytelnik. Podsumowując, „Blady król” to pozycja obowiązkowa dla fanów Wallace’a, stanowiąca poruszający testament jego literackich poszukiwań. To książka bolesna, inteligentna i ironiczna, która uczy nas, że uważność jest najcenniejszą walutą, jaką dysponujemy. Choć jako powieść pozostaje niespełniona i surowa, jej fragmenty lśnią geniuszem, który rzadko spotyka się we współczesnej prozie. To lektura dla cierpliwych, oferująca wgląd w duszę człowieka, który w biurokratycznym czyśćcu odnalazł przestrzeń dla filozofii. Solidne 7/10 za odwagę zmierzenia się z tym, co nieciekawe, i uczynienia z tego sztuki wysokiej próby.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 dzień temu

Cytaty z książki Balthazar

Więcej
Lawrence Durrell Kwartet aleksandryjski. Balthazar Zobacz więcej
Lawrence Durrell Kwartet aleksandryjski. Balthazar Zobacz więcej
Lawrence Durrell Kwartet aleksandryjski. Balthazar Zobacz więcej
Więcej