Jeszcze piękniejsza niż część pierwsza. Sposób w jaki Durrell opisuje Aleksandrię, jej odgłosy, zapachy, jest jak modlitwa do utraconego miasta. Druga część kwartetu-„powieść siostrzana”-oddaje głos Balthazarowi,
który prostuje część faktów z tomu pierwszego, opisując niszczycielską siłę miłości.
Jeszcze piękniejsza niż część pierwsza. Sposób w jaki Durrell opisuje Aleksandrię, jej odgłosy, zapachy, jest jak modlitwa do utraconego miasta. Druga część kwartetu-„powieść siostrzana”-oddaje głos Balthazarowi,
który prostuje część faktów z tomu pierwszego, opisując niszczycielską siłę miłości.
Nie wiem, czy to kwestia nowego wydania, mniej skondensowanego niż to z lat '90 (dosłownie, chodzi o format książki. Najnowsze wydanie jest bardziej rozbuchane, czcionka rozstrzelona itp.), ale druga część wydała mi się bardziej przystępna od pierwszej.
Piętrzące się w Justynie pretensjonalności jakoś się wygładzają. Jest akcja. W 1/3 książki mamy nawet fabularne trzęsienie ziemi, po którym następuje suspens, trwający, co prawda, już do końca powieści. Może znajdzie on swoje rozwinięcie w kolejnych częściach. Durrell ma czas, i za to go zaczynam go szanować :)
Na osłodę suspens ten otwiera opis przygody na pustyni, który razem z relacją z balu stanowi prawdziwą, literacką perełkę. Jest to bowiem literatura naprawdę wyrafinowana, która sprawia, że inne książki zaczynają smakować inaczej. Nie znaczy, że lepiej ;)
Więcej nie piszę, gdyż spieszę do lektury Mountolive :]
Nie wiem, czy to kwestia nowego wydania, mniej skondensowanego niż to z lat '90 (dosłownie, chodzi o format książki. Najnowsze wydanie jest bardziej rozbuchane, czcionka rozstrzelona itp.), ale druga część wydała mi się bardziej przystępna od pierwszej.
Piętrzące się w Justynie pretensjonalności jakoś się wygładzają. Jest akcja. W 1/3 książki mamy nawet fabularne...
Czytanie Durrella to specyficzne doświadczenie. Jego styl to przedziwny amalgamat lekkości, pięknego języka oraz irytującej manieryczności na poziomie dialogów i psychologii. Plastyczne opisy Aleksandrii i pustynnych osad (świetny rozdział dotyczący wyjazdu Nesima do domu rodzinnego) zderzają się co jakiś czas z uproszczonym, a zarazem przegadanym i rażącym egzaltacją rysunkiem postaci. W nieznośnym kabotyństwie przoduje pisarz-wizjoner, Pursewarden, groteskowa inkarnacja romantycznego artysty, miotający bon-motami i swoiste ironiczne porte-parole autora. Opowieść jednak wciąga, wątki rozwijają się interesującą, a fabularna układanka zaskakuje i zmienia jak w kalejdoskopie, po raz kolejny dowodząc narracyjnej biegłości Durrella.
Czytanie Durrella to specyficzne doświadczenie. Jego styl to przedziwny amalgamat lekkości, pięknego języka oraz irytującej manieryczności na poziomie dialogów i psychologii. Plastyczne opisy Aleksandrii i pustynnych osad (świetny rozdział dotyczący wyjazdu Nesima do domu rodzinnego) zderzają się co jakiś czas z uproszczonym, a zarazem przegadanym i rażącym egzaltacją...
Szkoda, że z całego "Kwartetu Aleksandryjskiego" posiadam tylko ten drugi tom pięknie wydany przez "Czytelnika" w 1996r. Odszukałem ten ton w mojej biblioteczce po obejrzeniu świetnego serialu "Durrellowie" dostępnego na HBO GO i odświeżyłem swoją pamięć czytając tę literaturę na nowo.
Szkoda, że z całego "Kwartetu Aleksandryjskiego" posiadam tylko ten drugi tom pięknie wydany przez "Czytelnika" w 1996r. Odszukałem ten ton w mojej biblioteczce po obejrzeniu świetnego serialu "Durrellowie" dostępnego na HBO GO i odświeżyłem swoją pamięć czytając tę literaturę na nowo.
,, Kiedy dziecko leży już w łóżku, zasiadam tu przy starym, przez morze naznaczonym stole i czekam na zjawę, niechętnie zapalając naftową lampę, póki statek nie przepłynie".
Nostalgia i tęsknota aż piszczy tu w każdym słowie. Te wszystkie wspomnienia autora, które starannie nam opisuje wwiercają się w nasz umysł i sprawiają, że sami zaczynami za czymś tęsknić. Za czymś, lub za kimś, w zależności do tego, czego komu w tym świecie brakuje.
Bardzo bym sobie życzyła, żeby moi przyjaciele pamiętali mnie w sposób tak piękny i prawdziwy, jak autor opisuje tutaj Balthazara. On nie przedstawia nam go tylko z pozytywnych stron, ale i tych, za którymi tęskni, a z których sam Balthazar nie byłby dumny. Powiem wam, że zastanawiam się, czy pan Lawrence nie kochał wszystkich, aczkolwiek tylko tych, którzy w pewien sposób byli związani z Aleksandrią. Nieustannie podkreśla jej piękno i wszystko, co tylko mu się z nią kojarzy.
,, Aleksandria jest miastem wielu sekt, wystarczyłby zupełnie powierzchowny wywiad, aby odkryć, że istnieje mnóstwo innych grup podobnych do tej, którą pouczał Balthazar: Steineryci, wiedza chrześcijańska, adwentyści".
Ta część jest nieco podobna do pierwszej ,,Justyny", tylko spostrzegłam, że nie wszystko się pokrywa z tamtą historią. Tutaj więcej rzeczy mamy wyjaśnionych, przy czym po wnikliwszej opowieści bohatera, poznajemy jej bardziej udoskonaloną wersję. Może nawet bardziej prawdziwą. Mniej mamy scen z erotycznych opisów, jakby tutaj bardziej skupił się na osobach, a nie sytuacjach z nimi związanych. Zauważyłam, że bardzo lubi podsycać naszą ciekawość i nie zawsze wszystko zdradza. Czasem nawet nam zadaje pytania, jakby oczekiwał skądś odpowiedzi. Nie powierza nam wszystkich sekretów, a nawet walczy z myślami, czy czasami mniejsze kłamstwo nie byłoby dla nas lepsze niż ubarwiona prawda.
W tej pozycji czułam, jakby autor powierzał mi swój sekret, przy czym zastrzegł, że niekoniecznie chce by ujrzał światło dzienne. W takim wypadku nie mogę wam go zdradzić, ale mogę zachęcić do lektury:-)
,, Kiedy dziecko leży już w łóżku, zasiadam tu przy starym, przez morze naznaczonym stole i czekam na zjawę, niechętnie zapalając naftową lampę, póki statek nie przepłynie".
Nostalgia i tęsknota aż piszczy tu w każdym słowie. Te wszystkie wspomnienia autora, które starannie nam opisuje wwiercają się w nasz umysł i sprawiają, że sami zaczynami za czymś tęsknić. Za czymś,...
Trudno uważać się za recenzenta, nie znając klasyki i odniesień, bazując na nowościach. Trudno być miłośnikiem literatury nie kochając Kwartetu Aleksandryjskiego. Całego! ROZKOSZ
Trudno uważać się za recenzenta, nie znając klasyki i odniesień, bazując na nowościach. Trudno być miłośnikiem literatury nie kochając Kwartetu Aleksandryjskiego. Całego! ROZKOSZ
No i „Kwartet aleksandryjski” wciągnął mnie na maksa. Zahipnotyzował mnie, kto by się spodziewał. W „Justynie” narrator, młody nauczyciel i aspirujący pisarz, opisuje swój romans z tytułową Justyną. To jakby rysunek nakreślony węglem. W "Balthazarze" na tamten szkic nakłada się obrazek kolorowy. Kontury nabierają barw, obraz - wyrazu. Poznajemy niuanse, motywacje postaci, inny punkt widzenia na opisane w pierwszym tomie zdarzenia, kształty wypełniają się nową, zaskakującą treścią. Optyka przekierowuje się. Nic nie jest takie jak się wydawało. „Nic tak samo sobie nie zaprzecza jak prawda” powiada tytułowy Balthazar, sprawca dopełnienia obrazu. Ludzkie namiętności, zawiłości uczuć, granie na najcieńszej strunie… Zachwyca mnie język Durrella, ale też precyzja i przewrotność kompozycji. „… lubię uświadamiać sobie, że wydarzenia zazębiają się wzajemnie, wpełzają jedne drugim na grzbiety niby mokre kraby w koszyku”. O jak przyjemnie zanurzyć się w tę duszną atmosferę! O jak przyjemnie dać się ponieść tej hipnotycznej fali… Opisy orientalnej Aleksandrii zapierają dech w piersiach, co to dużo gadać, literatura najwyższej próby… Zysk już wznowił trzecią część „Kwartetu”. Z niecierpliwoscią czekam na ebooka.
No i „Kwartet aleksandryjski” wciągnął mnie na maksa. Zahipnotyzował mnie, kto by się spodziewał. W „Justynie” narrator, młody nauczyciel i aspirujący pisarz, opisuje swój romans z tytułową Justyną. To jakby rysunek nakreślony węglem. W "Balthazarze" na tamten szkic nakłada się obrazek kolorowy. Kontury nabierają barw, obraz - wyrazu. Poznajemy niuanse, motywacje postaci,...
Przez nieuwagę zaczęłam Kwartet od Balthazara, ale na pewno nie spróbuję naprawić tego błędu. Poddałam się po 1/4 książki.
Zbyt wiele słów, zbyt mało treści. Z wierzchu przesadny, kwiecisty styl, zaś pod tym autorytatywne, sama nie wiem, komunikaty. Właśnie tak. Autor nie opowiada, on komunikuje. A ja nie lubię być zredukowana do odbiorcy. Zdecydowanie bardziej wolę związki partnerskie pisarz-czytelnik. Lubię mieć choć szansę, żeby wyrobić sobie własne zdanie, może nietrafne, może nieoryginalne za to swoje.
W moim tu i teraz Balthazar był szumem informacyjnym, w którym nie odnalazłam przestrzeni dla siebie.
Przez nieuwagę zaczęłam Kwartet od Balthazara, ale na pewno nie spróbuję naprawić tego błędu. Poddałam się po 1/4 książki.
Zbyt wiele słów, zbyt mało treści. Z wierzchu przesadny, kwiecisty styl, zaś pod tym autorytatywne, sama nie wiem, komunikaty. Właśnie tak. Autor nie opowiada, on komunikuje. A ja nie lubię być zredukowana do odbiorcy. Zdecydowanie bardziej wolę...
Tetralogia angielskiego pisarza, opublikowana po raz pierwszy w latach 1957–60, zapewniła jej autorowi tak dużą popularność, że jego nazwisko wymieniano w gronie kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla. Wyróżnienie przypadło niestety innej osobistości, zaś Durrell dołączył do grona największych przegranych, którzy pomimo olbrzymiego wkładu w kształt światowej literatury musieli obejść się smakiem.
Tetralogia angielskiego pisarza, opublikowana po raz pierwszy w latach 1957–60, zapewniła jej autorowi tak dużą popularność, że jego nazwisko wymieniano w gronie kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla. Wyróżnienie przypadło niestety innej osobistości, zaś Durrell dołączył do grona największych przegranych, którzy pomimo olbrzymiego wkładu w kształt światowej literatury...
Pod kosmopolitycznym wizerunkiem Aleksandrii tli się ogień i wcale mnie nie dziwi, że Lawrence Durrell jak urzeczony potrafił wpatrywać się w ten nigdy niegasnący żar. Sam go w końcu wyczarował. Z zapisków swoich bohaterów stworzył fascynującą kronikę miłosnych przypadków, gdzie każdy jest jednocześnie widzem i aktorem. To bardzo trudna sztuka, należeć w tym samym czasie do sfery kochających i nienawidzących, do świata obawiających się uczuć i tych, którzy wychodzą naprzeciw wszelkim namiętnościom. Durrellowi udało się połączyć niebo i piekło, miłość spod złej gwiazdy z dyszącym zmysłowością miastem. A ja przypatrywałem się temu wszystkiemu z niesłabnącym zainteresowaniem bo odkryłem, że ta siostrzana w stosunku do "Justyny" powieść, to kolejne wielowarstwowe studium namiętności. Wierzcie lub nie, ale zauroczyłem się tą grą uczuć.
Moim zdaniem twórca "Balthazara" ukazuje prawdę pisząc, że "urodziliśmy się, żeby kochać tych, którzy najboleśniej nas ranią". Tak jak jego ukochana Aleksandria narodziła się pośród próbujących ją zniszczyć pustynnych piasków, tak i zamieszkujący ją ludzie walczą o przetrwanie w ruinach namiętności. Czytelnicy powieści mogą się jedynie przypatrywać miłosnym aktom w których emocji jest tak dużo, że rdzeń tego co nazywamy miłością spala się sam w sobie od nadmiaru wrażeń. A to wszystko w otoczeniu nieskazitelnie czystej pustyni i karnawałowej nocy. Wśród zlewających się ze sobą kolorów Egiptu. W miejscu, gdzie jedna prawda jest przesłaniana przez drugą a od czytelnika wymaga się tolerancji dla różnych odcieni miłości.
Wielowarstwowość drugiego tomu "Kwartetu aleksandryjskiego" stanowi jedną z ciekawszych cech tej powieści. Żeby iść tropem wielu opisywanych przez autora historii, Lawrence Durrell stworzył kilka wzajemnie się raniących jaźni. Straszliwa zazdrość i wybujały temperament bohaterów przyczyniają się często do zniekształcenia ich postaci, ukazanych w specyficznym psychologicznym zwierciadle. Aby się przedrzeć przez tak solidnie skonstruowany labirynt, potrzeba wiele czasu a jeszcze lepiej, gdy się jest wytrawnym znawcą miłosnej sztuki. Duchowej impotencji tam nie uświadczyłem, raczej dostrzegłem towarzyszącą emocjom rozpacz lub porywy zwątpienia.
Skomplikowane mechanizmy społecznych ograniczeń przykrywają na wpół wyimaginowaną i rzeczywistą Aleksandrię. Wydaje się, jakby malując obraz tego miasta, Durrell jednocześnie o nim śnił. Zapiera dech jego upalne aleksandryjskie lato. Migający tu i ówdzie czerwony tarbusz, przypomina o tym gdzie jesteśmy. Egipskie małżeństwa niczym finansowe transakcje wzbudzają emocje, zanim dojdzie do ślubu. Nawet okrutne religijne rytuały przypominają jedynie o tym, że w projekcji wielkiego miasta nic nie jest białe lub czarne. Dzięki "Balthazarowi" poznałem fakty, które otworzyły kolejne zamki broniące dostępu do misternej układanki. Czuję, że podczas lektury kolejnego tomu wystarczy już tylko chwila, żebym bardzo szybko rozpoznał znajome mi głębie poznanych wcześniej osobowości.
Pod kosmopolitycznym wizerunkiem Aleksandrii tli się ogień i wcale mnie nie dziwi, że Lawrence Durrell jak urzeczony potrafił wpatrywać się w ten nigdy niegasnący żar. Sam go w końcu wyczarował. Z zapisków swoich bohaterów stworzył fascynującą kronikę miłosnych przypadków, gdzie każdy jest jednocześnie widzem i aktorem. To bardzo trudna sztuka, należeć w tym samym czasie do...
Ach te gorące aleksandryjskie słońce, niemiłosiernie rozpalające emocje, a w dalekim tle mieniące się złote kopuły minaretów, Durrell zaczarowuje uczucia w słowach. To opowiadanie trochę przypomina mi grę w karty, jakąś subtelną i jednocześnie wyrafinowaną, ( może bridż, niestety moja edukacja karciana była zbyt pospolita), tyle że każdy z graczy gra nie kartami lecz uczuciami, i co najważniejsze, wydaje mu się, że to on ma atuty, choć jest całkiem na odwrót. Druga odsłona tej samej powieści, autor nie odkrywa nowych faktów, lecz właśnie, odkrywa nowe strony namiętności, prawda ma za każdym razem zupełnie nową tożsamość, czy w ogóle jest coś takiego jak prawda? W zamkniętym gronie aleksandryjczyków każdy wie o każdym wszystko, jednakże jest to bal przebierańców, wieczny karnawał, każdy widzi tylko cudzą maskę, przekłada sobie na swoje pragnienia cudze uczucia, co zresztą kończy się tragicznie, w jakiś sposób dla każdego. Nie wydaje mi się by Durrell był odkrywczy, mimo tego cała melodia jego słów, wirtuozerskich dialogów, zawsze utrafionych porównań, mnie przekonała, urzekła, porwała, ale nie zawładnęła. Może w następnej odsłonie…
Ach te gorące aleksandryjskie słońce, niemiłosiernie rozpalające emocje, a w dalekim tle mieniące się złote kopuły minaretów, Durrell zaczarowuje uczucia w słowach. To opowiadanie trochę przypomina mi grę w karty, jakąś subtelną i jednocześnie wyrafinowaną, ( może bridż, niestety moja edukacja karciana była zbyt pospolita), tyle że każdy z graczy gra nie kartami lecz...
Jeszcze piękniejsza niż część pierwsza. Sposób w jaki Durrell opisuje Aleksandrię, jej odgłosy, zapachy, jest jak modlitwa do utraconego miasta. Druga część kwartetu-„powieść siostrzana”-oddaje głos Balthazarowi,
który prostuje część faktów z tomu pierwszego, opisując niszczycielską siłę miłości.
Jeszcze piękniejsza niż część pierwsza. Sposób w jaki Durrell opisuje Aleksandrię, jej odgłosy, zapachy, jest jak modlitwa do utraconego miasta. Druga część kwartetu-„powieść siostrzana”-oddaje głos Balthazarowi,
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toktóry prostuje część faktów z tomu pierwszego, opisując niszczycielską siłę miłości.
Nie wiem, czy to kwestia nowego wydania, mniej skondensowanego niż to z lat '90 (dosłownie, chodzi o format książki. Najnowsze wydanie jest bardziej rozbuchane, czcionka rozstrzelona itp.), ale druga część wydała mi się bardziej przystępna od pierwszej.
Piętrzące się w Justynie pretensjonalności jakoś się wygładzają. Jest akcja. W 1/3 książki mamy nawet fabularne trzęsienie ziemi, po którym następuje suspens, trwający, co prawda, już do końca powieści. Może znajdzie on swoje rozwinięcie w kolejnych częściach. Durrell ma czas, i za to go zaczynam go szanować :)
Na osłodę suspens ten otwiera opis przygody na pustyni, który razem z relacją z balu stanowi prawdziwą, literacką perełkę. Jest to bowiem literatura naprawdę wyrafinowana, która sprawia, że inne książki zaczynają smakować inaczej. Nie znaczy, że lepiej ;)
Więcej nie piszę, gdyż spieszę do lektury Mountolive :]
Nie wiem, czy to kwestia nowego wydania, mniej skondensowanego niż to z lat '90 (dosłownie, chodzi o format książki. Najnowsze wydanie jest bardziej rozbuchane, czcionka rozstrzelona itp.), ale druga część wydała mi się bardziej przystępna od pierwszej.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiętrzące się w Justynie pretensjonalności jakoś się wygładzają. Jest akcja. W 1/3 książki mamy nawet fabularne...
Czytanie Durrella to specyficzne doświadczenie. Jego styl to przedziwny amalgamat lekkości, pięknego języka oraz irytującej manieryczności na poziomie dialogów i psychologii. Plastyczne opisy Aleksandrii i pustynnych osad (świetny rozdział dotyczący wyjazdu Nesima do domu rodzinnego) zderzają się co jakiś czas z uproszczonym, a zarazem przegadanym i rażącym egzaltacją rysunkiem postaci. W nieznośnym kabotyństwie przoduje pisarz-wizjoner, Pursewarden, groteskowa inkarnacja romantycznego artysty, miotający bon-motami i swoiste ironiczne porte-parole autora. Opowieść jednak wciąga, wątki rozwijają się interesującą, a fabularna układanka zaskakuje i zmienia jak w kalejdoskopie, po raz kolejny dowodząc narracyjnej biegłości Durrella.
Czytanie Durrella to specyficzne doświadczenie. Jego styl to przedziwny amalgamat lekkości, pięknego języka oraz irytującej manieryczności na poziomie dialogów i psychologii. Plastyczne opisy Aleksandrii i pustynnych osad (świetny rozdział dotyczący wyjazdu Nesima do domu rodzinnego) zderzają się co jakiś czas z uproszczonym, a zarazem przegadanym i rażącym egzaltacją...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowtórzę się: nie można oceniać poszczególnych części "Kwartetu aleksandryjskiego" bez poznania wszystkich części.
Powtórzę się: nie można oceniać poszczególnych części "Kwartetu aleksandryjskiego" bez poznania wszystkich części.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzkoda, że z całego "Kwartetu Aleksandryjskiego" posiadam tylko ten drugi tom pięknie wydany przez "Czytelnika" w 1996r. Odszukałem ten ton w mojej biblioteczce po obejrzeniu świetnego serialu "Durrellowie" dostępnego na HBO GO i odświeżyłem swoją pamięć czytając tę literaturę na nowo.
Szkoda, że z całego "Kwartetu Aleksandryjskiego" posiadam tylko ten drugi tom pięknie wydany przez "Czytelnika" w 1996r. Odszukałem ten ton w mojej biblioteczce po obejrzeniu świetnego serialu "Durrellowie" dostępnego na HBO GO i odświeżyłem swoją pamięć czytając tę literaturę na nowo.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzęść druga równie smakowita jak pierwsza - przed oczami mam Aleksandrię, z jej widokami, smakami i zapachami. Polecam!
Część druga równie smakowita jak pierwsza - przed oczami mam Aleksandrię, z jej widokami, smakami i zapachami. Polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to,, Kiedy dziecko leży już w łóżku, zasiadam tu przy starym, przez morze naznaczonym stole i czekam na zjawę, niechętnie zapalając naftową lampę, póki statek nie przepłynie".
Nostalgia i tęsknota aż piszczy tu w każdym słowie. Te wszystkie wspomnienia autora, które starannie nam opisuje wwiercają się w nasz umysł i sprawiają, że sami zaczynami za czymś tęsknić. Za czymś, lub za kimś, w zależności do tego, czego komu w tym świecie brakuje.
Bardzo bym sobie życzyła, żeby moi przyjaciele pamiętali mnie w sposób tak piękny i prawdziwy, jak autor opisuje tutaj Balthazara. On nie przedstawia nam go tylko z pozytywnych stron, ale i tych, za którymi tęskni, a z których sam Balthazar nie byłby dumny. Powiem wam, że zastanawiam się, czy pan Lawrence nie kochał wszystkich, aczkolwiek tylko tych, którzy w pewien sposób byli związani z Aleksandrią. Nieustannie podkreśla jej piękno i wszystko, co tylko mu się z nią kojarzy.
,, Aleksandria jest miastem wielu sekt, wystarczyłby zupełnie powierzchowny wywiad, aby odkryć, że istnieje mnóstwo innych grup podobnych do tej, którą pouczał Balthazar: Steineryci, wiedza chrześcijańska, adwentyści".
Ta część jest nieco podobna do pierwszej ,,Justyny", tylko spostrzegłam, że nie wszystko się pokrywa z tamtą historią. Tutaj więcej rzeczy mamy wyjaśnionych, przy czym po wnikliwszej opowieści bohatera, poznajemy jej bardziej udoskonaloną wersję. Może nawet bardziej prawdziwą. Mniej mamy scen z erotycznych opisów, jakby tutaj bardziej skupił się na osobach, a nie sytuacjach z nimi związanych. Zauważyłam, że bardzo lubi podsycać naszą ciekawość i nie zawsze wszystko zdradza. Czasem nawet nam zadaje pytania, jakby oczekiwał skądś odpowiedzi. Nie powierza nam wszystkich sekretów, a nawet walczy z myślami, czy czasami mniejsze kłamstwo nie byłoby dla nas lepsze niż ubarwiona prawda.
W tej pozycji czułam, jakby autor powierzał mi swój sekret, przy czym zastrzegł, że niekoniecznie chce by ujrzał światło dzienne. W takim wypadku nie mogę wam go zdradzić, ale mogę zachęcić do lektury:-)
,, Kiedy dziecko leży już w łóżku, zasiadam tu przy starym, przez morze naznaczonym stole i czekam na zjawę, niechętnie zapalając naftową lampę, póki statek nie przepłynie".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNostalgia i tęsknota aż piszczy tu w każdym słowie. Te wszystkie wspomnienia autora, które starannie nam opisuje wwiercają się w nasz umysł i sprawiają, że sami zaczynami za czymś tęsknić. Za czymś,...
to jest czysta przyjemność z czytania. piękna opowieść napisana pięknym językiem
to jest czysta przyjemność z czytania. piękna opowieść napisana pięknym językiem
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrudno uważać się za recenzenta, nie znając klasyki i odniesień, bazując na nowościach. Trudno być miłośnikiem literatury nie kochając Kwartetu Aleksandryjskiego. Całego! ROZKOSZ
Trudno uważać się za recenzenta, nie znając klasyki i odniesień, bazując na nowościach. Trudno być miłośnikiem literatury nie kochając Kwartetu Aleksandryjskiego. Całego! ROZKOSZ
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo i „Kwartet aleksandryjski” wciągnął mnie na maksa. Zahipnotyzował mnie, kto by się spodziewał. W „Justynie” narrator, młody nauczyciel i aspirujący pisarz, opisuje swój romans z tytułową Justyną. To jakby rysunek nakreślony węglem. W "Balthazarze" na tamten szkic nakłada się obrazek kolorowy. Kontury nabierają barw, obraz - wyrazu. Poznajemy niuanse, motywacje postaci, inny punkt widzenia na opisane w pierwszym tomie zdarzenia, kształty wypełniają się nową, zaskakującą treścią. Optyka przekierowuje się. Nic nie jest takie jak się wydawało. „Nic tak samo sobie nie zaprzecza jak prawda” powiada tytułowy Balthazar, sprawca dopełnienia obrazu. Ludzkie namiętności, zawiłości uczuć, granie na najcieńszej strunie… Zachwyca mnie język Durrella, ale też precyzja i przewrotność kompozycji. „… lubię uświadamiać sobie, że wydarzenia zazębiają się wzajemnie, wpełzają jedne drugim na grzbiety niby mokre kraby w koszyku”. O jak przyjemnie zanurzyć się w tę duszną atmosferę! O jak przyjemnie dać się ponieść tej hipnotycznej fali… Opisy orientalnej Aleksandrii zapierają dech w piersiach, co to dużo gadać, literatura najwyższej próby… Zysk już wznowił trzecią część „Kwartetu”. Z niecierpliwoscią czekam na ebooka.
No i „Kwartet aleksandryjski” wciągnął mnie na maksa. Zahipnotyzował mnie, kto by się spodziewał. W „Justynie” narrator, młody nauczyciel i aspirujący pisarz, opisuje swój romans z tytułową Justyną. To jakby rysunek nakreślony węglem. W "Balthazarze" na tamten szkic nakłada się obrazek kolorowy. Kontury nabierają barw, obraz - wyrazu. Poznajemy niuanse, motywacje postaci,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzez nieuwagę zaczęłam Kwartet od Balthazara, ale na pewno nie spróbuję naprawić tego błędu. Poddałam się po 1/4 książki.
Zbyt wiele słów, zbyt mało treści. Z wierzchu przesadny, kwiecisty styl, zaś pod tym autorytatywne, sama nie wiem, komunikaty. Właśnie tak. Autor nie opowiada, on komunikuje. A ja nie lubię być zredukowana do odbiorcy. Zdecydowanie bardziej wolę związki partnerskie pisarz-czytelnik. Lubię mieć choć szansę, żeby wyrobić sobie własne zdanie, może nietrafne, może nieoryginalne za to swoje.
W moim tu i teraz Balthazar był szumem informacyjnym, w którym nie odnalazłam przestrzeni dla siebie.
Przez nieuwagę zaczęłam Kwartet od Balthazara, ale na pewno nie spróbuję naprawić tego błędu. Poddałam się po 1/4 książki.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZbyt wiele słów, zbyt mało treści. Z wierzchu przesadny, kwiecisty styl, zaś pod tym autorytatywne, sama nie wiem, komunikaty. Właśnie tak. Autor nie opowiada, on komunikuje. A ja nie lubię być zredukowana do odbiorcy. Zdecydowanie bardziej wolę...
Tetralogia angielskiego pisarza, opublikowana po raz pierwszy w latach 1957–60, zapewniła jej autorowi tak dużą popularność, że jego nazwisko wymieniano w gronie kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla. Wyróżnienie przypadło niestety innej osobistości, zaś Durrell dołączył do grona największych przegranych, którzy pomimo olbrzymiego wkładu w kształt światowej literatury musieli obejść się smakiem.
Zainteresowanych zapraszam do oficjalnej recenzji: http://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/11799/gabinet-krzywych-lu...
Tetralogia angielskiego pisarza, opublikowana po raz pierwszy w latach 1957–60, zapewniła jej autorowi tak dużą popularność, że jego nazwisko wymieniano w gronie kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla. Wyróżnienie przypadło niestety innej osobistości, zaś Durrell dołączył do grona największych przegranych, którzy pomimo olbrzymiego wkładu w kształt światowej literatury...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPod kosmopolitycznym wizerunkiem Aleksandrii tli się ogień i wcale mnie nie dziwi, że Lawrence Durrell jak urzeczony potrafił wpatrywać się w ten nigdy niegasnący żar. Sam go w końcu wyczarował. Z zapisków swoich bohaterów stworzył fascynującą kronikę miłosnych przypadków, gdzie każdy jest jednocześnie widzem i aktorem. To bardzo trudna sztuka, należeć w tym samym czasie do sfery kochających i nienawidzących, do świata obawiających się uczuć i tych, którzy wychodzą naprzeciw wszelkim namiętnościom. Durrellowi udało się połączyć niebo i piekło, miłość spod złej gwiazdy z dyszącym zmysłowością miastem. A ja przypatrywałem się temu wszystkiemu z niesłabnącym zainteresowaniem bo odkryłem, że ta siostrzana w stosunku do "Justyny" powieść, to kolejne wielowarstwowe studium namiętności. Wierzcie lub nie, ale zauroczyłem się tą grą uczuć.
Moim zdaniem twórca "Balthazara" ukazuje prawdę pisząc, że "urodziliśmy się, żeby kochać tych, którzy najboleśniej nas ranią". Tak jak jego ukochana Aleksandria narodziła się pośród próbujących ją zniszczyć pustynnych piasków, tak i zamieszkujący ją ludzie walczą o przetrwanie w ruinach namiętności. Czytelnicy powieści mogą się jedynie przypatrywać miłosnym aktom w których emocji jest tak dużo, że rdzeń tego co nazywamy miłością spala się sam w sobie od nadmiaru wrażeń. A to wszystko w otoczeniu nieskazitelnie czystej pustyni i karnawałowej nocy. Wśród zlewających się ze sobą kolorów Egiptu. W miejscu, gdzie jedna prawda jest przesłaniana przez drugą a od czytelnika wymaga się tolerancji dla różnych odcieni miłości.
Wielowarstwowość drugiego tomu "Kwartetu aleksandryjskiego" stanowi jedną z ciekawszych cech tej powieści. Żeby iść tropem wielu opisywanych przez autora historii, Lawrence Durrell stworzył kilka wzajemnie się raniących jaźni. Straszliwa zazdrość i wybujały temperament bohaterów przyczyniają się często do zniekształcenia ich postaci, ukazanych w specyficznym psychologicznym zwierciadle. Aby się przedrzeć przez tak solidnie skonstruowany labirynt, potrzeba wiele czasu a jeszcze lepiej, gdy się jest wytrawnym znawcą miłosnej sztuki. Duchowej impotencji tam nie uświadczyłem, raczej dostrzegłem towarzyszącą emocjom rozpacz lub porywy zwątpienia.
Skomplikowane mechanizmy społecznych ograniczeń przykrywają na wpół wyimaginowaną i rzeczywistą Aleksandrię. Wydaje się, jakby malując obraz tego miasta, Durrell jednocześnie o nim śnił. Zapiera dech jego upalne aleksandryjskie lato. Migający tu i ówdzie czerwony tarbusz, przypomina o tym gdzie jesteśmy. Egipskie małżeństwa niczym finansowe transakcje wzbudzają emocje, zanim dojdzie do ślubu. Nawet okrutne religijne rytuały przypominają jedynie o tym, że w projekcji wielkiego miasta nic nie jest białe lub czarne. Dzięki "Balthazarowi" poznałem fakty, które otworzyły kolejne zamki broniące dostępu do misternej układanki. Czuję, że podczas lektury kolejnego tomu wystarczy już tylko chwila, żebym bardzo szybko rozpoznał znajome mi głębie poznanych wcześniej osobowości.
Pod kosmopolitycznym wizerunkiem Aleksandrii tli się ogień i wcale mnie nie dziwi, że Lawrence Durrell jak urzeczony potrafił wpatrywać się w ten nigdy niegasnący żar. Sam go w końcu wyczarował. Z zapisków swoich bohaterów stworzył fascynującą kronikę miłosnych przypadków, gdzie każdy jest jednocześnie widzem i aktorem. To bardzo trudna sztuka, należeć w tym samym czasie do...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAch te gorące aleksandryjskie słońce, niemiłosiernie rozpalające emocje, a w dalekim tle mieniące się złote kopuły minaretów, Durrell zaczarowuje uczucia w słowach. To opowiadanie trochę przypomina mi grę w karty, jakąś subtelną i jednocześnie wyrafinowaną, ( może bridż, niestety moja edukacja karciana była zbyt pospolita), tyle że każdy z graczy gra nie kartami lecz uczuciami, i co najważniejsze, wydaje mu się, że to on ma atuty, choć jest całkiem na odwrót. Druga odsłona tej samej powieści, autor nie odkrywa nowych faktów, lecz właśnie, odkrywa nowe strony namiętności, prawda ma za każdym razem zupełnie nową tożsamość, czy w ogóle jest coś takiego jak prawda? W zamkniętym gronie aleksandryjczyków każdy wie o każdym wszystko, jednakże jest to bal przebierańców, wieczny karnawał, każdy widzi tylko cudzą maskę, przekłada sobie na swoje pragnienia cudze uczucia, co zresztą kończy się tragicznie, w jakiś sposób dla każdego. Nie wydaje mi się by Durrell był odkrywczy, mimo tego cała melodia jego słów, wirtuozerskich dialogów, zawsze utrafionych porównań, mnie przekonała, urzekła, porwała, ale nie zawładnęła. Może w następnej odsłonie…
Ach te gorące aleksandryjskie słońce, niemiłosiernie rozpalające emocje, a w dalekim tle mieniące się złote kopuły minaretów, Durrell zaczarowuje uczucia w słowach. To opowiadanie trochę przypomina mi grę w karty, jakąś subtelną i jednocześnie wyrafinowaną, ( może bridż, niestety moja edukacja karciana była zbyt pospolita), tyle że każdy z graczy gra nie kartami lecz...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWydarzenia z "Justyny" pokazane z zupełnie innej strony. Punkty bardziej za konstrukcję niż za treść. Język nadal fenomenalny...
Wydarzenia z "Justyny" pokazane z zupełnie innej strony. Punkty bardziej za konstrukcję niż za treść. Język nadal fenomenalny...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie dałem rady, nie wciągnęła mnie. Jest zbyt zakręcona.
Nie dałem rady, nie wciągnęła mnie. Jest zbyt zakręcona.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to