rozwińzwiń

Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu

Okładka książki Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu autora Michel Foucault, 9788306013153
Okładka książki Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu
Michel Foucault Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy językoznawstwo, nauka o literaturze
560 str. 9 godz. 20 min.
Kategoria:
językoznawstwo, nauka o literaturze
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Histoire de la folie à l'âge classique. Folie et déraison
Data wydania:
1987-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1987-01-01
Liczba stron:
560
Czas czytania
9 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788306013153
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu

Średnia ocen
7,5 / 10
116 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu

avatar
287
132

Na półkach:

Oszałamiające postkolonialne studium okresu kolonizacji nie-rozumu przez rozum.

Apeluję o nowe wydanie!!! Wraz z wstępem [ważnym!], pominiętym w tym z 1987 i uzupełnionym o indeksy, by można się było tym sprawniej posługiwać.

To doktorat Foucaulta, [nie powieść, więc wiadomo, że odbiór nie jest prosty]. Wydaje mi się że na tym etapie jeszcze nie znalazł swojej poetyki, którą znamy z późniejszych rozpraw. Tu jest jeszcze trochę rozchwiany i mnie się to podoba. Może inaczej nie da się pisać o dziejach "GWAŁTU, który rozum dokonuje na nierozumie". Nie są to dzieje psychiatrii!!! ale próba uchwycenia czegoś, czego już nie ma ["szmer podziemnych owadów"], co jeszcze rachitycznie przeciwstawiało się rozumowi w 'epoce klasycyzmu' - pomiędzy renesansem a końcówką XVIIIw. - zanim jeszcze nie-rozum został ostatecznie ujarzmiony, zamknięty w zakładzie dla umysłowo chorych i opatrzony numerem jednostki chorobowej.
Dlatego Foucault bada ślady tej konfrontacji: obiegowe mniemania, instytucje, środki sądowe, policyjne, naukowe pojęcia, starając się robić to delikatnie, czujnie, by nie dać się zmanipulować mniemaniu, które wspomniany wyżej GWAŁT sankcjonowało.

Oszałamiające postkolonialne studium okresu kolonizacji nie-rozumu przez rozum.

Apeluję o nowe wydanie!!! Wraz z wstępem [ważnym!], pominiętym w tym z 1987 i uzupełnionym o indeksy, by można się było tym sprawniej posługiwać.

To doktorat Foucaulta, [nie powieść, więc wiadomo, że odbiór nie jest prosty]. Wydaje mi się że na tym etapie jeszcze nie znalazł swojej poetyki,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
292
103

Na półkach:

zaznaczam dla porządku, bo nie przeczytałem całego kolosa. Może kiedyś

zaznaczam dla porządku, bo nie przeczytałem całego kolosa. Może kiedyś

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
213
67

Na półkach:

W sumie całkiem dobra i ciekawa książka, choć z drugiej strony mam zastrzeżenia które nie dają mi spokoju i każą myśleć "a mogło być o tyle lepiej".

Foucault zaczyna od opisania pojmowania szaleństwa w średniowieczu, tego jak ludzie średniowiecza widzieli szaleństwo jako ukazanie małości rozumu, czasem też, jeśli dobrze rozumiem, jako jasnowidzenie. Jest opis obrazów statku szaleńców i tego jak miejsca przebywania szaleńców były traktowane jak dawniej miejsca przebywania osób chorych na trąd. Mamy opisy procesu i spalenia słynnego Gillesa de Rais, mordercy dzieci i rycerza - partnera Joanny D'arc. I to wszystko było super, tylko po jakimś czasie się skończyło.

Foucault w książce zdaje się głównie koncentrować na tym jak szaleństwo było traktowane przez instytucje i ośrodki władzy w, oczywiście, wieku klasycznym (XVII wiek, Oświecenie...). Widzimy gdzie byli przetrzymywani szaleńcy, jak próbowano ich leczyć i opisywać i jak ich sytuacja zmieniła się z triumfem Rozumu. Nie miałem problemu ze z nagromadzeniem faktów w książce do momentu aż nie wkroczyłem do drugiej części, które sprawiła że przestałem czytać i myślałem że porzucę książkę. A tam, opisy jak opisywano i leczono chorych psychicznie w wieku klasycznym, wszystko to skoncentrowane na fizjologii. Czytamy że jedni z nich mieli bardziej suche mózgi od innych albo gorące ciała i w związku z tym aplikowano im kąpiele wodne albo intensywne zapachy. I jest tego cała część, dokładnie opisujące cała klasyfikację i metody leczenia. Odkryłem że dawne, skoncentrowane na fizjologii leczenie chorych aż tak bardzo mnie nie interesuje.

Z drugiej strony, w przeciwności do niektórych recenzentów, miałem wrażenie że jakiś obraz o szaleństwie się jednak wyłania i opisy do czegoś prowadzą, nagromadzenie faktów nazwałbym raczej opisami niż skupianiem się na szczegółach (w sensie że nie są to np. bogate w detale opisy Flauberta). Z natury rzeczy było tych opisów dużo, bo książka skupiała się w większości tylko na klasycyzmie.

Odnosząc się do fizjologii, pracy i modlitwy - na szczęście potem widzimy przemiany w medycynie i chorym zaleca się ruch na świeżym powietrzu/pracę w gospodarstwie.

Spora część książki koncentruje się na zmianach w sposobie przetrzymywaniu szaleńców. Początkowo łączono ich z żebrakami i niepracującymi oraz kryminalistami i libertynami w ośrodku który miałby zreformować ich charakter, nakazując im pracę i modlitwę. (gdyż uważano, za logiką protestancką, że brak pracy za największe zło) Na końcu zaś wydzielono osobne miejsce dla szaleńców.

I w sumie te opisy zmian instytucjonalnych były na początku i na końcu ciekawe. Środek potrafił być tylko nużący. Poza tym Foucault polemizuje z racjonalizmem epoki, chcąc pokazać wadliwość jego, a przez to też, jeśli dobrze rozumiem, podstaw współczesnej psychiatrii. Możliwe że musiałbym czytać książkę dokładniej, ale mnie Foucault nie przekonał, choć czasami zaciekawił. Żałuję strasznie, bo zaciekawiła mnie jego hipoteza. Może miałem takie wrażenie dlatego że argumentacja była przemieszana z opisami historii i metod...

Myślę że bardzo ciekawe było w książce to jak w stosunku do szaleńców odbija się ideologia, co możemy na tej podstawie powiedzieć o nich, leczeniu, religii, pracy, a może nawet i rewolucji francuskiej. Ciekawa było wspólnota religijna kwakrów sama opiekująca się swoimi chorymi. Dla mnie najciekawsze momenty książki to chyba antropologiczne opisy mentalności ludzi oraz opisy malarstwa i literatury. Foucault jest taki poetycki w tych opisach, aż żałuję że nie ma ich więcej.

Żałuję że nie ma też więcej opisów samych szaleńców, ich mentalności, doświadczeń, a bardziej jest to książka o instytucjach (choć może się mylę?). Z drugiej strony rozumiem że książka jest przede wszystkim próbą udowodnienia tezy o tych właśnie instytucjach i nauce. A, tak, Foucault od czasu do czasu wykracza poza wiek klasyczny, opisując średniowiecze czy XIX wiek, choć jest to książka głównie o dobie klasycyzmu. A i zapomniałbym. Od czasu do czasu obecne są opisy szaleńców - pisarzy czy filozofów. Jest Artaud czy Nietzsche, a przede wszystkim jest powracający stale de Sade. Interesuje mnie on, więc bardzo się ucieszyłem czytając o losach i ideologii markiza, który został utożsamiony z uwolnieniem przetrzymywanego w uwięzieniu Nierozumu. Ach, właśnie, w samym tekście pojawia się powracające starcie Rozumu z Nierozumem.

Aż żałuję że książka nie jest historią szaleństwa w ogóle, nie tylko w wieku klasycznym, mogłaby być bardzo ciekawa. Ale do tego celu już znalazłem sobie inną książkę którą jest "Historia psychiatrii. Od zakładu dla obłąkanych po erę Prozacu" Shortera (choć podobno Shorter ma agresywny styl pisania .__.)

Czy więc ostatecznie polubiłem książkę i cieszę się że ją przeczytałem? Moooże. :] Znaczy się tak, chyba jest całkiem w porządku. Dowiedziałem się wiele o przeszłości psychiatrii, było trochę antropologii, literatury i sztuki, dowiedziałem się trochę o racjonalizmie wieku klasycznego, de Sadzie i wartościach ludzi tego wieku, było dużo świadectw z epoki (sporządzonych głównie przez ówczesnych lekarzy, choć nie tylko). Na końcu wstawiony był rozkład dnia chorych w ośrodku. - to było przerażające i dzięki temu dowiedziałem się dlaczego de Sade nienawidził moralności i religii. Chyba ogólnie dowiedziałem się sporo z tego, co chciałem się dowiedzieć. Więc mam nadzieję że ten tekst nie ma zbyt negatywnego wydźwięku.

W sumie całkiem dobra i ciekawa książka, choć z drugiej strony mam zastrzeżenia które nie dają mi spokoju i każą myśleć "a mogło być o tyle lepiej".

Foucault zaczyna od opisania pojmowania szaleństwa w średniowieczu, tego jak ludzie średniowiecza widzieli szaleństwo jako ukazanie małości rozumu, czasem też, jeśli dobrze rozumiem, jako jasnowidzenie. Jest opis obrazów...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

933 użytkowników ma tytuł Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu na półkach głównych
  • 749
  • 162
  • 22
77 użytkowników ma tytuł Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu na półkach dodatkowych
  • 36
  • 11
  • 10
  • 7
  • 7
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu

Inne książki autora

Michel Foucault
Michel Foucault
(1926–1984),francuski filozof i historyk, od 1970 roku profesor College de France. Utwierdził w naukach humanistycznych pojęcie nieciągłości epistemologicznej, zapożyczone od Georges’a Canguilhema, pod którego kierunkiem pisał pracę doktorską Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu (1961). Nowatorskie podejście Foucaulta do humanistyki zaowocowało serią publikacji, które przyniosły mu międzynarodową sławę: Narodziny kliniki. Archeologia spojrzenia medycznego (1963),Archeologia wiedzy (1969) Nadzorować i karać. Narodziny więzienia (1975),Historia seksualności (1976, 1984) i najsłynniejsze Słowa i rzeczy. Archeologia nauk humanistycznych (1966). Foucault interpretuje rozwój humanistyki jako serię nawarstwiających się poziomów wiedzy, z których każdy stanowi odrębne pole epistemologiczne. Uwrażliwiony na wszelkie postacie wykluczania z życia społecznego jego form nietypowych, nie tylko wzbogacił humanistykę o obserwacje i analizy „marginesów” społeczeństwa, był również znaczącą postacią wśród francuskich intelektualistów walczących o wolność ekspresji. Był może ostatnim z Francuzów, którzy, śladem Montaigne'a, uważali duszę i papier, wino i chleb, umysł i kostium, ciało i tekst za próby.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Symulakry i symulacja Jean Baudrillard
Symulakry i symulacja
Jean Baudrillard
dziś widzimy to bardzo dobrze - współczesny świat nie jest już zbudowany na relacji między rzeczywistością a jej reprezentacją, żyjemy w epoce symulakrów - znaków, które nie odnoszą się do niczego realnego - oraz symulacji, czyli procesów wytwarzania „rzeczywistości”, która zastępuje tę prawdziwą... symulakry to kopie bez oryginału. Znaki, obrazy, narracje, które nie reprezentują rzeczywistości, tylko ją zastępują... ... a całość ma miejsce w trzech historycznych porządkach symulakrów: 1) epoka fałszerstwa (renesans),gdzie kopie naśladują rzeczywistość, 2) epoka produkcji (rewolucja przemysłowa),gdzie kopie są masowe, ale nadal odnoszą się do oryginału, 3) wreszcie, epoka symulacji (XX/XXI w.),gdzie kopie nie mają oryginału, tutaj symulacja zastępuje rzeczywistość... i wywołuje eg. choroby psychiczne... tak więc, żyjemy w hiperrzeczywistości, stanie w którym znaki są ważniejsze niż rzeczy, media tworzą wydarzenia, polityka staje się spektaklem, kultura staje się autoparodią, prawda i fałsz tracą znaczenie... otóż - nie żyjemy już w świecie, lecz w jego symulacji.... autor przewidział kulturę internetu, media społecznościowe, deepfakes, influencerów, politykę jako performance (postpolitykę a nawet postpostpolitykę),informację jako symulację - informację jako insynuację.... *** wspomniano o książce: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/48239/kraksa
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na91 miesiąc temu
Kultura jako źródło cierpień Sigmund Freud
Kultura jako źródło cierpień
Sigmund Freud
Dwa eseje, pierwszy -Dyskomfort w kulturze. Hasło przewodnie eseju można ująć tak: Kultura (w szerszym pojęciu również cywilizacja) musi próbować wszystkiego, aby powstrzymać agresywne popędy człowieka. A ewolucję kultury Freud określa mianem „walki rodzaju ludzkiego o życie” Znalazłem tutaj zdanie, które dało mi naprawdę mocno do myślenia: Rzecz jest o metodach odpierania cierpienia spowodowanego niemożliwością zaspokojenia naszych popędów, potrzeb: W ekstremalnej formie człowiek zabija popędy – jak naucza wschodnia mądrość życiowa i jak praktykuje joga. Jeśli się to jednak powiedzie to dochodzi do rezygnacji z wszelkiej innej aktywności (złożenia życia w ofierze) i do odzyskania tyle, że w inny sposób jedynie szczęścia spokoju. Przyznaję, że rzuciło mi to zupełnie nowe światło na drogę medytacji i skupienia. Dalej też jest ciekawie, choć już nie aż tak: Inna technika odpierania cierpienia posługuje się przesunięciami libido (…) Najwięcej osiąga się wtedy, gdy umie się dostatecznie podwyższać zysk przyjemności czerpany z pracy psychicznej i intelektualnej. Taki rodzaj zaspokojenia staje się udziałem artysty w trakcie pracy twórczej, przy ucieleśnianiu tworu jego fantazji, czy analogiczny rodzaj zaspokojenia jakiego doznaje badacz rozwiązując problemy i poznając prawdę (…) Słabość tej metody polega na tym, że nie nadaje się do powszechnego użytku i jest dostępna tylko nielicznym, pisał Freud Wiele lat później Mihaly Csikszentmihaly ściśle określił ten stan pomiędzy satysfakcją a euforią wywołanym całkowitym oddaniem się jakieś czynności i nazwał go PRZEPŁYW (FLOW). Inną wielką ciekawostką tego eseju jest określenie przez Freuda – DOBRA I ZŁA – jako pojęć abstrakcyjnych narzuconych kulturowo, wow! Naprawdę warto! Drugi esej -Przyszłość pewnego złudzenia. Jego ozdobą jest rozkmina Mona Lizy. LEONARDO DA VINCI jak wiadomo, żył w epoce, w której autorytet kościoła zaczął ustępować miejsca autorytetowi starożytności. W epoce, która była świadkiem walki między nieokiełznaną zmysłowością a ponura ascezą. Leonarda fantazja o sępie (która według Freuda jest kluczem do jego wszystkich osiągnięć oraz niepowodzeń): „i otworzył mi usta ogonem, i kilkakroć uderzył nim w wargi”) Uśmiech Giocondy (model Mona Lizy – żona kupca) wzbudził w Leonardo wspomnienie o prawdziwej matce (tej z pierwszych lat dzieciństwa)) W uśmiechu Mona Lizy – Freud widzi najdoskonalsze przedstawienie przeciwieństw, które rządzą erotycznym życiem kobiety: rezerwy i kuszenia, pełnej oddania czułości, a także bezwzględnej i wyniszczającej mężczyznę jak kogoś obcego zmysłowości. Dalej kontynuuje Freud: Żadnemu artyście nie udało się wyrazić w ten sposób samej istoty kobiecości: połączenia tkliwości i zalotności, wstydliwości i skrytej namiętności, emanacji wewnętrznej – jedynie tę bowiem ujawnia z całej swej powściągliwej osobowości. Wola uwodzenia i omamiania, wdzięk podstępny i dobro. Leonardo udało się w uśmiechu Mony Lizy ukazać jego podwójny sens – zarówno obietnicę bezgranicznej czułości jak i złowieszczą groźbę. W początku swych lat pięćdziesiątych w okresie, gdy u mężczyzny libido nierzadko jeszcze, zdobywa się na energiczny skok w Leonardzie dokonała się nowa przemiana. Spotyka on kobietę, która budzi w nim wspomnienie szczęśliwego i zmysłowo ekstatycznego uśmiechu matki, a dzięki temu wspomnieniu odzyskuje on podnietę, która kierowała nim w początkach jego artystycznych prób, kiedy tworzył uśmiechające się kobiety. Teraz maluje Mona Lizę, Świętą Annę Samotrzeć i szereg tajemniczych obrazów, których postaci obdarza zagadkowym uśmiechem. Dzięki pomocy swych najstarszych popędów erotycznych Leonardo święci teraz triumf, raz jeszcze zwycięża zahamowanie w sztuce. Pozostawmy jednak filozoficzną zagadkę Mony Lizy nierozwiązaną. Te dwa eseje napisane w latach 1927 i 1930, a więc kawał czasu od powstania „Wstępu do psychoanalizy”.
tomollot - awatar tomollot
ocenił na93 lata temu
Wzory kultury Ruth Benedict
Wzory kultury
Ruth Benedict
Czytało mi się gorzej niż "Chryzantemę i miecz". Myślę że częściowo to wina tłumaczenia, mam wydanie PWN, z roku 1966, w tłumaczeniu Jerzego Prokopiuka. Zdarzały się zdania, których sensu nie umiałam zrozumieć, to trudna książka i z pewnością czasem wynikało to z luk w wiedzy, ale kilkakrotnie doszłam do tego, co uniemożliwiło mi zrozumienie i był to na przykład postęp zamiast podstępu, albo pomylone przyimki (jakim cudem?). To oczywiście może być sprawa korekty nie tłumaczenia, ale również sam styl Ruth Benedict jest tu dużo słabszy niż w "Chryzantemie", on też mógł tak mocno ewoluować, ale niezbyt to się zgadza z biografią uczonej, osoby od zawsze ukierunkowanej literacko. (Warto tu jednak zaznaczyć, że wszystkie fragmenty poetyckie, pieśni czy modlitwy przetłumaczyła znakomicie Zofia Kierszys.) Druga przyczyna to fakt, że odbieram tę pracę jako mniej zwartą, rozdziały o kompletnie różnych kulturach są interesujące na sposób ciekawostek, mnie bardziej pociągają wnioski ogólne które można z nich wyciągnąć, a tych jest niewiele i mają one kształt dziś już pewnych truizmów. To wydanie zawiera solidny i rzeczowy wstęp, właściwie pozbawiony (z drobnymi wyjątkami) naleciałości politycznych, najbardziej interesujący, jednak z perspektywy kulturowej (może wręcz antropologicznej),czyli sposobu pisania o intymnych związkach międzyludzkich. Zacytuję tu zdanie o współpracy Benedict i Edwarda Sapira: "Łączący ich stosunek personalny stanowił funkcje wspólnoty intelektualnych i estetycznych zainteresowań oraz doświadczeń, był przy tym wolny od cech żenującej osobistej intymności (...)" Autorka wstępu (Antonina Kłoskowska) podobnie "dziwnie" traktuje seksualność Benedict, poświęca jej życiorysowi rozdzialik, pisze o wyobcowaniu, ale już nie o związku z Margaret Mead. Trochę to zabawne, trochę straszne, ale przede wszystkim interesujące. Trzon książki stanowią trzy rozdziały opisujące kultury Indian: Kwakiutlów i Zuni, oraz melanezyjskiego plemienia Dobu. Kultury bardzo od siebie różne i tak charakterystyczne, że Benedict każdą z nich przypisuje do innego wzorca kulturowego (dionizyjskiego dla Kwakiutlów, apolińskiego dla Zuni i dobuańskiego ;) dla Dobu). Mnie najbardziej interesowały uniwersalne, albo niemal uniwersalne cechy społeczności ludzkich. Ale je w sumie Benedict wymienia dwie: animizm i egzogamiczne ograniczenia małżeńskie. W rezultacie może najciekawsze były fragmenty, w których Ruth Benedict postuluje odpowiednią perspektywę w patrzeniu na problemy (jej) współczesne. Nie zawsze są to problemy (przynajmniej w całej swej rozciągłości) również współczesne nam. Ale niektóre z pewnością. "Zależność jednostek w naszej cywilizacji od współzawodnictwa ekonomicznego traktujemy jako dowód, że jest to pierwotna motywacja natury ludzkiej." "(...)rywalizacja jest marnotrawstwem(...) Jest tyranią, od której, -jeśli raz zadomowi się w jakiejś kulturze -nie można się uwolnić." "Im więcej dóbr gromadzi społeczeństwo, tym większymi żetonami posługują się ludzie." - to zdanie zyskuje odpowiednią perspektywę, gdy mamy za sobą opowieść o zwyczaju Kwakiutlów palenia miedziaków albo o Dobu i ich transakcjach kula. "Jest jednakże rzeczą oczywistą, że nie istnieje współzależność między jakąkolwiek "złą" skłonnością a anormalnością w sensie absolutnym." I nie trzeba szukać miedzy kulturami, starczy w historii: polujący na czarownice purytańscy duchowni Nowej Anglii "z punktu widzenia współczesnej psychiatrii należą do kategorii ludzi psychicznie chorych". Nigdy nie przyszło by to do głowy im współczesnym. "Wojna nie jest wyrazem instynktu wojowniczości. Wojowniczość jest tak drobnym szczegółem w wyposażeniu duchowym człowieka, że może nie znaleźć żadnego wyrazu w stosunkach międzyplemiennych". Franz Boas (mentor Benedict) określił funkcje poznawcze antropologii jako źródło intelektualnego wyzwolenia spod wyłącznego determinizmu jedynej, własnej cywilizacji. Benedict pisze raczej o tym, że wyzwolić się nie można, ale poszerzyć zdolność rozumienia człowieka na pewno tak: "dominujące cechy naszej cywilizacji trzeba zbadać ze szczególna wnikliwością. Powinniśmy zdać sobie sprawę, że mają one charakter przymusowy, i to nie proporcjonalnie do podstawowej i istotnej roli, jaką odgrywają w zachowaniu ludzkim, lecz raczej w tym stopniu, w jakim rozwinęły się nadmiernie w naszej cywilizacji i w jakim tylko ją cechują." Oczywiście jednostka nie żyje w żadnej opozycji do swojej kultury. Czerpie z niej i jest przez nią kształtowana, dlatego: "Tylko nieuchronne opóźnienie kulturowe każe nam upierać się, że to co, co stare, trzeba ponownie odkryć w tym co nowe, że nie ma innego wyjścia, jak tylko odnaleźć dawną pewność i stałość w nowej plastyczności."
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na87 lat temu
Druga płeć Simone de Beauvoir
Druga płeć
Simone de Beauvoir
Simone de Beauvoir, publikując w 1949 roku swoje monumentalne dzieło "Druga płeć", stworzyła tekst, który już w chwili premiery stał się kamieniem milowym zarówno dla filozofii, jak i dla myśli feministycznej. Owa dwutomowa analiza kondycji kobiety nie tylko do dziś nie straciła na aktualności, ale wręcz zyskała nowe znaczenia w kontekście współczesnych debat społeczno-kulturowych. "Druga płeć" to nie jest książka, którą się czyta; to książka, która czyta nas samych, obnażając mechanizmy, w których zostaliśmy uformowani. Już sama struktura dzieła zasługuje na szczególną uwagę. De Beauvoir dzieli swoje rozważania na dwie części: pierwsza, bardziej filozoficzno-historyczna, nosi tytuł "Fakty i mity" i stanowi swoiste preludium do właściwej analizy sytuacji kobiety. Druga część, "Dojrzałość kobiety", to już bezpośrednie studium socjologiczne, psychologiczne i antropologiczne. Obie części przenikają się w sposób mistrzowski, ukazując zarówno historyczne uwarunkowania kobiecości, jak i współczesne (dla autorki) przejawy opresji, alienacji i instrumentalizacji ciała kobiecego. De Beauvoir jako filozofka egzystencjalna nie poprzestaje na czysto socjologicznym opisie. Wręcz przeciwnie – jej wywód jest zakorzeniony w myśli fenomenologicznej i heglowskiej. Właśnie w tym kontekście pojawia się jej słynne zdanie: "Nie rodzimy się kobietami – stajemy się nimi". To jedno zdanie, przesiąknięte egzystencjalnym dramatyzmem, jest kluczem do całego dzieła. Kobiecość nie jest bowiem dla de Beauvoir kategorią biologiczną, lecz egzystencjalnym projektem narzuconym przez społeczne, kulturowe i religijne konstrukty. Kobieta nie istnieje jako "Inna" w sensie absolutnym – zostaje zdefiniowana przez mężzyznę jako jego przeciwieństwo, jako alter ego, jako to, czym mężczyzna nie jest, i przez to zostaje zepchnięta w przestrzeń obcości. Autorka z mistrzowską erudycją analizuje mity kobiecości obecne w literaturze, religii, filozofii i nauce. Przechodzi od starożytnych mitów (Ewa, Pandora) po nowożytne reprezentacje kobiety jako anioła domu czy femme fatale. Pokazuje, jak nie tylko mężczyźni, ale także same kobiety internalizowały te narracje, wchodząc w rolę "drugiej płci" jako normy kulturowej. De Beauvoir nie oszczędza nikogo: krytykuje Arystotelesa, Freuda, Balzaca, ale także Marie Bashkirtseff czy Colette, ukazując, jak różne postawy kobiet mogą reprodukować system opresji. Osobny zachwyt wzbudza styl, w jakim de Beauvoir operuje swoim wywodem. To nie tylko filozofia, ale wręcz literatura najwyższej próby. Precyzja językowa idzie tu w parze z emocjonalnym napięciem i intelektualnym rozmachem. Każde zdanie jest jak wyostrzone narzędzie, którym autorka rozcina warstwy kulturowej hipokryzji. Rzadko kiedy eseistyka filozoficzna ma w sobie tyle pasji, zarazem unikając pustego moralizatorstwa. Nie bez powodu "Druga płeć" budziła (i wciąż budzi) kontrowersje. De Beauvoir, pozostając w duchu oświeceniowego racjonalizmu, podważa fundamenty religii katolickiej, tradycyjnej rodziny, a także romantycznej miłości jako instytucji podporządkowania. W jej ujęciu małżeństwo to instytucja wyobcowania, macierzyństwo to rola narzucona, a seksualność – przestrzeń walki o uznanie i autonomię. Nie chodzi tu o potępienie tych wartości samych w sobie, lecz o ukazanie, jak zostały one ukształtowane w ramach patriarchalnego porządku, który kobietę uczynił bytem pośrednim, funkcją, dodatkiem. Należy jednak podkreślić, że "Druga płeć" nie jest manifestem nienawiści do mężczyzn. De Beauvoir pisze z pozycji dialogu, nie odwetu. Jej krytyka jest przenikliwa, ale nie fanatyczna. Dostrzeża, że wyzwolenie kobiet nie oznacza dominacji nad mężczyznami, lecz wspólną emancypację. W tym sensie jej dzieło pozostaje uniwersalne: to nie tylko książka o kobietach, ale o tym, jak być człowiekiem w warunkach nierówności, alienacji i przemocy symbolicznej. Recepcja dzieła była natychmiastowa i burzliwa. Książka została potępiona przez Watykan, uznana za bluźnierczą, zakazana w wielu krajach. Ale jednocześnie stała się lekturą obowiązkową dla całych pokoleń kobiet i mężczyzn, którzy poszukiwali alternatywy dla konserwatywnego modelu społeczeństwa. To dzieło, które nie tylko zmienia myślenie, ale wręcz je inicjuje – niczym nowy akt poznania. Warto także zauważyć, że "Druga płeć" otworzyła drogę dla kolejnych nurtów: feministycznej krytyki literackiej, gender studies, queer theory. Judith Butler, Hélène Cixous, Julia Kristeva – wszystkie te myślicielki zawdzięczają de Beauvoir nie tylko inspirację, ale i fundamenty pojęciowe. Bez niej trudno sobie wyobrazić współczesną humanistykę. Podsumowując, "Druga płeć" to dzieło, które wymyka się prostym klasyfikacjom. Jest to jednocześnie traktat filozoficzny, analiza kulturowa, rozprawa antropologiczna, a momentami nawet proza poetycka. To książka niepokojąca, wymagająca, ale przez to głęboko wyzwalająca. De Beauvoir nie daje łatwych odpowiedzi, lecz stawia pytania, które każą zrewidować własne przekonania, wartości i role. Zamiast zakończenia można by powiedzieć tylko jedno: kto nie przeczytał "Drugiej płci", ten nie zna jeszcze pełni możliwości, jakie niesie ze sobą myśląca, krytyczna lektura. To książka, która nie tylko przetrwała płomień historii, ale sama stała się źródłem ognia, który wciąż oświetla świat.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na108 miesięcy temu

Cytaty z książki Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu

Więcej
Michel Foucault Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu Zobacz więcej
Michel Foucault Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu Zobacz więcej
Michel Foucault Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu Zobacz więcej
Więcej