rozwiń zwiń
Redo

Profil użytkownika: Redo

Białystok Mężczyzna
Status Czytelnik
Aktywność 3 dni temu
213
Książek na półce
przeczytane
237
Książek
w biblioteczce
67
Opinii
592
Polubień
opinii
Białystok Mężczyzna
Strony www:
Ten użytkownik nie posiada opisu konta.

Opinie


Na półkach:

To było ciekawe. Faktycznie książka była inna niż można się było spodziewać z opisu. Opowieść o przemocy, alkoholizmie, znieczulicy Nowego Jorku lat 1920. Wszystkiemu temu przez dużą część książki oddaje się główny bohater pracujący w gazecie, rubryce dla ludzi o złamanych sercach, życiach, samotnych. Jest on adresowany właśnie jako "Miss Lonelyhearts". Choć i u niego pojawiają się zmiany. To właśnie ból sączący się z listów powoduje u niego alkoholizm. Ciekawie eksplorowana jest rzeczywistość barowa. Miss Lonelyhearts jest (utajonym, do pewnego stopnia) Chrześcijaninem, z którego natrząsa się jego szef - z jego zawodu, szczerości, porad - zanim nawet zostaną wypowiedziane. I to działa, Miss Lonelyhearts stara się ukryć swoje poglądy, schować szczerość i współczucie. Być tak cyniczny jak inni. Dość niesamowite jest to, jak ta tak dawna nowela z lat 20 XX wieku, zdaje się być tak aktualna obecnie, w czasach toksycznej ironii i prób Nowej Szczerości.

Niesamowicie, nierealnie ukazuje też ludzi cierpiących. Cały ich ból faktycznie jest nie do wytrzymania. I wszyscy oni wydają się tak wyizolowani, samotni w nim. I liczą tylko na pomoc Miss Lonelyhearts, który nie wie, jak sobie z ich cierpieniem poradzić. Chwilami faktycznie zdaje się nowym mesjaszem, albo przynajmniej kimś mądrym, mogącym poradzić, znającym cierpienie.

W ogóle, może przesadzam, ale ponownie, ta powszechna samotność (czy może nawet częściej: poczucie beznadziei) ludzi, społeczeństwa, wydaje mi się taka aktualna w czasach gdy znowu mówi się o kryzysie samotności, samotności męskiej (choć nie tylko). Gdy przegląda się internet, media społecznościowe czy fora anonimowe i widzi się to samo. Gdy mowa o (ro)botach, sztucznej inteligencji mającej zaradzić, zbawić nas od tej samotności, umożliwić więź. Nawet te legendarne już seksboty mówią o tym samym: o kryzysie intymności. Można powiedzieć o podobieństwie między obecnymi czasami a "Miss Lonelyhearts" też w tym, że w obu przypadkach mowa jest o zatomizowanym świecie, jednostkach, które nie wiedzą że "inni też tak mają". Czują się absolutnie samotnie i wyizolowane.

Seks i kryzys intymności też są obecne w książce Westa: seks jako narzędzie władzy, dominacji, spełnienia żądzy ale jedynie wyjątkowo jako poczucie emocjonalnego spełnienia i unii serc. Świat "Miss Lonelyhearts" w ogóle jest światem męskim, światem macho i światem autentycznej, przerażającej mizoginii. Przerażają mężczyźni, ale przerażają też zimne, okrutne kobiety, gdy niektóre z nich poddają się tym samym wadom co mężczyźni.

"Miss Lonelyhearts" przez dużą część trwania zdaje się odpychać wrażliwość i idealizm. Choć patrząc na reakcje i działania protagonisty, wydaje się jakby West pragnął zmian, choć nie wiedział, czy są możliwe. Czy to chrześcijanin używający języka i świata wroga, by obronić swój ideał? W ogóle ciekawi to, jak wyszczególniani i brani w obronę przez przesłanie utworu są ludzie odstający, okaleczeni, poszkodowanie przez życie. Ciekawe jest to, jak równoległa, (sprzeczna?) jest ta rzeczywistość listów i rzeczywistość codziennego, brutalnego świata. Cierpienie kontra cynizm. Choć tak naprawdę skutkiem cynizmu i brutalności w codzienności jest cierpienie opisane w listach. Obie te rzeczywistości zresztą w noweli się krzyżują. W ogóle cała metaforyka czy też symbolika mesjańska jest niesamowita. Mimo że, a może też właśnie dlatego że w świecie nowojorskiej gazetowej elity króluje ateizm, czy też antyteizm. (100 lat temu!)

Czego by się chciało więcej od książki Westa? Myślę że więcej rzeczywistości z listów, więcej pisania o społeczności samotnych, o osamotnieniu w społeczeństwie w ogóle. Mniej brutalnej rzeczywistości, seksu, picia, przemocy. Choć on też to opisuje, obie rzeczywistości wchodzą w kontakt, spięcie, zwłaszcza bliżej końca. Myślę że to jest trochę tak, jak u innych konserwatywnych, religijnych pisarzy zwalczających brutalność "świata bez Boga" - poprzez intensywne opisanie tego, czego nie akceptują, pokazują w dobrym świetle proponowane przez siebie rozwiązanie. Choć, ponownie, mogę źle interpretować Westa nazywając go pisarzem chrześcijańskim. Może po prostu opisuje rzeczywistość. W jego świecie nie ma wiele nadziei. W ogóle ciekawe ile racji będę miał widząc w cynicznym, antyreligijnym szefie głównego bohatera (który wyśmiewa jego współczucie, religię, cnoty chrześcijańskie) alegorię szatana.

To było ciekawe. Faktycznie książka była inna niż można się było spodziewać z opisu. Opowieść o przemocy, alkoholizmie, znieczulicy Nowego Jorku lat 1920. Wszystkiemu temu przez dużą część książki oddaje się główny bohater pracujący w gazecie, rubryce dla ludzi o złamanych sercach, życiach, samotnych. Jest on adresowany właśnie jako "Miss Lonelyhearts". Choć i u niego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Książka była dobra, analityczna, pełna wglądu i oryginalna. Jestem z niej zadowolony. Początkowo, chyba przez niedoczytanie czy niezrozumienie opisu, myślałem że będzie ona o tym jak dziwolągi (freaki) są obecnie przedstawiane w amerykańskich serialach – i jak kontynuuje to tradycję wiktoriańskich Pokazów Dziwolągów (Freak Showów). Praca okazała się jednak bardziej przekrojowa. Autorka skupia się na tym, jak dziwolągi obecne są w kulturze i społeczeństwie w ogóle (dawniej i obecnie) a analizując to, skupia się na ich reprezentacjach w mediach. Książka poświęca też uwagę temu jak dziwolągi są tymi, którzy odgrywają rolę dziwoląga – w Pokazach Dziwolągów i innych miejscach. (Niekoniecznie są one równie „dziwaczne” w swoim życiu codziennym.

Opisując historię i ewolucję Pokazów Dziwolągów Williams pokazuje że w nich wgląd do świata dziwolągów jest ograniczany, aby dana osoba się nie opatrzyła – i aby widz miał ochotę powracać. Co więcej, w tego rodzaju pokazach wgląd jest podwójny – my patrzymy na dziwoląga, ale dziwoląg patrzy też na nas, intereaguje też z nami. To zmienia się, gdy fizyczne pokazy wypiera szklany ekran, film i telewizja. …Podejrzewam że problemem w opisie tej książki jest fakt że jest ona bardzo znaczeniowo gęsta, analiza jest pogłębiona, więc można spędzić dużo czasu pisząc szczegółowo co się w niej znajduje, a wiele rzeczy wydaje się być ważnych. Będę więc musiał chyba opuścić trochę elementów, a zainteresowanych zachęcam do sięgnięcia do samej książki. Dodam jeszcze tylko że również spojrzeniu i jego roli Williams poświęca sporo miejsca, to ważna dla niej kwestia.

Następnie Williams przechodzi do występowania dziwolągów na szklanym ekranie. Analizuje film „Freaks” (1932), badający życie i relacje w trupie Pokazów Dziwolągów. Amerykanka pokazuje że obserwując freaki za barierą ekranu mamy większą tendencję do sympatyzowania z nimi, choć są jednocześnie odseparowane od nas dystansem. Koniec filmu atakuje jednak widza, przełamując barierę i w sposób brutalny pokazując że dziwadłem może zostać każdy z nas, na skutek wypadku, zrządzenia losu, okaleczenia. Powoduje to duży dyskomfort widza. I dlatego też, stawia hipotezę autorka, film nie cieszył się uznaniem widzów w momencie premiery. Warto dodać że autorka w tej sekcji i w większości książki w ogóle skupia się na freakch jako na osobach zmienionych fizycznie, często też okaleczonych, nie na osobach takich jak Marilyn Manson które nie są okaleczone, a jedynie wykonują rolę dziwoląga dla określonego artystycznego efektu.

Potem badaczka skupia się na przedstawieniu dziwolągów w horrorach – w jednym z najbardziej intrygujących dla mnie rozdziałów książki. Analiza horrorów i społeczeństwa, jednostek, ich wartości jest czymś, co naprawdę lubię. Część zaczyna się bodajże od badania „Dziecka Rosemary”. W niej autorka pokazuje zmienne odczucia protagonistki – matki w stosunku do macierzyństwa, jej ucieczkę przed grupą satanistów – by w ostateczności zaakceptować i donosić jako własne nawet Antychrysta – dziecko Szatana. Następnie Williams przechodzi do kultowej „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” (1974) Tobe’a Hoopera. Film analizuje zdegenerowaną rodzinę zmuszoną do angażowania się w kanibalizm na skutek bezrobocia (spowodowanego rewolucją przemysłową). Grupa przyjaciół jest zabijana piłą mechaniczną przez rzeźnika rodziny, Leatherface’a. Leatherface jest jednak, poza swoją pracą, wycofany, uległy, besztany przez członków swojej rodziny. Posiada też (również kobiece) maski które zakłada w zależności od nastroju, by wyrazić emocje. Człowiek ten jest freakiem, ilustruje też teorię niejednoznaczności płciowej i feminizacji ich. Pokazuje on jednocześnie ich wrażliwą stronę, to jak często są wykorzystywane przez innych, jak potrzebują czułości innych. Jednocześnie jego brat, maniakalny Autostopowicz symbolicznie identyfikuje się z członkiem grupy korzystającym z wózka inwalidzkiego, pokazując ich wspólnotę. Podobne przedstawienie dziwolągów jest obecne w filmie „Funhouse” Hoopera (1981), gdzie morderca w lunaparku pragnie czułości, jest sfeminizowany, nieporadny. Autorka pokazuje też tutaj jak freaki – seryjni mordercy są jednocześnie niesprawni seksualnie.

Następna część dysertacji poświęcona jest dziwolągom w filmach dokumentalnych, reality show i melodramach. Badamy film „Człowiek Słoń” Davida Lynch. Jest on efektywny we wzbudzaniu współczucia wobec bohatera (w melodramatyczny sposób) i inspirowania widzów, jednak nie daje on protagoniście upragnionej normalności (gdy ją zdobywa – umiera). Williams pokazuje że taki wzorzec często jest powtarzany w innych podobnych filmach.

Analizujemy też „Murderball”, dokument o brutalnym rugby na wózkach inwalidzkich. Amerykanka zauważa że sportowcy grający w nie korzystają z szyn, protez, zmodyfikowanych wózków i innych podobnych modyfikacji, czyniących z nich nowoczesne, zmodyfikowane dziwolągi (w odniesieniu do wiktoriańskich Freak Showów). Mężczyźni grający w murderball są też „napakowani testosteronem”, przesadnie męscy, co ma rekompensować im męskość, utraconą poprzez utratę możliwości chodzenia. Autorka rozwija też teorię że aby być dziwolągiem potrzebny jest widz – Dziwoląg musi być oglądany, patrzony na, musi odgrywać rolę dziwoląga.

Ciekawy jest film dokumentalny „Sick: The Life and Death of Bob Flanagan, Supermasochist”. Skupiamy się w nim na życiu człowieka określanego jako „supermasochista”, który cierpi jednocześnie na nieuleczalną chorobę. Intrygujący jest fakt że Williams pokazuje na przykładzie tym i innych, typy freaków obecnych w prawdziwym życiu. Znacznie więc poszerza sferę swojej analizy w porównaniu do książek o podobnej tematyce skupiających się tylko na fikcji. Flanagan jest intrygujący walczy z bólem choroby poprzez ból masochizmu, życia BDSM. Jednocześnie jest artystą, tworzy sztukę współczesną opartą o swoje doświadczenia, gdzie sam, ze swoją chorobą, jest częścią ekspozycji. Łamie serce ostatnia część, gdzie Flanagan przez ból choroby nie ma już chęci na masochizm.

Jednocześnie warto wspomnieć o eksplorowaniu przez autorkę pornografii z freakami – najbardziej tabuizowanej, choć, jako życie seksualne, stanowiące, wraz z codziennością, największe źródła zainteresowania widzów.

Byłem zafascynowany ostatnią częścią książki, gdzie Williams zajmuje się „Freakami Kultury” (dziwoląg Stworzony, Odgrywany, nie naturalny), w odróżnieniu od dotychczasowych „Freaków Natury”. Omawiani w niej są Marilyn Manson i Lady Gaga, a także ich image, kreacje, wizje. Autorka skupia się też na ich teledyskach. Manson łączy typową dla freaków ambiwalencję płciową, męskość i kobiecość, dziwaczność, jednocześnie będąc męski i agresywny w zachowaniu i maczystowskiej pogardzie dla kobiet. W swoich teledyskach gra z oczekiwaniami widzów, jednocześnie bogato korzystając z doświadczeń i wizualiów Pokazów Dziwolągów. Manson również korzysta też na nich z nowoczesnego sprzętu medycznego tworząc „nowoczesne dziwolągi”. Twierdzi również że sam jest Mansonem cały czas. Jak twierdzi Williams „gra i nie gra dziwoląga jednocześnie” (w końcu może zdjąć kostium). W tym rozdziale (jak też zresztą w innych) autorka zastanawia się nad etyką udawania freaków, czy też ich wykorzystywania w różnego rodzaju produkcjach. Badaczka twierdzi że wiek XXI zdominowały dotychczas i będą dominować właśnie „freaki kultury”, które stają się coraz bardziej modne i bliskie dla widzów, które mogą się w nich odnaleźć.

Jeszcze co do samej książki. Analiza Williams jest naprawdę pogłębiona, podoba mi się też jej interdyscyplinarny charakter, odniesienie do różnych dyscyplin naukowych i filmowych. Autorka stara się podchodzić do swoich bohaterów z wrażliwością. Podoba mi się jak otwarta na różne typy obrazowania i doświadczania jest badaczka. Pokazuje ona przez to freaki różnego typu obecne w społeczeństwie. Zabrakło mi może pokazania i analizowania bardziej współczesnych seriali (często horrorów, choć może nie tylko), takich jak „American horror story”, w których dziwolągi są pokazywane często i mogą stanowić istotny wątek fabularny. Przez to można by było zobaczyć jak współczesne społeczeństwo i popkultura odbierają freaki. Z drugiej strony jednak bardzo doceniam analizę Williams taką jaka jest, bo pokazuje przekrój dziwolągów w całym ich zróżnicowaniu. Ogólnie jestem bardzo zadowolony z książki. A, ciekawe byłoby jeszcze poeksplorowanie freaków jako outsiderów, w tym nie tylko freaków jako osób niepełnosprawnych. Miałem wrażenie że skupienie się w dużej części na osobach niepełnosprawnych odrobinę zawęziło perspektywę książki. Aczkolwiek nie jestem ekspertem.

Książka była dobra, analityczna, pełna wglądu i oryginalna. Jestem z niej zadowolony. Początkowo, chyba przez niedoczytanie czy niezrozumienie opisu, myślałem że będzie ona o tym jak dziwolągi (freaki) są obecnie przedstawiane w amerykańskich serialach – i jak kontynuuje to tradycję wiktoriańskich Pokazów Dziwolągów (Freak Showów). Praca okazała się jednak bardziej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Świetna i fascynująca książka. Naprawdę fascynujące było dla mnie to, jak autor przedstawia filozofię, światopogląd swoich bohaterek i to, co go ukształtowało. Znałem je wcześniej, ale część bardziej ze słyszenia. Najbardziej zaintrygowany byłem Arendt. Jednocześnie zaciekawiła mnie Rand. Ayn Rand jest dość znielubiona w filozoficznym środowisku, przynajmniej tam, gdzie nie ma libertarian. Jednocześnie jednak zaintrygował mnie pomysł opisania życia i filozofii tak silnej kobiety. Sama jej filozofia też wydawała mi się intrygująca, jako niejako spadkobierczyni filozofii rosyjskich nihilistów (z czasów „Biesów” Dostojewskiego). Książka miała też w sobie element inspirujący – pokazywała jak zmierzyć się z trudnymi czasami przy pomocy filozofii. Początkowo nie byłem pewny czy książka utrzyma dobry poziom, skupiając się na aż czterech osobach. Wszystko okazało się jednak być świetne.

Cała książka podzielona była na kilka części. Jednocześnie stale skupiała ona moją uwagę, była wciągająca i intrygująca. Świetnie było odkrywać filozofię bohaterek, która była angażująca, magnetyzująca. Równocześnie nie mniej porywająca była historia życia, myśli i zmagań czterech kobiet. Była ona ludzka, a jednocześnie dawała siłę, inspirowała. W tym momencie dobrze jest chyba dodać, że autor skupia się na okresie 1933-1943, okresie rozwoju i wpływu nazizmu na Niemcy i świat i okresie Drugiej Wojny Światowej. Fascynował mnie on od dłuższego czasu. Był okresem zmian, okresem trudnym, jednocześnie dawał wybrzmieć (na swoim tle, jako przeciwieństwu) sile filozofii sprzeciwu wobec nazizmu. Autor dobrze pokazał też ewolucję filozofek, zmiany w ich życia i myśli. Początki, zwątpienia, lęki, siłę, triumf.

Co do samych bohaterek – pozwolę sobie wspomnieć o niektórych z ich najciekawszych dla mnie momentów. Arend była ciekawa jako niezależna myślicielka, analityczka, a jednocześnie silna kobieta potrafiąca się dostosować do trudnych warunków. Fascynujące były dla mnie jej momenty kształtowania się filozofii dotyczącej Żydów, Syjonizmu, wobec których jednocześnie potrafiła utrzymać niezależność. Jej analiza totalitaryzmu było frapująca. Filozofka przyciągała uwagę za każdym razem gdy się pojawiała. Również jej outro, o wydaniu „Korzeni totalitaryzmu” i uczestnictwie w procesie Eichmanna w Jerozolimie było absorbujące. Sprawiło że zechciałem sięgnąć po te dwie książki. Świetnie było zaobserwować niemiecką myślicielkę w prawdziwym życiu.

Simone Weil również okazała się silna. Imponowała odwagą, także fizyczną, mimo swojego słabego zdrowia. Zapamiętałem ją jako żołnierkę na froncie, przemierzającą go razem z anarchistyczną grupą. Zapamiętałem jej spotkanie z Trockim, z którym rozmawiała o rewolucji i z którym się pokłóciła. Czas spędzony jako pracowniczka fabryki. Jej plany pracy jako sanitariuszki. Gdy została jej przeznaczona praca przy biurku, jako filozofce (którą była od początku), również okazała się świeżością myśli i dedykacją. Jej życie i filozofia były fascynujące, wykazała chyba największą intensywnością z całej grupy. Zaskoczyło mnie to, że nie od razu była chrześcijanką – dane jest nam obserwowanie momentu jej przełomu.

Ayn Rand była drugą z absorbujących mnie kobiet. Nie zawsze była łatwa do lubienia, ale jednak fascynowała, jak bohaterka literacka. Fascynujące było dla mnie jej tło biograficzne – jako uciekinierki z komunistycznej, rewolucyjnej Rosji, której już zawsze się przeciwstawiała. Napisała powieść posiłkując się tymi wspomnieniami. Weszła do Hollywood i przeciwstawiała się komunizmowi wewnątrz niego. Jej aktywność polityczna była zaskakują i wciągająca. Naprawdę ciekawa była jej filozofia, która starała się, stopniowo, teoretyczną refleksją objąć systemy komunistyczny i kapitalistyczny, kolektywistyczny i indywidualistyczny. Fascynujące było patrzenie jak tworzy własną filozofię, jak filozofii się uczy i jak tworzy swoje scenariusze i powieści. W pewnym sensie można powiedzieć, że przekształciła swoją osobowość w filozofię. Wydawać by się mogło że żyła wewnątrz teorii. Jednocześnie jednak starała się dodawać sensacyjne wątki do swoich powieści po to, by były czytane. „Fountainhead” widziała jako uosabiające konflikt ostatecznie angażujący, dramatyczny - larger-than-life. Jednocześnie ponownie, fascynujące było dla mnie czytanie, przy okazji przyglądania się innej książce o niej, że jej filozofia obiektywizmu ma swoje tło w rosyjskim nihilizmie i rosyjskiej filozofii i jej duchu w ogóle. Muszę wrócić do książki o rosyjskim tle Ayn Rand (mam zapisane dwie: „Ayn Rand: The Russian radical” (Sciabarra), „Ayn Rand and the Russian intelligentsia” (Offord)). Samą jej filozofię zaś, Obiektywizm, można określić jako (radykalny?) indywidualizm, elitaryzm, filozoficzny egoizm i pro-kapitalizm, widziany jako uosobienie wolności.

Simone de Beavoir zainteresowała mnie chyba najmniej, choć miała przecież bardzo absorbujące i dramatyczne momenty. Jej filozofia, egzystencjalizm, również była humanistyczna i filozofka wierzyła i zmagała się z nią nie mniej przecież niż Sartre. Ciekawe były momenty jej rosnącej świadomości, zaangażowania humanitarnego i wojennego. Ciekawie było patrzeć jak zmienia się i dojrzewa jej osobowość. Jej trójkąt miłosny nie wydawał mi się jednak interesujący, choć przecież musiał szokować w tamtych czasach. Myślę że był ciekawy jako zastosowanie egzystencjalizmu w praktyce – i w końcu na jego podstawie powstała też powieść de Beavoir. Jej okres napięcia, gdy Sartre poszedł służyć jako żołnierz na froncie był dramatyczny, to był jeden z najbardziej angażujących momentów w całej jej historii przedstawionej w książce.

Czy książka ma wady? Tak, chyba dobrze przedstawili ją inni recenzenci na Goodreadsie. Choć, mimo to, nie czułem jakby był one tak znaczące (dla mnie) jak oni je przedstawiali. Choć, mogę sobie wyobrazić, odczuły je bardziej inne osoby. Dla mnie część filozoficzna nie była znikoma. Nie miałem też wrażenia jakby część anegdotyczny przeważała. Myślę że jej pogrupowanie w wątki obecne w życiu bohaterek było dobre. Może czasami faktycznie brak było myśli przewodniej – choć z drugiej strony były motywy powracające w życiu wszystkich bohaterek, a były też ogólne części książki skupiające się na ewolucji protagonistek i ich zmaganiu z kryzysem. Więc… Myślę że to subiektywne. To odczucie braku które może, choć nie musi wystąpić. Książka nie jest podręcznikiem do filozofii, ale nie jest też całkowicie popularną biografią.

Ogólnie jestem zadowolony z „The Visionaries”. Mam odczucie że książka była absorbująca i wyniosłem z niej pewną wiedzę czy przesłanie. Jestem pozytywnie nastawiony co do autora. I co do bohaterek – odczuwam potrzebę zgłębienia ich książek i losów.

Świetna i fascynująca książka. Naprawdę fascynujące było dla mnie to, jak autor przedstawia filozofię, światopogląd swoich bohaterek i to, co go ukształtowało. Znałem je wcześniej, ale część bardziej ze słyszenia. Najbardziej zaintrygowany byłem Arendt. Jednocześnie zaciekawiła mnie Rand. Ayn Rand jest dość znielubiona w filozoficznym środowisku, przynajmniej tam, gdzie nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Więcej opinii

Aktywność użytkownika Redo

z ostatnich 3 m-cy
Redo
2025-12-28 17:46:40
2025-12-28 17:46:40
The Complete Lyrics 1978–2022 Nick Cave
Średnia ocena:
8.1 / 10
7 ocen

ulubieni autorzy [8]

Samuel Beckett
Ocena książek:
7,7 / 10
48 książek
4 cykle
Pisze książki z:
259 fanów
Georges Perec
Ocena książek:
7,6 / 10
36 książek
2 cykle
147 fanów
Virginia Woolf
Ocena książek:
7,4 / 10
48 książek
3 cykle
866 fanów
Louis-Ferdinand Céline Podróż do kresu nocy Zobacz więcej
Bertolt Brecht Baal. Opera za trzy grosze Zobacz więcej
Albert Camus Upadek Zobacz więcej

statystyki

W sumie
przeczytano
213
książek
Średnio w roku
przeczytane
16
książek
Opinie były
pomocne
592
razy
W sumie
wystawione
201
ocen ze średnią 6,9

Spędzone
na czytaniu
1 076
godzin
Dziennie poświęcane
na czytanie
15
minut
W sumie
dodane
1
W sumie
dodane
23
książek [+ Dodaj]