Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania

Okładka książki Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania autora Anton Czechow, 9788377794838
Okładka książki Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania
Anton Czechow Wydawnictwo: Wydawnictwo MG literatura piękna
176 str. 2 godz. 56 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
шутка
Data wydania:
2018-06-30
Data 1. wyd. pol.:
2018-06-30
Liczba stron:
176
Czas czytania
2 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377794838
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania

Średnia ocen
7,1 / 10
148 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania

avatar
110
81

Na półkach:

7.5

7.5

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
470
224

Na półkach: , , ,

Zbiór krótkich opowiadań, który urzeka swoją prostotą, a jednocześnie dosadnością prezentowanego obrazu społeczeństwa rosyjskiego.

Są smutki, są kontrowersje, są zwykle dni i niedole, ale jest też zabawa, żarty i uniesienia.

Świetne pióro Czechowa nawet z banalne historii będę w stanie stworzyć arcydzieło.

Zbiór krótkich opowiadań, który urzeka swoją prostotą, a jednocześnie dosadnością prezentowanego obrazu społeczeństwa rosyjskiego.

Są smutki, są kontrowersje, są zwykle dni i niedole, ale jest też zabawa, żarty i uniesienia.

Świetne pióro Czechowa nawet z banalne historii będę w stanie stworzyć arcydzieło.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1525
1500

Na półkach:

Nie sądziłem, że jego opowiadania (stanowczo za późno je przeczytałem) aż tak nie są niewinne. Obraz społeczeństwa rosyjskiego jest bezlitosny - niemal każdy kogoś tu poniża, najczęściej: „bezinteresownie”. Najgorzej, jak zwykle, mają kobiety. Smutna lektura, ale zarazem podziw dla Czechowa….

W tych świetnie nakreślonych opowiadaniach wiele jest tragikomedii, komedii omyłek, bezceremonialnego obnażania ludzkich przywar, ale też i dramatów. To swoisty leksykon człowieczej niedoskonałości. Wiele nagannych zachowań wynika ze zwykłej złośliwości, a przede wszystkim z potrzeby okazania dominacji: społecznej, rodzicielskiej, małżeńskiej, urzędowej, czy wszelkiej innej.

Czechow opisuje to wszystko niczym skrupulatny kronikarz, pozornie obiektywnie, bez puentowania. Niemniej tak czy inaczej wydźwięk jest jednoznaczny: w tym niezbyt sympatycznym społeczeństwie toczy się ciągła walka, nikt nie jest z siebie zadowolony, rodzina nie jest ostoją niczego i niczym nie jest silna, urzędnicy są leniwi, skorumpowani, a każdy dodatkowo durny, w zasadzie każdy szuka tylko okazji, by wykazać swą, najczęściej tylko pozorną, wyższość nad innymi. Tymczasem większość to oczywiście całkowicie nijacy przeciętniacy.

W tytułowym opowiadaniu przedni zaiste „żarcik” polega na tym, że narrator, młody mężczyzna, dworuje sobie z młodszej dziewczyny, którą zaprasza na sanki. Zjeżdżając pędem ze sporej górki - czego ona się najwyraźniej bardzo boi - przy wyciu wiatru i szumie płóz, szepce jej w ucho „Kocham cię, Nadziu”.

Zdezorientowana dziewczyna, nie będąc pewna, czy dobrze usłyszała, prosi, aby zjechał z nią raz jeszcze, na co narrator chętnie przystaje. Wszystko się powtarza dwa razy, on się świetnie bawi, a ona - nadal bojąc się tej jazdy, wciąż prosi o powtórkę, bo może to tylko wiatr…

„ – Niemożliwe, żeby to mówił wiatr! Ja nie chcę, żeby to mówił wiatr! (…) Biedna dziewczyna nie odpowiada na pytania, twarz jej się chmurzy, gotowa się rozpłakać. (...) Odprowadzam ją do domu, stara się iść nieprędko, zwalnia kroku i wciąż oczekuje, czy nie wypowiem tych słów”.

„Wkrótce Nadzia przyzwyczaiła się do tego zdania, jak do wódki albo morfiny. Nie może żyć bez niego. (…) Kto z nas dwojga wyznaje jej miłość – nie wie, ale jest to jej już widocznie obojętne: wszystko jedno, z jakiego pić naczynia – byle być pijanym”.

A gdy bohater, już na zawsze, wyjeżdża z miasteczka, przychodzi pod dom dziewczyny i szepcze pod płotem i pod wiatr, swoje „Kocham cię, Nadziu”. „Co staje się z Nadzią? Wydaje okrzyk, uśmiecha się całą twarzą i wyciąga ręce ku wiatrowi, radosna, szczęśliwa, taka ładna”. Ot, i cały „żarcik”, bo jasne, że do niczego nie dochodzi.

Pewna kobieta w „Dramacie” przychodzi o poradę nt. napisanej przez siebie sztuki do znanego pisarza („Paweł Wasilicz lubił tylko swoje artykuły, cudze zaś, które miał przeczytać albo których musiał słuchać, sprawiały na nim wrażenie lufy armatniej skierowanej wprost na jego fizjonomię”). Zaczyna rozwlekle przedstawiać fabułę, nie ma co kryć – nieprzesadnie oryginalną. Trwa to godzinami, kończy się zaś… zabiciem autorki przez pisarza. A koniec? ”Przysięgli go uniewinnili”.

W opowiadaniu „Córa Albionu” mizoginia wobec angielskiej guwernantki w stanie czystym, czyli brudnym. Nawet nie będę cytował, bo wstyd….

O niezawodny sposób na wierność młodej żony zadbał postarzały poczmistrz, bohater „W biurze pocztowym”. Ujawnił go podczas stypy on sam, gdy żona umarła, choć zgodnie z wiekiem był to jego czas. W całym mieście rozpowiedział, że ma ona romans z policmajstrem („Nikt w świecie nie śmiał uwijać się koło żony z obawy przed policmajstrem”). Na koniec dostaje życzenia ponownego ożenku, od popa…

Typowo wiecznie rosyjskie wydaje się opowiadanie „Śmierć urzędnika”, który w teatrze niechcący ”ocharkał” łysinę siedzącemu przed nim a znanemu mu z pracy wysokiemu dygnitarzowi. Mimo że ten prosi o puszczenie incydentu w niepamięć, z przestrachu sprawca zaczyna wręcz prześladować swą ofiarę niekłamaną skruchą. Ostatecznie niski urzędas po prostu umiera ze stresu. Tak, w Rosji władzy należy się bać – wtedy, a zwłaszcza teraz.

Czy Rosja ma dziś swego Czechowa? Jeśli już, to raczej na emigracji…

Nieco cytatów:

„Opowiadali gościom wypadki, jak to składano w grobie żywych ludzi (…). W drugim pokoju nauczyciel literatury Dodoński tłumaczył gościom, w jakich warunkach żołnierz stojący na warcie ma prawo strzelać do przechodniów. Rozmowy, jak widać, były straszne, lecz przyjemne”.

„Przez okna z podwórza zaglądali ludzie niemający prawa wejść do środka ze względu na swą sytuację społeczną”.

„40 lat pisał papiery, napisał ich tysiące, dziesiątki tysięcy, ale nie pamięta ani jednego wiersza, który by wyrażał zachwyt, oburzenie albo coś w tym rodzaju. (..) Ale czyż w papierach potrzebne są uczucia?”.

„Szkoda, że nie ma lustra, chciałbym spojrzeć na moją mordolizację” (BTW: ktoś zna takie słowo…?).

„Wszczął rozmowę ze swoim woźnicą. Jako człowiek żądny popularności, przede wszystkim zapytał o samego siebie”.

I najładniejsze dla mnie zdanie całego zbiorku: „Mucha średniego kalibru wleciała do nosa pomocnika prokuratora Gagina”.

PS Tłumaczem/tłumaczką jest – nigdy czegoś takiego nie widziałem w żadnej książce (nawet w peerelowskiej „bibule”) - „A.W.”. Koniec, kropka. Może to jest standard w bliżej, a zwłaszcza dalej, nieznanym mi wydawnictwie MG? To pisałem ja: ŁS….

Nie sądziłem, że jego opowiadania (stanowczo za późno je przeczytałem) aż tak nie są niewinne. Obraz społeczeństwa rosyjskiego jest bezlitosny - niemal każdy kogoś tu poniża, najczęściej: „bezinteresownie”. Najgorzej, jak zwykle, mają kobiety. Smutna lektura, ale zarazem podziw dla Czechowa….

W tych świetnie nakreślonych opowiadaniach wiele jest tragikomedii, komedii...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

259 użytkowników ma tytuł Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania na półkach głównych
  • 186
  • 73
72 użytkowników ma tytuł Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania na półkach dodatkowych
  • 41
  • 10
  • 5
  • 4
  • 4
  • 4
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania

Inne książki autora

Anton Czechow
Anton Czechow
Rosyjski nowelista i dramatopisarz. Klasyk literatury rosyjskiej. Mistrz „małych form literackich”, w której przeważały obrazki obyczajowe, miniatury z życia urzędników, kupców, ziemian i chłopów, łączące komizm z wyraźnymi akcentami krytyki społecznej. Znany głównie z dramatów odtwarzających tragizm powszedniej egzystencji zwykłych, przeciętnych ludzi, zazwyczaj pozbawionych woli działania, w których konflikty ukazywał w aspekcie ogólnoludzkim, społeczno-psychologicznym, a zarazem czysto rosyjskim. Anton Czechow pochodził z niezamożnej rodziny kupieckiej. Urodził się w Taganrogu, mieście położonym nad Morzem Azowskim. Po ukończeniu gimnazjum w rodzinnym mieście udał się na studia medyczne do Moskwy. Fakultet ukończył w 1884 roku, jednak zawód lekarza zupełnie go nie interesował. Już jako student medycyny publikował utwory humorystyczne i satyryczne: Śmierć urzędnika (1883 r.),Kameleon (1884 r.),łączące liryzm z ironią. Pisał na ogół krótkie utwory, gdyż jak sam twierdził sztuka pisania jest sztuką skracania, a zwięzłość jest siostrą talentu. Główna część jego dorobku powstała w długim okresie prowadzenia praktyki lekarskiej, zanim jeszcze jego dzieła przebiły się do szerszej publiczności. Jego nowele były publikowane w tym czasie, ale cieszyły się niezbyt dużym zainteresowaniem czytelników, zaś jego skomplikowanych i trudnych do adaptacji sztuk nikt nie chciał wystawiać. W lipcu 1890 roku udał się w podróż na Sachalin, miejsca zesłania politycznych i kryminalnych skazańców. Efektem wyprawy była napisane przez Czechowa dzieło Wyspa Sachalin, które w Rosji wywołała silny społeczny odzew. Teatrem interesował się od młodzieńczych lat, kiedy to jako gimnazjalista zabiegał, by go wpuszczono na spektakle teatru zawodowego, zabronione dla młodzieży szkolnej. Przez całe życie pisał felietony teatralne oraz opowiadania z życia rosyjskiej sceny. Swoją pierwszą, czteroaktową sztukę Płatonow (Bez ojcowizny),napisał mając około dwudziestu lat. Sztukę dał do przeczytania aktorce Marii Jermołowej, lecz została mu ona zwrócona. Wartość jego sztuk odkrył dopiero Konstantin Stanisławski, słynny twórca MChAT-u, który premierą Mewy (1898) przyczynił się do rozgłosu Czechowa. Trzy kolejne sztuki pisane na zamówienie MChAT-u (Wujaszek Wania, Trzy siostry, Wiśniowy sad) cieszyły się podobną popularnością co Mewa i są do dzisiaj najbardziej znanymi utworami Czechowa. Duet Stanisławski-Czechow na przełomie XIX i XX w. praktycznie zdominowała działalność MChAT-u. Obaj się świetnie rozumieli i wspólnie stworzyli podwaliny naturalizmu w teatrze, znacznie wyprzedzając swoją epokę. Istotą tego teatru było zerwanie ze sztucznymi konwencjami gry aktorskiej i zachowywanie się na scenie w możliwie jak najbardziej naturalny sposób. W 1901 r. Czechow poślubił Olgę Knipper, ulubioną aktorkę Stanisławskiego, która grała większość pierwszoplanowych ról kobiecych w sztukach Czechowa. Chorował na gruźlicę, jednak pomimo choroby udał się w morderczą podróż na wyspę zesłańców, by zebrać materiały do książki o katorżnikach (Sachalin). Na zachodzie jego sztuki rozpropagował A.S. Suworin, zamożny właściciel prawicowego dziennika „Nowoje Wriemia”, który za własne pieniądze drukował i wystawiał dzieła Czechowa w Paryżu i Londynie oraz finansował i organizował podróże Czechowa po Europie Zachodniej. Czechow zmarł 15 lipca 1904 roku na skutek wyniszczenia gruźlicą. Pochowano go z honorami na Cmentarzu Nowodziewiczym w Moskwie. Do dziś jego książki są w zestawie lektur. Należą ponadto do podstawowego kanonu literatury światowej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Fatalne jaja; Diaboliada Michaił Bułhakow
Fatalne jaja; Diaboliada
Michaił Bułhakow
📖 " Fatalne jaja" "Diabolida" Fatalne jaja" Bułhakow ukończył w październiku 1924 roku, a cztery miesiące później ukazały się w almanachu wydawnictwa "Niedra". Akcja toczy się w przyszłości, w 1928 roku, kiedy to na Związek Radziecki spada plaga potwornych gadów. Jeden z ówczesnych krytyków był zdania, że "jest to pamflet, historia o tym, w jaki sposób dobry pomysł może spowodować rzeczy okropne, jeśli do jego realizacji zabierze się człowiek odważny, ale ciemny i bez wyobraźni". Inni recenzenci wypowiadali się bardziej jasno: " polityczny sens tej utopii jest oczywisty - rewolucja zrodziła "gady", przed którymi może ocalić nas tylko cud w rodzaju osiemnastostopniowego mrozów w sierpniu". I jeszcze - "Fatalne jaja to koniec drogi twórczej Bułhakowa". Opowieść o dziwnym wynalazku profesora Persikowa, człowieka ponad wszystko ceniącego zdrowy rozsądek, pokazuje, że logika nie jest tym, co mogłoby znaleźć zrozumienie u władzy Związku Radzieckiego. W rezultacie na kraj ruszają tłumy straszliwych potworów, niszczących wszystko na swojej drodze. Państwo ratuje z sobie znanych tylko powodów siła wyższa, na nic innego liczyć nie było można. Bułhakow napisał „Diaboliadę” w 1923 roku. Pisarz dość pesymistycznie oceniał jej szanse na publikację, ale się omylił – została wydana rok później. Początkowo krytyka nie zwróciła na nią szczególnej uwagi, ale po wściekłych atakach na sztukę „Dni Turbinów” po sześciu latach przypomniano sobie także to opowiadanie. „Dla Bułhakowa nasza rzeczywistość to faktycznie fantastyczna diaboliada, w której autor nie może istnieć”, pisał jeden z krytyków. Niesamowity, chociaż realny przecież świat sowieckiej biurokracji robił dziwne wrażenie. W tych obu dość krótkich opowiadaniachnauka i absurd oraz humor z groteska ,demoniczny klimat i absurd goniący absurd to według autorów odzwierciedlenie panującego klimatu Związku Radzieckiego. Bardzo dobra lektura ,która polecam !
Aleksandra Malek - awatar Aleksandra Malek
ocenił na85 miesięcy temu
Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny Max Blecher
Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny
Max Blecher
Rumuńska kultura intelektualna to w świadomości przeciętnego odbiorcy: Cioran, Ionesco i Eliade. Okazuje się jednak, że tę krótką listę należy uzupełnić o postać Maxa Blechera. Na autora natknąłem się przy okazji mojej fascynacji Schulzem. Rzeczywiście: dużo tych twórców łączy. Żydowskie korzenie, względna bliskość geograficzna i pokoleniowa (pierwsze dekady XX wieku),ale przede wszystkim doświadczenie alienacji, znajdujące wyraz w poruszających tekstach, w których samotność szuka azylu w surrealistycznym świecie wyobraźni. Proza Blechera jest przy tym bardziej cielesna, co wynika z faktu gruźlicy kręgosłupa – choroby, która na dziesięć lat uwięziła go w łóżku. "Dziennik sanatoryjny" stanowi przejmujące świadectwo człowieka skazanego na powolną śmierć. Cierpienie przydaje jego refleksjom i wizjom tajemniczej głębi. Konwencja oniryczna prowadzi do Kafki czy Schulza, zaś specyfika pobytu w sanatorium uruchamia skojarzenia z "Czarodziejską górą" Manna. Blechera warto czytać z uwagą i współczuciem. Bardziej jeszcze niż w "Rozświetlonej jamie" (zapiskach wydanych po śmierci autora) jego tragedia wybrzmiewa w "Zabliźnionych sercach", powieści, którą zdołał opublikować pod koniec swego krótkiego życia. Na kartach tego utworu spotykamy bohatera, który wyczerpany chorobą staje się egocentrykiem manipulującym najbliższym otoczeniem. Skarby rumuńskiej literatury wciąż są dla polskiego czytelnika odkrywane. Ostatnio ukazały się tłumaczenia tekstów Mircei Cărtărescu. Być może i z tym autorem warto się zapoznać.
Wojtek Kusiński - awatar Wojtek Kusiński
ocenił na71 miesiąc temu
Małe zwierzątka Radek Rak
Małe zwierzątka
Radek Rak
„Na początku była cisza, a w ciszy były myszy i mysią była ta cisza. Przez myszy wszystko się stało, a bez nich nic by się nie stało, co się stało ”. Wpadłem na tę cudowną powiastkę przypadkiem, ale nie przypadkiem przepadłem. Coś, co się tak zaczyna, nie może być słabą literaturą – pomyślałem, co się potwierdziło. Co jak co, ale intertekstualne wrzutki cenię ponad wszystko, a tu ponadto swoisty realizm magiczny, w dodatku ekologiczny. Sympatyczna to bardzo powiastka, w konwencji współczesnej baśni utrzymana, a zarazem nienachlanie filozoficzna. W sam raz do połknięcia w przerwie między poważnymi lekturami. Dotychczas czytałem tylko najważniejszą rzecz Autora „Baśn o wężowym sercu”, a oto okazuje się, że i w małych formach świetnie się sprawdza – a może nawet i lepiej (jak uważa @Aguirre). Tutaj zwierzęta, a dokładnie myszy biorą odwet na ludziach, na złych ludziach („Cokolwiek uczyniłeś jednej z myszy najmniejszych, wszystkim myszom uczyniłeś”). Mamy wszak długą w tym tradycję, skoro „myszy zjadły Popiela”, co BTW jest taką samą prawdą, jak rzekoma tzw. „Wielka Lechia”. Najważniejsze jednak - przynajmniej dla mnie - że bohaterem nie jest żaden nowy mieszczanin. „wykształcony, młody, z dużego miasta”, tylko osoba wykluczona społecznie a zarazem – oczytana („Zawsze dużo czytałem. Pewnie za dużo. Od czytania robią się z głową dziwne rzeczy. Potem człowiek nie może jakoś odnaleźć się w życiu. Ale przestać się nie da. Straszny nałóg, te książki. Stokroć gorszy od wódki. Powinno się go leczyć na odwyku w specjalistycznych ośrodkach”). Tacy rzadko zostają bohaterami literackimi w dobrym tego słowa znaczeniu. Akcja dzieje się w Dębicy. To także szydera, ale z miłością. Wszak każde miasto może stać się tworzywem literackim… I cytaty fajne: „Owady tak bardzo przypominały maszyny: twarde pancerze, wewnątrz trochę ruchomych elementów, jakieś smary, oleje, pokrętła i przekładnie”. „Jęli kłócić się zawzięcie, i pierwszy mówił, że perspektywy są na pewno, bo zawsze istnieje raczej coś niż nic, a drugi, że czerń, noc i ciemna dupa”. „Gazet nie czytają tylko debile, jak twierdził pan Jonasz, bo debilom wystarczy internet”. „Zaczął pić i pił tak, że nie wytrzeźwiał porządnie już nigdy”. „Historia to coś, co składa się z bólu i cierpienia”. „A poza tym to nie wie nikt, na co się Pan Bóg z psami umawiał. Z ludźmi to wiadomo: na duszę nieśmiertelną, na niebo albo piekło, do wyboru. Ale z psami? Dlaczego miałby się umawiać z psami na to samo, co z ludźmi?”. „Dobrze wiedział, że nie da się rozumieć drugiego człowieka i że wiążąc się z kimś, zawsze skazujemy się na nierozumienie. I że nie tylko najbliższych nie rozumiemy, ale w ogóle nikogo ani niczego, człowieka, zwierzęcia, świata, Boga, i że to nie jest ani dobre, ani złe, tylko po prostu zwyczajne”. „Świat najwyraźniej został tak skonstruowany, by taki nikt jak on dostawał dokładnie to samo, co prawdziwi ludzie”. „- Już dawno nie przynależysz do świata ludzi. Właściwie to nigdy cię tam nie chcieli. Czemu nie pójdziesz z nami? Idziemy w nieskończoność”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na711 miesięcy temu
Policja Sławomir Mrożek
Policja
Sławomir Mrożek
Sztuka "Policja"przedstawia śmieszno - straszną wizję utopijnego państwa policyjnego. Dramat ukazał się w 1958r., gdy Polska oddychała już dwa lata październikową odwilżą. Utwór Mrożka pozbawiony jest odniesień, które pozwoliłyby umiejscowić jego świat przedstawiony w konkretnym czasie i miejscu. Dzięki temu zabiegowi stworzona przez pisarza wizja zyskała wymiar ponadczasowy i uniwersalny, a autorowi udało się zmylić czujność cenzury. To, co dzieje się na początku sztuki, powinno wywoływać radość w sercach władzy owego, bliżej nieokreślonego, państwa a także aparatczyków chroniących jego władzę. Odniesiony został bowiem wyjątkowo spektakularny sukces: wszyscy buntownicy zostali unieszkodliwieni lub podporządkowani państwu. W więzieniach nie ma już osadzonych, nawet ten ostatni - najbardziej uparty buntownik kontestujacy opór od dziesięciu lat - chce podpisać lojalkę i uznać obecny system polityczny w państwie za najlepszy. Oczywiście nikt nie wierzy mu na słowo, jego poglądy i zapatrywania wystawiane są na liczne próby podczas drobiazgowego przesłuchania. Przy okazji czytelnik dowiaduje się, że w tym kraju funkcjonuje sieć krematoriów - więzień, w których palone są zwłoki opozycjonistów, a służby drobiazgowo sprawdzają wszystkie przesyłki nadchodzące z zagranicy. Więzień ostatecznie zaskakuje śledczego stwierdzeniem, że zawsze uważał, iż najważniejszą wartością w życiu człowieka jest wolność. Teraz jednak przekonał się, że również podporządkowywanie się dobrym rządom może być przyjemne i wartościowe. Nie ma więc podstaw do trzymania ostatniego buntownika w więzieniu. Akt pierwszy kończy się następująco: 🔰"WIĘZIEŃ (niewidoczny, za oknem) - Niech żyje nasz Infant i Jego Wuj Regent!!! NACZELNIK POLICJI (ukrywa twarz w dłoniach, załamując się) - Boże, Boże… SIERŻANT (marzycielsko) - Może by go sprowokować… Dlaczego naczelnik więzienia nie cieszy się z tego sukcesu? Skąd jego zaskakująca reakcja i ten dziwny monolog, który wygłasza? 🔰"Cała policja znajduje się na skraju przepaści, w przededniu katastrofy [...] mamy piękne, z takim nakładem kosztów zbudowane więzienia, mamy ofiarnych, wyszkolonych ludzi, mamy sądy i administrację, a także kartoteki – i nie mamy już ani jednego więźnia. Nie mamy nawet ani jednego podejrzanego, nawet ani jednej poszlaki. Lud stał się bestialsko, okrutnie, dziko lojalny." Zachowanie ostatniego więźnia burzy ustalony od dawna porządek i sprawia, że istnienie Policji przestaje mieć sens. Trzeba, więc "stworzyć" jakiegoś buntownika, spreparować zamach, tylko gdzie takiego frustrata lub niepoprawnego idealistę znaleźć? Kto będzie tak wierny i oddany, aby udźwignąć ciężar zostania "Odkupicielem"? Nie ma wątpliwości, że naczelnik policji, kogoś takiego znajdzie. Przedmiotem drwiny w tej sztuce stała się instytucja, która chociaż została powołana do utrzymania ładu i porządku, sama zaczyna tworzyć wywrotowe myśli i działania, aby usankcjonować swoje istnienie. W utworze został ukazany w krzywym zwierciadle obraz totalitarnego państwa i jednostek "trzymających" władzę, które powodowane żądzą jej utrzymania i egoizmem, zdolne są do podejmowania skrajnie irracjonalnych działań. Dramat opowiada w sposób uniwersalny o wynaturzeniach aparatu policyjnego, o władzy, której racją istnienia staje się „poddany-opozycjonista”. Pokazuje też chwiejność bohaterów, ich ideologicznych postaw, w sytuacji, gdy mają możliwość sięgnięcia po władzę. Skutki owej żądzy władzy zostają najpełniej zilustrowane w absurdalnym finale utworu. Mrożek doskonale posługuje się groteską, ironią i absurdalnym humorem, przez które przebija nie tylko krytyka totalitarnej władzy, ale też gorzka prawda o ludzkiej naturze. Ten dramat to debiut sceniczny pisarza, ale bardzo udany, gdyż jest to jedna z najczęściej wystawianych sztuk Sławomira Mrożka w Polsce i za granicą. (5) Wyzwanie czytelnicze LC marzec 2025: Przeczytam polską książkę wydaną w latach 1945 -89. Pierwsze wydanie utworu: 1958 rok
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na101 rok temu
Ucho igielne Wiesław Myśliwski
Ucho igielne
Wiesław Myśliwski
„Ze szczytu schodów" [1] „Oczywiście ci którzy stoją na szczycie schodów oni wiedzą oni wiedzą wszystko co innego my sprzątacze placów zakładnicy lepszej przyszłości którym ci ze szczytu schodów ukazują się rzadko zawsze z palcem na ustach"[2]. Trudno ubrać w odpowiednie słowa zachwyt i uznanie dla autora tej tak niezwykle poetyckiej opowieści. Bo to proza, ale w bardzo plastyczny i pełen typowych dla poezji niedomówień i skojarzeń sposób ukazująca pod pozornie banalnymi wydarzeniami całą złożoność i nieuchronność, a także, co zdaje się podkreślać autor, powtarzalność ludzkiego losu. Pewnie najlepiej byłoby to zrobić jak najprościej, unikając słów niepotrzebnych, banalnych lub zbyt patetycznych, ale ta umiejętność dana jest tylko artystom pióra – takim jak Wiesław Myśliwski. Powieści autora, a wśród nich „Ucho Igielne" w twardych oprawach, z obwolutami stworzonymi przez malarza Stanisława Baja, wydał w 2018 r. Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Pierwowzorem każdej z okładek był inny olejny obraz artysty – malarska wizja i kwintesencja treści książki. Ta zdobiąca „Ucho Igielne”, kiedy dobrze się jej przyjrzymy, przedstawia schody w ciemności prowadzące do wąskiego przejścia, przez które widzimy fragment świetlistej przestrzeni. To metafora, ale nie wyłącznie, bo tytuł książki pochodzi od sandomierskiego zabytku, wąskiego przejścia w dawnych, obecnie już nieistniejących murach obronnych miasta, które nosi nazwę Furty Dominikańskiej, albo Ucha Igielnego z powodu charakterystycznego kształtu - wydłużonego i rozszerzającego się ku górze. Do Ucha Igielnego, tego prawdziwego, i tego pojawiającego się w powieści, prowadzą strome schody, które tak opisuje autor: „Niektórzy, doszedłszy do Ucha Igielnego, przystawali, jak gdyby po połowie życia, bo przeważnie wtedy nachodzą nas pierwsze lęki przed przyszłością i zaczyna się człowiek oglądać za przeszłością. A Ucho Igielne znajdowało się mniej więcej w połowie schodów. Przy czym nie było szersze niż na dwie szczupłe osoby lub jedną tęgą, więc przystawałem i ja, chociaż nie miałem jeszcze za czym się oglądać, a przyszłość nie napawała mnie lękiem"[3]. Od pewnego spotkania na szczycie tych schodów rozpoczyna się akcja powieści. Spotkanie jest niezwykłe, a jego przebieg zupełnie nieoczekiwany, a nawet sensacyjny. Czytając dalej, stajemy się widzami niezwykłego seansu – projekcji pamięci bohatera. Jednego, lub może dwóch, bo dopiero po pewnym czasie staje się to zupełnie jasne, choć dla mnie w jakimś momencie straciło to znaczenie i przestałam się nad tym zastanawiać. Tak, jak w innych swoich powieściach, i tu autor, prowadząc czytelnika przez swój literacki świat zwykłych codziennych zdarzeń, relacji z rodzinnych rozmów, spotkań z pozornie przypadkowymi ludźmi, odkrywa przed nim świat zawiłości i tajemnic jego (czytelnika) własnego życia. A życie nas wszystkich, chociaż ludzkie losy bywają tak różne, dziwne i skomplikowane składa się na ogół z kilku takich samych elementów, do których wracamy przez lata, czy tego chcemy, czy nie. Stają się jego podwaliną, rusztowaniem, na którym budujemy lub przeciwnie przeszkodą, kłodą, demonem, z którym musimy walczyć. To rodzina – matka i ojciec – miejsce urodzenia i dorastania, pierwsza miłość. Doświadczona, spokojna i Wiedząca Starość spotyka na stronach tej książki chaotyczną, niespokojną i pędzącą na oślep Młodość. Na nic wskazówki, na nic przestrogi, na nic mądre rady – każdy przeżywa swoje życie sam i tak być musi. Te dwa stany – Starość i Młodość – spotykają się niczym bohaterowie powieści: jeden o lasce stąpa ostrożnie po stromych stopniach schodów, drugi biegnie, skacząc po dwa, trzy stopnie, pewnie i butnie. Lecz ten drugi „nie wiedział, że jego przyszłość, a także dzieciństwo, młodość mieściły się w mojej starości, że je przeżyłem, zamartwiając się nieraz o niego, dręcząc się przez całe życie tą jego przyszłością, podobnie jak swoją przeszłością" [4] - mówi autor słowami swojego bohatera. A wszystko dzieje się na tle determinującej jego życie historii. Rozpoczynając od lat przedwojennych, kiedy we wspomnieniach i nocnych koszmarach sąsiada nazywanego Wujciem pojawia się pierwsza wojna światowa, przez okres okupacji, wyzwolenia i pierwszych lat powojennych, na udanej karierze naukowej we współczesnej Polsce kończąc. Zderza się bohater z tą historią wielokrotnie i doświadcza tego, co nieobce i innym postaciom z powieści Wiesława Myśliwskiego – musi się jej podporządkować. Po pierwszym nieudanym starcie na studia i podjęciu pracy w fabryce – suszarni owoców, jego ojciec stwierdza: „Państwo robotnicze, to jako robotnik będzie miał fory. (...) Bo jakie czasy, tak i pytają, i tak trzeba odpowiadać. Nic nie ma za darmo. Musi się życia nauczyć. Rozejrzyj się dookoła, gołym okiem widać, że mało kto jest niepojętny. Do tej pory nie powiedział nam, o co go pytali. Widocznie nie umiał być pokorny, że nie dostał się"[5]. Bo bohaterowie powieści są ludźmi z krwi i kości, mają swoje sekrety, swoje wady, romansują, bywają samolubni i gotowi na ustępstwa w poszukiwaniu lepszego losu dla siebie i swoich bliskich. To stąd powstało moje skojarzenie z wierszem Zbigniewa Herberta, z którego zaczerpnęłam tytuł recenzji, a w którym poeta nazywa ludzi żyjących w stanie pewnej podległości w stosunku do historii, do totalitarnej i myślę, że każdej innej opresyjnej władzy, „zakładnikami lepszej przyszłości". W tej powieści wszystko rozgrywa się jednak w przeszłości, która jest zapewne również czyjąś przyszłością, zakładając powtarzalność ludzkich losów. „Przeszłość wciąż się w nas dzieje, dopominając się o naszą pamięć. Nie wykluczam jednak, że ta pamięć się kiedyś urwie i nie będzie się mówiło, tam, gdzie to getto, tylko tam, gdzie ten hotel" [6] - tak ze smutkiem stwierdza bohater i trudno się z nim nie zgodzić. To nie jest lektura wesoła, niewiele jest w niej momentów pogodnych, ale jest poruszająca i skłania, a nawet zmusza, do refleksji nad życiem i jego przemijaniem . To jedna z tych książek, do których się wraca, i nawet zaraz po skończeniu można by właściwie zacząć jeszcze raz, od początku, lub otwierając na dowolnej stronie, bo nie daje spokoju. Czy jest to historia bardziej odpowiednia dla czytelnika dojrzałego? To trudne pytanie. Z pewnością doświadczenia życiowe dają inną, może lepszą perspektywę, ale prawdziwa literatura zna sposoby, aby dotrzeć do każdego ze swoim, odpowiednim dla niego, przesłaniem. Bo choć do powieści Wiesława Myśliwskiego trzeba czasem „dorastać", czego sama doświadczyłam, to niekoniecznie musi być to związane z wiekiem metrykalnym. „Uwierzyć w życie, jakaż to trudna wiara, jeśli się nad tym zastanowić. Może dlatego że z pozoru prosta, zwyczajna, pospolita. A jednak to najtrudniejsza z wiar. Tym bardziej że są tylko dwie perspektywy życia: młodość i starość. Kiedy człowiek jest młody, nie wierzy, że będzie stary, a gdy jest stary, nie wierzy, że był młody"[7]. [1] Zbigniew Herbert, „Ze szczytu schodów", w: „Raport z oblężonego Miasta i inne wiersze”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 1992, s.8. [2] Tamże. [3] Wiesław Myśliwski, „Ucho Igielne”, Wydawnictwo Znak, 2018, s. 47. [4] Tamże, s. 99. [5] Tamże, s. 41. [6] Tamże, s. 387. [7] Tamże, s. 341.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na912 dni temu
Żywego ducha Jerzy Pilch
Żywego ducha
Jerzy Pilch
"Powiedzieć, iż powoli wkrada się monotonia, to nic nie powiedzieć". „Zapisuję – nie wiadomo dla kogo - dzieje zaniku”? Coś mi ta fraza przypomina Nie robię z siebie idioty, nie kreuję się ze starczym kabotyństwem na malowniczego dementa; w sensie ścisłym mam dziewięćdziesiątkę na karku i to, i owo, a prawdę powiedziawszy prawie wszystko zapominam. {…} Nie ma dwudziestolatków, nie ma prawdziwych mężczyzn, nieprawdziwych też nie ma; nie ma zdumionych nagłą utratą młodości starców. Ani ekspedientów, ani ekspedientek, ani sprzedawców, ani sprzedawczyń, ani ochroniarek, ani ochroniarzy. Puste są kina, filharmonie i stadiony, w teatrach nie ma aktorów, ani publiczności. Puste autobusy, puste samoloty, puste tramwaje. Puste lotniska, dworce i parkingi. Nie ma policjantów, nie ma strażaków, nie ma sanitariuszy. Powiedzieć, iż powoli wkrada się monotonia, to nic nie powiedzieć". J. Pilch, Żywego ducha Żywego ducha J. Pilcha – powieść (dystopia) z 2018r., należy do jednych z ostatnich tekstów autora, zmarłego 29 maja 2020 r. Pomysł zmierzenia się z Apokalipsą, jak sam przyznaje zaczerpnął ze stu stron Wydarzenia Guida Morsellego, powieści w przekładzie B. Sieroszewskiej, (wyd. polskie - 1980r.). J. Pilch wraca do tematu zagłady świata po czterdziestu latach od lektury tekstu włoskiego pisarza, by rozliczyć się z własnego życia, doświadczenia choroby, bólu i cierpienia, a przede wszystkim samotności. Jak napisze W. Bereś - to „powieść opowiadającą o samotności ostatniego człowieka”. Inicjalne zdanie Żywego ducha zapowiada historię, którą Każdy chciałby odkryć, by dowiedzieć się, jak może wyglądać Zagłada i kto jest jej autorem: „Przez otoczone kredowymi wzgórzami miasto, w którym w zupełnej samotności, niedołężny i schorowany spędzam końcówkę życia, przeszedł anioł śmierci i mało, że wszystkich szlag trafił, to wszyscy zniknęli”. W typowej dla autora frazie czytelnik odnajdzie słowo - klucz: „zagłada”, „cyrk”, „plaga”, „Apokalipsa”, itp., będące osią pierwszoosobowej narracji, od pierwszej, do ostatniej strony. Rzecz dotyczy Warszawy (Pałac Kultury, Plac Zwycięstwa, Hoża...) i jej mieszkańców, z jedynym uratowanym narratorem. Pytanie fundamentalne nie schodzi z ust ocalałego: kto jest winien zagłady? O pustce nie tylko miasta, ale i świata, w którym przyszło mu dopełnić żywota, jest przekonany od samego początku, bo „zwielokrotniona pustka dławiącym dopełnieniem wszystkich pustek świata była”.
zoe - awatar zoe
ocenił na81 rok temu
Wieczny mąż (edycja kolekcjonerska) Fiodor Dostojewski
Wieczny mąż (edycja kolekcjonerska)
Fiodor Dostojewski
🎭 „Wieczny mąż”, czyli dostojewszczyzna w wersji light – bez nadęcia, z klasą 🎭 📖 Przeczytałem. I wreszcie odetchnąłem. Tu się nie krzyczy wielkimi literami, tu się mówi cicho, ale celnie. Dostojewski w tej miniaturze pokazuje, że potrafi pisać nie tylko wielkie księgi pokuty, ale też zgrabne, gęste opowieści, w których każda ironia ma swoje echo. 👤 Główni bohaterowie? Dwóch facetów i jedna przeszłość. Wielczaninow – dawny kochanek cudzej żony, dziś już melancholijny hipohondryk. Trusocki – mąż tejże, który wie, ale nie mówi. Obserwuje. Wkrada się. I cały czas jest o krok za nim – albo może o krok przed? Tytułowy „wieczny mąż” – mężczyzna nie tyle zdradzany, co skazany na zdradę. Nie rogi, ale rola. 🔍 To książka o upokorzeniu, które żyje dłużej niż wstyd. O zemście, która nie musi być spektakularna, żeby działać. I o męskości – nie tej z muskułem i pistoletem, tylko tej z cieniem na twarzy i piwem w ręce, wypitym za zdradę, której się nie zapomniało. 🧠 Dostojewski tu nie filozofuje. On pokazuje. Scenki. Dialogi. Nieciągłości. Jakby pisane bez presji, a mimo to w każdej linii czuć ciężar. Ale nie ciężar bycia Rosjaninem – tylko ciężar bycia człowiekiem. 💬 Styl? Prosty. Równy. Bez histerii. Narracja płynie jak przy stoliku, po trzecim kieliszku – kiedy jeszcze trzymasz fason, ale już zaczynasz mówić prawdę. A jednak, mimo całej tej „lekkiej” formy, w środku roi się od psychologicznych ciosów. Cichych, celnych, zabójczych. 😏 To Dostojewski dla tych, którzy nie chcą Dostojewskiego na ambonie. Raczej w kawiarni. Albo w sypialni po burzy. Bez rekolekcji, bez teologii – ale z doskonałym wyczuciem ludzkiej małości. 📚 Ocena: 8/10 za literacką klasę bez kombinowania. Za duszną psychologię bez nadęcia. I za to, że mało stron, a i tak w głowie zostaje.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na810 miesięcy temu

Cytaty z książki Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania

Więcej
Anton Czechow Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania Zobacz więcej
Anton Czechow Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania Zobacz więcej
Anton Czechow Żarcik i inne (bardzo różne) opowiadania Zobacz więcej
Więcej