
Elegia dla bidoków

- Kategoria:
- biografia, autobiografia, pamiętnik
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- Hillbilly Elegy: A Memoir of a Family and Culture in Crisis
- Data wydania:
- 2018-02-15
- Data 1. wyd. pol.:
- 2018-02-15
- Liczba stron:
- 318
- Czas czytania
- 5 godz. 18 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788365973047
- Tłumacz:
- Tomasz S. Gałązka
(Wydanie I, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa, 2018)
"Elegia dla bidoków" - Porażająca, choć niepozbawiona humoru opowieść o dorastaniu w biednym miasteczku w „pasie rdzy”. To również napisana z uczuciem i zaangażowaniem analiza kultury pogrążonej w kryzysie – kultury białych Amerykanów z klasy robotniczej. O zmierzchu tej grupy społecznej, od czterdziestu lat ulegającej powolnej degradacji, powiedziano już niejedno. Nigdy dotąd jednak nie opisano jej z takim żarem, a zwłaszcza – od środka.
Historia Vance’ów zaczyna się w pełnych nadziei latach powojennych. Ciężką pracą udało im się awansować do klasy średniej, a ukoronowaniem sukcesu stał się J.D., który jako pierwszy w rodzinie zdobył dyplom wyższej uczelni. Vance pokazuje jednak, że nie da się uciec od spuścizny przemocy, alkoholizmu, biedy i traum, tak typowych dla rejonu, z którego się wywodzili.
Elegia dla bidoków to aktualne i niepokojące rozważania o tym, że znaczna część Stanów Zjednoczonych straciła wiarę w amerykański sen, co znalazło odzwierciedlenie w wyniku ostatnich wyborów prezydenckich. To książka, która pokazała Amerykanom z dużych miast, jak mało wiedzą o swoich rodakach, jak mylne mają o nich wyobrażenie. Ciepła, wyrozumiała narracja Vance’a stała się ważnym głosem w dyskusji o rozwarstwieniu społecznym. W tym sensie jest to rzecz uniwersalna, rzuca nowe światło na podziały społeczne i polityczne również w Polsce.
„Podziwiam odwagę J.D. Vance’a”.
Bill Gates
„Lektura obowiązkowa dla tych, którzy chcą zrozumieć dzisiejszą Amerykę i przyjrzeć się wyborcom Donalda Trumpa, obywatelom urodzonym „po złej stronie torów”: białym, biednym, bez wykształcenia i perspektyw. Takiego obrazu nie pokaże żadna literatura reportażowa ani podróżnicza”.
Bohdan Szklarski, politolog, amerykanista
„Żadna inna książka nie opisuje celniej naszej rzeczywistości”.
„The New York Times”
„Jak wyjaśnić fenomen Donalda Trumpa? Odpowiedź znajdziecie w Elegii dla bidoków, a nie pada tam nawet nazwisko amerykańskiego prezydenta. Niezwykła książka”.
„The Globe and Mail”
„Socjologowie od dawna starają się dotrzeć do sedna problemów białej amerykańskiej klasy robotniczej. Bezrobocie, rozwody, uzależnienia. Tymczasem J.D. Vance doświadczył ich na własnej skórze i opisał w taki sposób, byśmy wszyscy zrozumieli, jak trudno wyrwać się z zaklętego kręgu biedy”.
„The Washington Post”
„To książka o przepaści między białymi Amerykanami z klasy robotniczej a bogatszą grupą uznawaną za uprzywilejowaną. Dotyczy nas wszystkich”.
Cate Blanchett
Kup Elegia dla bidoków w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Elegia dla bidoków
Od bidoka do bohatera
Rzadko, drodzy Państwo, tworzę notatki – nie spisuję ani list zakupów, ani żadnego rodzaju przypominajek, na studiach nie zapisywałem tego, czym wykładowca chciałby się z gronem słuchaczy podzielić. Jedynym bodaj wyjątkiem jest zapisywanie na bieżąco wrażeń z lektury, z których potem – jeśli chciało mi się sięgać po telefon wystarczająco często – powstaje recenzja. Różnie bywa z przydatnością takich komentarzy, ale przy „Elegii dla bidoków” sprawdziły się wyśmienicie, bo pozwoliły mi przed pisaniem tego tekstu spojrzeć na nią z innej perspektywy niż ta, która sama mi się narzuca – i, tym samym, nie skrytykować jej od góry do dołu za to, że nie jest tym, czego się spodziewałem.
Podchodziłem do bestsellera J.D. Vance’a bardzo pewny swego z dwóch względów: po pierwsze jestem zadeklarowanym miłośnikiem Serii Amerykańskiej, w której Wydawnictwo Czarne prezentuje literaturę non-fiction opisującą historię i realia życia w USA. Po drugie: całkiem niedawno przeczytałem „Obcego we własnym kraju” Arlie Hochschild, rzecz teoretycznie bardzo zbliżoną do „Elegii dla bidoków”. Spodziewałem się jednej różnicy: o ile socjolożka patrzyła na klasę robotniczą (bo o tej w większości pisze w swojej pracy) z zewnątrz, Vance się z niej wywodzi. Lektura jego książki udowadnia, że ten, zdawać się może, szczegół nie tyle zmienia perspektywę, co redefiniuje całość.
W pierwszej notatce, stworzonej po kilkunastu zaledwie stronach, zapisałem, że autor stawia emocje nad intelektem; w którejś z kolejnych zwróciłem uwagę na bardzo szczere wypowiedzi dotyczące siostry i osobistych przemian religijnych. Wydawały mi się one, z braku lepszego słowa, niewłaściwie, co doskonale świadczy o tym, że wciąż pozostawałem pod wpływem „Obcego we własnym kraju” - rzeczy świetnie napisanej i diablo ciekawej, należącej jednak przy tym bezsprzecznie do obiegu akademickiego. Tymczasem „Elegia dla bidoków” nie ma z nim nic wspólnego; to wspomnienia – wspomnienia opatrzone całkiem szerokim komentarzem społecznym i ekonomicznym, zahaczającym niekiedy o politykę, ale wciąż wspomnienia, czyli rzecz skupiona raczej na emocjach niż faktach.
To tłumaczy niemal wszystko: ścisłe trzymanie się przez Vance’a detali biograficznych (które, spodziewałem się, będą stanowiły tylko punkt wyjścia),długie portrety kolejnych członków rodziny autora, rzadkie – szczególnie w pierwszej połowie książki – przechodzenie do uogólnień i podsumowań. „Elegia dla bidoków” reklamowana jest szeroko jako odpowiedź na pytania dotyczące przemian w Ameryce i opis grupy społecznej, której współczesny upadek nabiera coraz większego impetu – nie warto owym hasłom ufać. To wspomnienia J.D. Vance’a, który z owej grupy społecznej się wyrwał; wiele miejsca poświęca swoim współziomkom z Pasa Rdzy, ale jeszcze więcej tytanicznym wysiłkom, jakie podjął, aby nie podzielić ich losu (choć, warto dodać na marginesie, widać wyraźnie, że wciąż się z nimi identyfikuje, a autentyczność stanowi jedną z największych zalet jego książki). Mało w nich chłodnej refleksji, zdecydowanie więcej dramatu, który rozpływa się ostatecznie w kolejnych pep-talkach. Są tytułowi bidocy, ale jest też niosący zbawienie korpus marines i bohater, który nigdy się nie poddaje. Z całą pewnością da się na podstawie tej historii nakręcić pełen otuchy film. Ale czy można wyciągać z niej kluczowe wnioski? Tutaj zachowuję ostrożność.
Warto opisać krótko komentarze Vance'a. Powtórzę: autor zachowuje w nich prawdziwość, która zapewnia „Elegii dla bidoków” mnóstwo energii. Często jednak sprowadza wszystko do szokujących haseł i chwytliwych dygresji: pisze o zębach pożartych przez mountain dew oraz żyjących z zasiłków narkomanach, rzadko jednak mocniej pochyla się nad ogólnymi problemami. W pewnym miejscu określa intelekt swoich towarzyszy ze studenckich czasów w Yale jako głęboki, choć nie przytłaczający, lecz w swojej książce zdecydowanie woli błyszczeć niż podejmować poważne rozważania. Cóż, jako absolwent jednego z najbardziej prestiżowych uniwersytetów na świecie pewnie miałby kompetencje do takiej refleksji, ale to nie ta książka – i o tym warto pamiętać, żeby się nią nie rozczarować.
„Elegia dla bidoków” stała się przebojem w Stanach Zjednoczonych, co nie dziwi mnie w najmniejszym stopniu. To pełne emocji wspomnienia, które nieco wrażliwszych czytelników doprowadzą do łez, bo stanowią klasyczny przykład opowieści o drodze od zera do bohatera. Popularność książki z pewnością wzmocniły wszystkie pytania towarzyszące wyborowi Donalda Trumpa na prezydenta USA, ale, choć często bywa tak reklamowana, ta książka na nie nie odpowiada – zainteresowanym tą tematyką poleciłbym raczej wspomnianego już „Obcego we własnym kraju”.
PS Nie chcę wypowiadać się na temat tłumaczenia, bo nie znam oryginału, wydaje mi się jednak, iż Tomaszowi Gałązce udało się utrzymać nieco zaczepny ton całości. Mam tylko drobną uwagę: szkoda, że niektóre bidockie określenia nie zostały przedstawione w oryginalne (parę „hillbilly”-”bidok” znamy, ale co chociażby z duliną?). No i „matryce” zamiast „macierzy” we fragmencie poświęconym rozszerzonej matematyce – ścisłowcy tego nie wybaczają.
PPS Brawa dla wydawnictwa Marginesy za umieszczenie nazwiska tłumacza w tak wyeksponowanym miejscu! W naszym kraju, niestety, wciąż nie jest to normą.
Bartosz Szczyżański
Oceny książki Elegia dla bidoków
Poznaj innych czytelników
3875 użytkowników ma tytuł Elegia dla bidoków na półkach głównych- Przeczytane 2 044
- Chcę przeczytać 1 767
- Teraz czytam 64
- Posiadam 295
- 2018 108
- 2025 45
- 2021 29
- Audiobook 28
- 2019 26
- Literatura amerykańska 23








































OPINIE i DYSKUSJE o książce Elegia dla bidoków
Mam trochę mieszane uczucia co do oceny tej pozycji. Z jednej strony pokazuje nieco dość traumatyczne, pozbawione perspektyw życie ubogiej, biednej, białej klasy robotniczej, z drugiej jednak strony mam wrażenie, że po części autor stara się usprawiedliwiać złe decyzje podejmowane w swoim życiu przez tych ludzi. O ile pewnie nie mają w 100% decyzyjności co do tego jak kształtować swoimi decyzjami swoje przyszłe życie, to jednak z drugiej strony zabieranie im tego sprawstwa też nie jest do końca prawdziwe. W książce za dużo jest (przynajmniej dla mnie) opowieści o sobie samym autora kosztem opisu całej socjologicznej złożoności świata zubożonej białej klasy niewykwalifikowanych robotników, jakiej spodziewałbym się po przeczytaniu recenzji tej książki. Mimo wszystko warto przeczytać "dzieło" przyszłego wiceprezydenta USA.
Mam trochę mieszane uczucia co do oceny tej pozycji. Z jednej strony pokazuje nieco dość traumatyczne, pozbawione perspektyw życie ubogiej, biednej, białej klasy robotniczej, z drugiej jednak strony mam wrażenie, że po części autor stara się usprawiedliwiać złe decyzje podejmowane w swoim życiu przez tych ludzi. O ile pewnie nie mają w 100% decyzyjności co do tego jak...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWarto zerknąć do książki, która przecież w dużej mierze, zrobiła z J.D. Vance'a drugą osobę w USA. Najbardziej wartościowe rozdziały to te ostatnie, w których zderza nawyki wyniesione z biedy i patologii, w których wyrósł, z "egzotycznymi" jak na standardy jego klasy społecznej światami wojska czy Yale.
Warto zerknąć do książki, która przecież w dużej mierze, zrobiła z J.D. Vance'a drugą osobę w USA. Najbardziej wartościowe rozdziały to te ostatnie, w których zderza nawyki wyniesione z biedy i patologii, w których wyrósł, z "egzotycznymi" jak na standardy jego klasy społecznej światami wojska czy Yale.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawy wgląd w psychologię obywateli biedniejszych stanów w USA, ale nie mogłam przeżyć ani języka ani akceptacji dla okropności.
Ciekawy wgląd w psychologię obywateli biedniejszych stanów w USA, ale nie mogłam przeżyć ani języka ani akceptacji dla okropności.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie zdawałam sobie sprawy co tam się wśród tych bidoków z USA wyprawia, więc cieszę się, że sięgnęłam po tę pozycję. Dużo tłumaczy, bardzo prostym językiem stara się odpowiedzieć na pytanie dlaczego amerykański sen nie jest dla każdego. Dotyka sedna tego jadra ciemności, jakim jest bieda, nędza, skąd się bierze ... i dlaczego ludzie biedni obwiniają wszystkich i wszystko tylko nie siebie. bywa , że wyparcie jest na poziomie hardcore.. ciekawa, ale spodziewałam się obyczaju ( z uwagi na to, ze obejrzałam najpierw film),więc jestem zdziwiona odniesieniami do badań różnych specjalistów, literatury naukowej. Ciekawa i potrzebna lektura. Polecam.
Nie zdawałam sobie sprawy co tam się wśród tych bidoków z USA wyprawia, więc cieszę się, że sięgnęłam po tę pozycję. Dużo tłumaczy, bardzo prostym językiem stara się odpowiedzieć na pytanie dlaczego amerykański sen nie jest dla każdego. Dotyka sedna tego jadra ciemności, jakim jest bieda, nędza, skąd się bierze ... i dlaczego ludzie biedni obwiniają wszystkich i wszystko...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa ksiazka zostanie ze mna na dlugo. Wciagajaca. Do przeczytania w dwa dni. Jest tu obraz prowincji w USA widziany oczami chlopca, ktory analizuje i probuje zrozumiec dlaczego ludzie wokol niego nie radza sobie z zyciem. J.D.Vance, wydal te ksiazke w 2016 roku. Po polsku dostajemy ja dopiero teraz, dostepna jest w naszym jezyku od 2025. Czy odnosi sie ona jakos do obecnej roli J.D. Vance'a jako wiceprezydenta USA? Na pewno. Pokazuje jednak przede wszystkim dziecinstwo, mlodosc, biede i problemy wynikajace z brakow, chorego myslenia i slabosci. Ksiazka dotykala moich czulych punktow bo nie tylko w Ameryce ludzie dorastaja w patologicznych, choc na pozor nic na to nie wskazuje, rodzinach. W Polsce uzaleznienie od alkoholu czy hazardu bardzo niszczy rodziny. Mysle, ze to poruszajaca i podejmujaca spoleczne kwestie, lektura. Zwlaszcza dla mlodych ludzi moglaby okazac sie przelomowa. Kiedy mloda istota nie widzi sensu swojego zycia i musi dzwigac na plecach caly dom bo rodzicow albo nie ma albo sobie nie radza z pomoca przychodzi opowiesc J.D., ktory mowi: "Dasz rade. Nie poddawaj sie." Ja tez tam bylem. Oczywiscie potrzebna jest jakas dorosla, wspierajaca dlon, zeby dojsc tak daleko, ale mysle, ze takie historie jak ta tez sa duzym wsparciem. Niestety czesto takie osoby nie czytaja, wiec moze siegna po film? Ja polecam poki co ksiazke bo filmu nie widzialam. Aha i badzmy dumni z tego co udalo nam sie osiagnac. Nie ma w tym nic zlego. Wspierajmy samych siebie.
Ta ksiazka zostanie ze mna na dlugo. Wciagajaca. Do przeczytania w dwa dni. Jest tu obraz prowincji w USA widziany oczami chlopca, ktory analizuje i probuje zrozumiec dlaczego ludzie wokol niego nie radza sobie z zyciem. J.D.Vance, wydal te ksiazke w 2016 roku. Po polsku dostajemy ja dopiero teraz, dostepna jest w naszym jezyku od 2025. Czy odnosi sie ona jakos do obecnej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie jest to może wybitne dzieło, sporo w nim powtórzeń. Czasami miałem wrażenie, że niektóre fragmenty to laurka wystawiana przez autora dla samego siebie. Ale ostatecznie opowiada o bardzo ciekawej części społeczeństwa USA, erozji jaką tam zaszła, być może też przyczyn dla takich a nie innych kierunków politycznych tego kraju.
Nie jest to może wybitne dzieło, sporo w nim powtórzeń. Czasami miałem wrażenie, że niektóre fragmenty to laurka wystawiana przez autora dla samego siebie. Ale ostatecznie opowiada o bardzo ciekawej części społeczeństwa USA, erozji jaką tam zaszła, być może też przyczyn dla takich a nie innych kierunków politycznych tego kraju.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka opisująca skrajną patologię klasy robotniczej Ameryki. Niektóre opisane sytuacje nie mieszczą się w głowie, powiem tak- wiele wyjaśnia.
Książka opisująca skrajną patologię klasy robotniczej Ameryki. Niektóre opisane sytuacje nie mieszczą się w głowie, powiem tak- wiele wyjaśnia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutohagiografia. Do tego w nieznośnie amerykańskim stylu, od pucybuta do wiceprezydenta USA.
Lekturę podjąłem, by cokolwiek zrozumieć z ideologii ruchu MAGA, w którym autor jest jedną z czołowych postaci. By zrozumieć politykę już nawet nie izolacjonizmu (pamiętamy go dobrze z historii),ale jakiejś buty, egoizmu, skrajnej ignoracji i postępującego zamachu na wolność człowieka, które w przypadku Stanów Zjednoczonych są jednak zupełnie nowymi zjawiskami.
Dużo więcej wnosi lektura „Władcy świata” R. Bensona. Jej autor już przed ponad stu laty proroczo narysował postać polityka, zaprowadzającego pozorny pokój światowy. Nie chcę zdradzać fabuły, ale jest chyba oczywiste, że polityk ów nie działał z humanitarnych i bezinteresownych pobudek. Jakieś skojarzenia?
Niestety, „Elegia dla bidoków” niczego mi nie rozjaśniła. Może jedynie uzmysłowiła ewidentną zależność pomiędzy karmieniem niemowlaka Pepsi, a późniejszym zachowaniem karmionego w wieku, który na wyrost nazywamy dojrzałym.
Autohagiografia. Do tego w nieznośnie amerykańskim stylu, od pucybuta do wiceprezydenta USA.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLekturę podjąłem, by cokolwiek zrozumieć z ideologii ruchu MAGA, w którym autor jest jedną z czołowych postaci. By zrozumieć politykę już nawet nie izolacjonizmu (pamiętamy go dobrze z historii),ale jakiejś buty, egoizmu, skrajnej ignoracji i postępującego zamachu na wolność...
IN MARINES WE TRUST
W zasadzie może nie być Mormonów, Amiszy, Zielonoświętnych, prawo i lewo świętnych, Biblii i całej reszty fałszywych proroków.
Wystarczy MARINES dla bidoków i obiboków.
Deus ex machina i oto baron Münchausen sam się wyciąga z grzęzawiska za włosy razem z koniem.
Cała misterna narracja kończy się na komisji poborowych i ostrym pucowaniu charakteru w obozie szkoleniowym.
Do tego momentu książka była mi bliska, trafiała w podobne przeżycia, metapoziom i chociaż nie ufam koleżce jak psu patrząc na owoce jego polityki w drugim roku po zaprzysiężeniu, to potoczystość i gawędziarska swada opowieści ziomka z mojego podwórka tuż obok, co z tego że troszkę za oceanem, przemawiała do mnie idealnie.
"A później przeleciał orzeł i miał w swym dziobie owcę. Telemach już wiedział, że Odys jest blisko" - jak często w poemacie Homera sam Zeus albo Atena niesubtelnie wskazywali bohaterom sens dalszych wysiłków poprzez duże kwantyfikatory.
Tak tutaj pęknięcie opowieści na - przed służbą dla kraju i sformatowaniem i po służbie dla ludzkości i ze sformatowaną osobowością, staje się nieznośną "Elegią dla mięczaków".
A gdyby tak przebiegła owca, dajmy na to taki Merynos i trzymała w pysku orła, to co? Co na to Atena, Zeus i Oscar?
Pięć gwiazdek za połowę opowieści, świetna.
Z historią nie dyskutuję, niejeden polski polityk nie jest w stanie dobrze sklecić nawet jednego akapitu w tym stylu "potoczystej szczerości". Ba, niejeden nawet zdania nie umie poprawnie skonstruować.
Jeśli książkę pisał sam Vance, a nie jakiś ghostwriter czy necromancer to dałbym dyszkę, gdyby opowieść była spójna do końca, bez Deus Ex Marines i ciągłego jojczenia na biedę w koło Macieju, bez cieplejszych barw, a przecież dzieciństwo to kuźnia mitów na resztę życia.
Ale tego się nie dowiemy i zresztą nie ma sensu, bo prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy.
Będę śledził.
IN MARINES WE TRUST
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW zasadzie może nie być Mormonów, Amiszy, Zielonoświętnych, prawo i lewo świętnych, Biblii i całej reszty fałszywych proroków.
Wystarczy MARINES dla bidoków i obiboków.
Deus ex machina i oto baron Münchausen sam się wyciąga z grzęzawiska za włosy razem z koniem.
Cała misterna narracja kończy się na komisji poborowych i ostrym pucowaniu charakteru w...
Za dużo uwagi poświęca czasom dzieciństwa. Niby dobra, ale wcale mnie nie porwała. Dobrze opisuje sytuacje społeczną stanów, z których pochodzi. Miał dużo szczęścia, że pośród patologii miał babcię, która potrafiła stawiać go do pionu. Dobrze, że się wybił, ale książka, jakich wiele.
Za dużo uwagi poświęca czasom dzieciństwa. Niby dobra, ale wcale mnie nie porwała. Dobrze opisuje sytuacje społeczną stanów, z których pochodzi. Miał dużo szczęścia, że pośród patologii miał babcię, która potrafiła stawiać go do pionu. Dobrze, że się wybił, ale książka, jakich wiele.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to