Batman/Sędzia Dredd. Wszystkie spotkania

Okładka książki Batman/Sędzia Dredd. Wszystkie spotkania
Simon BisleyGlenn Fabry Wydawnictwo: Egmont Polska Seria: DC Deluxe komiksy
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
komiksy
Seria:
DC Deluxe
Wydawnictwo:
Egmont Polska
Data wydania:
2017-12-07
Data 1. wyd. pol.:
2017-12-07
Data 1. wydania:
1993-12-01
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328127180
Tłumacz:
Tomasz Sidorkiewicz
Tagi:
DC Batman Sędzia Dredd superbohaterowie
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Slaine - Zabójca demonów wyd. zbiorcze Glenn Fabry, David Lloyd, Pat Mills, Greg Staples
Ocena 7,8
Slaine - Zabój... Glenn Fabry, David ...
Okładka książki Slaine: Zabójca Czasu Massimo Belardinelli, Glenn Fabry, Pat Mills, David Pugh, Bryan Talbot
Ocena 7,4
Slaine: Zabójc... Massimo Belardinell...
Okładka książki Sędzia Dredd - Kompletne Akta 16 Charlie Adlard, Simon Coleby, Peter Doherty, Garth Ennis, Gary Erskine, Glenn Fabry, Alan Grant, Sam Kieth, Colin MacNeil, Dean Ormston, Greg Staples, John Wagner, Chris Weston
Ocena 7,2
Sędzia Dredd -... Charlie Adlard, Sim...
Okładka książki Slaine: Król Mike Collins, Glenn Fabry, Mark Farmer, Angela Kincaid, Pat Mills, David Pugh, Nick Williams
Ocena 7,6
Slaine: Król Mike Collins, Glenn...

Podobne książki

Okładka książki Sędzia Dredd - Kompletne Akta 14 Carlos Ezquerra, William Simpson, John Wagner
Ocena 7,4
Sędzia Dredd -... Carlos Ezquerra, Wi...
Okładka książki Sędzia Dredd - Ameryka Colin MacNeil, John Wagner
Ocena 7,9
Sędzia Dredd -... Colin MacNeil, John...
Okładka książki Batman: Zjawy z przeszłości Steve Englehart, Dennis O'Neil, Marshall Rogers, Bob Rozakis, Len Wein
Ocena 6,3
Batman: Zjawy ... Steve Englehart, De...
Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,1 / 10
48 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1078
122

Na półkach: , ,

Warte dla samych ilustracji (w szczególności Bisley), bo fabuła jest pretekstowa, a Batman nie ma tutaj praktycznie żadnej pracy detektywistycznej. Do czterech części spotkań Batman/Dredd dodano na dokładkę Lobo/Dredd, co jest fajne, ale trochę bez sensu ;)

Warte dla samych ilustracji (w szczególności Bisley), bo fabuła jest pretekstowa, a Batman nie ma tutaj praktycznie żadnej pracy detektywistycznej. Do czterech części spotkań Batman/Dredd dodano na dokładkę Lobo/Dredd, co jest fajne, ale trochę bez sensu ;)

Pokaż mimo to

avatar
464
460

Na półkach:

Bohaterstwo. Prawdziwe męstwo. Szczere, nieskalane, przedkładające czyjeś szczęście i los nad własne, prywatne życie, poświęcenie. Tak w pigułce można określić cechy charakteru i postępowania herosa, wartości, normy oraz zachowanie, które reprezentuje; inaczej mówiąc to etos bohaterki, który herosowi jako walecznej jednostce się przypisuje. Takie postępowanie, zrodzone z chęci niesienia ludziom pomocy, walki z występkiem, zdemoralizowaniem, deprawacją i bluźnierczym zachowaniem najróżniejszych przestępców począwszy od młokosów kradnących telewizory z pustego mieszkania po potężnych superłotrów – mistrzów perfidii i zbrodni oraz istot obdarzonych,, supermocami”, jest w popkulturze normalnym, aż przesyconym występowaniem w niej, zjawiskiem. Zjawiskiem, który najbardziej kojarzony jest z komiksem, którego w prostym ujęciu mówiąc: bohaterami są postacie obdarzone nadludzkimi umiejętnościami, przeważnie będące w stanie wyrzec się wszystkiego, aby nieść pomoc obywatelom, a łotrom psuć szyki już w zarodku. W kreowaniu postaci herosów wybijają się w szczególności dwa Uniwersa: "DC Comics" i "Marvel Comics", a także komiksy "Dark Horse", niektóre zeszyty Anime i inne powiastki obrazkowe. Przeważnie kieruje się je do młodszej widowni, młodzieży, ale nie omijają one również dorosłego doświadczonego czytelnika. Komiksy, tak naprawdę skierowane są do każdego, do przeciętnego Kowalskiego, bogatego, do każdego pragnącego doświadczyć tej specyficznej formy narracji, tych oddających idee, pewne zasady i założenia scenarzysty, rozmieszczonych na stronach, rysunków.

Przed II Wojną Światową, gdy sytuacja polityczna na świecie nie była zbyt stabilna, a Konflikt na skalę globalną wisiał w powietrzu, w Stanach Zjednoczonych ruszała Kampania, która nie była kampanią w pełnym znaczeniu tego słowa, lecz była sprytnie zaplanowanym, wtopionym w tło publiczne posunięciem. Chodziło o zwiększenie liczebności armii amerykańskiej. Młodzi, silni i zdrowi mężczyźni mieli zapragnąć, z wysoko podniesioną głową i wypiętą piersią, wstępować do Armii - nie z przymusu, a ze swojej własnej woli. Wojsko potrzebowało ideału, wzoru nieskalanej odwagi, typowego ,,poświęcenia mimo wszystko”, przykładu moralności i szlachetności, prawie w każdym calu. Dlatego powstawały komiksy – historie obrazkowe z narracją rozmieszczoną w odpowiednio ulokowanych dymkach; komiksy, które ze niewielką sumę można było kupić w kiosku, u okolicznego gazeciarza, czy dostać za darmo na froncie. Dlatego też nie będzie błędem, gdy dojdziemy do wniosku, iż pierwsze lata narracji obrazkowych, z których z czasem miały rozwinąć się sylwetki tych Wielkich – prawdziwych superbohaterów - miały znaczenie i wydźwięk typowo propagandowy, o czym napomknąłem wyżej. Tak z czasem powstała jedna z najbardziej ikonicznych postaci w historii ,,komiksowej myśli ludzkiej”: Kapitan Ameryka. Popularny ,,Cap” – superżołnierz, wyposażony w charakterystyczny, niebieski z elementami bieli strój, symboliczną dużą literę ,,A” na dopasowanym do głowy hełmie oraz w sferyczną, wypukłą tarczę, którą wypełniały niebiesko-czerwone pierścienie i wpisana do środka gwiazda – symbol wolności i zwycięstwa, zadebiutował w 1941 roku. Miał być on wzorem, ideałem patriotyzmu i wyznacznikiem potęgi militarnej USA; i tak się też stało. Postać "Kapitana Ameryki", rzeczywiście zaciekawiła mężczyzn w okresie II Wojny Światowej, którzy z profesorskim zaciekawieniem czytali historie o tym przesyconym męstwem żołnierzu. Lecz całej Wojny za USA „Kapitan” przecież nie wygra. Z czasem powstawało coraz więcej postaci, którym można przypisać miano ,,herosa”. Pojedynczy bohaterowie dołączali do większych drużyn, którym zaczęli przeciwstawiać się coraz potężniejsi łotrzy. Na rynku komiksowym USA, ponad 70 lat temu nie istniał tylko rozrastający się z dnia na dzień „Marvel”, lecz swoje miejsce zajęło i potwierdziło „Uniwersum Detective Comics (DC)”. Równolegle do Kapitana Ameryki pojawili się w nim: Superman i Batman.

Batman w odróżnieniu do tego o czym wspomniałem wyżej, czyli w kontekście omówienia ideału męstwa i wszelkich cnót jakim był "Kapitan Ameryka" – klasyczny, perfekcyjny wzór prawdziwego bohatera, nigdy nie będzie herosem o tak pozytywnym, idyllicznym nasyceniu wartościami budującymi superbohatera. Batman nie był, nie jest i nie będzie narzędziem propagandowym; nie jest i nie będzie ,,wzorcem" , postacią wokół której można by budować sylwetki innych walecznych osobistości. Batman jest samozwańczym mścicielem, scalonym z własnymi słabościami i demonami oraz z mrokiem Gotham – miasta, które chroni, Rycerzem. Jednak, tak, jak Kapitan Ameryka, Batman również wybiera dobro, lecz robi to we własny, nie pozbawiony chłodnych kalkulacji sposób. Przywołanie na początku niniejszych rozważań: historii nowożytnego komiksu, z którego w latach 40-tych XX wieku wyłonił się etos szczerego bohaterstwa, w które dziś się wierzy, i którego uosobieniem stał się sam Kapitan Ameryka, ma ogromne znaczenie. Dzięki temu łatwiej będzie zrozumieć losy i sylwetki Batmana oraz Sędziego Dredda – postacie ludzkie pochodzącego z różnych Uniwersów, które owszem mają w sobie zadatki na superbohatera: przestrzegają prawa, chronią obywateli swoich miast przed złem, wyzyskiem, korupcją, egzekwują panujące w społecznościach zasady. Jednak nigdy takimi ,,mitycznymi superbohaterami” nie będą. To skazani na samotność obrońcy; stanowiący prawo tam gdzie pilnują jego stałości. To Mściciele będący chemioterapią na nowotwory jakimi są chaotyczne, zdeprawowane istoty ludzkie.

Nie ma nic bardziej kontrastującego, ale jednocześnie stanowiącego część bohaterstwa, nieskrywanej waleczności w stosunku do postaci "Kapitana Ameryki", niż "Batman" i "Sędzia Dredd". Ci dwaj Panowie wspólnie spotkali się w komiksowym Crossoverze dwóch Uniwersów, jedno kreowane przez brytyjskie wydawnictwo "2000 AD", a drugie wyłaniające się w całej swej niezwykłej okazałości na łamach wydawnictwa "DC Comics". Historia przypadkowej ,,schadzki” tych dwóch charyzmatycznych postaci, choć ich pierwsze spotkanie z niczym przyjemnym się nie wiązało i z niczym innym jak załatwieniem ,,własnych interesów” nie miało nic wspólnego, przy czym paradoksalnie zaowocowało ono w końcu fenomenalnie zaaranżowaną, jakby wyklutą z jaja i natychmiast ukształtowaną współpracą, nie jest wcale taka przypadkowa. Coś w końcu musiało pchnąć scenarzystów z obu Uniwersów, aby połączyć w ciekawy graficznie, wykorzystujący konwencje kreślenia rzeczywistości znane ze świata Batmana, jak i te zazębione wokół Sędziego Dredda, sposób; aby będący na swoich obszarach trybunałem i ostatecznością, która wymierza prawo i dba o właściwie wybijany rytm tętniących życiem Metropolii, zetknęli się na wspólnej płaszczyźnie i zaczęli kształtować historię jakiej jeszcze nie było. Bo Dredd i Batman musieli się stanąć twarzą w twarz; to się musiało stać. I stało się. A wszystko zaczyna się od zstąpienia na ziemie Gotham jakiegoś demonicznego, jakby scalonego z gnijącej, kościstej masy, ostrych linii i wypukłości stwora. To Jeden z "Mrocznych Sędziów": Sędzia Śmierć, który każde życie, nieważne czy winne lub niewinne, uważa za zbrodnię, a zbrodnię trzeba ukarać śmiercią. Ów Sędzia od razu robi w Gotham nie małe zamieszanie, wszczynając chaos, który momentalnie może przerodzić się w reakcję łańcuchową zagrażającą miastu Mrocznego Rycerza. Dlatego też samozwańczy Mściciel Gotham próbuje powstrzymać to rozszalałe destrukcyjnie plugastwo. Chęci i realizacja to jedno, ale finał takiego zamiaru to drugie. Batman, nagle staje się kompletnie rozkojarzony. Zdaje sobie sprawę, że nie wiadomo dlaczego, ale znajduje się w obcym miejscu, gdzie wszystko wygląda na nowocześniejsze, większe, bardziej zaawansowane i rozleglejsze, niż w Gotham. To Mega City-One, o którym mówi mu sprawca tej międzywymiarowej teleportacji: Wredna Maszyna. Ów łotr, którego wygląd jest naprawdę wredny, łajdacki, wstrętny, a podkreśla to regulator ,,czachowania” wrogów umieszczony na jego zdezelowanym czole, na rozkaz Sędziego Śmierć podstępem ukradł pas transmisyjny, którego zadaniem była teleportacja paskudnego Sędziego do Gotham. Dlatego też Batman w Mega-City One to czysty przypadek, a z przypadków rodzą się często najlepsze historie.

Zanim Bruce w roli ,,nietoperzastego” mściciela zaczął poważnie współpracować z Dreddem, ich pierwsze spotkania można było określić jako ,,krew, pot i… walka”. Surowość, sprawiedliwość, która nawet jeśli miałaby być mroczna, to wciąż byłaby sprawiedliwością, wypisana na wydłużonej, napiętej twarzy, jak rysujące się wytopione ze stali i okryte skórą mięśnie, to domena Dredda, którego stosunki z Batmanem można by opisać, przez określenie często przez Dredda używane: ,,Bydlaku… dostaniesz za to 10 lat”. I to jest piękne, niezwykłe i nietuzinkowe. Te 4 historie, w których swoją niebagatelną rolę odegrał współpracujący z Sędziami Pożogi, Pomoru, Strachu i Śmierci, Joker, gdzie małe cameo zaliczył również Scarface, były zakrapiane, wręcz mocno wyrażone przez styl graficzny legend tworzących zarówno dla „2000 AD” i „DC Comics”: Murraya, Bisleya, Semeiksa, Cama Kennedy’ego i innych. Natomiast Grant i Wagner jako scenarzyści, również, co istotne, wykonali tytaniczną pracę, dając fanom płynne, rozbudowane pod względem fabularnym, dzieło, A rysunek, wypełnienia, uwypuklenia dokładnej, dostosowanej do przekazu fabularnego, jak i emocjonalnego niniejszego zbioru, sylwetki postaci, aktów ich ruchu, ale i całej, rozpisanej na planszach przestrzeni dookoła nich porażał, wzbudzał konsternację. Te wytarte, przepuszczone przez jakiś filtr, jakby rozmyte, pokryte mgiełką o barwie szczotkowanego aluminium, przy tym agresywne: kolory i kształty; ta graficzna całość owych czterech historii, doskonale opowiadało wszystkie spotkania Batmana i Dredda oraz ich walkę z napitym, zapadającym się pod wpływem zła i mroku, występkiem zarówno po stronie Gotham, jak i Mega-City One. Ten zbiór to abstrakcja, fenomen i wzór Crossoveru z prawdziwego zdarzenia, pomiędzy Uniwersami. Dodatkowa powiastka komiksowa z Lobo, który jest lubiącym wyzwania anarchistą, spotykającym Dredda, która kończy niniejszy zbiór komiksów tylko to potwierdza.

Bohaterstwo. Prawdziwe męstwo. Szczere, nieskalane, przedkładające czyjeś szczęście i los nad własne, prywatne życie, poświęcenie. Tak w pigułce można określić cechy charakteru i postępowania herosa, wartości, normy oraz zachowanie, które reprezentuje; inaczej mówiąc to etos bohaterki, który herosowi jako walecznej jednostce się przypisuje. Takie postępowanie, zrodzone z...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1114
838

Na półkach: ,

Przygody Mrocznego Rycerza stanowią na tę chwilę prawie połowę komiksów wchodzących w skład linii wydawniczej „DC Deluxe”. Nie ma co się temu dziwić, jest to wszak jeden z najbardziej rozpoznawalnych superbohaterów, nie tylko tego konkretnego wydawnictwa, ale także w ujęciu globalnym. „Batman/Sędzia Dredd” to przykład połączenia dwóch różnych fikcyjnych światów, tak zwany crossover, podgatunek który w latach dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku przeżywał złoty okres, przynosząc fanom komiksów wiele dobrego, między innymi starcia Supermana z Obcymi, Batmana z Predatorem czy właśnie spotkanie Batmana z sędzią Dreddem.

Wszystko zaczyna się, gdy do Gotham City trafia niejaki Sędzia Śmierć. Wyznaje on pogląd, w myśl którego wszystkich przestępstw dokonują żywi, zatem zbrodnią jest samo życie, dlatego trzeba je anihilować. W ślad za nim podąża para sędziów z Mega-City One – Anderson i Dredd, którzy wspólnie z Batmanem spróbują powstrzymać uciekiniera z innego wymiaru. Następnie Dredd wraz z Nietoperzem będą usiłowali okiełznać Brzuchomówcę, chcącego podłożyć bombę na przedstawieniu teatralnym i zabić w ten sposób jednego z włodarzy miasta. W kolejnej opowieści Mroczny Rycerz stanie się obiektem polowania istot z innych wymiarów, a wszystko pod czujnym okiem Riddlera. Ostatnie spotkanie obu bohaterów tego tomu ma miejsce w Mega-City One, gdzie czterej Mroczni Sędziowie, wraz z przeniesionym z Gotham Jokerem, próbują wprowadzić rządy chaosu.

Crossovery są ciekawą komiksową opcją, gdyż pozwalają spojrzeć na dane postaci pod zupełnie innym kątem niż zazwyczaj. To świetna okazja, by wrzucić bohaterów w środowisko dla nich nietypowe i w interesujący sposób poszerzyć ich charakterystykę. Tak właśnie dzieje się w przypadku „Batman/Sędzia Dredd”. Największym smaczkiem są tu właśnie bohaterowie – zarówno obrońca Gotham, jak i sędzia z Mega-City One to ludzie wyjątkowo twardzi, nieuznający kompromisów oraz traktujący walkę z przestępczością niezwykle poważnie. Początkowo obserwujemy starcie dwóch silnych charakterów i badanie gruntu. Żaden z nich nie wie, czy może zaufać drugiemu, co znacząco utrudnia współpracę. Twórcy dobrze zaprezentowali rodzącą się powoli relację, polegającą na niechętnym szacunku, a z czasem nawet na szorstkiej przyjaźni.

Właściwie żadna z wchodzących w skład albumu opowieści nie jest przesadnie skomplikowana. Fabuły opierają się często na prostych założeniach, wedle których bohaterowie w jakiś sposób przenikają wymiary (zazwyczaj za pomocą specjalnego pasa) i następuje konfrontacja bądź współpraca w celu powstrzymania wspólnego przeciwnika. A mimo to całość nie jest zbyt sztampowa, dzięki pisarskiej sprawności Alana Granta i Johna Wagnera, którzy, choć największy nacisk położyli na porównanie i walkę charakterów Batmana i Dredda, nie zapomnieli przy tym o tym, by całość była odpowiednio akcyjna. Na dobrą sprawę cały czas coś się dzieje, a obrońcy prawa mają pełne ręce roboty, dzięki czemu lektura nikogo nie znudzi. Co istotne, właściwie każdej opowieści w tym albumie udało się godnie zestarzeć – żadna nie trąci nadmiernie myszką, co w przypadku komiksów z lat dziewięćdziesiątych wcale nie jest regułą.

Jakkolwiek komiksowi antagoniści nader często sprawiają dosyć karykaturalne wrażenie, tym razem są jedną z mocniejszych stron praktycznie każdego ze spotkań Batmana z sędzią Dreddem. Najlepiej prezentują się oczywiście Mroczni Sędziowie z Mega-City One, którzy pełen popis swoich morderczych umiejętności dają w „Uśmiechu Śmierci”. Wspominałem już o pokrętnej filozofii wyznawanej przez tych złoczyńców, wedle której przestępstwem jest samo życie – tutaj realizują ją w sposób bardzo radykalny, co jest okazją do zaprezentowania niezwykle efektownych scen pełnych osobliwie fascynującej przemocy. Sędziom pomaga także Joker, który otrzymuje wyjątkową moc zabijania własnym śmiechem i nie omieszka często z niej korzystać. W porównaniu z tą morderczą grupą, inni przeciwnicy dwójki głównych bohaterów prezentują się zdecydowanie normalniej, ale też przedstawiono ich w interesujący sposób. Warto też dodać, że na końcu albumu zamieszczono mały suplement, w którym nie występuje już Batman, za to swoje pięć minut dostaje jeden z najbardziej znanych komiksowych antybohaterów, czyli Lobo. Ważniak, jak to on, pakuje się w kosmiczny konflikt, którego rozwiązanie nie będzie wymagało niczego innego poza użyciem pięści, broni palnej i środków wybuchowych. Na Dredda natyka się niejako przy okazji. To niesamowicie szalona space opera, aczkolwiek wydaje się, że obyłaby się bez umieszczania w niej postaci Dredda, który wydaje się tu po prostu zbędny.

Bardzo dobre wrażenie w poszczególnych opowieściach sprawiają rysunki. W oczy rzuca się zwłaszcza warstwa graficzna „Sądu nad Gotham”. Simon Bisley stworzył prace, których nie da się zapomnieć, choć czytelnikowi przyzwyczajonemu do czegoś bardziej standardowego mogą one wydać się zbyt udziwnione. Gdy jednak minie pierwszy szok, nie sposób nie docenić wylewającego się z kolejnych kadrów szaleństwa i dzikości. Cam Kennedy poszedł inną drogą – w „Vendetcie w Gotham” skorzystał z bardziej konwencjonalnej kreski, co, jakkolwiek nie było wyborem złym (wszak Kennedy to solidny rzemieślnik), sprawiło też, że o tym konkretnym komiksie nie można powiedzieć, by był czymś więcej aniżeli niezłą robotą. Carl Critchlow i Dermot Power, autorzy ilustracji do „Ostatecznej zagadki” zaprezentowali z kolei styl niezwykle mroczny, często sprawiający wrażenie futurystycznego, do którego dobrze pasują zimne kolory. Natomiast czwórka artystów pracujących przy „Uśmiechu śmierci” pokazała prawdziwy kunszt. Ich rysunki prezentują się bardzo realistycznie, co przy szalonym scenariuszu i wyczynianych przez bohaterów okropieństwach robi naprawdę duże wrażenie.

Mimo że wchodzące w skład albumu opowieści o spotkaniach Batmana i sędziego Dredda skupiają się w znacznej mierze na akcji, to w tym konkretnym przypadku trudno uznać tę cechę za wadę. Ta akcyjność nie jest bowiem bezrefleksyjna, a obfite podlanie jej szaleństwem okazało się krokiem ze wszech miar satysfakcjonującym. Cały ten tom będzie ponadto wspaniałą sentymentalną podróżą dla tych fanów, którzy wychowali się na wydawanych w ostatniej dekadzie XX wieku zeszytach z TM-Semic – tamten klimat aż wylewa się z kolejnych stron, przyprawiając podczas lektury o niejedną łezkę wzruszenia. „Batman/Sędzia Dredd. Wszystkie spotkania”, mimo że nie jest komiksem obiektywnie wybitnym, to niesie ze sobą dużo naprawdę zajmującej rozrywki i warto postawić go na swojej półce.


Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2018/02/batmansedzia-dredd-wszystkie-spotkania.html
oraz na łamach serwisu Szortal - http://szortal.com/node/13619

Przygody Mrocznego Rycerza stanowią na tę chwilę prawie połowę komiksów wchodzących w skład linii wydawniczej „DC Deluxe”. Nie ma co się temu dziwić, jest to wszak jeden z najbardziej rozpoznawalnych superbohaterów, nie tylko tego konkretnego wydawnictwa, ale także w ujęciu globalnym. „Batman/Sędzia Dredd” to przykład połączenia dwóch różnych fikcyjnych światów, tak zwany...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
523
56

Na półkach: , ,

Rynek komiksu w Polsce ma się znakomicie i seria DC Deluxe to potwierdza. Tylko miejsca na półce coraz mniej.

"Batman/Sędzia Dredd" to przykład tego jak robić dobrą rysunkową rozwałkę. Wszystko w doskonałych proporcjach: akcja, akcja, akcja z dodatkiem akcji. Świetna kreska, wysokiej jakości papier, twarda okładka, rozsądna cena.

Warto kupić.

Rynek komiksu w Polsce ma się znakomicie i seria DC Deluxe to potwierdza. Tylko miejsca na półce coraz mniej.

"Batman/Sędzia Dredd" to przykład tego jak robić dobrą rysunkową rozwałkę. Wszystko w doskonałych proporcjach: akcja, akcja, akcja z dodatkiem akcji. Świetna kreska, wysokiej jakości papier, twarda okładka, rozsądna cena.

Warto kupić.

Pokaż mimo to

avatar
7136
6079

Na półkach: , , , , ,

PRAWO, SPRAWIEDLIWOŚĆ I ŚMIERĆ

Kończący się właśnie rok 2017 był rokiem fantastycznych komiksowych wznowień. Wśród setek nowości, na księgarskie półki powróciły także albumy, na które czytelnicy czekali od lat. „Kaznodzieja”, „Hellboy”, „Osiedle Swoboda”, „Życie i czasy Sknerusa McKwacza”, „Top 10” – to tylko część z nich, absolutne musisz-to-mieć dla miłośników opowieści graficznych. Grudzień też przyniósł kolejną, znakomitą reedycję, uzupełnioną przy okazji o wcześniej niepublikowane w naszym kraju albumy. „Batman/Sędzia Dredd: Wszystkie spotkania”, bo o nim mowa, to kawał znakomitego komiksu, w którym co prawda fabuła właściwie nie istnieje i stanowi jedynie pretekst do kolejnych starć i masakr, jednak szata graficzna jest tak zachwycająca, że naprawdę nie potrzeba już nic więcej.

Całość recenzji na moim blogu: https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2017/12/batmansedzia-dredd-wszystkie-spotkania.html

PRAWO, SPRAWIEDLIWOŚĆ I ŚMIERĆ

Kończący się właśnie rok 2017 był rokiem fantastycznych komiksowych wznowień. Wśród setek nowości, na księgarskie półki powróciły także albumy, na które czytelnicy czekali od lat. „Kaznodzieja”, „Hellboy”, „Osiedle Swoboda”, „Życie i czasy Sknerusa McKwacza”, „Top 10” – to tylko część z nich, absolutne musisz-to-mieć dla miłośników opowieści...

więcej Pokaż mimo to

avatar
159
5

Na półkach: , , , ,

Wydanie zwiera 4 historie z Batmanem i Dreddem, z czego najbardziej zapadającą w pamięć jest pierwsza - "Sąd nad Gotham" (dzięki specyficznym ale świetnym rysunkom) oraz czwarta - "Uśmiech śmierci" gdzie mroczni sędziowie łączą siły z Jokerem. Fabuła we wszystkich częściach jest uproszczona i stanowi tylko pretekst do nawalanki, której oglądanie daje sporo radochy fanom obydwu postaci. Dobrze zaprezentowano różnice w postawach dredda oraz gacka, różnorodni przeciwnicy (np. Strach na Wróble, Riddler) i postacie drugoplanowe (np. Anderson) zostają sprawnie wprowadzeni, a style graficzne (głównie w 1 i 2 części) naprawdę cieszą oko . Na plus też można zaliczyć crossover z Lobo, który mimo że jest zapełniony bezmyślną akcją i chaosem (bo na co komu fabuła) to przyjemnie się go czyta.

Wydanie zwiera 4 historie z Batmanem i Dreddem, z czego najbardziej zapadającą w pamięć jest pierwsza - "Sąd nad Gotham" (dzięki specyficznym ale świetnym rysunkom) oraz czwarta - "Uśmiech śmierci" gdzie mroczni sędziowie łączą siły z Jokerem. Fabuła we wszystkich częściach jest uproszczona i stanowi tylko pretekst do nawalanki, której oglądanie daje sporo radochy fanom...

więcej Pokaż mimo to

avatar
7136
6079

Na półkach: , ,

Sędzia Dredd pojawia się w Gotham, bo ma niewyrównane rachunki z Batmanem. Nie chce go aresztować, tylko stoczyć z nim walkę, bez broni, jak prawdziwi mężczyźni.
Tymczasem Scarface szykuje zamach na senatora.
Czy oba te wydarzenia mogą się łączyć?

Pierwsza część Batmana/Sędziego Dredda była świetnie narysowanym, jednak słabo napisanym komiksem. Komiksem jednak kultowym i wartym poznania. Jego bezpośrednia kontynuacja, która nigdy nie ukazała się w Polsce (co jest dziwne, skoro Egmont pokusił się o wydanie czwartej część ich przygód w formie dwóch albumów), to rzecz zupełnie odwrotna. Znakomicie napisana, choć nie za dobrze narysowana, że o kolorze już nie wspomnę.

Scenariusz tym razem, choć wydaje się prosty, zaskakuje. Intryguje fabułą, znakomitym zakończeniem i kilkoma świetnymi scenami.

Ilustracje jednak, choć zrobił je Cam Kennedy, są proste, niezbyt udane, a przede wszystkim zepsute kolorem.

Tak czy inaczej jednak, jest to znakomity komiks na 6,5, może 7 gwiazdek, i przeczytać go naprawdę jest warto.

Sędzia Dredd pojawia się w Gotham, bo ma niewyrównane rachunki z Batmanem. Nie chce go aresztować, tylko stoczyć z nim walkę, bez broni, jak prawdziwi mężczyźni.
Tymczasem Scarface szykuje zamach na senatora.
Czy oba te wydarzenia mogą się łączyć?

Pierwsza część Batmana/Sędziego Dredda była świetnie narysowanym, jednak słabo napisanym komiksem. Komiksem jednak kultowym i...

więcej Pokaż mimo to

avatar
0
0

Na półkach:

Dwie historie są tu dobre. Lobo kontra Sędzia Dredd z kolei najzabawniejszy.

Dwie historie są tu dobre. Lobo kontra Sędzia Dredd z kolei najzabawniejszy.

Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Batman/Sędzia Dredd. Wszystkie spotkania


Reklama
zgłoś błąd