Połowinka. Rowerem na Ural, do miejsca zesłania Ojca. Wspomnienia Ojca, wspomnienia córki.

- Kategoria:
- literatura podróżnicza
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2016-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2016-01-01
- Liczba stron:
- 480
- Czas czytania
- 8 godz. 0 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788394473600
Niniejsza książka stanowi osobiste zapiski, zachowane od niepamięci, pewnej rodziny ? jak wiele rodzin w Polsce, zranionej sowieckim piętnem. Jest rozliczeniem, żywą pamięcią przeszłości, czasów dzieciństwa, wspomnieniem przygód, smaków, rozłąki. To opowieść nieszablonowa, niemieszcząca się w ramach podręcznika historii, pamiętnika czy książki podróżniczej, a z każdej z nich czerpiąca wiele elementów. To opowieść szkatułkowa ? barwna, wzruszająca, prawdziwa i piękna, poparta relacjami świadków przeszłości. Książka zawiera narracje Zdzisława Martinki ? jego osobiste opisy wydarzeń politycznych rozgrywających się w latach 1939?1958 ? które mieszają się z opisami przygód i losów jego samego jako młodego chłopca, młodzieńca i dorosłego mężczyzny, a także jego córki Agnieszki, która z chwilą wydania książki w końcu spełnia marzenie swoje i Taty. Jej podróż śladami zsyłki Taty ? jak zwykle na ukochanym rowerze i z pękiem maszynopisu ? nie jest tylko przygodą, którą wielu podróżników mogłoby spisać po powrocie z wyprawy. To podróż w głąb serca, do korzeni (Maria Masłowska, redaktor). Połowinka to książka, która opowiada o ogromnym trudzie, która powstała w trudzie tworzenia oraz przekopywania mnogości danych i źródeł, a także przeżywania na nowo historii osobistej mieszającej się z dziejami naszego kraju, która również na etapie redakcji musiała przezwyciężyć trudy niesprzyjających okoliczności. Jest więc książką, której trud ? w różnych wymiarach i skalach ? nie oszczędził. Powieść-esej, reportaż, pamiętnik, wspomnienia, książka historyczna, książka podróżnicza, labirynt ?tu i teraz? oraz retrospekcji? Piękna i cenna. Praca nad Połowinką była nie tylko pracą. Nie sposób bowiem nie odbierać jej jednocześnie umysłem i sercem. Nie sposób nie odczuć poruszenia, onieśmielenia? Nie sposób pozostać obojętnym.
Kup Połowinka. Rowerem na Ural, do miejsca zesłania Ojca. Wspomnienia Ojca, wspomnienia córki. w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Połowinka. Rowerem na Ural, do miejsca zesłania Ojca. Wspomnienia Ojca, wspomnienia córki.
Poznaj innych czytelników
28 użytkowników ma tytuł Połowinka. Rowerem na Ural, do miejsca zesłania Ojca. Wspomnienia Ojca, wspomnienia córki. na półkach głównych- Chcę przeczytać 16
- Przeczytane 11
- Teraz czytam 1
- Posiadam 2
- Tak złe, że nie da się skończyć 1
- (2017) zgłoszenia do GNL Juliusz 1
- PRAWO (z prawem na bakier ale nie kryminał, życie przestępców, ZAKŁADY KARNE, związane z prawem) 1
- Audiobook 1
- Trzeba się postarać 1
- Skąd książka - Z biblioteki 1
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Połowinka. Rowerem na Ural, do miejsca zesłania Ojca. Wspomnienia Ojca, wspomnienia córki.
Bądź pierwszy
Dodaj cytat z książki Połowinka. Rowerem na Ural, do miejsca zesłania Ojca. Wspomnienia Ojca, wspomnienia córki.
Dodaj cytat





































OPINIE i DYSKUSJE o książce Połowinka. Rowerem na Ural, do miejsca zesłania Ojca. Wspomnienia Ojca, wspomnienia córki.
Zniechęca do czytania juz na wstępie. Bogoojczyźniany patos i charakterystyczne dla pewnych kręgów wrzucanie do jednego worka Stalina, nazistów, PRL-u i wszelkiego lewactwa. Sękju młoda damo, beze mnie.
Zniechęca do czytania juz na wstępie. Bogoojczyźniany patos i charakterystyczne dla pewnych kręgów wrzucanie do jednego worka Stalina, nazistów, PRL-u i wszelkiego lewactwa. Sękju młoda damo, beze mnie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpis książki bardzo mnie zaciekawił, historia podróży nie tylko z miejsca na miejsce, ale wgłąb swojej historii. Myślałem, że nie będę mógł oderwać wzroku od książki, ale bardzo szybko zakończyłem ją czytać. Pojawiające się co chwila wstawki religijne i nawoływanie Marii, było dla mnie nieakceptowalne i mój entuzjazm do tej książki bardzo szybko zmienił się w wielką niechęć.
Opis książki bardzo mnie zaciekawił, historia podróży nie tylko z miejsca na miejsce, ale wgłąb swojej historii. Myślałem, że nie będę mógł oderwać wzroku od książki, ale bardzo szybko zakończyłem ją czytać. Pojawiające się co chwila wstawki religijne i nawoływanie Marii, było dla mnie nieakceptowalne i mój entuzjazm do tej książki bardzo szybko zmienił się w wielką niechęć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWracałam rowerem do domu, kiedy dopadła mnie straszna burza. Pioruny waliły, woda lała się na głowę jak z cebra. Chroniąc się przed spływającymi z nieba potokami wpadłam w pierwsze lepsze drzwi najbliższego budynku. W ten sposób warunki pogodowe "zagnały mnie" do czytelni nowości wydawniczych przy bibliotece (nie wiedziałam nawet wcześniej, że coś takiego istnieje). A tam jedyna książka o podróżach to owa "Połowinka". Udając zainteresowanie czytałam sobie przez 40 minut, ciesząc się dachem nad głową aż w końcu burza przeszła, a ja zapuściłam się w bajeczny świat rosyjskiej przygody. Koniec był taki, że opuściłam bibliotekę z nowym, cennym nabytkiem w ręku.
AUTORKA I TREŚĆ:
Książka jest zazwyczaj lepszym lub gorszym odbiciem jej autora. Dlatego ważne jest dla mnie, żeby twórca, który wyłania się z tekstu budził moją sympatię. Agnieszka Martinka to ktoś, kogo polubiłam od pierwszych stron. Wszystko mi w tej dziewczynie pasuje. Niczym mnie nie denerwuje jako człowiek, za wszystko ją kocham. Uwielbiam jej spojrzenie na świat, ludzi, odbiór zdarzeń, charakter. Jakkolwiek dość dużo czytam literatury podróżniczej, to A. Martinka stała się od tej lektury jedną z moich ulubionych autorek. Nie mam żadnych zastrzeżeń.
Treść jest dla mnie niezwykle przyjemna, ponieważ nie tylko kocham książki podróżnicze, ale też robię ostatnio całkiem długie, ponad 100 kilometrowe wycieczki rowerowe, co powoduje, że opis rowerowej podróży z Polski za Ural musiał być dla mnie ciekawy. W dodatku tutaj podróż przepojona jest duchem patriotyzmu, historii, wspomnień o ojcu, który w czasie II wojny światowej został zesłany za Perm, właśnie do tytułowej Połowinki, do której Agnieszka dowlokła się rowerem. Na domiar dobrego większość czytanych przeze mnie książek podróżniczych dotyczyła Afryki albo biegunów, przez co przestrzenie rosyjskie stanowiły jakąś nowość literacką i pozwoliły mi poznać coś innego, ciekawego. Jedynym słowem treść jak dla mnie wspaniała.
Jednak - w zakresie treści - odejmuję 1 * za to, że autorka nie wzbogaciła bardziej książki o postać swojego ojca. Jeżeli obcy człowiek pisałaby odnosiłby swoją wyprawę do zesłańca przeplatając tekst jego wywiadem i tekstem opublikowanymi w lokalnej prasie to bym to przeżyła. Ale własna córka, która przedrukowuje o ojcu jedynie teksty z prasy to lekka pomyłka. Coś przecież musiał mówić przez lata. Coś musiało zostać. Moi dziadkowie pletli o wojnie bez przerwy. Nie mówiąc już o rodzicach, których setki historii słyszałam dziesiątki razy. Uważam, że taka odtwórczość w zakresie ojca stanowi duży minus. Podobnie oczekiwanie, aby jakiś redaktor przyjechał i zrobił z nim wywiad. To nie redaktor miał być autorem...
FORMA - retrospekcje, mało zrozumiałe fragmenty tekstu:
Jak wyżej napisałam książkę i jej autorkę uważam za znakomite i zdecydowanie warte poznania. Generalnie bardzo chciałabym poznać autorkę osobiście. Raz, że cudowna, bardzo wartościowa dziewczyna. Dwa, że mogłabym ją wtedy dusić na śmierć za te retrospekcje! Za nie 2 gwiazdki w dół!
Retrospekcje to środek, który czasem bardzo ubogaca utwór, ale pod warunkiem, że autor umie posługiwać się nim płynnie i w taki sposób, że nie utrudnia on odbioru. A. Martinka jest wspaniałym, wartościowym człowiekiem, który umie naprawdę ładnie, plastycznie pisać (zwłaszcza doceniam jej przecudowne opisy przyrody - piękne, tajemnicze, z posmakiem patriotycznym - rzadko kiedy książka podróżnicza zawiera takie piękne opisy i wydobywa taki magiczny klimat!). Jednak owa Agnieszka Martinka nie umie posługiwać się retrospekcjami. Potrafi ona ślicznie pisać ale używać retrospekcji nie powinna. Ta sklejanka treści współczesnych i historii ojca była bez ładu, składu, wytrącała z równowagi i drażniła. Jedyny plus to ten, że wspomnienia ojca i córki różniły się czcionką, więc od połowy czytałam najpierw jedno, potem drugie. Uważam, że autorka powinna najpierw opublikować teksy ojca, potem swoje i zakończenie.
Kolejną gwiazdkę odjęłam za kilka (może z 5) fragmentów, które były zupełnie nieczytelne. Np. rozdział o szerszeniach. Dopiero po drugim czytaniu zrozumiałam o co chodzi w treści. Czytelnik nie jest wróżką i strasznie się męczy jak czyta stronę o helikopterach i bólu, a dopiero pod koniec skojarzy, że chodzi o atak szerszeni.
Szkoda też, że książka nie zawiera więcej zdjęć, choć rozumiem, że w ciągłym deszczu popsuł się aparat.
Tak czy owak bardzo polecam i książkę i autorkę. Ja sama z pewnością sięgnę po drugą i każdą następną jej książkę.
A dla ilustracji zamieszczę dwa fragmenty "Połowinki", które być może zachęcą do lektury:
Wywiad z ojcem i próbka jego poczucia humoru:
- Jak przyjechaliśmy, to w pryczach w workach były trociny. Na poduszkę iw worku na materac. Później proszę pana, po dwóch, trzech tygodniach łachy się przedarły. Mokro, miał węglowy, prawda, proszę pana. To wszystko się proszę pana przecierało, porwało. Wyprowadzili na mróz, to wszystko proszę pana zamarzało. Jak pan ruszył się, to wszystko trzaskało, łamało się. Więc proszę pana za jakiś czas nie było czym nóg owinąć, no to proszę pana najpierw jeden drugiemu, jak ten poszedł na zmianę, no to poszedł i urwał kawałek tego worka z trocinami, tego siennika. Jemu znów ten co poszedł. Inny. Jak ja. To i proszę pana w krótkim czasie zostały gołe deski.
"Ja proszę pana nigdy nie używam słowa wyzwolenie [przez Armię Czerwoną]. [...] To nie było wyzwolenie, bo jeżeli nawet było przepędzenie Niemców, to nas nie wyzwolono, a mnie akurat uwięziono"
Próbka narracji Agnieszki Martinki:
"Opuszczaliśmy [...] Rosję zdewastowanych cerkwi, wymarłych wiosek, pijanych mężczyzn i kobiet, walących się domów, mostów, szpitali. Rosję pełną pięcioramiennej gwizdy, sierpa młota, orderów Lenina, świeżo malowanych na sreberko bohaterów Wojny Ojczyźnianej i pomników wodza rewolucji. Rosję gnijących kołchozów i sowchozów. Rosję łagrów i ludzkich tragedii. [...] Widzieliśmy też Rosję piękną. Rosję białych brzóz, niebieskiego nieba, ocalałych od zagłady bezcennych ikon. Rosję bajkowych okien i bajecznych lasów. Rosję potężnych rzek, złotych łanów pszenicy, postrzępionych zachodów słońca i uralskiej mgły. Rosję wspaniałych i gościnnych ludzi. [...] Rosję dobrych i bezinteresownych darczyńców, którzy ofiarowali nam mleko, kaszę, domowy chleb, jajka, pomidory, cebulę, czosnek. Rosję przeróżnych kultur i narodowości. Rosję pachnącą świerkowymi witkami".
Reasumując takie książki i takich autorów chcę poznawać i chcę czytać. Jestem wdzięczna opatrzności i burzy, że mnie zagnała do miejsca, gdzie to cudo odnalazłam. Drobiazgi od strony formalnej to malutka wada. zresztą kto wie, może inni czytelnicy nie poczytają ich jako wadę i od razu domyślą się, ze helikoptery to szerszenie.
Wracałam rowerem do domu, kiedy dopadła mnie straszna burza. Pioruny waliły, woda lała się na głowę jak z cebra. Chroniąc się przed spływającymi z nieba potokami wpadłam w pierwsze lepsze drzwi najbliższego budynku. W ten sposób warunki pogodowe "zagnały mnie" do czytelni nowości wydawniczych przy bibliotece (nie wiedziałam nawet wcześniej, że coś takiego istnieje). A tam...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to