Opowieści galicyjskie

Okładka książki Opowieści galicyjskie autorstwa Andrzej Stasiuk
Okładka książki Opowieści galicyjskie autorstwa Andrzej Stasiuk
Andrzej Stasiuk Wydawnictwo: Czarne literatura piękna
128 str. 2 godz. 8 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2006-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2006-01-01
Liczba stron:
128
Czas czytania
2 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
8389755734
Nowe wydanie jednej z najbardziej znanych książek Andrzeja Stasiuka. Balladowa opowieść o Galicji, jej mieszkańcach i duchach. Na podstawie Opowieści... powstał film fabularny w reżyserii Dariusza Jabłońskiego
Średnia ocen
6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup Opowieści galicyjskie w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Opowieści galicyjskie



1692 762

Oceny książki Opowieści galicyjskie

Średnia ocen
6,8 / 10
1076 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Opowieści galicyjskie

avatar
112
89

Na półkach: , ,

Przenosimy się w czasie do PRL-u w miejsce w sumie z dala od cywilizacji, gdzie toczy się typowe dla ówczesnej rzeczywistości życie. Czytelnik jest jak osobliwy turysta obserwujący wioskę w Beskidzie Niskim, taki, który trochę zszedł ze szlaku i zabłądził wśród lokalsów, a następnie został przyjęty jak swój. Można wręcz poczuć zapach i smak papierosów, które wszyscy wszędzie tam palą. Losy mieszkańców Żłobisk są różne, chyba najbardziej zapadną mi w pamięć Kościejny oraz Babka. Opisy górskich krajobrazów, chat i obejść bardzo plastyczne, da się to zobaczyć oczami wyobraźni. Jeśli ktoś obserwuje naturę tak wnikliwie jak ja to zauważy, że w kilku słowach Stasiuk zmieścił obraz, zapach i smak każdej z pór roku. Opowiadania mają swoje metaforyczne znaczenie, trochę jak przypowieści. W sercu noszę sztandarowe ,,Miejsce" i jego przesłanie. Zastanawiam się dzięki niemu nad kondycją człowieka wyrwanego ze swojego Miejsca. Smutne czasy, szare, deszczowe, biedne.

Przenosimy się w czasie do PRL-u w miejsce w sumie z dala od cywilizacji, gdzie toczy się typowe dla ówczesnej rzeczywistości życie. Czytelnik jest jak osobliwy turysta obserwujący wioskę w Beskidzie Niskim, taki, który trochę zszedł ze szlaku i zabłądził wśród lokalsów, a następnie został przyjęty jak swój. Można wręcz poczuć zapach i smak papierosów, które wszyscy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
561
181

Na półkach: ,

Klimatyczne ujęcie czasu przełomu epok z pogranicza końca komunizmu i początku tak zwanej „wolnej Polski,” ujęcie ludzi żyjących na wschodzie Polski, na ziemiach dawnej Galicji, wciąż nie mogących wyrwać się z siermiężnych powojennych lat, pomimo pojawiających się nowalijek z tak zwanego zachodu. Autor uchwycił czas zmian, które następowały, uchwycił obraz ludzi zmiany te wprowadzających, miejsc. Opowiadania łączy nić fabuły, jest tajemnica a właściwie zagadka, są odchodzące na zawsze budynki i jest klimat, może chwilami zbyt przerysowany, ale to coś czego już nie ma, co trzeba może tak właśnie mocno poczuć, aby zrozumieć.

Klimatyczne ujęcie czasu przełomu epok z pogranicza końca komunizmu i początku tak zwanej „wolnej Polski,” ujęcie ludzi żyjących na wschodzie Polski, na ziemiach dawnej Galicji, wciąż nie mogących wyrwać się z siermiężnych powojennych lat, pomimo pojawiających się nowalijek z tak zwanego zachodu. Autor uchwycił czas zmian, które następowały, uchwycił obraz ludzi zmiany te...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
80
35

Na półkach:

Chyba najlepsza reprezantacja prozy Andrzeja Stasiuka. Wiejska rzeczywistość staje się przestrzenią refleksji nad światem. Elementy Filozoficzne i analiza umierającego świata dwudziestowiecznej wsi uzupełniają się. Postacie pomimo różnic są do siebie podobne i wszystkie dążą do takiego samego końca. Mieszkańcy są silnie związani z miejscową karczmą, która jest jedną z niewielu przyjemności. Ten obraz społeczeństwa jest uświetniany stylem Andrzeja Stasiuk. Wybitnie łączy on język potoczny z niemal poetyckimi fragmentami.

Chyba najlepsza reprezantacja prozy Andrzeja Stasiuka. Wiejska rzeczywistość staje się przestrzenią refleksji nad światem. Elementy Filozoficzne i analiza umierającego świata dwudziestowiecznej wsi uzupełniają się. Postacie pomimo różnic są do siebie podobne i wszystkie dążą do takiego samego końca. Mieszkańcy są silnie związani z miejscową karczmą, która jest jedną z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

3805 użytkowników ma tytuł Opowieści galicyjskie na półkach głównych
  • 2 654
  • 1 114
  • 37
570 użytkowników ma tytuł Opowieści galicyjskie na półkach dodatkowych
  • 400
  • 64
  • 36
  • 21
  • 19
  • 15
  • 15

Inne książki autora

Andrzej Stasiuk
Andrzej Stasiuk
Polski prozaik, poeta, publicysta, eseista, dramaturg, wydawca. Autor kilkudziesięciu książek o różnym charakterze gatunkowym i wielu felietonów prasowych („Tygodnik Powszechny”, „Gazeta Wyborcza” i inne). Wydalony kolejno: z liceum ogólnokształcącego, technikum, zasadniczej szkoły zawodowej. We wczesnych latach osiemdziesiątych zaangażowany w działalność ruchu Wolność i Pokój. Zdezerterował z wojska, za co półtora roku spędził w więzieniu. W 1987 roku wyjechał z Warszawy i zamieszkał w Wołowcu, w Beskidzie Niskim. Laureat wielu nagród, m.in. Nagrody Literackiej Nike (2005),Nagrody Literackiej Gdynia (2010),Nagrody Nowa Kultura Nowej Europy im. Stanisława Vincenza (2011),Dorocznej Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dziedzinie literatury (2011),Nagrody Literackiej m. st. Warszawy (2015),Austriackiej Nagrody Państwowej w dziedzinie literatury europejskiej (2016),Nagrody im. Nicolasa Bouviera (2018) oraz nagrody Orzeł Stulecia (2021). Jego książki są tłumaczone na niemal wszystkie języki europejskie, a także na koreański. Wraz z żoną Moniką Sznajderman prowadzi Wydawnictwo Czarne.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Opowieści galicyjskie przeczytali również

Niskie Łąki Piotr Siemion
Niskie Łąki
Piotr Siemion
Podobno Niskie łąki to jeden z lepszych obrazów przemian zachodzących w Polsce przed trzema dekadami. Nie wiem, czy tak jest, ale książkę Piotra Siemiona czytałem z przyjemnością. To ciekawa historia grupki ludzi, których losy nieraz się przenikały i mieszały. Jaką historię opowiada „najważniejsza powieść pokoleniowa, która najpełniej jak dotąd chwyta doświadczenia i wyraża nastroje Polaków urodzonych na początku lat 60”? Wszystko zaczyna się jeszcze w latach 80., kiedy do Wrocławia przyjedzie młody Anglik. Wierzy, że będzie reżyserował Ibsena, jednak szybko zderzy się z polską rzeczywistością. Zostanie przy okazji pobity i wrzucony do rzeki, a wkrótce później pozna nieobliczalnego Carlosa i zakręconą Lidkę. Długo nie będą się przyjaźnić, gdyż znów rozdzieli ich spory dystans. Spotkają się po kilku latach w Nowym Jorku, a potem znów we Wrocławiu. Dla autora będzie to okazja, by przyjrzeć się ludzkim losom i zobaczyć, jaki wpływ na nich miały przemiany. Historia bywa smutna, brutalna, ale i też zabawna za sprawą nieźle napisanych dialogów. Język powieści jest jednak specyficzny i nie wszystkim przypadnie do gustu. Wielu ludzi zmęczy, innych zachwyci. Niskie łąki są gorzkim rozliczeniem z pokoleniem przełomu, choć niewątpliwie specyficznym i dotyczącym wąskiego grona. Opowiada o generacji, która pojawiła się nieco za wcześnie, by odczuć korzyści z nowej Polski, choć jednocześnie nieco za późno, by nie próbować z nich korzystać. Rzecz jest bardzo filmowa, choć gdyby ktoś pokusił się o jej zekranizowanie, powstałby zapewne ponury, ciężkawy snuj. A może się mylę? Bo przecież nie brakuje tu humoru i efektownych scen… Więcej recenzji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na87 miesięcy temu
W czerwieni Magdalena Tulli
W czerwieni
Magdalena Tulli
Gdyby to była realistyczna książka, można byłoby ją zaliczyć do literatury, powiedzmy z nurtu “radości z odzyskanego śmietnika”, bo tu m. in. tak ukazany ukazany świt Niepodległości w 1918 r. Ale to książka, w której fabuła ma najmniejsze znaczenie. W przeciwieństwie do języka, bo fraza znów niezwykle oryginalna, jak w niedawno czytanej “Skazie”, której jednak ta książka nieco jednak ustępuje. Oryginalna to rzecz, do czego Autorka ma wybitną skłonność i aczkolwiek tematycznie zupełnie inna niż tamta, to pokrewieństwo z nią zdradza m. in silnie zaakcentowana bezcelowość ludzkich starań… Język także na tym samym mistrzowskim poziomie. Jako wyborna stylistka, Tulli posługuje się zdaniami, jakich przeciętny Autor dziś już nie tworzy, a przeciętny czytelnik nie trawi. Dla mnie to oczywiście największa wartość, zaraz po oniryczności tej prozy. Na szczęście to nie żadne reality, zwłaszcza że w centrum narracji jest rozpad rzeczywistości, kres marzeń głównych bohaterów, szaleństwo czy śmierć ważnych mieszkańców fikcyjnych Ściegów, leżącego gdzieś nad morzem miasteczka z pruskiego zaboru. Autorka na szczęście nie przywiązuje wagi do topograficznych i nie tyko szczegółów, dzięki czemu wraz z nią dajemy się ponieść fali niezwyczajnych zdarzeń. Magdalenie Tulli bliżej tu do klimatów Schulza czy Marqueza niż do dokumentowania historii, która jest tylko pretekstem do ukazania oryginalnych bohaterów poszczególnych części Autorka nie byłaby sobą, gdyby obok braku tradycyjnej narracji wprowadziłaby tu jednego bohatera. W centrum są tu bowiem kolejno trzy osoby, będące główną osnową każdej z trzech części, poświęconych kolejno: cierpieniu, konsumpcjonizmowi a na koniec szaleństwu. To taki niezwyczajny świat, w którym np. pieniądze z czasem bledną a zdjęcia ciemnieją. “To zły znak, najgorszy jaki może być [to ich zdjęcia ciemnieją] – denerwowały się pokojówki. – Wy głupie, pod koniec oszczędzał odczynniki, ot i wszystko – śmiał się z nich chłopiec od aptekarza, który znał się na rzeczy”. I tak do końca ten nieskończony dialog między tym co nierzeczywiste, a tym, co realne…. Nieco cytatów dla zachęty: “Byli to bowiem weseli grenadierzy o twardych sercach, którym życie wydawało się wszystkim, czego tylko można zapragnąć i czym prawie nigdy nie bywa”. “W fabryce płyt gramofonowych Neumanna szlachetne tenory, butne barytony, budzące grozę lub wesołość basy i przejrzyste jak szkło soprany wtłaczano z pomocą niemelodyjnie hałasujących maszyn w czarną materię ebonitu, gdzie pozostawały niewidoczne, lecz słyszalne, na zawsze owinięte w bawełnę niezrozumiałych włoskich słów”. “Garnizon szwedzki lepszy jest od rosyjskich, pruskich i austriackich pod każdym względem, tak jak szwedzki zabór lepszy jest od wszelkich innych możliwych zaborów”. “Werble, rechocąc prostacko, podawały takt dufnym puzonom, trąbka trąbiła, że życie jest piękne, a skrzypce, ledwo nadążając, z pijackim łkaniem skarżyły się, że za szybko ucieka”. “Proklamację o utworzenie Królestwa Polskiego odczytał mieszkańcom Ściegów drugi z kolei niemiecki komendant miasta”. “Nie było już w Ściegach niczego, co odwróciłoby uwagę cudem ocalałych żołnierzy od kałuży piwa na stole, po której wozili palcami, otwierając kanały łączące odległe jeziora, przekształcając małe zatoczki w ogromne oceany, zatapiając ostatnie skrawki suchego lądu”. “Kiedy gotyckie litery kolejowych napisów stały się już prawie niewidoczne, gimnazjaliści pozrzucali tablice wespół z uczniami szewskimi i piekarczykami. Podeptali niemieckie napisy i odebrali broń żołnierzom z kolejowego patrolu”. “Trzecim i ostatni niemieckim komendantem Ściegów był pijanym feldfeblem, nawykłym do dźwigania papierów i wycierania rękawem krzeseł. Jego samozwańcze rządy utrzymały się od śniadania do obiadu”. “Nikt już nie płakał, nawet narzeczone zabitych szeregowców. Zabrakło bowiem soli, która jest – jak wiadomo – esencją łez”. “Zagłodzeni oberwańcy wypatrywali po kałużach jakiegoś kartofla, żeby go podnieść i zjeść, choćby na surowo. Ale nie było ani jednego, bo skąd miałby spaść?”. “Na straganach leżało wszystko oprócz żywności. Ta jakby zapadła się pod ziemię, kryjąc się przed niepewnymi koronami polskimi i niemieckimi markami”. “Znali się na wszystkim, mogli od ręki sprzedać fałszywe portugalskie paszporty oficerom Wrangla albo na zlecenie upłynnić pakiet bezwartościowych przedwojennych akcji kolei transsyberyjskiej”. “Tango nieustępliwym rytmem pulsowało w skroniach pod kropelkami potu, przez chwilę każdy brał jego brutalność za własną i ledwo utrzymywał ją w ryzach, z fordanserką w jaskrawym makijażu balansując na przeciągniętej strunie, na granicy światła i mroku, miłości i nienawiści, życia i śmierci”. “Wyruszył do Buenos Aires w trumnie obłożonej lodem, z kopią listu przewozowego przyklejoną na wieku, mając w plecach ranę od sprężynowego noża”. “– Czy ja żyję? – pytał właściciel hotelu niknącym głosem. – Sam pan wie, drogi panie Lapidus - odpowiadał doktor, odkładając słuchawkę. – Skoro pan zadał pytanie, zna pan i odpowiedź”. “– Życie – mówił – samo w sobie nie jest ani złe, ani dobre. Tak samo śmierć. Cała rzecz w proporcjach. Niestety, drogi panie, jak ze wszystkim, tak i z tym, najtrudniej utrafić w punkt”. “Chorzy na tyfus marudzili długo, nie mogli się zdecydować, czy chcą żyć, czy umrzeć. – Wyzdrowieć? Żeby znowu obnosić nicowane łachy? – za plecami śmiali się szorstko z doktora”. “Rozeszły się pogłoski o jakimś krawcu z gromadą dzieci, który po śmierci, tak jak za życia, spędzał dnie i noce nad robotą. O młodej matce, która nie chciała położyć się do trumny, zajęta kołysaniem niemowlęcia. O jedynaczce, której dla świętego spokoju pozwolono nacieszyć się nową lalką. Jakiś zazdrosny mąż rzekomo pragnął uniemożliwić wdowie ponowne zamążpójście, jakaś skąpa żona po śmierci codziennie przeglądała domowe rachunki, szukając dziury w całym”. “Nikt nie zapłakał. Ani nad kupcami, którzy spłonęli, zabarykadowani w swoich sklepach. Ani nad szwaczkami pogrążonymi w ciemnościach. Ani nad pijanymi marynarzami, którzy poszli na dno. Ani nad oszukanymi żołnierzami wielkiej wojny. Ani tym bardziej nad małpami”. “Kolejne wydarzenia zagubiły się w nadciągającym mroku, spowolniały w mroźnym powietrzu. Skąd brać nowe opowieści?”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na71 miesiąc temu
Tartak Daniel Odija
Tartak
Daniel Odija
W 2003 roku Tartak znalazł się na liście dziewięciu najbardziej cenionych książek prozatorskich, wielokrotnie nominowany był też (i nagradzany) w prestiżowych konkursach literackich. Książka ta określana bywa jako manifest społeczny, badający współczesne obszary nędzy i beznadziei, upominający się o wykluczoną prowincję. Autor łączy w niej realistyczne, obyczajowe sprawozdania i lokalne anegdoty z filozoficznymi komentarzami wiejskiego bajarza. Trochę tu klimatu sennych obrazów, jak z Domu dziennym, domu nocnym Olgi Tokarczuk. Dzięki temu książki nie można sprowadzić do publicystycznego obrazka. Odija faktycznie opowiada o ponurej i biednej prowincji, pozbawionej nadziei. Ale nie jest to reporterski głos, zaangażowany społecznie i politycznie, lecz raczej przypowieść o ludziach, których przetrąciło życie, "pogrobowcach" PRL wpasowanych w ramy półrealnej baśni. Ten mityzujący styl pięknie nawiązuje do podobnych klimatów prozy Andrzeja Stasiuka, Magdaleny Tulli, Pawła Huelle, Piotra Szewca, Lidii Amejko czy Pawła Sołtysa. Klimat opowieści zręcznie podkreśla prosty język, pozbawiony patosu, pompowanego dramatyzmu i wielkich słów. Pomimo tego (dlatego?) Tartak budzi silne emocje... Autor w uroczy sposób przechodzi z poziomu szczegółowego sprawozdania z drobnych wydarzeń, do szeroko kreślonych obrazów, wykraczających poza opisywane chwile ("nie wiedział, kiedy zacząć płakać i z tego wszystkiego zapomniał w ogóle o płaczu, a przecież było mu bardzo smutno. No i na kilka dobrych lat zapomniał, jak się płacze."),realistyczny opis miesza z baśniowym przedstawieniem, a biblijny język narracji z rzeczowością spostrzeżeń i wulgaryzmami bohaterów książki - całej panoramy dziwacznych, trochę strasznych i trochę komicznych indywiduów.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na76 lat temu
Znikająca Europa Andrzej Stasiuk
Znikająca Europa
Andrzej Stasiuk Jurij Andruchowycz Mircea Cărtărescu Karl-Markus Gauß Swietłana Wasilenko Christoph Ransmayr Fatos Lubonja Tatjana Gromača Marius Ivaškevičius Geert Mak Lídia Jorge
Książka niezwykle nostalgiczna, widać że pisana przez bardzo wrażliwych autorów, prozaików z zacięciem poetyckim. Jest zbiorem esejów napisanych przez kilkunastu autorów, głównie z terenów Europy Środkowo-Wschodniej. Motywem, który je spaja, jest proces zaniku albo transformacji – książka została zredagowana i wydana 20 lat temu, kiedy opisywane w niej procesy miały miejsce. Autorzy dotykają miejsc peryferyjnych, położonych zupełnie poza centrum - o większości tych miejsc w ogóle wcześniej nie słyszałem, były dla mnie obce, ale autorzy w niezwykle głęboki sposób potrafili wydobyć w nich pewną symbolikę przemijania. Pokazują, że to, iż coś jest w Europie, nie znaczy, że będzie trwałe, wpisane w krajobraz i przestrzenie, bo również może zniknąć. Nie chodzi tylko o wsie i wioski, ale też miasta i miejscowości. Książka ma melancholijny wydźwięk – niektóre eseje mają charakter filozoficzny, wiele jest literackich metafor, a wszystko po to, by pokazać, że Europa nie jest miejscem li tylko rozwoju. Są przestrzenie podlegające daleko idącej degradacji albo znikaniu, obszary, które nie wpisują się w nowoczesny trend modernizacyjno-globalizacyjny, są niejako wystawione na poza integracji europejskiej. Czytało mi się ją dość dobrze, choć miejscami musiałem się mocno skupić, bo lektura wymagała uważności ze względu na liczne odniesienia poetycko-filozoficzne. Mam poczucie, że treść tej książki jest dziś dużo bardziej aktualna niż w chwili wydania, bo współczesne procesy transformacyjne znacznie bardziej ingerują w przestrzeń, więzi społeczne i demografię. Pewne wskaźniki demograficzne będą skutkowały nie tylko zmianami na mapie, lecz także przemianami w mentalności i relacjach lokalnych społeczności.
Arek - awatar Arek
ocenił na61 miesiąc temu
Weiser Dawidek Paweł Huelle
Weiser Dawidek
Paweł Huelle
Powieść oniryczna, zawieszona między podziemiami cegielni a murem szpitala psychiatrycznego; opuszczonym ewangelickim cmentarzem a budynkiem szkoły. Dziecięcy bohaterowie śladom przeszłości nadają własne znaczenia, symbole. W dorosłości te miejsca zanikają. Giną w pamięci, ale i fizycznie - powstają ogródki działkowe, bloki, wygładzone chodniki i parkingi. I ostatecznie zostajemy z pytaniem - jakie to miało znaczenie, skoro nie zostały żadne ślady? Weiser jest jak dybuk - duch, który przychodzi, by przypominać. Demiurg dziecięcej wyobraźni - sprawca wybuchów, wybawiciel z kłopotów, zabawiacz w czasie nudy. A może go nie ma, może jest tylko wytworem wyobraźni, śladem po narodzie, który zniknął. Cieniem żydowskiego sztetla. Bo i tak ostatecznie nikt o niego nie pyta, nie szuka. Katolicyzm ludowy, pełen niezrozumiałych rytuałów, procesji, szeptanych zaklęć jest równie obcy jak opowieść Dawida. Jedno i drugie to baśń, element rytuału zabawy lub przeszkody, która stoi na drodze do zabawy. Elka jest NIemką i to również nikomu z nich nie przeszkadza. I tu właśnie Huelle dokonuje cudu. Pokazuje wielokulturowość nie jako projekt polityczny, ale jako element dziecięcego świata. Dzieci są tolerancyjne, bo nieobciążone ideologią; nie nadają znaczeń, które przypisują osobom, miejscom dorośli. Jest współpraca, przygoda, czysta zabawa. Czy to jedyna interpretacja tej książki? Nie. Narrator sam myli tropy, podsuwa rozwiązania: jakie znaczenie ma prawda, skoro liczy się tylko mit, baśń. Może nie chodzi o pamięć, ale o odtwarzanie świata i o to, że przeszłość istnieje tylko wtedy, gdy ktoś ją opowiada, tak jak mu się wydaje, że pamięta. Może więc “Weiser Dawidek” to opowieść o znikaniu - miejsc, ludzi, narodów, dzieciństwa. O tym, że rzeczywistość ulatuje, ale opowieść trwa. I może to jest jedyna prawda, na jaką możemy sobie pozwolić. Książka wybitna, wielowarstwowa, metaforyczna; każda warstwa skrywa kolejną, kolejną i kolejną… Lektura obowiązkowa.
mariuszowelektury - awatar mariuszowelektury
ocenił na92 miesiące temu
Bombel Mirosław Nahacz
Bombel
Mirosław Nahacz
Ależ znakomity to strumień świadomości alkoholika z podkarpackiej wsi, z lekką niepełnosprawnością intelektualną oraz kilkoma innymi deficytami, snuty na pustym (już wtedy) przystanku autobusowym. Przemawia do mnie bezbrzeżny smutek bijący z tej pozornie zabawnej opowieści o życiu niewartym uwagi i takimże świecie z 2004 r. Jak się można spodziewać, jest to narracja bardzo politycznie niepoprawna. Z tego powodu wolałem tylko takie cytaty przytaczać, które mogły być cenzuralne dla mnie samego, nawet już nie dla standardów społeczności LC. Niemniej imponuje mi słowotwórstwo i język bohatera, godny najlepszych mistrzów takiej narracji – nie żadnych salonowych. Nie jest łatwo wejść w skórę takiego „bożego prostaczka”. Miał Nahacz wybitne zdolności językowe, skoro tak wiarygodnie wykreował jego cały świat, że ktoś mógłby ulec pokusie utożsamienia podmiotu mówiącego z piszącym… A zarazem ten bełkot (ale czy tylko…?) wylewający się ze stronic „Bombla” powinien, a nawet musi być, choć dziś, wysłuchany, by cokolwiek w ogóle zrozumieć z naszego pięknego kraju, a zwłaszcza, choć nie tylko przecież, z wyborów politycznych rodaków. Bo mamy tu świetnie oddany stan nie-świadomości tych wszystkich, którzy nie mieli nawet cienia szansy załapać się na benefity transformacji. Znienawidzili tych, którym się to udało, a przy okazji i samych siebie – jeszcze mocniej. To niemal dokumentalny zapis nastrojów i emocji „przegrywów” niewartych uwagi ani wspomnienia. Ale Nahacz pamięta…… Narrator nie imponuje składną mową. Gubi wątki, a w zasadzie twórczo je rozwija, jak przystało na ludowo-alkoholowy poemat dygresyjny prozą pisany. Niekończące się, wielokrotnie złożone, niemal transowe zdania wręcz oszałamiają. Kwestie poboczne bywają ważniejsze niż to, co było zamiarem wypowiedzi, jeśli w ogóle taki zamiar był. Acha, no i nie ma dialogów… Tematy główny, co oczywiste, to alkohol, kobiety i nicnierobienie. Jest kilka szczególnie znakomitych epizodów, m.in. wyjazd do Słowacji, gdzie eksploduje nienawiść do Romów, przerażający opis powodzi i pożaru, traumatyczne wspomnienia tzw. „domu rodzinnego”, gdzie zaznał tylko zła. Nie przypadkiem stał się takim, jaki jest. Ale znajdzie się też tu miejsce na delikatne wspomnienie akcji „Wisła”, wciąż żywe jeszcze – Autor był wszak Łemkiem (BTW: nie dość, zwłaszcza dziś, przypomnienia, że dla IPN te zbrodnicze przesiedlenia to żadna zbrodnia). Po tej książce dostrzegam, że śmierć Nahacza stanowiła niepowetowaną stratę dla naszej literatury. A odszedł w 2007 w wieku 23 (!) lat. Jakimże mistrzem mógłby być, a raczej jakim byłby…. Jeżeli miałbym go do kogoś porównać, byłby to niezapomniany Marian Pilot. Która to już moja książka, którą się chce niemal całą przepisywać? „Mówię, jakby wewnątrz mnie wiał wiatr, i najwyraźniej do mojej głowy nawiewa ciągle nowe myśli, miesza te, które już tam są jako tako uporządkowane, robi z nich kompletny pierdzielnik, burdel do kwadratu, i ciągle nawiewa nowe, ciągle coś, czego jeszcze nie powiedziałem, o czym nawet nie wiem, że miałbym ochotę powiedzieć, wszystko przez ten umysłowy wiatr”. „Może jakiś mój anioł stróż mógłby pomyśleć akurat: biedny ten Bombel, miał straszne życie, matka go nie kochała, ojciec bił, a żona okazała się kurwą, całe jego życie to pech”. „Mój ojciec był dobrym człowiekiem, ale bił mnie okrutnie cepem i sznurami różnych grubości i długości oraz zamykał w stajni, jak było minus dwadzieścia pięć stopni Celsjusza, w samych majtkach”. „Żadnych perspektyw przed sobą nie widzę, przez co najmniej dwa dni”. „Nie znajdzie się żaden człowiek, który popatrzy na mnie z bólem w sercu i ze współczuciem wyciągnie do mnie pomocną dłoń, zakończoną jakimś alkoholem”. „Jak piliśmy jeden dzień, drugi, trzeci i wszystkie następne, to po jakimś czasie cały komplet pamięta się jak jeden dzień”. „Jezu, tak mówię i nie poznaję tych słów, które wychodzą z mojej gęby. Gadam jak nienormalny, bo tylko tacy do siebie mówią”. „Słychać już buczenie dojarek, bo teraz dużo ludzi sobie takie kupiło. Zakłada się na wymiona krowom i już. Ale ja myślę, że to je boli. Nie ma tak, żeby nie. Bo jakby tak na kutasy tym wszystkim rolnikom pozakładać, to może na początku byłoby i fajnie, ale potem nie gwarantuję. Bo żeby się wyłączyło, musi uciągnąć piętnaście litrów, a tyle ładunku to nawet najlepsi katolicy nie mają”. „I może wszystko byłoby w porządku, gdyby na każdym kroku nie widziało się kobiet zesłanych prosto z nieba. Bo one są już wszędzie: na obrazkach, w gazetach, telewizorach, kalendarzach”. „Kręciła tą piękną dupą, tym cudem na świecie, tym chodzącym dowodem, że Pan Bóg istnieje i ludzie to jego dzieci”. „Mądrą miałem matkę, że w kołysce straszyła mnie Cyganami, bo do teraz została mi jakaś taka ostrożność, taki zmysł obserwacji czarnych, że jak się jakiś pojawia w kącie oka, od razu zapala mi się czerwona lampka (…) ale grunt to nie popadać w przesadę, a to co, się stało z nimi, to tylko płacz i zgrzytanie zębów”. „Z Pietrka zresztą jest patriota i zawsze chodzi głosować, żeby potem z czystym sumieniem mógł narzekać”. „Widziałem, jaki wkurwiony jest Bóg na ten cały świat”. „Myślę sobie, że w zasadzie jest całkiem źle, bo są same braki i to, czego nie ma, jest ważniejsze niż to co jest”. „W dodatku ci policjanci ani razu mnie nie uderzyli, a przecież mogli bez kłopotu, takiego pijaka jak ja zawsze można, dobrze o tym wiem, nikt przecież nic nie powie, nawet dobrze w zasadzie, że żula biją, może przestanie się lumpić i zrobi się z niego porządny obywatel”. „Powiedzieli, że mnie zostawiają ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu, ale mam się nie ruszać z miejscowości zameldowania, jakbym nic całe życie nie robił, tylko ciągle gdzieś podróżował”. „Już nigdy mi nie opowie, jakie dawniej wszystko było piękne, że wszyscy mieli pracę pieniądze były, każdy miał swoje miejsce na świecie, każdy był potrzebny państwu, nie tak jak teraz, że zdychajcie, a co nas, kurwa, obchodzicie, jak nic nie umiecie, przyzwyczajajcie się, nieroby, nikt wam nic nie da za darmo, skurwysyny”. „Życzę mu, żeby w jego niebie było tak, że dwadzieścia anielic jest oddelegowanych tylko do tego, żeby zabawiać Karczaka w sposób ziemski, z pięć, żeby mu nalewać wino i ze dwie, żeby tańczyły przed nim nago taniec brzucha”. „Bez domu ogień jest niczym. I widać, jakim on jest pasożytem, jak żre to drewno, te zasłony i komplety mebli wypoczynkowych kupionych na raty bez żyrantów i pierwszej wpłaty, widać jak to żre i od razu przerabia, od razu sra tym i rzyga, zamienia w coś nieuchwytnego, w coś, czego nie można chwycić, w coś, co od razu ucieka w niebo, w coś, czego naprawdę nie ma, a tylko się wydaje”. „Czas wokół przystanku jest teraz kryształem, który odbija wszystko to, co już kiedyś było, a czas w środku przystanku jest już zupełnym lustrem, które prócz tego kryształu z zewnątrz odbija też to, co mam w głowie”. „Nie lubię wyjeżdżać nigdzie z mojej wsi, boję się potem jak wracam, że jej tam nie będzie, że nie będę mógł znaleźć drogi z powrotem, że ją przestawią bez mojej wiedzy i zgody”. ”Mam tylko jednego kumpla, porządnego, ale nawiasem mówiąc, z niego to też niezły skurwysyn i świnia”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na81 rok temu
Spis cudzołożnic. Proza podróżna Jerzy Pilch
Spis cudzołożnic. Proza podróżna
Jerzy Pilch
Proza Pilcha budzi dzisiaj duże kontrowersje - jedni widzą w niej manifest szowinisty, w którym kobiety (jeśli już się pojawiają) traktowane są przedmiotowo. Inni zaś dopatrują się skrzętnie tkanej przez autora feministycznej podszewki. Gustaw, PRL-owski intelektualista zakłada tytułowy spis cudzołożnic, złożony z kobiet, z którymi miał podobno niegdyś seksualne stosunki. Podczas akcji utworu powstawania odnowić z nimi relację przy okazji oprowadzania po Krakowie pewnego szwedzkiego humanisty. W swojej narracji stara się owe kobiety ośmieszyć i zdyskredytować. Pojawia się jednak pytanie na ile możemy wierzyć narratorowi? Aby odkryć, co kieruje głównym bohaterem należy przebić się przez męskocentryczną narrację - wtedy czytelnik może odkryć, że Gustaw to próba ośmieszenia, a jednocześnie zgłębienia romantycznej figury kochanka, który nie radzi sobie z wyzwaniami nowej epoki, a swoje niepowodzenia stara się chować pod płaszczykiem mizoginizmu. W resztę szczegółów nie będę się wydawać, gdyż wydaje się, że cały utwór jest w gruncie rzeczy grą z czytelnikiem, która polega na badaniu intertekstualnej warstwy dzieła i powolnym odkrywaniu tożsamości bohatera. To pozycja bez wątpienia ciekawa, jednak nie można nie pochylić się nad patetycznym językiem i składnią, które (choć są budowane w sposób świadomy) utrudniają odbiór dzieła - sprawiają, że nie jest płynny i prowadzą do irytujących powtórzeń tych samych fraz. Gdybym miała podsumować spotkanie z Pilchem jednym zadaniem, to powiedziałabym, dość nudna książka w czytaniu, za to bardzo interesująca na poziomie interpretacji.
Forma Twórcza - awatar Forma Twórcza
oceniła na61 miesiąc temu

Cytaty z książki Opowieści galicyjskie

Więcej

W świątyniach najmniej fascynujące są obrazy i przedmioty. Zanadto przypominają resztę rzeczywistości. Próbują się z niej wyrwać i na powrót w nią zapadają, dowodząc daremności wszystkich wysiłków. Natomiast zamknięte w bryle powietrze, uformowana sklepieniem, ścianami i architektonicznym szczegółem przestrzeń stanowią najdoskonalsze odwzorowanie tęsknoty. Można wejść, czuć na skórze dotyk, lecz wszystko przepływa między palcami, można zatrzymać w płucach, lecz tylko na chwilę.

W świątyniach najmniej fascynujące są obrazy i przedmioty. Zanadto przypominają resztę rzeczywistości. Próbują się z niej wyrwać i na powrót...

Rozwiń
Andrzej Stasiuk Opowieści galicyjskie Zobacz więcej

Noc, noc, noc, kowal Kruk opowiada przez sen historię bez końca, długą jak życie wszystkich ludzi, jakby chciał wyspowiadać się ze wszystkiego, co widział, co słyszał, wyspowiadać się ze wszystkich rzeczy dobrych, złych i obojętnych, bo życie najprawdopodobniej jest odmianą grzechu, o czym można zapomnieć w dzień, lecz noc nie zna litości (...) Serce wtedy ledwo bije, zamiera, ledwo przetacza truchlejącą krew i nawet najmniejsza kropla blasku nie rozcieńcza zgęstniałej z lęku materii i można tylko czekać, aż szyby pokryje granatowa farbka świtu. Tylko to można zrobić.

Noc, noc, noc, kowal Kruk opowiada przez sen historię bez końca, długą jak życie wszystkich ludzi, jakby chciał wyspowiadać się ze wszystkie...

Rozwiń
Andrzej Stasiuk Opowieści galicyjskie Zobacz więcej

Poszliśmy z powrotem. Prowadziła mnie woń zmęczenia, aura smutku, jaką wydzielają ludzie, którzy nigdy nie płaczą, bo łzy opuszczają ich ciała razem z kroplami potu.

Poszliśmy z powrotem. Prowadziła mnie woń zmęczenia, aura smutku, jaką wydzielają ludzie, którzy nigdy nie płaczą, bo łzy opuszczają ich cia...

Rozwiń
Andrzej Stasiuk Opowieści galicyjskie Zobacz więcej
Więcej