Osiem cztery

Okładka książki Osiem cztery
Mirosław Nahacz Wydawnictwo: Czarne literatura piękna
96 str. 1 godz. 36 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2003-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2003-01-01
Liczba stron:
96
Czas czytania
1 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
8387391751
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Osiem cztery w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Osiem cztery

Średnia ocen
6,7 / 10
622 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
106
93

Na półkach:

Odjechany trip. Nigdy nie sądziłem, że książka o imprezie, narkotykach i alkoholu może być tak ciekawa i być portretem pokolenia. Ciekawe przemyślenia ubrane w strumień świadomości. Jeśli ktoś nie potrafi przetrawić wulgaryzmów w literaturze to dość szybko może się zniechęcić. Szkoda Nahacza, dobrze się zapowiadał.

Odjechany trip. Nigdy nie sądziłem, że książka o imprezie, narkotykach i alkoholu może być tak ciekawa i być portretem pokolenia. Ciekawe przemyślenia ubrane w strumień świadomości. Jeśli ktoś nie potrafi przetrawić wulgaryzmów w literaturze to dość szybko może się zniechęcić. Szkoda Nahacza, dobrze się zapowiadał.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1376 użytkowników ma tytuł Osiem cztery na półkach głównych
  • 826
  • 542
  • 8
206 użytkowników ma tytuł Osiem cztery na półkach dodatkowych
  • 128
  • 42
  • 12
  • 9
  • 6
  • 5
  • 4

Inne książki autora

Okładka książki Ludzie, miasta. Literatura Białorusi, Niemiec, Polski i Ukrainy. Antologia tekstów Andrej Chadanowicz, Ksenia Charczenko, Sylwia Chutnik, Piotr Czerski, Agnieszka Drotkiewicz, Tanja Dückers, Matthias Göritz, Tobias Hülswitt, Jörg Jacob, Ignacy Karpowicz, Oleh Kocarew, Mikołaj Łoziński, Tania Malarczuk, Piotr Marecki, Maryja Martysiewicz, Dorota Masłowska, Zbigniew Masternak, Kolja Mensing, Mirosław Nahacz, Łukasz Orbitowski, Thomas Podhostnik, Taras Prochaśko, Siarhiej Pryłucki, Renata Serednicka, Sławomir Shuty, Mariusz Sieniewicz, Ostap Sływynski, Natalka Śniadanko, Maryna Sokolian, Igor Stokfiszewski, Katja Thomas, Źmicier Wiszniou, Michał Witkowski, Serhij Żadan, Juli Zeh
Ocena 6,8
Ludzie, miasta. Literatura Białorusi, Niemiec, Polski i Ukrainy. Antologia tekstów Andrej Chadanowicz, Ksenia Charczenko, Sylwia Chutnik, Piotr Czerski, Agnieszka Drotkiewicz, Tanja Dückers, Matthias Göritz, Tobias Hülswitt, Jörg Jacob, Ignacy Karpowicz, Oleh Kocarew, Mikołaj Łoziński, Tania Malarczuk, Piotr Marecki, Maryja Martysiewicz, Dorota Masłowska, Zbigniew Masternak, Kolja Mensing, Mirosław Nahacz, Łukasz Orbitowski, Thomas Podhostnik, Taras Prochaśko, Siarhiej Pryłucki, Renata Serednicka, Sławomir Shuty, Mariusz Sieniewicz, Ostap Sływynski, Natalka Śniadanko, Maryna Sokolian, Igor Stokfiszewski, Katja Thomas, Źmicier Wiszniou, Michał Witkowski, Serhij Żadan, Juli Zeh
Mirosław Nahacz
Mirosław Nahacz
Mirosław Nahacz - pisarz, scenarzysta. Wydawcą jego książek był Andrzej Stasiuk, prowadzący własne wydawnictwo o nazwie Czarne i mieszkający w odległości 7 km od rodzinnego domu młodego pisarza. Nahacz posiadał łemkowskie korzenie. Studiował kulturoznawstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Jako pisarz debiutował w 2003 r. powieścią "Osiem cztery". W tym samym roku odebrał Nagrodę Fundacji Literackiej Natalii Gall i Ryszarda Pollaka. W kolejnych latach pisał felietony do "Filipinki" oraz współpracował z miesięcznikiem "Lampa". Był także jednym z autorów scenariusza serialu "Egzamin z życia", emitowanego przez TVP2. 24 lipca 2007 r. został znaleziony martwy w piwnicy warszawskiego domu, w którym wynajmował mieszkanie. Kilka dni wcześniej popełnił samobójstwo.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bombel Mirosław Nahacz
Bombel
Mirosław Nahacz
Ależ znakomity to strumień świadomości alkoholika z podkarpackiej wsi, z lekką niepełnosprawnością intelektualną oraz kilkoma innymi deficytami, snuty na pustym (już wtedy) przystanku autobusowym. Przemawia do mnie bezbrzeżny smutek bijący z tej pozornie zabawnej opowieści o życiu niewartym uwagi i takimże świecie z 2004 r. Jak się można spodziewać, jest to narracja bardzo politycznie niepoprawna. Z tego powodu wolałem tylko takie cytaty przytaczać, które mogły być cenzuralne dla mnie samego, nawet już nie dla standardów społeczności LC. Niemniej imponuje mi słowotwórstwo i język bohatera, godny najlepszych mistrzów takiej narracji – nie żadnych salonowych. Nie jest łatwo wejść w skórę takiego „bożego prostaczka”. Miał Nahacz wybitne zdolności językowe, skoro tak wiarygodnie wykreował jego cały świat, że ktoś mógłby ulec pokusie utożsamienia podmiotu mówiącego z piszącym… A zarazem ten bełkot (ale czy tylko…?) wylewający się ze stronic „Bombla” powinien, a nawet musi być, choć dziś, wysłuchany, by cokolwiek w ogóle zrozumieć z naszego pięknego kraju, a zwłaszcza, choć nie tylko przecież, z wyborów politycznych rodaków. Bo mamy tu świetnie oddany stan nie-świadomości tych wszystkich, którzy nie mieli nawet cienia szansy załapać się na benefity transformacji. Znienawidzili tych, którym się to udało, a przy okazji i samych siebie – jeszcze mocniej. To niemal dokumentalny zapis nastrojów i emocji „przegrywów” niewartych uwagi ani wspomnienia. Ale Nahacz pamięta…… Narrator nie imponuje składną mową. Gubi wątki, a w zasadzie twórczo je rozwija, jak przystało na ludowo-alkoholowy poemat dygresyjny prozą pisany. Niekończące się, wielokrotnie złożone, niemal transowe zdania wręcz oszałamiają. Kwestie poboczne bywają ważniejsze niż to, co było zamiarem wypowiedzi, jeśli w ogóle taki zamiar był. Acha, no i nie ma dialogów… Tematy główny, co oczywiste, to alkohol, kobiety i nicnierobienie. Jest kilka szczególnie znakomitych epizodów, m.in. wyjazd do Słowacji, gdzie eksploduje nienawiść do Romów, przerażający opis powodzi i pożaru, traumatyczne wspomnienia tzw. „domu rodzinnego”, gdzie zaznał tylko zła. Nie przypadkiem stał się takim, jaki jest. Ale znajdzie się też tu miejsce na delikatne wspomnienie akcji „Wisła”, wciąż żywe jeszcze – Autor był wszak Łemkiem (BTW: nie dość, zwłaszcza dziś, przypomnienia, że dla IPN te zbrodnicze przesiedlenia to żadna zbrodnia). Po tej książce dostrzegam, że śmierć Nahacza stanowiła niepowetowaną stratę dla naszej literatury. A odszedł w 2007 w wieku 23 (!) lat. Jakimże mistrzem mógłby być, a raczej jakim byłby…. Jeżeli miałbym go do kogoś porównać, byłby to niezapomniany Marian Pilot. Która to już moja książka, którą się chce niemal całą przepisywać? „Mówię, jakby wewnątrz mnie wiał wiatr, i najwyraźniej do mojej głowy nawiewa ciągle nowe myśli, miesza te, które już tam są jako tako uporządkowane, robi z nich kompletny pierdzielnik, burdel do kwadratu, i ciągle nawiewa nowe, ciągle coś, czego jeszcze nie powiedziałem, o czym nawet nie wiem, że miałbym ochotę powiedzieć, wszystko przez ten umysłowy wiatr”. „Może jakiś mój anioł stróż mógłby pomyśleć akurat: biedny ten Bombel, miał straszne życie, matka go nie kochała, ojciec bił, a żona okazała się kurwą, całe jego życie to pech”. „Mój ojciec był dobrym człowiekiem, ale bił mnie okrutnie cepem i sznurami różnych grubości i długości oraz zamykał w stajni, jak było minus dwadzieścia pięć stopni Celsjusza, w samych majtkach”. „Żadnych perspektyw przed sobą nie widzę, przez co najmniej dwa dni”. „Nie znajdzie się żaden człowiek, który popatrzy na mnie z bólem w sercu i ze współczuciem wyciągnie do mnie pomocną dłoń, zakończoną jakimś alkoholem”. „Jak piliśmy jeden dzień, drugi, trzeci i wszystkie następne, to po jakimś czasie cały komplet pamięta się jak jeden dzień”. „Jezu, tak mówię i nie poznaję tych słów, które wychodzą z mojej gęby. Gadam jak nienormalny, bo tylko tacy do siebie mówią”. „Słychać już buczenie dojarek, bo teraz dużo ludzi sobie takie kupiło. Zakłada się na wymiona krowom i już. Ale ja myślę, że to je boli. Nie ma tak, żeby nie. Bo jakby tak na kutasy tym wszystkim rolnikom pozakładać, to może na początku byłoby i fajnie, ale potem nie gwarantuję. Bo żeby się wyłączyło, musi uciągnąć piętnaście litrów, a tyle ładunku to nawet najlepsi katolicy nie mają”. „I może wszystko byłoby w porządku, gdyby na każdym kroku nie widziało się kobiet zesłanych prosto z nieba. Bo one są już wszędzie: na obrazkach, w gazetach, telewizorach, kalendarzach”. „Kręciła tą piękną dupą, tym cudem na świecie, tym chodzącym dowodem, że Pan Bóg istnieje i ludzie to jego dzieci”. „Mądrą miałem matkę, że w kołysce straszyła mnie Cyganami, bo do teraz została mi jakaś taka ostrożność, taki zmysł obserwacji czarnych, że jak się jakiś pojawia w kącie oka, od razu zapala mi się czerwona lampka (…) ale grunt to nie popadać w przesadę, a to co, się stało z nimi, to tylko płacz i zgrzytanie zębów”. „Z Pietrka zresztą jest patriota i zawsze chodzi głosować, żeby potem z czystym sumieniem mógł narzekać”. „Widziałem, jaki wkurwiony jest Bóg na ten cały świat”. „Myślę sobie, że w zasadzie jest całkiem źle, bo są same braki i to, czego nie ma, jest ważniejsze niż to co jest”. „W dodatku ci policjanci ani razu mnie nie uderzyli, a przecież mogli bez kłopotu, takiego pijaka jak ja zawsze można, dobrze o tym wiem, nikt przecież nic nie powie, nawet dobrze w zasadzie, że żula biją, może przestanie się lumpić i zrobi się z niego porządny obywatel”. „Powiedzieli, że mnie zostawiają ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu, ale mam się nie ruszać z miejscowości zameldowania, jakbym nic całe życie nie robił, tylko ciągle gdzieś podróżował”. „Już nigdy mi nie opowie, jakie dawniej wszystko było piękne, że wszyscy mieli pracę pieniądze były, każdy miał swoje miejsce na świecie, każdy był potrzebny państwu, nie tak jak teraz, że zdychajcie, a co nas, kurwa, obchodzicie, jak nic nie umiecie, przyzwyczajajcie się, nieroby, nikt wam nic nie da za darmo, skurwysyny”. „Życzę mu, żeby w jego niebie było tak, że dwadzieścia anielic jest oddelegowanych tylko do tego, żeby zabawiać Karczaka w sposób ziemski, z pięć, żeby mu nalewać wino i ze dwie, żeby tańczyły przed nim nago taniec brzucha”. „Bez domu ogień jest niczym. I widać, jakim on jest pasożytem, jak żre to drewno, te zasłony i komplety mebli wypoczynkowych kupionych na raty bez żyrantów i pierwszej wpłaty, widać jak to żre i od razu przerabia, od razu sra tym i rzyga, zamienia w coś nieuchwytnego, w coś, czego nie można chwycić, w coś, co od razu ucieka w niebo, w coś, czego naprawdę nie ma, a tylko się wydaje”. „Czas wokół przystanku jest teraz kryształem, który odbija wszystko to, co już kiedyś było, a czas w środku przystanku jest już zupełnym lustrem, które prócz tego kryształu z zewnątrz odbija też to, co mam w głowie”. „Nie lubię wyjeżdżać nigdzie z mojej wsi, boję się potem jak wracam, że jej tam nie będzie, że nie będę mógł znaleźć drogi z powrotem, że ją przestawią bez mojej wiedzy i zgody”. ”Mam tylko jednego kumpla, porządnego, ale nawiasem mówiąc, z niego to też niezły skurwysyn i świnia”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 1 rok temu
Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku Dorota Masłowska
Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku
Dorota Masłowska
Noc, na parkingu dziwnie zachowujący się facet wpycha milczącą kobietę obcemu do samochodu, a po chwili się dosiada, grozi nożem i każe mu jechać. Brzmi strasznie? A gdy ta para to „Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku” (2006)? Lepiej, gorzej? W świecie przedstawionym Masłowskiej gorzej. To może nawet najważniejsza informacja z tego wszystkiego, tak jak pewnie byłoby w świecie rzeczywistym. A teraz reality-check. Dwoje Rumunów to w rzeczywistości dwoje naćpanych Polaków – Parcha i Dżina – wracających z imprezy, której lejtmotywem był: „Brud, smród i choroby”. Kto padł żartem kogo? Para nieznajomych, którą połączył potężny zjazd, napotyka nieprzyjemności ze strony ludzi uprzedzonych do Rumunów tak samo, jak oni. Nikt im nie chce pożyczyć telefonu w barze, a Kierowca z początku dramatu pragnie zemsty. Podwozi ich pijana kobieta, która ginie w wypadku. Po czym Parcha okrada jej torebkę. To nasi rodacy. Te wyolbrzymienia, ta ciągła akcja każe nam reagować fizycznie na bodźce. Pisała o tym Karolina Kowalczyk w „Dialogu”. Masłowska zmusza nas do obserwacji naszych reakcji na zdarzenia, bo nie ma czasu na maskowanie i przetwarzanie. Historia dramatu działa, bo wszyscy wierzą w to przedstawienie Rumunów – agresywnych, śmierdzących i bezczelnych. Na tyle, że para zachowuje się w ten sposób coraz bardziej, gdy Kierowca sam się tego po nich spodziewa. To samospełniające się proroctwo. Innym słowem, to stereotyp. Współcześnie już coraz bardziej zużyty. Chociaż język nienawiści nie działa sprawczo w dramacie, podtrzymuje status quo, podczas gdy wykluczenie dotyka Polaków przez Polaków – kat wyklucza kata. Kowalczyk zauważa jeszcze inne istotne podłoże sztuki – klasowe. Parcha to aktor, którego problemem jest samotność. Dżina jest alkoholiczką zaniedbującą swoje dziecko. Nie znajdują zrozumienia poza oczywistym faktem, że są nieszczęśliwi. Nawet gdy Dżina chce się wieszać, Parcha chce jej mansplainingować powód jej kłopotów. Kobieta prawdopodobnie nie musiała nawet przebierać się na tę imprezę, bo właśnie przepiła alimeny. Rumuńska tożsamość obojga postaci to metafora samotności i niezrozumienia. Język polski nie pomógł jednak w zjednoczeniu. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na 6 2 miesiące temu
Gnój Wojciech Kuczok
Gnój
Wojciech Kuczok
Książka nagrodzona Nike dawno temu, ale ja z bliżej nieokreślonego powodu przeczytałam ją dopiero teraz. Ma to swoje zalety, bo można sprawdzić, jak zestarzała się ta książka oraz, czy się o niej mówi i pisze. Gdy chodzi o to drugie, to: nie słyszę i nie widzę, a szkoda, bo to całkiem dobra rzecz. Doceniam ją szczególnie za swobodę w używaniu słowa, za lekkość stylu, za to, że mogłam pocmokać z zadowolenia czytając bez zniżenia wcale niełatwy do przyjęcia tekst Te długaśne , pietrowe zdania złożone z mniejszych  pod-, nad- i i innych rzędnych to klasa sama w sobie. Treść jest niegorsza, co ważne- mocna i często trudna do przyjęcia.  Mowa jest relacjach rodzinnych- trudnych, bo z przemocą, agresją,  ale i miłością, taką nieumiejętną, źle rozumianą.   Ojciec, matka i syn plus ciotki i pociotki. Do tego koledzy ze szkoły i znajomi z podwórka, na którym bywało niebezpiecznie, brutalnie i po chłopacku okrutnie.  Trochę się tego zła obawiałam, bo obiło mi się o uszy, że w książce chodzi o przemoc w rodzinie, durne znęcanie się nad słabszym. Treści jest więcej, ale wcale nie lżejszej, dlatego podkreślam, że może być niektórym trudno brnąć przez tekst Wszystko się dzieje na Śląsku i  w czasach nie tak znowu dawnych, a jednak wydają się nieprawdopodobnie inne od współczesności.  Niech nikt się nie zraża moją oceną, tylko przeczyta. Warto. 
xymenka - awatar xymenka
oceniła na 7 5 miesięcy temu
Biało-czerwony Dawid Bieńkowski
Biało-czerwony
Dawid Bieńkowski
Na początku nic nie rozumiem. Przecież miało być o nowoczesnym mężczyźnie! A tu szable błyszczą, ostrogi brzęczą, szturmy jakieś… Czytam jednak nadal. I nadal nie rozumiem. Nie rozumiem! Pojawiają się łzy. Łzy! Łzy, łez, łzami wypływa niezrozumienie moje. Z odsieczą przybywa mi Paweł, bohater książki, który z erudycją właściwą prawnikowi - prawnikowi z kancelarii - Kancelarii - własnej Kancelarii! - wyjaśnia mi, że niezrozumienie owo wynika z braku odpowiedniego zbioru w moim mózgu płci żeńskiej. Płci! Płci żeńskiej! To jest książka napisana przez mężczyznę, o mężczyźnie, dla mężczyzny. Dla mnie, dla mojej kobiecej miękkości, to zbyt skomplikowane - to dla mego mózgu płci żeńskiej zbyt duży wysiłek, aby takie zawiłe treści, treści prawdziwie męskie ogarnąć. Do tego trzeba twardości, twardości iście męskiej. Z twardością i przez twardość jedynie te treści można przyswajać. Ja mogę sobie co najwyżej książkę kucharską poczytać i jajecznicę usmażyć, przyprawiając solą z łez moich żeńskich. Ps. A tak na serio - jak już się człowiek przyzwyczai do specyficznego stylu pisania autora oraz przełknie zniewagi pod adresem płci żeńskiej, to jest to całkiem spoko książka. A teraz kończę te głupoty i lecę podgrzewać bigos dla mojego mężczyzny, który lada chwila powinien powrócić ze szturmu na bar. Przy odrobinie szczęścia powróci martwy, bo „mężczyźnie Polakowi najbardziej do twarzy ze śmiercią. A kobiecie Polce we Łzach i w czerni jest najlepiej’’. No.
LaDzika - awatar LaDzika
oceniła na 6 3 lata temu
Lubiewo Michał Witkowski
Lubiewo
Michał Witkowski
Zrobiłem sobie mały powrót do korzeni z twórczością Witkowskiego i sięgnąłem po jedną z jego pierwszych książek. Pod kątem formy nie jest może szczególnie zaskakująca, w zasadzie dostałem to czego się spodziewałem i coś co na łamach powieści Witkowskiego przewija się nieustannie, czyli cioty i luje. Ale tym razem mamy tu podział na dwie wyraźne części - geograficzne i historyczne. Bo to z jednej strony opowieść o homoseksualnym Wrocławiu, o jego zaułkach, parkach, barach, z drugiej zaś Michaśka rusza do Lubiewa, czyli "pasa dzikich plaż rozciągających się na odcinku kilkunastu kilometrów pomiędzy Międzyzdrojami a Świnoujściem", gdzie cioty przyjeżdżają na wakacje i próbują poderwać lujków (czyli heteroseksualnych mężczyzn). Na gruncie historycznym to opowieść o homoseksualizmie w czasach PRL, ale też o czasach teraźniejszych (no dobra pierwsze wydanie to 2005 rok) i o tym jak geje się odnaleźli po transformacji ustrojowej. U Witkowskiego przewija się cała galeria rozmaitych postaci. Zresztą, jak zrozumiałem, tak powstał później "Wielki atlas ciot polskich", czyli komiksowa adaptacja "Lubiewa". Poznajemy te cioty, wysłuchujemy ich opowieści, czytamy o ich przygodach (w końcu to powieść przygodowo-obyczajowa). Ba, nawet poznajemy różne "gatunki ciot", są cioty pobożne, parkowe itd. Zresztą warto zauważyć, że Witkowski w swojej powieści, schodzi do czeluści ciotowskiego świata. To też motyw, który nie spodobał się "Gazet Wyborcz" (jak mawiają bohaterowie książki), że cioty i geje to trochę inne kategorie homoseksualizmu, że Witkowskiego nie interesują geje z klasy średniej, które spotykają się w barach, lecz grając trochę na nostalgicznej nucie, interesują go cioty sponiewierane przez los, biedne, z rozrzewnieniem wspominające PRL. Ten rozdźwięk jest też widoczny na plażach Lubiewa, gdzie spotykają się dwa pokolenia gejów nie potrafiące znaleźć wspólnego języka. To w zasadzie monografia całej ciotowskiej kultury w czasach PRL, bo zobaczymy jak to się odbywało w parkach, koszarach, jak się podrywało, ale też jak mogły się kończyć takie historie. To cały anturaż obejmujący słownictwo jakim wypowiadają się bohaterowie książki, piosenki, które śpiewają, gesty, mimikę, papierosy, które palą. Miał to być "ciotowski Dekameron", ale w sumie trudno nie odnieść wrażenia, że przechadzamy się tu po różnych kręgach piekła. Jak wspomniałem, no kojarzę autora z innych powieści, więc w sumie tutaj mógłbym napisać to co dawniej, że jest zabawnie i humorystycznie, że jest obrzydliwie i wulgarnie, że w sumie to mimo wszystko lubię ten styl i co jakiś czas mam dziwną potrzebę do niego wrócić i poczytać o ciotach oraz lujkach, że Witkowski potrafi pokazać, że jest pisarzem inteligentnym, oczytanym, że trochę filmów w życiu obejrzał. Mimo, że jest to tematyka dość specyficzna i totalnie nie w moich klimatach, to u Michaśki zawsze jest ciekawie.
Balcar - awatar Balcar
ocenił na 7 3 miesiące temu
Niskie Łąki Piotr Siemion
Niskie Łąki
Piotr Siemion
Podobno Niskie łąki to jeden z lepszych obrazów przemian zachodzących w Polsce przed trzema dekadami. Nie wiem, czy tak jest, ale książkę Piotra Siemiona czytałem z przyjemnością. To ciekawa historia grupki ludzi, których losy nieraz się przenikały i mieszały. Jaką historię opowiada „najważniejsza powieść pokoleniowa, która najpełniej jak dotąd chwyta doświadczenia i wyraża nastroje Polaków urodzonych na początku lat 60”? Wszystko zaczyna się jeszcze w latach 80., kiedy do Wrocławia przyjedzie młody Anglik. Wierzy, że będzie reżyserował Ibsena, jednak szybko zderzy się z polską rzeczywistością. Zostanie przy okazji pobity i wrzucony do rzeki, a wkrótce później pozna nieobliczalnego Carlosa i zakręconą Lidkę. Długo nie będą się przyjaźnić, gdyż znów rozdzieli ich spory dystans. Spotkają się po kilku latach w Nowym Jorku, a potem znów we Wrocławiu. Dla autora będzie to okazja, by przyjrzeć się ludzkim losom i zobaczyć, jaki wpływ na nich miały przemiany. Historia bywa smutna, brutalna, ale i też zabawna za sprawą nieźle napisanych dialogów. Język powieści jest jednak specyficzny i nie wszystkim przypadnie do gustu. Wielu ludzi zmęczy, innych zachwyci. Niskie łąki są gorzkim rozliczeniem z pokoleniem przełomu, choć niewątpliwie specyficznym i dotyczącym wąskiego grona. Opowiada o generacji, która pojawiła się nieco za wcześnie, by odczuć korzyści z nowej Polski, choć jednocześnie nieco za późno, by nie próbować z nich korzystać. Rzecz jest bardzo filmowa, choć gdyby ktoś pokusił się o jej zekranizowanie, powstałby zapewne ponury, ciężkawy snuj. A może się mylę? Bo przecież nie brakuje tu humoru i efektownych scen… Więcej recenzji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na 8 6 miesięcy temu
Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze Aglaja Veteranyi
Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze
Aglaja Veteranyi
A gdyby nie mieć skóry? Jak bolałoby nas powietrze, podmuch oddechu drugiego człowieka? Nie wiem, ale mogę się zbliżyć do tego stanu czytając prozę Aglaji Veteranyi. Tu nie sprawdzą się żadne przymiotniki. Tu jest czysty żywy ból istnienia. Wyobraźnia unosząca wysoko, dosłownie wiszenie za włosy. Rodzice Aglaji Veteranyi, artyści cyrkowi, uciekli z komunistycznej Rumunii i schronili się w Szwajcarii. Czasownik „schronili” słabo pasuje do Szwajcarii. Jak pisze Aglaja „Tutaj wszyscy mają gorącą wodę w łazience i lodówkę w sercu.” Nie wiem, ale wydaje mi się, że bycie rumuńską artystką cyrkową mogło Szwajcarów przerastać. Aglaja Veteranyi niemieckiego nauczyła się dopiero w szwajcarskiej szkole z internetem (opisuje ją w „Dziecku”, nie chcielibyście tam być), może dlatego jej fraza, poetyka, metafory są tak nieoczekiwane, świeże i celne. Bo używała nieswoich słów do opisywania swoich emocji i stanów. Te słowa w jakiś sposób pasują i nie pasują, potęgując efekt obcości, małej dziewczynki w obcym, opresyjnym świecie, kolorowego ptaka w rzeczywistości spętanej przepisani i normami. Proza Aglaji Veteranyi jest bolesna, ale też niepokojąco piękna, pomysłowa i językowo zachwycająca ( a jednak bez przymiotników ani rusz). Pisarka, urodzona w 1962 roku w Bukareszcie, popełnia samobójstwo w 2002 roku, w pięknym Jeziorze Zuryskim. Czytałam tę książkę, dawno temu, ale teraz, kiedy sięgnęłam po nią po 15 latach mieszkania w Szwajcarii, zrobiła na mnie jeszcze większe wrażenie.
jolasia - awatar jolasia
oceniła na 9 2 miesiące temu
Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej Michał Witkowski
Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej
Michał Witkowski
Cwaniactwo na wysokim literackim poziomie, czyli pan Witkowski (którego czytelniczo właśnie poznałem) wraca do dresowych lat dziewięćdziesiątych i tka lombardową, półświatkową historię, budując ją ze skrzących, wielobarwnych cząstek tworzących mozaikę namiętności, religijności i spraw zakazanych, dwuznacznych i całkiem wyjątkowych. Soczysta i dosadna to opowieść, relacja z życia faceta w pewnym wieku, z jego natchnień i uniesień, spraw przyziemnych, ocierających się o zwykłą bandyterkę, przedsiębiorczość rozumianą pokracznie i całkiem na serio. Pociesznym jest główny bohater Hubert (zwany Barbarą), groteskowy w stroju i wyznaniu, zamiłowaniach i postępowaniach. To taka pokraczna karykatura przemian społecznych, całkiem sympatyczna, raz naiwna, przez co ciekawa, bo poznaje świat każdym zmysłem, chłonie go całym sobą i chce poznawać (choć nie odpycha od siebie myśli o zakończeniu kariery zawodowej i ziemskiej), raz mocno stąpająca po łez padole, trzymająca w silnej garści swoje upadłe i działające, planowane i wymarzone biznesy (i miłości niespełnione). Mistrz kombinatorstwa, geszefciarz, kantorowy kanciarz (sic!). Dostaje się Polsce i Polakom, cwaniakom i cwaniaczkom, łasym na pochlebstwa i mamonę. To smutny obraz, ale warto przypomnieć sobie, jak bardzo w tamtym czasie potrzebowaliśmy kolorowych torebek foliowych i czegoś „z zachodu”. Bo samo tylko pochodzenie rzeczy oznaczało wysoką jakość, a posiadacza cudeńka oświetlało blaskiem szczęścia i luksusu. I to wystarczyło, by być. Z drugiej strony ciągle tkwiący tu „siermiężny” ale całkiem „nasz” Wschód i te wschodnie chłopaki-cudaki, tani w obejściu, mocni w piciu, gotowi na wszystko. Polska w rozkroku, jeszcze nie do końca pewna, w którą stronę pójść. Języka pana Witkowskiego porywa, historia Barbary meandruje, trochę męczy, by po chwili znów porwać. Płynie się z nią niekiedy przez mielizny, ale ostatecznie warto zapoznać się z panem Hubertem. Można bawić się wyłuskiwanie historyczno-kulturalnych nawiązań, odniesień i mrugnięć oka, a z pewnością dać się ponieść językowym igraszkom.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 6 4 miesiące temu
Jak zostałem pisarzem (próba autobiografii intelektualnej) Andrzej Stasiuk
Jak zostałem pisarzem (próba autobiografii intelektualnej)
Andrzej Stasiuk
Do przeczytania tej książki namówił mnie znajomy, który od dwóch lat poleca mi ją cyklicznie przy każdej okazji. Zaczęło mi się nawet wydawać, że niecierpliwi się nawet nieco, że trochę się z lekturą ociągam, wybierając co rusz inne pozycje. W końcu jednak postanowiłam zobaczyć, co to za cud literacki i czy faktycznie takie to dobre... Początek nie był dla mnie łatwy. Mogłabym opisać to następująco: czytanie pierwszych stron tej książki było jak nowa znajomość, nawet dobrze się zapowiadająca, której tłem jest podróż samochodem, gdzie siedzę na miejscu pasażera. Kierowca to nowy znajomy, wytwarza się nić porozumienia, sytuację jednak naznacza fakt, że ten nowo poznany człowiek zupełnie nie potrafi prowadzić auta, a właściwie jakoś tam potrafi, ale nie tak, by poczuć się na 100% dobrze. Każde zdanie Stasiuka, krótkie, nagle jakby urwane, było dla mnie właśnie jak jazda samochodem z kimś, kto wykonuje manewry niespodziewane i mało przyjemne. Tak, te krótkie zdania były dla mnie jak nagłe hamowanie. Musiałam się do tego stylu przyzwyczaić. Jestem wielbicielką raczej zdań długich, nawet półstronicowych... Zdaje się jednak, że dalej Stasiuk zaczął się rozwijać, zdania stały się nieco dłuższe, gawędziarski styl dopomógł nam się mimo wszystko porozumieć. A o czym jest ta książka? Jak nazwa wskazuje: o stawaniu się pisarzem. Czy pisarzami zostają tylko ludzie niezwykli? Niekoniecznie. Czy w życiu ludzi "zwyczajnych" dziać się mogą rzeczy godne próby literackiej. Oczywiście. Niczym innym ta opowieść nie jest, jak właśnie historią pewnego chłopaka, potem mężczyzny, żyjącego jeszcze w minionym systemie, który przywołuje z pamięci kumpli, przyjaciół, trochę bliskich kobiet i przygody niepogodzonego z życiem człowieka, który w zasadzie nie wie, co z tym czasem na ziemi począć. Włóczymy się ze Stasiukiem nie tylko po Warszawie, ale jest tu całkiem sporo, ale również po innych zakątkach kraju, gdzie trafiał nierzadko zupełnym przypadkiem. Moimi ulubionymi fragmentami były te, które opowiadały o więziennym życiu i wojsku. Stasiuk posługuje się demitologizacją, tworząc jednocześnie specyficzny rodzaj legendy o przypadkowości i zwykłości ludzkiego życia, uwikłanego w wielką historię, która - jak się okazuje - nie musi mieć wcale na nie wielkiego wpływu. I tak: książka to warta polecenia. https://www.instagram.com/p/DJymM2AtfeB/ https://www.facebook.com/JustynaCzytuje/
justynazwanaruda - awatar justynazwanaruda
oceniła na 8 8 miesięcy temu

Cytaty z książki Osiem cztery

Więcej
Mirosław Nahacz Osiem cztery Zobacz więcej
Mirosław Nahacz Osiem cztery Zobacz więcej
Mirosław Nahacz Osiem cztery Zobacz więcej
Więcej