rozwińzwiń

Opowieści z ostatnich dni

Okładka książki Opowieści z ostatnich dni autorstwa Oleg Pawłow
Okładka książki Opowieści z ostatnich dni autorstwa Oleg Pawłow
Oleg Pawłow Wydawnictwo: Noir sur Blanc powieść historyczna
536 str. 8 godz. 56 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Повести последних дней
Data wydania:
2016-01-14
Data 1. wyd. pol.:
2016-01-14
Liczba stron:
536
Czas czytania
8 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788373925618
Tłumacz:
Witold Dłuski
Inne
Opowieści z ostatnich lat to trylogia, na którą składają się trzy krótkie powieści: Służbowa baśń, Sprawa Matuszyna i Karagandyjska tryzna. Akcja wszystkich toczy się w schyłkowym okresie sowieckiego imperium, w wojsku i łagrach Kazachstanu. Pierwsza z nich opisuje dzieje kapitana ukaranego za to, że bez rozkazu obsadził pole kartoflami, by wyżywić swoich okradanych przez zwierzchność żołnierzy, druga – życie obozowego strażnika, trzecia – podróż grupy żołnierzy z trumną zabitego kolegi. Posępny obraz tego czasu, jego grozy i absurdów, ludzkiej niedoli rozjaśnia wysokiej próby czarny humor, sugestywność psychologicznych portretów bohaterów i tak charakterystyczna dla wielkiej rosyjskiej prozy solidarność z prostym, poniżonym, bezbronnym człowiekiem.
Średnia ocen
7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Opowieści z ostatnich dni w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Opowieści z ostatnich dni

Średnia ocen
7,0 / 10
24 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Opowieści z ostatnich dni

avatar
170
168

Na półkach:

Książka tak smutna i szara jak lata osiemdziesiąte Związku Radzieckiego. Stłamszeni, bezwolni ludzie, rozpadające się struktury społeczne, zdewastowane otoczenie. A wszystko to po mistrzowsku opisane przez autora, który miał nieszczęście obserwować upadek od środka, będąc trybkiem systemu. Przygnębiająca lektura.

Trzeba też zwrócić uwagę, że to trzy samodzielne utwory, które w mojej ocenie są bardzo nierówne. Dwa pierwsze są mistrzowskie, natomiast trzecie - "Karagandyjska tryzna" - już trochę zbyt nasycone groteską, co osłabia jego wymowę.

Książka tak smutna i szara jak lata osiemdziesiąte Związku Radzieckiego. Stłamszeni, bezwolni ludzie, rozpadające się struktury społeczne, zdewastowane otoczenie. A wszystko to po mistrzowsku opisane przez autora, który miał nieszczęście obserwować upadek od środka, będąc trybkiem systemu. Przygnębiająca lektura.

Trzeba też zwrócić uwagę, że to trzy samodzielne utwory,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
69
818

Na półkach:

Przejmująco smutne 3 dość długie opowiadania rodem z sowieckiego wojska. Akcja toczy się tuż przed upadkiem Związku Radzieckiego na terenie wschodniej republiki z Karagandą. Właściwie to tak jak opisał Pawłow, wyobrażałam sobie sytuację wojskowych i cywilów na wschodnich krańcach ZSRR (Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich - tak mnie uczono w komunistycznej szkole).

Przejmująco smutne 3 dość długie opowiadania rodem z sowieckiego wojska. Akcja toczy się tuż przed upadkiem Związku Radzieckiego na terenie wschodniej republiki z Karagandą. Właściwie to tak jak opisał Pawłow, wyobrażałam sobie sytuację wojskowych i cywilów na wschodnich krańcach ZSRR (Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich - tak mnie uczono w komunistycznej szkole).

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1135
740

Na półkach:

Wstrząsające i przepełnione groteską opowieści ukazujące armię radziecką w ostatnich latach jej istnienia. Mamy tutaj z jednej strony oddanych ideologii żołnierzy sprzeciwiających się jakiemukolwiek nieposłuszeństwu i nie wykazujących zrozumienia dla innych, zaś z drugiej idealistów chcących zmienić dotychczasowy stan rzeczy, próbujących odnaleźć się w trudnych warunkach z dala od domu i rodziny. Jest tu sporo czarnego humoru oraz fragmentów, które zmuszają do refleksji nad faktem, czy warto poświęcić swoje życie dla służby w wojsku, a także jak życie potrafi być absurdalne. Polecam każdemu czytelnikowi.

Wstrząsające i przepełnione groteską opowieści ukazujące armię radziecką w ostatnich latach jej istnienia. Mamy tutaj z jednej strony oddanych ideologii żołnierzy sprzeciwiających się jakiemukolwiek nieposłuszeństwu i nie wykazujących zrozumienia dla innych, zaś z drugiej idealistów chcących zmienić dotychczasowy stan rzeczy, próbujących odnaleźć się w trudnych warunkach z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

163 użytkowników ma tytuł Opowieści z ostatnich dni na półkach głównych
  • 131
  • 27
  • 5
23 użytkowników ma tytuł Opowieści z ostatnich dni na półkach dodatkowych
  • 13
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Opowieści z ostatnich dni

Inne książki autora

Oleg Pawłow
Oleg Pawłow
Rosyjski pisarz i krytyk literacki. Urodził się w Moskwie. Po ukończeniu szkoły pracował jako tragarz i niewykwalifikowany robotnik, odbywał obowiązkową służbę wojskową w kompaniach ochrony łagrów w obwodzie karagandyjskim (Kazachstan). Przeżycia tego okresu pozostawiły głęboki ślad w jego twórczości. Po przedterminowym zwolnieniu z wojska ze względu na stan zdrowia pracował w szpitalu, ukończył zaoczne studia w moskiewskim Instytucie Literatury. Opublikowana w 1994 r. powieść "Służbowa baśń" odniosła duży sukces i od razu postawiła Pawłowa w rzędzie najciekawszych rosyjskich pisarzy jego pokolenia. Pawłow uprawiał również krytykę literacką, a także brał udział w dyskusjach na tematy literackie i społeczne. Laureat wielu nagród literackich. Oleg Pawłow zmarł na skutek zawału serca. W chwili śmierci miał 48 lat. Wybrane publikacje książkowe: Степная книга (1998),Повести последних дней (2001, polskie wydanie: "Powieści z ostatnich dni", Wydawnictwo Noir sur Blanc, 2016),В безбожных переулках (2007),Дневник больничного охранника (2012),Карагандинские девятины, или Повесть последних дней (2013).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Salon Wiosenny György Spiró
Salon Wiosenny
György Spiró
Powieść Spiró jest próbą pokazania konsekwencji Powstania Węgierskiego z 1956 roku na przykładzie przeciętnego mężczyzny z Budapesztu. Podążamy za nim cały czas: gdy rozmawia z synem, spiera się z żoną, odwiedza znajomych czy pracuje jako planista w fabryce. Czas po powstaniu zaprezentowany jest dość dziwnie, ludzie nie chcą o nim rozmawiać ale cały czas widzi nad nimi groźba rozliczeń. Nasz bohater za sprawą artykułu w drugorzędnej gazecie staje się osobą niepożądaną w zakładzie, chociaż formalnie nie postawiono mu żadnych zarzutów. Za sprawą sugestywnych opisów udzielił mi się jego nastrój przygnębienia i zagubienia gdy bezskutecznie próbuje się oczyścić z zarzutów. Sporo jest opisów jak bez celu snuje się po mieście i mnie te fragmenty ani trochę nie znudziły. Żaden z urzędników czy dziennikarzy za nic nie odpowiada, ale nie wynika to ze sprawności reżimu a raczej braku chęci do wzięcia za cokolwiek odpowiedzialności. Dziwna jest konstrukcja powieści ze względu na znaczenie obydwu małżonków. Tytuł sugeruje, że wystawa organizowana przez instytucję, gdzie pracuje żona będzie głównym tematem powieści, ale autor ani razu nie prezentuje jej myśli, poznajemy jej opinie tylko przez rozmowy z mężem. Wątek tej wystawy bardzo mnie rozczarował, jest wymieniona spora liczba artystów i decydentów, ale ich powiązania są opisane bardzo nieczytelnie i nie oferują żadnego spojrzenia na politykę kulturalną. Bardzo dobre jest za to powiązanie fabuły z Budapesztem, którego topografia staje się integralną częścią powieści. Dzielnica zamieszkania staje się znacznikiem statusu społecznego, a żadne opisywane miejsce nie wydaje się przypadkowe i każde ma swój charakter.
Taratak - awatar Taratak
ocenił na75 miesięcy temu
Skoruń Maciej Płaza
Skoruń
Maciej Płaza
„Ja – skoruń, chodząca lewizna, próżniak, matołek”. Tak widział się syn wyrosły „między dwoma zwichrowanymi drzewami”. Ojcem – zwykłym wieśniakiem, sołtysem, sadownikiem, ateistą, nauczycielem majster-klepką o twardych, szybkich rękach i duszy buntownika a matką - byłą pielęgniarką, pobożną i zasadniczą kobietą. Oboje nie wyobrażali sobie życia „gdzie indziej niż tu, w zakolu Wisły, na jabłkowych wzgórzach, z których widać Wierzbiniec, gminne miasteczko o czerwonych dachach”. Ojcowiźnie gospodarza obejścia. Wybrali miejsce, ale nie czas. Lata 80. ubiegłego wieku pełne marnoty według ojca, bo „gdzie nie popatrzysz, tam marnie, i to marnota naprawdę najmarniejsza z marnych, koślawa, śmierdząca: sklepy puste, wszystko na kartki, głupiego »malucha« dostać trudno, nie mówiąc o ciągniku”. W wiecznej kłótni z rodzonym bratem, których konflikt przenosił się na jakość życia wszystkich wokół. Tajemnice rodzinne te podziały pogłębiały. Spojrzenie jego trzynastoletniego syna, tytułowego skorunia, obserwującego relacje dorosłych i zmaganie się bliskich z życiem, który próbował je na swój nastoletni sposób rozwikłać, by wpasować się w nie i znaleźć wśród nich własne miejsce, to nie tylko lekcje życia w jego dojrzewaniu czy retrospekcje dziejów rodziny pozwalające zrozumieć postawy ojca, stryja i matki. To również przepiękna, choć bolesna opowieść o emocjach. Autor niezwykle czule opowiadał o brutalizmie życia nieustannie zaskakującego niewiadomymi, z którymi trzeba było sobie radzić. Dokonywać piekielnie trudnych wyborów, licząc się z ich dotkliwymi skutkami. Łagodnie przekonywał o bezkompromisowej naturze jego nurtu nie do końca tylko pięknym, pomyślnym, szczęśliwym i stałym w radości. Przynoszącym zrozumienie o złych wyborach, by ratować dobro. Niekoniecznie korzystne dla innych. Każdy z bohaterów wyrazisty i charakterystyczny tworzył środowisko tak dobrze oddające zróżnicowanie wiejskie w PRL-u, w którym powojenny awans klasowy chłopa pomimo upływu dekad nie do końca jeszcze odciął korzenie od pochodzenia. W którym ich dzieci jeszcze nosiły w sobie umiłowanie ojcowizny rozumianej dopiero w sytuacjach granicznych. Dla którego „jednemuś zabójcą, drugiemu bratem, jednemuś zbawcą, drugiemu katem”. A wszystko to ujęte w przepięknych, plastycznych obrazach. Urzekających opisami ziemi sandomierskiej, gdzie „pola wznosiły się jak szata skrojona ze zblakłych zieleni”, a wzgórza „mieniły się zielenią sadów i żółcią ściernisk” brzemienne ludzkim życiem. Tak dobrze znanych mi z powieści „Robinson w Bolechowie” i „Golem”. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na89 miesięcy temu
Nie jest źle Jan Novák
Nie jest źle
Jan Novák
2 października 1953 roku piątka młodych chłopaków rozpoczyna niebezpieczną podróż z Czechosłowacji do Berlina Zachodniego. W pościg za nimi ruszają tysiące żołnierzy, bo dla komunistycznej władzy schwytanie uciekinierów jest bardzo prestiżową kwestią. Kreowani na niebezpiecznych przestępców, w rzeczywistości mają po 18-20 lat, trzy pistolety i marzenia, by walczyć z komunizmem w szeregach amerykańskiej armii. Bracia Mašínowie, przywódcy grupy, są synami bohatera wojennego i pragną dorównać ojcu. Ich spektakularna ucieczka trwa miesiąc, kosztuje życie wielu osób i choć kilku z bohaterów udaje się dostać do RFN, to zwycięstwu towarzyszy gorzki posmak rozczarowania. Ale "Nie jest źle" to nie tylko zapis ucieczki z państwa totalitarnego. To także historia całej rodziny Mašínów, począwszy od roku 1914 do czasów współczesnych. Historia pasjonująca i miejscami nieprawdopodobna, ale jak wiadomo najciekawsze historie pisze samo życie. To także przytłaczający obraz życia w ustroju komunistycznym, gdzie zastraszanie, inwigilacja i więzienie są najlepszymi metodami łamania niepokornych obywateli. Powieść Nováka wciąga niczym najlepsza powieść sensacyjna, ale jednocześnie zmusza do refleksji nad istotą odwagi i poświęcenia. Bracia Mašínowie mają w sobie charyzmę i niezłomność godne największych bohaterów, ale dla mnie największymi bohaterami tej historii są kobiety z rodziny Mašínów. To one zostały w Czechosłowacji i przez dziesięciolecia musiały znosić konsekwencje drogi, którą podążali mężczyźni z ich rodu. Postrzeganie Czechów jako dziejowych oportunistów jest krzywdzace, a ta książka, przybliżając nam ich historię w XX wieku, doskonale to pokazuje. Warto sięgnąć po tę niemałą (700str!) powieść, by przekonać się jak u nich wyglądał komunizm i czasy IIWŚ. Dodatkowym smaczkiem jest kilkadziesiąt zdjęć Mašínów i ich bliskich, które świetnie dokumentują tę zaskakującą opowieść. Polecam serdecznie!
oceuce - awatar oceuce
ocenił na88 lat temu
Umrzeć na wiosnę Ralf Rothmann
Umrzeć na wiosnę
Ralf Rothmann
„Umrzeć na wiosnę” to wstrząsająca powieść, której akcja rozgrywa się pod koniec II wojny światowej na terenie Prus Wschodnich. Friedrich i Walter to chłopcy, którzy przyjaźnią się od lat. Siłą zostają wcieleni do oddziału Waffen SS. Wynik wojny tak naprawdę jest już przesądzony, ale nikt nie mówi o tym głośno. Wśród mieszkańców wioski, chcących by koszmar już się zakończył, nie brak i takich, którzy wciąż wierzą w cudowną broń Hitlera. Przyjaciele do nich nie należą. Chcą cieszyć się życiem, spotykać z dziewczynami, chodzić na potańcówki i wreszcie najeść się do syta. Te marzenia zostają przekreślone, a do prawdziwej tragedii dochodzi wtedy, gdy jeden z chłopców zostaje oskarżony o dezercję i skazany na rozstrzelanie. Wśród żołnierzy wykonujących wyrok ma być ...jego przyjaciel. Ta przerażająca sytuacja staje się punktem wyjścia do głębokich rozważań na temat niszczycielskiej siły wojny, która często pozbawia ludzi jakichkolwiek wyborów albo stawia w sytuacjach na miarę greckiej tragedii. Ralf Rothmann trzyma czytelnika w napięciu od początku do końca swojej powieści. Mimo iż jest to literacka fikcja, wiarygodnie, rzetelnie i naturalistycznie oddaje klimat ostatnich wojennych miesięcy. Ukazuje też nastroje panujące i wśród cywilów, i żołnierzy. Czyta się tę książkę ze ściśniętym sercem, niecierpliwie wyglądając finału. A jednocześnie z lękiem o losy bohaterek i bohaterów. Całość napisana jest realistycznie, ale brak tu i lirycznych fragmentów. Nie jest ich wiele i może właśnie dlatego tak się wyróżniają w zderzeniu z potworną prozą życia. Piękna potrafi tu być tylko przyroda, nawet jeśli zimą i wczesną wiosną nie sprzyja ludziom… „Umrzeć na wiosnę” często porównuje się do „Blaszanego bębenka” G. Grassa. I na pewno coś w tym jest, jeśli chodzi o ukazanie grozy i absurdu wojny, jednak klimat jest inny (co nie znaczy, że gorszy albo lepszy). Polecam szczerze – przede wszystkim tym, którzy szukają w literaturze czegoś więcej niż tylko rozrywki. O tej książce myśli się długo po odłożeniu jej na półkę.
allison - awatar allison
ocenił na728 dni temu
Ikony. Opowieść o terrorystach Stefan Türschmid
Ikony. Opowieść o terrorystach
Stefan Türschmid
Książka, która powinna zaciekawić każdego, kto interesuje się okresem przełomu XIX i XX wieku w Europie Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem Rosji oraz rewolucji lutowej i przewrotu bolszewickiego w 1917 roku oraz niebanalnymi życiorysami wielu spośród głównych aktorów tamtych wydarzeń. Większy kłopot sprawia zakwalifikowanie tej pozycji. Czy jest to powieść historyczna, czy też może pięć nowel? A może fabularyzowane szkice biograficzne? Chyba najwłaściwszym byłoby określenie powieść dokumentalna (jak w przypadku „Zimowej drogi” Leonida Józefowicza) w pięciu odsłonach. Bowiem poszczególne części nie przechodzą płynnie jedna w drugą a nawet nie wszystkie są napisane w tej konwencji. Dla przykładu jedna z nich jest opowiadana w pierwszej osobie liczby pojedynczej (z perspektywy narratora, obserwatora ale i uczestnika wydarzeń),podczas gdy pozostałe w narracji trzecioosobowej, neutralnej, przeważnie o zmiennym punkcie widzenia. Cztery dotyczą konkretnych osób, mają pojedynczych bohaterów, ale jedna opisuje po prostu zamachy na jednego z carów, nota bene bardzo popularnego do tej pory,nie tylko w Rosji. Najdłuższa część ma nawet dwie wersje zakończenia, albowiem niedostatki źródłowe pozwalają na wiele interpretacji. Tym niemniej powieść – jest to bowiem niewątpliwie beletrystyka - czyta się znakomicie, co jest wspólną zasługą ciekawej tematyki, umiejętnego jej wyboru i sposobu podania przez autora oraz jego języka. Stefan Türschmid, w odróżnieniu od większości polskich współczesnych pisarzy, potrafi stworzyć ciekawą fabułę, interesujące dialogi czy przemyślenia i monologi bohaterów bez uciekania się do wulgaryzmów. W literaturze polskiej XXI wieku rzadkość, za co należy się co najmniej jeden plus. Nie uciekł się tez do wtykania tanich schematów z literatury popularnej, jak trudne dzieciństwo, wątki romansowe czy martyrologiczne. Bohaterowie są ludźmi z krwi i kości, posiadającymi ludzkie wady i zalety, a nie superbohaterami, wygłaszającymi manifesty wobec torturujących i rozstrzeliwujących ich carskich czy bolszewickich oprawców. Życiorys Sawinkowa, postaci, której autor poświęcił najwięcej miejsca, był mi dobrze znany, ale cieszę się, że w ciekawy sposób przedstawione zostały losy Wiery Zasulicz i Marii Spiridonowej, spinającej klamrą walkę części rosyjskich elit o wolność ludu, który niekonicznie jej chciał. No i nie należy nazywać obu Pań terrorystkami, albowiem były de facto wykonawczyniami zamachów na konkretnych oprawcach, bez używania materiałów wybuchowych oraz ofiar wśród osób postronnych. Szkoda, że niedawno zmarły Stefan Türschmid zaczął pisać w tak późnym wieku (po sześćdziesiątce). Mógł bowiem stworzyć jeszcze więcej ambitnych i interesujących powieści historycznych.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na83 lata temu
Psalm 44 Danilo Kiš
Psalm 44
Danilo Kiš
Oto książka, Psalm 44 Danilo Kiša, która liczy sobie raptem 150 stron, a ciężarem refleksji filozoficznej, okrucieństwa oraz – paradoksalnie – poetyckości w obrazowaniu dorównuje radzieckiemu arcydziełu Idź i patrz (obejrzyjcie, też twierdzę, że Czas apokalipsy może i jest arcydzielny, ale są dzieła lepsze). W warstwie fabularnej Psalm 44 brzmi nieco fantastycznie: dwie więźniarki Auschwitz, Maria i Jeanne, pierwsza ze świeżo urodzonym dzieckiem, uciekają z obozu. Idzie dobrze, już zbliżają się do drutów (i nawet przez nie przechodzą, bo w opowieści Kiša druty nie są pod napięciem),kiedy nagle rozlega się płacz dziecka i światło reflektora pada na uciekinierki. I co? Nic, strażnikom wydaje się, że to kobiety z którejś z okolicznych wsi, które przyszły podkradać jedzenie (zbliża się front). I więcej nie zaprzątają sobie nimi głowy, Maria i Jeanne bezpiecznie uciekają, nie rusza za nimi pościg, raptem znajdują się gdzieś w okolicach Berlina (!). Wszystko to przeplatane jest migawkami z przeszłości Marii, Kiš wprowadza też postać Jakuba, lekarza, który ocalił Marię przed obozowym pufem, a także asystenta doktora Nietzschego (!),zapewne opartego na doktorze Mengele, również eksperymentującym na ludziach. Tym samym wartość historyczna Psalmu 44 (jako narracji opartej na faktach) jest praktycznie zerowa. Ale nie o to w tej książce chodzi. Podobnie jak nie o to szło na przykład Kosińskiemu w Malowanym ptaku. Kiša, jak Kosińskiego, nie interesuje historyczna prawda, ścisłe trzymanie się faktów. Tym lepiej. Bo nadprodukcja tzw. dzieł o tematyce obozowej, schodzących z jednej taśmy, ze zmieniającymi się dekoracjami, jest nieco wątpliwa moralnie. Upiorna scenografia momentami się zmienia, ale mieliśmy już więźniarki ocalane przez strażników, romanse obozowe, tatuażystów, bibliotekarki, fryzjerów… Należy też pamiętać, że mówimy o książce z roku 1960, pochodzącej z czasów, kiedy wspomniana nadprodukcja jeszcze nie istniała. Psalm 44 to zupełnie inna, autonomiczna powieść o Oświęcimiu. Chociażby dlatego warto ją przeczytać. I jest to tylko powierzchowna rekomendacja, schodzimy niżej. Z jednej strony to powieść o tym, jak banalne i zwyczajne jest zło. I o tym, jak łatwo przegapić moment, w którym zło się rodzi. Wystarczy przecież wymyślić powód i usprawiedliwienie: Oczywiście, nie ma nic łatwiejszego, niż wymyślić powód do nienawiści, a jednocześnie do usprawiedliwienia zbrodni: trzeba po prostu przypisać mniej licznej, a więc słabszej grupie etnicznej albo wyznaniowej, albo narodowej jedną z powszechnych wad ludzkich czy ułomności (nawet nie grzechów),takich jak pożądliwość, skąpstwo, głupota albo skłonność do kieliszka czy cokolwiek innego, co w takim wypadku ogłasza się grzechem śmiertelnym. W ten sposób osiąga się kilka rzeczy niezbędnych do usprawiedliwienia a priori przestępstwa: ofiara została napiętnowana, ponieważ postawiono znak równości między kolorem jej skóry lub między jej wyznaniem a jedną z wad wspólnych dla wszystkich (…) (84-85) I już, nie ma nic prostszego. Do zestawu „wad ludzkich czy ułomności (nawet nie grzechów)” dodałbym też na przykład orientację seksualną albo płeć. Prawda jest taka, że wystarczy być człowiekiem, z całym tego słowa bagażem, żeby zostać napiętnowanym i zniszczonym. Cała nienawiść zaczyna się od języka, od dzielenia słowem na mądrzejszych i głupszych, białych i czarnych, normalnych i nienormalnych. Odpowiednio używany język gettoizuje określone grupy społeczne, jednym dając władzę bycia prześladowcą, a drugim upokarzającą rolę ofiary. Nie muszę wspominać, że nawrót do pewnego rodzaju retoryki, tak dobrze obserwowany w kampaniach wyborczych 2020, jest co najmniej niepokojący (jak pełzające, ciche i działające pod przykrywką zło). A Kiš już w 1960 wiedział, jak wielką krzywdę potrafi wyrządzić język, jak potężnym narzędziem destrukcji potrafi być. Ironicznie potraktował Kiš postać nazistowskiego doktora, nadając mu nazwisko Nietzsche. Tym samym serbski pisarz umiejętnie rozprawił się z nietzscheańską afirmacją życia i moralnością panów (głosy na temat inspirowania się nazistów Nietzschem są podzielone, zapewne prawda leży gdzieś pośrodku): Podstawową cechę Übermenscha stanowi jednak to, że nie jest on sentymentalny i metafizyce śmierci potrafi przeciwstawić twardą fizykę życia: wziąć od śmierci prawie tyle samo, ile jej daruje. Übermensch to szyderstwo ze śmierci. Kości przetwarza on na sztuczny nawóz, ze skóry wyrabia trzewiki, portfele i abażury, z włosów – materace i poduszki. Śmierci oddaje tylko opary ludzkiego egoizmu i marności. „Uczę was życia” –tako rzecze Zaratustra. (140) Na koniec zostaje jeszcze jeden aspekt. Wręcz niewyobrażalny w Auschwitz. Czyli nadzieja. Wystarczy coś całkowicie ulotnego, perspektywa, mglista, ucieczki, wyjścia na wolność, wydostania się z piekła – i już nie trzeba umierać. Już trzeba żyć, trzymać się tej nadziei wręcz kurczowo i za nic nie dać jej sobie odebrać. Ta refleksja byłaby banalna w każdym innym miejscu, ale nie w Auschwitz. Victor Frankl, austriacki psychiatra, pisał o tym w swoich książkach obozowych, między innymi w Człowieku w poszukiwaniu sensu: za nic nie można dać sobie odebrać tzw. pozytywnych uczuć (dobra, prawdy, piękna) i szukać ich tam, gdzie ich nie ma. Dzięki temu przetrwał. Taką też receptę daje nam Kiš na dzisiaj: nie dać się zrobić przez język. I zawsze mieć nadzieję, odnaleźć ją tam, gdzie jej nie ma.
ZaMałoRegałów - awatar ZaMałoRegałów
ocenił na61 rok temu

Cytaty z książki Opowieści z ostatnich dni

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Opowieści z ostatnich dni