rozwiń zwiń

Czwarta ściana

Okładka książki Czwarta ściana
Sorj Chalandon Wydawnictwo: Sonia Draga literatura piękna
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
LE QUATRIÈME MUR
Data wydania:
2015-09-16
Data 1. wyd. pol.:
2015-09-16
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379994151
Tłumacz:
Joanna Kluza
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Czwarta ściana w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Czwarta ściana

Średnia ocen
7,2 / 10
31 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
701
700

Na półkach:

Arcyświetnie napisana książka, pełna opisów okrucieństw i tragedii wojny, jej bezsensu. Co zaś się tyczy zakończenia - wiem, że niektórym osobom się ono spodoba, to wręcz irracjonalne zostanie wmielonym przez wojnę, to zawłaszczenie przez nią głównego bohatera. Mi - tak średnio przypadło do gustu.

Arcyświetnie napisana książka, pełna opisów okrucieństw i tragedii wojny, jej bezsensu. Co zaś się tyczy zakończenia - wiem, że niektórym osobom się ono spodoba, to wręcz irracjonalne zostanie wmielonym przez wojnę, to zawłaszczenie przez nią głównego bohatera. Mi - tak średnio przypadło do gustu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

149 użytkowników ma tytuł Czwarta ściana na półkach głównych
  • 104
  • 45
31 użytkowników ma tytuł Czwarta ściana na półkach dodatkowych
  • 22
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Czwarta ściana

Inne książki autora

Sorj Chalandon
Sorj Chalandon
Urodził się w 1952r. Przez 34 lata był dziennikarzem „Libération”, a następnie „Le Canard Enchaîné”. Jego reportaże o Irlandii Północnej i procesie Klausa Barbiego przyniosły mu w 1988 r. nagrodę Albert-Londres. Inne jego powieści opublikowane przez wydawnictwo Grasset to: Le Petit Bonzi , Une promesse (nagroda Médicis), Mon traître i La légende de nos pères.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Laur Jewgienij Wodołazkin
Laur
Jewgienij Wodołazkin
Lubię shabby chic, też zdarza mi się popełnić coś w tym stylu, jednak w przypadku książek nie przepadam za stylizacją, wolę chyba prawdziwe antyki. Nie wiem, po co pisać w XXI wieku książkę w typie baśni, przypowieści ludowej (nie jest to raczej stricte pozycja historyczna), jakich wcześniej zapewne napisano niemało, chyba że autor jako znawca literatury staroruskiej chciał się sprawdzić. Powieść zawiera elementy mistycyzmu, mamy tu głębokie poczucie winy i próbę jej odkupienia, poszukiwanie właściwej drogi, a wszystko osadzone w średniowiecznej Rusi. Tytułowy Laur uzdrawiał i leczył, wędrował i umartwiał się, i tak do końca swoich dni. W książce aż roi się od informacji dotyczących działania różnych ziół na poszczególne choroby, wiadomo więc, że na robaki była „rzodkiew świrzepa zmielona z przaśnym miodem”, a na hemoroidy (uwaga prowadzący siedzący tryb życia, może się przydać!) należy sypać na chore miejsca mielone nasiona kopru albo antymon”. Mamy do czynienia nawet z wulgaryzmem, wprawdzie z etymologicznego punktu widzenia nie można się przyczepić, wszak popularne słowo stanowiące synonim kobiety rozwiązłej pochodzi z początku XIII wieku, to jednak jakoś śmiesznie brzmi w średniowiecznej rzeczywistości. No, ale takie prawo twórcy, i już. Doceniam wysiłek autora, jego pracę włożoną w napisanie powieści, ogromną wiedzę na temat starej Rusi, mam jednak wrażenie (być może błędne), że zbyt skupił się na szczegółach i coś mu uciekło. Wprawdzie wszystko jest napisane sprawnie, zgrabnym językiem, jest jakaś fabuła i ogólnie książka w jakiś sposób mi się podobała, ale... Dla mnie za mało było klimatu, który potrafiła stworzyć np. Hilary Mantel w swej cromwellowskiej trylogii, zabrakło mi emocji, nie udało mi się przenieść w te starorosyjskie czasy, co myślę, było naszym wspólnym, moim i autora zamiarem, było po prostu smętnie i bezbarwnie. Być może moim błędem było czytanie pozycji opowiadającej o cierpieniu jako drodze do zbawienia, po świeżo zgłębionym tekście Pokarmów Ziemskich, w których to André Gide promuje ideę hedonizmu tym bardziej, że z biegiem lat człowiek chciałby tej radości życia wyssać jak najwięcej. Nie potrafię zdiagnozować tego, co wydarzyło się między mną a Laurem. Zatem albo to nie ten czas, albo po prostu nie jestem w targecie. Nie ma co jednak skreślać powieści, jest to pozycja z pewnością wartościowa, dla mnie - żałuję - to raczej zamiennik melatoniny. Po prostu wyrosła między nami niewidzialna ściana. „Człowiek nie rodzi się gotowy.”
Pan_Poker - awatar Pan_Poker
ocenił na 6 1 rok temu
Wiolonczelista z Sarajewa Steven Galloway
Wiolonczelista z Sarajewa
Steven Galloway
Sarajewo może kojarzyć się z początkiem I wojny światowej, ale ta książka przenosi nas w lata 90., w czas oblężenia miasta. Poznajemy trójkę bohaterów: Kenana, który co kilka dni przemierza trasę ze swojego domu do browaru po wodę; Dragana, pracownika piekarni próbującego bezpiecznie dotrzeć do pracy przez ostrzeliwane ulice; oraz Strzałę – snajperkę broniącą miasta na własnych zasadach. Steven Galloway opisuje zaledwie kilkanaście dni z życia obumierającego Sarajewa i wspomina o dwudziestu dwóch dniach gry wiolonczelisty, który siada z instrumentem przed swoim domem, w miejscu śmierci dwudziestu dwóch osób stojących niegdyś w kolejce po chleb. Sama postać wiolonczelisty jest prawdziwa, co nadaje opowiadanej historii dodatkowej mocy. Książka podzielona jest na cztery części, w których autor ukazuje perspektywę trójki bohaterów, w różnych momentach oblężenia miasta. Narrator „obserwuje” ich działania, „słyszy” ich myśli i pragnienia. W życiu postaci – jak i całego miasta – niewiele się zmienia, opisywane dni mijają płynnie. Zakończenie pozostaje otwarte, skłaniając do refleksji nad kondycją współczesnego świata. Styl Gallowaya jest surowy i oszczędny, co bardzo cenię – właśnie dzięki temu mogłam przeżywać emocje po swojemu, bez narzucania interpretacji. Ten minimalizm dobrze współgra z wojenną codziennością, w której każdy gest, myśl czy strach stają się wyraźniejsze.
joanna_czyta - awatar joanna_czyta
oceniła na 8 4 miesiące temu
Umrzeć na wiosnę Ralf Rothmann
Umrzeć na wiosnę
Ralf Rothmann
„Umrzeć na wiosnę” to wstrząsająca powieść, której akcja rozgrywa się pod koniec II wojny światowej na terenie Prus Wschodnich. Friedrich i Walter to chłopcy, którzy przyjaźnią się od lat. Siłą zostają wcieleni do oddziału Waffen SS. Wynik wojny tak naprawdę jest już przesądzony, ale nikt nie mówi o tym głośno. Wśród mieszkańców wioski, chcących by koszmar już się zakończył, nie brak i takich, którzy wciąż wierzą w cudowną broń Hitlera. Przyjaciele do nich nie należą. Chcą cieszyć się życiem, spotykać z dziewczynami, chodzić na potańcówki i wreszcie najeść się do syta. Te marzenia zostają przekreślone, a do prawdziwej tragedii dochodzi wtedy, gdy jeden z chłopców zostaje oskarżony o dezercję i skazany na rozstrzelanie. Wśród żołnierzy wykonujących wyrok ma być ...jego przyjaciel. Ta przerażająca sytuacja staje się punktem wyjścia do głębokich rozważań na temat niszczycielskiej siły wojny, która często pozbawia ludzi jakichkolwiek wyborów albo stawia w sytuacjach na miarę greckiej tragedii. Ralf Rothmann trzyma czytelnika w napięciu od początku do końca swojej powieści. Mimo iż jest to literacka fikcja, wiarygodnie, rzetelnie i naturalistycznie oddaje klimat ostatnich wojennych miesięcy. Ukazuje też nastroje panujące i wśród cywilów, i żołnierzy. Czyta się tę książkę ze ściśniętym sercem, niecierpliwie wyglądając finału. A jednocześnie z lękiem o losy bohaterek i bohaterów. Całość napisana jest realistycznie, ale brak tu i lirycznych fragmentów. Nie jest ich wiele i może właśnie dlatego tak się wyróżniają w zderzeniu z potworną prozą życia. Piękna potrafi tu być tylko przyroda, nawet jeśli zimą i wczesną wiosną nie sprzyja ludziom… „Umrzeć na wiosnę” często porównuje się do „Blaszanego bębenka” G. Grassa. I na pewno coś w tym jest, jeśli chodzi o ukazanie grozy i absurdu wojny, jednak klimat jest inny (co nie znaczy, że gorszy albo lepszy). Polecam szczerze – przede wszystkim tym, którzy szukają w literaturze czegoś więcej niż tylko rozrywki. O tej książce myśli się długo po odłożeniu jej na półkę.
allison - awatar allison
ocenił na 7 20 dni temu
Milczenie Shūsaku Endō
Milczenie
Shūsaku Endō
Nie wiedziałem (i nadal nie wiem) wiele o chrześcijaństwie w Japonii. Wszystko, co czytałem, to jeden rozdział w I tomie ,,Podróżników Pacyfiku'' (polecam!) i coś o polskich franciszkanach w Nagasaki podczas II Wojny Światowej. Dzięki temu jednak mogłem przystąpić do lektury bez obciążeń i związanych z nimi oczekiwań, np. co do oddania prawdy historycznej. Jeśli kogoś martwią możliwe rozbieżności i zakres fikcji, to wstęp do książki wystarczająco dobrze nakreśla to, co powinno być przed lekturą na ten temat wiadome. Choć można czytać i bez tego. Książka sama w sobie i tak pozwoli po prostu zanurzyć się i w fabułę, w klimat świata i wreszcie w zmagania bohaterów. Na żadnym z tych pól książka mnie nie zawiodła, choć też nie zachwyciła. Oczywiście nie było to pisane po to, by czytelnik zauroczony fabułą pochłaniał ją na jednym tchu, ale i tak jedna rzecz mnie zastanawia. Może to wina mojej wrażliwości, ale troski i walki bohatera nie stały się (jeśli małe można z wielkim porównywać) moimi. A powinny, zmagania bohatera dotyczą w końcu spraw ekstremalnych: przywilejów i obowiązków kapłana-misjonarza żyjącego w ciągłym zagrożeniu swego zdrowia, życia i ostatecznie w zagrożeniu swej wiary — porzucenie której tak jest bliskie, jak głośne tytułowe milczenie. Nie można, nie powinno się o takich sprawach pisać tak, by to nie chwytało, lub tylko z trudem pochwytywało. Myślę jednak, że coś z tych walk niejeden na pewno czytelnik uczyni, w jakimś zakresie i głębokości, swoimi zmaganiami. A choć większego wrażenia artystycznego książka mi nie uczyniła, to pozostawiła ze stosem pytań, które wcześniej stawiałem sobie tylko czysto teoretycznie, a teraz dotarło do mnie, że one kiedyś żyły i mogły palić. Jaki jest więc stosunek Chrześcijaństwa i Buddyzmu? Czy różnice są tylko różnicami aspektów, sposobów ujmowania czegoś niepojętego, sposobów przyjmowania nieskończonych darów? To zdecydowanie fundamentalne, ale są i pytania niższych stopni: Jaka jest w ewangelizacji rola języka? Jaka wcześniejszych wierzeń? Czy religia japońskich chrześcijan to jeszcze religia, którą głosili misjonarze? Czy misjonarze mogli się godzić na wypaczenia? Jak jedni, a jak drudzy rozumieli ikony (obrazy)? Jak rozumieć akt podeptania wizerunku Jezusa czy Maryi? Czy nie błyszczał tam Japończykom jakiś powidok złotego cielca? Czy taka apostazja zewnętrzna jest tylko formalnym gestem, oddaniem cesarzowi tylko tego, co cesarskie? Książka, to pewne, była napisana po to, by czytelnik co rusz się na te pytania natykał i je nie tylko zauważał, ale i by te pytania choć trochę w nim pożyły. Na dowód, że to dobra książka, bo trochę pożyły — poniższe przemyślenia inspirowane książką, ale wyrastające również z innych lektur (jest trochę spojlerowania - ostrzegam!): Dla Schleiermachera istota religii sprowadza się do tzw. oglądu wszechświata (koniecznie uczuciowego, afektownego), którego to oglądu uczestnikiem jest się, gdy postrzega się wszystko jako zależne od jakiejś nieskończoności, nieskończonej bytowej podstawy. Podstawowy ogląd chrześcijański (wg. przywoływanego tu Schleiermachera najwspanialszy, najgodniejszy człowieka, ale zostawmy to) jest aktem, sprowadzającym się do 3 filarów: (1) w świecie jest zło, upadek, zepsucie dotykające wszystkie rzeczy, (2) wszystkie rzeczy dążą wzwyż, ku Bogu (trans-ascendencji), lecz (3) Bóg pomaga im w tym dążeniu, przyzwalając na jakieś zbawcze pośrednictwo między sobą a światem. Tylko te trzy tworzą ogląd chrześcijaństwa, a ,,kto ten sam ogląd ma w swej religii za podstawę, jest chrześcijaninem bez względu na szkołę; religię swą historycznie może wywodzić od siebie lub kogokolwiek innego''. Jest się chrześcijaninem wtedy, gdy ma chrześcijańskie doświadczenie wszechświata i żywi pewien typ emocji zarazem. Reszta jest dodatkiem, jest nim całe uniwersum dogmatyczne, ale i osoba Jezusa Chrystusa i jego nauka, ewangelia. To wszystko to tylko środek, by wyrazić opisany wyżej ogląd, wzbudzić afekt. Równie dobrze można to wyrazić opowieścią o Mahomecie czy właśnie Buddzie. Buddyzm podziela dwa pierwsze filary, choć z oczywistymi różnicami względem chrześcijaństwa: ten świat jest odwiecznie zły, a nie dopiero stał się taki w wyniku jakiejś kosmicznej katastrofy, która obejmowała upadek aniołów i grzech pierworodny Adama i Ewy. Trzeci punkt na pewno jest problematyczny, bo czy takim pośrednikiem jest Budda w swoich wcieleniach? a może i bodhisattwowie? Skąd jest to, co Buddę czyni nim właśnie? Nie jest to raczej pochodząca od Boga łaska czy jakaś Jego emanacja, niemniej chyba taki Schleiermacher bardzo szybko uznałby buddyzm za całkiem dobry ersatz chrześcijaństwa, a może nawet za nieświadome chrześcijaństwo w odmianie całkowicie polegającej na samozbawieniu, samo-transcendowaniu. Na pewno jednak buddyjska świadomość powszechnego cierpienia i współzależności w powszechnym pragnieniu wyzwolenia i na w drodze do niego wystarcza, by miłosierdzie buddyjskie co najmniej zrównać z chrześcijańskim. (Zrównania takiego dokonują w każdym razie, bynajmniej nie bezinteresownie, książkowi mnisi buddyjscy i sam bugyo Inoue). Jak by wyglądała ewangelizacja ludności Japonii (i czym byłaby ta Dobra Nowina?), gdyby taka bardziej koncyliacyjna względem buddyzmu postawa dominowała wśród pierwszych misjonarzy tam wysyłanych? Jak bardzo punkt trzeci byłby sporny? Ten niewzruszony trzeci filar jest jednak tym, o który rozbijało się też nieraz samo historyczne chrześcijaństwo i jego wyznawcy, i to na różnych poziomach. Po pierwsze, chcemy naszymi pojęciami uchwycić naturę tego pośrednika, tj. Jezusa Chrystusa, a to prowadziło do sporów dogmatycznych i schizm (chalcedońska). Po drugie, nawet zostawiwszy naturę Zbawiciela, pozostaje rozmaicie rozumiana, od Augustyna, do Pascala i dalej, kwestia osobistego zbawienia i jego ,,mechanizmów'': jeśli pomoc, Łaska, to jak bardzo jest ona konieczna? czy zawsze wystarczająca? Sam katolik Rodriguez pod koniec, w końcowej dyspucie z Inoue, zdaje się bronić swą ufność w moc Łaski i swą świadomość nieprzystawalności do tej mocy ludzkich wysiłków. Zawoalowany to dialog, ale takie nieco protestanckie odczytanie potwierdza sam autor w posłowiu. Bugyo Inoue, spiritus movens wykorzeniania chrześcijaństwa z Japonii, z kolei raz jeszcze, nieotwarcie, ale chyba szczerze, podkreśla swój podziw dla tego, co w chrześcijaństwie zobowiązuje do szczerego wysiłku, nawet męczeństwa. Uznaje chrześcijaństwo za szkodliwe dla Japonii, ale podziwia i w swym podziwie, nawet jeśli wywodzącym się z autosoteriologicznych buddyjskich nawyków myślowych, bliższy jest katolicyzmowi niż sam były misjonarz Rodriguez. Jest to bliskość teologiczna, dyskursywna, zimna, z zewnątrz — lecz to może Inoue wystarcza? Wystarcza co najmniej do tego, by mógł uważać on ją za swe ostatnie zwycięstwo, nad kolejnym już padre, końcowe jego pognębienie. Końcowe strony są więc w niemałym stopniu przygnębiające, ale też zaskakujące, bardzo niejednoznaczne, a jak mówi sam Endo, ,,japońska filozofia opiera się na niejednoznaczności. Niejednoznaczność zapobiega skostnieniu myślenia''. Takiemu od-kostnieniu na pewno sprzyja ,,Milczenie'' Endo. I dobrze, trzeba iść, nie zatrzymywać się, bo (jak pisze Piotr Sikora) ,,Katechizm Kościoła Katolickiego na samym początku przywołuje intuicję Akwinaty: nie możemy określić, kim Bóg jest, ale wyłącznie, kim nie jest i jakie miejsce zajmują inne byty w stosunku do Niego (KKK: 43). Znaczy to, że cały korpus doktrynalny chrześcijaństwa (między innymi i sam Katechizm) nie powinien być rozumiany jako opis boskiej rzeczywistości, lecz jako drogowskaz wskazujący, że nasz Cel zawsze jest jeszcze dalej i określający mniej więcej kierunek drogi''. Sama zaś końcówka to wspaniała wizja życia ludzkiego jako najwymowniejszego głosu Boga. Jeszcze raz posłużę się słowami Piotra Sikory: ,,osnową całej historii objawienia jest przekonanie, że Bóg nie ma w tym świecie swojego obrazu/wyrazu. Nie ma poza…człowiekiem samym. Pouczająca w tym względzie jest historia „złotego cielca” ulanego przez Izraelitów pod Synajem. [...] Jaka jest jednak reakcja Mojżesza na ten akt Izrealitów? Każe zetrzeć ów obraz (figurę) w pył. Ale to nie wszystko: pył ów każe zmieszać z wodą i wypić. Czemu? Może dlatego, by wskazać ludziom, że jeśli już mają szukać obrazu [lub głosu] Boga w świecie, to muszą szukać go w sobie (tam, gdzie znalazło się starte w pył złoto po wypiciu), Nowy Testament jeszcze radykalizuje tę tendencję. Obrazem Boga niewidzialnego okazuje się ten, o którym najprawdziwiej powiedzieć można: Oto człowiek''. PS O podobieństwach i różnicach chrześcijaństwa i buddyzmu napisano na pewno wiele, ale ja czytałem tylko (nie licząc pewnych esejów Ireneusza Kani) ,,Aspekty buddyzmu'' de Lubaca (SJ!) i szczerze tę pozycję polecam.
Wojciech Kryszak - awatar Wojciech Kryszak
ocenił na 7 2 miesiące temu
Lekcja anatomii Nina Siegal
Lekcja anatomii
Nina Siegal
Przeczytać jakieś dzieło to znaczy wydobyć obecną w nim narrację. Portrety grupowe były chętnie zamawiane u malarzy przez bractwa i gildie rzemieślnicze Niderlandów. Celem ich było podkreślenie swojego statusu i roli w społeczeństwie. Takie też obrazy zamawiała Gildia Chirurgów, chociaż ich obrazy były wyjątkowe, bo przedstawiały Heatrum Anatomicum, czyli publiczne sekcje zwłok. Takie spektakle odbywały się w różnych częściach Europy, ale szczególnie popularne były w Niderlandach. Pierwszy taki spektakl w Niderlandach odbył się w 1550 roku. W 1593 roku już był określony rytuał takich spektakli i powstał pierwszy stały teatr anatomiczny w Lejdzie, a niedługo później w Amsterdamie. Taki spektakl odbywał się raz do roku i był związany z Dniem Sprawiedliwości. W tym dniu wykonywano publiczne egzekucje. Następnie na jednym z ciał, uprzednio przygotowanym odbywała się publiczna sekcja, która nie była wyłącznie rozrywką dla gawiedzi. Podczas tej lekcji anatomii odbywały się debaty naukowe, wygłaszano wykłady, a wszystko miało na celu edukację i lepsze zrozumienie działania ludzkiego organizmu. W 1603 została namalowana pierwsza lekcja anatomii, na tym obrazie członkowie Gildii Chirurgów zostali przedstawieni wokół stołu do badań, na którym położone jest ciało. Jednak ze względu na nazwisko artysty i wspaniałość obrazu, znany jest na całym świecie obraz Rembrandta van Rijne „Lekcja anatomii doktora Tulpa”, namalowany w 1632 roku. Artysta dopiero od dwóch lat mieszkał z Amsterdamie i już dał się poznać, jako utalentowany malarz. Obraz był też ważny dla malarza, gdyż, jako pierwszy podpisał go pełnym nazwiskiem. Ninę Siegal już jako dziecko fascynował ten obraz. Kiedy nadarzyła się sposobność, zainteresowała się historią powstania obrazu. Zamieszkała nawet w Amsterdamie, gdzie przeszukała tamtejsze archiwa, aby zbadać życie Arisa Kidla, którego sekcja przedstawiona jest na obrazie. Zapoznała się też z wieloma pozycjami książkowymi dotyczące malarstwa Rembrandta, a także historii, kultury i jak wyglądało życie w XVII-wieczym Amsterdamie. Część książki poświęca samemu obrazowi, przedstawiając prace współczesnych konserwatorów. Dzięki temu poznajemy, co kryje się pod kolejnymi warstwami farby, czyli w jaki sposób zmieniała się wizja Rembrandta przedstawienia kolejnych bohaterów tego obrazu. Dlaczego odszedł od realistycznego przedstawienia Arisa Kidla? Może dlatego, żeby nie szokować widza, oprócz tego to nie on miał być głównym bohaterem obrazu. Na szczęście autorka nie stworzyła suchej opowieści o historii powstania obrazu, ale barwną opowieść o ludziach związanych z tym obrazem, świadomie mieszając fikcję z prawdziwymi faktami. Sam obraz jest zwieńczeniem tej historii. W historii występuje sześciu bohaterów. Kartesjusz, który właśnie przebywa w Amsterdamie, bada dualizm ciała i duszy i podchodzi do tematu filozoficznie. Sam też wykonuje sekcje na zwierzętach. Rembrandt, który na swoich obrazach pragnie nie tylko przedstawiać ciała, ale też dusze portretowanych, nawet martwego skazańca. Poznajemy też historię życia tego malarza. Rembrandt tak jak Aris Kidl pochodził z Lejdy. Czy mogli się wcześniej znać? Doktor Tulup, który wykonuje tę sekcję i pragnie, aby ona była właśnie tak przedstawiona na obrazie. Pragnie przejść do historii i być tak zapamiętany. Fetchet, człowiek, który szuka i przygotowuje wszystkie ciała do sekcji, ale ma też inne zajęcia. Jednak najważniejszymi bohaterami są Aris Kidl i jego ukochana Florens- postać fikcyjna. Autorka pragnie ciału, które znajduje się na obrazie oddać głos, którego już nie ma. Pragnie pokazać, że to nie jest rzecz, ale kiedyś żywy człowiek, który pomimo licznych przewin był normalnym człowiekiem. Poznajemy jego życie i zastanawiamy się, co doprowadziło go pod szubienicę. Aris Kidl, który kochał i był kochany, dlatego pojawia się Florens. Kobieta, która znała go od dziecka, kochała go i akceptowała takim, jakim był. Teraz walczy o niego i jego godność, jako człowieka. Oczywiście bohaterem tej powieści jest XVII- wieczny Amsterdam, którego ulicami i kanałami przemieszczamy się, zaglądając w różne miejsca. Miasto nowoczesne, jak na tamte czasy, otwarte na uczonych i nowe idee, miasto kupców i żeglarzy. Jednak tak jak w każdym mieście pełne też biedaków, żebraków, złodziei i różnych przestępców. Tak też, jak w każdym mieście dokonuje się publicznych egzekucji i okrutnych kar cielesnych, a także ku przestrodze zostawia się ciała na szubienicy. Autorka stworzyła poruszającą opowieść o życiu w XVII-wieczynch Niderlandach. W swej opowieści oddaje głos, każdemu z bohaterów, dlatego historię możemy obserwować z różnej perspektywy. Interesujący zabiegiem było przypisanie części ciała poszczególnym bohaterom, które w pewien sposób symbolizują punkt widzenia danej postaci. Kolejne przeplatające się rozdziały naszą tytuły, serce, dłonie, usta, oczy i umysł. Łatwo odgadnąć, który bohater ma teraz głos w tej powieści. Ninę Siegal opisując tę historię, tchnęła życie w obraz Rembrandta „Lekcja anatomii” i ja będę już inaczej spoglądać na to dzieło, nie tylko, jako arcydzieło sztuki ,ale jako pewną historię opowiedzianą przez malarza.
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na 8 1 rok temu
Judasz Amos Oz
Judasz
Amos Oz
Amos Oz pod pretekstem rozważań na temat postaci Judasza, jego relacji z Jezusem i ich postrzegania w oczach Żydów, przedstawia nam różne poglądy na temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego i ogólnego "prawa" Izraela do utworzenia swojego państwa na tych właśnie ziemiach. Brzmiało to dla mnie intrygująco, okazało się jednak niespecjalnie ciekawe. Zaznaczę na wstępie, że czytało mi się tę książkę dosyć dobrze, nie męczyła mnie ona zbytnio. Jest taka konserwatywna, zachowawcza, taka "po bożemu" - wiemy dokładnie, czego się po niej spodziewać i czasami taka lektura siada. Na przykład podczas upalnego lata, kiedy wylegujesz się na kocu nad rzeką, jak było w moim przypadku. Przedstawione w niej poglądy są ciekawe i z reguły dobrze uargumentowane, a z całej książki bije raczej stosunek krytyczny względem syjonizmu i nacjonalistycznych ciągotek Państwa Izrael. Natomiast całość tej powieści jest zbyt nijaka w swojej prostocie, zbyt podoba do miliona innych książek napisanych w podobny sposób. Fabuła jest aż nadto pretensjonalna, zbyt ciągnąca się i tak naprawdę nie prowadząca do nikąd. Nie intryguje, nie interesuje czytelnika. Ciężko jest zżyć się, czy kibicować jakiemukolwiek bohaterowi, ich losy nie ciekawią. Są wydmuszkami, a nie ludźmi z krwi i kości. Szczególnie mierzi główna postać kobieca, która jest jedynie zlepkiem męskich fantazji na temat kobiet jako tako. Wszystko to jest aż nadto kliszowe, a wątków na temat Judasza znajdziemy tutaj znacznie mniej, niż można byłoby się spodziewać. Kolejna książka z cyklu: "Mogłabym jej nie przeczytać i nic nie zmieniłoby to w moim życiu".
zatracenia - awatar zatracenia
oceniła na 6 1 rok temu

Cytaty z książki Czwarta ściana

Więcej
Sorj Chalandon Czwarta ściana Zobacz więcej
Sorj Chalandon Czwarta ściana Zobacz więcej
Sorj Chalandon Czwarta ściana Zobacz więcej
Więcej