Złoty żuk. Studnia i wahadło. Skradziony list. Człowiek interesu.
Szczerze mówiąc, sięgnąłem po ten zbiorek tylko dla genialnego opowiadania “Studnia i wahadło”. To mroczne arcydziełko dotyczy przeżyć, czy raczej “umierać” więźnia hiszpańskiej inkwizycji w początkach 19. wieku.
Tematycznie związane jest ono z ostatnio czytanymi “Ciemnościami kryjącymi ziemię”. Tam jednak nie było samych tortur, a głos mieli w zasadzie wyłącznie Sprawcy. Tutaj mamy tylko, czy raczej: aż, wewnętrzny monolog Ofiary - więźnia skazanego na wyrafinowaną śmierć w torturach, której oczekiwanie powiększa traumę do niebotycznych czyli piekielnych rozmiarów.
Ponadto o lekturze zdecydowała osoba tłumacza, czyli nieocenionego Bolesława Leśmiana (czy mieliśmy większego poetę?). Jego niepowtarzalne neologizmy na szczęście i tu są licznie obecne. Przekład absolutnie kongenialny. Szczególną jego wartością są archaizmy, jak najbardziej pasujące do czasów, których dotyczy ta przerażająca narracja.
To mistrzowsko klaustrofobiczny tekst, zapewne jeden z najlepszych w historii tego typu literatury. Więźnia poznajemy, gdy po procesie budzi się w lochu, którego ciemności - początkowo - nie rozjaśnia najmniejszy promyk światła.
Ma on bowiem wiedzieć, że znajduje się już w innym wymiarze, w zasadzie pozaegzystencjalnym, mimo że formalnie jeszcze żyje…. Nie wie jedynie, jak i kiedy zginie. “Piekielny geniusz, który tu uknuł swe pomysły, pilnie usunął możliwość śmierci nagłej i niespodziewanej” - żali się poniekąd samemu sobie narrator.
“Ofiary jej [inkwizycji] tyranii miały jeno do wyboru albo śmierć z najokrutniejszą agonią ciała, albo śmierć z najnieznośniejszymi torturami ducha. Zachowano mnie dla tej ostatniej”.
Tekst przynosi całkowite utożsamienie się z narratorem; to my sami jesteśmy w tym lochu, a nie tylko narrator skazany na okrutną śmierć, jak nie taką, to inną, bo oprawcy przygotowali jej alternatywne wersje, obserwując skazańca, a nawet podając mu pokarm i napitek, by nic, co ma się stać, nie dokonało się zbyt szybko.
“Czy przeznaczono mi śmierć głodową w tym podziemnym przybytku cieniów, czy też czeka mię, być może, los jeszcze okrutniejszy? Znałem zbyt dobrze zwyczaje mych sędziów, abym wątpił o tym, że rozwiązaniem zagadki ma być śmierć — i na domiar śmierć poprzedzona męczarnią wyszukaną. Rodzaj śmierci i jej godzina — oto wszystko, co mię dręczyło i pochłaniało myśli”.
“Śpieszno mi było do korzystania z mych oczu, ale nie śmiałem. Bałem się pierwszego spojrzenia po dookolnych przedmiotach, nie dlatego, że się obawiałem widoku rzeczy potwornych, jeno dlatego, żem się przeraził przypuszczeniem, iż nie zobaczę nic zgoła. Po upływie pewnego czasu z bezrozumną rozpaczą serca otworzyłem oczy znienacka. Sprawdziło się moje straszliwe przypuszczenie. Otaczała mnie ciemność nocy wiekuistej”.
Pierwszej pułapki - studni bez dna, udaje mu się uniknąć. “Śmierci pod postacią męki — wydarłem się jeno po to, aby stać się łupem czegoś, co — ukryte pod jeszcze inną postacią — przerastało śmierć samą”.
Bo gdy w lochu robi się jaśniej, bynajmniej nie robi się bezpieczniej. “Znów rzuciłem wzrok wzwyż — ponad siebie. To, com wówczas ujrzał, zmąciło mi myśli i znieruchomiało przerażeniem. Rozmachy wahadła o jard niemal zwiększyły się w średnicy, stąd bezpośrednio wynikała zarówno zwiększona szybkość. Główną wszakże przyczyną mego niepokoju była myśl, że wahadło znacznie się zniżyło. (...) Piędź po piędzi — źdźbło po źdźble — dokonywała stal stopniowego opadania, pochwytnego zaledwo w przerwach czasu, które mi się zdawały wiekami — i wciąż się opuszczało — wciąż niżej — wciąż niżej”.
“Bezrozumny, oszalały — siliłem się unieść z miejsca, by iść na spotkanie tej straszliwej, przepełnionej ruchem szablicy”.
“Ruch wahadła odbywał się w płaszczyźnie, która tworzyła kąt prosty z linią mego ciała. Postrzegłem, że półksiężyc umiejscowiono tak, aby przecinał okolice mego serca. Zawadzi o sukno mego ubrania — potem powróci i powtórzy swą czynność — jeszcze raz — i jeszcze. (...) Wciąż niżej — nieprzerwalnie — nieuchronnie niżej! Dyszałem ciężko i wiłem się wobec każdego drgnienia. Malałem kurczowo przy każdym rozkołysaniu. Oczy moje śledziły wahadło w jego locie wzwyż i w dół z zapalczywością ogłupiałej doszczętnie rozpaczy — w chwili jego opadania mrużyły się spazmatycznie, pomimo że śmierć byłaby ulgą”.
“Wahadło w swym biegu już dotarło do mych piersi. Już przecięło sukno mej szaty. Już przebodło pod nią — koszulę. Jeszcze dwa przeloty — i uczułem ból ostry, przenikający wszystkie moje nerwy. Lecz wybiła godzina zbawienia”.
Tym razem narrator ocalał dzięki…. szczurom, które mu nieświadomie pomogły (BTW: osoby nieprzepadające za tymi inteligentnymi gryzoniami powinny się wstrzymać od lektury).
Niemniej stan jego ducha już na wyczerpaniu. “Zmiażdżyła mnie, śmiertelnie zmiażdżyła ta długotrwała agonia”.
“Oto nagle zaniesłyszałem. Zachowałem jednak przez czas pewien jeszcze zdolność widzenia, lecz jakże straszliwie zolbrzymioną!”. Bo widzi trzecią propozycję własnego końca oferowaną przez wymyślnych dręczycieli - choć wszak nie wielebnych - tu przecież działa “ramię świeckie” bogobojnych…
“Dość mi było odetchnąć, aby przywiać nozdrzom wypar rozgrzanego żelaza! Dławiący zaduch szerzył się w więzieniu! Coraz wnętrzniejszy żar trawił się w ślepiach, utkwionych w mej męce. Coraz możniejsza purpura utwierdzała się na powierzchni tych potwornych, krwawych malowideł! Zbrakło mi tchu! Dyszałem z trudnością!”.
“Nie mogłem wątpić o zamiarach mych katów — o! najnielitościwszych — o! najdemoniczniejszych na ziemi! Uskoczyłem daleko od rozżarzonego metalu — ku środkowi więzienia. Wobec grożącej mi zagłady w ogniu myśl o ochłodach studni skusiła mą duszę jak woń balsamu".
“- Bezrozumny! Jakże się stało, żem nie pojął, iż studnia jest niezbędna — i że tylko ta studnia uzasadnia obecność płonącego ognia, który mię oblega. Czyż mogłem się przeciwić jego żarom? A gdyby nawet tak się zdarzyło — czyż mogłem oprzeć się jego ciśnieniu? A teraz właśnie skośny czworobok zwężał się, zwężał z szybkością, która mi nie pozostawiała czasu do namysłu. Jego środek, położony na linii największej szerokości, przypadał właśnie na otchłań ziejącą. Chciałem się usunąć, lecz zwężające się mury nacierały na mnie nieodparcie”.
“Wreszcie nadeszła chwila, gdy poparzone i pokurczone ciało moje zaledwo mogło znaleźć niezbędny dla siebie kęs przestrzeni w chwili, gdy na ziemi więziennej starczyło zaledwo miejsca dla mej stopy. Poniechałem walki, lecz duch mój wyzionął całą swoją mękę w jednym, wielkim, długim, ostatecznym krzyku rozpaczy. Uczułem, że się chwieję nad brzegiem otchłani — odwróciłem oczy…”.
Po czym, niestety, zakończenie niczym w najlepszym - czyli najgorszym - hollywoodzkim blockbusterze, gdzie piechota morska bądź oddział kawalerii zawsze w ostatniej chwili przybywa na pomoc umęczonemu bohaterowi, który na koniec wraz z dziewczyną odjeżdża w zachodzące słońce…. Efektem: obniżenie punktacji o dwie wartości…
Tak, czy inaczej, to jedna z najlepszych rzeczy nieszczęsnego Poego, obok "Zagłady domu Usherów", "Beczki amontillado" i "Kruka", of course...
OPINIE i DYSKUSJE o książce Jamestown. Nowa Polska
Książkę “Jamestown. Nowa Polska” kupiłem, bo pomysł wydawał się bardzo fajny. Tyle się słyszy o różnych nacjach, które zawędrowały za ocean Atlantycki i próbowały swoich sił w Ameryce, a jakoś nie widać tam Polaków. Tę sytuację postanowił naprawić Andrzej Dudziński, który w przyjemnej formie, pod postacią powieści opowiedział o wydarzeniach historycznych. A przynajmniej tak książka jest reklamowana, że podobna sytuacja miała miejsce :-)
Całość rozgrywa się na początku XVII wieku. Grupa ubogich mieszkańców ziem dzisiaj polskich daje się namówić na daleką wyprawę, rzecz jasna w celach zarobkowych. Bohaterów jest kilku, i na ich przykładzie będzie można liznąć nieco wiedzy z historii. Zarówno tej dużej, czyli jak wygląda aktualna sytuacja w Europie, ale i w Nowym Świecie, lecz znacznie więcej będzie historii mniejszej - czyli pokazania życia codziennego w tamtych czasach.
Książka jest bardzo krótka, nawet nie ma podziału na rozdziały. A mimo to wcale nie czyta się jej super szybko. Trochę zawodzą bohaterowie, postaci są jakieś takie… przeciętne. Brakuje kogoś, do kogo można by wzrok przykleić na dłużej. Wątki także nie są zbyt zajmujące, choć wydawałoby się, że budowa Nowego Świata, kontakt “naszych” z Indianami, polityczna walka między narodowościami powinny być pełne emocji, ciekawe, robiące wrażenie.
No i niestety po zakończeniu lektury, choć ta była krótka, to w sumie byłem zadowolony, że już po wszystkim. Spodziewałem się czegoś… ja wiem? Poważniejszego? Na pewno bardziej dramatycznego. A “Jamestown. Nowa Polska” znacznie większy nacisk stawia na walory edukacyjne, niż samą dobrą opowieść. Wydaje mi się, że książka mogła być zwyczajnie ciekawsza.
Książkę “Jamestown. Nowa Polska” kupiłem, bo pomysł wydawał się bardzo fajny. Tyle się słyszy o różnych nacjach, które zawędrowały za ocean Atlantycki i próbowały swoich sił w Ameryce, a jakoś nie widać tam Polaków. Tę sytuację postanowił naprawić Andrzej Dudziński, który w przyjemnej formie, pod postacią powieści opowiedział o wydarzeniach historycznych. A przynajmniej tak...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to