
Portret artysty z czasów młodości

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- A portrait of the artist as a young man
- Data wydania:
- 1977-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1977-01-01
- Liczba stron:
- 280
- Czas czytania
- 4 godz. 40 min.
- Język:
- polski
- Tłumacz:
- Zygmunt Allan
- Inne
"Portret artysty z czasów młodości", wydany w 1916 r., to pierwsza opublikowana powieść Jamesa Joyce'a (1882-1941),znanego polskiemu czytelnikowi z przekładów poezji, zbioru opowiadań "Dublińczycy", dramatu "Wygnańcy" i "Ulissesa".
"Portret artysty" podobnie jak wszystko, co Joyce w pierwszych latach działalności literackiej pisał, stanowi tematyczne i formalne wprowadzenie do dzieła jego życia, jakim był "Ulisses", wydany w 1922 r. "Portret" zawiera liczne motywy autobiograficzne: autor ukazuje w nim obraz Dublina z przełomu XIX i XX w., własnego domu rodzinnego i osób z najbliższego otoczenia (ojciec - utracjusz i hulaka, pobożna matka, bigoteryjna wychowawczyni),internatu i gimnazjum jezuickiego, a wreszcie studentów Univeristy College w Dublinie.
Protest przeciwko stosunkom panującym w domu i w szkole, przeciwko budzącemu się irlandzkiemu nacjonalizmowi, którego wyrazem był tzw. ruch irlandzkiego odrodzenia, doprowadził do wyjazdu Joyce'a za granicę, do Triestu, Paryża i Szwajcarii, gdzie przebywał już do śmierci. W zakończeniu powieści jej bohater, Stefan Dedalus, alter ego młodego Joyce'a przedstawia swe credo pisarskie i ze słowami "nie będę służył" wyfruwa na wolność niczym mityczny Dedal, jego imiennik, a zarazem ojciec duchowy.
Kup Portret artysty z czasów młodości w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Portret artysty z czasów młodości
Poznaj innych czytelników
2172 użytkowników ma tytuł Portret artysty z czasów młodości na półkach głównych- Chcę przeczytać 1 123
- Przeczytane 1 016
- Teraz czytam 33
- Posiadam 228
- Ulubione 22
- Klasyka 11
- Literatura irlandzka 11
- Literatura piękna 10
- Chcę w prezencie 10
- Po angielsku 10














































OPINIE i DYSKUSJE o książce Portret artysty z czasów młodości
To moje drugie spotkanie z Joycem i przebiegło w o wiele przyjemniejszej atmosferze niż w przypadku Ulissesa.
To moje drugie spotkanie z Joycem i przebiegło w o wiele przyjemniejszej atmosferze niż w przypadku Ulissesa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKiedy czytałam tę książkę jako nastolatka uznałam, że pomsył starzejącego się obrazu jest bardzo interesujący, ale cała historia wydała mi się zbyt wydumana i nieprwadopodobna. Kiedy wróciłam do niej po latach odkryłam zupełnie inne aspekty. To książka o kształtowaniu się charakteru, dojrzewaniu i starzeniu. Najbardziej porażąjący wydał mi się fakt wzjemnego wpływu na nasz sposób myślenia ludzi, jakimi się otaczamy. Na skutek naginania moralnych zasad, każdy kolejne draństwo przychodzi Dorianowi z większą łatwością, aż dostrzega pewnego dnia jak bardzo oddalilł się od młodzieńczych ideałów. To bardzo uniwersalna książka o nieodwracalnym upływie czasu, starzeniu się i moralnym rozkładzie. Genialna!
Kiedy czytałam tę książkę jako nastolatka uznałam, że pomsył starzejącego się obrazu jest bardzo interesujący, ale cała historia wydała mi się zbyt wydumana i nieprwadopodobna. Kiedy wróciłam do niej po latach odkryłam zupełnie inne aspekty. To książka o kształtowaniu się charakteru, dojrzewaniu i starzeniu. Najbardziej porażąjący wydał mi się fakt wzjemnego wpływu na nasz...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOj, Joyce przynudza w tej swojej fabularyzowanej i pisanej na wzór mitu biografii, niestety.
Za pierwszym podejściem porzuciłam ok. 80 strony. Potem przeczytałam Ulissesa, i wow, to było tak dobre, że postanowiłam dać szansę również "Portretowi". Niestety, ciężko się to czyta i nie ma fascynacji. Opisywane są zwykłe wydarzenia (tło dawnej Irlandii, jezuickiego wychowania itp. może być ciekawe) w mało interesujący sposób.
Na uwagę zasługuje sugestywny obraz piekła, perełka.
Przeczytanie wstępu (w moim wydaniu było napisał je Dieter Fusch) rzuca ciekawe światło na lekturę, zwłaszcza intrygujące nawiązania do mrocznej części życia mitycznego Dedala.
Polecałabym wielkim fanom Joyce'a albo osobom zainteresowanym losami Stephana Dedalusa sprzed Ulissesa.
Mimo wszystko lubię Joyce'a i fajnie, że tak rozwinął później warsztat. Oceniam na 6/10 ze względu na ogólną sympatię do autora, obraz piekła i kilka ciekawych fragmentów zdań i przemyśleń.
Oj, Joyce przynudza w tej swojej fabularyzowanej i pisanej na wzór mitu biografii, niestety.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZa pierwszym podejściem porzuciłam ok. 80 strony. Potem przeczytałam Ulissesa, i wow, to było tak dobre, że postanowiłam dać szansę również "Portretowi". Niestety, ciężko się to czyta i nie ma fascynacji. Opisywane są zwykłe wydarzenia (tło dawnej Irlandii, jezuickiego wychowania...
Istnieją dzieła, których lektura jawi się nie tyle jako zetknięcie z fabułą czy kolejnym aktem opowieści, ile jako nieustanne zanurzanie się w pulsującą, wrzącą magmę świadomości. Portret artysty z czasów młodości Jamesa Joyce’a jest właśnie taką powieścią — rodzajem literackiego palimpsestu, na którym zapisane są jednocześnie kształtujące się wizje, rozbite okruchy dziecięcych wyobrażeń, pierwsze erupcje namiętności i rozczarowania, a wreszcie powolne, mozolne kształtowanie się jaźni, która decyduje się odrzucić wszelkie więzy i wznieść się ku artystycznej autonomii.
Joyce kreśli drogę rozwoju świadomości młodego Stephena Dedalusa, chłopca obdarzonego niezwykłą wrażliwością, który dorasta w dusznej, katolickiej Irlandii przełomu XIX i XX wieku. Jednak nie jest to linearna biografia ani klasyczna opowieść inicjacyjna, jak moglibyśmy się spodziewać. Zamiast tego Joyce proponuje nam subtelną symfonię strumieni myśli i emocji. Z każdym kolejnym rozdziałem stopień komplikacji rośnie, język staje się coraz bardziej sugestywny, a forma — coraz bardziej autonomiczna, wyzwalając się z konwencjonalnych ram narracji.
Stephen, który najpierw poznaje świat przez pryzmat dziecięcych lęków i niewinnych rymowanek, bardzo wcześnie zostaje skonfrontowany z okrutnymi realiami życia. Wspomnienie kary wymierzonej w szkole za przewinienie staje się dla niego nie tylko bolesnym doświadczeniem cielesnym, lecz także pierwszą próbą uświadomienia sobie konfliktu między jednostką a instytucją. Świat szkolnej dyscypliny, księży, spowiedników, a także patriarchalnej rodziny irlandzkiej, z jej szorstkimi gestami i zakulisowymi konfliktami politycznymi — wszystko to współtworzy przestrzeń, w której rodzi się świadomość młodego człowieka.
Zdumiewająca jest tu rola języka. Joyce już w tej powieści (jeszcze przed radykalizacją formalną Ulissesa) traktuje mowę jak tworzywo plastyczne: jej rytm, płynność i urywanie się, powroty i rozgałęzienia, wszystko podporządkowane jest wewnętrznemu rytmowi myśli Stephena. Nie ma tu miejsca na przezroczysty, neutralny przekaz — każdy fragment, każde zdanie drga w rytm wrażliwości bohatera, niczym nerw pod dotykiem elektrycznego impulsu.
Głębia psychologiczna Portretu artysty… objawia się nie tylko w samej konstrukcji postaci, ale również w sposobie, w jaki Joyce pokazuje ich relację z otoczeniem. Stephen przeżywa wstrząsy metafizyczne, erotyczne upokorzenia, uniesienia religijne i upadki duchowe, wciąż roztrząsając wewnętrzne konflikty. Fascynujące jest obserwowanie, jak kolejne warstwy społecznych i religijnych nakazów opadają z niego, niczym stare, złuszczone płótno. Bohater przechodzi od dziecięcej ufności, przez pełną grozy dewocję, aż do całkowitej rezygnacji z religii i moralizatorskich rygorów — w imię wolności twórczej.
Najważniejszym momentem tej przemiany jest jego świadoma decyzja, by stać się „kowalem własnej duszy”. Wyrażenie to, które brzmi niemal jak starogrecki aforyzm, nie jest jedynie efekciarską metaforą. Wyraża najistotniejszy rdzeń Joyce’owskiej koncepcji artysty: człowieka, który zamiast podporządkować się tradycji, społecznym oczekiwaniom czy religijnym dogmatom, wybiera samotność i artystyczne wygnanie. To odrzucenie narodowej i religijnej mitologii Irlandii staje się tu aktem najwyższej odwagi. Stephen nie próbuje zmieniać świata społecznego od środka; przeciwnie — dystansuje się, aby stworzyć własny, wewnętrzny świat, który będzie jedyną prawdziwą przestrzenią istnienia.
Współbrzmi to z klasyczną figurą Dedala — mitycznego konstruktora labiryntu, który staje się patronem młodego Joyce’owskiego bohatera. Dedal, twórca, ale i uciekinier, kojarzony z nieustannym ruchem, z pragnieniem wzbijania się ponad doczesność. Stephen Dedalus również odrzuca wszelkie więzy: narodowe, rodzinne, religijne. Wybrał lot. A jak każdy lot, także i ten grozi upadkiem.
Zresztą już sama kompozycja Portretu artysty… jest swego rodzaju labiryntem. Czytelnik porusza się w nim, błądząc wśród meandrów świadomości, rozedrganych obrazów, przeplatających się motywów muzycznych i symbolicznych. Joyce odchodzi od tradycyjnej narracji trzecioosobowej, coraz bardziej zbliżając się do strumienia świadomości — techniki, którą rozwinie z pełną mocą w Ulissesie. Tutaj jednak strumień jest jeszcze zarysowany w sposób bardziej linearny, momentami bardziej uchwytny, co paradoksalnie czyni lekturę jeszcze bardziej przejmującą, bo nie mamy jeszcze pełnego chaosu — raczej delikatne zanurzanie się w nieznane.
Warto również zatrzymać się przy wątku cielesności. Stephen odczuwa erotyczne impulsy jako coś zarazem fascynującego i grzesznego. Wspomnienia pierwszych pragnień, spotkania z prostytutką, późniejsze spazmatyczne wyrzuty sumienia i religijne katharsis — wszystkie te elementy układają się w mapę jego walki między instynktem a nakazem, między cielesnością a duchowością. I choć chwilowo Stephen próbuje ukorzyć się, odmawiać różańce i odbywać długie spowiedzi, to w finale tej wewnętrznej batalii zwycięża twórcza autonomia. Pragnienie tworzenia, rozumiane niemal jako najwyższy akt egzystencjalny, wypiera każde inne powołanie.
Wielkim osiągnięciem Joyce’a jest także umiejętność uchwycenia dynamicznej ewolucji języka bohatera. Język dzieciństwa jest pełen repetycji, rymowanek, onomatopei; w okresie młodzieńczym nabiera barw melancholijnych, pełnych egzaltacji i niepokoju; wreszcie, w okresie dojrzewania, osiąga formę świadomej refleksji, często przepełnionej abstrakcyjnymi rozważaniami o sztuce, estetyce, transcendencji. Powieść jest więc nie tylko portretem artysty, lecz także portretem rodzącego się języka, który próbuje opisać świat z coraz większą precyzją i odwagą.
Oczywiście Portret artysty z czasów młodości można odczytywać także jako subtelny manifest estetyczny. Teorie estetyczne Stephena — o „wholeness”, „harmony” i „radiance” — wywodzą się częściowo z tomistycznych definicji piękna, ale Joyce nadaje im nowy, radykalnie indywidualistyczny wymiar. Piękno w jego ujęciu staje się nie tylko obiektem kontemplacji, lecz także zasadą życia. Artysta nie jest odtwórcą rzeczywistości ani jej sługą — artysta staje się demiurgiem, który daje światu własną prawdę. Stephen, wykrzykując: „Nie będę służył temu, w co już nie wierzę”, stawia się w opozycji do wszystkiego, co ogranicza wolność. Ten bunt jest zarazem aktem afirmacji, zrodzonym z głębokiej wiary w potęgę twórczości.
Wielu czytelników dostrzega w tej powieści autoportret Joyce’a, jego własną inicjację artystyczną, młodzieńcze rozterki, konflikty z rodziną i Kościołem. Jednak redukowanie Portretu artysty… do autobiografii byłoby nieporozumieniem. Joyce nie tworzy kroniki, lecz mit założycielski nowoczesnego artysty. To mit, który miał ogromny wpływ na literaturę XX wieku, zwłaszcza na koncepcję autora jako świadomego kreatora i outsidera.
Co ciekawe, powieść ta, mimo że silnie osadzona w specyficznym kontekście irlandzkim, ma charakter uniwersalny. Konflikt między jednostką a zbiorowością, między instynktem a moralnością, między potrzebą przynależności a pragnieniem samotności — to wszystko są napięcia, które powracają w każdym pokoleniu. Joyce, konstruując je z taką intensywnością i subtelnością zarazem, sprawia, że historia Stephena Dedalusa staje się opowieścią o nas wszystkich, którzy w mniejszym lub większym stopniu próbujemy wznieść się ponad przeciętność i odnaleźć własny głos.
Czytając Portret artysty z czasów młodości, ma się poczucie, że uczestniczymy w narodzinach czegoś znacznie większego niż jednostkowa tożsamość. Widzimy, jak w młodym człowieku rodzi się nowoczesna świadomość — rozdarta, autoironiczna, pełna wątpliwości, ale zarazem nieprzejednana w swoim dążeniu do prawdy. Świadomość, która nie godzi się na kompromisy, która potrafi odrzucić najbardziej fundamentalne więzi, byleby tylko ocalić swoje wewnętrzne światło.
W finale, gdy Stephen decyduje się „odlecieć”, pozostaje w nas niepokój i jednocześnie podziw. Czy jego odlot jest triumfem, czy tragedią? Czy w samotności znajdzie upragnioną wolność, czy też zostanie skazany na wieczne niezrozumienie? Joyce nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Zostawia nas z otwartym pytaniem, które pulsuje jeszcze długo po odłożeniu książki.
„Portret artysty z czasów młodości” to dzieło, które nie tyle się czyta, co przeżywa, chłonie całym ciałem, sercem i umysłem. To powieść, która nieustannie odsyła do samego siebie, prowokuje, drażni, uwodzi językiem i formą. I właśnie dzięki temu — dzięki tej radykalnej szczerości wobec własnych demonów — pozostaje jednym z najważniejszych tekstów nowoczesnej literatury.
Istnieją dzieła, których lektura jawi się nie tyle jako zetknięcie z fabułą czy kolejnym aktem opowieści, ile jako nieustanne zanurzanie się w pulsującą, wrzącą magmę świadomości. Portret artysty z czasów młodości Jamesa Joyce’a jest właśnie taką powieścią — rodzajem literackiego palimpsestu, na którym zapisane są jednocześnie kształtujące się wizje, rozbite okruchy...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam duży kłopot z oceną "Portretu...". Z jednej strony - jestem świadoma artyzmu autora i genialnej konstrukcji. Z drugiej... nudy. No, jak mam się zachwycać, skoro mnie nie zachwyca? Zatem może tak:
Zachwyca:
- język i sposób narracji "dojrzewający" wraz z artystą,
- piękny styl i przekazywanie mnóstwa informacji bez przekazywania żadnej informacji bezpośrednio,
- elektryzująco przerażający opis piekła.
Nudzi śmiertelnie:
- przedostatni rozdział, bla bla bla bla bla bla,
- w wielu miejscach - przerost formy nad treścią.
Trochę mnie zawstydza, że wiele niewątpliwie gorzej napisanych książek dostaje ode mnie wyższe oceny, ale cóż - dla moje gwiazdki odzwierciedlają moją przyjemność z czytania.
Mam duży kłopot z oceną "Portretu...". Z jednej strony - jestem świadoma artyzmu autora i genialnej konstrukcji. Z drugiej... nudy. No, jak mam się zachwycać, skoro mnie nie zachwyca? Zatem może tak:
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZachwyca:
- język i sposób narracji "dojrzewający" wraz z artystą,
- piękny styl i przekazywanie mnóstwa informacji bez przekazywania żadnej informacji bezpośrednio,
-...
Masterclass. Joyce przez dekadę budował tę powieść i jako jej architekt rozwijał się wraz z projektem. „Portret artysty z czasów młodości” to przykład „Künstlerroman”, „powieści o artyście”, gdybyśmy próbowali niezgrabnie to przełożyć. Trochę jak „Doktor Faustus” albo „W poszukiwaniu straconego czasu”. Porównanie to broni się również w kategoriach literackiej jakości.
Bohaterem jest Stefan Dedalus, dobrze znany z innej wielkiej powieści Joyce’a. Poznajemy go jako dzieciaczka uczęszczającego do katolickiej, konserwatywnej szkoły; na ostatniej stronie jest już świadomym siebie i świata mężczyzną. Młody Stefan–Joyce nie jest enfant terrible; to uczeń wzorowy, grzeczny, bogobojny — by nie powiedzieć: niepokalany. Ale z czasem pojawiają się rysy na tym portrecie, jak i na obrazie wiary, którą wyznaje.
Dedalus słyszy przy stole rozmowy o polityce i religii, których jeszcze nie rozumie, ale które podświadomie wwiercają się w jego głowę i które z czasem napełnią go sceptycyzmem. (W ogóle ta rozmowa wigilijna z książki to kapitalny kadr, one-man show pana Casey’a i jego exposé o „bardzo słynnym splunięciu” — moim zdaniem mogło to zainspirować Gombrowicza do legendarnego pojedynku w „Ferdydurke”). Dochodzi do tego ksiądz, który niesprawiedliwie wymierza razy młodemu Stefanowi — to podkopuje jego wiarę w sprawiedliwość, zarówno boską, jak i kościelną. Dochodzą koledzy ukarani przez prałata, bo „oporządzili się” w ubikacji (Stefan nie rozumie, co to znaczy). No i zbiera się: świat i Kościół nawadniają ten plon sceptycyzmu, który kiełkuje w młodym, chłonnym umyśle. Skutek jest taki, jak w głośnym reportażu „Irlandia wstaje z kolan”: młody Stefan zamienia styl ewangeliczny na renesansowy. Niestety, trudno się musze wyswobodzić z lepu; jad sączony od dzieciństwa — o karach piekielnych, potępieniu, wstydzie — trwale uszkadza psychikę. A młodego Dedalusa czeka odysejska podróż przez samego siebie, która na szczęście zakończy się tryumfem humanizmu.
A teraz styl: Joyce w „Portrecie artysty z czasów młodości” to pisarski freak. Sarkazm, wysublimowana fraza — lekka jak balonik z helem — firmowy strumień świadomości, ale w złotej proporcji z narracją tradycyjną. To także portret Dublina, a Joyce bynajmniej nie był fotografem łowiącym tylko ładne kadry. Rozdziera mnie na strzępy przystępność (sic!) i delikatność języka początku powieści. Podobne wewnętrzne uczucia przeżywałem, obcując z językiem „Latawców” Romaina Gary’ego. A z drugiej strony — Joyce grzmi. Słyszałem, że w powieści zawarto jeden z najbardziej niepokojących portretów piekła – prawda. Tak jak de Sade doprowadził do szczytu wyrażalności w języku odrażający hedonizm, tak Joyce i Dante pikują w piekielnej materii. Zdumiewa, jak te eklektyczne style książki — ciepły początek i gromki fragment o infernie — się ze sobą biją! Nagle pojawia się styl starotestamentowej kaźni, apokalipsy; ludzki duch łka i wzdycha, bulgocze i chrypi — „na żer wydany chyłkiem sunącym brzuchatym szczurom”.
Absurdalnie dobre. Aplauz.
Masterclass. Joyce przez dekadę budował tę powieść i jako jej architekt rozwijał się wraz z projektem. „Portret artysty z czasów młodości” to przykład „Künstlerroman”, „powieści o artyście”, gdybyśmy próbowali niezgrabnie to przełożyć. Trochę jak „Doktor Faustus” albo „W poszukiwaniu straconego czasu”. Porównanie to broni się również w kategoriach literackiej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZamiast być gąbką chłonącą wiedzę lub chociaż naczyniem, które jest w stanie ją przetrzymać i przekazać dalej - wobec tej książki byłam jak durszlak. Teoretycznie wiem o czym czytałam, przekaz również wydawał się klarowny. Mimo to treść przepłynęła przeze mnie ekspresowo i niewiele po sobie pozostawiła.
Albo się z tą pozycją nie zrozumiałyśmy albo niestety - kolejna książka wydmuszka.
Zamiast być gąbką chłonącą wiedzę lub chociaż naczyniem, które jest w stanie ją przetrzymać i przekazać dalej - wobec tej książki byłam jak durszlak. Teoretycznie wiem o czym czytałam, przekaz również wydawał się klarowny. Mimo to treść przepłynęła przeze mnie ekspresowo i niewiele po sobie pozostawiła.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAlbo się z tą pozycją nie zrozumiałyśmy albo niestety - kolejna książka...
Ładne i miłe i fajne, zmoczył łóżeczko, jest cieplutko a potem zimno. Wzrusza mnie dzieciństwo ostatnio, nie wiem czemu, tu jest bardzo dobrze o dzieciństwie napisane. Mały autystyczny chłopczyk próbuje poradzić sobie z kryzysami: wiary, upadłością finansową rodziców, dręczycielstwa i rodzicami jako tako, przeklęty ojcze! Zdziwiły mnie te religijne wynurzenia na pół książki, ale może tak musiało być, może. Znacznie bardziej podobał mi się początek i koniec, ale może tak musiało być, może bez tego tak by mi się to nie podobało. Polecam
Ładne i miłe i fajne, zmoczył łóżeczko, jest cieplutko a potem zimno. Wzrusza mnie dzieciństwo ostatnio, nie wiem czemu, tu jest bardzo dobrze o dzieciństwie napisane. Mały autystyczny chłopczyk próbuje poradzić sobie z kryzysami: wiary, upadłością finansową rodziców, dręczycielstwa i rodzicami jako tako, przeklęty ojcze! Zdziwiły mnie te religijne wynurzenia na pół...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie sądziłam, że kiedyś to napiszę, ale James Joyce ma moje czytelnicze serduszko.
Tak naprawdę "Portret artysty z czasów młodości" jest, jak na tego pisarza, dość lekką książką. I pod względem ilości stron, i tego, co tam się znajduje. Momentami zaskakuje, szokuje, i przyprawia o ciarki. Ale też świetnie pokazuje proces przemiany wewnętrznej Stefana, który dorasta do tego, aby żyć po swojemu! I to czyni tę książkę uniwersalną - w pewnym momencie każdy z nas musi coś odrzucić w swoim życiu, aby być wolnym. I tak też jest ze Stefanem.
Oczywiście, że to Joyce, to nic nie jest tak prosto napisane. Ale mi pasuje maniera Joyce'a - pokazanie tego, co jest, bez upiększeń. Może też dlatego wiele osób tak bało się tego pisarza? Bo jest największym realistą w historii literatury? Kto wie?
Jeśli chcecie przeczytać coś Jamesa Joyce'a, a boicie się "Ulissesa", to "Portret..." jest dobrą rozgrzewką. I też mądrą.
Książkę dołączam do Wielkobukowego Binga 2024 pod hasłem "Miejsce akcji: szkoła, akademia, uniwersytet".
Nie sądziłam, że kiedyś to napiszę, ale James Joyce ma moje czytelnicze serduszko.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak naprawdę "Portret artysty z czasów młodości" jest, jak na tego pisarza, dość lekką książką. I pod względem ilości stron, i tego, co tam się znajduje. Momentami zaskakuje, szokuje, i przyprawia o ciarki. Ale też świetnie pokazuje proces przemiany wewnętrznej Stefana, który dorasta do tego,...
Wszystko co Joyce pisał przed Ulissesem jest najwyżej ciekawostką czytelniczą a nie czymś wielkim. Joyce to tak naprawdę dwa dzieła -Ulisses i Finnegans Wake. I w zasadzie tyle. Portret artysty... to sympatyczna książka dla zainteresowanych Irlandią i samym Joycem dojrzewającym dopiero do tworzenia rzeczy wielkich ale niewiele więcej. Taki irlandzki Mark Twain zanim postanowił być kimś kogo jeszcze nie było. A można raczej poczytać Arthura C. Clarke'a, Dicka czy Lema co pisali o rzeczach dużo bardziej interesujących czy Ann Rule piszącej o seryjnych mordercach czy cokolwiek innego.
Wszystko co Joyce pisał przed Ulissesem jest najwyżej ciekawostką czytelniczą a nie czymś wielkim. Joyce to tak naprawdę dwa dzieła -Ulisses i Finnegans Wake. I w zasadzie tyle. Portret artysty... to sympatyczna książka dla zainteresowanych Irlandią i samym Joycem dojrzewającym dopiero do tworzenia rzeczy wielkich ale niewiele więcej. Taki irlandzki Mark Twain zanim...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to