W poszukiwaniu straconego czasu. Tom 3: Strona Guermantes

687 str. 11 godz. 27 min.
- Kategoria:
- klasyka
- Format:
- papier
- Cykl:
- W poszukiwaniu straconego czasu (tom 3)
- Tytuł oryginału:
- À la recherche du temps perdu. Le Côté de Guermantes
- Data wydania:
- 1957-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1957-01-01
- Liczba stron:
- 687
- Czas czytania
- 11 godz. 27 min.
- Język:
- polski
- Tłumacz:
- Tadeusz Boy-Żeleński
Trzecia część cyklu „W poszukiwaniu straconego czasu”.
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama
Szukamy ofert...
Kup W poszukiwaniu straconego czasu. Tom 3: Strona Guermantes w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki W poszukiwaniu straconego czasu. Tom 3: Strona Guermantes
Poznaj innych czytelników
2386 użytkowników ma tytuł W poszukiwaniu straconego czasu. Tom 3: Strona Guermantes na półkach głównych- Chcę przeczytać 1 455
- Przeczytane 902
- Teraz czytam 29
- Posiadam 288
- Ulubione 65
- Literatura francuska 24
- Chcę w prezencie 23
- Klasyka 17
- 2013 6
- Literatura francuska 6







































OPINIE i DYSKUSJE o książce W poszukiwaniu straconego czasu. Tom 3: Strona Guermantes
O ile było dosyć proste iść w stronę Meseglise (w sławetną stronę Swanna),co innego było wybrać się w stronę Guermantes. Zauważmy, jak wspaniale sfinks Odety zmienia się na przestrzeni całego cyklu w słoniowatą mumię z komicznym futerałem na trąbę guermantoidalnego typu.
O ile było dosyć proste iść w stronę Meseglise (w sławetną stronę Swanna),co innego było wybrać się w stronę Guermantes. Zauważmy, jak wspaniale sfinks Odety zmienia się na przestrzeni całego cyklu w słoniowatą mumię z komicznym futerałem na trąbę guermantoidalnego typu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo dwóch tomach z zerową akcją objawienie, wydarzenia zaczynają się zagęszczać, a bohater, choć wciąż skupiony na własnych odczuciach, zaczyna wchodzić w interakcje z ludźmi. Gdyby to była zwykła książka nadal można by uznać, że wydarzenia są niemiłosiernie rozwleczone w czasie, jednak skoro to Proust wydaje się, jakby styl zmienił się na reporterski.
Autor sporo uwagi poświęca arystokracji, którą odbiera jako gnuśną i próżną. Ja czytając " W stronę Guermantes" pomyślałam, jak straszne musiało być życie w czasach, w których dozwolone jest tyko to, co przystoi, a nie to, na co ma się ochotę. Myślę że spora część arystokracji miała potencjał do tego, by zrobić coś dobrego dla świata lub dla siebie, niestety, ich pragnienia i możliwości były spętane miliardem konwenansów, które całkowicie uniemożliwiały im działanie.
Proust destyluje miałkość dyskusji prowadzonych w salonach, brak głębi i skupienie na formie, ale im dłużej się to czyta, tym bardziej zaczyna się rozumieć Francuzów, którzy - w zdecydowanej większości - wciąż są więźniami tego, co uważają za słuszne. Postawy bohaterów są wręcz wzorem francuskości i jestem przekonana, że służyły wielu pisarzom z innych krajów za przykład po to, by scharakteryzować rodzimą arystokrację.
Po dwóch tomach z zerową akcją objawienie, wydarzenia zaczynają się zagęszczać, a bohater, choć wciąż skupiony na własnych odczuciach, zaczyna wchodzić w interakcje z ludźmi. Gdyby to była zwykła książka nadal można by uznać, że wydarzenia są niemiłosiernie rozwleczone w czasie, jednak skoro to Proust wydaje się, jakby styl zmienił się na reporterski.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor sporo uwagi...
Czasem w literaturze zdarzają się dzieła, które nie proszą o uwagę, lecz ją hipnotyzują, nie oferują narracyjnego komfortu, lecz wymagają estetycznej cierpliwości i umysłowej czujności. Strona Guermantes, trzeci tom monumentalnego cyklu W poszukiwaniu straconego czasu Marcela Prousta, jawi się jako jedno z tych arcydzieł, które nie przychodzą do czytelnika – to czytelnik musi do nich dojść, krok po kroku, zdanie po zdaniu, przez labirynt wspomnień, wrażeń, przeżyć i refleksji. Od pierwszych stron Proust nie pozostawia złudzeń: nie opowiada historii w linearnym sensie, nie buduje napięcia klasycznego romansu czy powieści psychologicznej, lecz raczej rozszerza świadomość o to, co w nas wszystkich ledwie uchwytne – zmienność czasu, subtelność relacji społecznych, tajemniczą mechanikę pamięci i, przede wszystkim, złożoność istnienia, której nie sposób ująć w proste kategorie.
Strona Guermantes jest dziełem przejścia, zarówno fabularnie, jak i estetycznie – to właśnie tutaj narrator porzuca dzieciństwo i młodzieńcze oczarowania, by wejść w świat arystokracji, kultury salonów, dwuznacznych gestów i społecznych rytuałów, które tak doskonale pozorują treść, a tak często są pustką opakowaną w pozory znaczenia. A jednak Proust nie potępia tej rzeczywistości – on ją kontempluje, rozbiera z gracją na czynniki pierwsze, niekiedy drwi, niekiedy zachwyca się jej detalem, jakby świat był dziełem sztuki, które jednocześnie wywołuje śmiech i melancholię. Fascynujące jest to, że w tej książce niemal nic się nie dzieje w tradycyjnym sensie – nie ma wielkich dramatów, nie ma przygód, nie ma zbrodni ani wielkich namiętności, a mimo to trudno oderwać się od tych stron, na których narrator z chirurgiczną precyzją i liryczną czułością analizuje choćby jedną zmianę tonu w głosie księżnej, jedno spojrzenie, jeden ruch wachlarza. Głębia tej obserwacji nie jest efektem przesadnej dbałości o detal – jest wyrazem filozoficznej prawdy o świecie, w którym znaczenie kryje się właśnie w tym, co powierzchowne, niedopowiedziane, między słowami.
Narrator Strony Guermantes porusza się wśród arystokracji niczym antropolog w obcym plemieniu – z jednej strony zauroczony ich manierami, z drugiej – boleśnie świadomy pustki, jaką te maniery maskują. Spotkania z księżną Guermantes, z baronową, z wojskowym Saint-Loupem czy z ciotką narratorową są jakby teatralnymi scenami, w których każdy gest ma swoje znaczenie, ale nikt nie gra w zgodzie ze sobą – wszyscy są postaciami w teatrze społecznym, który Proust demaskuje, ale nigdy nie szydzi. Ujmujące jest to, że mimo tej ironii i dystansu, autor nie potępia nikogo – każda postać ma w sobie tragizm i piękno, każda odsłania kawałek prawdy o człowieku, każda jest portretem zbudowanym nie z faktów, lecz z wrażeń. I to właśnie wrażeniowość jest największym triumfem tego tomu – Proust udowadnia, że pamięć nie jest skarbcem, lecz procesem; że to nie my posiadamy wspomnienia, ale one posiadają nas. Rozmyślania narratora nad kolorem sukni, nad odbiciem światła w salonie, nad brzmieniem nazwiska Guermantes są o wiele bardziej nośne niż jakiekolwiek fakty biograficzne – są próbą uchwycenia ulotności życia, w którym trwałość nie istnieje, a jedyną niezmienną wartością jest zmienność samej percepcji.
Lektura Strony Guermantes to doświadczenie powolne, wymagające, momentami wręcz medytacyjne – ale też zaskakująco aktualne. Bo choć opisuje świat, który już nie istnieje, jego mechanizmy są nadal obecne – w każdym korporacyjnym spotkaniu, w każdej dwuznacznej relacji towarzyskiej, w każdej tęsknocie za przeszłością, która wydaje się piękniejsza tylko dlatego, że już minęła. To, co czyni tę powieść wybitną, to nie tylko styl – zdania Prousta, rozciągnięte jak muzyczne frazy, pełne rytmu, metafor i olśnień, mają swój autonomiczny świat, który sam w sobie jest dziełem sztuki. To także intelektualna głębia, która nigdy nie przysłania emocjonalnej prawdy. Gdy narrator opowiada o chorobie ciotki, o chłodzie księżnej Guermantes, o absurdalnych spotkaniach towarzyskich, nie robi tego dla efektu – robi to, bo wierzy, że wszystko, nawet najbardziej błahe doświadczenie, zawiera w sobie nieskończoność sensu, jeśli tylko umie się patrzeć. Czytelnik, który pozwoli sobie zatopić się w tę lekturę, może poczuć się najpierw zagubiony, potem oszołomiony, a w końcu – przemieniony. Nie dlatego, że fabuła go poruszyła, ale dlatego, że jego własny sposób myślenia, jego własna wrażliwość zostanie subtelnie przestawiona na inne tory.
Strona Guermantes nie mówi, jak żyć, nie moralizuje, nie poucza – ale uczy widzieć, słyszeć, czuć z większą intensywnością. A to w literaturze najcenniejszy dar. I może dlatego, mimo całej swojej wymagającej formy, powieść ta daje poczucie głębokiej radości – nie radości łatwej i powierzchownej, ale tej, która wynika z kontaktu z czymś prawdziwie pięknym, autentycznym, przejmującym. Bo oto przez chwilę, wśród tych długich zdań i powolnych refleksji, wśród wspomnień i gestów, wśród salonowych rozmów i wewnętrznych monologów, dane jest nam obcować z samym czasem – nie tym z zegarka, ale tym, który płynie przez nasze dusze, przez nasze wspomnienia, przez nasze pragnienia. I za to doświadczenie Proust zasługuje nie tylko na podziw – zasługuje na wdzięczność.
Czasem w literaturze zdarzają się dzieła, które nie proszą o uwagę, lecz ją hipnotyzują, nie oferują narracyjnego komfortu, lecz wymagają estetycznej cierpliwości i umysłowej czujności. Strona Guermantes, trzeci tom monumentalnego cyklu W poszukiwaniu straconego czasu Marcela Prousta, jawi się jako jedno z tych arcydzieł, które nie przychodzą do czytelnika – to czytelnik...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Strona Guermantes” to trzecia część serii „W poszukiwaniu straconego czasu”, w której główny bohater przedstawia rodzinę Guermantes i swoje związki z nią.
Powieść skupia się wokół kilku głównych wydarzeń, jak np. wizyta na obiedzie u Oriany (księżna de Guermantes),czy choroba babki głównego bohatera. Pomiędzy tymi wydarzeniami opisywane są inne, pomniejsze sytuacje. W głównej mierze książka skupia się na analizie poszczególnych osób z rodziny Guermantes lub powiązanych z nimi osób podczas spotkań arystokracji. Proust często przywołuje też sprawę Dreyfusa, przy okazji pokazując, jak podzieliło się społeczeństwo na jej skutek.
Książkę czytało się dobrze, choć nie zawsze, ponieważ niektóre sceny były zwyczajnie nudne. Z pewnością płynne czytanie utrudniała ilość nazwisk, jakie pojawiały się na kolejnych stronach oraz, odmienna od polskiej, tytulatura arystokracji – tytuły „duchess” i „princess” (angielskie odpowiedniki) oznaczają dwie różne osoby, a oba tłumaczone są jako „księżna”. Ostatecznie niezbędne było wspomożenie się drzewem genealogicznym rodziny Guermantes podczas lektury.
Tym co mnie się spodobało była analiza psychiki poszczególnych postaci, którą Proust potem przełożył na praktykę. Idealnym przykładem był fragment drugiej części, w którym główny bohater dokonał analizy tzw. „ducha Guermantes” i analizy księżnej Parmy, a następnie opisał scenę obiadu u Oriany komentując wypowiedzi bohaterów w kontekście tych analiz. Taki środek – choć wydłużał powieść – bardzo ułatwiał czytanie książki. Lektura pozostawiła po sobie dobre wspomnienie i ogromną satysfakcję ze skończenia kolejnej części serii.
„Strona Guermantes” to trzecia część serii „W poszukiwaniu straconego czasu”, w której główny bohater przedstawia rodzinę Guermantes i swoje związki z nią.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść skupia się wokół kilku głównych wydarzeń, jak np. wizyta na obiedzie u Oriany (księżna de Guermantes),czy choroba babki głównego bohatera. Pomiędzy tymi wydarzeniami opisywane są inne, pomniejsze sytuacje. W...
Strona guermantes, to tom w którym coraz bardziej da się zauważyć antysemityzm i jeszcze bardziej Proust akcentuje pychę i próżność arystokracji. Ponadto dosyć często przewija się wątek niejakiego Dreyfusa. Warto przybliżyć sobie tą postać. " Oficer i szpieg" w reżyserii Romana Polańskiego , by mieć jako takie pojęcie. Pozornie, miejscami może wydawać się nudne, ale nie dajmy zwieść się pozorom. Ta nuda to część przedstawienia. Musimy przez to przejść, by poznać ówczesne konwenanse i obyczaje.
Nic tu nie jest dziełem przypadku.
Wszystko zostało zaplanowane w najdrobniejszym szczególe.
Czwarty tom już zamówiony.
Płonę z ciekawości!
Strona guermantes, to tom w którym coraz bardziej da się zauważyć antysemityzm i jeszcze bardziej Proust akcentuje pychę i próżność arystokracji. Ponadto dosyć często przewija się wątek niejakiego Dreyfusa. Warto przybliżyć sobie tą postać. " Oficer i szpieg" w reżyserii Romana Polańskiego , by mieć jako takie pojęcie. Pozornie, miejscami może wydawać się nudne, ale nie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUsłyszałem w latach liceum, zobaczyłem w księgarni na początku studiów, kupiłem w 1996, zacząłem czytać ale przynudzało.
Solidnie zabrałem się za czytanie po 'półkowaniu' przez ponad ćwierć wieku, po ukończeniu dwóch fakultetów humanistycznych, w okolicy 50 urodzin, dając sobie rok, po pięć-osiem stron dziennie.
Czytałem wielopłaszczyznowo, dyktując sobie niemal 150 stron cytatów bądź ważnych bądź fin-de-siecle'owo poetyckich, bądź też finezyjnie żartobliwych, a dzięki potędze Internetu oglądając wspominane dzieła sztuki rzeźbiarsko-malarskiej, czytając streszczenia utworów literackich pojawiających się w powieści, słuchając omawianych utworów muzycznych na YouTube, zapoznając się ze szczegółami opisywanych wydarzeń politycznych we Francji (Wikipedia),zwiedzając miejscowości z poziomu Google Street View (przecudna Normandia!) i w międzyczasie wizytując Paryż i jego główne muzea wczesną, deszczową wiosną, próbując kremu Brulee w La Perouse.
Lektura, tak czytana, niewiarygodnie poszerzyła moje horyzonty i wiedzę o Francji, nie tylko przełomu XIX/XX wieku, ale i współczesnej.
Wspaniałe opisy salonów, zabawy "światowej", wreszcie wreszcie nieuniknionego, powodowanego przez zmiany społeczne starzenia się i zanikania tychże.
I te zdania kwitnące od wielowątkowych komentarzy do wtrąceń między aluzjami, rojące się od przecinków co dwa-trzy słowa.
Dla mnie Arcydzieło, również w przekładzie trzech tłumaczy, w tym nieodżałowanego wirtuoza języka, Tadeusza Boya-Żeleńskiego!
Usłyszałem w latach liceum, zobaczyłem w księgarni na początku studiów, kupiłem w 1996, zacząłem czytać ale przynudzało.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSolidnie zabrałem się za czytanie po 'półkowaniu' przez ponad ćwierć wieku, po ukończeniu dwóch fakultetów humanistycznych, w okolicy 50 urodzin, dając sobie rok, po pięć-osiem stron dziennie.
Czytałem wielopłaszczyznowo, dyktując sobie niemal 150 stron...
Mniej nudna niż wcześniejsze.
Mniej nudna niż wcześniejsze.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo wciąż ten sam genialny Proust, którego poznałem w pierwszych dwóch tomach. Nudne jak cholera!
To wciąż ten sam genialny Proust, którego poznałem w pierwszych dwóch tomach. Nudne jak cholera!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobrnąłem do 3. tomu, gdy byłem chory na studiach. Obecnie zbieram „W poszukiwaniu utraconego czasu” Wydawnictwa Officyna w nowych przekładach. Do tej pory miałem problem, na które wydanie się zdecydować.
Dobrnąłem do 3. tomu, gdy byłem chory na studiach. Obecnie zbieram „W poszukiwaniu utraconego czasu” Wydawnictwa Officyna w nowych przekładach. Do tej pory miałem problem, na które wydanie się zdecydować.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJa doskonale sobie zdaję sprawę z tego, że proza Prousta wymaga sporej dozy skupienia, samozaparcia i cierpliwości. Raz, że jest to bardzo „szczegółowa” literatura a dwa, że Proust jest niesamowicie wylewny i dygresyjny w prowadzeniu fabuły. Ale o ile w pierwszych dwóch tomach było to bardzo ciekawe i interesujące tak w tomie trzecim trochę nużyło. Jeszcze gdyby działo się coś innego niż wcześniej…
„Strona Guermantes” to po raz wtóry opis miłosnych perturbacji narratora, kiedy to zakochuje się po raz kolejny w pewnej kobiecie. Mam ten sam schemat jego podchodów i zabiegów by zbliżyć się do obiektu pożądania a wszystkie swoje perturbacje okrasza setkami wspomnień, dygresji i anegdot. Jedne ciekawsze, inne mniej. W pewnej chwili zaczęło mnie to wręcz nużyć, na próżno bowiem szukać było w fabule jakichś fajerwerków. Te zdarzały się gdy narrator zaczął opowiadać chociażby o niezawodnej służącej Franciszce czy o przyjacielu Robercie Saint – Loup. Mniej za to interesowały i intrygowały „relacje z salonów”.
Po raz kolejny chylę czoła przed kunsztem literackim Prousta. Pisze on bowiem ciągle przepięknie, ma znakomity zmysł obserwacji, jest czułym, bystrym i przenikliwym obserwatorem. Bardzo inteligentnie wplata w fabułę elementy filozofii czy polityki, chociażby w tym tomie bardzo mocno akcentował i często wracał do słynnej sprawy Dreyfusa, którą swego czasu żyła cała Francja a z nią i reszta świata (polski czytelnik lub widz może ją kojarzyć z filmu Romana Polańskiego „Oficer i szpieg”). Ale też bardzo swobodnie i pewnie porusza się po takich tematach jak sztuka, kultura czy szeroko pojmowane kwestie społeczne.
I chociaż troszkę się wynudziłem podczas lektury tego tomu to i tak nie żałuję przeczytania bo mimo wszystko to ciągle znakomita uczta literacka.
Ja doskonale sobie zdaję sprawę z tego, że proza Prousta wymaga sporej dozy skupienia, samozaparcia i cierpliwości. Raz, że jest to bardzo „szczegółowa” literatura a dwa, że Proust jest niesamowicie wylewny i dygresyjny w prowadzeniu fabuły. Ale o ile w pierwszych dwóch tomach było to bardzo ciekawe i interesujące tak w tomie trzecim trochę nużyło. Jeszcze gdyby działo się...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to