
Szachownica flamandzka

394 str. 6 godz. 34 min.
- Kategoria:
- kryminał, sensacja, thriller
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2009-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2009-01-01
- Liczba stron:
- 394
- Czas czytania
- 6 godz. 34 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788374956406
Wspaniała przygoda z pogranicza sztuki, szachów i mrocznej opowieści detektywistycznej. Ktoś popełnił morderstwo w 1469 roku. Klucz do zagadki tkwi wśród figur przedstawionych na flamandzkim obrazie.
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Szachownica flamandzka w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Szachownica flamandzka
Poznaj innych czytelników
3749 użytkowników ma tytuł Szachownica flamandzka na półkach głównych- Przeczytane 2 526
- Chcę przeczytać 1 192
- Teraz czytam 31
- Posiadam 543
- Ulubione 69
- 2024 40
- Literatura hiszpańska 25
- Kryminał 23
- 2025 18
- Kryminały 17











































OPINIE i DYSKUSJE o książce Szachownica flamandzka
Ciekawa intryga oparta na tajemnicy obrazu i partii szachów. Natomiast postacie są zbyt przesiąknięte stereotypami.
Ciekawa intryga oparta na tajemnicy obrazu i partii szachów. Natomiast postacie są zbyt przesiąknięte stereotypami.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzyjemnie się czytało.
Przyjemnie się czytało.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo cenię hiszpańską twórczość. od jakiegoś czasu sięgam i po klasyki i po współczesnych pisarzy, by lepiej poznać tamtejsza kulturę, obyczaje i język. Tę książkę polecam. Hiszpańskie tak!
Bardzo cenię hiszpańską twórczość. od jakiegoś czasu sięgam i po klasyki i po współczesnych pisarzy, by lepiej poznać tamtejsza kulturę, obyczaje i język. Tę książkę polecam. Hiszpańskie tak!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tonieeee... nie będę tracić czasu na narcystyczną grafomanię. Irytujący do bólu główni bohaterowie nie widzący na świecie nic poza czubkiem własnego nosa, podobnie zresztą jak autor, który epatuje rozbudowanymi opisami życia, wspomnień i przemyśleń tzw. światka artystycznego Hiszpanii popisując się przy tym "znajomością" szachów, środowiska homoseksualistów, tematyki konserwacji obrazów i to wszystko ubrane w niestanne rozważania kto z kim, kiedy, na jak długo i od której strony (dosłownie). Zamierzenia były ambitne i mogłaby z nich powstać ciekawa konstrukcja, ale wyszło z tego nikomu nie potrzebne czytadło (słownie: czytadło)...
nieeee... nie będę tracić czasu na narcystyczną grafomanię. Irytujący do bólu główni bohaterowie nie widzący na świecie nic poza czubkiem własnego nosa, podobnie zresztą jak autor, który epatuje rozbudowanymi opisami życia, wspomnień i przemyśleń tzw. światka artystycznego Hiszpanii popisując się przy tym "znajomością" szachów, środowiska homoseksualistów, tematyki...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo prostu wspaniała.
Po prostu wspaniała.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJednakowo nudne dla grających i nie grających w szachy: pierwszych szachy nie kręcą, drudzy z politowaniem wzruszają ramionami nad banalnymi oczywistościami tudzież groteskową pseudo filozofią królewskiej gry. No i ten genialny szachista, który nigdy nie wygrywa, bo lubi się znęcać nad przeciwnikami (nikt normalny nie lubi dostać wygranej w prezencie),co jest absurdem - Magnus Carlsen lubi grywać podejrzane schematy po to, by podobnie jak prowincjonalny hiszpański geniusz zmusić się do maksymalnego wysiłku i wygrać przegraną pozycję. Wygrać, a nie masturbować się samym wysiłkiem.
Jednakowo nudne dla grających i nie grających w szachy: pierwszych szachy nie kręcą, drudzy z politowaniem wzruszają ramionami nad banalnymi oczywistościami tudzież groteskową pseudo filozofią królewskiej gry. No i ten genialny szachista, który nigdy nie wygrywa, bo lubi się znęcać nad przeciwnikami (nikt normalny nie lubi dostać wygranej w prezencie),co jest absurdem -...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Szachownica flamandzka” jest pierwszym dziełem autorstwa Arturo Pérez-Reverte, z którym się zetknęłam i muszę przyznać, że nie bawiłam się przy nim źle, ale nie bawiłam się też dobrze. Muszę przyznać, że autor zrobił świetny research w zakresie dawnych i współczesnych zasad szachowych, czy realiów pracy konserwatorów dzieł sztuki. Dzięki niemu dowiedziałam się kilku ciekawych informacji i wyszło to naprawdę nieźle, bo miałam poczucie, że autor wie, o czym pisze i nic mi nie zgrzytało. Z początku pomysł na tę książkę wydawał mi się naprawdę obiecujący, zagadka sprzed wieków została ciekawie i niebanalnie wprowadzona do całej historii, jednakże im dalej byłam w lekturze, tym było coraz gorzej i na koniec poczułam zmarnowany, dobrze zapowiadający się potencjał. Niestety, choć próbowałam, to nie dopatrzyłam się w książce zbyt wielu plusów, które mogłyby zmienić moje finalne odczucia i jakoś wytłumaczyć tę pozycję lub ją bronić.
Akcja przez dłuższą część książki wlokła się tak długo, że niekiedy nie widziałam w tym sensu, zmuszałam się do lektury i się męczyłam. Od pierwszego morderstwa do kolejnego była spora przerwa i nie jestem w stanie przywołać, co pomiędzy nimi się działo. Bohaterowie robili wszystko i nic. Momentami siadali i próbowali rozwikłać zagadkę, a chwilę później kręcili się po pubach, restauracjach czy targach i sprawiali na mnie wrażenie, jakby wcale im na tym nie zależało. Rozdziały często sprawiały wrażenie usilnie zapchanych wizjami Julii z przeszłości, w których wczuwała się, co mógł czuć rycerz, co jego ukochana i jak mógł zostać uknuty cały spisek. Było to przedstawiane jako coś wyniosłego, lecz na mnie nie zrobiło to zbyt wielkiego wrażenia. Intryga, która z początku wzbudzała moją ciekawość, po pewnym czasie stała się mało poryszająca i zachęcająca do dalszego czytania. W pewnym momencie lektury było nagle tak dużo obszernych opisów ruchów szachowych, że aż zaczynałam się męczyć.
Ze wszystkich postaci najbardziej spodobała mi się kreacja Munoza. Podczas lektury czułam, że miał w sobie więcej determinacji i zapału niż Julia, żeby rozwikłać całą tajemnicę. Zgadzam się z Cesarem, był z niego istny Sherlock. Zwłaszcza zaimponował mi jego pomysł na przeprowadzenie analizy wstecznej partii szachowej, nie przypuszczałam, że można w ten sposób dojść do wcześniejszych, potencjalnych ruchów. Ponadto miał sporo filozoficznych i matematycznych dylematów i w tej kwestii zwłaszcza ciekawe były jego wymiany spostrzeżeń z Belmonte, jak ścierały się ich różne punkty widzenia. Bardzo próbował wszystko wyjaśnić logiką i matematyką, a jego determinacja sprawiła, że jak dla mnie wyróżniał się na tle reszty.
Niestety w porównaniu do reszty postaci główna bohaterka – Julia wypadła według mnie nijako i bledła na tle innych postaci. Jedyny fragment, w którym wydawała się naprawdę żywa i autentyczna, był gdy przestraszyła się o swoje życie. Miała wchodzić do domu, ścisnęła w dłoni pistolet, a nagle nastąpiło wspomnienie związane ze śmiercią jej ojca. Poza tym tą jedną sceną z biegiem akcji nie wyróżniała się niczym szczególnym. Miałam wrażenie, że gdyby nie narrator, który momentami informował o jej emocjach czy reakcjach, trudno byłoby mi poznać jej charakter, bo ani z dialogów, ani z działań w ogóle to nie wychodziło.
Rozwiązanie tajemnicy w ogóle mnie nie kupiło, a tym bardziej (nie)uzasadnienie działań osoby, która stała za morderstwami. Było jak dla mnie płytkie, nieprzekonujące i bardzo psujące pomysł na całą książkę. Jakby tego było mało, po przyznaniu się winnego do popełnionych czynów akcja ciągnęła się bezsensownie, co sprawiło, że myślę o końcówce tej książki jako zbyt rozwleczonej. Nie przekazała ona nic, co mogłoby zmienić moje odczucia. W dodatku na koniec książki Julia pozostawiła we mnie niesmak swoją decyzją, gdyż była kreowana, i sama o sobie miała mniemanie, na postać dobrą, bez skazy. Jest to dla mnie bardzo dyskusyjne, bo jej zachowanie stanęło w sprzeczności z tym, co narrator i sama bohaterka próbowali mi wmusić przez całą historię, bez żadnego pokrycia.
„Szachownica flamandzka” okazała się dla mnie dość wymagającą lekturą, podczas której wielokrotnie zastanawiałam się, czy warto żebym brnęła w nią dalej. Pomysł na fabułę miał duży potencjał, był ciekawy, jednak jego realizacja mnie nie przekonała. Zbyt wiele miejsca zajęły techniczne opisy i rozważania, które mnie męczyły i spowalniały tempo, odbierając historii napięcie. Spokojnie poradziłaby sobie bez nich. Choć doceniam research i zamysł autora, to ostatecznie czuję, że niewiele bym straciła, gdybym po tę książkę w ogóle nie sięgnęła.
„Szachownica flamandzka” jest pierwszym dziełem autorstwa Arturo Pérez-Reverte, z którym się zetknęłam i muszę przyznać, że nie bawiłam się przy nim źle, ale nie bawiłam się też dobrze. Muszę przyznać, że autor zrobił świetny research w zakresie dawnych i współczesnych zasad szachowych, czy realiów pracy konserwatorów dzieł sztuki. Dzięki niemu dowiedziałam się kilku...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo przeciętny thriller. Pomysł był, potencjał również, niestety: realizacja zaległa pod mostem. Wymieszana z tym co na brzeg wyrzuciła rzeka.
Koncepcja jest obiecująca: tajemnica zbrodni sprzed wieków została ukryta na flamandzkim malowidle, a konkretnie w prezentacji partii szachów. Spodziewałem się po tym petardy: wyrafinowanej zagadki z przestrzenią do intelektualnych dywagacji. Coś jak Dan Brown, ale jednak ze wskazaniem na "intelektualnych".
Niestety, Dan Brown przy tym jest arcymistrzem literatury. Perez-Reverte położył swoje dzieło na całej linii. Bohaterowie: beznadzieja. Jeszcze główna bohaterka daje radę, od biedy, ale to jest postać, którą definiuje fakt, że jest młodą, ładną kobietą. Nic więcej. W dodatku ma sporo siana między uszami i takie jej przemyślenia, że komuś prawdopodobnie śmierdzą skarpetki bo wygląda przeciętnie i ma wytarty kołnierzyk (!) dodają jej tej szczególnej klasy, której nie szukam.
Klasę mają także jej towarzysze - podstarzały gej, uderzający w niemal wszystkie szablony "klasycznej" literackiej czy filmowej gejowości (tak, nosi apaszki pod szyją - czy wszak mógłby być gej bez apaszki?),nieodmiennie sprowadzający na "złą" drogę pięknych młodzieńców (to zawsze muszą być młodzieńcy!) czy również podstarzała przyjaciółka, bogata właścicielka galerii robiąca to co powinna robić bogata-szablonowa-właścicielka-galerii czyli zachowuje się jak idiotka, ubiera jak tania dziwka, wciąga kokę i... oczywiście... gromadzi pięknych młodzieńców (nie chcę się powtarzać, ale...). Na jakimś etapie zastanawiałem się czy w ogóle te dwie postaci nie toczą ze sobą gry: które z nich zdobędzie więcej pięknych młodzieńców. Bosz... jakie to durne. Zdaniem autora zaś: jakie to wyrafinowane!
Ale durne jest nie dlatego, że ktoś tam jest gejem czy podstarzałą fanatyczką młodych ciał - to wszystko jest w sumie akceptowalne, a nawet normalne. Durne jest to, że wszyscy są po prostu głupimi schematami, do tego stopnia, że bohaterka - przypomnijmy: kobieta - musi mieć objaśniony świat przez geja, który widzi więcej - uwaga! - dzięki swojej kobiecości. No jasne. Gej bardziej kobiecy niż kobieta - ale w końcu nosi apaszki na szyi, a ona nie, to chyba przesądza sprawę. Ona, dla odmiany, instruuje go w temacie awaryjnych sprayów do naprawy opon (geje nie znają tej technologii, bo nie wiąże się z apaszkami),a dostawszy do ręki broń (pistolet Derringer) zachowuje się tak jak pewnie zachowałaby się każda kobieta i 90% mężczyzn: kiwa głową i chowa do torebki. Później zaś, bez ćwiczeń, bez testów, bez niczego, wie jak tej broni użyć. Pomijam już tutaj fakt, że jeśli ktoś chowa Derringera do torebki (większość modeli nie ma zabezpieczeń i mogą sobie odpalić same z siebie przy wstrząsie czy przypadkowym dotknięciu spustu) i go tam po prostu nosi, to jest idiotą (w tym przypadku idiotką) bez wyobraźni.
Acha, to jest ten typ powieści, w której policja tłumaczy się potencjalnie podejrzanej osobie z postępów w śledztwie i wyjaśnia co wie. I ciągle przeprasza. Ale na tym etapie to już nie dziwi, bo poziom absurdu zdaje się sugerować, że czytamy nieudany pastisz, a nie rzecz na poważnie.
Zagadka szachowa jest okay, aczkolwiek jest nieco naciągana - z wielką starannością autor ukrył pewne możliwe ruchy, bo nie pasowały do koncepcji, ale poza tym wątek ogólnie niezły. Niestety, autor nie potrafił rozegrać go klimatycznie, stąd co jakiś czas robił po prostu wrzuty, w których szachista mówi o szachach i rzuca głupimi prawdami objawionymi typu "szachy są jak życie", a pozostali bohaterowie płaczą z zachwytu i doznają objawień jak po amfetaminie. Próbuję wyobrazić sobie pięćdziesięcioletniego faceta, który dostaje orgazmu po usłyszeniu tekstu na temat szachów rodem z literatury klasy D. Nie udaje mi się ta sztuka. Pewnie problem tkwi we mnie. No i pewnie braku apaszki na mojej szyi. Sam nie wiem.
Na domiar złego - i to już kładzie całość - Szachownica flamandzka jest powieścią po prostu nudną. Widać w tym materiał na dobre opowiadanie, ale ewidentnie brakło krwi na więcej, stąd dużo czasu zajmują jakieś totalne bzdury i zapchajdziury, postaci robią różne rzeczy byle tylko je robić (na przykład bohaterka pali hurtowe ilości papierosów - solidne kilka stron książki zajmuje nam wiedzo o sięganiu po papierosy, zapalaniu papierosów, wyrzucaniu papierosów itd),pojawiają się odklejone wizje i przemyślenia, wszystko na poziomie podstawówki ale ubrane w natchnione słowa. Przyznam bez bicia: pierwsza od dawien dawna książka, którą przewijałem. Sądzę, że spokojnie przeskoczyłem z 10-15% - albo ślizgając się po fragmentach tekstu, albo w ogóle je pomijając. I po namyśle żałuję, że tylko tyle. Tu się da skipować kilkustronicowe bloki i nic nie stracić.
Aż 4/10 dlatego, że dotrwałem do końca. I dlatego, że jednak da się to przeczytać. I dlatego, że czytałem rzeczy gorsze. Tylko 4/10 bo jednak nie było warto męczyć się tak długo. Flamandzka szachownica to 40% nudy, 40% głupoty, a te pozostałe 20% to po prostu za mało by uzasadnić lekturę. Lepiej rozłożyć szachy i się na nie pogapić.
Bardzo przeciętny thriller. Pomysł był, potencjał również, niestety: realizacja zaległa pod mostem. Wymieszana z tym co na brzeg wyrzuciła rzeka.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKoncepcja jest obiecująca: tajemnica zbrodni sprzed wieków została ukryta na flamandzkim malowidle, a konkretnie w prezentacji partii szachów. Spodziewałem się po tym petardy: wyrafinowanej zagadki z przestrzenią do...
"Szachownica flamandzka" jest bardzo dobrze zaprojektowana i niewiele brakowało, aby mogła być niemal doskonałą, trzymającą w napięciu powieścią sensacyjną. Wątek szachowej zagadki rozwiązywanej "wstecz" jest intrygujący i nawet przy podstawowej wiedzy o zasadach gry można go śledzić ze zrozumieniem. Po autorze spodziewałam się jednak znacznie więcej i dlatego muszę ocenić ją niżej niż "Ostatnią zagadkę", w której nie irytowały mnie dialogi (forma "księżniczko" wielokrotnego użytku) i dość stereotypowe rysunki postaci (np. główna bohaterka jest śliczna, młoda, zdolna, pracowita, jej przyjaciółka starszawa, rozwiązła, pazerna i wyzywająca). Nie przekonało mnie również rozwiązanie intrygi i motyw działania mordercy, którego psychologiczny portret go (moim zdaniem) nie uzasadnia. Nikomu jej jednak nie odradzam, a nawet myślę, że może się podobać. Czytałam ją z przyjemnością, ale nie pozostawiła po sobie głębszych refleksji.
"Szachownica flamandzka" jest bardzo dobrze zaprojektowana i niewiele brakowało, aby mogła być niemal doskonałą, trzymającą w napięciu powieścią sensacyjną. Wątek szachowej zagadki rozwiązywanej "wstecz" jest intrygujący i nawet przy podstawowej wiedzy o zasadach gry można go śledzić ze zrozumieniem. Po autorze spodziewałam się jednak znacznie więcej i dlatego muszę ocenić...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSama intryga bardzo interesująca, niestety postaci są zbyt płaskie, a Polska edycja (tłumaczenie Muzy z 2000 roku) niedomaga językowo.
Sama intryga bardzo interesująca, niestety postaci są zbyt płaskie, a Polska edycja (tłumaczenie Muzy z 2000 roku) niedomaga językowo.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to