Konstanty Ildefons Gałczyński. Niebezpieczny poeta

- Kategoria:
- biografia, autobiografia, pamiętnik
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2013-10-07
- Data 1. wyd. pol.:
- 2013-10-07
- Liczba stron:
- 304
- Czas czytania
- 5 godz. 4 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788324027705
Kim był ten poeta, który zapisał się w zbiorowej pamięci wierszami o zaczarowanej dorożce, ogórku, który nie śpiewa, i Teatrzykiem Zielona Gęś? Zielonym Konstantym zakochanym na wieki w srebrnej Natalii? Oszustem, słodkim szarlatanem, sztukmistrzem wyciągającym wiersze jak króliki z kapelusza? Kpiarzem sypiącym fajerwerkami dowcipu? A może „psem na forsę” piszącym na akord dla tego, kto zapłaci? Postacią tragiczną, uwikłaną w nałóg i kolejne polityczne układy? Człowiekiem zdolnym oświadczyć się podczas wojennej tułaczki trzem kobietom naraz, gdy w domu czekała żona? A może „księżycowym facetem”, zakochanym przed wszystkim w poezji i muzyce?
Książka Anny Arno odkrywa przed nami wszystkie te twarze Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i jeszcze wiele innych. Podobnie jak jego poezja, mieni się wieloma odcieniami, obraz poety raz jest flamandzkim portretem, raz socrealistycznym plakatem, a innym razem karykaturą z „Przekroju”.
Kup Konstanty Ildefons Gałczyński. Niebezpieczny poeta w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Konstanty Ildefons Gałczyński. Niebezpieczny poeta
Poznaj innych czytelników
373 użytkowników ma tytuł Konstanty Ildefons Gałczyński. Niebezpieczny poeta na półkach głównych- Chcę przeczytać 236
- Przeczytane 129
- Teraz czytam 8
- Posiadam 65
- Ulubione 7
- 2014 6
- Chcę w prezencie 6
- Biografie 5
- Domowa biblioteczka 3
- Biografia 3




































OPINIE i DYSKUSJE o książce Konstanty Ildefons Gałczyński. Niebezpieczny poeta
To nie jest typowa biografia, za co mocno jej się tu oberwało. Bardziej to spis kolejnych punktów w życiorysie, ale okraszony ciekawostkami, cytatami, wydarzeniami literackimi i to mi się bardzo w tej książce podobało. Ogólnie oceniam na plus.
To nie jest typowa biografia, za co mocno jej się tu oberwało. Bardziej to spis kolejnych punktów w życiorysie, ale okraszony ciekawostkami, cytatami, wydarzeniami literackimi i to mi się bardzo w tej książce podobało. Ogólnie oceniam na plus.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLubię w ogóle poezję i znam lepiej jakichś szczególnych poetów? Tego bym nie powiedział, choć “poezyje”mają w mojej domowej biblioteczce swoją (całą) półkę. Gdyby jednak na bezludną wyspę pakować kuferek, to z polskich poetów Gałczyński byłby pierwszy (a jeszcze Leśmian i późno odkryty Herbert).
Kochałem poezje Gałczyńskiego, nim rusycystka odkryła w jego wierszach potencjał do stworzenia szkolnego spektaklu, w którym miałem przyjemność brać udział w czasach licealnych, a które to przedstawienie miało potem tournee po szkołach pewnego niewielkiego miasteczka. Po niewczasie zrozumiałem też szczęście (którego wówczas sami nie dostrzegali ani rozumieli) dalekich kuzynów, których szkoła - w jeszcze bardziej niż moja zapadłej dziurze - nosiła imię szalonego poety, a szkołę tę w ich czasach wizytowała starzejąca się pani Kira…
Gałczyński: późnoromatyczny poeta, pijak i blagier, poliglota i erudyta bez formalnego wykształcenia (na studiach nie zaliczył ani jednego z przedmiotów). Urzędnik udający urzędowanie, gdziekolwiek na urzędzie się znajdował, a w rzeczywistości kalamburujący po urzędowych rubrykach. Autor piosenek, tekstów kabaretowych, ozdoba rubryk “Przekroju” w czasach tegoż spektakularnej świetności. W życiu zaś: bigamista, który mając już (równocześnie! dwie żony, trzeciej, czwartej i piątej pani (też jednocześnie!) proponujący małżeństwo. A jednocześnie liryk jakich mało. Moją ulubioną zabawą literacką “dla młodych panien” byłoby zestawienie słynnego wiersza Słowackiego “Testament mój” z przewspaniałym “Nocnym testamentem” Gałczyńskiego właśnie. Aż mam dreszcze jak to porównawczo czytam (po wielokroć).
Szalona miłość do nieziemsko pięknej i “kaukaskiej” z urody Natalii (później zaś jeszcze i do wielu innych pań),małżeństwo, wzloty i upadki. Alkoholowe ciągi i zamroczenia - kilka razy do roku. Poalkoholowe agresje. Dziś mądrzy uczeni w opisach tych - naprzemiennych zgryw i depresji ze zjazdami w depresyjne uzależnienie - bez wątpienia wyczytali by jakiś rodzaj dwubiegunowej afektywności, choć słowo “cyklofrenia” pojawia się już i we współczesnych Poecie relacjach.
Całą młodość zmaga się Gałczyński z (jakże słusznym) poczuciem wielkości skojarzonym z upokarzającym ubóstwem. Krótkie epizody pracy “na etacie” przekonują go, że się do służby publicznej czy dyplomacji nie nadaje (podobnie jak wcześniej okazało się, że też i nie do kariery wojskowej),a żyć z pisarstwa udaje mu się tylko dzięki nieustannemu wspieraniu przez zaprzyjaźnionych literatów, wydawców i ludzi sztuki, którzy to organizowali mu druk wierszy czy tekstów albo inne “fuchy”.
Swą spokojną przedwojenną przystań zdaje się odnaleźć dopiero w wileńskim “Prosto z mostu”, a która to współpraca - z racji nacjonalistycznych i antysemickich poglądów założyciela, Stanisława Piaseckiego - traktowana była i wówczas, i w późniejszym okresie jako pewna “polityczna naiwność bądź interesowny cynizm” pół-głodującego Poety. Z tej to zresztą współpracy rozliczą go - w okresie powojennym - i inni literaci na zjeździe Towarzystwa, gdzie będą mu wytykać wciąż pojawiające się w jego wierszach scenografie burżuazyjnego, minionego, świata, a nie dość pewne ukształtowanie ideologiczne do nowej rzeczywistości. Zamówionego przez Eilego jubileuszowego panegiryku Bierutowi nie napisał (a miejsce w “Przekroju” czekało),ale już Stalina i pobyt w Moskwie sławił, a i mocno pobódł Miłosza po jego wyjeździe na Zachód (przejmujący “Poemat dla zdrajcy”),choć wszak nie on jeden. Miotał się więc i musiał tłumaczyć z rozpiętości od przedwojennego antysemityzmu do stalinizmu doby powojennej. On chciał być pewnie tylko lirycznym piewcą codzienności, małych szczęść, Księżyca, a tu zawsze trzeba było być z kimś pod rękę, z kimś w jakimś układzie, ciągle w swe liryki wplatać jakieś ideologie.
Konotacje kulturowe Gałczyńskiego przerozległe: Jerzy Waldorf targał go pijanego i był świadkiem jego poalkoholowych szaleństw w redakcji “Przekroju”, Jastrun (senior) poświęcił mu zjadliwą satyrę (“Pijaństwo”),sam redaktor Eile miał coś na jego temat do powiedzenia (i uwielbiał jego powojenne absurdalne drobiazgi, udostępniając mu na stałe dwa okna w Rozmaitościach “Przekroju”),umizgiwał się (w czasach wileńskich) sam młodszy poeta - Miłosz, a bohater filmu “Pornografia” (genialnego - moje “guilty pleasure”!) w chwili uniesienia recytuje strofy z “Inge Bartsch”. Sama zaś Inga dowiaduje się w latach 70-tych, że pewien polski poeta po przedwojennym berlińskim spotkaniu zadedykował jej wiersz…
Na pewno mocno mi ta pozycja porządkuje historię życia Poety. Na pewno wiąże liczne utwory z konkretnymi miejscami, czasami i wydarzeniami, a nawet postaciami z tymże życiem. Na pewno burzy mit przepięknej poezji miłosnej do żony, a właśnie rozdziela te liryki między “żony” dość rozliczne… To wielce udatne porządkowanie…
No i niezła praca wykonana w poszukiwaniu materiałów dokumentujących życie Poety, głosy licznych osób komentujących jego twórczość i wydarzenia wokół jego postaci się toczące (choćby krytyki ideologiczne).
Dobra więc ta biografia. Wyczerpująca. Wnikająca w życiorys i z niego wysnuwająca przyszłe poezje poety. Ale… tak barwna postać jak Konstanty Ildefons zasługiwała na równie błyskotliwe jej opowiedzenie i tego tu jakoś nieco zabrakło. Może to zresztą wina lektorki, w której interpretacji słuchałem audiobooka (później jednak do lektorki się przyzwyczajam i zaczyna mi ona akurat bardzo pasować)? A może ja po prostu fanem biografii nie jestem, czy listów różnych ujawnianych za zgodą czy zgoła wbrew woli listopisarzy? Choć nie powiem, że wizja połączenia świata poetyckiego i jego korzeni w świecie realnym nie wydaje mi się czasem atrakcyjna… Mam tu jakiś problem, jakiś mętlik w sądzeniu.
Marudzę trochę i narzekam, a ostatecznie oceniam na “7”. Taka jest wartość obiektywna, choć subiektywnie to jednak nisko, bo biografii ukochanego poety chciałbym móc dać jednak “dychę”...
W trakcie lektury książki czytam “Kolczyki Izoldy”, a po jej zakończeniu mam do uzupełniania jego “Niobe” i wracam też do myśli o “Zniewolonym umyśle” Miłosza…
Lubię w ogóle poezję i znam lepiej jakichś szczególnych poetów? Tego bym nie powiedział, choć “poezyje”mają w mojej domowej biblioteczce swoją (całą) półkę. Gdyby jednak na bezludną wyspę pakować kuferek, to z polskich poetów Gałczyński byłby pierwszy (a jeszcze Leśmian i późno odkryty Herbert).
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKochałem poezje Gałczyńskiego, nim rusycystka odkryła w jego wierszach...
Wiedzą o życiu twórców, artystów a poetów w szczególności jest wiedzą zbędną. Zwyczajnie. Dzieła, czasem nawet jedno powinno wystarczyć. Ale... czytam takie książki.
Wiedzą o życiu twórców, artystów a poetów w szczególności jest wiedzą zbędną. Zwyczajnie. Dzieła, czasem nawet jedno powinno wystarczyć. Ale... czytam takie książki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak dobrze znacie przedwojenną i powojenną twórczość Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego? Jak dużo wiecie na temat Jego życia- wspomnień z domu rodzinnego, okresu wczesnej młodości, licznych miłosnych rozterek i wewnętrznych dylematów? W końcu, czy kojarzycie ten etap życia Poety, kiedy to pomieszkiwał "na Zachodzie" i rozważał na poważnie emigrację?
Zapewne wielu z Was pamięta jeszcze z czasów szkolnych jeden z najbardziej znanych wierszy Gałczyńskiego- tak pełen groteski, specyficznego poczucia humoru i do tego wywołujący sporo emocji, "Skumbrie w tomacie". Dlatego kiedy pojawiła się możliwość przeczytania i zrecenzowania książki "Niebezpieczny poeta", ucieszyłam się bardzo. Dlaczego? Cenię sobie biografie, ponieważ te pozwalają spojrzeć na danego Człowieka "z krwi i kości". Bez zbędnego upiększania/zakłamywania rzeczywistości. Bez patosu i taryfy ulgowej. Dowiadujemy się co lubił, a za czym nie przepadał (nawet tak prozaiczna i banalna wiedza, jak chociażby ta dotycząca muzycznych upodobań, ukochanego koloru czy znienawidzonego owocu przez Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego wydaje się być w przypadku książki "Niebezpieczny poeta" interesującą kwestią). Widzimy Go takim, jakim po prostu był. W pełnej krasie - ze swoimi zaletami i wadami. Krótko mówiąc, z całym "dobrodziejstwem inwentarza" (przy założeniu, że Autor stara się podejść do zadania w sposób obiektywny).
Za każdym razem, kiedy sięgam po tego typu publikację, biorę pod uwagę możliwość, że mogą pojawić się w niej pewne wątki i informacje, które w oczywisty sposób mogą mnie-Czytelniczkę- niemile zaskoczyć lub nieco zaburzyć moje wyobrażenia na temat życia konkretnego "Bohatera" książki. Czy przeszkadza mi to jednak w odbiorze tego typu literatury? Absolutnie nie. Bo w końcu nie chodzi tu przecież o "stawianie pomnika"/"wystawianie laurki", ale o ukazanie przez Autora rzetelnych faktów z życia opisywanej przez niego Postaci- w tym przypadku Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.
Anna Arno zadała sobie wiele trudu, by przedstawić Czytelnikowi "wszystkie twarze" Poety (nie pomijając niewygodnych faktów jak chociażby sławetną "Sprawę Gałczyńskiego "). Sam już tytuł o tym świadczy. Autorka powołuje się przy tym na liczne wiarygodne źródła (o czym możemy się przekonać patrząc na ilość przypisów znajdujących się na końcu książki). Z jednej strony widzimy Gałczyńskiego jako pasjonata literatury, Człowieka z "odwagą łączenia odległych kontekstów", niespożytą wyobraźnią i poczuciem absurdu", z drugiej- jako Postać z alkoholowo- depresyjnymi powtarzającymi się epizodami zapaści. Sporo kontrowersji wzbudzają również relacje Poety z tak umiłowaną przez Niego "srebrną Natalią"- te nie należały delikatnie mówiąc do wzorcowych. Choć na świecie pojawia się tak ukochana przez Gałczyńskiego Córeczka Kira, nie zmienia to za bardzo Jego stylu życia. Ze wspomnień Małżonki wyłania się następujący obesz:"nasz dwudziestotrzyletni związek był ciągłym romansem- namiętne burze, ślepa zazdrość, zachwyty, krótkie, nagłe kłótnie (...) I ta przyjaźń, wspólne przeżywanie najdrobniejszych i największych dla nas zdarzeń, porozumienie bez słów, cały świat zawarty w jakimś jednym geście".
Jeden z Przyjaciół Poety, Jerzy Waldorff, tak Go opisuje: "był gotów napisać dobrze o każdym, kto mu po prostu ułatwiał odzew, kontakt z publiką, popularność". Z kolei Kazimierz Koźniewski stwierdza, że Gałczyński (...) gotów był za to płacić - każdą cenę, dziś może być taki, jutro zupełnie inny." Zatem kim naprawdę był ten niezwykle uzdolniony polski Poeta?
Za wielki plus biografii należy uznać to, że tematyczne rozdziały (jedne krótsze, inne dłuższe) zostały wzbogacone zarówno zdjęciami osobistych pamiątek (jak chociażby kartki, listy, świadectwa, wycinki z gazet, satyryczne rysunki),jak i fotografiami, także z albumu rodzinnego. Z ich pomocą śledzimy kolejne losy tej jakże nietuzinkowej i barwnej Osobowości. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że wraz z licznymi wierszami (niektóre odkryłam na nowo po latach) oddają nie tylko charakter pracy Poety, ale i klimat, a także nastroje społeczne w specyficznych czasach, w jakich niewątpliwie przyszło żyć twórcy Teatrzyku Zielona Gęś (który był także współautorem Eksperymentalnego Teatru Wyobraźni)
Nie sposób nie wspomnieć przy tym o licznych publikacjach Gałczyńskiego, także w kontrowersyjnym dla wielu czasopiśmie "Prosto z mostu". Siłą rzeczy musiały wywołać one szereg towarzysko- literackich sporów i zarzutów. Co ciekawe, pomimo wielu negatywnych komentarzy, Poeta koniecznie chciał udowodnić, że jego żywiołem tak naprawdę jest poezja, a nie polityczne przepychanki. Jak Autorka podkreśla, Gałczyńskiego interesuje przede wszystkim branie "na celownik" określonych zjawisk. W swej twórczości zwraca uwagę chociażby na "żargon małych donosicieli , slang urzędniczo- biurokratyczny, tani patos stylu nazwanego wówczas/państwowo-twórczym, konwenas i rytuał". Dzięki tym zabiegom może bezlitośnie obnażać "istotę zjawisk, w których rozkwitały stereotypy postaw i zachowań".
Zapewne nie zdziwi nikogo fakt, że w jakże trudnym dla Polski i Europy okresie między 1939 a 1945, Gałczyński napisał zaledwie parę wierszy (plus kilka listów do żony). Moją uwagę przykuły informacje dotyczące "Notatnika", bezcennej pamiątki i zarazem niezwykle ważnego świadectwa obozowego życia Poety (pisał go od 18 sierpnia do 18 listopada 1941- upubliczniono go jednak dopiero za zgodą żony Natalii, w 2003 roku). Można w nim znaleźć m.in bardzo osobiste spostrzeżenia, luźne uwagi, cytaty (także z Ewangelii),fragmenty modlitw. Krótko mówiąc wojenne zapiski w poważnym tonie. Ta część książki poruszyła mnie w szczególny sposób. Trudno przejść bowiem obojętnie wobec postawy Gałczyńskiego w czasie przebywania w obozie (wynika to ze wspomnień innych Osób). Bo jak tu np. nie docenić faktu, że m.in poprzez znajomość języków obcych przyczynił się kilkakrotnie do uratowania życia współwięźniów? Oczywiście tych jakże ważnych (także pod względem emocjonalnym) istotnych faktów i informacji z "życia wziętych" Poety (nie zawsze z kategorii tych miłych i przyjemnych) mamy w książce znacznie więcej (aż do Jego śmieci w 1953 roku).
"Pięć lat milczałem jak głaz" to jednak bez wątpienia jeden z ważniejszych fragmentów książki. Chociażby właśnie przez wzgląd na te wzbudzające wiele emocji i refleksje wspomnienia i opisy relacji międzyludzkich w tych jakże skomplikowanych wojennych czasach- abstrahując już od tego czy jesteśmy wielkimi miłośnikami twórczości (i samego) Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego- warto sięgnąć po tę lekturę.
Współpraca ze stowarzyszeniem Sztukater
Jak dobrze znacie przedwojenną i powojenną twórczość Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego? Jak dużo wiecie na temat Jego życia- wspomnień z domu rodzinnego, okresu wczesnej młodości, licznych miłosnych rozterek i wewnętrznych dylematów? W końcu, czy kojarzycie ten etap życia Poety, kiedy to pomieszkiwał "na Zachodzie" i rozważał na poważnie emigrację?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZapewne wielu z Was...
Jak wydawca nie wie co ma napisać i zachęcić czytelnika, często wpada w takie słowa że dech zapiera. Tutaj w tyle okładki czytamy że "biografia Anny Arno... mieni się wieloma odcieniami". Dla mnie mocne tym bardziej że sam mistrz Gałczyński by oniemiał.
Historia życia w kawałkach przeplatana analizami wierszy. Czy się w tym przypadki mylę i mamy tutaj do czynienia napisanym doktoratem ? To oczywiście zarzut nie jest... bo Panią Annę cenię. Szczególnie za biografię Paula Celana, która była przemyślaną i dobrze oddającą czas niezwykły tego autora. Książkę o Konstantym A. Jeleńskim uważam także za dobrą.
"Niebezpieczny poeta" w tekście takim się nie okazuje. Przygody "Prosto z mostu" a po wojnie pierwsze lata utrwalania socjalizmu... no cóż chce ułożyć swoje życie. Większość, proszę zauważyć, twórców i intelektualistów układało się jak tylko mogło. Oni tylko po wielu latach tłumaczyli się mało przekonująco, a niekiedy nawet próbowali wkładać szaty bohaterów. Co w latach 70 mówiłby Gałczyński ?
Może odpowiedź na to pytanie daje to co autor przeżywał i pisał w Leśniczówce "Pranie". I o to mam pretensje do autorki że ten wątek jest jednak ubogi. Nie przemyślany wręcz.
Może trochę usprawiedliwia autorkę młodość. Pierwsze wydanie ukazało się dwanaście lat temu...
Naprawdę jednak podziwiam Annę Arno, szczególnie za to co robi w Wydawnictwie Próby wraz z Markiem Zagańczykiem.
Tak czy inaczej, dobrze że Znak wznowił biografię Gałczyńskiego. Tylko może to ja przesadziłem, bo to moja trzecia, przeczytana biografia w tym roku :)
Jak wydawca nie wie co ma napisać i zachęcić czytelnika, często wpada w takie słowa że dech zapiera. Tutaj w tyle okładki czytamy że "biografia Anny Arno... mieni się wieloma odcieniami". Dla mnie mocne tym bardziej że sam mistrz Gałczyński by oniemiał.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria życia w kawałkach przeplatana analizami wierszy. Czy się w tym przypadki mylę i mamy tutaj do czynienia...
Jak powrót do liceum na lekcje języka polskiego. Ot, kronika wydarzeń bez większego polotu.
Jak powrót do liceum na lekcje języka polskiego. Ot, kronika wydarzeń bez większego polotu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBiografia jednego z najciekawszych, najoryginalniejszych i chyba najbardziej znanych poetów XX wieku - Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego #konstantyildefonsgałczyński #niebezpiecznypoeta autorstwa #annaarno .
Oryginalne są już te Jego imiona - jak pisze Arno: "imię pierwsze cesarskie, drugie imię niebiańskie".
Poetę kojarzymy głównie jako twórcę Teatrzyku Zielona Gęś /do czego nawiązuje okładka ksiązki😉/ oraz autora wierszy o żołnierzach z Westerplatte i o zaczarowanej dorożce. Jednak musicie wiedzieć że oblicze Gałczyńskiego mieni się wieloma barwami, które autorka biografii ukazuje w interesujący sposób.
"Obraz poety raz jest flamandzkim portretem raz socrealistycznym plakatem, raz karykaturą z "Przekroju"".
Przez jednych Konstanty uważany był za satyryka i kpiarza, przez innych za służalczyka piszącego na zamówienie, przez jeszcze innych za łgarza który potrafił podczas wojny oświadczyć się trzem kobietom, podczas gdy w domu czekała żona...
Niewątpliwie Gałczyński był człowiekiem nieprzytomnie zakochanym w poezji i muzyce, wiecznie żywym i nieustająco inspirującym.
Czytajcie!
Biografia jednego z najciekawszych, najoryginalniejszych i chyba najbardziej znanych poetów XX wieku - Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego #konstantyildefonsgałczyński #niebezpiecznypoeta autorstwa #annaarno .
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOryginalne są już te Jego imiona - jak pisze Arno: "imię pierwsze cesarskie, drugie imię niebiańskie".
Poetę kojarzymy głównie jako twórcę Teatrzyku Zielona Gęś /do...
Nierówna i przesadnie ugrzeczniona. Bardzo mało o mrocznej stronie bohatera, który był alkoholikiem, uczestnikiem burd itp., żonę niby kochał i opiewał, ale jednak zdradzał, że nie wspomnę o pianiu na cześć Stalina czy potępianiu Miłosza jako wroga systemu. Autorka chyba jest za bardzo w Gałczyńskim zakochana, żeby go opisać uczciwie, a przez to spłyca jego postać, czyni jednowymiarową.
Nierówna i przesadnie ugrzeczniona. Bardzo mało o mrocznej stronie bohatera, który był alkoholikiem, uczestnikiem burd itp., żonę niby kochał i opiewał, ale jednak zdradzał, że nie wspomnę o pianiu na cześć Stalina czy potępianiu Miłosza jako wroga systemu. Autorka chyba jest za bardzo w Gałczyńskim zakochana, żeby go opisać uczciwie, a przez to spłyca jego postać, czyni...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJestem dość zawiedziona tą pozycją. Pani Arno starała się pisać obiektywnie, ale jednak - z niewyjaśnionych przyczyn - pomija pewne istotne, niewygodne wątki z biografii Gałczyńskiego. Albo traktuje je pobieżnie, muskając jedynie ich powierzchowności. To dość irytujące w trakcie lektury. Przyznać jednak należy, że bardzo mocną stroną tej biografii jest jej osadzenie na tle twórczości poety. Mimo wszystko - pozycja warta uwagi!
Jestem dość zawiedziona tą pozycją. Pani Arno starała się pisać obiektywnie, ale jednak - z niewyjaśnionych przyczyn - pomija pewne istotne, niewygodne wątki z biografii Gałczyńskiego. Albo traktuje je pobieżnie, muskając jedynie ich powierzchowności. To dość irytujące w trakcie lektury. Przyznać jednak należy, że bardzo mocną stroną tej biografii jest jej osadzenie na tle...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak. Gałczyński. Po co mi po jego biografia? Właśnie!
Czytając biografie zazwyczaj mam takie wrażenie, że może nie do końca mnie to interesuje, może bez sensu poznawać szczegóły z czyjegoś życia, jak można poznać dzieło. Zapewne „mam inaczej” niż inni czytelnicy, bo biografie raczej zależą do popularnych publikacji.
Może nie powinnam ich czytać w ogóle.
Co mnie irytowało w tej biografii: że jest to zlepek różnych myśli i skojarzeń i faktów z życia, przerywanych fragmentami wierszy Gałczyńskiego, i że niektóre cytowane fragmenty tychże są bardzo płytko interpretowane.
Atutem jest to, że jednak jest to biografia bez koloryzacji i w sumie pasująca do stylu tego artysty o wielu twarzach. Ponadto naprawdę dobry, rzetelny i merytoryczny jest rozdział o obozowym życiu Gałczyńskiego.
I na tym mogłabym właściwie skończyć, gdyby nie fakt, że biografia zachęciła mnie do sięgnięcia po już czytane tomiki poezji, do zerknięcia do „Konstantego, syna Konstantego” (choć jest to bardzo stronnicza biografia!) i do wycieczek w stronę innych poetów i pisarzy tego czasu.
Pamiętam atmosferę jednej z moich ulubionych lektur – „Wspólny pokój” Uniłowskiego, gdzie sportretowana jest świetnie Kawiarnia Ziemiańska. Gałczyński tam to Klimek, a np. Baczyński opisany trochę z sarkastycznie, trochę z melancholią, jest krytyczny wobec innych, wygłasza swoje teorie, śmieje się i wyśmiewa wady i niedoskonałości innych. Patrząc, w ogóle, na obraz bohemy tamtego czasu, czyli wielkiego boomu poezji (w tym: futurystycznej, zaangażowanej, lirycznej, karykaturalnej, itp. ) i potrzeby zrzeszenia się artystów w pewne grona i dyskutowania o sztuce – czy to Kraków, czy Warszawa czy Paryż - podziwiam. Co z tego, że artyście zbierali się by w oparach papierosów, używek, narkotyków, czy pili do nieprzytomności. że zaniedbywali pewne rzeczy (w tym - niestety - swoje rodziny),jak naprawdę wyrosły na tym gruncie wielkie umysły i wielkie potęgi artystyczne, literackie.
Tak sobie myślę np. o Warszawie teraz. Pewnie są takie środowiska i takie miejsca gdzie przychodzą sobie poeci, pisarze, literaci czy inni twórcy (większe miasto, to i poetów więcej!),ale czy przychodzą, bo chcą swojego towarzystwa, wymiany myśli, czy razem piją i bawią się wieczorami czy raczej spotykają się okazyjnie, na zaproszenie, na galach wręczania nagród itp.. Czy każdy jest raczej zamknięty w swoim literackim świecie i takich rozmów (czytaj: rozmów o sztuce, ideałach) już nie ma.
Gałczyńskiego znałam od nastoletnich czasów, kiedy czytałam całe tomiki, bardzo dużo wierszy nauczyłam się pamięć i znam do tej pory. Wtedy poezja to był dla mnie główny gatunek literacki. Półka z tomikami wierszy była w moim domu pokaźna. Dziwiłam się, że moja siostra tego „nie chwyta”, skoro mama czasem na pytanie odpowiadała nam fragmentem wiersza. No i tak polubiłam poezję i do tej pory jestem jej ciekawa.
Tak. Gałczyński. Po co mi po jego biografia? Właśnie!
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytając biografie zazwyczaj mam takie wrażenie, że może nie do końca mnie to interesuje, może bez sensu poznawać szczegóły z czyjegoś życia, jak można poznać dzieło. Zapewne „mam inaczej” niż inni czytelnicy, bo biografie raczej zależą do popularnych publikacji.
Może nie powinnam ich czytać w ogóle.
Co mnie...