
Głoś to na górze

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- Go Tell It on the Mountain
- Data wydania:
- 1966-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1966-01-01
- Liczba stron:
- 281
- Czas czytania
- 4 godz. 41 min.
- Język:
- polski
- Tłumacz:
- Krystyna Tarnowska
James Baldwin jest już w Polsce znany; rozgłos zdobyły mu u nas dwie jego książki. Jedna z nich była zbiorem artykułów antyrasistowskich, druga – niewielka powieść „Dziś rano, dziś wieczór, tak prędko” – potwierdziła światową sławę wybitnego prozaika. Ale żadna z tych – chronologicznie późniejszych przecież – książek nie ma w sobie tak porywającej siły, tak pierwotnej autentyczności, tak nasyconego kolorytu ludzkich pasji – jak pierwsza jego powieść, „Głoś to na górze”.
Jest to powieść religijna; ale religijność nie jest tutaj racją intelektualną, jest żywiołem. Bohaterowie książki, Murzyni z najuboższych dzielnic Nowego Jorku, żyją w niej jak w wirze, druzgocącym i wzniosłym, i okrutnym zarazem. Religijność pieśni spontanicznie wykrzykiwanych w takt bębenków, religijność transów i piorunujących nawróceń. W tym świecie wszystko ma inny wymiar, tu nic nie jest i nie może być połowiczne, grzech i świętość miotają ludźmi z jednakową siłą.
Baldwin jest Murzynem, który nie usiłuje naśladować białych. Jest w jego książce scena, kiedy czarna kobieta przed lustrem bezskutecznie wciera w twarz krem wybielający. Pisarstwo Baldwina zabiegów wybielających nie stosuje. Jego talent wszystkimi korzeniami tkwi w odrębnej tradycji, w niepowtarzalnym temperamencie, charakterze, w odrębnym klimacie murzyńskiego folkloru.
Kup Głoś to na górze w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Głoś to na górze
Poznaj innych czytelników
349 użytkowników ma tytuł Głoś to na górze na półkach głównych- Chcę przeczytać 248
- Przeczytane 96
- Teraz czytam 5
- Posiadam 28
- Literatura amerykańska 7
- 2025 6
- 100 książek wg TIME 3
- 2023 3
- 100 książek wg Newsweek 3
- 1001 książek 2








































OPINIE i DYSKUSJE o książce Głoś to na górze
Świetnie się czyta. Polecam.
Świetnie się czyta. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Głoś to na górze” Jamesa Baldwina to zaledwie 24 godziny z życia czternastoletniego czarnego chłopaka z Harlemu. Jak wiele jednak można zmieścić w tak krótkim czasie! Całe długie lata historii rodziny Grimesów, historię niewolnictwa – znacznie przecież obszerniejszą, dojrzewanie młodych ludzi w opresyjnym systemie segregacji rasowej, sytuację kobiet w ultrapaternalistycznych rodzinach.
„(…) mężczyźni sobie umierają, naturalnie, a my, kobiety, jak powiada Biblia, lamentujemy i chodzimy w żałobie. Mężczyźni umierają, ale my, kobiety, żyjemy dalej i staramy się zapomnieć o tym, co nam zrobili”.
Dodajmy do tego bezkarną przemoc wobec czarnej ludności w kilkadziesiąt lat po zniesieniu niewolnictwa, w latach 30-tych XX wieku, bezradność generującą gniew i agresję. To jeszcze nie wszystko, a już wywołuje zawrót głowy. Opisywana doba rozrasta się więc i pęcznieje wydarzeniami, reminiscencjami, monologiem, także tym modlitewnym, skierowanym ku niebu, gdyż już tylko stamtąd spodziewać się można wybawienia:
„Potrzebny tu jesteś, Panie,
Przyjdź do nas”
aby rozproszyć „(…) odgłos wielkiego gniewu i płaczu, wypełniających grób, wielkiego gniewu i płaczu uwolnionych z więzów czasu, ale uwięzionych teraz w wieczności; gniewu, który nie znał słów, i płaczu, który nie miał głosu, ale który mówił osłupiałej duszy Johna o bezgranicznej melancholii, o gorzkiej cierpliwości, o najdłuższej nocy; o najgłębszej wodzie, najmocniejszych łańcuchach, najokrutniejszej chłoście; o upokorzeniu najohydniejszym, o lochu najsekretniejszym, o splugawionym łożu miłości, o zbezczeszczonych narodzinach i o najkrwawszej, najwstrętniejszej nagłej śmierci”.
Świat białych i świat czarnych to dwie, odległe o lata świetlne i zupełnie różne planety, osobne uniwersa, choć przecież usytuowane w obrębie jednego miasta, tych samych ulic, parków i dworców, a jednak, jeśli już zazębiające się, to tylko w ramach określonych z góry zasad podległości i pogardy. Bunt czarnego człowieka przybiera różne formy, nie tylko okrucieństwa i odwzajemnianej wrogości, to walka o godność, co najwyraźniej uwidacznia się w słowach jednego z bohaterów: „Postanowiłem sobie kiedyś, że nauczę się wszystkiego, co wiedzą te białe gnoje, i że będę to wiedział lepiej niż oni, żeby żaden biały skurwysyn nigdy i nigdzie nie mógł się przy mnie wymądrzać i żebym nie czuł się przy nim jak śmieć, żebym mógł mu wyrecytować alfabet z góry na dół i z dołu do góry, i jeszcze na skos”.
Richard okazuje się zbyt wrażliwy na ten świat, w którym gwałt na czarnych kobietach, pobicia i zabójstwa czarnych mężczyzn, są na porządku dziennym i pozostają bezkarne. Czarna społeczność zamyka się więc i izoluje, z goryczą przyjmując swój los: „Wszystkie czarnuchy są przeklęte – przypomniał mu głos – bo wszystkie czarnuchy pochodzą od tego najmniej synowskiego z synów Noego”. Czy to głos z nieba, a może podsumowanie pokoleniowego doświadczenia?
Czarni zwracają się więc do Boga, zakładają własne kościoły, tworzą zbory, organizują miejsca wspólnej modlitwy, jak „Świątynia Ognia Ochrzczonego”, wychodzą na ulice miast głosząc Bożą chwałę i przyciągając kolejnych wiernych do wspólnoty, która daje im poczucie jedności i bezpieczeństwa. To wiara protestancka, z ducha kalwinizmu, niezwykle purytańska, rygorystyczna i bliska Biblii, nam dzisiaj mniej znana, kojarzona głównie ze „Szkarłatną Literą” Hawthorne`a. Modlitwa jest tutaj prawdziwym misterium. Każdy uczestniczy w niej na swój sposób, powierzając się Bogu, zatracając w dialogu z Nim, osobistym, wszechogarniającym, pozbawiającym wręcz świadomości tu i teraz, przenoszącym na poziom wyższej duchowości. To przeżycie niesłychanie głębokie, na miarę katharsis, z którego wyłania się już całkiem nowy człowiek, znający szlak, jakim powinien podążać.
Ojciec głównego bohatera, Gabriel, doznał takiego objawienia, jego syn po latach powtórzył to doświadczenie. Każdy z nich jednak zrozumiał je po swojemu. Dla Gabriela światłość oznacza nie tylko przebaczenie grzechów, ale i uświęcenie, wywyższenie, jakiego jego egocentryczna, żądna uznania dusza tak bardzo pragnie. John natomiast wyzwala się dzięki Bożemu światłu ze wszystkiego, co go ponad siły obciążało, więziło, dręczyło. Przede wszystkim z zapiekłej urazy do ojca, o którego miłość i uwagę całe lata bezskutecznie zabiegał. „Pielęgnował w sercu nienawiść i inteligencję, przy czym jedno żywiło się drugim”. Teraz, lekko i z nową nadzieją, może dalej żyć na swoich zasadach, realizować własne marzenia zamiast wizji ojca. Jest też w stanie wybaczyć mu lata upokorzeń, by toksyczne uczucia nie spowalniały jego kroków. Czytamy:
„Więc zawiązałem buty
I puściłem się w drogę”
Wie, że było to najlepsze, co mógł dać mu Bóg – wolność.
Widzimy przy tym, że purytańska czerń i biel nijak nie przystaje do ludzkiego życia, i świętego, i grzesznego zarazem, w którym wspinamy się, upadamy i wstajemy, by znów mozolnie się wspinać. Aż po kres naszych dni, albo do momentu krańcowego wyczerpania. Powieść Baldwina jest polifonią, dramatem rozpisanym na wielu aktorów, i choć głównym bohaterem jest młody John na progu przejścia, w procesie dojrzewania, podejmowania najważniejszych decyzji, to całą złożoność jego wyborów pojmujemy dopiero po wybrzmieniu historii okołorodzinnej, po wysłuchaniu Gabriela, trzech kobiet, które zaistniały w jego życiu oraz siostry, po poznaniu wielu jeszcze bohaterów drugiego planu, a także całego kontekstu wynikającego z wiary, kultury, społecznych i historycznych uwarunkowań. Przeszłość, również ta odległa, a także teraźniejszość, a w niej wiele oczekiwań, to klatka, z której John musi się uwolnić, by nie powielić losu ojca, braci i sporej części czarnej społeczności Ameryki.
„Na dnie duszy Johna była przerażająca cisza, okropny ciężar, straszliwa niepewność. Nawet nie niepewność, jakby głębinowe, otchłanne drgnienie czegoś ogromnego, czarnego, bezkształtnego, co od wieków leżało martwe na dnie oceanu, a teraz zostało zbudzone dalekim, słabym powiewem wiatru szemrzącego „Wstań”
Wszystko w tej powieści jest niezwykle intensywne. Czarny kolor i na jego tle rozbłysk olśniewającej bieli uśmiechu. Miłość do Boga, wyrażająca się w żarliwej modlitwie na granicy ekstazy, w tańcu, w śpiewie, brzęku tamburyna i rytmie klaszczących dłoni. Nienawiść do wszystkich przemocą wymuszających uległość; białych panów, ale też mężów, ojców i braci. Pragnienie wolności w zwarciu z poddańczą pobożnością. Wszystko to jest najpierwsze i najprawdziwsze, wyrwane prosto z duszy, podobnie jak momenty katharsis, przebłyski natchnienia i świadomość boskiej uwagi, przebaczenia, opieki. „Bóg jest wszędzie, przerażający, żywy Bóg”. W prozie Baldwina wybrzmiewa to, co czarni od lat noszą w sercach, co dziedziczą po ojcach, wysysają z mlekiem matek, a później przekładają na muzykę, na taniec, na zachrypnięty, jakby zraniony, poszarpany tembr głosu, głębokiego niczym z piekielnej otchłani. „Głoś to na górze” jest przejmującym bluesem czarnej literatury, który zrodził później „Umiłowaną” Toni Morrison czy „Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie” Jesmyn Ward. To, czego nie są w stanie oddać same słowa, dopowiadają wylewające się spoza nich emocje, zaklęte w symbole i metafory, ale też spływające wraz ze łzami po twarzach bohaterów Baldwina, łzami naprzemiennie, to bezradnej rozpaczy, to ekstatycznej nadziei.
Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
„Głoś to na górze” Jamesa Baldwina to zaledwie 24 godziny z życia czternastoletniego czarnego chłopaka z Harlemu. Jak wiele jednak można zmieścić w tak krótkim czasie! Całe długie lata historii rodziny Grimesów, historię niewolnictwa – znacznie przecież obszerniejszą, dojrzewanie młodych ludzi w opresyjnym systemie segregacji rasowej, sytuację kobiet w...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść jest historią rodziny Gabriela Grimesa, kaznodziei kościoła Świątyni Ognia Ochrzczonego, opowiedzianą z kilku punktów widzenia. Osią, a właściwie osią zła, tych retrospekcji jest Wielebny, który swą despotyczną sprawiedliwością i religijnością stworzył najbliższym piekło. Dostrzegłem w książce wiele godnych uwagi wątków: najstarszy syn John, walczący o akceptację i uczucia srogiego ojczyma, walczący z konfliktem między rodzącą się seksualnością a świętością, Gabriel władczo narzucający swoją wolę, terroryzujący swoim świątobliwym widzeniem rzeczywistości, ograbiający z poczucia wartości i przerzucający winy na innych za swe moralne niedomagania, Deborah nosząca piętno zbiorowego gwałtu za młodu, stygmatyzowana przez swoją społeczność jako nieczysta i niewarta uczciwego związku z jakimkolwiek mężczyzną, Elizabeth powalona przez życie i zniewolona mężem, utwierdzającym ją, że jest nic nie wartą upadłą kobietą oraz Florence, siostra Gabriela, szczerze go nienawidząca, nie tylko za niesprawiedliwe faworyzowanie go przez matkę ale i za świętoszkowatość, hipokryzję i nierozliczone zło wyrządzone innym.
Powieść Baldwina pokazuje religijność afroamerykańskiej społeczności, która dla polskiej kultury nawykłej do fasadowego kultywowania świątecznych rytuałów bez etycznej i moralnej głębi jest mocno egzotyczna.
Powieść jest historią rodziny Gabriela Grimesa, kaznodziei kościoła Świątyni Ognia Ochrzczonego, opowiedzianą z kilku punktów widzenia. Osią, a właściwie osią zła, tych retrospekcji jest Wielebny, który swą despotyczną sprawiedliwością i religijnością stworzył najbliższym piekło. Dostrzegłem w książce wiele godnych uwagi wątków: najstarszy syn John, walczący o akceptację i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ujęła mnie ta powieść szczególnie ze względu na swoją wielowątkowość i wielowarstwowość. Z początku może nam się wydawać, że będziemy czytać historię 14-letniego Johna, o jego buntowniczych pokusach, trudnym dorastaniu w biednym i bogobojnym domu, o zbaczaniu z drogi wiary. Widzimy nastolatka, który żyjąc pod reżmem swojego ojca kaznodziei stoi na rozdrożu pomiędzy zostaniem jego następcą a wszystkimi przyjemnościami, które Nowy Jork na początku XX wieku miał do zaoferowania. Historia toczy się jednak zgoła inaczej, cofamy się do południa USA z końca XIX wieku, gdzie panuje jeszcze niewolnictwo. Poznajemy mroczne wydarzenia z lat młodości ojca, matki oraz ciotki Johna, ich grzechy, które w niektórych przypadkach były katastrofalne w swoich skutkach. Nikt nie jest z nimi przejrzysty, każdy liczy na przebaczenie od boga, trzymając swoje upadki w sercu z większą lub mniejszą pokorą. Powieść jest pięknie napisana, bardzo patetycznie, jest też wiele odniesień do biblii co nadaje jej bardzo specyficzny ton, niemalże jakbyśmy czytali długie kazanie. Przepełniona żalem i goryczą, z dosadnym przekazem moralizatorskim i ogromną dozą wrażliwości. Świetne, bardzo ważne pod kątem kulturowo-społeczno-politycznym dzieło Baldwina.
Bardzo ujęła mnie ta powieść szczególnie ze względu na swoją wielowątkowość i wielowarstwowość. Z początku może nam się wydawać, że będziemy czytać historię 14-letniego Johna, o jego buntowniczych pokusach, trudnym dorastaniu w biednym i bogobojnym domu, o zbaczaniu z drogi wiary. Widzimy nastolatka, który żyjąc pod reżmem swojego ojca kaznodziei stoi na rozdrożu pomiędzy...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHarlem, lata 30 i retrospekcja sięgająca nieco dalej, konflikty społeczne i rasowe, rodzina pod dyktandem apodyktycznego ojca, pozornie nawróconego...
Harlem, lata 30 i retrospekcja sięgająca nieco dalej, konflikty społeczne i rasowe, rodzina pod dyktandem apodyktycznego ojca, pozornie nawróconego...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawa. Z początku myślałem, że będzie tylko o Johnie, który jest najmniej interesującą postacią, więc będzie słabo. Ale jest o całej rodzinie, która miała naprawdę ciekawe i burzliwe losy.
Dobrze też ukazana jest przesadna religijność, która bywa prawdziwa. Ale często jest tylko fasadą, za którą czai się prawdziwy grzesznik.
O religijnych uniesieniach opisanych w książce mam to samo zdanie co ciotka Florence. Jak coś jest na pokaz, to zazwyczaj nie jest szczere. Dlatego nie bardzo podobała mi się końcówka. W ogóle jakby wyciąć Johna z tej powieści, to byłaby o wiele lepsza.
Powieść równie dobrze mogłaby być o rodzinie z Polski. Autor zdecydowanie potrafi pisać.
Ciekawa. Z początku myślałem, że będzie tylko o Johnie, który jest najmniej interesującą postacią, więc będzie słabo. Ale jest o całej rodzinie, która miała naprawdę ciekawe i burzliwe losy.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobrze też ukazana jest przesadna religijność, która bywa prawdziwa. Ale często jest tylko fasadą, za którą czai się prawdziwy grzesznik.
O religijnych uniesieniach opisanych w...
James Baldwin (1924-1987) - pisarz w Polsce mało znany, dziś zapomniany prawie zupełnie. Osobliwy. Wyprzedzał swój czas. Był czarny. Był gejem. Debiutował w 1953 roku (11 lat przed ustawowym zniesieniem w USA segregacji rasowej). Pisał o tożsamości Murzynów, o ich nienawiści wobec białych, o homoseksualistach kiedy wszystkie te tematy były jeszcze tabu. Biali postponowali go za kolor skóry. Czarni za "biały" styl pisania (jego idolem był Henry James). I jedni, i drudzy odnosili się do niego nieufnie ze względu na jego orientację seksualną. Mimo to Baldwin zrobił karierę, stał się pisarzem ważnym i szanowanym. Z czasem coraz bardziej angażował się w sprawy społeczne, narastał jego gniew, radykalizował się.
"Głoś to na górze" to właśnie jego debiutancka powieść, na poły autobiograficzna. Akcja dzieje się w połowie lat 30. w nowojorskim Harlemie. Głównym bohaterem jest 14-letni John, którego ojciec - fanatyk religijny - pełni posługę w miejscowym kościele metodystów. John, surowo wychowywany, od małego oswajany jest z myślą, że kiedyś pójdzie w jego ślady. Z czasem jednak nabiera coraz większych wątpliwości co do swojego powołania; odkrywa też, że pociąga go jego duchowy przewodnik, niewiele starszy Elisha. Wewnętrzne dylematy to jednak nie jedyny problem, któremu musi stawić czoło. Jego rodzina od lat skrywa bolesne tajemnice, niedopowiedzenia, których skutkiem są piętrzące się animozje i wzajemna agresja jej poszczególnych członków...
Wiem, że taki zarys fabuły może niektórych odstraszyć. Nie jest to jednak powieść gejowska, aktywistyczna diatryba o rasowej dyskryminacji ani powieść religijna, choć wszystkie te elementy są w niej obecne i niezwykle ważne. Ja odebrałem ją przede wszystkim jako pesymistyczną opowieść o tym, że każdy czyn ma swoje konsekwencje, a czas bezlitośnie rozprawia się z naszymi młodzieńczymi marzeniami i planami na życie.
James Baldwin (1924-1987) - pisarz w Polsce mało znany, dziś zapomniany prawie zupełnie. Osobliwy. Wyprzedzał swój czas. Był czarny. Był gejem. Debiutował w 1953 roku (11 lat przed ustawowym zniesieniem w USA segregacji rasowej). Pisał o tożsamości Murzynów, o ich nienawiści wobec białych, o homoseksualistach kiedy wszystkie te tematy były jeszcze tabu. Biali postponowali...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie dałem rady, a z reguły nawet słabe audiobooki słucham jak jestem w pracy:) Lubie ambitniejszą literaturę, ale to jest po prostu nudny gniot. pozdr.
Nie dałem rady, a z reguły nawet słabe audiobooki słucham jak jestem w pracy:) Lubie ambitniejszą literaturę, ale to jest po prostu nudny gniot. pozdr.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrudna w odbiorze książka, ale może to i dobrze, bo nie dało się jej czytać w błyskawicznym tempie - tym samym zmuszała czytelnika, żeby przemyślał każdy fragment. Ja nadal nie wiem, co o niej sądzić.
"When I go, brother, you better tremble, 'cause I ain't going to go in silence."
Trudna w odbiorze książka, ale może to i dobrze, bo nie dało się jej czytać w błyskawicznym tempie - tym samym zmuszała czytelnika, żeby przemyślał każdy fragment. Ja nadal nie wiem, co o niej sądzić.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"When I go, brother, you better tremble, 'cause I ain't going to go in silence."