-
Artykuły
Jak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska2 -
Artykuły
Przesłuchanie Przemysława Piotrowskiego. Mocna premiera książki „Markiz"
LubimyCzytać8 -
Artykuły
Najlepsza literatura faktu teraz 45% taniej na matras.pl
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Grzechy główne według Piotra Górskiego
LubimyCzytać6
Uwolnić książkę. Czytanie i pisanie w duchu zero waste
Lubicie czytać? Kupujecie książki? Piszecie coś czasem lub drukujecie? A może także na dodatek lubicie żyć świadomie i w zgodzie z naturą, oszczędzając zasoby naszej planety? Jeżeli na większość tych pytań odpowiedzieliście „tak” – zachęcamy do przeczytania artykułu o tym, jak połączyć ochronę środowiska z czytelnictwem oraz stylem życia.
Ideą zero waste zainteresowałam się w 2017 roku, po przeczytaniu książki Katarzyny Wągrowskiej „Życie zero waste. Żyj bez śmieci i żyj lepiej”, której nowe wydanie ukazało się w bieżącym roku. Zafascynowana tematem sięgnęłam także po publikację Amerykanki, która zainspirowała polską autorkę. Bea Johnson w tomie „Pokochaj swój dom. Zero Waste Home, czyli jak pozbyć się śmieci, a w zamian zyskać szczęście, pieniądze i czas” (wydrukowanym na ekologicznym papierze) przekonuje, że czteroosobowa rodzina może wyprodukować rocznie tylko słoik śmieci! Obie autorki przedstawiają w swoich książkach pięć zasad zero waste (z ang. brak marnowania), czyli życia bez odpadów zwanych 5R: refuse, reduce, reuse, recycle, rot (z ang. odmawiaj, ograniczaj, użyj ponownie, przetwarzaj, kompostuj). Z uwagi na temat artykułu zajmiemy się głównie papierem i pochodzącymi z niego produktami, w czym przydatne będą cztery pierwsze zasady zero waste. Zainteresowanych ideą odsyłam do powyższych książek oraz na stronę Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste.
Książki a przyroda
Wydawałoby się, że najbardziej ekologiczne z punktu widzenia zużywania drzew do produkcji papieru jest niekupowanie i nieczytanie papierowych książek. Owszem, używanie e-booków i audiobooków pozyskanych za pośrednictwem sieci (kupionych, wypożyczonych lub legalnie udostępnionych) nie zmniejsza zasobu drzew ani nie zostawia śladu węglowego. Co jednak zrobić w przypadku książek wydanych przed erą cyfrową lub niedostępnych w formie elektronicznej?
Zgodnie z zasadą reuse warto pozyskiwać książki używane. Można to zrobić na kilka sposobów: rozesłać wici o poszukiwanym tytule w swoim otoczeniu i pożyczyć od kogoś z rodziny lub znajomych z prywatnej biblioteczki; kupić w antykwariacie lub za pomocą serwisu aukcyjnego; kupić w bibliotece z regału „Na sprzedaż” i jednocześnie wesprzeć fundusze na zakup nowych książek. Istnieje także możliwość pozyskania książek w ramach wymiany lub sprzedaży na portalach czytelniczych (np. na LC wątek „Wymienię/sprzedam”) lub specjalnych portalach wymiany (np. Flinta).

Warto także uczestniczyć w życiu lokalnej społeczności i korzystać z różnych akcji związanych z książkami: wymiany książek organizowanych przez stowarzyszenia czy władze miejskie oraz wymiany książek LC „Z półki na półkę” towarzyszącej targom książek, festiwalom i innym wydarzeniom literackim w różnych miastach; bookcrossingu (więcej o idei na tej stronie), czyli uwalnianiu książek w miejscach publicznych (np. budki telefoniczne na rynku w Ostrowie Wielkopolskim czy biblioteczka plenerowa w beczce na bulwarze przy katedrze w Bydgoszczy); Miejskich Regałów Książkowych (np. w Poznaniu, tzw. Mirki) czy regałach z książkami do wymiany w różnych instytucjach, pubach czy restauracjach, a nawet środkach komunikacji miejskiej.
Nowym pomysłem jest givebox, czyli mebel miejski, w którym można anonimowo i bezpłatnie pozostawiać i zabierać używane i niepotrzebne oddającym przedmioty użytkowe, np. ubrania, książki czy zabawki (więcej o ich działaniu na stronie bloga Katarzyny Wągrowskiej). Kilka takich miejsc działa w Poznaniu. Rozwinięciem tego pomysłu jest freeshop Po-Dzielnia w tym samym mieście, gdzie można nieodpłatnie pozyskać m.in. książki oraz oddać własne, już przeczytane (choć wymiana nie jest konieczna). Poza wymianą oba rodzaje miejsc służą także do inicjowania aktywności lokalnej, zawierania znajomości i edukacji.
Najbardziej oczywistym wyborem jest także wypożyczanie książek z biblioteki czy też różnych typów bibliotek – w przypadku uczniów, studentów, nauczycieli, a także pracowników niektórych firm czy instytucji posiadających własne biblioteczki, łącznie z cyfrowymi. Katalogi cyfrowe umożliwiają nie tylko sprawdzenie dostępności danej pozycji w w bibliotece, ale także zamówienie jej (lub rezerwację) czy sprowadzenie z innego miasta. Niektóre miasta wychodzą naprzeciw swoim czytelnikom i lokalizują biblioteki w nietypowych miejscach, np. na dworcu PKP Wrocław Główny, na dworcu kolejowym w Rumi czy w przydworcowej galerii handlowej w Sopocie. Wypożyczanie i czytanie książek z biblioteki doskonale oddaje zasady reduce i reuse – ograniczania (zakupów, zużycia papieru) i wielokrotnego wykorzystania.
Pomyślisz może, Czytelniczko i Czytelniku – dobre rozwiązania, ale nie dla mnie. Nie lubię używanych książek, mam problem z czystością książek z biblioteki, nie ma tam tego, czego szukam, albo chcę mieć własną książkę pod ręką, w domowej biblioteczce. Co wtedy pozostaje poza kupnem lub otrzymaniem książki w prezencie? Przyznam, że także czasem borykam się z podobną sytuacją. Można wtedy zastosować kilka pomysłów: kupić książkę w miękkiej okładce, a może nawet w wydaniu kieszonkowym; złożyć się z kimś, kto także chciałby ją przeczytać i przekazać po przeczytaniu; przeczytać w księgarni (gdy książka ma niewiele stron), kupić i przeczytać tak, by nie zniszczyć książki i podarować komuś innemu; po przeczytaniu uwolnić (bookcrossing), przekazać do biblioteki, giveboxa albo puścić w obieg wśród rodziny i znajomych. Ważne, aby pamiętać, że jeżeli sami kilkakrotnie daną książkę czytamy, zaglądamy do niej lub też pożyczamy innym, także postępujemy w duchu idei zero waste, bowiem tom zyskuje kolejne życie i staje się produktem wielokrotnego użytku.

Ideałem byłoby kupowanie książek wyprodukowanych z papieru pochodzącego z kontrolowanych upraw drzew lub z recyklingu, ale jest to raczej ewenement niż norma. Miałam w dłoniach tylko dwa takie tomy: wspomnianą wyżej książkę Bei Johnson, wydrukowaną na papierze ekologicznym, oraz publikację dla dzieci „W lesie”, w której zadbano o spójność treści (wycinka lasów) i formy i stąd informacja na odwrocie przedniej strony okładki o ekologicznej produkcji książki – druk na papierze mieszanym pochodzącym z odpowiedzialnych źródeł i przyjazne dla środowiska farby sojowe. Na obu widnieje także symbol certyfikatu FSC (ang. Forest Stewardship Council, czyli Rada do Spraw Odpowiedzialnej Gospodarki Leśnej).
Można stwierdzić przewrotnie, że najbardziej zero waste jest nieczytanie żadnych książek – ani papierowych, ani elektronicznych. Zgodnie z ideą jednak – jeżeli już one są na świecie, to niemarnowanie ich oraz zasobów (energetycznych, biologicznych i innych) zużytych na ich produkcję polegałoby zatem na wielokrotnym ich użyciu, czyli przeczytaniu.
Czasopisma na czasie
Kto jeszcze dziś czyta czasopisma? – zadaję sobie pytanie, przeglądając bazę tych ostatnich na LC. Przyznam, że lubię ich wydania papierowe, zatem zgodnie z ideą kupuję i czytam, a potem puszczam w obieg wśród najbliższych. Lepszym rozwiązaniem jest oczywiście czytanie ich w czytelni, a najlepszym – w wersji elektronicznej (online). Co interesujące, z raportu na temat czytelnictwa prasy wynika, że – bez względu na jej formę – najczęściej czytają ją osoby bogate i zamożne.

Czasopisma warto segregować, aby trafiły do recyklingu, ale można także wykorzystać je w domu: do robienia kopert i torebek na prezenty; do zrobienia obwoluty na książki; ilustracje, zdjęcia czy litery z gazet mogą posłużyć jako elementy do zrobienia kartki urodzinowej; jako wypełniacz do większych przesyłek; jako surowiec do domowej produkcji papieru lub papieru czerpanego; jako materiał do wykonania kolażu czy plakatu dla dziecka; jako podkładkę pod prace plastyczne; do zastąpienia plastikowego worka na śmieci; jako izolację do utrzymania temperatury potraw w garnku podczas ich przechowania lub przewożenia. Macie jeszcze jakieś inne pomysły?
Pisanie oszczędzające drzewa
Nawet jeśli nie jest się pisarzem, czasem trzeba lub chce się coś napisać: pocztówkę z wakacji, pismo do spółdzielni czy usprawiedliwienie dla dziecka do szkoły. Jeżeli jest to możliwe – napiszmy e-mail, SMS czy MMS, zatelefonujmy lub osobiście rozwiążmy daną kwestię. Piszmy na papierze lub drukujmy pisma tylko wtedy, gdy jest to niezbędne. W takich wypadkach pamiętajmy jednak, że warto drukować (pisać) na obu stronach kartki, w wydrukach można zmniejszyć margines, czcionkę oraz drukować dwie strony na arkusz. W razie konieczności wydrukowania czegoś dla własnych potrzeb – gdy skan, zdjęcie lub plik elektroniczny z jakiegoś powodu nam nie odpowiadają – wykorzystujmy czyste strony niepotrzebnych faktur, pism urzędowych lub dużych papierowych kopert.
Podczas prowadzenia szkoleń lub zebrań w pracy posiłkujmy się prezentacjami multimedialnymi, a gdy jest to niemożliwe – używajmy flipchartów, nie korzystając z papieru, ale pisząc markerem na białej tablicy. Będąc uczestnikiem szkoleń czy studentem, jeżeli możemy, notujmy na laptopie, tablecie, smartfonie. Nie bierzmy darmowych torebek papierowych z drukowanymi materiałami, jeżeli nie jest to konieczne – warto spytać prowadzącego przed wykładem, czy może nam przesłać prezentację, z której będzie korzystał, lub link, jeżeli jest ona umieszczona w sieci. Warto się także upewnić o możliwości robienia zdjęć konkretnym slajdom przedstawianym podczas wykładu.
Podczas robienia szkiców, planów lub hasłowych notatek ręcznych można sporządzić je ołówkiem lub zmazywalnym długopisem, aby potem móc wykorzystać kartki ponownie. Drukując wersje robocze, warto pamiętać nie tylko o oszczędności tuszu, ale także papieru – przy dobrym wzroku i niewielkiej ilości tekstu na wielu stronach być może wystarczy wydruk czterech stron na arkusz.
Planując prezenty na urodziny, imieniny, rocznice i inne uroczystości, zrezygnujmy z papierowych kartek, wysyłając SMS, MMS czy e-mail. Jeśli jednak jest to niemożliwe – przygotujmy kartki własnoręcznie, z papieru do recyklingu, ozdabiając go według własnego pomysłu lub w pomysłowy sposób wykorzystując coś niepotrzebnego, np. okładkę od płyty lub kawałek ciekawej tapety. Wykorzystajmy otrzymane kartki, naklejając w środku kartkę z własnymi życzeniami. Bardziej cierpliwi mogą spróbować własnoręcznie wyprodukować papier lub papier czerpany ze starych czasopism i zapisanych kartek – polecam, to nic trudnego! W gronie bliskich przyjaciół czy znajomych można także umówić się, by nie pisać imienia jubilata/solenizanta na kopercie lub zrobić to ołówkiem, tak aby możliwe było ponowne wykorzystanie koperty.
Przyznaję, że jeszcze do niedawna wszystkie pisane przeze mnie teksty – prace na studia, sprawozdania w pracy, ale także recenzje i artykuły – drukowałam i poprawiałam ręcznie. Od pewnego czasu zaniechałam tego zwyczaju, a korektę robię w edytorze tekstów – mam nadzieję, że bez większej szkody dla stopnia poprawności i zrozumiałości tego, co piszę. Jeśli nie – proszę o wybaczenie szanowną Redakcję i pana Korektora.

Życie bez zbędnego papieru
Ideałem byłoby życie bez marnowania papieru, a najlepiej – bez używania go. Nie jest to do końca możliwe, ale kilka działań możemy podjąć od zaraz. Jednym z nich jest rezygnacja z papierowych biletów do teatru, kina, na pociąg czy na miejski autobus – oczywiście pod warunkiem, że przygotujemy nasz smartfon to takiego stylu życia (odpowiednie aplikacje) i że w miejscu, gdzie mieszkamy, istnieje taka możliwość. Następnym może stać się odmowa przyjmowania papierowych ulotek, wizytówek czy gazetek reklamowych – łącznie z przyklejeniem prośby na skrzynce na listy o niewrzucanie reklam.
Inny sposób na ograniczenie papieru to korzystanie z bankowości elektronicznej – łącznie z korespondencją z nią związaną oraz podpisem elektronicznym. Możemy także sprawdzać ofertę super- i hipermarketów na stronach internetowych tych sklepów, zamiast zabierać gazetki na dany tydzień. Rezygnujmy z wydruku potwierdzenia płatności kartą przy kasie – czasem kasjer pyta o to, ale w niektórych sklepach jest to niemożliwe. Terminy wizyt u lekarza, daty urodzin i imienin i inne można zapisać w terminarzu w telefonie lub w kalendarzu, zamiast na kartkach. Powtórne wykorzystanie papierowych torebek prezentowych pozwoli także na oszczędności, podobnie jak włożenie prezentu do ładnego pudełka po butach i zawiązanie wymyślnej kokardy. Można także zapakować podarunki w wielorazowe torby z bawełny, chusty z materiału lub tylko obwiązać wstążką.
Warto podjąć decyzję o rezygnacji z papierowych ręczników na rzecz ściereczek z materiału, zastąpić materiałowymi chusteczkami jednorazowe papierowe (zapakowane w papierowe pudełko) oraz używać ekologiczny papier toaletowy (z recyklingu). W miejscach publicznych zamiast korzystać w toalecie z papierowych ręczników można użyć suszarki elektrycznej lub, jak pisząca te słowa, pozostawić dłonie na chwilę do wyschnięcia bez suszenia czy wycierania.
Podczas zakupów także można zwrócić uwagę na ograniczenie papieru – wybrać np. tubkę z pastą do zębów i słoiczek z kremem do twarzy bez dodatkowego papierowego opakowania. Kupując online warto poprosić o elektroniczną wersję faktury lub rachunku, jeżeli jest dostępna. Zamawiając książki, płyty czy zabawki w niektórych sklepach internetowych można wybrać odbiór osobisty w stacjonarnym sklepie w swoim mieście i w ten sposób otrzymać produkty bez dodatkowego tekturowego czy plastikowego opakowania.

Wydaje Ci się, Czytelniczko lub Czytelniku, że to bardzo trudne, skomplikowane i wymaga dodatkowych wysiłków? A może nieświadomie podjęłaś lub podjąłeś już niektóre z opisanych wyżej działań? Tak czy inaczej warto się nad nimi zastanowić. W końcu świeże powietrze, spacer po lesie czy cienisty zagajnik w upalny dzień to coś, o co warto zadbać, prawda?
Czy masz inne pomysły na czytelnicze życie w duchu zero waste? Czy spotkałaś lub spotkałeś się wcześniej z tą ideą? Jakie sposoby ochrony środowiska są Ci bliskie? Czy skorzystałabyś lub skorzystałabyś z giveboxa lub freeshopu? W jaki sposób – poza kupnem – pozyskujesz papierowe książki?
Jowita Marzec
komentarze [171]
"Widzę jedno wyjście - nie rozmnażać się." - kiedy sobie to parę lat temu uświadomiłem, życie stało się proste i przyjemne. A po mnie choćby potop.
"Widzę jedno wyjście - nie rozmnażać się." - kiedy sobie to parę lat temu uświadomiłem, życie stało się proste i przyjemne. A po mnie choćby potop.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMam małego bzika na punkcie ekologii i kocham drzewa, ale książki czytam w wersji papierowej. Najwięksi producenci papieru w Europie to takie kraje jak Finlandia, Austria, Rosja, a są to kraje o dużej skali zalesienia. Ta podaż na papier przyczynia się do tego, że o lasy tam się dba i nie wycina całymi połaciami a selektywnie. Większym zagrożeniem jest używanie w drukarniach środków chemicznych - zmywaczy, farb i silikonu, które nie są neutralne dla środowiska oraz duże zużycie energii. Powinniśmy więc dążyć do wdrażania farb bardziej naturalnych, oraz zwiększania udziału energii odnawialnych a nie myśleć, że kupując książkę w wersji elektronicznej ocalimy świat.
Mam małego bzika na punkcie ekologii i kocham drzewa, ale książki czytam w wersji papierowej. Najwięksi producenci papieru w Europie to takie kraje jak Finlandia, Austria, Rosja, a są to kraje o dużej skali zalesienia. Ta podaż na papier przyczynia się do tego, że o lasy tam się dba i nie wycina całymi połaciami a selektywnie. Większym zagrożeniem jest używanie w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Może trochę ogólnie, bo nie chcę sprowadzać przecież krytycznego dla nas problemu klimatu do celulozy. Po prosty skorzystam z okazji i opiszę jak rozumiem zagrożenia.
Wszelkie dywagacje o ograniczaniu aktywności prywatnych mają globalny sens, jeśli w ich konsekwencji zmiany naszych przyzwyczajeń obniżają ostatecznie potrzebę produkcji prądu. Ale nie każda zmiana zachowań od razu oznacza, że faktycznie planeta zyskuje. Nie jest łatwo wykazać jednoznacznie, że konkretna zmiana stylu życia, aktywności, unikania pewnych rzeczy jest korzystna. Na pewno używanie wysoko przetworzonych elementów (wołowina, plastik,…) obciąża planetę. Ale czy czytanie książki na smartfonie jest lepsze energetycznie, niż proces wyprodukowania książki? Trzeba by policzyć (wyszło mi na przykład, że ładując 100x w roku telefon o baterii 5000mAh potrzebujemy ok 5,4 miliona dżuli energii, a jeśli telefonów jest miliard - no to widać skalę konsumpcji energetycznej zabawki, która nie istniała dwie dekady temu). A czy potrzebujemy tego gadżetu tak bardzo? A to zaledwie drobny element.
Jeśli chodzi o klimat, to główny problem nie polega na obserwowanych przecież ciągłych jego zmianach, ale na ich szybkości w ostatnich czasach. Kluczowy jest bilans energetyczny tego, co od Słońca wpada do Ziemi i ile tego wypada z powrotem w kosmos. W stanie równowagowym obie wartości są równe i efekt cieplarniany jest na ustalonym poziomie. Jeśli jednak (jak to robią ludzie od 250 lat) SYSTEMATYCZNIE i Z PRZYSPIESZENIEM dokładamy coraz więcej gazów cieplarnianych do dotychczas zamkniętego i stabilnego obiegu gazów i energii, to pojawia się ZMIANA. Aktualnie Ziemia na to reaguje poprzez podgrzewanie atmosfery, bo jest w niej coraz więcej gazów cieplarnianych, czyli substancji rozpraszającej odbite od gruntu promieniowanie, które ponownie wraca do powierzchni. Ta nadwyżka to 1 wat mocy na metr kwadratowy powierzchni gruntu, co przyczynia się do podnoszenia temperatury, która będzie rosła do uzyskania nowej równowagi.
Oczywiście podobne zmiany zachodziły wcześniej. Ale nie było ludzi, którzy mogliby narzekać, a wymarłe w ich efekcie gatunki nie spisały swojej hekatomby. Nie chodzi o to, że będzie cieplej i na Syberii będzie można spędzać wakacje. Ale zmiana kwasowości oceanu i zmiany w wegetacji roślin wywracają, a co najmniej przemodelowują, ekosystemy. Sporo gatunków się nie utrzyma, łańcuchy pokarmowe zerwą się. Remedia też są niepewne. Można na przykład blokować dochodzące do wnętrza atmosfery promieniowanie – rozpylając siarkę w stratosferze. Ale przez to może na przykład monsun azjatycki ulec ogromnemu zaburzeniu i 1,5 mld ludzi może być w kłopocie z powodu głodu. Taka inżynieria ma globalne i nie do końca możliwe do przewidzenia konsekwencje. Ale z drugiej strony, nie robiąc nic, większość Afryki i Bliskiego Wschodu z tak rosnącą temperaturą przestanie być zdatna do zamieszkania za kilka dekad.
Wszystkie ludzkie aktywności (papiernie, drukarnie,… - żeby tylko opisać producentów książek) wymagają prądu, który jest w coraz większych ilościach potrzebny cywilizacji. Więc ogólne wymaganie na teraz jest, by obniżać zużycie prądu, albo jego źródła przełączyć na takie, które niemal nie generują gazów cieplarnianych (czyli trzeba wyłączyć z cyklu węgiel, ropę i gaz).
Zbliża się jednak jeszcze gorsza perspektywa. Prawdopodobnie aktualnie ograniczenie produkcji CO2 przez człowieka to za mało na zatrzymanie procesu, który samoistnie nasza Ziemia zacznie niedługo (kwestia kilku dekad) – nastąpi uruchamianie wyzwalania gazów z wiecznej zmarzliny i z klatratów metanu. Obie te lawiny zmian składu atmosfery nastąpią, gdy temperatura wzrośnie o 2-3 stopnie w stosunku do okresu sprzed ery przemysłowej (nie wiadomo dokładnie o ile), co już niemal osiągnęliśmy. Wtedy nie będzie mieć już znaczenia, czy my dokładamy od siebie ten dwutlenek węgla, czy nie. Otwarte jest pytanie czy z naszej drogi do zatracenia jest jeszcze odwrót?
Dla ustalenia uwagi: 6 st. C zmiany średniej temperatury na globie robi różnicę, jak zmiana klimatu między tropikami początku kenozoiku i mrozu epoki lodowcowej – tak niewielka zmiana temperatury tworzy więc ogromną różnicę jakości życia. Wcześniej takie zmiany wynikały z aktywności wulkanów czy precesji osi Ziemi (w cyklu roku Platona ok. 26000 lat – gdzie stopień nasłonecznienia zmienia się w wyniku niejednorodnego rozkładu lądu i oceanów, które inaczej reagują na promieniowanie). Ale nas w tym piekle nie było na tej planecie!
Do myślenia daje być może ciekawe przeliczenie. Ograniczenie zaśmiecania gruntu/atmosfery przez przejście na wegetarianizm przez okres roku daje taki zysk, który negatywnie rekompensuje jeden lot samolotem na weekend (tak z 1000km lotu).
Ile Polska rocznie potrzebuje energii? Tak mniej więcej tyle, ile jest w stanie zebrać panel słoneczny o powierzchni Warszawy.
Akcje promujące ograniczenie zużywania papieru są o tyle istotne, by przez nie przypominać ogólnie o tym, by nie robić rzeczy, które nie są niezbędne. Ale tak najpilniej musimy domagać się od polityków decyzji – całkowite zrezygnowanie z produkcji prądu wytwarzanego ze spalania paliw kopalnych - to szansa na ‘nieobudzenie demona’ lawinowych zmian, o których pisałem wyżej. Ponieważ większość polityków jest głucha/głupia, to musimy przeczytać kilka dobrych książek i z tą wiedzą ich punktować.
Może trochę ogólnie, bo nie chcę sprowadzać przecież krytycznego dla nas problemu klimatu do celulozy. Po prosty skorzystam z okazji i opiszę jak rozumiem zagrożenia.
Wszelkie dywagacje o ograniczaniu aktywności prywatnych mają globalny sens, jeśli w ich konsekwencji zmiany naszych przyzwyczajeń obniżają ostatecznie potrzebę produkcji prądu. Ale nie każda zmiana zachowań...
a jakie dobre książki na temat kryzysu klimatycznego mógłby Pan polecić?
a jakie dobre książki na temat kryzysu klimatycznego mógłby Pan polecić?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Mogę polecić dwie, które ostatnio czytałem:
Epoka człowieka. Retoryka i marazm antropocenu[bookLink]4857488|Epoka człowieka. Retoryka i marazm antropocenu[/bookLink]
Nauka o klimacie[bookLink]4867858|Nauka o klimacie[/bookLink]
Mogę polecić dwie, które ostatnio czytałem:
Epoka człowieka. Retoryka i marazm antropocenu[bookLink]4857488|Epoka człowieka. Retoryka i marazm antropocenu[/bookLink]
Nauka o klimacie[bookLink]4867858|Nauka o klimacie[/bookLink]
@asymon - dziękuję, jeszcze jeden wątek się wyłonił.
Pakowanie niektórych książek w folię. A także kartek, kopert, niektórych zeszytów.
@asymon - dziękuję, jeszcze jeden wątek się wyłonił.
Pakowanie niektórych książek w folię. A także kartek, kopert, niektórych zeszytów.
Okładki mają uzasadnienie - w bibliotekach i szkołach. Zeszysty i książki dłużej wtedy posłużą, a niektóre okładki można wykorzystać powtórnie. Najgorsze jest foliowanie "ozdobne". Foliowa butelka z napojem energetycznym czy sokiem oklejona krzykliwą termokurczliwą folią. To jest praktycznie nieodzyskiwalne. Tego nikt nie powinien kupować - niech się producent sam z tym pobuja...i przestanie śmiecić. Podobnie jest z opakowaniami kartonowymi na mleko, soki. Pomyślcie ile tu się papieru bezpowrotnie marnuje... Z tego ani papier, ani folia nie nadają się już do recyklingu. A niech ktoś spróbuje w Polsce kupić coś w szklanej butelce. No chyba, że piwo. Okaże się wkrótce, że jak w średniowieczu - piwo z tego powodu będzie jeszcze najzdrowsze - bo w szkle. ;)
Bo już teraz na potęgę połykamy plastik: https://www.rp.pl/Spoleczenstwo/190619783-Naukowcy-Amerykanie-przez-rok-spozywaja-ponad-70-tys-czastek-plastiku.html?fbclid=IwAR3Qwq2gotdNdda1m16d8LJNwIxP13uztCmviBXOw9gr_Ktunk9gKW_Of6s
Okładki mają uzasadnienie - w bibliotekach i szkołach. Zeszysty i książki dłużej wtedy posłużą, a niektóre okładki można wykorzystać powtórnie. Najgorsze jest foliowanie "ozdobne". Foliowa butelka z napojem energetycznym czy sokiem oklejona krzykliwą termokurczliwą folią. To jest praktycznie nieodzyskiwalne. Tego nikt nie powinien kupować - niech się producent sam z tym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
@Tsantsara - miałam na myśli opakowanie nowego produktu, nie okładki. Chociaż pamiętam, jak obkładałam sobie zeszyty w kolorowe strony z gazet lub papier prezentowy (po urodzinach) i też mi służyły.
Co do mleka - są mlekomaty w niektórych miastach, gdzie można kupić świeże niepasteryzowane mleko prosto od krowy do własnej szklanej butelki
http://radom.wyborcza.pl/radom/7,126564,24190470,mleko-od-krowy-w-centrum-miasta-w-radomiu-stanal-kolejny-mlekomat.html?disableRedirects=true
@Tsantsara - miałam na myśli opakowanie nowego produktu, nie okładki. Chociaż pamiętam, jak obkładałam sobie zeszyty w kolorowe strony z gazet lub papier prezentowy (po urodzinach) i też mi służyły.
Co do mleka - są mlekomaty w niektórych miastach, gdzie można kupić świeże niepasteryzowane mleko prosto od krowy do własnej szklanej butelki
...
To świetnie jeśli papier wszelkiego rodzaju jest w obiegu, możemy zatem pozyskać książki z drugiej ręki, wykorzystać kreatywnie wszelkie gazety, ulotki czy koperty. Tylko że do produkcji tej całej papierowej machiny już zostały zmarnowane kolejne drzewa.
Jeśli wydawca wydrukuje nakład 500 tys. książek danego tytułu i powiedzmy, że kupi go 100 tys. osób, to mimo iż taki kolejny nabywca tę książkę od kogoś pożyczy, bądź kupi z drugiej ręki, to i tak te 400 tys. sztuk wciąż zalegać będzie gdzieś na półkach i być może nigdy się nie sprzeda. Nie mówię tu oczywiście o książkach, które sprzedają się na pniu.
Więc mimo wszystko nawet oszczędzając maksymalnie na papierze, nie zapobiegniemy jego marnowaniu przez producentów. Co nie znaczy oczywiście, że nie mamy tego robić. Dla własnej satysfakcji należy walczyć na wszystkich frontach :)
To świetnie jeśli papier wszelkiego rodzaju jest w obiegu, możemy zatem pozyskać książki z drugiej ręki, wykorzystać kreatywnie wszelkie gazety, ulotki czy koperty. Tylko że do produkcji tej całej papierowej machiny już zostały zmarnowane kolejne drzewa.
Jeśli wydawca wydrukuje nakład 500 tys. książek danego tytułu i powiedzmy, że kupi go 100 tys. osób, to mimo iż taki...
@Róża_Bzowa: Nowych książek w plastiku jeszcze nie widziałem. Chyba, że chodzi o książeczki dla najmniejszych dzieci albo...o książki do czytania w wannie? Nie cierpię wydawnictw (gł. gazety i reklama) na kredowym, mocno lakierowanym papierze. Trudno powiedzieć co to jest: jeszcze papier, czy raczej już plastik...
@Róża_Bzowa: Nowych książek w plastiku jeszcze nie widziałem. Chyba, że chodzi o książeczki dla najmniejszych dzieci albo...o książki do czytania w wannie? Nie cierpię wydawnictw (gł. gazety i reklama) na kredowym, mocno lakierowanym papierze. Trudno powiedzieć co to jest: jeszcze papier, czy raczej już plastik...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
@tsantsara - czasem książki są zafoliowane, coby ograniczyć przeglądanie w księgarniach, np. komiksy w empiku. Z punktu widzenia wydawcy książka, którą przekartkowało kilka...dziesiąt osób zwykle jest niesprzedawalna.
Niedawno nabyłem Atlas osobliwości[bookLink]4805485|Atlas osobliwości[/bookLink] i w księgarni (akurat nie empik) dostałem zafoliowaną książkę.
@tsantsara - czasem książki są zafoliowane, coby ograniczyć przeglądanie w księgarniach, np. komiksy w empiku. Z punktu widzenia wydawcy książka, którą przekartkowało kilka...dziesiąt osób zwykle jest niesprzedawalna.
Niedawno nabyłem Atlas osobliwości[bookLink]4805485|Atlas osobliwości[/bookLink] i w księgarni (akurat nie empik) dostałem zafoliowaną książkę.
@Asymon Dzięki za wyjaśnienie, fakt - zdarza się, widziałem to na podręcznikach językowych, a całkiem już o tym zapomniałem. Zresztą, zdarza się foliowanie i na powieściach. Sami widzicie, że folii jest za dużo...i zabija.
@Asymon Dzięki za wyjaśnienie, fakt - zdarza się, widziałem to na podręcznikach językowych, a całkiem już o tym zapomniałem. Zresztą, zdarza się foliowanie i na powieściach. Sami widzicie, że folii jest za dużo...i zabija.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Kurczę, nic o ebookach?
OK, wyprodukowanie czytnika, w tym baterii, zużywa "trochę" zasobów, ale myślę że mniej niż przeciętny smartfon. Po pierwsze ekran jest dość prymitywny, po drugie czytnik chyba wymienia się rzadziej, przez 9 lat dorobiłem się drugiego urządzenia do czytania.
Kurczę, nic o ebookach?
OK, wyprodukowanie czytnika, w tym baterii, zużywa "trochę" zasobów, ale myślę że mniej niż przeciętny smartfon. Po pierwsze ekran jest dość prymitywny, po drugie czytnik chyba wymienia się rzadziej, przez 9 lat dorobiłem się drugiego urządzenia do czytania.
I dodałbym wątek taki - wieczne pióra. Odkąd z 8 lat temu kupiłem dwa-trzy pióra, nie muszę korzystać z jednorazowych długopisów. Kupuję tylko atramenty i gitara gra!
I dodałbym wątek taki - wieczne pióra. Odkąd z 8 lat temu kupiłem dwa-trzy pióra, nie muszę korzystać z jednorazowych długopisów. Kupuję tylko atramenty i gitara gra!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTak, pióro to świetna rzecz. I do tego jest wieczne :)
Tak, pióro to świetna rzecz. I do tego jest wieczne :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamOłówek lepszy. Pisałam piórem w szkole i wtedy to się sprawdzało, ale odkąd nie zapisuję codziennie co najmniej paru zdań, odkąd pisadło biorę do ręki tylko od czasu do czasu i najczęściej po to, żeby się gdzieś podpisać, odtąd pióra używać nie mogę. Bo cholerstwo zasycha. Zabawka fajna, ale tylko dla piszących codziennie. Dla nauczycieli na przykład. Takim jak ja pozostaje długopis lub ołówek, tym pierwszym wypełniam urzędowe druki i podpisuję oficjalne dokumenty, drugim robię notatki. Ma tę dodatkową zaletę, że pisze w każdej pozycji.
Ołówek lepszy. Pisałam piórem w szkole i wtedy to się sprawdzało, ale odkąd nie zapisuję codziennie co najmniej paru zdań, odkąd pisadło biorę do ręki tylko od czasu do czasu i najczęściej po to, żeby się gdzieś podpisać, odtąd pióra używać nie mogę. Bo cholerstwo zasycha. Zabawka fajna, ale tylko dla piszących codziennie. Dla nauczycieli na przykład. Takim jak ja pozostaje...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej@Moniko - tak, ołówek lepszy z powodów, o których pisałaś wyżej. Do tego nie jest z plastiku ani metalu - ścinki można wyrzucić do bioodpadów (lub kompostownika). Ma jednak jedną wadę - kiedyś się kończy i trzeba nabyć kolejny.
@Moniko - tak, ołówek lepszy z powodów, o których pisałaś wyżej. Do tego nie jest z plastiku ani metalu - ścinki można wyrzucić do bioodpadów (lub kompostownika). Ma jednak jedną wadę - kiedyś się kończy i trzeba nabyć kolejny.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMoniko, jestem nauczycielem i piórem sprawdzam, komentuję, oceniam. Ileż kałamarzy zielonego atramentu poszło! Ołówków nie-na-wi-dzę!
Moniko, jestem nauczycielem i piórem sprawdzam, komentuję, oceniam. Ileż kałamarzy zielonego atramentu poszło! Ołówków nie-na-wi-dzę!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ok, tak na szybko kilka refleksji:
- pracując w szkole, nie da się nie pracować na papierze; - szkoła generuje tony zbędnego papieru - same arkusze maturalne to 12 stron choćby z języka polskiego na jednego ucznia. Łatwo przemnożyć to przez dziesiątki tysięcy zdających rok w rok. A to tylko matura z języka polskiego! Jestem totalnym zwolennikiem likwidacji tych wszystkich arkuszy i zastąpienia ich zwykłym kancelaryjnym papierem, na którym pisano by wypracowania.
-Szkoły połykają tyle papieru w ciągu roku szkolnego, że to w sumie niewiarygodne. I nie chodzi o zeszyty, ale o kserówki zadań etc. To jest do wykorzenienia.
-Wszelkie badania potwierdzają nieocenione korzyści, jakie odnosi mózg, który lepiej przyswaja, gdy pisze się ręcznie na papierze właśnie. Przykładowy link: http://wyborcza.pl/7,157035,23292366,nauka-kaligrafii-i-robione-recznie-notatki-rozwijaja-mozg.html
- Ja (tak osobiście napiszę) jestem fetyszystą papieru. Mam kilka czystych, niezapisanych notesów, które czekają na "lepsze czasy", bym mógł w nich zapisywać recenzje, szkice wierszy etc. Nie umiem pracować na samym ekranie, ani notatek tak prowadzić.
- Temat jest trudny, ale nie da się go rozwiązać oddolnie. Wszystko psuje się lub naprawia od góry.
Ok, tak na szybko kilka refleksji:
- pracując w szkole, nie da się nie pracować na papierze; - szkoła generuje tony zbędnego papieru - same arkusze maturalne to 12 stron choćby z języka polskiego na jednego ucznia. Łatwo przemnożyć to przez dziesiątki tysięcy zdających rok w rok. A to tylko matura z języka polskiego! Jestem totalnym zwolennikiem likwidacji tych wszystkich...
Co do szkoły - pełna zgoda.
Lubię papier. Mam w domu mnóstwo papierowych książek. Również zapisuję niektóre rzeczy w notesach, ale - podobnie jak Ty - mam je latami.
Co więcej - nawet piszę dziennik w papierowych zeszytach (robię to od kilku dekad). Cały szkopuł w tym, że tych rzeczy nie wyrzucam, tylko z nich wciąż korzystam.
A, i jestem zwolenniczką pisania, rysowania, szkicowania ręcznego. Także mapy myśli - do nauki - przynoszą pamięci więcej korzyści niż wykonanie ich w odpowiedniej aplikacji.
Co do szkoły - pełna zgoda.
Lubię papier. Mam w domu mnóstwo papierowych książek. Również zapisuję niektóre rzeczy w notesach, ale - podobnie jak Ty - mam je latami.
Co więcej - nawet piszę dziennik w papierowych zeszytach (robię to od kilku dekad). Cały szkopuł w tym, że tych rzeczy nie wyrzucam, tylko z nich wciąż korzystam.
A, i jestem zwolenniczką pisania, rysowania,...
@Różo_Bzowa, super artykuł Ci wyszedł! Skłonił nie tylko do refleksji, ale i ciekawej dyskusji oraz wymiany poglądów. Postów tyle, że człowiek na pierwszy rzut oka może odnieść wrażenie, że to jakiś tekst poświęcony Mrozowi - do tej pory chyba tylko ten autor wzbudzał tak wielkie emocje.
@Różo_Bzowa, super artykuł Ci wyszedł! Skłonił nie tylko do refleksji, ale i ciekawej dyskusji oraz wymiany poglądów. Postów tyle, że człowiek na pierwszy rzut oka może odnieść wrażenie, że to jakiś tekst poświęcony Mrozowi - do tej pory chyba tylko ten autor wzbudzał tak wielkie emocje.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Dziękuję, ale to zupełnie bezrefleksyjnie i niechcący :) Zatem w świetle powyższych opinii chyba się nie liczy i nie zasługuję za podziękowania, bo nie chcę nadawać temu większego znaczenia, niż ma ;)
Chciałam sobie tylko trochę popisać...
Dziękuję, ale to zupełnie bezrefleksyjnie i niechcący :) Zatem w świetle powyższych opinii chyba się nie liczy i nie zasługuję za podziękowania, bo nie chcę nadawać temu większego znaczenia, niż ma ;)
Chciałam sobie tylko trochę popisać...
Ooo, cudownie dożyć czasów, w których społeczeństwo polskie tak się wzbogaciło, że musi się ograniczać w szaleństwach zakupowych i pomyśleć nieco o przyszłości naszej planety. Cudownie dożyć czasów, w którym nasze rozczytane i rozpisane społeczeństwo staje przed dylematem oddawania bądź nieoddawania hołdu bogu papierologii i syllogomanii. No bo przecież nasze społeczeństwo jest rozczytane, rozpisane. Wprawdzie próbują nam wmówić, że z rozczytaniem to nie jest prawda, ale my nie wierzymy, wszak sama nazwa portalu zadaje kłam takowym niemądrym twierdzeniom. Z rozpisaniem źle nie jest, polska biurokracja ma się całkiem nieźle, a i też coraz więcej pisaniny wszelakiej, różnogatunkowej na polskim rynku wydawniczym, więc tu też bóg papierologii może liczyć na szczodrą daninę. To wspaniale, że i my (w końcu!) znaleźliśmy się w punkcie, o którym nasi przodkowie mogli jedynie pomarzyć. No ale ta wspaniała wiadomość zderza się z wieszczoną zagładą naszej planety. Szczęśliwi ci, co mieli więcej czasu na konsumpcję. My ledwie doszliśmy, a już każą nam zawracać (bo chyba doszliśmy już?) Cóż robić? Gdzie szukać ratunku? Odpowiedź jest prosta. W pauperyzacji. Tak, właśnie tak. Tylko brak pieniędzy ustrzeże Kowalskiego, Iksińskiego, Nowaka przed marnotrawstwem wszelakim. Nic nie działa z równą skutecznością. Nie ma człowieka bardziej ekologicznego od człowieka skrajnie biednego. Nie masz pieniędzy, nie kupujesz, a jeśli chcesz czytać, to zmuszony jesteś szukać innych rozwiązań. Genialne w swojej prostocie... No ale biedy wszak w naszym kraju już nie ma, podobno nawet samo słowo stało się archaizmem. A jeszcze nie tak dawno narzekano na ceny książek, na niechęć rodaków do słowa pisanego. A teraz trzeba się zastanawiać, jak ograniczać kompulsywne ich kupowanie. Hmm... Wszak papier stoi na drodze naszej przyszłości. Z papierem przyjdzie nam stoczyć śmiertelny bój. Taak.
Ale, ale... Żeby nie być oskarżoną, że nawet tytułu nie przeczytałam lub, co gorsza, samego artykułu (w sumie to może miałabym szansę się wytłumaczyć z nieprzeczytania tytułu, że ja po angielsku ani w ząb, że w Polsce jestem, na polskim portalu, a nie na Goodreads na przykład, choć tak po cichu ten Goodreads rozważam, więc nie zrozumiałam wcale lub przynajmniej dobrze, ale to chyba byłby większy wstyd w obecnych czasach niż pokazanie gołych czterech liter, a poza tym byłaby to nieprawda, bo za moich czasów ów angielski był wciskany w szkołach, coby można było w przyszłości podjąć peregrynacje zarobkową, nasi rządzący już to przewidzieli zawczasu, więc angielskim władam, coraz częściej w Polsce , co nie zmienia faktu, że gdy widzę publikacje zero waste coś tam, to odczuwam jedynie zerowe, ale zainteresowanie). Otóż nie! Przeczytałam. Z uwagą. I to z uwagą zwielokrotnioną portalową posuchą, całorocznie trwającym na portalu sezonem ogórkowym. Cóż z tego? Mogę jedynie ograniczyć się do stwierdzenia, że rzadko kupuję książki, bo rzadko, którą z obecnie wydawanych chciałabym mieć na własność (ot kilka niezobowiązujących spotkań z książkami, które nie kończą się małżeńskim ich spółkowaniem), lwią część mojej biblioteczki stanowią książki pokryte patyną czasu, korzystam z bibliotek (szczęśliwie obyło się bez przykrych niespodzianek, które odbiłyby się negatywnie na mych zmysłach wzrokowo-węchowych i zaowocowały jakąś traumą antybiblioteczną), pożyczanek-obdarowywanek(dobrze otaczać się czytającymi znajomymi, przynajmniej brzemię współodpowiedzialności jest lżejsze) etc., etc., ale koniec końców byłoby to zero waste bezrefleksyjne, intuicyjne, nieświadome, marginesowe, wygodnickie niemal, a więc egoistyczne, o braku entuzjazmu i przekonaniu nie wspominając, więc raczej nie błysnę jakąś radą, dla tych, dla których zero waste jest sensem życia, czy też przemijającą modą, zapoczątkowaną przeczytaniem dwóch poradników, bo i tak też przecież bywa (nie wiem, czy nie częściej). A poza tym, to zgadzam się z użytkownikiem PedroP. I nie umiem swoim działaniom nadawać większego znaczenia niż mają w rzeczywistości. A skrajności opartej na płytkich przesłankach zwyczajnie się boję.
Ooo, cudownie dożyć czasów, w których społeczeństwo polskie tak się wzbogaciło, że musi się ograniczać w szaleństwach zakupowych i pomyśleć nieco o przyszłości naszej planety. Cudownie dożyć czasów, w którym nasze rozczytane i rozpisane społeczeństwo staje przed dylematem oddawania bądź nieoddawania hołdu bogu papierologii i syllogomanii. No bo przecież nasze społeczeństwo...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
@malena:
Imponująca wypowiedź; z pewnością robi wrażenie na tych, którzy wolą retoryczną wojnę podjazdową od merytorycznej wymiany poglądów oraz manipulują dyskusją przez sprowadzanie tezy rozmówcy ad absurdum.
Rozumiem, że chciałaś po prostu powiedzieć, że:
1. Twoim zdaniem kwestia ograniczenia konsumpcji to sztuczny problem, bo wciąż jesteśmy społeczeństwem na dorobku i powinniśmy produkować oraz kupować coraz więcej, żeby napędzać gospodarkę.
Odniosę się do tego. Niestety, służące produkcji nieodnawialne zasoby naturalne w Polsce (i na świecie) wyczerpują się w ogromnym tempie, a ich pozyskanie jest coraz droższe i skutkuje postępującą degradacją środowiska naturalnego. Świetnym przykładem jest węgiel kamienny; jest go w Polsce coraz mniej, eksploatowane są pokłady coraz głębiej położone i trudno dostępne, co jest niebezpieczne dla górników i środowiska; przy tym wszystkim udział przemysłu węglowego w polskim PKB ekonomiści szacują w najlepszym razie na 0 (zero), a bardziej realnie na -0,2 %; czyli wygląda na to, że wszyscy do górnictwa dopłacamy. Możemy oczywiście iść w zaparte i kopać do ostatniej grudki węgla czy innych surowców, a tworzyć bariery dla np. elektrowni wiatrowych, ale prędzej czy później i tak dojdziemy do ściany, a wtedy może już być za późno na działanie, na szukanie alternatywnych metod prowadzenia gospodarki i na przywrócenie środowiska do stanu gwarantującego, że nasze prapraprawnuki nie będą toczyć wojen o wodę.
2. Polacy czytają (i piszą) tak mało, że zachęcanie kogokolwiek do ograniczenia zużycia papieru nie ma sensu.
Wg mnie dość karkołomny argument. Róża_Bzowa podała kilka przykładów sposobów zmniejszenia wykorzystania papieru, spośród których wybrać mu pasujące, a potem zastosować może każdy z nas, a czytelnictwo na tym w żadnym stopniu nie ucierpi; jak rozumiem sama te sposoby stosujesz (i świetnie) - nie rozumiem jednak dlaczego od razu je umniejszasz, pisząc, że pewnie w czyichś oczach nie są wystarczająco zero waste. Notabene, zamiast porywać się od razu na "zero waste", lepiej wdrażać "less waste" (czy jak kto woli, "mniej marnotrawstwa") - to hasło ma bardziej ludzką skalę, nie jest tak paraliżująco radykalne i pozwala zacząć od małych kroków.
Tak, małe kroki się wg mnie liczą. Parę moich małych kroków to niemal żadna różnica dla środowiska, ale gdyby 30 milionów statystycznych Polaków ograniczyło swoje roczne zużycie plastikowych jednorazowych torebek o choćby 50% (szacuje się, że teraz przypada jakieś 300 rocznie na głowę), to daje o parę milionów mniej siatek, których cykl życia często trwa tyle, co droga ze sklepu do domu.
Wszystko jest kwestią świadomości, chęci oraz skali.
3. Uważasz, że Twój wpływ na świat jest znikomy.
Do tego już się odniosłam wyżej. Dodam jeszcze, że ludziom mającym poczucie sprawstwa i wiarę w możność wdrożenia zmiany od wieków zawdzięczamy rozwój we wszystkich obszarach życia.
4. "Zero waste" dla wielu to jedynie moda, za którą podążają.
Cóż, jeśli nawet w przypadku niektórych tak jest, to ja jestem za taką modą. I oby trwała ona jak najdłużej.
@malena:
Imponująca wypowiedź; z pewnością robi wrażenie na tych, którzy wolą retoryczną wojnę podjazdową od merytorycznej wymiany poglądów oraz manipulują dyskusją przez sprowadzanie tezy rozmówcy ad absurdum.
Rozumiem, że chciałaś po prostu powiedzieć, że:
1. Twoim zdaniem kwestia ograniczenia konsumpcji to sztuczny problem, bo wciąż jesteśmy społeczeństwem na dorobku i...
Spokojnie, dzieua Blanki i tak będą wychodzić w setkach tysięcy papierowych egzemplarzy xD
Spokojnie, dzieua Blanki i tak będą wychodzić w setkach tysięcy papierowych egzemplarzy xD
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamEch, ja niemal wszystko najpierw zapisuje ręcznie. Wszystko. Mam w nosie ekologię, gdy widzę, jak moje dzieci mogą sobie rysować, malować akwarelami lub swobodnie bazgrolić.
Ech, ja niemal wszystko najpierw zapisuje ręcznie. Wszystko. Mam w nosie ekologię, gdy widzę, jak moje dzieci mogą sobie rysować, malować akwarelami lub swobodnie bazgrolić.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Też zapisuję ręcznie. Ale wykorzystuję do tego często drugą stron kartek już zadrukowanych (np. korespondencję z urzędów).
Nie piszę o nieużywaniu papieru, ale o jego bezrefleksyjnym marnowaniu.
Też zapisuję ręcznie. Ale wykorzystuję do tego często drugą stron kartek już zadrukowanych (np. korespondencję z urzędów).
Nie piszę o nieużywaniu papieru, ale o jego bezrefleksyjnym marnowaniu.
Myślę, że marnotrawstwo papieru zużywanego na książki ma się nijak do ilości papieru, jakie są marnowane bez zastanowienia np. na papier do drukarek. Kiedyś wszelkiego rodzaju formularze, potwierdzenia, paragony, bilety - to były skrawki papieru. Dziś całe płachty formatu A4. Na szczęście częściowo przechodzi się coraz częściej na formę elektroniczną. Ale i tak jestem pewien, że książki - zwłaszcza przy czytelnictwie, jakie w Polsce mamy i rosnącej dynamice obiegu elektronicznego - to problem drugorzędny. Mnie boli raczej likwidacja systemu zagospodarowania makulatury (przyjęte w reformie śmieciowej rozwiązania w dużej mierze uniemożliwiają, moim zdaniem, jego odzyskanie).
A i tak dużo większym zagrożeniem dla środowiska obecnie jest plastik. Bo drzewa wycina się w Brazylii czy w Indonezji nie na papier na książki, lecz by wskutek rabunkowej gospodarki skorumpowanych państw i pazernych, wszechmogących koncernów, którym oddaje się te lasy pod nóż, zakładać na tym miejscu tak chętnie u nas propagowany "proekologiczny" olej palmowy lub wydobywać kopaliny, które być może posłużą do produkcji równie "proekologicznych", wysokoprzetworzonych produktów. Notabene zaprojektowanych tak, by nie działały dłużej, niż 2 lata, tj. dokładnie tyle, na ile opiewa ich okres gwarancyjny...
Przy wylansowanym obecnie konsumpcjonistycznym stylu życia (wszystkie śmieci z samochodu wyrzucane są przez okno, byle dalej o siebie - dokładnie tak samo jak w Afryce czy Azji!), poziomie debilizmu ekologiczneego (wciąż wywozi się śmieci do lasu lub porzuca na przystankach i po rowach), jedynym wyjściem jest zakaz produkcji plastiku i powrót do opakowań wielokrotnego użytku lub w 100% biodagradowalnych (technologie już istnieją). Natomiast papier na książki to nisza, która przy dobrej gospodarce nie musi nadmiernie obciążać środowiska. Nie robi się tego u nas - co mnie dziwi - ale nie trzeba papieru na książki (ale też do drukarek) wybielać aż do kości.
Myślę, że marnotrawstwo papieru zużywanego na książki ma się nijak do ilości papieru, jakie są marnowane bez zastanowienia np. na papier do drukarek. Kiedyś wszelkiego rodzaju formularze, potwierdzenia, paragony, bilety - to były skrawki papieru. Dziś całe płachty formatu A4. Na szczęście częściowo przechodzi się coraz częściej na formę elektroniczną. Ale i tak jestem...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Ziemia może bez problemu zaspokoić wszystkie potrzeby ludzkości, prócz chciwości.
A jak już wielkie firmy mają pieniądze(kosztem środowiska), to z nich nie zrezygnują.
Ziemia może bez problemu zaspokoić wszystkie potrzeby ludzkości, prócz chciwości.
A jak już wielkie firmy mają pieniądze(kosztem środowiska), to z nich nie zrezygnują.
Ło jejku! A jak te wielkie firmy wyciągają te pieniądze ze środowiska? Wystarczy wyciąć las, a pieniądze płyną? Wywalić trochę plastiku do oceanu, a pieniądze płyną? Spalić trochę węgla i ropy, a pieniądze płyną?
To my, zwykli ludzie, pozwalamy się tym wielkim firmom bogacić kosztem środowiska. To my im za zanieczyszczanie środowiska płacimy. To my płacimy im tym więcej, im bardziej temu środowisku szkodzą!
Małe opakowanie czy większe? Wybieramy większe, bo czujemy podświadomą niechęć do płacenia dużo za coś małego, duże jest większe, więc i więcej warte, taki sam i tej samej wielkości produkt w większym opakowaniu sprzedaje się lepiej i drożej niż to samo w opakowaniu mniejszym. Stąd pudełka rosną.
Więcej kolorów, połysku, wstążeczek, kolejne i kolejne warstwy opakowań - bo towar ładniej zapakowany lepiej się sprzedaje.
Stary telewizor, kilkuletni, niewielki, sąsiad kupił nowy większy - musimy i my kupić. Chociaż teraz to chyba częściej smartfonów się tyczy niż telewizorów. Nieważne, że stary dobry. Nowy będzie lepszy! Przecież na pewno jest coś, czego stary nie potrafił, a nowy już tak. Wyrzucić stary (zaśmiecanie środowiska), kupić nowy, który specjalnie dla naszych potrzeb, których wczoraj jeszcze nie mieliśmy i nie znaliśmy, wyprodukowano (zasoby, energia).
Koncerny nami manipulują. Wciskają nam to, co chcą sprzedać, ale to my się tym manipulacjom poddajemy i to my im za nie i za zaśmiecanie środowiska płacimy. Nikt inny.
A Ziemia wcale nie tak bez problemu może zaspokoić nasze potrzeby. Bez problemu to było, kiedy nas było znacznie, ale to znacznie mniej. Teraz jest z problemami, a jak jeszcze nas przybędzie, a cały czas przybywa, to w końcu nawet i z problemami zapewnić nam wszystkiego, ba, nawet nie wszystkiego, samego żarcia zapewnić nam nie zdoła!
Ło jejku! A jak te wielkie firmy wyciągają te pieniądze ze środowiska? Wystarczy wyciąć las, a pieniądze płyną? Wywalić trochę plastiku do oceanu, a pieniądze płyną? Spalić trochę węgla i ropy, a pieniądze płyną?
To my, zwykli ludzie, pozwalamy się tym wielkim firmom bogacić kosztem środowiska. To my im za zanieczyszczanie środowiska płacimy. To my płacimy im tym więcej,...
Za ropę, węgiel i plastik się płaci, więc tak pieniądze wtedy płyną. Lasy wycinają, żeby przetworzyć drewno na różne produkty i sprzedać.
To nie jest manipulacja, tylko wykorzystanie właśnie tej cechy ludzkości, chciwości. Bo każdy chce mieć, nieważne czy jest prezesem firmy czy konsumentem.
Za ropę, węgiel i plastik się płaci, więc tak pieniądze wtedy płyną. Lasy wycinają, żeby przetworzyć drewno na różne produkty i sprzedać.
To nie jest manipulacja, tylko wykorzystanie właśnie tej cechy ludzkości, chciwości. Bo każdy chce mieć, nieważne czy jest prezesem firmy czy konsumentem.
Staram się być eko od bardzo wielu lat i pewnych rzeczy, jeśli nie będą uregulowane odgórnie (np. zwrot plastikowych butelek), nie przejdę. Przy zwrocie butelek jest gratyfikacja finansowa, więc "budowanie świadomości ekologicznej" dla opornych nie jest potrzebne.
Wszelkie książki typu Zero Waste konsekwentnie omijam, żeby się nie denerwować.
Staram się być eko od bardzo wielu lat i pewnych rzeczy, jeśli nie będą uregulowane odgórnie (np. zwrot plastikowych butelek), nie przejdę. Przy zwrocie butelek jest gratyfikacja finansowa, więc "budowanie świadomości ekologicznej" dla opornych nie jest potrzebne.
Wszelkie książki typu Zero Waste konsekwentnie omijam, żeby się nie denerwować.
Czteroosobowa rodzina rocznie słoik śmieci? Chyba dymion i to taki 100l. :) Osobiście to bym namawiał do kaligrafii i odręcznego pisania, bo to podobno niesamowicie rozwija mózg, przez co będzie więcej genuszy a jak wiadomo tacy ludzie, lubią bajzel na biurku, porozrzucane kartki, i chaotycznie powbijane szpileczkami notatki. Lepsze to niż klikać i stać się elektroniczną roślinką.
Jak znam ironię losu, to wystrzeli jakiś wulkan i narobi więcej syfu niż ludzkość przez całe życie albo przyjdzie burza magnetyczna i pokasuje wszystkie niezapisane na papierze e-booki.
Nie ma co za bardzo problemów świata brać na klatę, a jak będzie już za brudno, Wall-e wszystko posprząta :)
Czteroosobowa rodzina rocznie słoik śmieci? Chyba dymion i to taki 100l. :) Osobiście to bym namawiał do kaligrafii i odręcznego pisania, bo to podobno niesamowicie rozwija mózg, przez co będzie więcej genuszy a jak wiadomo tacy ludzie, lubią bajzel na biurku, porozrzucane kartki, i chaotycznie powbijane szpileczkami notatki. Lepsze to niż klikać i stać się elektroniczną...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWall-e będzie sprzątać? Tylko dla kogo? :)
Wall-e będzie sprzątać? Tylko dla kogo? :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTen słoik śmieci rocznie to jest oczywiście slogan i oszustwo. Przeczytałam, o co dokładnie z tym chodzi i nie jest już tak różowo. Głównie polega to na przekazywaniu śmieci komu innemu - kobieta chwali się, że kupując buty nie zabiera dołączonego do nich kartonu, do śmieci w słoiku nie wlicza też plastików, bo przecież posegregowane i wyrzucone w odpowiedni kontener! Pomysł na kompostowanie odpadów biologicznych zadziała tylko, gdy ma się ogródek. Tak samo nie każdy ma po prostu czas samodzielnie produkować wszystkie środki czystości z sody itd. Wiele z tych pomysłów dobrze wygląda na papierze, ale na większą skalę nie ma racji bytu.
Ten słoik śmieci rocznie to jest oczywiście slogan i oszustwo. Przeczytałam, o co dokładnie z tym chodzi i nie jest już tak różowo. Głównie polega to na przekazywaniu śmieci komu innemu - kobieta chwali się, że kupując buty nie zabiera dołączonego do nich kartonu, do śmieci w słoiku nie wlicza też plastików, bo przecież posegregowane i wyrzucone w odpowiedni kontener!...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Batalia, z tymi śmieciami to bardziej chodzi o to, że nim trafiają do tego przysłowiowego słoika, który symbolizuje już koniec - nie da się tego już wykorzystać w inny sposób, zrecyklingować, już nic, tylko wyrzucić na hałdę śmieci za miastem, to wcześniej są jeszcze inne opcje, tak zwane i znane w zerowasteowym świecie 5xR:
REFUSE – odmawiaj tego, czego nie potrzebujesz.
REDUCE – ograniczaj to, czego potrzebujesz (tzw życie w minimalizmie).
REUSE – używaj ponownie.
RECYCLE – to, czego nie da się użyć ponownie, oddać do recyklingu.
ROT – kompostuj.
Dopiero śmieć, z którym nie da się zrobić żadnej z tych rzeczy, trafiał do słoika tej pani Bei Johnson.
Wiesz, gdyby się mocno zagłębić w temat, to to jest bardzo możliwe, ale trzeba mieć WIELE chęci i jeszcze WIĘCEJ czasu na to, ale babka od słoika nie pracuje poza pisaniem, więc co jej tam ;)
Batalia, z tymi śmieciami to bardziej chodzi o to, że nim trafiają do tego przysłowiowego słoika, który symbolizuje już koniec - nie da się tego już wykorzystać w inny sposób, zrecyklingować, już nic, tylko wyrzucić na hałdę śmieci za miastem, to wcześniej są jeszcze inne opcje, tak zwane i znane w zerowasteowym świecie 5xR:
REFUSE – odmawiaj tego, czego nie potrzebujesz.
...
PanKracy, dla potomnych... :)
PanKracy, dla potomnych... :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
@Batalia
Głównie polega to na przekazywaniu śmieci komu innemu - kobieta chwali się, że kupując buty nie zabiera dołączonego do nich kartonu
Tak, w tym wypadku pozostawiła śmieć komu innemu. Ale pokazuje w ten sposób, że jej ten śmieć nie jest potrzebny, że wyprodukowano go niepotrzebnie, że ona jako konsument tego opakowania nie chce. Jeśli więcej ludzi będzie zostawiać opakowania sprzedawcy, być może sprzedawca mniej ich będzie brał od producenta, jemu te zbędne opakowania zostawi, a producent, jeśli towar będzie mu schodził bez opakowań, zmniejszy ich produkcję lub całkowicie z nich zrezygnuje - bo jeśli kupują bez nich, ba, jeśli więcej kupują od konkurenta, który już się opakowań pozbył?
Nieprzyjęcia śmieci, które ktoś nam daje, nie nazwałabym przekazywaniem ich temu komuś. To on je ma, on wyprodukował lub przyjął od poprzednika, a teraz chce nam wcisnąć. Niebranie nie jest zrzucaniem swojej śmieciowej winy na niewinnego, ale jest pozostawianiem winnego z jego winą, niezdejmowaniem mu jej z sumienia, a nawet uświadamianiem mu jej. Moim zdaniem zachowanie pozytywne.
@Batalia
Głównie polega to na przekazywaniu śmieci komu innemu - kobieta chwali się, że kupując buty nie zabiera dołączonego do nich kartonu
Tak, w tym wypadku pozostawiła śmieć komu innemu. Ale pokazuje w ten sposób, że jej ten śmieć nie jest potrzebny, że wyprodukowano go niepotrzebnie, że ona jako konsument tego opakowania nie chce. Jeśli więcej ludzi będzie zostawiać...
Moniko, przecież to jest absurd. Wszystkie opakowania w tym na buty także raz, że chronią produkt dwa, że są potrzebne do gwarancji i gdy je oddajemy to razem z paragonem w orygnalnym pudełku mamy dostarczyć. To przecież jak nie zabiorę, narażę się na własny interes. A jak sobie to wyobrażasz, że na sklepie będzie hołda butów czy może w tych błeee... w woreczkach foliowych? A dostawca to niby je przeżuci widłami?, lakierki i szpilki by się połamały :)
Producenci opakowań, reklamodawcy itd. też mają w tym udział, rynek nie lubi próżni i można by tak długo o tych dziwacznych zachowaniach, które tu wymyślacie.
Bez urazy, jak czytam niektóre wypowiedzi i pomysły, to czuję się jak Ijon Tichy na kongresie futurologicznym :) Może dam recenzję, chociaż mam mały problem z tą książką Lem trochę przekombinował. Mniejsza o to fajnie jest pożartować, ale brać na serio takie pomysły uznaję za niedorzeczne.
Moniko, przecież to jest absurd. Wszystkie opakowania w tym na buty także raz, że chronią produkt dwa, że są potrzebne do gwarancji i gdy je oddajemy to razem z paragonem w orygnalnym pudełku mamy dostarczyć. To przecież jak nie zabiorę, narażę się na własny interes. A jak sobie to wyobrażasz, że na sklepie będzie hołda butów czy może w tych błeee... w woreczkach foliowych?...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Ja kupuję tylko książki, które bardzo chcę mieć i na prezenty. Wszystkie inne czytam w pakiecie bibliotecznym Legimi. Do kupowania innych rzeczy podchodzę z dystansem, bo preferuję minimalizm. Nie lubię elektroniki, bo niszczy zdrowie, mam tylko smartfon, tablet, czytnik i stary netbook sprzed 10 lat, który będę używała dopóki mi nie padnie :)
Śmieci segreguję, jeśli trafią mi się już całkiem bezużyteczne papiery, bo takie niestety zawsze się pojawią, to wyrzucam do makulatury. Zbędne książki przekazuję dalej. Pieniądze też są papierowe, to do bankomatu rzadko chodzę ;)
W papier toaletowy najpierw dmucham nos, dopiero potem go używam. A to jest oczywiście tylko taki ekologiczny żart! ;)
Ja kupuję tylko książki, które bardzo chcę mieć i na prezenty. Wszystkie inne czytam w pakiecie bibliotecznym Legimi. Do kupowania innych rzeczy podchodzę z dystansem, bo preferuję minimalizm. Nie lubię elektroniki, bo niszczy zdrowie, mam tylko smartfon, tablet, czytnik i stary netbook sprzed 10 lat, który będę używała dopóki mi nie padnie :)
Śmieci segreguję, jeśli...
Bardzo ciekawy artykuł, tym bardziej, że wywołał dyskusję. Jedni wierzą w sensowność swoich małych wyrzeczeń, inni wskazują na odpowiedzialność większych graczy czyli korporacji i rządów na różnych poziomach. Można załamywać ręce nad rozmiarami i nieuchronnością katastrofy, albo umniejszać jej rozmiary, mieć nadzieję, że ta burza przejdzie bokiem albo zacznie się za ileś pokoleń. Wszystkie te mechanizmy reakcji na kryzys klimatyczny opisała Ewa Bińczyk w książce Epoka człowieka. Retoryka i marazm antropocenu[bookLink]4857488|Epoka człowieka. Retoryka i marazm antropocenu[/bookLink] - nie jest to lektura łatwa ale pokazuje jak odbywa się samo omawianie problemu (mniej więcej jak w tym wątku).
Skoro już jesteśmy na portalu czytelniczym, pozwolę sobie zaproponować lekturę paru innych książek, dużo lżej napisanych, a zawierających dużo informacji i sugestii co można zrobić i co trzeba zrobić. Uważam, że lepiej jest wiedzieć więcej niż mniej, zanim zaczniemy rozmawiać. Oto moje propozycje:
Świat na rozdrożu[bookLink]150171|Świat na rozdrożu[/bookLink]
Nauka o klimacie [bookLink]4867858|Nauka o klimacie [/bookLink]
Nauka o klimacie[bookLink]4867858|Nauka o klimacie[/bookLink]
Ostatni moment. Jak wspólnie możemy ocalić nasz świat[bookLink]4879505|Ostatni moment. Jak wspólnie możemy ocalić nasz świat[/bookLink]
Nie bijmy piany, temat jest zbyt istotny na przepychanki :)
Bardzo ciekawy artykuł, tym bardziej, że wywołał dyskusję. Jedni wierzą w sensowność swoich małych wyrzeczeń, inni wskazują na odpowiedzialność większych graczy czyli korporacji i rządów na różnych poziomach. Można załamywać ręce nad rozmiarami i nieuchronnością katastrofy, albo umniejszać jej rozmiary, mieć nadzieję, że ta burza przejdzie bokiem albo zacznie się za ileś...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Świat na rozdrożu to książka wydana w 2012 roku, i co? I nic. Ostatnio przypadkiem widziałem wywiad z innym fizykiem, w Pytaniu na Śniadanie. Wprost powiedział jak jest i jak będzie. I co?
https://pytanienasniadanie.tvp.pl/43139131/naukowcy-przepowiadaja-koniec-ludzkosci-ile-nam-zostalo
Ludzie naprawdę są przekonani, że to science fiction, ewentualnie bredzenie jakichś oszolomów. Bo przecież to niemozliwe, bo przecież w razie jakiejś awarii rząd coś zrobi, wyśle strażaków, co nie?
Świat na rozdrożu to książka wydana w 2012 roku, i co? I nic. Ostatnio przypadkiem widziałem wywiad z innym fizykiem, w Pytaniu na Śniadanie. Wprost powiedział jak jest i jak będzie. I co?
https://pytanienasniadanie.tvp.pl/43139131/naukowcy-przepowiadaja-koniec-ludzkosci-ile-nam-zostalo
Ludzie naprawdę są przekonani, że to science fiction, ewentualnie bredzenie jakichś...
No cóż, jedyny sposób, by naprawdę zredukować nasz wpływ na środowisko do zera, to po prostu nie istnieć.
A co do książek, to może na początek zaproponować co poniektórym autorom, żeby w duchu zero waste wstrzymali się od pisania, wydawcom - żeby ich nie wydawali, i tak dalej... Czysta oszczędność własnego i cudzego czasu, papieru, maszyn, pieniędzy... Chyba każdy miałby paru kandydatów/ek.
No cóż, jedyny sposób, by naprawdę zredukować nasz wpływ na środowisko do zera, to po prostu nie istnieć.
A co do książek, to może na początek zaproponować co poniektórym autorom, żeby w duchu zero waste wstrzymali się od pisania, wydawcom - żeby ich nie wydawali, i tak dalej... Czysta oszczędność własnego i cudzego czasu, papieru, maszyn, pieniędzy... Chyba każdy miałby...
Postanowiłem sobie coś policzyć. Podstawowe pytania: ile papieru (kartek) z jednego drzewa? Ile jest drzew na świecie?
Podobno (https://zapytaj.onet.pl/Category/023,005/2,3242913,Ile_kartek_A4_mozna_uzyskac_z_jednego_drzewa.html):
"17 drzew potrzeba na wyprodukowanie 1 tony papieru, na którą składa się 200 000 kartek A4.
1 drzewo daje ok. 60 kg papieru."
(https://www.green-projects.pl/ile-jest-drzew-na-swiecie/)
"na świecie jest nieco ponad 3 biliony drzew. W przybliżeniu daje to około 420 drzew na każdego mieszkańca ziemi."
Jeśli te dane są totalnie błędne, to proszę mnie skorygować.
Wnioski. 17 drzew to tysiąc książek po 400 stron (bo kartka ma dwie strony!). I to formatu A4...
Mało jest ludzi, którzy kupili w życiu tysiąc książek (niektórzy mają oczywiście więcej książek w domach, ale często odziedziczonych po rodzicach, dziadkach, no i w domu zwykle mieszka więcej niż jedna osoba). Nowych książek, dodajmy. Jeśli więc jesteś bibliofilem, to może 17 drzew zmarnowałeś na posiadane książki. 17 z 420 drzew na każdego mieszkańca planety.
Tak, wiem, drzewo drzewu nierówne itd., wytworzenie książki to nie tylko papier. Niemniej, proszę sobie to przemyśleć. A może też policzyć ile mamy książek w biblioteczce. I jeśli rocznie kupimy o 5 (nowych) książek mniej, to przez kolejne np. 50 lat życia ile zaoszczędzimy "w drzewach".
Dla mnie wniosek jest prosty: chcesz być eko, to nie tędy droga.
Postanowiłem sobie coś policzyć. Podstawowe pytania: ile papieru (kartek) z jednego drzewa? Ile jest drzew na świecie?
Podobno (https://zapytaj.onet.pl/Category/023,005/2,3242913,Ile_kartek_A4_mozna_uzyskac_z_jednego_drzewa.html):
"17 drzew potrzeba na wyprodukowanie 1 tony papieru, na którą składa się 200 000 kartek A4.
1 drzewo daje ok. 60 kg papieru."
...
Ciekawe te wyliczenia, ale nieprawdziwe.
Przeciętny Polak zużywa 100 kilogramów papieru ROCZNIE.
Zachecam do zajrzenia tutaj
https://www.ekonsument.pl/a66525_przemysl_drzewno_papierniczy.html
Poza tym zapomniał pan o kilku drobiazgach:
1. papier produkuje się tylko z określonych gatunków drzew;
2. drzewo nadające się do produkcji papieru ma kilkadziesiąt lat (ok. 60) do stu. Jeśli dożyje do takiego wieku. Nie każde drzewo nadaje się też do obróbki z różnych powodów,
3. zapotrzebowanie na papier rośnie szybciej niż las; papier to nie tylko książki, ale także: czasopisma, zeszyty, ulotki, instrukcje, dokumenty urzędowe (urzędy wszelkiej maści), akta sądowe, karty zdrowia (pacjentów), gazetki sklepowe, rachunki, faktury, kartki i pocztówki, papier do drukarki, notesy, podręczniki i ćwiczenia do szkoły, PIT-y, plakaty (filmowe, teatralne, koncertowe i inne), programy teatralne, ulotki teatralne i filmowe, bilety, karnety, karty do głosowania, spisy wyborców, paszporty, dyplomy, etykiety oraz tektura i karton używany do opakowań - mebli, sprzętów agd, sprzętów elektronicznych, butów i wielu innych rzeczy;
4. przemysł papierniczy należny do zużywających najwięcej energii i surowców, np. do wyprodukowania jednego kilograma papieru potrzeba od 60 do kilkuset litrów wody.
5. Pomysł przeliczania drzew na osobę jest nieco dziwny. Jeśli odejmiemy położone poza obszarem zamieszkanym lasy, drzewa rosnące w górach, w parkach narodowych i krajobrazowych to ile ich zostanie "na głowę"?
Ponadto nikt z nas nie jest WŁAŚCICIELEM tych ponad 400 drzew.
A one drzew dostarczają również:
- owoców i surowców do ich przetworów (soki, syropy, dżemy, owoce kandyzowane itd.)
- cienia,
- mebli,
- odzieży (np. bambus),
- sprzętów elektronicznych - np. drewniana obudowa głośników,
- relaksu i odpoczynku - parki, lasy,
- miodu,
- leków,
- opału do pieca / kominka,
- podłogę (drewno, panele),
- wykończenie samochodu, jachtu, statku itd,
- ławki w parku, mieście,
- podłogi i wykończenie wnętrz w budynkach użyteczności publicznej,
- meble w powyższych,
- pomosty, molo,
- podkłady kolejowe,
- trumny,
- podeszwy do obuwia itd.,
- biżuteria,
- okulary,
- ozdoby do włosów - spinki,
- sztućce bambusowe, pałeczki,
- naczynia,
- schronienie dla ptaków,
- schronienie dla pszczół,
itd.
Artykuł nie jest ogólnie o ekologii i byciu eco.
Traktuje tylko o wycinku powyższego tematu.
Zachęcam do przeczytania jeszcze raz tytułu :-)
Ciekawe te wyliczenia, ale nieprawdziwe.
Przeciętny Polak zużywa 100 kilogramów papieru ROCZNIE.
Zachecam do zajrzenia tutaj
https://www.ekonsument.pl/a66525_przemysl_drzewno_papierniczy.html
Poza tym zapomniał pan o kilku drobiazgach:
1. papier produkuje się tylko z określonych gatunków drzew;
2. drzewo nadające się do produkcji papieru ma kilkadziesiąt lat (ok. 60) do...
Zapomnieliście jeszcze o takim szczególe jak to, że te drzewa wchłaniają CO2 i produkują tlen a nie mają tylko służyć to ścinania ;)
Zapomnieliście jeszcze o takim szczególe jak to, że te drzewa wchłaniają CO2 i produkują tlen a nie mają tylko służyć to ścinania ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
@MikaNeko
To wchłanianie CO2 polega na tym, że drzewo zżera węgiel i wbudowuje go w swoje tkanki. Po czym po latach drzewo kończy swój żywot i... no właśnie, co się dzieje z węglem? Jeśli drzewo stanie się opałem, CO2 błyskawicznie wraca do obiegu. Jeśli drzewo pada na dno lasu, zaczyna się rozkładać, zżerają je robale, grzyby, bakterie, a węgiel powolutku wraca do obiegu. Jeśli jakieś wielkoskalowe wydarzenie zakopie nagle kawał lasu, pogrzebie miliony drzew, po czym na miliny lat wepchnie je głęboko pod powierzchnię planety, to mamy węgiel kamienny - mnóstwo węgla na miliony lat wyłączonego z obiegu, mnóstwo CO2 niemal trwale wycofanego z atmosfery.
Drzewa pochłaniają dwutlenek węgla i uwalniają tlen, ale ich możliwości w tym zakresie są ograniczone maksymalnym możliwym wzrostem drzewa i wielkością obszaru, na którym drzewom pozwalamy rosnąć. Lasy zatrzymują i mogą zatrzymać tylko ograniczoną ilość węgla, nadwyżkę umierające drzewa oddają. Żeby zatem wzmocnić efekt, z pomocą drzew wyrwać z atmosfery jak najwięcej dwutlenku węgla, należy martwym drzewom nie pozwalać się rozłożyć. Czyli więzić je w budowlach, w meblach, sprzętach. Może składować w wyeksploatowanych kopalniach lub na morskim dnie. I może robić z nich książki i ich nie palić.
Duże drzewo pochłania więcej CO2 niż małe, ale z kolei drzewo stare, umierające, stopniowo radzi z tym sobie coraz gorzej, aż wreszcie pada i zaczyna się proces odwrotny. Dlatego idealnie byłoby pozwalać drzewom rosnąć jak najdłużej, po czym ścinać je dopiero dobrze wyrośnięte, olbrzymie, ale jeszcze zdrowe, w jak najlepszym stanie, takie, by jak najlepiej dały się wykorzystać i jak najdłużej wytrzymały jako zakonserwowane zwłoki.
Wycinamy drzew za dużo i za wcześnie, do tego w niektórych miejscach na świecie wyciętych drzew nie zastępujemy nowymi. To trzeba by poprawić.
Ale poza tym drzewa służą właśnie do ścinania. Każde drzewo ścięte, ale nie spalone, to pewna ilość dwutlenku węgla uwięziona na kolejne lata, dziesięciolecia, stulecia.
@MikaNeko
To wchłanianie CO2 polega na tym, że drzewo zżera węgiel i wbudowuje go w swoje tkanki. Po czym po latach drzewo kończy swój żywot i... no właśnie, co się dzieje z węglem? Jeśli drzewo stanie się opałem, CO2 błyskawicznie wraca do obiegu. Jeśli drzewo pada na dno lasu, zaczyna się rozkładać, zżerają je robale, grzyby, bakterie, a węgiel powolutku wraca do obiegu....
Myślę, że powyższy artykuł jest skrajnością idei Zero Waste. Uważam, że ludzie dzielą się na dwa typy, tych, którzy znają i stosują ZW i tych, którzy nie zamierzają tego robić. W drugim przypadku niezależnie, czego byśmy nie powiedzieli, pomysł ograniczania śmieci wleci takiej osobie jednym uchem, a wyleci drugim. Kto interesuje się ruchem ZW, skłania się (a raczej powinien) do minimalizmu życiowego, a więc siłą rzeczy poddaje pod wątpliwość każdy zakup pod kątem przydatności, jeśli coś nie jest potrzebne, to się tego nie kupuje, a jeśli można, szuka się alternatyw, by przedmiot został wykorzystany wielokrotnie. Sądzę, że temat jest wart zgłębienia przez każdego z nas, ale wiem, że są bardziej palące problemy w dziedzinie ekologii niźli używanie papierowych książek i tymi powinniśmy się zająć, a dopiero potem rozdrabniać się na mniejsze.
Myślę, że powyższy artykuł jest skrajnością idei Zero Waste. Uważam, że ludzie dzielą się na dwa typy, tych, którzy znają i stosują ZW i tych, którzy nie zamierzają tego robić. W drugim przypadku niezależnie, czego byśmy nie powiedzieli, pomysł ograniczania śmieci wleci takiej osobie jednym uchem, a wyleci drugim. Kto interesuje się ruchem ZW, skłania się (a raczej...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZachęcam do przeczytania tytułu artykułu oraz nazwy portalu :)
Zachęcam do przeczytania tytułu artykułu oraz nazwy portalu :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Może zbyt zawoalowany sposób napisałam, że uważam Pani tekst za mało trafny i niezbyt ważny w kontekście ZW, to, że pojawił się na lubimyczytac.pl nie ma dla mnie znaczenia, odnoszę się do treści jako całości w kontekście poruszonej dziedziny i tak też zamierzam się wypowiadać nadal.
Uważam, jak wyżej, że są osoby, dla których to wszystko już jest logiczne, jeśli stosują zasady ZW i są takie, których to nie obchodzi i nie będzie i tekst ten do nich nie trafi.
Myślę, że mając możliwość przebicia się do większej gromady, mogła pani trafniej dobrać temat, może na taki, który przyniósł by rzeczywiście jakieś miarodajne zmiany, bo akurat papier jako materiał jest jednym z najbardziej ekologicznych tworzyw, a w życiu Zero Waste nie chodzi o to, by cofać się do średniowiecza i wszystkiego sobie odmawiać, ale przede wszystkim żyć w minimalizmie, wybierając ekologiczne tworzywa, o jak najniższym śladzie węglowym, z odpowiedzialnych źródeł, ale przy tym nie tracić zdrowego rozsądku i nie rezygnować z zainteresowań i czynności, które w małym stopniu uderzają w naszą planetę. Uważam, że poruszony temat do kropla w morzu potrzeb zmian i na etapie, na którym się znajdujemy jako ludzkość, powinniśmy skupić siły na czymś zupełnie innym, niż ograniczanie czytelnictwa czy szukanie alternatyw na siłę.
Może zbyt zawoalowany sposób napisałam, że uważam Pani tekst za mało trafny i niezbyt ważny w kontekście ZW, to, że pojawił się na lubimyczytac.pl nie ma dla mnie znaczenia, odnoszę się do treści jako całości w kontekście poruszonej dziedziny i tak też zamierzam się wypowiadać nadal.
Uważam, jak wyżej, że są osoby, dla których to wszystko już jest logiczne, jeśli stosują...
Jeżeli wyczytała Pani w tym artykule argumenty na rzecz ograniczania czytelnictwa oraz pasji i zainteresowań, to - stwierdzam z przykrością - zupełnie nie mamy płaszczyzny porozumienia.
Nawiasem mówiąc - w średniowieczu większość ludzi była analfabetami zatem mało kto czytał i pisał, a na książki stać było tylko bogaczy, bo kosztowały równowartość kilku wsi. Zatem taka dyskusja, jak tutaj nie mogłaby się toczyć z co najmniej dwóch powodów. Jeśli apel o świadome kupowanie i ograniczanie ilości zbędnych śmieci wydaje się Pani średniowieczny, wypada mi tylko opuścić ręce.
Moim zdaniem porównanie jest chybione.
PS Freeshop Po-Dzielnia (w którym aktywnie udziela się autorka książki Życie Zero Waste. Żyj bez śmieci i żyj lepiej[bookLink]4800265|Życie Zero Waste. Żyj bez śmieci i żyj lepiej[/bookLink]) pozwolił sobie mieć inne zdanie na temat artykułu udostępniając go na swoim FB.
Jeżeli wyczytała Pani w tym artykule argumenty na rzecz ograniczania czytelnictwa oraz pasji i zainteresowań, to - stwierdzam z przykrością - zupełnie nie mamy płaszczyzny porozumienia.
Nawiasem mówiąc - w średniowieczu większość ludzi była analfabetami zatem mało kto czytał i pisał, a na książki stać było tylko bogaczy, bo kosztowały równowartość kilku wsi. Zatem taka...
No i właśnie to mnie mierzi, że osoby, które przeczytały 2 książki i używają materiałowej torby uważają się za speców w temacie, a pisząc o takich pierdołach wśród niezorientowanych w temacie robi się z takiej grupy chcącej coś zmienić oszalałych czubków. Właśnie taki jest ten artykuł, bo nie porusza prawdziwych problemów i nie wytyka rzeczywistych potrzeb.
No i właśnie to mnie mierzi, że osoby, które przeczytały 2 książki i używają materiałowej torby uważają się za speców w temacie, a pisząc o takich pierdołach wśród niezorientowanych w temacie robi się z takiej grupy chcącej coś zmienić oszalałych czubków. Właśnie taki jest ten artykuł, bo nie porusza prawdziwych problemów i nie wytyka rzeczywistych potrzeb.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Dyskusja wymaga odniesienia się do argumentów przedmówcy, a nie do ataków osobistych. Pani do moich wcześniejszych się nie odniosła.
Zatem kolejno:
1. przeczytałam w życiu więcej niż dwie książki (można sprawdzić w mojej biblioteczce) :) ,
2. "Z uwagi na temat artykułu zajmiemy się głównie papierem i pochodzącymi z niego produktami, w czym przydatne będą cztery pierwsze zasady zero waste. Zainteresowanych ideą odsyłam do powyższych książek oraz na stronę Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste".
A skąd pani wie, za kogo się uważam?
3. Nie uważa pani, że robienie sztucznych podziałów między osobami, którym jest bliska ta sama idea (tu: zero waste) może być bardzo zniechęcające dla osób dopiero chcących się zaangażować?
4. Specjaliści w temacie (Po-Dzielnia) mają inne zdanie niż Pani, o czym pisałam wcześniej.
Dyskusja wymaga odniesienia się do argumentów przedmówcy, a nie do ataków osobistych. Pani do moich wcześniejszych się nie odniosła.
Zatem kolejno:
1. przeczytałam w życiu więcej niż dwie książki (można sprawdzić w mojej biblioteczce) :) ,
2. "Z uwagi na temat artykułu zajmiemy się głównie papierem i pochodzącymi z niego produktami, w czym przydatne będą cztery pierwsze...
Ja też jestem za ekologią,jestem za zakończeniem wydobycia węgla.Wiem,trudne.
Też zależy mi na klimacie.Ale wiem,że sam nic nie zrobię.
Ja też jestem za ekologią,jestem za zakończeniem wydobycia węgla.Wiem,trudne.
Też zależy mi na klimacie.Ale wiem,że sam nic nie zrobię.
Ostatnio kupiłem kosiarkę i do niej była instrukcja chyba w stu językach, przy czym po polsku były dwie kartki. To jest marnowanie papieru. Drukowanie książek w stu językach, zamiast wydrukować w POLSCE TYLKO TE DWIE STRONY.
I tak jest ze wszystkim. Zamiast chrzanić o odzyskiwaniu papieru z książek należałoby karać więzieniem za niszczenie planety poprzez drukowanie i rozpowszechnianie tego typu instrukcji w stu językach tylko dlatego, że śmierdzącym leniom nie chce się selekcjonować tej makulatury w zależności od kraju, do którego wysyła się produkty.
Ostatnio kupiłem kosiarkę i do niej była instrukcja chyba w stu językach, przy czym po polsku były dwie kartki. To jest marnowanie papieru. Drukowanie książek w stu językach, zamiast wydrukować w POLSCE TYLKO TE DWIE STRONY.
I tak jest ze wszystkim. Zamiast chrzanić o odzyskiwaniu papieru z książek należałoby karać więzieniem za niszczenie planety poprzez drukowanie i...
No, można jeszcze do języka krajowego dorzucić skróconą instrukcję po angielsku czy w dwóch, trzech językach w danej części świata służących do porozumiewania się pomiędzy nacjami. Bo coraz większą mamy swobodę poruszania się, coraz więcej obcokrajowców nas odwiedza i u nas mieszka, a nawet umiejętność względnie sprawnego porozumiewania się, jeśliby ktoś siedział u nas dość długo, by nauczyć się polskiego, nie wystarcza raczej do zrozumienia bełkotu w instrukcjach. Ba, sama mam z nim czasem problemy i żeby niektóre fragmenty zrozumieć, porównuję ze sobą różne wersje językowe, czasem więcej zrozumiem z języka, którego nigdy się nie uczyłam, niż z wersji podobno polskiej.
Zostawmy ze dwa, trzy popularne języki, żeby ułatwić życie żyjącym u nas cudzoziemcom i żebyśmy my sami mogli czasem przeczytać instrukcję napisaną przez kogoś, kto znał język, a nie przez automatycznego tłumacza czy nawet kombinację autotłumaczy.
Ale kilkadziesiąt języków, w tym wszystkie te krzaczki, robaczki i inne cudactwa, to zdecydowana przesada i marnotrawstwo papieru.
A widziałam już ciekawostkę drukowaną chyba z użyciem europejskiego komputera bez zainstalowanych wschodnioazjatyckich czcionek, bo teksty krzaczkowate były w całości lub w częściach zastąpione kwadracikami, takimi samymi, jakie widzę wchodząc na niektóre dalekowschodnie strony www. To dopiero było "wykorzystanie" papieru!
No, można jeszcze do języka krajowego dorzucić skróconą instrukcję po angielsku czy w dwóch, trzech językach w danej części świata służących do porozumiewania się pomiędzy nacjami. Bo coraz większą mamy swobodę poruszania się, coraz więcej obcokrajowców nas odwiedza i u nas mieszka, a nawet umiejętność względnie sprawnego porozumiewania się, jeśliby ktoś siedział u nas dość...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Zgoda, to marnotrawstwo. Nie piszę o ODZYSKIWANIU papieru z książek, tylko o wielokrotnym ich używaniu oraz o odzyskiwaniu papieru z innych druków.
A jeśli te "lenie" to pracownicy krajów azjatyckich, w których produkuje się te sprzęty, mający za zadanie w czasie dziennej normy włożyć do pudełka 1000 takich instrukcji za dzienną pensję 3 dolary?
Zgoda, to marnotrawstwo. Nie piszę o ODZYSKIWANIU papieru z książek, tylko o wielokrotnym ich używaniu oraz o odzyskiwaniu papieru z innych druków.
A jeśli te "lenie" to pracownicy krajów azjatyckich, w których produkuje się te sprzęty, mający za zadanie w czasie dziennej normy włożyć do pudełka 1000 takich instrukcji za dzienną pensję 3 dolary?
Może wyjściem byłby wielki kod QR na opakowaniu, skanowanie przy pomocy telefonu (raczej każdy ma smartfona, ewentualnie w pogotowiu link do strony internetowej, co by można wpisać ręcznie) i wtedy na ekranie bez zużycia ani krzty papieru ukazałaby się możliwość przeczytania instrukcji we wszystkich możliwych językach?
Mnie bardzo wkurza fakt, że biurokracja nie próbuje wykorzystać elektroniki (w XXI wieku), zasłaniając się hakerami czy utratą danych, i wolą marnować tony papieru na bzdetne arkusiki, niż robić to w wersjach elektronicznych :///
Pani Różo, idea ZW skłania również do tego, by kupować świadomie, od firm, które w powyższym przykładzie nie stosują nowożytnego niewolnictwa.
Może wyjściem byłby wielki kod QR na opakowaniu, skanowanie przy pomocy telefonu (raczej każdy ma smartfona, ewentualnie w pogotowiu link do strony internetowej, co by można wpisać ręcznie) i wtedy na ekranie bez zużycia ani krzty papieru ukazałaby się możliwość przeczytania instrukcji we wszystkich możliwych językach?
Mnie bardzo wkurza fakt, że biurokracja nie próbuje...
Owszem, dlatego zdejmuję odpowiedzialność z osób pakujących instrukcje na rzecz ich pracodawców.
Owszem, dlatego zdejmuję odpowiedzialność z osób pakujących instrukcje na rzecz ich pracodawców.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
W polskim prawie jest obowiązek dołączenia instrukcji w języku polskim. Tyle.
Oczywiście książeczki dostajemy dlatego, że producentowi opłaca się drukować hurtem te cegły, a nie rozdrabniać na Polskę, Mołdawię czy Norwegię. Zostawiłem sobie na pamiątkę instrukcję do mikrofalówki Sharp: 14 języków, każdy na 25 stron, 350 stron formatu A5. Printed in China.
I jak ze wszystkim, jedynym sposobem zmuszenia producentów i sprzedawców jest sprawienie, że przestanie im się to opłacać.
W polskim prawie jest obowiązek dołączenia instrukcji w języku polskim. Tyle.
Oczywiście książeczki dostajemy dlatego, że producentowi opłaca się drukować hurtem te cegły, a nie rozdrabniać na Polskę, Mołdawię czy Norwegię. Zostawiłem sobie na pamiątkę instrukcję do mikrofalówki Sharp: 14 języków, każdy na 25 stron, 350 stron formatu A5. Printed in China.
I jak ze...
Ja część moich zbiorów wygrałam w konkursach (czy to na LC, czy na innych stronach internetowych) - może krokiem w dobrą stronę byłaby rozmowa z wydawnictwami na temat tego, w jakiej formie udostępnią wygrane egzemplarze? Zawsze to mniej papieru zużytego do produkcji książki i do zapakowania przesyłki, gdyby zwycięzca konkursu wolał ebooka ;)
Ja część moich zbiorów wygrałam w konkursach (czy to na LC, czy na innych stronach internetowych) - może krokiem w dobrą stronę byłaby rozmowa z wydawnictwami na temat tego, w jakiej formie udostępnią wygrane egzemplarze? Zawsze to mniej papieru zużytego do produkcji książki i do zapakowania przesyłki, gdyby zwycięzca konkursu wolał ebooka ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamProblem bycia eko jest wielopłaszczyznowy. W artykule pokazano jak zmniejszyć zużycie papieru. Nie wiem do jakiego poziomu oszczędności mógłbym ja dojść aby nie zwariować. Na pewno będę częściej wypożyczał książki z biblioteki. Gromadzenie książek, chyba jak niemal wszystko, ma swój punkt krytyczny. Przestajemy się mieścić ze swoimi zbiorami w mieszkaniu (domu). Na pewno konsumpcyjny styl życia nie sprzyja byciu eko. Bycie w rozsądnych granicach oszczędnym sprawi, że podświadomie będziemy zachowywać się ekologicznie. Nie raz trudno ocenić które działania z naszej strony będą przynosić mniej szkód przyrodzie.
Problem bycia eko jest wielopłaszczyznowy. W artykule pokazano jak zmniejszyć zużycie papieru. Nie wiem do jakiego poziomu oszczędności mógłbym ja dojść aby nie zwariować. Na pewno będę częściej wypożyczał książki z biblioteki. Gromadzenie książek, chyba jak niemal wszystko, ma swój punkt krytyczny. Przestajemy się mieścić ze swoimi zbiorami w mieszkaniu (domu). Na pewno...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
W życiu nie pomyślałam o zero waste w kontekście książek, więc artykuł mnie zaciekawił, choć argumenty niezupłenie mnie przekonały.
Ja już od jakiegoś czasu nie kupuję hurtowo książek z kilku powodów, m.in. dlatego, że z książek zrobiono produkt, który musi się sprzedać, i coraz częściej wciska nam się chłam. Nachalnie promuje się badziew. Robi się z grafomanów wielkich pisarzy, a my, czytelnicy, mamy to łykać, kupować więcej i więcej. Kiedy więc w końcu przejrzałam na oczy i wyrwałam się z tego zaklętego kręgu kupowania beznadziejnych i niepotrzebnych książek, odetchnęłam z ulgą. Kupuję teraz wyłącznie książki z dziedzin, które mnie interesują, na tematy, które zgłębiam - często są to książki stare i używane, do tego trudno dostępne.
Doszłam do wniosku, że lepiej zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na takie książki, do których dodatkowo można wielokrotnie wracać, a ich treść jest naprawdę wartościowa.
Natomiast książki lekkie, kryminały i ostatnio niestety też reportaże (ponieważ zrobiono modę na ten gatunek, więc i poziom musiał drastycznie spaść) wypożyczam z bibliotek.
Jak się więc okazało - czytam w duchu zero waste już od jakiegoś czasu, ale dopiero dziś się o tym dowiedziałam.
Pozdrawiam autorkę artykułu :)
W życiu nie pomyślałam o zero waste w kontekście książek, więc artykuł mnie zaciekawił, choć argumenty niezupłenie mnie przekonały.
Ja już od jakiegoś czasu nie kupuję hurtowo książek z kilku powodów, m.in. dlatego, że z książek zrobiono produkt, który musi się sprzedać, i coraz częściej wciska nam się chłam. Nachalnie promuje się badziew. Robi się z grafomanów wielkich...
"używanie e-booków i audiobooków pozyskanych za pośrednictwem sieci (kupionych, wypożyczonych lub legalnie udostępnionych) nie zmniejsza zasobu drzew ani nie zostawia śladu węglowego."
Sprzęt elektroniczny -w tym wspomniane dalej smartfony, to prędzej czy później, śmieci elektroniczne ;) W tym zdaje się, nie tak łatwa w utylizacji bateria (czasem baterie w sprzętach elektronicznych zawierają bardzo szkodliwe metale ciężkie - pamiętajmy o oddawaniu ich w odpowiednich punktach odbioru odpadów!).
Dodatkowa kwestia to ładowanie naszych sprzętów (np. e-booka, laptopa, komórki...) - jeśli nie ładujemy z ogniw słonecznych lub innych źródeł odnawialnych przy wyprodukowaniu energii elektrycznej zanieczyszczamy środowisko (z czasem zużywając baterię, trzeba ładować coraz częściej).
Cokolwiek robimy i jakiekolwiek decyzje podejmujemy - bierzmy pod uwagę wszystkie za i przeciw :)
I jeszcze ostatnie 3 grosze ode mnie: moje książki to z definicji zero waste, bo żadna z ważnych dla mnie książek, przez co najmniej kilkadziesiąt lat nie będzie śmieciem - albo znajdzie nowy dom lub trafi do biblioteki.
"używanie e-booków i audiobooków pozyskanych za pośrednictwem sieci (kupionych, wypożyczonych lub legalnie udostępnionych) nie zmniejsza zasobu drzew ani nie zostawia śladu węglowego."
Sprzęt elektroniczny -w tym wspomniane dalej smartfony, to prędzej czy później, śmieci elektroniczne ;) W tym zdaje się, nie tak łatwa w utylizacji bateria (czasem baterie w sprzętach...
Tak, zgadzam się, wszystko ma dwie strony.
O śladzie węglowym w przypadku papierowych książek myślałam w kontekście:
- wycinanie drzew (energia, transport do miejsca obróbki),
- obróbka drewna (energia, odpady, transport do producenta papieru),
- proces produkcji papieru (energia, odpady, transport do hurtowni czy sprzedawcy papieru),
- proces druku (energia, farby, odpady, transport do sprzedawcy książek),
- dystrybucja i sprzedaż (energia, transport itd.).
Tak, zgadzam się, wszystko ma dwie strony.
O śladzie węglowym w przypadku papierowych książek myślałam w kontekście:
- wycinanie drzew (energia, transport do miejsca obróbki),
- obróbka drewna (energia, odpady, transport do producenta papieru),
- proces produkcji papieru (energia, odpady, transport do hurtowni czy sprzedawcy papieru),
- proces druku (energia, farby,...
Hm, super rady, najlepsza to ta o czytaniu w księgarni. Taka nie za uczciwa względem księgarni jak i pisarza. Szkoda, że w tym pędzie do hard-eko pomija się ludzi, którzy na czytelniczym biznesie zarabiają (i tak kiepskie pieniądze). Z czego ma żyć pisarz, jeśli jego książki nie są kupowane, a wyłącznie pożyczane? Z czego ma żyć dystrybutor książek, skoro książki nie są kupowane, a wyłącznie pożyczane? Drukarnie mają drukować pro publico bono?
Hm, super rady, najlepsza to ta o czytaniu w księgarni. Taka nie za uczciwa względem księgarni jak i pisarza. Szkoda, że w tym pędzie do hard-eko pomija się ludzi, którzy na czytelniczym biznesie zarabiają (i tak kiepskie pieniądze). Z czego ma żyć pisarz, jeśli jego książki nie są kupowane, a wyłącznie pożyczane? Z czego ma żyć dystrybutor książek, skoro książki nie są...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejOprócz tego zapomina się też o ludziach, którzy po prostu lubią kupować książki w wersji papierowej i niezależnie od tej eko-narracji, nadal będą to robić, bo nic nie zastąpi zapachu papieru nowej książki i uciechy z jej "rozpakowywania". Po przeczytaniu gros komentarzy stwierdzam, że ludzie łykają fakt, że stosując się do tych eko-trendów zbawiają świat i środowisko. Nie potrafią pojąć, że za to rozwadnianie odpowiedzialności i przenoszenie jej na innych odpowiadają właśnie państwa, wielkie korporacje, które wrzucają w przestrzeń sieciową i publiczną tego typu pseudo-porady, żeby ukryć fakt, że pojedynczy człowiek ma zero mocy sprawczej w tym zakresie. Tak jak za wszystkim na tym padole, tak również za życiem w stylu eko stoi po prostu zysk, a nie żadne górnolotne ideały. Jednak 80-90 proc. ludzi na tej planecie zostało już tak sformatowanych przez media i internet, że utracili zdolność krytycznego myślenia.
Oprócz tego zapomina się też o ludziach, którzy po prostu lubią kupować książki w wersji papierowej i niezależnie od tej eko-narracji, nadal będą to robić, bo nic nie zastąpi zapachu papieru nowej książki i uciechy z jej "rozpakowywania". Po przeczytaniu gros komentarzy stwierdzam, że ludzie łykają fakt, że stosując się do tych eko-trendów zbawiają świat i środowisko. Nie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejbez systemowych rozwiązań można sobie popoprawiać samopoczucie nosząc ubrania aż się poprują albo nie kupując książek. Korporacjom i rządom to jest nawet na rękę - fani eko życia będą mieć czyste sumienie i zwalać odpowiedzialność za uduszone plastikiem żółwie na Kowalskiego albo Smitha.
bez systemowych rozwiązań można sobie popoprawiać samopoczucie nosząc ubrania aż się poprują albo nie kupując książek. Korporacjom i rządom to jest nawet na rękę - fani eko życia będą mieć czyste sumienie i zwalać odpowiedzialność za uduszone plastikiem żółwie na Kowalskiego albo Smitha.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Magrat - kupuję ogromne ilości książek.
Czasem jakąś przeczytam w księgarni - robiłam tak, gdy nie miałam wcale pieniędzy i robię tak nadal, jeśli chodzi o książki dla dzieci, które i tak potem często kupuję - na prezent.
Magrat - kupuję ogromne ilości książek.
Czasem jakąś przeczytam w księgarni - robiłam tak, gdy nie miałam wcale pieniędzy i robię tak nadal, jeśli chodzi o książki dla dzieci, które i tak potem często kupuję - na prezent.
Proponuję, żeby Ci najbardziej zachłanni pisarze przestali wydawać rocznie po 10 książek :) To oni marnują najwięcej papieru, a potem zalegają w Biedronkach :)
Proponuję, żeby Ci najbardziej zachłanni pisarze przestali wydawać rocznie po 10 książek :) To oni marnują najwięcej papieru, a potem zalegają w Biedronkach :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Tak, świat jest niedoskonały. Zgadza się - chodzi o to, by kupować jak najwięcej, także niepotrzebnych rzeczy. Stąd mój artykuł.
Ale biadolenie nad tym nic nie zmieni, jeśli nie zaczniemy od siebie - refleksji, zmiany nastawienia, innych nawyków i działań.
Starałam się kilka takich tu zaproponować. Warto zacząć od siebie.
Liczę także na wasze podpowiedzi w temacie.
Tak, świat jest niedoskonały. Zgadza się - chodzi o to, by kupować jak najwięcej, także niepotrzebnych rzeczy. Stąd mój artykuł.
Ale biadolenie nad tym nic nie zmieni, jeśli nie zaczniemy od siebie - refleksji, zmiany nastawienia, innych nawyków i działań.
Starałam się kilka takich tu zaproponować. Warto zacząć od siebie.
Liczę także na wasze podpowiedzi w temacie.
Odpowiem zbiorowo, ponieważ przeczytałam komentarze przed zalogowaniem się do portalu, a po zalogowaniu do LC pod artykułem nie widzę ani jednej wypowiedzi.
1. Jestem użytkowniczką LC, która od czasu do czasu pisze artykuły. Temat tekstu wymyślam sama i przedstawiam w nim swoje prywatne i subiektywne zdanie.
2. O, dziękuję za informację o lasach polskich. To, że jest ich dużo i coraz więcej bardzo mnie cieszy.
Tytuł artykułu i główna idea to unikanie niepotrzebnego marnowania, w tym papieru. Jeżeli chcę przeczytać książkę i wiem, że zrobię to tylko raz, bardziej ekologiczne wydaje mi się wypożyczenie jej lub kupienie wersji elektronicznej.
Jeśli natomiast chcę tę książkę mieć w domowej bibliotece, to szukam wersji papierowej według kolejności:
- używane (rodzina, znajomi, książki sprzedawane przez biblioteki, wymiana / sprzedaż na LC, portale aukcyjne itd.,
- kupienie nowej wersji papierowej, najlepiej kieszonkowego wydania lub w miękkiej oprawie i puszczam po rodzinie znajomych, oddaję do biblioteki, uwalniam lub sprzedaję (gdy jestem pod kreską).
Mam w domowej biblioteczce mnóstwo książek papierowych, które są mi potrzebne - zaglądam do nich, czytam, pożyczam innym itd.
3. Moniko, masz rację - warto się zastanowić, co jest bardziej ekologiczne w świetle używania wszelkich zasobów, także energii.
4. Plastiku nie lubię. Nie pisałam tu na ten temat. Staram się ograniczyć tak bardzo jak to możliwe kupowanie i używanie plastikowych rzeczy.
Ale w sytuacji: kupić kosmetyk w plastiku lub szkle czy jeszcze DODATKOWO w papierowym opakowaniu wybiorę pierwszy wariat. A tak naprawdę to robię niektóre kosmetyki sama i przechowuję w szklanych słoiczkach.
Jeżeli znajdziecie gdzieś pastę do zębów lub krem w opakowaniu TYLKO z papieru - chętnie kupię.
Odpowiem zbiorowo, ponieważ przeczytałam komentarze przed zalogowaniem się do portalu, a po zalogowaniu do LC pod artykułem nie widzę ani jednej wypowiedzi.
1. Jestem użytkowniczką LC, która od czasu do czasu pisze artykuły. Temat tekstu wymyślam sama i przedstawiam w nim swoje prywatne i subiektywne zdanie.
2. O, dziękuję za informację o lasach polskich. To, że jest ich...
Mam jeszcze jeden pomysł - papier do zadka wykorzystywać wielokrotnie (bo pewnie papieru do zadka idzie więcej, niż papieru na książki) :D Oszczędzanie papieru przez niekupowanie książek to najbardziej idiotyczny pomysł o jakim słyszałem, bo akurat nie jest to wielkie źródło katastrofy ekologicznej (to produkt nadający się do recyklingu, a do tego ze źródła odnawialnego - papier jest eko, w przeciwieństwie do czytników).
Mam jeszcze jeden pomysł - papier do zadka wykorzystywać wielokrotnie (bo pewnie papieru do zadka idzie więcej, niż papieru na książki) :D Oszczędzanie papieru przez niekupowanie książek to najbardziej idiotyczny pomysł o jakim słyszałem, bo akurat nie jest to wielkie źródło katastrofy ekologicznej (to produkt nadający się do recyklingu, a do tego ze źródła odnawialnego -...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Zgadzam się z Panem Pawłem, akurat poruszony tutaj temat jest moim zdaniem zgoła śmieszny.
Pod moim postem, gdzie wskazałam, że ludzie dzielą się na tych, co znają ideę ZW i na pewno zwraca uwagę na swoje zakupy książkowe i piśmiennicze oraz na takich co nie znają, bądź nie zamierzają się starać i jest im wszystko jedno, nakazała mi Pani jeszcze raz przeczytać tytuł artykułu (co by to zmieniło - nie wiem), a tu powyżej widzę, jakoby się Pani z czegoś tłumaczyła/chwaliła swoim ZW życiem? Toć to nie wiąże się z treścią artykułu XD Zakrawa na ironię, ale cóż.
Zgadzam się z Panem Pawłem, akurat poruszony tutaj temat jest moim zdaniem zgoła śmieszny.
Pod moim postem, gdzie wskazałam, że ludzie dzielą się na tych, co znają ideę ZW i na pewno zwraca uwagę na swoje zakupy książkowe i piśmiennicze oraz na takich co nie znają, bądź nie zamierzają się starać i jest im wszystko jedno, nakazała mi Pani jeszcze raz przeczytać tytuł...
Prawda jest taka, że dopóki świat nie zrezygnuje z konsumpcyjnego stylu życia takie akcje będą mieć jedynie marginalny wpływ na poprawę sytuacji naszego środowiska. Ok, marnowanie papieru to problem, ale znacznie poważniejsze i bardziej negatywne konsekwencje dla natury ma choćby produkcja urządzeń elektronicznych, tj. wszelakiej maści laptopów, smartfonów, telewizorów czy ogólnie produktów RTV i AGD, które w dodatku każdy chce jak najszybciej wymienić na nowszy model. Tymczasem ze starym, zużytym sprzętem coś trzeba zrobić - dla dociekliwych polecam sprawdzić jak ekologiczna Europa sobie z tym radzi (podpowiem, że warto rzucić okiem na Afrykę).
Niestety, ale idea zero-waste ma jak na razie nikłe racje bytu, bowiem dąży się do tego, by niemal wszystko, co się produkuje miało jak najkrótszy okres użycia i bynajmniej nie chodzi mi o żywność. Samochody, wspomniane produktu RTV i AGD, ubrania - każdy z nas wciągany jest w potężne tryby reklam, które przekonują nas, że co rusz musimy wszystko wymieniać, kupować coraz nowsze i nowsze modele. W chwili obecnej świat nastawiony jest na produkcję i konsumpcję, a takiego schematu nie da się zmienić z dnia na dzień. Gdybyśmy nagle postanowili wszyscy jak jeden mąż przestać kupować nowe przedmioty, to przecież gospodarka światowa by padła. Przykro to stwierdzić, ale świat zapędził się w kozi róg i dopóki wszystko oparte jest na pieniądzu, trudno o jakiekolwiek racjonalne rozwiązanie, które byłoby dobre i dla ludzkich jednostek i dla umęczonej przez nas natury.
Prawda jest taka, że dopóki świat nie zrezygnuje z konsumpcyjnego stylu życia takie akcje będą mieć jedynie marginalny wpływ na poprawę sytuacji naszego środowiska. Ok, marnowanie papieru to problem, ale znacznie poważniejsze i bardziej negatywne konsekwencje dla natury ma choćby produkcja urządzeń elektronicznych, tj. wszelakiej maści laptopów, smartfonów, telewizorów czy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPrawda jest taka, że ludzkość nie zdała egzaminu. Od samego początku droga była tylko jedna: ku władzy, dobrobycie i potędze. Człowiek traci rozsądek w starciu z konsumpcjonizmem. Najchętniej jeden drugiemu by wszystko z rąk wydarł i chciał jeszcze więcej. Chciwość i zachłanność, oto obraz świata XXI wieku.
Prawda jest taka, że ludzkość nie zdała egzaminu. Od samego początku droga była tylko jedna: ku władzy, dobrobycie i potędze. Człowiek traci rozsądek w starciu z konsumpcjonizmem. Najchętniej jeden drugiemu by wszystko z rąk wydarł i chciał jeszcze więcej. Chciwość i zachłanność, oto obraz świata XXI wieku.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
@Ambrose
Piszesz, że dopóki świat nie zrezygnuje z konsumpcjonizmu, takie pomysły nie mają wielkiego sensu, bo ich wpływ jest marginalny. Dopóki? Ale jak ten świat miałby ewentualnie z czegokolwiek zrezygnować? Sam piszesz, że nagle się nie da, bo wszystko by się zawaliło. Nie mówiąc już o tym, że nagle się nie da, bo nagle wszystkich się nie przekona, nagle to nawet połowa nie zmieni dobrowolnie swojego podejścia, a zmusić się całej ludzkości nie da, bo nie, bo nikt, nawet te wstrętne rządy i korporacje, gdyby im nagle odwaliło i zmieniły zdanie, nie ma takiej siły, by całą ludzkość do czegokolwiek przymusić. Potrzeba by kosmitów z nieznanymi nam jeszcze środkami przymusu i kontroli.
A zatem sprawić, by świat najpierw zrezygnował z konsumpcjonizmu, by potem jakieś myślenie i działania ekologiczne miały sens, zwyczajnie się nie da. I już.
Świat nie zrezygnuje nagle i świat nie zrezygnuje sam z siebie. Jeśli świat miałby się kiedykolwiek zmienić, to od czegoś trzeba zacząć, a potem te początki jakoś rozwijać.
I tu idea zero waste nie jest taka całkiem od czapy. Bo jeśli ktoś nie chce śmiecić, to kupuje produkty możliwie najtrwalsze, a kiedy się zużywają, stara się jak najdłużej przedłużać ich życie. Jeśli nie potrzebuje najnowszego smartfona i najnowszego samochodu, jeśli przestanie wierzyć reklamom i uzna, że wystarczy mu działający telefon i jeżdżący samochód, to taki ktoś poszuka serwisu, w którym mu ten jego nieco zużyty sprzęt naprawią i utrzymają w formie. A zatem jeśli przybędzie wyznawców zero waste, spadnie sprzedaż rzeczy ulegających szybkiemu zużyciu, pociągnie to za sobą oczywiście zwolnienia w sektorze produkcji, ale jednocześnie pojawi się na rynku nisza dla naprawiaczy tego wszystkiego, co zepsute nieśmiecący zapragną naprawić - i już, jest krok naprzód, świat odrobinę się zmienia, ale się nie wali, gospodarka się nie wali, podatki spływają, tylko teraz mniej ich płaci producent nietrwałego badziewia, a zamiast niego pojawia się na rynku i płaci podatki warsztat naprawiający elektronikę, szewc, krawiec i sam jeszcze pomyśl, jakie inne profesje się utworzą lub odnowią - może nastąpić powolna transformacja od szalonego konsumpcjonizmu w stronę czegoś bardziej racjonalnego.
Ale właśnie od pomysłu czegoś, co idzie w kierunku przeciwnym do obecnych trendów, trzeba zacząć, a nie twierdzić, że dopóki trendy się nie odwrócą, to zmiana nie jest możliwa, a zatem można tylko siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż jakoś, nie wiadomo jak, kiedyś, samoistnie się te trendy odwrócą. Bo póki nie, to nie ma sensu.
Jest sens z trendami walczyć, bo tylko tak można zacząć je odwracać.
@Ambrose
Piszesz, że dopóki świat nie zrezygnuje z konsumpcjonizmu, takie pomysły nie mają wielkiego sensu, bo ich wpływ jest marginalny. Dopóki? Ale jak ten świat miałby ewentualnie z czegokolwiek zrezygnować? Sam piszesz, że nagle się nie da, bo wszystko by się zawaliło. Nie mówiąc już o tym, że nagle się nie da, bo nagle wszystkich się nie przekona, nagle to nawet połowa...
@Moniko, ale dlaczego zakładasz, że tylko siedzę z założonymi rękami i narzekam? Zrzędzę, bo podejmuję pewne działania (do pracy dojeżdżam rowerem, a w momencie, gdy temperatura spada poniżej zera przerzucam się na komunikację publiczną; większość czytanych książek wypożyczam z biblioteki; segreguję odpady; nie mam prywatnego smartfona, używam tylko służbowego; nie korzystam z elektronicznych gadżetów; na zakupy chodzę z własną torbą płócienną) i widzę, że to kropla w morzu potrzeb.
@Moniko, ale dlaczego zakładasz, że tylko siedzę z założonymi rękami i narzekam? Zrzędzę, bo podejmuję pewne działania (do pracy dojeżdżam rowerem, a w momencie, gdy temperatura spada poniżej zera przerzucam się na komunikację publiczną; większość czytanych książek wypożyczam z biblioteki; segreguję odpady; nie mam prywatnego smartfona, używam tylko służbowego; nie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
@Ambrose
Ależ wcale nie zakładam! Dlaczego założyłeś, że ja zakładam, że Ty siedzisz tylko i narzekasz? ;)
Gdzie w mojej wypowiedzi napisałam, że chodzi właśnie o Ciebie? Ale siedzisz czy nie siedzisz, mam Ci za złe nie samo niedomniemane (nie "domniemane", bo nic nie domniemywałam, więc z mojej strony może być tylko niedomniemane, domniemane może być co najwyżej dla Ciebie, bo to Ty coś domniemywałeś) siedzenie, ale właśnie narzekanie, bo takie marudne marudzenie w duchu beznadziei, bezsensu i "nie da się" jest podpowiadaniem innym, że nie warto, że mogą się nie trudzić i nie starać. Siedzisz czy nie siedzisz z założonymi rękami, swoimi słowami szerzysz takie siedzenie.
/Po urlopie, więc przepraszam za opóźnienie.
@Ambrose
Ależ wcale nie zakładam! Dlaczego założyłeś, że ja zakładam, że Ty siedzisz tylko i narzekasz? ;)
Gdzie w mojej wypowiedzi napisałam, że chodzi właśnie o Ciebie? Ale siedzisz czy nie siedzisz, mam Ci za złe nie samo niedomniemane (nie "domniemane", bo nic nie domniemywałam, więc z mojej strony może być tylko niedomniemane, domniemane może być co najwyżej dla...





