Grażyna K 
calm-inside-the-storm.blogspot.com
20-letnia miłośniczka książek, muzyki góralskiej, rysunku i origami. Prowadzę bloga książkowego, gdzie zamieszczam recenzje.
21 lat, kobieta, Rabka-Zdrój, status: Czytelniczka, dodała: 4 cytaty, ostatnio widziana 23 godziny temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-07-17 17:49:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Będąc dzieckiem i nastolatką uwielbiałam oglądać komedie. Zazwyczaj trafiałam na takie, w których bohaterowie byli częścią jakiegoś korporacyjnego świata. Akcja rozgrywała się w wieżowcu z biurami, a pracownicy w eleganckich i drogich ubraniach przemierzali korytarze z teczkami, by dotrzeć do swojego biurka z komputerem i skórzanym fotelem. Takie filmy całkowicie zaburzyły moje postrzeganie... Będąc dzieckiem i nastolatką uwielbiałam oglądać komedie. Zazwyczaj trafiałam na takie, w których bohaterowie byli częścią jakiegoś korporacyjnego świata. Akcja rozgrywała się w wieżowcu z biurami, a pracownicy w eleganckich i drogich ubraniach przemierzali korytarze z teczkami, by dotrzeć do swojego biurka z komputerem i skórzanym fotelem. Takie filmy całkowicie zaburzyły moje postrzeganie pracy w korporacji. Myślałam, że życie osób związanych z tym tematem jest istną sielanką... Tak było do czasu przeczytania książki "...i wyjechać w Bieszczady".

Autorka w swojej książce przedstawiła rzeczywistość, która ją otacza na co dzień - ponad 10 lat pracy w jednej z warszawskich korporacji sprawiło, że poznała ten świat dogłębnie. Zna każdy szczegół z życia typowego pracownika i w końcu znalazła w sobie odwagę, aby napisać książkę ukazującą "korpoświat" w innym świetle - bardziej negatywnym. Zapytacie jednak: "Odwagą jest napisanie czegoś pod pseudonimem?". Odpowiedź brzmi - tak! Sara Taylor wciąż pracuje w swojej firmie i prawdę mówiąc któryś z jej współpracowników może przeczytać ten tytuł i niczym detektyw Herkules Poirot rozwiązać zagadkę dotyczącą tego, kto napisał ten tomik. Pisarka jednak podkreśliła, że nie ma na celu obrazić kogokolwiek, a po prostu otworzyć ludziom oczy na pewne sprawy.

Zdecydowanie przygoda z tą książką była powiewem świeżości w moim czytelniczym życiu. Nie jest to powieść, lecz zbiór luźnych wypowiedzi autorki o ludziach z korporacji. Wydaje mi się, że blisko temu tytułowi do tzw. wywiadu - rzeki. Sara Taylor podzieliła swoje dzieło na cztery części, które dzielą się na jeszcze inne części. "Życie zawodowe", "Życie towarzyskie", "Życie osobiste" i "Tacy jesteśmy" to główne tematy poruszone w "... i wyjechać w Bieszczady". Każda strona to odkrywanie coraz to mroczniejszej tajemnicy z "korpoświata". Umowa nie zawsze na pełny etat, zarobki wcale nie tak świetne jak wszyscy myślą, robienie wszystkiego dla "fejmu", "szpanowanie", ale także narkotyki, alkohol, psycholodzy... Szok, prawda? A ja zawsze myślałam, że praca w wielkim biurowcu to praca marzeń.

Wiecie co rzuciło mi się w oczu po rozpoczęciu czytania książki? Język! Sara Taylor ma prawdziwy talent do pisarstwa. Dobór słownictwa oczarował mnie, ponieważ (jak wiecie lub nie wiecie) uwielbiam piękne, wyszukane i niebanalne słowa. Kiedy przychodzi mi czytać książkę, w której autor pisze tak jak mówi się na co dzień, odczuwam prawdziwy przesyt. Tutaj natomiast słowa sprawiały, że wchłaniałam je z ogromną przyjemnością. Cieszę się jednak, że moje słowa nie muszą być zachętą dla autorki do napisania powieści. Egzemplarz otrzymany do recenzji był osobiście podpisany przez pisarkę i zamieściła krótką adnotację, że powieść ukaże się już we wrześniu bieżącego roku!

Wracając do książki przyznam się, że niejednokrotnie na mojej twarzy gościł uśmiech (bo autorka podeszła do tematu również z humorem) lub kręciłam głową z niedowierzania (chociaż wiem, że to wszystko prawda). Zdecydowanie ta książka zmusza do myślenia, a po jej zamknięciu miałam jedno pytanie: "czy to wszystko jest warte zachodu?". Wiem, że każdy człowiek ma inne wartości w życiu, ale dla mnie zdecydowanie ważniejsza jest rodzina niż kariera zawodowa i nie potrafiłabym poświęcać się tak jak niektóre "korpoludki".

Na sam koniec napiszę tylko: przeczytajcie tę książkę! Z pewnością zmieni Wasze nastawienie do świata wszelakich korporacji!

pokaż więcej

 
2018-07-11 08:16:34
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Drugi raz przyszło mi się zmierzyć z twórczością Khaleda Hosseini i muszę przyznać, że znów jestem oczarowana, chociaż nie aż tak jak w przypadku "Tysiąca wspaniałych słońc". Przede wszystkim zacznę od tego, że opis z tyłu okładki wprowadza w błąd. Byłam zaskoczona (pozytywnie), że historia Abdullaha i Pari to jeden z paru wątków w książce. Pisarz przedstawił losy wielu osób, ale każda... Drugi raz przyszło mi się zmierzyć z twórczością Khaleda Hosseini i muszę przyznać, że znów jestem oczarowana, chociaż nie aż tak jak w przypadku "Tysiąca wspaniałych słońc". Przede wszystkim zacznę od tego, że opis z tyłu okładki wprowadza w błąd. Byłam zaskoczona (pozytywnie), że historia Abdullaha i Pari to jeden z paru wątków w książce. Pisarz przedstawił losy wielu osób, ale każda opowieść ma coś wspólnego z poprzednimi, np. najpierw poznajemy małą dziewczynkę, która już w kolejnej historii jest babcią z gromadką dzieci. Ten pomysł bardzo mi się spodobał, ponieważ czytelnik ma możliwość dowiedzenia się o dalszych losach konkretnej postaci.

No dobrze, ale skoro opis nie jest dokładny, to o czym jest książka? Najkrócej pisząc jest ona o tym, że bogactwo nie musi być szczęściem, że warto poświęcać się dla innych, ale również odpowiada na pytanie: ile jest w stanie zrobić człowiek dla drugiej osoby?. Khaled Hosseini w niebanalny sposób napisał o tym, jak bardzo mogą mylić pozory. Czasem zazdrościmy czegoś drugiej osobie (bogactwa lub urody), ale nie wiemy co kryje się za tym wszystkim. Być może ból, cierpienie, smutek...

Usytuowanie całej fabuły w Afganistanie było strzałem w dziesiątkę. Myślę, że powieść nie wyróżniałaby się wśród innych, gdyby nie ten niesamowity klimat i kultura Afgańczyków. Na pewno każdy słyszał o trudzie życia tamtejszych kobiet i nie tylko. Nie chcę zdradzać Wam niczego z fabuły (a uwierzcie - jest ciężko), ale muszę przybliżyć temat chociaż jednej opowiastki. Wyobraźcie sobie kobietę w Afganistanie, która buntuje się obowiązkom swojej płci. Jak myślicie, do czego to doprowadzi?

Czytając powieść miałam ochotę doradzać postaciom jak mają zachowywać się w danej sytuacji lub jaką decyzję powinni podjąć. Czemu? Bo rozumiałam to jak ciężko im się wiedzie. Byłam też świadoma tego, że każdy ich wybór ma ogromny wpływ na losy nie tylko swoje, ale przyszłych pokoleń. Przy okazji więc napiszę, o uczuciach towarzyszących mi przy "I góry odpowiedziały echem". Były to złość, radość, smutek, zawiedzenie, szok, niedowierzanie... Jak widzicie jest to cała gama emocji.

Historia Pari i Abdullaha to fundament i coś co wiąże wszystkie wątki, w których przeczytamy o braterskiej, matczynej i ojcowskiej miłości, poświęceniu, przyjaźni, zdradzie, kłamstwach, biedzie, rozstaniach... Książka zmusza do przemyślenia paru kwestii i udowadnia, że warto cieszyć się z tego co mamy, nawet jeśli nie jest to coś o czym marzyliśmy. Jednym z plusów powieści jest to, że pisarz nie skupił się tylko na latach 50 (w których wszystko się zaczyna), ponieważ zabiera nas w podróż przez różne dekady (skończywszy na XXI wieku). Możemy więc przy okazji zaobserwować jak zmieniała się kultura i zwyczaje w Afganistanie.

Najlepiej będzie, jeśli sami sięgniecie po "I góry odpowiedziały echem". To piękna wielowątkowa powieść, chociaż troszkę słabsza od "Tysiąca wspaniałych słońc". Myślę jednak, że mimo wszystko będziecie zadowoleni tak jak ja i zachęci Was ona do przeczytania kolejnej książki Khaleda Hosseini.

pokaż więcej

 
2018-06-23 14:59:02
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Wydarzenia opisane w książce rozgrywają się w Afganistanie na przestrzeni około 40 lat. Na początku poznajemy starszą z bohaterek - Mariam, którą od małego dziecka spotykały same nieprzyjemności. Była harami, czyli nieślubnym dzieckiem. Mimo że nie była to jej wina, matka obarczała ją odpowiedzialnością za wszystkie krzywdy, których doświadczyła zachodząc w ciążę. Ojcem dziewczynki był jeden z... Wydarzenia opisane w książce rozgrywają się w Afganistanie na przestrzeni około 40 lat. Na początku poznajemy starszą z bohaterek - Mariam, którą od małego dziecka spotykały same nieprzyjemności. Była harami, czyli nieślubnym dzieckiem. Mimo że nie była to jej wina, matka obarczała ją odpowiedzialnością za wszystkie krzywdy, których doświadczyła zachodząc w ciążę. Ojcem dziewczynki był jeden z najbogatszych ludzi w Haremie, który zatrudnił matkę Mariam do pomocy w domu. Gdy dowiedział się o ciąży swojej gospodyni postanowił ją zwolnić i odesłać. Przede wszystkim wpływ na tę decyzję miały trzy żony Dżalila (z którymi miał dziewięcioro dzieci). Mężczyzna kazał swoim synom wybudować poza miastem, daleko w polach mały i ubogi domek, w którym zamieszkała Nana i Mariam. Co tydzień Dżalil odwiedzał je i próbował spełniać ojcowskie obowiązki. Pewnego dnia matka Mariam umiera, a dziewczynka trafia do domu taty. Ten jednak wciąż nie umie sprzeciwić się żonom i przez ich nacisk nakazuje swojej córce wyjść za mąż za kupca Raszida z Kabulu i zamieszkać tam z nim.

Drugą ważną postacią jest Lajla - najmłodsza z dzieci małżeństwa mieszkającego w Kabulu. Jej dzieciństwo jest dość radosne, pełne zabaw i lekcji ze swoim ojcem profesorem. Ma koleżanki oraz przyjaciela - Tarigha, którego zaczyna darzyć pewnym uczuciem... Niestety, wojna odebrała Lajli dwóch starszych braci, przez co jej matka załamała się. Gdy Tarigh wyjeżdża z rodzicami z miasta, Lajla nie może się z tym pogodzić. Próbuje namówić swoich rodziców do tego samego i w końcu się zgadzają. W dzień wyprowadzki na dom dziewczyny zostaje zrzucona bomba, która zabija jej tatę i mamę. Lajla z ciężkimi obrażeniami zostaje zabrana do domu Mariam i Raszida, gdzie wraca do zdrowia. Wkrótce poślubia starszego mężczyznę i tak oto drogi Mariam i Lajli łączą się. Niestety, małżeństwo z starym kupcem nie jest sielanką...

Podobało mi się to, w jaki sposób została opowiedziana cała historia. Rozdziały na zmianę ukazują wszystko z dwóch perspektyw - Lajli i Marian, a przedstawiono je z pomocą narratora wszechwiedzącego. Już pierwszych parę stron upewniło mnie o tym, że powieść nie będzie słodkim czytadełkiem, ale gorzką prawdą na temat traktowania kobiet w Afganistanie. Jest to bowiem kraj, gdzie prawa kobiet są przestrzegane w nikłym stopniu, a sytuacja Afganek należy do najgorszych na świecie. Przyznam szczerze, że byłam przerażona tym wszystkim. Mimo że akcja „Tysiąca wspaniałych słońc” rozpoczyna się na początku lat 60 ubiegłego wieku i kończy we wczesnych latach XXI wieku, to od tamtego czasu prawie nic nie zmieniło się jeśli chodzi o życie kobiet. Khaled Hosseini z niezwykłą dokładnością, szczerością i nawet brutalnością pokazał na przykładzie dwóch fikcyjnych bohaterek okrutny los Afgańskich kobiet. Przedmiotowe traktowanie, wszechobecne zakazy, gwałty, bicie, poniżanie... Mogłabym wymieniać jeszcze przez długi czas.

Książka wywołała u mnie przeróżne emocje - od radości po smutek, nadzieję i złość. Wiele razy płakałam - ze wzruszenia, ale również przez bezsilność wobec dramatów wciąż rozgrywających się na świecie. Powieść Khaleda Hosseiniego nie jest więc do końca fikcyjna - pisarz przedstawił fakty ubierając je w wymyśloną przez siebie otoczkę. „Tysiąc wspaniałych słońc” ciekawi od wstępu po zakończenie. Niezwykły jest też klimat, który panuje w lekturze. Znajdziemy w niej wiele Afgańskich słów (wyróżnionych kursywą), poznamy kulturę i zwyczaje obowiązujące w Afganistanie, a także dowiemy się o prawach kobiet (a raczej o tym, do czego prawa nie mają). W tle rozgrywa się wojna, ale będę szczera - wątki polityczne nie podobały mi się i zmuszałam się do czytania o nich. Pojawiało się zbyt wiele nazwisk i nazw, które były mi obce i nie potrafiłam ich zrozumieć. Jeżeli któryś z bohaterów wspominał o aktualnej sytuacji na scenie politycznej, czy o wydarzeniach z frontu wojennego, to czytałam to bez przyjemności i powierzchownie. Nie twierdzę jednak, że skoro mi się nie podobał ten temat, to i Was nie zainteresuje.

Jeżeli jeszcze nie czytaliście „Tysiąca wspaniałych słońc”, to koniecznie to nadróbcie. Ta powieść zmienia całkowicie spojrzenie na życie kobiet w Afganistanie. Codziennie towarzyszą im strach, upokorzenie, ból i samotność. Książka pokazuje ile w stanie jest znieść człowiek, aby ochronić drugą osobę. Niewątpliwie opowieść o Mariam i Lajli zmusza do refleksji i przybliża kulturę innego kraju. Khaled Hosseini eleganckim językiem uświadamia ogrom tragedii, jaka rozgrywa się każdego dnia. Muszę również zwrócić uwagę na to, że wydawnictwo Albatros naprawdę pięknie wydało tę jak i dwie inne powieści autora. Na półce prezentują się świetnie!

pokaż więcej

 
2018-06-14 22:18:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Jestem pewna, że część z Was zastanawiała się jak będzie wyglądać nasze życie w przyszłości. Ja wiele razy myślałam na temat tego co nas czeka i widząc jak bardzo rozwija się technika stwierdzam, że postęp nie będzie niczym dobrym. W swoim przekonaniu utwierdzają mnie powieści dystopijne i postapokaliptyczne, po które ostatnio z chęcią sięgam. Jedną z ostatnich przeczytanych przeze mnie jest... Jestem pewna, że część z Was zastanawiała się jak będzie wyglądać nasze życie w przyszłości. Ja wiele razy myślałam na temat tego co nas czeka i widząc jak bardzo rozwija się technika stwierdzam, że postęp nie będzie niczym dobrym. W swoim przekonaniu utwierdzają mnie powieści dystopijne i postapokaliptyczne, po które ostatnio z chęcią sięgam. Jedną z ostatnich przeczytanych przeze mnie jest "Imperium na piasku" Kayli Olson.

Opis na okładce daje nam delikatny zarys tego co nas czeka biorąc do rąk książkę, ale muszę wspomnieć o innych ważnych kwestiach, które Was zainteresują. Więzienia, w których przetrzymywano ludzi, były niczym innym jak łagrami w świecie współczesnym. Członkowie różnych klas społecznych byli zmuszani do ciężkiej pracy, a warunki towarzyszące im na co dzień były nieludzkie. Wataha odpowiedzialna za cały chaos wciąż werbowała w swoje szeregi ludzi, którzy zrobiliby wszystko, byleby zasmakować normalnego życia. Często jednak ta decyzja oznaczała znęcanie się nad innymi lub brutalne mordowanie.

Pewnego dnia w łagrze wybucha zamieszanie, będące jedyną szansą na ucieczkę dla młodziutkiej Eden. Dziewczyna nie jest jedyną decydującą się na ten ruch. Towarzyszące jej Hope, Finnley i Alexa wspólnymi siłami kradną łódź i próbują odnaleźć wyspę, którą ojciec Eden wskazał jako wyspę wolności. Jednak gdy docierają na miejsce po jakimś czasie bez żadnego śladu przepada jedna z towarzyszek. Aby ją odnaleźć zapuszczają się wgłąb dżungli, co rusz wystawiającej je na różne próby. Dziewczynom grozi niebezpieczeństwo, a także wróg, którego nigdy nie przypuszczały spotkać na wyspie...

Są takie książki, których recenzje pisze się bardzo trudno i nie jest to spowodowane moją niechęcią do lektury. "Imperium na piasku" to książka tak dobra, że nie wiem od czego zacząć, aby wyrazić mój podziw dla autorki. Z pewnością jej czarna wizja przyszłości jest przerażająca, ale dla mnie jednocześnie fascynująca. Kayla Olson bowiem wykreowała świat, w którym parę przycisków na klawiaturze komputera może sterować ogromną ilością osób, zastrzyki mogą decydować o tym kim się jest, a ogólnie rozwój nauki sprowadza więcej zła niż dobra. To tylko przykłady, których jest dużo więcej. Wyobraźnia autorki jest tak rozbudowana, że czytając książkę co chwila byłam zaskakiwana jakimiś rzeczami.

Spodobało mi się to, że powieść została podzielona na krótkie rozdziały. Dzięki temu "Imperium na piasku" czytało mi się bardzo szybko i z zainteresowaniem przerzucałam strona za stroną. Końcówki rozdziałów raz były spokojne, a innym razem wprawiały mnie w osłupienie. Ta nieprzewidywalność względem akcji jest zdecydowanym plusem książki. Gdy myślimy, że wszystko jest na dobrej drodze następuje zwrot wydarzeń i wszystko się zmienia. Akcja przy tym pędzi tak szybko, że wiele razy zamykałam książkę, aby ochłonąć i uporządkować myśli kłębiące się w mojej głowie jak szalone.

Co do bohaterów, to według mnie zostali naprawdę świetnie wykreowani! Są wyraziści, odważni, trzeźwo myślący i sympatyczni. Szczególnie polubiłam główną postać - Eden, którą poznajemy najbardziej ze wszystkich przez narrację. Została ona poprowadzona w liczbie pojedynczej i w czasie teraźniejszym. Znamy więc wszystkie myśli Eden i na bieżąco obserwujemy jej działania. Dziewczyna mimo trudnej przeszłości znajduje siłę, aby walczyć nie tylko o swoją utraconą wolność, ale także innych ludzi. Jednak czy wystarczy jej siły, aby zmierzyć się z największym wrogiem?

Nie mogę pominąć również języka, użytego w książce. W przypadku gdy powieść tłumaczona jest z innego języka na polski, to jej twórcą jest nie tylko pisarz, ale również tłumacz. Słowa użyte w lekturze są naprawdę piękne! Nie są proste i zwyczajne, lecz wyrafinowane. Autorka często wplata metafory związane z życiem, wolnością, miłością, rodziną i wieloma innymi aspektami człowieczeństwa. To ubarwia całość i zmusza czytelnika do głębszej refleksji. Tłumaczki natomiast postarały się o to, aby tłumaczenie było zrozumiałe i miało sens.

Zamykając swój egzemplarz pomyślałam: "natychmiast muszę mieć kolejną część!". Nie potrafię nawet wymienić wszystkich emocji, które towarzyszyły mi czytając "Imperium na piasku". Na koniec wzruszyłam się... Chyba zbyt mocno przeżywałam losy bohaterów. Jeżeli jeszcze jakimś cudem nie znacie tej książki, to musicie jak najszybciej to nadrobić! Miło jest wiedzieć, że nie tylko okładka jest fantastyczna! Dodatkowo mam świetną informację: w produkcję ekranizacji zaangażowała się firma producencka Leonarda Di Caprio, więc możemy spodziewać się filmu na podstawie powieści Kayli Olson.

pokaż więcej

 
2018-06-06 09:08:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Artur Hajzer to jeden z moich idoli ze świata himalaizmu. Pamiętam, kiedy w telewizji każdy program podawał tragiczne wiadomości - "Himalaista Artur Hajzer nie żyje". Wtedy jeszcze nie wiedziałam kim był i czym się zajmował. Po latach, gdy postanowiłam pogłębiać swoją wiedzę o górach, zaczęłam natrafiać na jego nazwisko. Postać Artura zainteresowała mnie do tego stopnia, że czytałam wszystko,... Artur Hajzer to jeden z moich idoli ze świata himalaizmu. Pamiętam, kiedy w telewizji każdy program podawał tragiczne wiadomości - "Himalaista Artur Hajzer nie żyje". Wtedy jeszcze nie wiedziałam kim był i czym się zajmował. Po latach, gdy postanowiłam pogłębiać swoją wiedzę o górach, zaczęłam natrafiać na jego nazwisko. Postać Artura zainteresowała mnie do tego stopnia, że czytałam wszystko, co znalazłam w internecie na jego temat. Informacja o wydaniu biografii twórcy programu PHZ wprawiła mnie w ogromne podekscytowanie. Wyczekiwałam przesyłki z upragnioną książką, a po trafieniu jej w moje dłonie i rozpakowaniu, rzuciłam wszystkie obowiązki i przeniosłam się w inny świat...

Książka została wydana w solidnej twardej oprawie. Okładkę tworzą dwa zdjęcia głównego bohatera na tle gór oraz napisy powiadamiające czytelnika o tym kogo dotyczy biografia, autorze oraz tytule dzieła. Grzbiet jest bardzo zbliżony do okładki, ponieważ to na nim mają początek wcześniej wspomniane zdjęcia. Po otwarciu egzemplarza naszym oczom ukazuje się piękna wyklejka, przedstawiająca widok z wierzchołka Parchamo (6273 m n.p.m) na szczyty zamykające dolinę Rolwaling. Zdjęcie zrobił sam Bartek Dobroch. Poza tym zdecydowano się użyć kremowych stron, co zapewnia komfort czytania.

"Droga słonia" podzielona jest na cztery części, a te na rozdziały. Każda część jest pewnym etapem w życiu Hajzera, szczegółowo i rzetelnie opisanym przez Dobrocha. Nieprzypadkowo użyłam takich określeń, ponieważ dziennikarz przez trzy lata pracował nad biografią. Gromadził materiały oraz rozmawiał z ludźmi z otoczenia himalaisty (rodziną, znajomymi, lekarzami itp.) i przy tym warto zaznaczyć, że nie robił tego siedząc w domu przy komputerze z telefonem w dłoni. Autor jeździł po Polsce i zagranicznych krajach podążając śladami Słonia.

W dużej mierze książka składa się z wypowiedzi różnych osób. Najfantastyczniejsze jest to, że nikt nie idealizuje Artura. Każdy jest obiektywny i mówi jak było. Dowiadujemy się o trudnym dzieciństwie himalaisty, okresie dojrzewania, szkole, związkach a także początkach kariery wspinaczkowej i rozwijaniu się biznesu z odzieżą wysokogórską. Oczami różnych ludzi widzimy wzloty i upadki Hajzera, które w jakiś sposób wpłyną na jego dalsze postępowanie w życiu. Przede wszystkim podobały mi się fragmenty wypowiedzi kolegów po fachu ze Śląska. Reporter zachował śląską gadkę, a to nadało biografii niesamowity klimat. Artur wychował się właśnie na Śląsku (dokładnie w Katowicach), więc tamtejsza tradycja była mu bliska. Czytając książkę miałam wrażenie, że przeniosłam się tam.

Opisy górskich wypraw to jest to, na co zawsze czekam z niecierpliwością zagłębiając się w lekturę książek wysokogórskich. Relacje czołowych himalaistów sprawiły, że widziałam wszystko w wyobraźni, a wstawki w postaci archiwalnych wypowiedzi Artura Hajzera dopięły całość. Przerzucałam strona za stroną całkowicie tracąc poczucie czasu. Dodatkowo Bartek Dobroch przytacza różne książki, filmy i filmiki, w których pojawia się nasz główny bohater. Na jeden z nich trafiłam dosyć dawno temu, a jest na tyle ciekawy, że musicie go obejrzeć.

Nie lada gratką dla fanów Artura Hajzera będą zdjęcia, których jest pokaźna ilość. Niektóre są czarno-białe, ale są i kolorowe, umieszczone na specjalnych "śliskich" stronach. Każde jest opisane (miejsce, data oraz osoby znajdujące się na nim), co ułatwia zrozumienie wszystkiego. Znajdziemy tu więc takie osobistości jak Wanda Rutkiewicz, Krzysztof Wielicki, Jurek Kukuczka, Martyna Wojciechowska, Wojtek Kurtyka i wiele innych. Są tu również zdjęcia z rodziną (z siostrą, mamą, synami, żoną).

Kochani, nie będę więcej przedłużać. Musicie koniecznie przeczytać tę biografię! Myślę, że spodoba się nie tylko miłośnikom gór, ale również tym, którzy szukają wszelakich inspiracji. Niewątpliwie Artur Hajzer był inspirującą osobą, podążającą za wyznaczonymi celami i spełniającą marzenia. Góry były dla niego całym światem, a jego determinacja i upór sprawiły, że był w stanie zdobywać najwyższe szczyty Himalajów. Autor książki, Bartek Dobroch, wykonał kawał świetnej roboty i jestem pełna podziwu dla jego wysiłku! Przyznam szczerze - to najlepsza książka o tematyce górskiej, jaką kiedykolwiek miałam okazję poznać!

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
119 53 433
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (15)

Ulubieni autorzy (5)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (7)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd