Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia

Okładka książki Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia autorstwa Marek Tomalik
Okładka książki Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia autorstwa Marek Tomalik
Marek Tomalik Wydawnictwo: Otwarte literatura podróżnicza
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia
Data wydania:
2011-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-01-01
Język:
polski
ISBN:
9788375151671
Stanąć na największym klifie świata... Poczuć za plecami ciepło bezkresnego kontynentu, a przed sobą chłód oceanu. Zasypiać pod kobaltowym niebem pełnym gwiazd. Przedzierać się przez wysokie trawy i niekończące się wydmy. Spotykać przyjaciół, którzy zawsze wskażą Ci drogę. Słuchać aborygeńskich mitów i opowieści poszukiwaczy złota. Nie wiedzieć, co zdarzy się jutro...
Ty też możesz to wszystko przeżyć. Wyrusz w podróż, po której nic już nie będzie takie samo.

Książka dla wszystkich fanów dalekich i samotnych wędrówek, pokazująca tajemnicze piękno i fenomen Australii. Napisana przez miłośnika tego dalekiego kontynentu - Marka Tomalika, znanego dziennikarza, współtwórcę Festiwalu Podróżników Trzy Żywioły, który przez piętnaście lat prowadził w Radiu Kraków program podróżniczy Globtroter.
Średnia ocen
6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia



34466 239

Oceny książki Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia

Średnia ocen
6,9 / 10
294 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia

avatar
995
35

Na półkach:

Książka bardziej o podróżniku niż o jego podróżach. Jedyny atut to fotografie.

Książka bardziej o podróżniku niż o jego podróżach. Jedyny atut to fotografie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
479
256

Na półkach: ,

To była piękna wyprawa. Jak dorosnę też będę takim hardcorem ;)

To była piękna wyprawa. Jak dorosnę też będę takim hardcorem ;)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
620
227

Na półkach:

Sporo to history osobistych z różnych podróży po Australi ale najbardziej cenie ją za te cześci, gdzie autor zgłębia jakieś wybrane fragmenty rzeczywistości ludzi tam mieszkających.

Sporo to history osobistych z różnych podróży po Australi ale najbardziej cenie ją za te cześci, gdzie autor zgłębia jakieś wybrane fragmenty rzeczywistości ludzi tam mieszkających.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1232 użytkowników ma tytuł Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia na półkach głównych
  • 628
  • 588
  • 16
288 użytkowników ma tytuł Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia na półkach dodatkowych
  • 162
  • 50
  • 23
  • 20
  • 15
  • 9
  • 9

Tagi i tematy do książki Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia

Inne książki autora

Okładka książki Pojechane podróże. Szalone wyprawy Trzech Żywiołów Dominik Bac, Claudia Cardenas, Ryszard Czajkowski, Anna Czerwińska, Piotr Ganczarski, Katarzyna Gembalik, Mikołaj Golachowski, Tomasz Grzywaczewski, Mikołaj Książek, Jarosław Kuźniar, Robert "Robb" Maciąg, Andrzej Mazurkiewicz, Katarzyna Mazurkiewicz, Marcin Obałek, Marta Owczarek, Jarek Sępek, Bartek Skowroński, Jacek Szymczak, Marek Tomalik, Piotr Trybalski, Arek Ziemba
Ocena 6,7
Pojechane podróże. Szalone wyprawy Trzech Żywiołów Dominik Bac, Claudia Cardenas, Ryszard Czajkowski, Anna Czerwińska, Piotr Ganczarski, Katarzyna Gembalik, Mikołaj Golachowski, Tomasz Grzywaczewski, Mikołaj Książek, Jarosław Kuźniar, Robert "Robb" Maciąg, Andrzej Mazurkiewicz, Katarzyna Mazurkiewicz, Marcin Obałek, Marta Owczarek, Jarek Sępek, Bartek Skowroński, Jacek Szymczak, Marek Tomalik, Piotr Trybalski, Arek Ziemba
Okładka książki Australia Tour Jacek Czachor, Przemysław Saleta, Marek Tomalik
Ocena 4,3
Australia Tour Jacek Czachor, Przemysław Saleta, Marek Tomalik
Okładka książki Wyprawy na koniec świata Piotr Chmieliński, Ryszard Czajkowski, Anna Czerwińska, Arkady Radosław Fiedler, Marek Fiedler, Krzysztof Hejke, Maciej Kuczyński, Iwa Momatiuk, Beata Pawlikowska, Andrzej Piętowski, Stanisław Szwarc-Bronikowski, Marek Tomalik, Monika Witkowska
Ocena 6,2
Wyprawy na koniec świata Piotr Chmieliński, Ryszard Czajkowski, Anna Czerwińska, Arkady Radosław Fiedler, Marek Fiedler, Krzysztof Hejke, Maciej Kuczyński, Iwa Momatiuk, Beata Pawlikowska, Andrzej Piętowski, Stanisław Szwarc-Bronikowski, Marek Tomalik, Monika Witkowska
Marek Tomalik
Marek Tomalik
Podróżnik, dziennikarz prasowy i radiowy, z wykształcenia geolog. Pasjonat i znawca Australii, do której jeździ systematycznie od 1989 roku. Organizuje wyprawy w Outback. Współtwórca Festiwalu Podróżników „Trzy Żywioły”. Organizator imprez artystycznych w Schronisku na Głodówce (Tatry). Menadżer zespołów rockowych. Pisze o podróżach i muzyce. Publikuje m.in. w National Geographic i Jazz Forum. Autor książek o podróżach .Przez 15 lat prowadził w Radiu Kraków program podróżników „Globtroter”, przez kilka miał stałą rubrykę w Przekroju „Nastaw uszu”. Zasiada w jury Travelerów - prestiżowych nagród przyznawanych przez National Geographic. Laureat Kolosów. Australia to jego „miejsce na ziemi”, zawsze jednak wraca w Karpaty. Przemierzył: Australię, Singapur, Malezję, Tajlandię, Birmę, Laos,Indonezję, Indie, Nepal, Sikkim, Syberię (J. Bajkał),Laponię, Egipt, Syrię, Liban, Algierię, Brazylię, Meksyk, Peru, Boliwię i kraje Europy.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia przeczytali również

Pomarańcze w śniegu. Pierwsza zima na Majorce Peter Kerr
Pomarańcze w śniegu. Pierwsza zima na Majorce
Peter Kerr
Na początku jesieni trafiłam na niezwykle intrygującą książkę, która bardzo mi się spodobała! Autor - Peter Kerr - to wielokrotnie nagradzany, szkocki autor humorystycznego majorkańskiego pamiętnika podróżniczego pt.: "Pomarańcze w śniegu". To także były muzyk jazzowy, producentem muzycznym i rolnik. Miałam możliwość przeczytać o dobrych ( i nie tylko takich),przygodach jego szkockiej rodziny, która postanawia przeprowadzić się na Majorkę, aby uciec od zima, deszczu i wilgotności. Małżeństwo kupuje farmę i zaczyna, razem z synami, nowe życie, uprawiając pomarańcze na śródziemnomorskiej wyspie. Peter i jego żona nie mogą uwierzyć własnym oczom, gdy Majorka wita ich bielą śniegu i dziwacznym krajobrazem pełnym cytrusowych choinek i pomarańczowych kul śniegowych. Autor pisze o krajobrazie wyspy i samej farmie i robi to z prawdziwą pasją i oryginalnością. "Zatoka Palmy nigdy nie wyglądała wspanialej./.../południowe słońce, złota kula zawieszona na tle błękitnej zasłony, zalewająca blaskiem bezmiar Morza Śródziemnego, na którym skrzyły się cekiny odbitego światła. Śnieg odświeżył krajobraz. Zielone, zalesione wzgórza, które otaczały beżową,okrągłą bryłę zamku Bellver, odbijały przejrzyste światło słoneczne i oferowały subtelne zapachy sosny i mirtu" Dodatkowo czytelnik otrzymuje zabawne anegdoty o żonie pisarza, sąsiadach oraz o tym, jak został oszukany przez poprzedniego właściciela. Większość opisanych interakcji z tubylcami dostarcza mnóstwo momentów śmiechu, głównie z powodu barier językowych, zwyczajów i różnic w stylu życia. Nie muszę dodawać, że nic nie idzie gładko, a kłopoty z językiem hiszpańskim tylko potęgują zamieszanie. Ale pomimo wszystkich nieszczęść - a nawet toalety, która przestaje działać w Boże Narodzenie - opisy widoków, ludzi i ogólnego poczucia joie de vivre ( radości życia) dają czytelnikowi prawdziwe, dobre samopoczucie. Polecam przeczytać tę pełną humoru i ironii książkę , w której głównym bohaterem jest wyspa! Książka bierze udział w wyzwaniu tematycznym-20-ksiazek-na-rok-2024 Pkt 8. Książka, która ma w tytule owoc.
Strusiowata - awatar Strusiowata
oceniła na71 rok temu
Rzeka krwi. Podróż do pękniętego serca Afryki Tim Butcher
Rzeka krwi. Podróż do pękniętego serca Afryki
Tim Butcher
Dwóch dziennikarzy pracujących dla tej samej gazety, których dzieli ponad sto lat dokonuje rzeczy niemalże niemożliwej, a mianowicie eksploracji dzikiej Afryki wzdłuż rzeki Kongo. I o ile o pierwszym, czyli Henrym Mortonie Stanleyu można powiedzieć, że osiągnął jakiś tam sukces, o tyle o drugim, czyli Timie Butcherze trzeba powiedzieć, że to, iż w ogóle mu się udało przeżyć wyznaczoną trasę już było nie lada wyczynem. Obaj zmagali się z wieloma przeciwnościami losu, obu dopadły choroby i problemy aprowizacyjne, obaj byli w miarę dobrze przygotowani, natomiast dzieliło ich bardzo wiele. O Stanleyu bowiem czytamy: "Jego metody były brutalne - strzelał do tubylców (…) kradł i zabierał im siłą jedzenie". "(…) współczesna historia Afryki - dziesięciolecia wyzysku kolonialnego została zapoczątkowana przez reportera "The Daily Telegraph"". To, co rozpętała wyprawa Stanleya do Konga, praktycznie unicestwiła ten region. Król Belgii Leopold II, który na niej najwięcej skorzystał, wziął sobie w posiadanie te tereny, traktował je jako swoje osobiste dominium, to nawet nie była kolonia, przynajmniej na początku, to było jego osobiste królestwo, z którego czerpał zyski pełnymi garściami jednocześnie mordując tubylców i niszcząc wszystko co się da dla swoich osobistych korzyści. Trzeba pamiętać, że kiedy z zachodu przyszli do Konga biali, to ze wschodu kraje arabskie dokonywały podobnej rzezi, wyzysku i połowu niewolników, i na tym tle też toczyły się walki. Skłócanie miejscowych i wywoływanie sztucznych konfliktów wśród tubylczej ludności było na porządku dziennym, a wykradanie złóż naturalnych surowców, było tylko zyskiem pobocznym. Tragedia tego regionu polega też na tym, że dzisiaj Kongo wygląda dużo gorzej niż kilkadziesiąt lat temu, kiedy jednak bardzo dobrze prosperowało, sieć dróg rzecznych i lądowych (bardzo dobrze rozwinięta kolej),rozbudowana infrastruktura, szkoły, urzędy - tego dzisiaj już nie ma... Tim Butcher: "W mojej eskapadzie chodziło między innymi o oszacowanie skali problemów jakie stały przed kontynentem i pod tym względem Kongo było niczym prawdziwe objawienie. W ciągu sześciu wstrząsających tygodni czułem, że dotknąłem pękniętego serca Afryki. Podczas gdy świat zachodni dokonywał nowych osiągnięć w dziedzinach medycyny i technologii, ludność Konga cofała się coraz bardziej i bardziej w rozwoju". "(…)wydało mi się niezwykłe, że w XXI wieku najbezpieczniejszym schronieniem dla milionów Kongijczyków jest las". Reportaż z wyprawy Butchera wart jest przeczytania, autor nawiązuje do historii, w bardzo ciekawy i realistyczny sposób opisuje swoje zmagania z jazdy motocyklem przez niebezpieczne tereny Afryki opanowane przez Tutsi, Hutu i bojówki rwandyjskie. A przede wszystkim odkrywa przed nami Kongo, takie jakiego prawdopodobnie nigdy nie uda nam się zobaczyć i dlatego jest to bezcenne doświadczenie czytelnicze. Polecam
kasiaman55 - awatar kasiaman55
ocenił na61 rok temu
Duchy dżungli. Opowieść o Yanomami, ostatnich wolnych Indianach Amazonii Janusz Kasza
Duchy dżungli. Opowieść o Yanomami, ostatnich wolnych Indianach Amazonii
Janusz Kasza
Cały świat chowa się w domach przed jednym wirusem, a autor wychodzi naprzeciw wszystkim chorobom tropikalnym – dyzenterii, żółtej febrze, moczeniu krwawym, dendze, cholerze, tyfusowi, wściekliźnie, żółtaczce, gruźlicy, chorobie Chagasa, malarii, onkocerkozie, leiszmaniozie i wielu innym, również śmiertelnym. Żeby tylko chorobom! Co sprawia, że autor, i jemu podobni, dobrowolnie i świadomie rzuca wyzwanie niebezpiecznym lub jadowitym zwierzętom jak: żmijom, wężom, jaguarowi, skorpionom, elektrycznym węgorzom „plus oczywiście komary, pluskwy, kleszcze, pijawki” i wszelkiego innego rodzaju kłujące, ssące i gryzące owady. Nie wspominając o „zaburzeniach termoregulacji, udarze słonecznym, niedoborze soli mineralnych, chorobach skórnych” i wielu innych, wynikających ze zmiany klimatu i środowiska. Wiem, o czym piszę, bo przeszłam przez to piekło czyhających zewsząd niebezpieczeństw, wcale nie będąc szczęśliwą czekających mnie wrażeń. Jest jednak coś, co mnie różni od autora. To pasja i możliwość dotknięcia białej plamy na mapie świata! Wystarczył jeden telefon do autora z propozycją wyprawy do Wenezueli, której celem było dotarcie do ostatnich wolnych Indian Yanomami. Tajemniczych duchów dżungli żyjących z dala od cywilizacji, „unikających kontaktu nie tylko z białymi, ale również z innymi indiańskimi plemionami”. Ironasi, dzieci jaguara w szabono Ironasiteri – wiosce pod górą jaguara, o których do dzisiaj niewiele wiadomo, a którymi interesują się naukowcy z całego świata. To dlatego kobiety swoje twarze ozdabiają patyczkami na wzór wąsów tego drapieżnika. Szlak wyprawy mogłam śledzić na mapie dołączonej do książki. Samo dotarcie w rejon zamieszkania przez Indian Yanomami było fascynującą przygodą i nauką życia. Trudy zdobycia wszystkich pozwoleń, obozowania wzdłuż Orinoko, pokonywanie rzeki z ekwipunkiem,zdobywanie pożywienia, rozwiązywanie problemów technicznych autor uzupełniał fragmentami wspomnień podróżników podążających tą samą trasą wiele dekad temu. To dowód na to, jak niewiele zmieniło się w krajobrazach przez te lata. Nadal urzekające i czarujące swoim pięknem. Samo spotkanie z Indianami okazało się przypadkowe i trwające za ich zgodą zaledwie kilka dni. Ekipa autora zamieszkała w szabono przypominającym ogrodzony stadion z ogromnym placem pośrodku. Byli więc świadkami codziennego życia, rytmu dnia, zwyczajów codziennych i tradycyjnych obyczajów. Naturalnych, wynikających z potrzeby chwili, a nie inscenizowanych na potrzeby turystów, czego tej formie podglądania innych kultur autor był bardzo przeciwny i wiele razy dawał temu wyraz. Zresztą cała jego relacja miała wydźwięk proekologiczny, zwracający uwagę na rabunkową eksploatację dżungli i jej zasobów naturalnych ukrytych w ziemi, która ostatecznie doprowadzi do wyginięcia ostatniego wolnego plemienia. Według autora to tylko kwestia czasu. Przy okazji dostało się misjonarzom, podróżnikom, poszukiwaczom złota, a przede wszystkim naukowcom i badaczom przeprowadzającym we wcześniejszych latach nieetyczne eksperymenty medyczne. Ten żal, bezsilność, a nawet wściekłą rozpacz czułam podwójnie w kontekście niezwykłości i unikatowości świata Yanomami. Ludzi żyjących szczęśliwie z dala od asfaltu, stali, szkła i „nieznających obłudy, kłamstwa, biurek, krawatów, politycznych podjazdów, wyścigu szczurów, wazeliny, wolnego rynku, plastikowych pieniędzy, wirtualnych prawd, morza idiotycznych przepisów, biurokracji, VAT-ów, PIT-ów, NIP-ów i całej tej pieprzonej cywilizacji zabijającej duszę w człowieku...” Czyniącej z nas ludzi cywilizowanych - wydmuszki z pustką w środku. Do takiego wniosku doszłam, przyglądając się ich życiu, wierzeniom, kodeksowi postępowania, otoczeniu, w którym żyli i stosunku do niego. To piękno życia w zgodzie z naturą i blisko niej psuła mi jedna rzecz. W wyprawie autora brała również udział znana podróżniczka Beata Pawlikowska. Bardzo ucieszyłam się, licząc na spojrzenie z boku na tę niepospolitą kobietę, którą bardzo podziwiam. Na podejrzenie jej „przy pracy” z perspektywy innego podróżnika. Niestety autor bardzo rzadko wspominał o swoich współtowarzyszach. Miało to sens, ponieważ usuwał w cień ekipę, czyniąc głównymi bohaterami relacji Indian. Nie był jednak w tym podejściu konsekwentny, ponieważ, jeśli wspominał o Beacie Pawlikowskiej, to zawsze z ironią w kontekście jej błędów, porażek i ponoszonych konsekwencji, nazywając ją „wielką podróżniczką”. Nie rozumiałam, dlaczego burzył jej autorytet, ukazując ją tylko w negatywnym świetle. Bardzo mi się to nie podobało! Za to bardzo spodobał mi się fragment tekstu opisujący dżunglę, który muszę jego część tutaj przytoczyć. „Dżungla jest jak kapryśna kobieta. Wstaje o świcie ubrana jedynie w opadające mgły, z kroplami rosy we włosach. Przeciągając się leniwie, zastanawia się, w jakim dziś będzie humorze. Wędrowca wabi bogactwem swojego wnętrza. Jeżeli nieszczęśnik ulegnie jej szmaragdowym oczom i choć raz wejdzie w nią choćby na cal, ona wciągnie go głębiej, aż do zatracenia tajemniczym pięknem, kształtami i zapachem najcudowniejszych kwiatów. Będzie rzucać pod nogi nigdy niewidziane rajskie owoce, uwodzić wszystkimi barwami tęczy, wchłonie go w swoje wilgotne i gorące wnętrze. Śmiałkom obiecuje najcudowniejsze ze swoich skarbów – złoto, diamenty i szafiry. Zuchwałym plunie w twarz trądem i malarią, roztrzaska ich łodzie o skały, zatopi w wirach rzek i rzuci w otchłań wodospadów”. Jest tego więcej, ale pozostawiam do odkrycia te cudowne zaskoczenia kolejnym czytelnikom. I do pomyślenia nad światem, który sami niszczymy wraz z sobą. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na65 lat temu
El Dorado. Polowanie na legendę Andrzej Kapłanek
El Dorado. Polowanie na legendę
Andrzej Kapłanek Jacek Pałkiewicz
W peruwiańskim rytmie Kiedy wzięłam do ręki książkę Jacka Pałkiewicza i Andrzeja Kapłanka „El Dorado Polowanie na legendę”, najpierw poczułam jej ciężar. Liczba stron nie przerażała, bo tylko 440, ale papier, na którym ja wydrukowano twardy, chyba tzw. „kredowy cieńszy”. Strony były śliskie i nie gniotły się. W sumie podczas czytania trudno było książkę utrzymać w dłoniach. Musiała leżeć. Ten fakt informował czytelnika, że nie ma do czynienia z czytadłem, ale starannie wydaną literaturą. Okazała się być literaturą faktu, mówiąc dzisiejszym językiem, non - fiction ze sporą dawką historii, wzbogaconą o zdjęcia. Pierwszy rozdział przeniósł mnie do Peru, do dżungli amazońskiej i ponoć najniebezpieczniejszego, żyjącego z dala od cywilizacji, plemienia Indian południowoamerykańskich Cuapacoris. Drugi wprowadza w tajniki wyprawy grupy białasów – odnalezienie Paititi, legendarnego miasta pełnego złota. Zapachniało mi dzieciństwem. Tematyka i styl opisywania przypomniał mi moją fascynację opowieściami Arkadego Fiedlera. Wchłaniałam je w starszych klasach podstawówki. Różniły się od popularnego również wówczas „Tomka” ( cykl powieści Alfreda Szklarskiego) tym, że były autentycznymi relacjami z autentycznych wypraw na odległe kontynenty. O ile jednak Fiedler skupiał się na relacji jemu współczesnej, to autorzy „El Dorado…” przenoszą czytelnika w czas przeszły. Zostawiamy więc ich z niebezpiecznymi tubylcami, którzy krzywdy nie robią i zaczynamy czytać o historii Peru, przygotowaniach do wielkiej wyprawy w głąb terytorium, gdzie nie stanęła jeszcze noga białego człowieka i paru przygodach erotycznych. Część recenzentów książki czyni z tego zarzut. Widocznie jak ja, wychowani na Fiedlerze. Mnie to nie przeszkadzało. Oczywiście czekałam na dalszy opis wyprawy, ale z zainteresowaniem przeczytałam o, w sumie nieznanym mi państwie, historii Peru, podbojach dokonanych przez klan Pizzaro, Machu Picchu, chrystianizacji i wprowadzaniu cywilizacji, tam gdzie praktycznie nikt tego nie chciał. Narracja historyczna prowadzona w sposób epicki, czyli dość swobodny sprzyjała mi w zagłębianiu, czasami przypominaniu sobie historii odległego i jakże jeszcze do dziś tajemniczego peruwiańskiego świata. Do tego oglądamy dużą ilość zdjęć obrazujących ową historię, wśród nich znaleziony w 2002 roku rękopis jezuitów potwierdzający istnienie Paititi. Oprócz opowieści z dawnych lat, czytelnik śledzi przygotowania do wyprawy w głąb lądu, dostaje nawet listę niezbędnych rzeczy do zabrania. Potem oczywiści wracamy na szlak wędrowców i … spojlera nie będzie. Książkę czyta się dość przyjemnie, o ile położymy ja sobie na kolana, bo o jej ciężarze już pisałam. Nie jest rewelacją, ale według mnie nie zasługuje również na negatywną opinię. Fajnie, że autorzy zebrali do przysłowiowej kupy peruwiańską historię. Czy dobrze, że wzbogacili ją o swoje przeżycia z gatunku erotycznego? Sprawa gustu. W końcu Joanna Szczepkowska w swym słynnym monodramie „Goła baba” wyznała, że każdy czeka najpierw na gołą babę, a potem na wzniosłe idee…
gks - awatar gks
ocenił na611 miesięcy temu

Cytaty z książki Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia

Więcej

Australia" to ciepłe słowo, wzbudzające trudne do opisania pozytywne skojarzenia.

Australia" to ciepłe słowo, wzbudzające trudne do opisania pozytywne skojarzenia.

Marek Tomalik Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia Zobacz więcej

(...) każda wyprawa ma trzy równorzędne etapy: przygotowania, samą podróż i wspomnienia.

(...) każda wyprawa ma trzy równorzędne etapy: przygotowania, samą podróż i wspomnienia.

Marek Tomalik Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia Zobacz więcej

W tym kraju patriotyzm wyraża się nie w walce z wrogami zewnętrznymi, ale z naturalnymi zagrożeniami wewnątrz kraju, na przykład ze szkodnikami. Być patriotą oznacza także rzetelnie, uczciwie pracować i kupować jak najwięcej australijskich produktów. Na pustyni, gdzie nie ma zakładów pracy i sklepów spożywczych, patriotyzm określa święte prawo buszu, które mówi: zostaw busz takim, jakim go zastałeś. Tę zasadę konsekwentnie realizowałem podczas wszystkich swoich wypraw. Śmieci nie zagrzebuje się w ziemi, ani nie pali, ale zbiera do specjalnych worków i wiezie do legalnego kontenera, czasem nawet 1000 km.

W tym kraju patriotyzm wyraża się nie w walce z wrogami zewnętrznymi, ale z naturalnymi zagrożeniami wewnątrz kraju, na przykład ze szkodnik...

Rozwiń
Marek Tomalik Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia Zobacz więcej
Więcej