Nikiformy

Okładka książki Nikiformy autora Edward Redliński, 8372001936
Okładka książki Nikiformy
Edward Redliński Wydawnictwo: Muza Seria: sami swoi rozrywka
306 str. 5 godz. 6 min.
Kategoria:
rozrywka
Format:
papier
Seria:
sami swoi
Data wydania:
2000-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1982-01-01
Liczba stron:
306
Czas czytania
5 godz. 6 min.
Język:
polski
ISBN:
8372001936
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nikiformy w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Nikiformy

Średnia ocen
6,8 / 10
53 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nikiformy

avatar
1453
1403

Na półkach: , , ,

Pomysł Redlińskiego był bardzo dobry – publikacja surowych, nieprzetworzonych, nawet nie poprawionych pod kątem ortografii czy składni kawałków rzeczywistości końca lat 60’ i lat 70’ XX w. Taki swoisty rodzaj reportażu, bez niepotrzebnych, zakłamujących rzeczywistość „ulepszeń”. Nawet dobór tematów niezwykle interesujący. Bo mamy tu książki pochwał, skarg i zażaleń klientów restauracji, wyjątki z interwencji milicji, korespondencję petentów z urzędami, sądami i sklepami, dziennik kierowcy, jadłospisy restauracji i barów różnych kategorii, pomysły na patenty i „ulepszanie świata”, propozycje napisów nagrobnych, prośby o ułaskawienie, grypsy i listy więźniów, wpisy w księdze pamiątkowej wystawy fotografii, dziennik księgowej-nimfomanki oraz zapis choroby pacjenta jednego ze szpitali.
Co więc nie zagrało? Proporcje. Brak umiaru i większego zróżnicowania treści. Niektóre rozdziały są niepotrzebnie rozwleczone aż do znudzenia. Kolejne przykłady, zapisy są do siebie podobne, niekiedy wręcz identyczne, a przez to nużące. W tym miejscu powinna wchodzić już kolejna tematyka, następny rozdział. Redliński i tak musiał dokonać wyboru. Nie mamy tu treści wszystkich ksiąg skarg i zażaleń ze wszystkich restauracji, wszystkich pomysłów na nowe technologie, wszystkich napisanych grypsów ani całej księgi pamiątkowej z wystawy. Okrojenie tego o połowę dałoby możliwości dodania kolejnych rozdziałów, poszerzenia książki o inne pomysły.
Książka mnie znużyła, zmęczyła i trochę wynudziła.

Pomysł Redlińskiego był bardzo dobry – publikacja surowych, nieprzetworzonych, nawet nie poprawionych pod kątem ortografii czy składni kawałków rzeczywistości końca lat 60’ i lat 70’ XX w. Taki swoisty rodzaj reportażu, bez niepotrzebnych, zakłamujących rzeczywistość „ulepszeń”. Nawet dobór tematów niezwykle interesujący. Bo mamy tu książki pochwał, skarg i zażaleń klientów...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
450
420

Na półkach:

Niby miało być wesoło i do śmiechu... PRL-owskie realia miały w końcu w sobie sporo komizmu (książki życzeń i zażaleń, różne ogłoszenia, podania, ideologiczne bzdety, itp.) - więc potencjał był. Przeleciałem po kawałku, trochę tu, trochę tam i jakoś się nawet nie uśmiechnąłem. Jak dla mnie - nudnawo. Chyba jednak coś się nie udało autorowi. A może... miałem akurat zły humor?? ;) No, nie wiem...

Niby miało być wesoło i do śmiechu... PRL-owskie realia miały w końcu w sobie sporo komizmu (książki życzeń i zażaleń, różne ogłoszenia, podania, ideologiczne bzdety, itp.) - więc potencjał był. Przeleciałem po kawałku, trochę tu, trochę tam i jakoś się nawet nie uśmiechnąłem. Jak dla mnie - nudnawo. Chyba jednak coś się nie udało autorowi. A może... miałem akurat zły...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3324
1934

Na półkach: ,

Nikiformy to zupełnie inna książka od innych, lecz wcale to nie jest jej wadą. Podzielona jest na kilka rozdziałów, których nazwy są bardzo interesujące i być może dla młodszych czytelników nawet obce i niezrozumiałe, lecz dla mnie to wspomnienie lat dzieciństwa i wczesnej młodości. Np. jeden z rozdziałów to Książka skarg i wniosków, wpisy tu z różnych firm, pamiętam, że w każdym sklepie, restauracji i właściwie chyba w każdej firmie musiała być taka księga. Klienci, interesanci wpisywali swoje uwagi a czasem nawet pochwały a kierownik lub inna osoba upoważniona musiała odnieść się do tej wypowiedzi. Sama kiedyś czytałam taką książkę w sklepie zaprzyjaźnionej sprzedawczyni... lektura wyśmienita chociaż może nietypowa.
Kolejnym rozdziałem są zapisy z księgi zgłoszeń Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, również wrażenia po przeczytaniu bezcenne; wyciągi z Jadłospisów również są interesujące. Jednak zapiski z kajetu majstra "sam pan wybierz sobie memento", który podawał wzory napisów na nagrobki powalają..., cała a książka jest bezcenna, postanowiłam dać tę książkę swojej córce do poczytania a potem zajmę się edukacją moich wnuków, aby poznali inne czasy, takie w których żyła ich babcia.
Jest tu jeszcze wiele rozdziałów, są zgłoszenia ulepszania świata, czyli patenty np. na tęczozupy, młotek na telewizor, wymiotnik, buty wieloczynnościowe, wagon chrapalny czy rękawy do nosa. Jest rozdział stworzony z grypsów i notatników więziennych, próśb o łaskę, z akt sądowych, z dziennika kierowcy, z księgi wystawowej wraz z kilkoma szkicami oraz napisami obrazującymi dawne plakaty i tabliczki, które w tamtych czasach były na czasie. Mnie najbardziej jednak spodobał się pamiętnik księgowej, są to dzienne zapiski księgowej, która wdała się w romans, lecz sposób jej zapisów w pamiętniku jest dość nietypowy, gdyż sumuje niektóre rzeczy jak każda wprawna księgowa i na koniec każdego roku robi podsumowanie roczne, coś w rodzaju bilansu, ale tylko niektórych zachowań. Jakie to rzeczy sumuje, musicie doczytać już sami...
Podczas czytania tej książki nie można powstrzymać się od śmiechu lub chociażby uśmiechu.
Pana Edwarda Redlińskiego znam tylko z dawno czytanej Konopielki, która również wywarła na mnie duże wrażenie.

Nikiformy to książka niebanalna, pełna humoru i godna przeczytania.

Nikiformy to zupełnie inna książka od innych, lecz wcale to nie jest jej wadą. Podzielona jest na kilka rozdziałów, których nazwy są bardzo interesujące i być może dla młodszych czytelników nawet obce i niezrozumiałe, lecz dla mnie to wspomnienie lat dzieciństwa i wczesnej młodości. Np. jeden z rozdziałów to Książka skarg i wniosków, wpisy tu z różnych firm, pamiętam, że w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

152 użytkowników ma tytuł Nikiformy na półkach głównych
  • 79
  • 73
34 użytkowników ma tytuł Nikiformy na półkach dodatkowych
  • 23
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Nikiformy

Inne książki autora

Edward Redliński
Edward Redliński
Edward Redliński - polski prozaik, dramaturg, scenarzysta, reporter. Ukończył studia na Wydziale Geodezji i Kartografii Politechniki Warszawskiej oraz Studium Dziennikarskie Uniwersytetu Warszawskiego. Laureat wielu nagród, m.in. Fundacji Kościelskich i trzykrotnie nagrody im. S. Piętaka. W 2006 r. otrzymał nagrodę literacką im. Jarosława Iwaszkiewicza za całokształt twórczości. Sprawnie poruszał się po wielu gatunkach literackich – w jego twórczości znajdziemy m.in. reportaże: "Ja w nerwowej sprawie", "Zgrzyt"; prozę: "Listy z Rabarbaru", "Awans", "Szczuropolacy", "Krfotok", "Transformejszyn" oraz dramaty: "Pustaki", "Cud na Greenpoincie", "Wcześniak".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Niskie Łąki Piotr Siemion
Niskie Łąki
Piotr Siemion
Podobno Niskie łąki to jeden z lepszych obrazów przemian zachodzących w Polsce przed trzema dekadami. Nie wiem, czy tak jest, ale książkę Piotra Siemiona czytałem z przyjemnością. To ciekawa historia grupki ludzi, których losy nieraz się przenikały i mieszały. Jaką historię opowiada „najważniejsza powieść pokoleniowa, która najpełniej jak dotąd chwyta doświadczenia i wyraża nastroje Polaków urodzonych na początku lat 60”? Wszystko zaczyna się jeszcze w latach 80., kiedy do Wrocławia przyjedzie młody Anglik. Wierzy, że będzie reżyserował Ibsena, jednak szybko zderzy się z polską rzeczywistością. Zostanie przy okazji pobity i wrzucony do rzeki, a wkrótce później pozna nieobliczalnego Carlosa i zakręconą Lidkę. Długo nie będą się przyjaźnić, gdyż znów rozdzieli ich spory dystans. Spotkają się po kilku latach w Nowym Jorku, a potem znów we Wrocławiu. Dla autora będzie to okazja, by przyjrzeć się ludzkim losom i zobaczyć, jaki wpływ na nich miały przemiany. Historia bywa smutna, brutalna, ale i też zabawna za sprawą nieźle napisanych dialogów. Język powieści jest jednak specyficzny i nie wszystkim przypadnie do gustu. Wielu ludzi zmęczy, innych zachwyci. Niskie łąki są gorzkim rozliczeniem z pokoleniem przełomu, choć niewątpliwie specyficznym i dotyczącym wąskiego grona. Opowiada o generacji, która pojawiła się nieco za wcześnie, by odczuć korzyści z nowej Polski, choć jednocześnie nieco za późno, by nie próbować z nich korzystać. Rzecz jest bardzo filmowa, choć gdyby ktoś pokusił się o jej zekranizowanie, powstałby zapewne ponury, ciężkawy snuj. A może się mylę? Bo przecież nie brakuje tu humoru i efektownych scen… Więcej recenzji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na87 miesięcy temu
Mahatma Witkac Joanna Siedlecka
Mahatma Witkac
Joanna Siedlecka
Joanna Siedlecka wykonała kawał świetnej pracy zbierając jeszcze żyjące osoby z otoczenia Witkacego i oddała im głos. Nie oceniała, nie podpowiadała, niczego nie sugerowała. Zebrała głosy, wspomnienia, wyimki, epokę, której nie ma z perspektywy osób, których epoka przeminęła. Opowieści o Witkacym są lekko nostalgiczne, ale częściej pokrywa je patyna niezrozumienia, interesowności, kompensacji własnej osoby. Witkacy jest tylko cieniem, który niejednej osobie mocno przemodelował życie, ale który jednak jawi się bardzo osobnym, niezrozumiałym, a przecież rozmówcami byli mu najbliżsi. To jest kolejna książka, do której wróciłem po latach i oceniłem ją dużo lepiej. Moje pierwsze obcowanie z nią było po lekturze Jaśniepanicza o Gombrowiczu, o którym to pisarzu wiedziałem praktycznie wszystko i sporo innych rzeczy czytałem na jego temat. W przypadku Witkacego zrobiłem błąd, ponieważ założyłem, że reportaż biograficzny może być również dobrym wprowadzeniem do życia głównej postaci. Oj, trochę trudna sprawa. Mało tego, nie warto również próbować spamiętać i uporządkować sobie rozmówców, jest ich zbyt wielu i prędzej czy później tworzą trochę nijaką i szarą masę, z której wyłaniać się poczynają cechy wspólne, które niestety nie są zaletami. Oczywiście jest kilka wyjątków, o jak żona Witkacego, czy przyjaciel, który również ratował jego spuściznę. Świetna lektura, która mnie oczarowała, do której na pewno jeszcze wrócę. Po więcej zapraszam do mojej recenzji na kanale Sola Fabula
Jacek Kafel - awatar Jacek Kafel
ocenił na81 miesiąc temu
Franio Radek Knapp
Franio
Radek Knapp
W prowincjonalnym podwarszawskim Aninie panuje senna sielska atmosfera, chociaż jak wszędzie i tu rozgrywają się małe i duże życiowe dramaty. W Aninie wszyscy się znają. Tu wszystko jest małe, nawet chmury są mniejsze niż gdzie indziej. A na końcu miasteczka nawet te małe anińskie chmury są jeszcze mniejsze. 🔰"Z samego Anina ludzie stroili sobie żarty twierdząc, że gdy przez niego przejeżdża autobus, kierowca znajduje się już na końcu miasteczka, podczas gdy tylna część z kołem zapasowym dopiero do niego wjeżdża." Anin jest wyjątkowy nie tylko ze względu na swoją miniaturowość. Miasteczko posiada jedynego w kraju księdza, który za ministrantów ma dziewczęta Kasię i Lusię, które jak głosi duchowny, są mu potrzebne do "prowadzenia głęboko zaawansowanego eksperymentu Kościoła katolickiego nad nieśmiertelnością duszy". Mieszkańcy miasteczka wiedzą jednak swoje i co rusz podpatrują po cichu komentując ekscytujace sceny rozgrywające się na plebanii. Akcja wszystkich opowiadań zamieszczonych w zbiorku rozgrywa się we wspomnianym podwarszawskim miasteczku. Narrator pozwala czytelnikowi obserwować życie miejscowych ich codzienne bolączki, samotność po stracie najbliższych, którą na różne sposoby próbują wypełnić. Tytułowy Franio to tajemniczy outsider, nieakceptowany przez brata zadomowionego w Aninie od wielu lat. Niespodziewane pojawienie się Frania przerywa na chwilę monotonny bieg zdarzeń. A kiedy Franio znika, równie niespodziewanie jak się pojawił, w miasteczku dzieją się zagadkowe zjawiska. Narrator opisując życie tej małej społeczności z pozycji wnikliwego obserwatora, delikatnie ubarwia swą opowieść niewielkimi dawkami ironicznego i nienachalnego humoru. Ze względu na charakter wydarzeń i sposób ich przedstawienia, miałam momentami wrażenie, że czytam coś, czemu bliżej jest do bajki czy opowieści ocierającej się o realizm magiczny, niż do relacji o prawdziwym życiu. "Franio" to opowieści o przeszłości kojarzonej z dawno minionym dzieciństwem. Wspomnienie miejsca, które istnieje na rubieżach naszej pamięci. Miejsca, które pomaga cofnąć się "do czasów odległych, kiedy godzina jeszcze trwała godzinę, ludźmi rządziły takie przedmioty jak telefon z tarczą" a lokalny rzemieślnik przy pomocy szewskiego dreifusa szył ludziom buty na wymiar. Jak zauważa we wstępie autor, wszystkich mieszkańców miasteczka łączyła jedna wspólna cecha: 🔰"za żadne skarby nie chcieli być gdzie indziej niż tam, gdzie się się właśnie znajdowali. Opowiadając o nich, zrozumiałem, jak ważne jest docieranie do własnych korzeni. Kto odkopuje własne korzenie, ten odkopuje samego siebie spod absurdu i chaosu, jakie go codziennie zasypują." Nie wykluczone, że dla autora, który na skutek decyzji matki, w dzieciństwie wyemigrował z Polski do Austrii, napisanie tej książki było sposobem na "odkopanie własnych korzeni". Być może przeczytanie opowiedzianych tu historii stanie się dla czytelnika impulsem, aby powrócić do krainy dzieciństwa. Bo jak wspomina autor: 🔰"Nawet jeśli (...) powrót miałby nastąpić tylko w umyśle czytelnika. Wszystko musi się gdzieś zacząć." ☃️ Wyzwanie czytelnicze na styczeń 2026r. Przeczytam książkę z imieniem w tytule. (5)
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na72 miesiące temu
Do czytania pod prysznicem: znalezione w osobistej szufladzie Zygmunt Kałużyński
Do czytania pod prysznicem: znalezione w osobistej szufladzie
Zygmunt Kałużyński
Świetna książka fascynującego człowieka. Sięgnąłem po nią, z ciekawości, widząc na okładce nazwisko, które nieodwołalnie kojarzyło mi się z niczym innym jak tylko z... filmem!!! Na początku zastanawiałem się, czy to nie strata czasu, ale w miarę czytania przypominały mi się programy z udziałem Pana Kałużyńskiego. Pamiętam, że wiedza tego człowieka wykraczała poza ramy mojego postrzegania. Słuchałem jego barwnych opowieści o różnych osobach z wielką uwagą. I ciekaw byłemm czy tu będzie podobnie. Gdy przeczytałem kilka pierwszych linijek, zostałem zassany w wir opowieści i już wiedziałem, że nie będzie w tym straty. Książka składa się z różnych felietonów i nie wymusza czytania od pierwszej do ostatniej strony i tak też zrobiłem. W spisie treści skreślałem przeczytane historie i w miarę kończenia się pozycji nieprzeczytanych zwalniałem tempo by książka się nie skończyła, ale jak to w życiu bywa niejednokrotnie co dobre to i musi się skończyć. I tak też się stało. Po przeczytaniu ostatniego elementu, przypomniało mi się, że przecież można sięgnąć po inną i zobowiązuję się, że to zrobię. Polecam każdemu, który potrafi docenić sztukę filmową. Nie mówię o tym chłamie, który teraz jest nagrywany, ale o klasyce, której Pan Zygmunt był niewątpliwie jednym z większych koneserów.
JamesBald DJ - awatar JamesBald DJ
ocenił na72 lata temu
Biali bracia Michał Choromański
Biali bracia
Michał Choromański
Opis śnieżnej zamieci gdzieś w sowieckiej Ukrainie w latach 20. ubiegłego wieku to chyba najlepszy obraz tego żywiołu, o jakim mi przyszło czytać w polskiej literaturze. A to tylko pozornie niepozorny debiut Michała Choromańskiego z 1930 r., lepiej znanego z „Zazdrości i medycyny”. Wystarczy taki choćby cytat, aby zmroziło czytającego, a jest tak – nawet zresztą jeszcze bardziej – przez wiele stron: „Na ich spotkanie leciały śnieżne bałwany wysokości wielopiętrowych gmachów. Obrzucały ich zimną parą, załamywały się z rumotem nad ich głowami, padały na nich, pokrywając zaspami lotnego śniegu”. Albo: ”Śnieżne bałwany z łomotem i grzmotem sunęły obok, zostawiając w powietrzu potargane płachty zlodowaciałej piany”. Pogoda odpowiada temu, co we wnętrzu dwóch głównych bohaterów. Fabułą –dla mnie drugorzędną, a zatem raczej tylko: tłem tej przypowieści o fatalizmie - jest misja agenta polskiego wywiadu w Sowietach („Pewien papier, znajdujący się w pierogu z kapustą, zaważył osiemdziesięcioma kilogramami rozstrzelanego człowieka”). Antagonistą naszego protagonisty jest wiczeszef „Czeki” w Orle, bezwzględny towarzysz Bielicz. Niby stereotypowo przedstawiony („rozciągnął krwawe, żarłoczne wargi”),ale czytelnik będzie zaskoczony tym, co się tu i jak rozegra - będą watki wręcz nieheteronormatywne („Linia uda wydała mu się nawet niebezpieczna”). Spokojnie: nie ma tu niczego z Jamesa Bonda, jest za to determinizm losu oraz przedziwna relacja trzech bohaterów – bo jest jeszcze żydowski kupiec, też pozornie bliski stereotypowi, ale… Co do czekisty, wystarczy przywołać jego zdanie pod koniec: ”W każdej duszy są dwie dusze(...) jeżeli poskrobać duszę ludzką. to pod górną, złą, znajdziecie inną: dobrą i miłującą”. „Czekista uśmiechnął się do czego niewidzialnego”. Po lekturze już wiemy, czemu ta książka była w PRL była „na czerwonym indeksie”. PS Choromański urodził się w 1904 r. w Jelizawietgradzie (dzisiejszy Kropywnycky w Ukrainie),mieście, gdzie młodość spędzili spokrewnieni z nim Jarosław Iwaszkiewicz i Karol Szymanowski. W jego domu rodzinnym mówiono tylko po rosyjsku (i francusku),a do przyjazdu w 1924 r. do Polski w zasadzie nie mówił po polsku. Poruszał się o kulach, niemal przez całe życie miał kłopoty z psychiką…. Dla mnie jego najlepszym dokonaniem pozostaje powieść „Schodami w górę, schodami w dół”, nieoczywisty obraz przedwojennego Zakopanego, gdzie przed wojną brylował.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na72 lata temu
Listy z Rabarbaru Edward Redliński
Listy z Rabarbaru
Edward Redliński
Własne dobro czy własna ziemia? Miłość do najbliższych czy miłość do gospodarstwa? Życie na wsi bez perspektyw czy ucieczka do miasta w nadziei, że się uda? Czy którekolwiek z tych pytań brzmi znajomo? A może wydają się realistyczne i niektóre wybory w ogóle nie zaskakują? Ci czytelnicy, którzy mieli już w swoim życiu doświadczenia z literaturą chłopską (że wspomnę tylko głośne w ostatnim czasie “Chłopki” czy “Saga o ludziach ziemi”),to doskonale zdają sobie sprawę, że postawione przeze mnie pytania nie są irracjonalne. “Listy z Rabarbaru” to debiutancki tom opowiadań Edwarda Redlińskiego wydany w 1967 roku, zdecydowanie mniej znany od głośnych powieści autora “Awans” i “Konopielka”. Bardzo ważny jednak w recepcji tamtych dzieł, jak i całej twórczości. Bo właśnie czytając utwory w kolejności wydawania, już w opowiadaniach zobaczymy pomysł pisarza na pierwszą część swojej kariery. Redliński pochodził z niewielkiej wsi niedaleko Białegostoku, ale opuścił ją, aby skończyć studia na Politechnice Warszawskiej i Uniwersytecie Warszawskim. Dlatego głównego bohatera “Listów z Rabarbaru” i narratora możemy utożsamiać z samym autorem (choć pisarz sprawnie uciekł od pisania wątków autobiograficznych 1:1) i jego pierwsze książki wpisują się w nurt chłopski. Niemniej opowiadania w przeciwieństwie do “Konopielki” nie mają stylu ironiczno-groteskowego, a realistyczny (reportażowy). To sprawia, że zderzenie tradycyjnej kultury chłopskiej (zacofania wiejskiego) z nowoczesnością (tu zdecydowanie szerzej przedstawioną) opisane bez ironii, zyskuje na wiarygodności. Dużo daje też to, że sam Redliński był tu bardzo na świeżo z życiem na białostockiej wsi początku lat 60. XX wieku i lepiej “czuł wieś”. Pisarz dostrzegł wady i zalety zarówno prowincji, jak i dużego miasta z tamtego okresu i znakomicie zdiagnozował ich problemy. Dlatego “Listy z Rabarbaru” trzeba traktować w kategoriach pewnej przepowiedni. Redliński pokazuje tu, że tradycyjna wieś nie jest w stanie na żadnym polu rywalizować z nowoczesnym miastem (czas akcji to lata 1955-1966) i ostatecznie czeka ją dramat (obecne masowe opuszczenie). “Listy z Rabarbaru” to również doskonały pejzaż Podlasia. Redliński na tak małej ilości tekstu pokazuje zdecydowanie dużo. Prezentuje realia życia na wsi białostockiej, warunków, w jakich żyło się w połowie XX wieku, relacji między ludźmi w małych społecznościach, ale również wśród członków jednej rodziny (patriarchalnej hierarchii, gdzie dziewczyna lub młodszy syn nie mogli liczyć na więcej). Najważniejsze jednak i najbardziej poruszające dla kogoś, którego więzy rodzinne (tak jak mnie) łączą ze wsią, było ukazanie relacji mieszkańców do ziemi, która była dla nich wszystkim (ona dawała im życie, spajała członków rodziny, porządkowała im świat) i dlatego byli oni gotowi na poświęcenie siebie (dosłownie) dla jej dobra, a odejście do miasta traktowane było jako rozpad najmniejszej cząstki społecznej. I to wszystko w odniesieniu do rzeczywistości w dużym mieście (Warszawa i Białystok). Wbrew pozorom dużo można wyciągnąć z tych kilku opowiadań, momentami napisanych gwarą podlaską, a nawet spróbować zrozumieć pokolenie naszych dziadków, które w zupełnie inny sposób patrzyło na świat. Szkoda, że tak późno wpadła w moje ręce.
Marcin Łopienski - awatar Marcin Łopienski
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Nikiformy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Nikiformy