Człowiek w cieniu

Okładka książki Człowiek w cieniu autorstwa Eustachy Rylski
Okładka książki Człowiek w cieniu autorstwa Eustachy Rylski
Eustachy Rylski Wydawnictwo: Świat Książki Seria: Nowa proza polska literatura piękna
136 str. 2 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Nowa proza polska
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
136
Czas czytania
2 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
8324708278
Inne
Początek lat dziewięćdziesiątych. Trzydziestokilkuletni warszawski notariusz odbywa wakacyjną wołżańską podróż. Jest gruntownie znudzony życiem i pracą. Wolny od wszelkich więzów socjalnych, rodzinnych, uczuciowych, nieuznający żadnej poprawności politycznej ani ideowej wiedzie egzystencję outsidera. zblazowany rozpoczyna przygodę z własną wyobraźnią mistyfikując banalną rzeczywistość..
Średnia ocen
5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup Człowiek w cieniu w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Człowiek w cieniu



518 321

Oceny książki Człowiek w cieniu

Średnia ocen
5,9 / 10
81 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Człowiek w cieniu

avatar
232
231

Na półkach:

Eustachy Rylski nie zawodzi. znów dobry styl, wątki sowieckie i polska po 89 roku. tym razem główny bohater Aleksander Rylski, notariusz, mający korzenie sowieckie, brata się z polskimi gangusami-przemytnikami trzymającymi z rosyjską mafią. 

na uwagę zasługują na pewno wstawki historyczne dotyczące wschodnich przodków Rańskiego, które mogłyby uczynić tę powieść jeszcze lepszą gdyby je bardziej rozwinąć. główny bohater trochę depresyjny, nieszczęśliwy i wydaje się adekwatny na psychice do czasów, w których żyje. kompozycja prawie symetryczna.

proza niełatwa w odbiorze, zresztą jak wszystko Rylskiego, ale dobrze się czyta pod warunkiem maksymalnego skupienia. to kolejne moje spotkanie z autorem i wciąż nie mam dość. #polecam, bo naprawdę warto.

Eustachy Rylski nie zawodzi. znów dobry styl, wątki sowieckie i polska po 89 roku. tym razem główny bohater Aleksander Rylski, notariusz, mający korzenie sowieckie, brata się z polskimi gangusami-przemytnikami trzymającymi z rosyjską mafią. 

na uwagę zasługują na pewno wstawki historyczne dotyczące wschodnich przodków Rańskiego, które mogłyby uczynić tę powieść jeszcze...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
222
111

Na półkach:

Bardzo ładnie napisane, ale o czym to tak właściwie jest? Kim są bohaterowie i co tu się dzieje? Gdybym nie przeczytała opisu książki, to miałabym w głowie jeszcze większy mętlik, dzięki niemu mam jakikolwiek zarys przedstawionej historii. Niektóre momenty/dialogi ciekawe, tyle że po minucie już jesteśmy w innym miejscu z innym bohaterem i tak właściwie nie wiemy co i jak. Może inne powieści tego autora są lepsze i bardziej spójne, bo styl pisania ma piękny, ale tej nie polecam.

Bardzo ładnie napisane, ale o czym to tak właściwie jest? Kim są bohaterowie i co tu się dzieje? Gdybym nie przeczytała opisu książki, to miałabym w głowie jeszcze większy mętlik, dzięki niemu mam jakikolwiek zarys przedstawionej historii. Niektóre momenty/dialogi ciekawe, tyle że po minucie już jesteśmy w innym miejscu z innym bohaterem i tak właściwie nie wiemy co i jak....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1928
1927

Na półkach:

Kiedy człowiek nudzi się, wymyśla głupoty, z których rodzą się same nieszczęścia.
Tak trywialnie, może trochę sarkastycznie, określiłabym fabułę tej mikropowieści, minipowieści, długiego opowiadania czy jeszcze inaczej – krótszej opowieści. Krótkiej formy mieszczącej się pomiędzy opowiadaniem a powieścią, jednak na tyle obszernej, by autor pomieścił w niej całe bogactwo postaci i akcji charakterystycznych dla kryminału, powieści historycznej, psychologicznej i społeczno-obyczajowej.
Głównym bohaterem tej kompilacji gatunków powieści uczynił Aleksandra Rańskiego.
Trzydziestosześcioletniego wnuka „białego” generała rosyjskiego, który uciekł przed bolszewicką rewolucją do Europy. Mężczyzny zdecydowanie odcinającego się od swojej rosyjskości, by jednocześnie na tę rosyjskość być chorym. Porządnego, warszawskiego notariusza znudzonego swoim zawodem i pracą. Osobnika, którego życie „upływało na niczym. Do trzydziestki uważał, że jeszcze na wszystko jest czas, a po trzydziestce, że już na wszystko za późno”. Człowieka, którego toczyła „od najwcześniejszych lat larwa skrajnej nieufności wobec cudu istnienia i niechęć, by ten cud uznać za cokolwiek innego niż idiotyczny”.
W efekcie nie widział sensu życia.
Oczekiwał od niego nie władzy, pieniędzy czy wpływów, a odrobiny przyjemności. Nie znajdując w sobie ani chęci, ani woli, by tę przyjemność odnaleźć w normalności i w codzienności, postanowił znaleźć ją w mistyfikacji zbudowanej na zbiegach okoliczności, ślepym losie, zrządzeniach losu i nieprzewidywalnych przypadkach. W intrygę wciągnął swojego klienta Sebka. Oficjalnie właściciela przedsiębiorstwa transportowego, a nieformalnie niezrównoważonego i chamowatego szefa warszawskiej szajki. Bossa nieostrożnych, ostentacyjnych, infantylnie brawurowych, typowych „ludzi z miasta”, budujących kapitalizm w Polsce na początku lat 90. w okresie przemiany ustrojowej. Skłonnych „do agresji, jednoznacznych brutalnych rozwiązań, wrodzy wszelkiemu dzieleniu włosa na czworo, jak każda nieopierzona mafia rwali na skróty do pieniędzy, do wpływów, znajdując sojusznika w neurotycznym, rozdartym historycznymi podziałami, zajętym własnymi fobiami, beznadziejnie słabym państwie... [...] Nic im nie stało na drodze. Byli, bo tak chcieli”, a „media pełne były ich bezkarności”.
Człowiek w ich cieniu chciał zaistnieć.
Poczuć przyjemność płynącą z lęku i niepewności zaszczutego Sebka. Gdyby zapytać Rańskiego, dlaczego to robił, odpowiedziałby – „...bo mam dosyć biegu rzeczy obok mnie, bo rola wiecznego statysty zamęczyła mnie na śmierć, bo mam tylko jedno życie, bo mam tylko jedno pieprzone życie i jeden pieprzony los, który nie traktuje mnie ciepło”. A od siebie dodałabym – polską fantazję ułańską i rosyjską duszę. Czerpanie przyjemności z emocji i reakcji Sebka próbującego, pod wpływem strachu, złości i nikczemności, zracjonalizować mylne sugestie i fałszywe informacje notariusza, doprowadziło do powstania nieuzasadnionej w faktach teorii spiskowej z zaskakującym, tragicznym finałem. Rański zbyt późno uzmysłowił sobie, że tunel paranoi, do którego wpuścił swoją ofiarę, miał dwa wloty, a przy drugim z nich mógł stać on sam.
Autor ujął w tej mikropowieści jedną składową triady, wokół której konstruuje swoje opowieści, o czym wspomina w filmowym wywiadzie poniżej – bezsens istnienia. Wyposażając w niego głównego bohatera, pokazał bardzo prawdopodobny mechanizm bezideowego stanu, który, biorąc początki w jednostce, ostatecznie rzutował na zjawiska i procesy społeczne, gospodarcze, a nawet polityczne zachodzące w państwie transformacji. Zwłaszcza w okresie rodzącej się demokracji i kapitalizmu po wielu dekadach komunizmu. To za poruszenie tych ważnych kwestii przekazanych na wysokim poziomie walorów literackich, w których najwyższe uznanie moje wzbudziło mistrzostwo budowania bardzo długich, wielokrotnie złożonych zdań bez możliwości zgubienia wątku i sensu, składających się na gęstą od treści formę krótką, autor otrzymał Nagrodę Literacką im. Józefa Mackiewicza w 2005 roku. Za historię utkaną „z nitek frustracji, lęków, strzępów swawoli, pospolitej nudy”, która wbrew pozorom może być groźna dla wszystkich.
Rozglądając się wokół, mam wrażenie, że wielu na nią cierpi.
naostrzuksiazki.pl

Kiedy człowiek nudzi się, wymyśla głupoty, z których rodzą się same nieszczęścia.
Tak trywialnie, może trochę sarkastycznie, określiłabym fabułę tej mikropowieści, minipowieści, długiego opowiadania czy jeszcze inaczej – krótszej opowieści. Krótkiej formy mieszczącej się pomiędzy opowiadaniem a powieścią, jednak na tyle obszernej, by autor pomieścił w niej całe bogactwo...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

306 użytkowników ma tytuł Człowiek w cieniu na półkach głównych
  • 184
  • 120
  • 2
81 użytkowników ma tytuł Człowiek w cieniu na półkach dodatkowych
  • 69
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Eustachy Rylski
Eustachy Rylski
Urodził się w Nawojowej koło Nowego Sącza, w rodzinie o tradycjach ziemiańskich. Jego przodkowie wywodzili się z Wołynia. Ojciec inżynier Eustachy Rylski żołnierz Armii Krajowej został rozstrzelany przez Niemców w Młodowie koło Rytra we wrześniu 1944 dwa miesiące przed przyjściem syna na świat. Nie była to jedyna rodzinna tragedia. Wuj pisarza porucznik kawalerii Jerzy Rylski został wywieziony przez Sowietów do Komi, gdzie zmarł w 1941, a ciotka, Wanda Rylska trafiła do łagru, z którego powróciła na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Eustachym zajmowali się dziadkowie ze strony ojca. O tym okresie swojego życia autor mówi: W domu rodzinnym nieszczęść nie celebrowano. Wojna była. Chłopcy z sąsiedztwa też poginęli. W zasadzie wszyscy chłopcy. Żyłem w otoczeniu kobiet. Mężczyzn młodych nie było, wybici do nogi. W wieku 17 lat zatrudnił się w bazie samochodowej w Sobieszowie koło Jeleniej Góry. Przepracował w niej dwa i pół roku w charakterze referenta technicznego. Eustachy Rylski nigdy nie skończył studiów. W dorosłym życiu parał się różnymi zajęciami: był robotnikiem, urzędnikiem, pracownikiem ośrodka kultury, wychowawcą w szkole budowlanej, w końcu współwłaścicielem firmy remontowo-budowlanej, która rozpadła się z powodu jego literackiego debiutu. Pierwodruk Stankiewicza, minipowieści opowiadającej o losach syna powstańca styczniowego, będącego jednocześnie oficerem carskiej armii, oraz jego problemach z odkrywaniem własnej tożsamości, ukazał się w 1983 w "Literaturze" i otrzymał nagrodę tygodnika za debiut roku. Za właściwy debiut pisarza uznaje się natomiast wydanie Stankiewicza w 1984 przez Państwowy Instytut Wydawniczy, wraz z drugą minipowieścią: Powrót. Teksty 39-letniego Eustachego Rylskiego zyskały uznanie zarówno krytyków jak i czytelników. Pierwszy wysoki nakład rozszedł się błyskawicznie i natychmiast został wznowiony (łącznie 40 000 egz.). Stankiewicza przetłumaczono na włoski, niemiecki, francuski, rosyjski, węgierski i hiszpański, Powrót na rosyjski i francuski. Producenci filmowi kupili prawa do adaptacji obu powieści. Wydanie jego kolejnej książki, zbioru opowiadań Tylko chłód (1987),nie licząc wyróżnienia Warszawską Premierą Literacka, przeszło bez większego echa. Na blisko 20 lat Rylski zaprzestał pisania prozy. W latach dziewięćdziesiątych zaczął grać na giełdzie. Wraz z żona, Lucyną Tempską-Rylską wszedł w spółkę, z której narodził się magazyn "Twój Styl". W 1989 Jerzy Koenig zaproponował Rylskiemu pisanie dla Teatru Telewizji. Tak rozpoczęła się jego stała współpraca ze sceną. Jest autorem pięciu sztuk teatralnych, drukowanych również w miesięczniku "Dialog". W międzyczasie Rylscy przenieśli się do Chotomowa pod Warszawą. Tam powstała pierwsza po 20 latach przerwy powieść: "Człowiek w cieniu" (2004). Książka zdobyła uznanie i przyniosła mu Nagrodę im. Józefa Mackiewicza. W 2005 ukazała się kolejna powieść pod tytułem Warunek, za którą Rylski został nominowany w 2006 do Nagrody Nike.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Człowiek w cieniu przeczytali również

Dolina Radości Stefan Chwin
Dolina Radości
Stefan Chwin
Kawał naprawdę dobrej prozy, w starym stylu, erudycyjnej, bogatej, idącej prosto wytyczonymi przez autora szlakami. Profesor Stefan Chwin popełni kiedyś (fascynujący, polecam) zbiór esejów „Samobójstwo jako grzech istnienia”, w którym stwierdził, że przedstawione weń poglądy są ważne dla zrozumienia jego twórczości. I fakt, kiedy główny bohater zarabiający na życie rolą nieruchomego posągu, dostaje policyjną pałą zamiast winowajcy, a obok rozbija się owinięty (sztucznym) wężem globus, odnotowałem wówczas mrugnięcie okiem dla tych, którzy wspomniane eseje znają. Dotyczą one spraw starych jak świat — spraw, które bogato skomentowały sekty manichejskie, K. G. Jung, lord Byron czy Miłosz. Kto tak naprawdę rządzi światem i czy na pewno jest to dobry Bóg? To tytułem dygresji i dla zachęty, by zapoznać się z eseistyką prof. Chwina. Co do powieści natomiast: jest to historia Eryka, bosko utalentowanego makijażysty, ale określenie to nie wyczerpuje filozoficznego i estetycznego ładunku jego pasji. Eryk wrzucony jest w tygiel historii wieku XX; przyjdzie mu „robić” twarze esesmanom i komunistom (i to tym wielkiego kalibru postaciom historycznym). Jest przy tym nasz artysta wyrazicielem poglądu, że nie ma nic poza powierzchnią, czego dobitny dowód widzimy w lekturze, kiedy wnętrzności przejechanej przypadkowo kobiety rozpływają się na ulicy. Eryk — specjalnie omijam nazwisko, bo raz, że przybiera ich wiele, dwa, że twór z niego wyjątkowo amorficzny — pomaga ludziom uwolnić się przez zmianę twarzy. Tylko przez metamorfozę wyglądu wydobywa się nasze prawdziwe wnętrze. Rysy, podobnie jak linie papilarne, są jak dowód w sprawie; podpis, pod którym nie ośmielimy się na rzeczy, które przychodzą nam naturalnie pod maską z pudru, podkładu i tuszu. Eryk pełni więc rolę katalizatora, a jego poglądy nie są tożsame z poglądami lorda Henryka w „Portrecie Doriana Graya”, bo to zupełnie inne umiłowanie do powierzchowności i estetyki — przestrzegam przed takim lekkodusznym spojrzeniem. „Dolina Radości” jest zasadniczo całkiem głęboka. Dobrze się czyta te nie za długie rozdziały z często zamkniętymi epizodami fabularnymi. Splendoru historii dodają oczywiście wielkie nazwiska XX wieku, które są na kartach powieści, jak i zagadkowy, nieco gwiezdny i metafizyczny, rodowód głównego bohatera. Na minus: gadulstwo. Już przy „Hanemannie” miałem wrażenie zapchania, ale to chyba naturalny sposób komunikacji profesora Chwina. Przy pewnej dyskusji o literaturze zaangażowanej (dyskutowali akurat Chwin i Czapliński, z moderacją Vargi) też nie mogłem się doczekać, aż to Czapliński zacznie mówić. Jestem chyba konkretolubny i cenię sobie sterylność komunikatu, więc „Dolina Radości” mogłaby być, do cholery, krótsza.
Diabeł_Z_Caroc - awatar Diabeł_Z_Caroc
ocenił na61 rok temu
Opowieści chłodnego morza Paweł Huelle
Opowieści chłodnego morza
Paweł Huelle
(Pisane w dniu pogrzebu Autora) To rzecz o ”drugiej stronie” - życia, świata, nas samych – tam, „gdzie załamują się prawa fizyki”. Opowiadania pełne i magii, i całkiem realistycznych plag ludzkości. Tego, co nierozpoznawalne, ale jakoś niewytłumaczalny sposób wyczuwalne. Czego możemy się tylko domyślać, ale co ma jakiś własny stan istnienia… . Okryty ciepłą kołderką nostalgii, nie mogę się zgodzić z jakże licznymi tu opiniami, jakoby ten tom opowiadań Huellego miałby być gorszy od pozostałych. Być może, jeśli za kryterium takiej oceny ktoś uzna częsty brak tradycyjnej - powiedziałbym nawet: schematycznej – akcji. Te opowiadania są po prostu inne, a ich realizm – umowny na pierwszy rzut oka. No bo skoro „jest inny świat”…. Choć nie, jest nieco realizmu np. w „Ucieczce do Egiptu”: atak na uchodźców jeszcze z lat 90. – czeczeńskich uchodźców. Jeszcze wtedy niewyróżniających się tak jak dzisiejsi, o wiele bardziej znienawidzeni i zohydzani. Jeszcze wtedy, gdy pewna partia występowała na rzecz tamtych, ale wyłącznie jako żywego dowodu bestialstwa Putina i tylko jako swego paliwa – tak dziś myślę, bo przez swe ośmioletnie działania ta partia takie prawo sama mi dała, choćby kopulację „uchodźcy” z koniem publicznie prezentując na ministerialnej konferencji.…. I morze, to słynne „chłodne morze” obecne w każdym z tekstów, zarazem jako przeznaczenie, a może klątwa, ale na pewno więcej niż tylko „coś, gdzie dużo wody”…… I jeszcze o tym jest to rzecz, jak wielkie znaczenie, nie tylko symboliczne, ma Księga. Nie tylko ta święta dla jakiejś wspólnoty religijnej, ale i choćby katalog szwajcarskiego domu towarowego z zabawkami. Wszak to my nadajemy znaczenie zawartości zadrukowanego, przyciętego i razem sklejonego papieru. A zatem dla mnie ten zbiór także jest Księgą…. Znakomite jest opowiadanie o Menonitach, społeczności, którą unicestwił hitleryzm, a która odcisnęła swe piętno na Żuławach i okolicach. Pozostały po nich domy podcieniowe i osuszone przez nich tereny ujścia Wisły. No i to ”Mimesis”… Wspaniałe, mocno niepokojące „Öland ” o pokornym pasterzu owiec na szwedzkiej wyspie (byłem, wspaniała – i te brodźce!),którego odwiedza gość z przeszłości… Najpiękniejsze według mnie to „Franz Carl Weber” - zachwycająco-wstrząsające, choć akurat tu w ogóle ani magii, ani morza. Ale poraża losem ojca narratora. Najpierw w mieście, „skąd wyjechał do Sankt Petersburga zaplombowanym wagonem Lenin” (poważny błąd Autora niedostrzeżony przez Wydawcę! – od 1914 r. był to już Piotrogród) wygrał on szczęśliwy los na loterii, by niedługo potem przegrać swój życiowy los na UB… A do tego wspaniała postać kobieca jak najbardziej zasadnie protestująca swą milczącą obecnością gdzie się da przeciw pewnemu biskupowi Sanctae Romanae Eccclesiae (spokojnie, nie naszemu),której nasz narrator oczywiście pomaga ujść przed karzącą ręką nie-sprawiedliwości… Huelle zawsze był piewcą sierpniowego zrywu 1980 i późniejszych przemian – co słusznie nazywa rewolucją. „Cokolwiek sądziłem o niej później, często krytycznie, nie zmieniało to oczywiście cudownego faktu: przyniosła wolność, a naszym przeciwnikom nie spadł choć włos z głowy” (co wielu uznaje za skandal i dowód „zmowy”…) . A zarazem trochę w nim żalu: „ – Wydawało nam się, że o coś walczymy (…). Ale tak naprawdę byliśmy uzależnieni od naszych strażników. Nawet, jak ich zabrakło, mogliśmy rozmawiać tylko o nich (…). Kilkanaście lat po upadku reżimu ludzie w jego kraju wciąż najchętniej rozmawiają o tym, kto na kogo donosił i kto był, czy też nie był tajnym agentem policji politycznej”. PS Inny błąd, raczej wydawnictwa, gdy w „Ukielu” mowa o „krzyku wodnego ptactwa (…) nurków”. Niestety, nie ma takich ptaków, są zaś nury (np. lodowiec albo rdzawoszyi),właśnie teraz zalatujące do nas z Północy. Krzyk tych pięknych, tajemniczych ptaków brzmi jakby dochodził z zaświatów i to chodzi narratorowi gdy wspomina zmarłą żonę…. I jeszcze parę cytatów: „Nigdy jeszcze nie czytał i nie grał tej muzyki. Była przejrzysta jak fugi Bacha, podniosła jak fraza Haendla, wesoła jak takty Vivaldiego, melancholijna jak pieśń Schuberta”. „Zirytowali go politycy: nawet dziecko kłamałoby z większym wdziękiem niż ci panowie oskarżający się nawzajem. Przypominali pijanych, spoconych tragarzy, wyrywających sobie walizkę jedynego pasażera, na jakimś prowincjonalnym, źle oświetlonym, dawno zamkniętym dworcu”. „Marzyć jest niebezpiecznie, bo sny ofiarowują rzeczy niemożliwe i dlatego po przebudzeniu najlepiej wziąć się zaraz do roboty”. „Znał się na ludzkich twarzach i wiedział, do jakiego stopnia spojrzenie czyichś oczu skrywa nikczemność albo dobroć duszy”. W dniu pochówku Pawła Huelle szczególnie wybrzmiewa takie jego zdanie: „Nie miał złudzeń: wszystkie religie bezczelnie kłamały. Bezczelnie, bo z tamtych zaświatowych krain nikt nigdy przecież nie dał znaku”..... Da znak?
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na92 lata temu
Niskie Łąki Piotr Siemion
Niskie Łąki
Piotr Siemion
Podobno Niskie łąki to jeden z lepszych obrazów przemian zachodzących w Polsce przed trzema dekadami. Nie wiem, czy tak jest, ale książkę Piotra Siemiona czytałem z przyjemnością. To ciekawa historia grupki ludzi, których losy nieraz się przenikały i mieszały. Jaką historię opowiada „najważniejsza powieść pokoleniowa, która najpełniej jak dotąd chwyta doświadczenia i wyraża nastroje Polaków urodzonych na początku lat 60”? Wszystko zaczyna się jeszcze w latach 80., kiedy do Wrocławia przyjedzie młody Anglik. Wierzy, że będzie reżyserował Ibsena, jednak szybko zderzy się z polską rzeczywistością. Zostanie przy okazji pobity i wrzucony do rzeki, a wkrótce później pozna nieobliczalnego Carlosa i zakręconą Lidkę. Długo nie będą się przyjaźnić, gdyż znów rozdzieli ich spory dystans. Spotkają się po kilku latach w Nowym Jorku, a potem znów we Wrocławiu. Dla autora będzie to okazja, by przyjrzeć się ludzkim losom i zobaczyć, jaki wpływ na nich miały przemiany. Historia bywa smutna, brutalna, ale i też zabawna za sprawą nieźle napisanych dialogów. Język powieści jest jednak specyficzny i nie wszystkim przypadnie do gustu. Wielu ludzi zmęczy, innych zachwyci. Niskie łąki są gorzkim rozliczeniem z pokoleniem przełomu, choć niewątpliwie specyficznym i dotyczącym wąskiego grona. Opowiada o generacji, która pojawiła się nieco za wcześnie, by odczuć korzyści z nowej Polski, choć jednocześnie nieco za późno, by nie próbować z nich korzystać. Rzecz jest bardzo filmowa, choć gdyby ktoś pokusił się o jej zekranizowanie, powstałby zapewne ponury, ciężkawy snuj. A może się mylę? Bo przecież nie brakuje tu humoru i efektownych scen… Więcej recenzji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na87 miesięcy temu
Tartak Daniel Odija
Tartak
Daniel Odija
W 2003 roku Tartak znalazł się na liście dziewięciu najbardziej cenionych książek prozatorskich, wielokrotnie nominowany był też (i nagradzany) w prestiżowych konkursach literackich. Książka ta określana bywa jako manifest społeczny, badający współczesne obszary nędzy i beznadziei, upominający się o wykluczoną prowincję. Autor łączy w niej realistyczne, obyczajowe sprawozdania i lokalne anegdoty z filozoficznymi komentarzami wiejskiego bajarza. Trochę tu klimatu sennych obrazów, jak z Domu dziennym, domu nocnym Olgi Tokarczuk. Dzięki temu książki nie można sprowadzić do publicystycznego obrazka. Odija faktycznie opowiada o ponurej i biednej prowincji, pozbawionej nadziei. Ale nie jest to reporterski głos, zaangażowany społecznie i politycznie, lecz raczej przypowieść o ludziach, których przetrąciło życie, "pogrobowcach" PRL wpasowanych w ramy półrealnej baśni. Ten mityzujący styl pięknie nawiązuje do podobnych klimatów prozy Andrzeja Stasiuka, Magdaleny Tulli, Pawła Huelle, Piotra Szewca, Lidii Amejko czy Pawła Sołtysa. Klimat opowieści zręcznie podkreśla prosty język, pozbawiony patosu, pompowanego dramatyzmu i wielkich słów. Pomimo tego (dlatego?) Tartak budzi silne emocje... Autor w uroczy sposób przechodzi z poziomu szczegółowego sprawozdania z drobnych wydarzeń, do szeroko kreślonych obrazów, wykraczających poza opisywane chwile ("nie wiedział, kiedy zacząć płakać i z tego wszystkiego zapomniał w ogóle o płaczu, a przecież było mu bardzo smutno. No i na kilka dobrych lat zapomniał, jak się płacze."),realistyczny opis miesza z baśniowym przedstawieniem, a biblijny język narracji z rzeczowością spostrzeżeń i wulgaryzmami bohaterów książki - całej panoramy dziwacznych, trochę strasznych i trochę komicznych indywiduów.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na76 lat temu
Pióropusz Marian Pilot
Pióropusz
Marian Pilot
Nieczęsto zdarza sie obcowac z książką, która w tak zuchwały i zarazem pokorny sposób wkracza w samo jądro ludzkiego istnienia. Pióropusz Mariana Pilota nie jest powieścią w zwyczajnym rozumieniu tego słowa. To raczej rozedrgany, językowy manifest pamięci – pamięci nie tylko jednostkowej, lecz także zbiorowej, zakorzenionej w ziemi, w dialekcie, w ciele i w duszy człowieka, który nigdy nie został naprawdę wysłuchany. Pilot pisze tak, jakby każda litera była wykuwana z samej istoty człowieczeństwa – z bólu, śmiechu, hańby i rozpaczy. Jego język – pełen kolokwializmów, neologizmów, śladów gwary i poetyckich zgrzytów – nie poddaje się łatwo. Czytelnik nie może się tu wygodnie rozsiąść. Musi uczestniczyć. Musi cierpieć i śmiać się razem z narratorem, który nie jest jedynie jednostką, lecz echem tysięcy podobnych głosów, tłumionych przez historię, przez systemy, przez rodzinę, przez samego siebie. Nie ma tu ornamentu dla ornamentu. Każde słowo zdaje się być umieszczone w tekście z niepojętą precyzją, chociaż na pierwszy rzut oka panuje w tej prozie chaos. Ale to nie chaos, to życie – nieobrobione, surowe, takie, jakie jest naprawdę. Narrator Pióropusza – w swoim dziecięcym, a zarazem dojmująco dojrzałym spojrzeniu – przypomina człowieka, który błąka się między światłem a cieniem, nie wiedząc, po której stronie ma stanąć, a może nawet – nie wierząc, że wybór w ogóle istnieje. Pilot potrafi uczynić z rzeczy najmniejszych – z gestów matki, z pędu wiejskiego roweru, z chłodu łyżki do zupy – znaki transcendencji. Pokazuje, że nawet w najbardziej błahym zdarzeniu tli się coś świętego, coś przeklętego, coś, co nie pozwala spać spokojnie. W tym tkwi jego siła – nie w fabule (która nie biegnie, lecz meandruje jak niespokojny strumień),nie w dramaturgii (która się nie wspina, lecz zapada),lecz właśnie w tym nieustannym pulsowaniu między językiem a uczuciem. Lektura Pióropusza nie daje ukojenia. To nie jest książka, po której człowiek odetchnie z ulgą. To książka, która wierci się w duszy. Która nie pozwala o sobie zapomnieć. I – co najważniejsze – która nie pozwala zapomnieć o tych wszystkich, których głosów nie słyszymy na co dzień: wiejskich dzieci, ojców przesiąkniętych goryczą, matek osaczonych obowiązkiem, dziadków, którzy nie potrafią mówić, ale pamiętają wszystko. W Pióropuszu nie ma zbędnych słów. Jest tylko prawda – nieraz okrutna, nieraz liryczna, zawsze nieunikniona. To arcydzieło pokory i odwagi. Arcydzieło literatury, która nie chce być elegancka ani wygodna, lecz prawdziwa. A to, moim zdaniem, najtrudniejsze. I najbardziej potrzebne. Moja recenzja z portalu "nakanapie"
Aleksy - awatar Aleksy
ocenił na1011 miesięcy temu
Nie mów noc Amos Oz
Nie mów noc
Amos Oz
„Nieważne, ile wysiłku włożysz w to, żeby kogoś poznać, poświęcisz na to sto lat, dzień i noc na okrągło, będziesz z nim spać w jednym łóżku, nic to nie da, i tak nie będziesz nic o nim wiedzieć”.W „Nie mów noc” Amos Oz snuje opowieść, która nie tylko relacjonuje historię, ale przede wszystkim odsłania emocjonalny krajobraz dwóch dusz, które pragną się do siebie zbliżyć, a jednocześnie nieustannie się rozmijają. To powieść o miłości, która nie wystarcza, o czułości, która nie koi, oraz o dwojgu ludziach dzielących przestrzeń, lecz nie potrafiących się naprawdę usłyszeć. Główni bohaterowie, Teo i Noa, żyją razem w pustynnym izraelskim miasteczku. Choć są w związku, ich relacja przypomina współdzielenie przestrzeni dwóch odrębnych planet.Teo pragnie spokoju, prostoty, ciszy i symbolicznego „niewywoływania nocy”. Noa natomiast chce działać, zmieniać świat i angażuje się w projekt ośrodka resocjalizacyjnego. Ich spojrzenia na życie są różne, ale w centrum pozostaje pytanie: czy miłość może wystarczyć, gdy wartości i potrzeby są tak odmienne?Oz znakomicie uchwycił paradoks relacji: można być blisko fizycznie, a jednocześnie głęboko i chronicznie samotnym. Noa i Teo często rozmawiają, ale niemal nigdy naprawdę się nie słuchają. Ich myśli krążą wokół siebie jak ćmy, ale na różnych orbitach. Każde z nich próbuje kochać na swój sposób, lecz miłość, która nie spotyka się z odbiciem, zaczyna ciążyć. Znamy to i z własnego jestestwa. Nie ma tu dramatycznych wybuchów ani ostrych konfliktów. To raczej powolne, ciche przesuwanie się dwóch serc na granicy znużenia, troski i niezrozumienia. Oz pokazuje relację, która nie umiera gwałtownie, lecz rozmywa się, zasypując piaskiem pustyni, w której toczy się ich życie. Świetnym zabiegiem literackim jest naprzemienna narracja: raz widzimy świat oczami Teo, raz przez pryzmat myśli Noa. Ta konstrukcja uwypukla, jak subiektywne, nieprzenikalne i czasem tragicznie rozbieżne są nasze interpretacje rzeczywistości oraz intencji drugiego człowieka. Co ważne: każde z nich nosi w sobie swoją wersję tej relacji. Każda jest prawdziwa, choć żadna niepełna. „Nie mów noc” to dla mnie przede wszystkim powieść o trudzie bycia razem. Nie chodzi tu o zdradę czy wielką tragedię, ale o coś znacznie trudniejszego: o codzienne poczucie, że kochamy kogoś, a mimo to nie umiemy dotrzeć do jego wnętrza. Każde „dobranoc” niesie w sobie cień pytania: czy na pewno się rozumiemy? Czy jeszcze jesteśmy razem, czy już obok siebie? To także historia o tym, jak miłość bez rozmowy zamienia się w milczenie, a troska w znużenie. Oz jak zwykle nie potępia swoich bohaterów; pokazuje ich z empatią i liryzmem jako ludzi, którzy próbują, choć nie zawsze potrafią. Autor stworzył intymny portret relacji, która rozgrywa się w ciszy, w gestach i w niedopowiedzeniach. Ta konstrukcja pozwala dojrzeć, jak subiektywne, nieprzenikalne i czasem tragicznie rozbieżne są nasze interpretacje rzeczywistości oraz intencji drugiego człowieka.Lektura głęboka, dojrzała, poruszająca, pozostająca na długo w pamięci, jak wszystkie tego autora.
Efemerycznoscchwil - awatar Efemerycznoscchwil
ocenił na89 miesięcy temu
Wieszanie Jarosław Marek Rymkiewicz
Wieszanie
Jarosław Marek Rymkiewicz
Po przeczytaniu Żmutu, Rejtana i Wieszania już jasno widzę, że Rymkiewicz stworzył specyficzną, sobie tylko właściwą formę narracji. Jest to esej naukowo poetycki. Jakiś dyskurs historyczno magiczny. Narrator przedziera się przez biblioteki, archiwa, własną pamięć i intuicję. Po drodze spiera się sam ze sobą, czasem z czytelnikiem, a innym razem z tą czy inną opisywaną postacią. Aby docenić Wieszanie trzeba znać Warszawę. Tak od pl. Trzech Krzyży do Dworca Gdańskiego z jednej strony i od Wisły do Powązek z drugiej. Autor prowadzi nas skrajem dwóch czasów. Tamtego z roku 1794 i tego współczesnego Rymkiewiczowi. Za parę lat miasto znów się zmieni i ktoś będzie musiał tłumaczyć czytelnikowi z przyszłości, co w danym miejscu było w czasach kiedy pisał Rymkiewicz. Autor niemal jak w filmie, nakłada na siebie warstwy miasta . Tak jest, gdy opisuje widok z okna czytelni Instytutu Badań Literackich w Pałacu Staszica. Widzimy jednocześnie dwa czasy. Ta szubienica z 1794 roku wciąż tam stoi choć dawno już jej nie ma. Tak samo inna szubienica, na szerokim Krakowskim Przedmieściu. Dziś można przysiąść w kawiarni zaraz obok Domu Literatury i pijąc kawę popatrzeć w tamto miejsce. Ja mógłbym dodać jeszcze co najmniej dwie szubienice. Rymkiewicz o nich nie pisze. Jedna stała na dzisiejszym pl. Piłsudskiego w sierpniu 1944. Niemcy powiesili na niej pielęgniarki z powstańczego szpitala. Może stała niedaleko tej opisywanej przez Rymkiewicza. Tej obok pałacu Bruhla. Może ktoś sprawdzi. Inna stoi do dziś na Woli. Też niemiecka, tylko z roku 1942. To jednak już całkiem inna historia. Wiem, że wielu nie potrafi czytać Rymkiewicza nie osądzając jego poglądów. Warto spróbować i dać Poecie szansę. Myślę, że Rymkiewicz gdzieś tam na lepszym świecie spaceruje ulicami równoległej Warszawy, której nigdy nikt nie zbrukał szubienicami i jest zadowolony, że to co napisał budzi w nas wciąż tyle emocji.
Krzysztof U - awatar Krzysztof U
ocenił na106 miesięcy temu
Pingpongista Józef Hen
Pingpongista
Józef Hen
W „Pingpongiście” wszystko jest tak jak trzeba. Poukładane myśli, wspomnienia i przeszłość. Współczesna opowieść o przebaczaniu, o wojnie, o śmierciach niezawinionych i tych, którzy strzelali. Brooklyński sędzia (Michał Dembina, obecnie Mike Murphy) przyjeżdża do Cheremca, by wziąć udział w odsłonięciu pomnika ku czci pomordowanych tu Żydów. I to, co u Hena nigdy nie zawodzi, to postaci, które, nawet jeśli pojawiają się na chwilę, zapadają w pamięć. Nauczycielka, ksiądz i jego gospodyni, Frajndla Wajnstein, a wszystkich i wszystko spaja przeszłość i żar bijący od podpalonej stodoły. Jest w „Pingpongiście” jakaś nadzieja, jakieś światło, mimo iż mrok nie chce odpuścić – ktoś zabija koty, ktoś inny nie zgadza się na upamiętnienie zbrodni. A Józef Hen jakoś pięknie, po mistrzowsku o tym wszystkim pisze: „ Antysemityzm to choroba trudna do wyleczenia... Bo choremu sprawia przyjemność”. Bo w książce Hena przeglądają się polskie strachy i polskie mity. Bo jeśli się pamięta, jeśli żałuje, nie jest jeszcze z nami tak źle, jak mówią, prawda? Dawno temu Michaś miał do zagrania mecz w ping-ponga. Nie zdołał jednak uratować swojego przeciwnika. „Obiecałem mu rewanż”, mówi i wsłuchuje się w słowa księdza: „…jeśli wracamy do pustki, z której wyszliśmy, jeśli jest tylko nieistnienie, to znaczy, że nie mamy nic cenniejszego od życia”.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na72 lata temu
Złoty pelikan Stefan Chwin
Złoty pelikan
Stefan Chwin
Mówią, że mamy nie oceniać książki po okładce, i mają rację! Oczywiście, że dobrze dobrana okładka wróży lepszy sukces, ale nawet te książki, które czasem mają beznadziejną szatę graficzną mogą być świetne. W wypadku Złotego pelikana... patrzyłam na tą okładkę co jakiś czas, nawet pod czas czytania. Historia o życiu Jakuba jest opisana urywkami, które koniec końców sklejają się w całość i mimo, iż są opowiadane z lekka chaotycznie da się to jest tak, jak być powinno. Z resztą książki są od tego, żeby chociaż trochę ruszyć nasze szare komórki. Ale wracając, budziłam moje szare komórki coraz bardziej z każdym rozdziałem zastanawiając się do jakiej sytuacji ma nawiązywać okładka, albo przynajmniej co ma symbolizować. Jednak nic z tego. Snułam tyle teorii, że nawet nie jestem w stanie o nich napisać. Jednakże zauważam to, jak bardzo się na tym skupiałam, żeby jak najwięcej zrozumieć. I powiem Wam jedno : wszystkim ludziom, którzy czytają gdziekolwiek, cokolwiek i jakkolwiek życzę takich książek jak ta. Takich, które dadzą Ci jak najwięcej mogą, ale też wyciągną dużo z Ciebie. Takich, które Cię porwą, zmuszą do poświęcenia im tak wielkiej uwagi jak tylko możesz. Żeby było jasne, nie wychwalam tej książki ponad niebiosa. Złoty pelikan nie należy do najlepszych książek świata. Jej fabuła jest prosta, z resztą nie tylko fabuła. Wszystko w tej książce jest proste (bynajmniej dla mnie, no bo to human.) i ewentualnie "dialogi" mogły sprawiać problem, ale to nic. Wszystko gra. Czytając to uświadomiłam sobie, jak ważne jest to, by zwracać uwagę na to co się dzieje wokół nas, bo może się zdarzyć coś, co pozornie nie ma znaczenia, a pewnego dnia obudzimy się w zupełnie innym świecie. Nic już nie będzie takie samo, szczególnie my i nasze podejście do życia. Może będziemy się cieszyć, że jakiś okropny okres naszego życia przeminął, albo będziemy żałować, że nie poświęciliśmy tej jednej jedynej chwili więcej uwagi. Podsumowując : prosta książka, z lekka chaotyczna, bez klasycznych dialogów, ma drugie dno (które moim zdaniem warto odkryć) Tak więc, miłej lektury (mam nadzieję)
Margaret - awatar Margaret
ocenił na69 lat temu

Cytaty z książki Człowiek w cieniu

Więcej

Nikonsekwentna, imperialnie ostentacyjna lub tchórzlie przyczajona prohobicja zrobiła jednak swoje.

Nikonsekwentna, imperialnie ostentacyjna lub tchórzlie przyczajona prohobicja zrobiła jednak swoje.

Eustachy Rylski Człowiek w cieniu Zobacz więcej

Aleks zaczął zdawać sobie sprawę, że świat stworzony przez parę dziwnych kochanków, świat odchanny, uwodzicielski, dzięki pomocy włoskiej ciotki wolny od trosk materialnych, świat mitów i marzeń, jest chorobą w tym samym stopniu, co zgiełk, ordynardość, nieprawość, niechlujstwo i bylejakość zza parkanu są zdrowiem.
I że jakkolwiek byłby to świat oswojony, serdeczny, własny, ujść z niego cało się nie da, gdyż jest śmiertelną pułapką.

Aleks zaczął zdawać sobie sprawę, że świat stworzony przez parę dziwnych kochanków, świat odchanny, uwodzicielski, dzięki pomocy włoskiej ci...

Rozwiń
Eustachy Rylski Człowiek w cieniu Zobacz więcej

Czy nie ma pan wrażenia, że to zanurzanie się, powolny dryf, to półtrzeźwe i półpijane lewitowanie w miarę upływu czasu zamienia spodziewaną przyjemność w oczywistą udrękę, kiedy doświadczamy upokarzającego prymatu ciała nad duchem? Kiedy przyznać musimy, że wzlot ducha jest niższy, a upadek ciała głębszy?

Czy nie ma pan wrażenia, że to zanurzanie się, powolny dryf, to półtrzeźwe i półpijane lewitowanie w miarę upływu czasu zamienia spodziewaną...

Rozwiń
Eustachy Rylski Człowiek w cieniu Zobacz więcej
Więcej