Wieloryby i ćmy. Dzienniki

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
6,28 (455 ocen i 94 opinie) Zobacz oceny
10
9
9
25
8
65
7
123
6
110
5
67
4
22
3
18
2
7
1
9
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788308060407
liczba stron
288
język
polski
dodała
AMisz

Autoportret wielokrotny i literacka opowieść o współczesności Daleko za kołem podbiegunowym, na Spitsbergenie, jest osada. Stare drogi pozarastała tajga, okna szklarni rozbito. Po dawnym życiu pozostało niewiele — niszczejące hangary, trochę śmieci, zeschnięte krzaki pomidorów. I cmentarz. Z brzydkimi, odlanymi z betonu nagrobkami. Pod jednym z nich leży ciało rocznej dziewczynki. Jego syn...

Autoportret wielokrotny i literacka opowieść o współczesności

Daleko za kołem podbiegunowym, na Spitsbergenie, jest osada. Stare drogi pozarastała tajga, okna szklarni rozbito. Po dawnym życiu pozostało niewiele — niszczejące hangary, trochę śmieci, zeschnięte krzaki pomidorów. I cmentarz. Z brzydkimi, odlanymi z betonu nagrobkami. Pod jednym z nich leży ciało rocznej dziewczynki. Jego syn też ma rok. Został w kraju, a tak niedawno zasypiał mu na kolanach.

Znacznie bliżej, na Śląsku, nie ma już śladu po starym młynie. Rozebrano go, bo groził zawaleniem. Zniknął też dom, w którym na świat przyszedł jego pradziadek, a kopalnię, w której dziadek został śmiertelnie ranny, zastąpiła szkoła wyższa. Wszędzie wokół historia porozrzucała kości. Niektóre należą do tych, którzy spoglądają ze starych zdjęć w rodzinnym albumie.

Dalekie podróże i bliskie spotkania. Obserwacje, komentarze, refleksje. W swoich dziennikach Twardoch przeplata ogólnoludzkie z pokoleniowym; historyczne ze współczesnym, a oswojone z obcym. Wieloryby i ćmy — autoportret wielokrotny i literacka opowieść o współczesności.

 

źródło opisu: http://www.taniaksiazka.pl/wieloryby-i-cmy-p-588355.html

źródło okładki: www.facebook.com/szczepan.twardoch.oficjalna.strona

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
lapsus książek: 1686

Twardoch – Roczniki

Porobiło się. Żeby tak przed 40. swe dzienniki publikować, rolę mentora sobie przypisywać, rolę nestora sobie nadawać? A na zdjęciu junak młody, jak w piosence „Malcziki”, której polski tekst stworzył Kazik Staszewski:

Płomienne zorze budzą mnie ze snu
Giełdowy ranek, informacji szum
Z radiem na uszach i wartości swej
W pełni świadomy, świadomy, że hej.

Szczepan Twardoch dużo ryzykuje tą książką. „Wieloryby i ćmy” wydane przez Wydawnictwo Literackie to zapis prywatnych sytuacji i refleksji autora, które zostały dokonane w latach 2007-2015. Nie wiemy, jak wyglądała selekcja tekstów do tych „Dzienników”, bo nie wiemy, czy, i na ile, autor ingerował w swoje prywatne notatki. Nie wiemy, czy autor pisał swe teksty na bieżąco, czy wracał we wspomnieniach swych do dawniejszych okresów. Nie wiemy nic. Ale książka stała się faktem i junacka twarz prozaika wita nas dziś z każdej witryny księgarskiej.

„Wieloryby i ćmy” są ryzykowne według mnie z jednego, zasadniczego powodu – autor zawiesił sobie poprzeczkę bardzo wysoko, każda z jego powieści od „Wiecznego Grunwaldu” począwszy jest ważnym wydarzeniem. Czy „Dzienniki” są wystarczająco dobrym materiałem literackim, takim, który sprosta wybitności jego poprzednich dzieł? Naprawdę nie wiem. Mogę się przyłączyć do chóru niezadowolonych, ale chyba nie chcę.

Nie chcę traktować Twardocha jako pisarza, który ma swoje „pięć minut” i próbuje na tym coś ugrać. Bo to i lansik mercedesem mi tu na myśl przychodzi, i jakieś dziwne poczucie gwiazdorzenia,...

Porobiło się. Żeby tak przed 40. swe dzienniki publikować, rolę mentora sobie przypisywać, rolę nestora sobie nadawać? A na zdjęciu junak młody, jak w piosence „Malcziki”, której polski tekst stworzył Kazik Staszewski:

Płomienne zorze budzą mnie ze snu
Giełdowy ranek, informacji szum
Z radiem na uszach i wartości swej
W pełni świadomy, świadomy, że hej.

Szczepan Twardoch dużo ryzykuje tą książką. „Wieloryby i ćmy” wydane przez Wydawnictwo Literackie to zapis prywatnych sytuacji i refleksji autora, które zostały dokonane w latach 2007-2015. Nie wiemy, jak wyglądała selekcja tekstów do tych „Dzienników”, bo nie wiemy, czy, i na ile, autor ingerował w swoje prywatne notatki. Nie wiemy, czy autor pisał swe teksty na bieżąco, czy wracał we wspomnieniach swych do dawniejszych okresów. Nie wiemy nic. Ale książka stała się faktem i junacka twarz prozaika wita nas dziś z każdej witryny księgarskiej.

„Wieloryby i ćmy” są ryzykowne według mnie z jednego, zasadniczego powodu – autor zawiesił sobie poprzeczkę bardzo wysoko, każda z jego powieści od „Wiecznego Grunwaldu” począwszy jest ważnym wydarzeniem. Czy „Dzienniki” są wystarczająco dobrym materiałem literackim, takim, który sprosta wybitności jego poprzednich dzieł? Naprawdę nie wiem. Mogę się przyłączyć do chóru niezadowolonych, ale chyba nie chcę.

Nie chcę traktować Twardocha jako pisarza, który ma swoje „pięć minut” i próbuje na tym coś ugrać. Bo to i lansik mercedesem mi tu na myśl przychodzi, i jakieś dziwne poczucie gwiazdorzenia, modnych ciuchów, popisów medialno-celebryckich. Czy to „pięć minut”, które trzeba koniecznie wykorzystać? Szkoda by było.

Bo fanem jestem prozy Twardocha gorącym. Podoba mi się wszystko, co tworzy, uważam, że daje on radę wyjątkowo mocno i jest jednym z jaśniejszych punktów na polskiej mapie kulturalnej. A w swoich wspominkach trzyma mnie Twardoch na dystans. O ile w swoich „fikcjach” pozwalał mi podejść do siebie wyjątkowo blisko, to w „prawdzie” jest taki jakiś pomnikowy, godny, rzeknę: godny naśladowania. Młody gość a jakimś starczym uwiądem dotknięty. Coś mi tu nie gra. Ekstremalne i bezkompromisowe jazdy, które Twardoch serwował czytelnikowi w swojej prozie, w „Wielorybach i ćmach” są praktycznie nieobecne. Przejażdżki, spacery, obiadki i trunki. Niestety taka jest ta książka, która jest dla mnie rozczarowaniem.

Dlaczego zatem można, bo nie „trzeba” ale właśnie „można”, nową książkę Twardocha przeczytać? Bo Twardoch potrafi pisać, bo jest inny niż w powieściach i nawet w wywiadach, bo zdradza nam trochę prywatne tło swych dzieł i pokazuje, że licho czai się wszędzie, no i że jego idolem jest Sandor Marai, co akurat mi osobiście pasuje. Warto dla snów i warto dla tej prawdy, dzięki której autor może odwiedzać restauracje i jeździć dobrym wozem, że do szczęścia brakuje nam tych „450 pengo” , o których wspomina Marai, że tych „450 pengo” na miesiąc, tych około 8 tysięcy miesięcznie, zabraknie mimo wszystko każdemu.

Bo trzeba jakoś żyć, będąc pisarzem. I dla tego stwierdzenia warto przeczytać „Wieloryby i ćmy”, że tak naprawdę wszyscy biegamy, a niejednokrotnie podlimy się, żeby mieć na to nasze permanentne niezaspokojenie. I to jest dla mnie ta „Eureka!”. Prawda oczywista, zdawać by się mogło, ale z jakim trudem wypowiedziana.

A że paru innych też wpadło na ten pomysł? Że Siemion i Dehnel z pokolenia 30.latków też wydali „Dzienniki”, przypominające w smaku „beaujolais”? Cóż:

Moi koledzy ścigają ze mną się
Bo do wyścigu każden gotów jest
Moi koledzy z lepszych najlepsi
Ostatnie piętro, biura szklanych drzwi

Bo każdy myśli o tych „450 pengo” miesięcznie, choć i tak ich zabraknie.

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (996)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1058
Joanna | 2016-01-28
Przeczytana: 28 stycznia 2016

"Wieloryby i ćmy. Dzienniki" - to zapis wydarzeń w życiu autora , które miały miejsce w latach 2007 - 2015. Nie jest to usystematyzowana chronologicznie relacja samych faktów, a osobiste przeżycia pisarza widziane w sposób nadrzędny, z perspektywy czasowej niczym ich świadek.
Zapiski licznych podróży prywatnych i służbowych po świecie są źródłem fascynacji i zachwytu szczególnie dotyczących przyrody i zabytków architektury , wzruszeń , silnych emocji łącznie z tymi negatywnymi dotyczącymi zwątpienia i przerażenia w konkretnych okolicznościach . Jak w syberyjskiej tajdze czyste jezioro Chubsuguł w ciągu jednej nocy pokryła gruba warstwa martwych ciem, czy kamienne cmentarzysko szczątków wielorybów w Norwegii.
Niczym obdarzony pamięcią fotograficzną pisarz przedstawia czytelnikowi świat niemal odwzorowany z detalami. Jest wśród nich 90. starzec niosący z Lidla świąteczne zakupy, krakowski bezdomny śpiący na ławce w parku na Plantach z otwartymi ustami, elegancka pasażerka...

książek: 6845
allison | 2017-07-16
Przeczytana: 14 lipca 2017

"Wieloryby i ćmy" to zapiski, które czyta się przyjemnie, z zainteresowaniem, chociaż zdarzają się tu i słabsze fragmenty, a nawet dłużyzny.

Najbardziej zaciekawiły mnie refleksje na temat literatury, odwołania do konkretnych książek i pisarzy oraz do własnych utworów.
Zaletą są też na pewno opisy dalekich podróży i poznanych podczas nich ludzi.
Ujmująco pisze autor o swojej rodzinie, o żonie i synach, a także o swoich przodkach, oraz o Śląsku i jego mieszkańcach.

Za największy plus uważam styl i język. Twardoch pisze barwnie, plastycznie, dynamicznie, łącząc liryzm z dosadnością. Z wirtuozerią bawi się słowami, podobnie jak w swojej beletrystyce.
Ten literacki styl sprawia, że jego dzienniki czyta się jak powieść.

książek: 336
Samson Miodek | 2016-12-31
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 31 grudnia 2016

Twardoch nie lubię cię chłopaku, ale uwielbiam Twoje książki.


Dziwić może u autora to że zarazem stroniąc od ludzi, pisze dla nich swoje prywatne wynurzenia, jest ludźmi zmęczony nie chce poznawać nowych, a pisze o ludziach i dla ludzi.

Niektóre przemyślenia są naprawdę interesujące, szczególnie te które wypływają z rozmów z synami, dziadkiem czy siostrą, może nie było takiego ŁAŁ! jak podczas lektury "Traktatu o łuskaniu fasoli", ale było nieźle. Inne rzeczy interesowały mnie mniej, jak jego sny, czy nowe snobistyczne POSH nawyki, nowe przyzwyczajenia, nowe jedzenie i picie, Tak Szczepanie, widziałem twoje zdjęcie z przed "tego nowego", gdy siedzisz pryszczaty jak typowy nastolatek przed komputerem, w dodatku gruby jak nietypowy nastolatek, czemu o tym piszę? Nie chcę być złośliwy, po prostu odniosłem wrażenie że sam autor rozróżnia swoje życie od momentu w którym stał się niezależny finansowo, schudł, ubrał się, i zamknął się w kloszu. Jest teraz ponadto, bo go na to stać,...

książek: 1850

Czytam dziennik Twardocha. I przestać nie mogę :-)
Aż szkoda, że te zapiski są tak krótkie, bo, jak dla mnie, są bezbłędne. U tego pisarza bardzo podoba mi się ta konkretność zapisu i bezpośredniość - zero zbędnych zdań i opisów, tylko same istotne rzeczy. Codzienne życie pisarza, pisanie 'Wiecznego Grunwaldu' i 'Morfiny', życie rodzinne (pan Szczepan ma bardzo rezolutnych synów :-)), historia rodu Twardochów, interesujące fakty z historii Śląska, podróże, rozmyślania o przemijaniu i funkcjonowaniu człowieka w społeczeństwie, przyjaźnie... Czego w tych 'Wielorybach i ćmach' nie ma. Nic, tylko czytać.
Wiem, że dzienniki pisane przez znanych autorów mają za zadanie odpowiednio kreować wizerunek, ale co tam, moja opinia jest taka, a nie inna.

książek: 287
Andrzej | 2015-11-09
Przeczytana: 09 listopada 2015

Szczepan Twardoch „Wieloryby i ćmy”

rozczarowanie. Twardoch okazał się zwyczajnie za młody i niedojrzały by napisać tak osobistą i poruszającą ważne problemy książkę. Wyszedł banał w dodatku miejscami grafomański. To co Sandor Marai czy Ernst Jünger przeżyli on odtwarza traktując ich doświadczenie jak kostium. Jak dziecko bawi się raz w wojnę raz w polowanie. Mamy Hemmingwaya biegającego z pukawką po Szpicbergenie, hedonistę uwielbiającego pszenicznego Tuchera, eseistę konesera Kawafisa, Ciorana i Eliadego, wreszcie obserwatora, który zaszył się z kuflem piwa i obserwuje świat. I niestety oryginalność twardochowych przemysleń jest stosownie knajpiana.

„Wieloryby i ćmy” przypominają mi „Kartki z dziennika” Stefana Chwina. Na pewno u Twardocha nie jest aż tak źle, ale musi uważać. Ma bowiem łatwość pisania Chwina, i podobnie jak u niego łatwość nie przechodzi w jakość.

Piszę to wszystko z tym większym rozczarowaniem, że przeczytałem jego dwie bardzo dobre książki....

książek: 1678
Marcin | 2016-03-26
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 25 marca 2016

Refleksje i impresje młodego (i niemłodego zarazem) literata. Przemyślenia i filozofowanie na tematy różne, bez myśli przewodniej. O historii, o przodkach, o współczesności, o rzeczywistości. Podróżowanie, dobre wino i dobre jedzenie, wieczory z przyjaciółmi, rozmowy z kilkuletnim synem, popijawy z Orbitowskim, obserwowanie zwykłych ludzi na ulicy, czytanie Maraiego i Ciorana, słuchanie Swansów i Rammsteina, dziwne sny i koszmary, kolej Transsyberyjska i norweskie fiordy, historie Ślązaków... i inne takie. Dobrze się to wszystko czyta. Nic wybitnego, żadne tam "must read" ale obcowanie ze stylem autora jest literackim ucztowaniem i po prostu smakuje. Choć z początku miałem wrażenie ogromnej pretensjonalności pisarza, wystudiowanej autokreacji, pseudofilozofii i arytstowskiej grafomanii, to jednak ostatecznie polubiłem Twardocha. Momentami bawi, momentami skłania do przemyśleń, sposobem pisania imponuje cały czas. Ostatnie sto stron połknąłem. Nie jest to może jeszcze ten poziom co...

książek: 685
tivrusky | 2015-11-03
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam, 2015
Przeczytana: 03 listopada 2015

Twardoch w swoim dzienniku nie występuje w roli arbitra, nie robi z siebie autorytetu, nie chce wyjaśniać świata, oddzielać światła od ciemności, ani sądzić żywych i umarłych. Swojej wizji nie narzuca, bardziej chodzi mu o opis, obserwację, luźne skojarzenia, dopowiedzenia, dziwienie się. To bardzo miło z jego strony, że nie chce nikogo pouczać, po prostu opowiedzieć swoją poszarpaną (trochę o sobie, a trochę nie o sobie) opowieść o tym, i o tamtym.

Dzięki temu mamy do czynienia z nienarzucającym się, bezpretensjonalnym tekstem, miejscami jedynie przeintelektualizowanym (czasem mam wrażenie, jakby pan Szczepan miewał dwadzieścia lat więcej, niż ma w rzeczywistości), to jednak w niczym nie przeszkadza. On chyba po prostu już tak ma, właśnie tak pisze.
Te jego zachwyty, zdziwienia, niezrozumienia i wzruszenia chce się współdzielić, samemu wyciągając z nich wnioski, bo autor wyciąganie wniosków często po prostu omija, unika ocen.
Dużo tu widokówek z różnych, to dalszych to bliższych...

książek: 198
Piotr | 2015-10-17
Na półkach: Przeczytane

"Dzienniki" to brzmi obiecująco i poważnie, a tu dwa sprawnie napisane reportaże, kilkanaście snów plus nieco luźnych refleksji - ładnie napisane, ale tuż przedtem czytałem dziennik Chwina i mam jednak wrażenie, że ten to raczej dzienniczek na razie.

książek: 736
Radosław Gabinek | 2016-05-23
Przeczytana: 21 maja 2016

W odróżnieniu od tych którzy skrytykowali ta książkę Szczepana Twardocha, twierdząc że jest za młody na publikowanie dzienników, ja zdecydowanie się z tą opinią nie zgadzam. Nie rozumiem w ogóle tej tezy, że ta forma jest zarezerwowana dla starców. Dzienniki 2007-2015, które prezentuje nam w tym wydawnictwie Szczepan Twardoch nie są złe. Myślę, że każdy kto zetknął się wcześniej z twórczością Szczepana Twardocha znajdzie tutaj coś dla siebie. Zaznaczam jednak - dla tych którzy spotkają się z autorem poraz pierwszy - że jego styl nie jest łatwy i powiem więcej - momentami potrafi być mocno wyczerpujący. Ja wcześniej miałem okazję przeczytać tylko- bądź też aż - "Dracha" i powieść ta zrobiła na mnie niemałe wrażenie. Nie przypominam sobie by przyszło mi spotkać się z takim klimatem wcześniej.


Kiedy przypomnę sobie wrażenia, które towarzyszyły mi przy lekturze "Dracha", to pamiętam przede wszystkim to nieustanne, mechaniczne wręcz, momentami monotonne wsiąkanie w przedstawiany przez...

książek: 410
maradiego | 2015-12-07
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 07 grudnia 2015

... i nie zgadzam się z opiniami krytycznymi o tej książce. Nawet ich nie czytałem.To znaczy: czytałem, ale nie uważam ich za godne uwagi. NIE CZYTAŁEM oznacza właśnie to. Jest rzeczą oczywistą, że pisarz prowadzi dzienniki. Jest to jego obowiązek, nawet bardziej niż literatura sensu stricte. Proces tworzenia ma do siebie to, że czase, z czasem, trwa dłużej i jest wielce mozolny. A czas biegnie, zaznacza swój przepływ obrazami, dżwiękami, zapachami, nastrojem, pogodą,....itd.itp. Obowiązkiem pisarza jest o tym wszystkim pamietac, gromadzić wrażenia. Czasem nawet myśli zapisać warto. Też. Raczej. I nie wszystko zawsze znaczy to samo. Wieloryby i ćmy opowiadają o autorze; rzekłbym "twórcy" ale jakos mnie nie konweniuje to z postacią Twardocha, jeszcze; kiedy nie koniecznie i nie do końca siedzi i pisze. Opowiadaja o Twardochu w stanie bieżacym. Zresztą, czy opowiadaja to dobre określenie? Ta ksiązka jest pisana prozą. Do czytania jako proza, dziennik. Dla mnie to kawałek wybitnej...

zobacz kolejne z 986 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Czytamy w weekend

Dzisiaj druga odsłona naszego cyklu. Cieszymy się, że w minionym tygodniu tak licznie podzieliliście się z nami tym, co sami zamierzacie czytać. Jak wyglądają nasze czytelnicze plany na najbliższe dwa dni? Sprawdźcie sami.


więcej
Świąteczny Kiermasz Książek w Krakowie

Od 9 grudnia stary Dworzec PKP przez dwa tygodnie będzie pełnił rolę największej księgarni w Krakowie. W jednym miejscu zostanie zgromadzona oferta najpopularniejszych wydawnictw w Polsce – nowości, bestsellery i przecenione książki. A do tego warsztaty dla dzieci i strefa relaksu. Zapraszamy do Krakowa!


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd