-
Artykuły
Wiosenne porządki w księgarni Matras. Setki hitów już od 5 złotych!
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Jak dobrze znasz Katarzynę Bondę? Alfabet pisarki.
LubimyCzytać7 -
Artykuły
Milion euro dla pisarki i burza w branży. Nagroda „Aena de Narrativa“ rozpala emocje
LubimyCzytać14 -
Artykuły
„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać32
forum Oficjalne Akcje i konkursy
Zdolności detektywistyczne - wygraj książkę „Zabójczy pocisk".
Takiej książki na polskim rynku jeszcze nie było! 15 kryminalnych spraw. 15 najlepszych polskich pisarzy. „Zabójczy pocisk” funduje czytelnikowi wędrówkę po najmroczniejszych zakamarkach ludzkiej duszy. Kto zabił, dlaczego, kiedy i czy z premedytacją? Jak wykluwa się zbrodnia? I choć każda opowieść mówi o konkretnym czasie i miejscu, dopowiada też kilka zdań prawdy o nas jako grzesznym i upadłym gatunku. Zapraszamy na upiorną podróż w głąb ludzkiej psychiki...
Zbiór opowiadań kryminalnych to okazja do poćwiczenia zdolności detektywistycznych i rozwikłania wielu zagadek. Podzielcie się sytuacją z codziennego życia, w której przydały się Wam zdolności zaczerpnięte z lektur o pracy oddziałów kryminalnych. Może udało Wam się ustalić, gdzie znikają wszystkie ciastka, zostawione w szafce na czarną godzinę?
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Zabójczy pocisk
Autorzy: Łukasz Orbitowski, Olga Rudnicka, Jakub Małecki, Ryszard Ćwirlej, Tomasz Sekielski, Joanna Opiat-Bojarska, Marta Guzowska, Małgorzata Rogala, Wojciech Chmielarz, Remigiusz Mróz, Robert Małecki, Marta Matyszczak, Katarzyna Puzyńska, Bartosz Szczygielski
Regulamin
- Konkurs trwa 28 sierpnia do 4 września włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce i posiadające konto na portalu lubimyczytać.pl.
- Prace zamieszczane na serwerze portalu powinny spełniać następujące wymagania: Maksymalna waga ilustracji - 100 KB. Maksymalna szerokość - 300 px. Format pliku graficznego: .jpeg. Wymagania nie dotyczą grafik pochodzących z serwerów zewnętrznych
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane osobowe uczestnika (imię, nazwisko, adres korespondencyjny i numer telefonu) przetwarzane będą przez administratora serwisu lubimyczytać.pl w celu przeprowadzania konkursu, wysyłki nagród oraz analizy i statystyki . Dane osobowe zwycięzcy mogą zostać przekazane w celu wysyłki nagrody partnerowi konkursu - wydawnictwu Skarpa Warszawska. Więcej informacji o przetwarzaniu Twoich danych osobowych znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
- Adres i numer telefonu zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [34]
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Agata
MerLinka
Aideen
georgia93
Marta-Atek
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Agata
MerLinka
Aideen
georgia93
Marta-Atek
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Wyobraźnia jest kluczowym elementem naszej własnej, życiowej ekranizacji. To co rozgrywa się przed naszymi oczyma i w naszej głowie możemy w zasadzie uznać za kamerę i narrację. Niebanalna sztuka przetwarzania własnej rzeczywistości w coś interesującego, a czasem nawet fantastycznego nie rodzi się na ekranie komputera czy telefonu. Tylko głowa pełna treści i otoczona tęczową bielą gęstych chmur jest w stanie opowiadać historię, której nawet nie doświadczyła.
Moja historia nie jest prawdziwa. Chociaż w zasadzie można ją za taką uznać, zależy jak na to spojrzeć. Jako dwunastoletnia dziewczynka, pochłonięta pogonią za wszystkim co niebanalne czytałam wszystko co dało się przeczytać. W tamtych czasach ogrom pochłoniętych książek nauczył mnie pewnej bardzo ciekawej umiejętności. Przetwarzanie rzeczywistości w swój własny i nierealny sposób. Prawdopodobie zastanawiacie się teraz dlaczego o tym piszę skoro to konkurs dotyczący spraw detektywistycznych. Uchylę kawałek tej tajemnicy opowiadając wam o pewnej zabawie, którą wymyśliłam budując z kolegami szałas w lesie.
Był przyjemny, majowy dzień, szkoła traciła na znaczeniu z każdą kolejną sekundą przybliżającą nas do lata. Jak zwykle po szkole wybraliśmy się we trójkę nad tzw. "rzeczkę". Zwykła nazwa dla niezwykłego miejsca. Otóż była to bardzo wąska rzeka otoczona z obu stron przez las. Było to sekretne miejsce, w którym znikał czas i nasze obowiązki. Tamtego dnia wędrując w poszukiwaniu idealnej polany na nasz szałas, odkryliśmy dziwny otoczony powalonymi pniami teren pełen różnych, podejrzanych rzeczy. Znaleźliśmy tam m.in nasączoną watę, strzykawki, porwany i nadpalony szkolny munderek, słoiki z różnymi dziwnymi substancjami, których baliśmy się dotykać. Długo staliśmy i zastanawialiśmy się kto to wszytsko mógł zostawić. Śledztwo zaczęło wodzić nas za nos, a główą poszlaką była... fantazja. W końcu zaśmiecona polanka przeistoczyła się w prowizoryczne laboratorium, w którym zwariowani narkomani przeprowadzali eksperymenty na dzieciakach z naszej podstawówki. Miejsce zbrodni otoczyliśmy taśmą (oczywiście szarą, którą zabrałam tacie bez pytania), a zebrane dowody uwieczniliśmy na zdjęciach. Od tamtej pory las stał się skarbnicą nieozwiązanych zagadek i tajemnic, które tylko czekały na naszą interpretację.
Wyobraźnia jest kluczowym elementem naszej własnej, życiowej ekranizacji. To co rozgrywa się przed naszymi oczyma i w naszej głowie możemy w zasadzie uznać za kamerę i narrację. Niebanalna sztuka przetwarzania własnej rzeczywistości w coś interesującego, a czasem nawet fantastycznego nie rodzi się na ekranie komputera czy telefonu. Tylko głowa pełna treści i otoczona...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wchodzę do na pozór normalnego pokoju. Lampa rzuca ciepłe światło na mahoniowe meble, na komodzie stoi kieliszek niedopitego wina. Widnieje na nim ślad szminki. Stare książki w biblioteczce ułożone są w idealnym szeregu. Na biurku leżą dokumenty i kilka pieczęci. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie ofiara, której krew sącząca się z głowy pobrudziła obicie sofy. Ofiarą jest mężczyzna w średnim wieku. Na ciele nie pozostawiono żadnych śladów. Kto go zabił? Dlaczego? Czyja szminka zdobi kieliszek wina?
Przeszukuję pokój w celu zdobycia jakichś wskazówek. Zaglądam wszędzie: nie tylko w oczywiste miejsca takie jak biurko, czy szuflady. Odkręcam nóżkę z krzesła i znajduję... listę książek? W obluzowanej desce podłogowej znajduję tajemniczy klucz. Co on otwiera? Podchodzę do biblioteczki. Intuicja podpowiada mi, aby wykorzystać listę książek znalezioną w nóżce krzesła. Wyjmuję po kolei każdą z nich, otwierając tym samym sekretne przejście prowadzące dalej, ku kolejnym zagadkom.
Muszę rozwikłać historię morderstwa. Połączyć wszystkie fakty myśląc logicznie, wnikliwie przeszukując pokój i współpracując z pozostałymi detektywami. Czuję dreszczyk emocji i ekscytację, wcielając się w rolę Sherlocka Holmesa.
Ach, jak ja uwielbiam escape roomy!
Wchodzę do na pozór normalnego pokoju. Lampa rzuca ciepłe światło na mahoniowe meble, na komodzie stoi kieliszek niedopitego wina. Widnieje na nim ślad szminki. Stare książki w biblioteczce ułożone są w idealnym szeregu. Na biurku leżą dokumenty i kilka pieczęci. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie ofiara, której krew sącząca się z głowy pobrudziła obicie sofy. Ofiarą...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPowieści kryminalne towarzyszą mi od dawna. W autobusie, w domu, wszędzie tam gdzie jedna przynajmniej ręka ma na tyle swobody by trzymać książkę. Dzięki tym książkom stałam się prawdziwym mistrzem doszukiwania się intryg tam gdzie zwyczajni osobnicy widzą tylko krainę mlekiem i miodem płynącą. Nauczyłam się odczytywać gesty i wyraz twarzy ludzi odkrywając coraz częściej że Ci którzy zdawali się należeć do grona moich przyjaciół okazują się byc osobnikami należącymi do przeciwnego frontu - wrogów. Dziś bez problemu odczytuje zamiary ludzi, którzy co innego mówią, a co innego robią. I tak ostatnio udało mi się rozszyfrować intrygę mojej teściowej, która rzekomo wpadła na chwilę - na jeden wieczór, no może jedną noc... Jej uciekający wzrok i pełne winy spojrzenie i ton głosu szybko naprowadziły mnie na drastyczny trop - teściowa miała zamiar pozostać u nas przez tydzień! I mimo że nie zmieniłam biegu wydarzeń to przynajmniej nastawiłam się psychicznie na to, że czeka mnie długi i ciężki tydzień...
Powieści kryminalne towarzyszą mi od dawna. W autobusie, w domu, wszędzie tam gdzie jedna przynajmniej ręka ma na tyle swobody by trzymać książkę. Dzięki tym książkom stałam się prawdziwym mistrzem doszukiwania się intryg tam gdzie zwyczajni osobnicy widzą tylko krainę mlekiem i miodem płynącą. Nauczyłam się odczytywać gesty i wyraz twarzy ludzi odkrywając coraz częściej...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Pracuję w korporacji w branży finansowej.
Któregoś dnia kolega z zespołu nie przyszedł do pracy.
Na początku oczywiście nikt nie zaniepokoił się jego nieobecnością/ Następnie mijała: 10, 11, 12 a go dalej nie było,choć nie zgłosił żadnego urlopu na żądanie. Mój zespół a przede wszystkim przełożony bardzo się tym zaniepokoilismy, gdyż mimo że Mateusz był dość zwariowany, zawsze można było na niego liczyć i był bardzo odpowiedzialną osobą. Zaczęlismy więc od dzwonienia na jego komórkę. Niestety była wyłączona, zaczęliśmy więc drążyć dalej.
Wiedząc, że Zaginiony się z nikim nie spotyka, zadzwoniliśmy do jego współlokatora (Chwała Bogu, jedna koleżanka miała jego numer, bo się z nim kiedyś umawiała), który stwierdził, że nie widział go od wczorajszego poranka w domu i wydaje mu się, że Mateusz nie spał tej nocy u siebie.
Dowiedzieliśmy się również, że noc wcześniej nasza zguba wyszła z chłopakami z zespołu obok na piwo, ale po rozmowie z nimi usłyszeliśmy, że podobno wychodząc z baru (na własnych nogach) każdy poszedł w swoją drogę.
Oczywiście najrozsądniejsze byłoby zacząć dzwonić po szpitalach. Jednakże po przyparciu do ściany kompanów poprzedniej nocy, wyznali mi oni, że wychodząc Mateusz był „lekko wstawiony”. Wpadłam więc na pomysł, aby podzwonić po izbach wystrzeźwień. Wiedziałam też, (dzięki mojej kuzynce i jej narzeczonemu, który kilka razy miał przyjemność tam nocować), że dzwoniąc tam, muszę powiedzieć, że jestem siostrą Mateusza a nie po prostu koleżanką, gdyż teoretycznie nie udzielają informacji o pacjentach nikomu oprócz rodziny.
I tak też od razu w drugiej skontaktowanej przez mnie izbie (celowałam te w centrum), okazało się, że Mateusz w niej przebywa.
Po 14 Zaginiony skontaktował się ze mną i wyjaśnił, co się dokładnie wydarzyło.
Otóż po ostatnim wieczorez, gdy panowie się rozstali, Mateusz poszedł na przystanek autobusowy i czekając na nocny autobus, feralnie usnął na ławce. W pewnym momencie obudziła go policja (lub też straż miejska – z powodu alkoholu nie był pewien), i mimo protestów i zapewnień o trzeźwości, zawieźli go do izby. Tam zabarli mu wszystkie ubrania i telefon i nie chcieli oddać dopóki nie zszedł z niego do końcaalkohol.
Oczywiście zachowałam te informację dla siebie, a reszcie powiedzieliśmy, że Mateusz miał „problemy rodzinne”. Moi znajomi naturalnie śmiali się z moich zdolności detektywistycznych, ale jestem pewna, że skrycie mnie dalej podziwiają.
Pracuję w korporacji w branży finansowej.
Któregoś dnia kolega z zespołu nie przyszedł do pracy.
Na początku oczywiście nikt nie zaniepokoił się jego nieobecnością/ Następnie mijała: 10, 11, 12 a go dalej nie było,choć nie zgłosił żadnego urlopu na żądanie. Mój zespół a przede wszystkim przełożony bardzo się tym zaniepokoilismy, gdyż mimo że Mateusz był dość zwariowany,...
Wracam po pracy i zasiadam do zadań. Patrzę, a tam znowu wszystkie ołówki połamane, a połowa długopisów "zgubiła" swoje zakuwki! Każdego dnia to samo! Ile tak można?
Zaczynam zbieranie i dopasowywanie odpowiednich, znalezionych po całym pokoju zakuwek do ich właścicieli. Następnie mozolne struganie ołówków. Super, robota zakończona sukcesem, ale co dalej jeśli się to powtórzy. Przecież nie mogę robić tego każdego dnia. Poza tym, ołówki zaraz się wystrugają.
Postanawiam to zakończyć. Tylko jak? Hmm szukam w głowie pomysłów i już wiem! Przeprowadzę dochodzenie. Zaczynam od przesłuchań potencjalnych świadków. W domu przez cały dzień była mama i to ona zostaje jako pierwsza "wezwana" na przesłuchanie.
- Miałaś jakichś gości?
- Nie no tylko twoja siostra z małą były.
- Z małą? A czy Ola była w moim pokoju?
- Tak bawiła się tam.
- A i widzisz! Mam. Poszło szybciej niż się spodziewałam. Mam z nią do pogadania. Każdego dnia łamie wszystkie ołówki, a zatyczki od długopisów niebawem u sąsiada poznajduje! Niech się bawi. Ok, ale nie mam już siły każdego dnia po niej sprzątać jak tak wszystko do góry nogami wywraca. Musi utrzymywać sama porządek.
- Jutro będą to z nimi pogadamy.
- Dziękuję za pomoc w bardzo sprawnym śledztwie.
Wracam po pracy i zasiadam do zadań. Patrzę, a tam znowu wszystkie ołówki połamane, a połowa długopisów "zgubiła" swoje zakuwki! Każdego dnia to samo! Ile tak można?
Zaczynam zbieranie i dopasowywanie odpowiednich, znalezionych po całym pokoju zakuwek do ich właścicieli. Następnie mozolne struganie ołówków. Super, robota zakończona sukcesem, ale co dalej jeśli się to...
W moim domu jest dużo amatorów słodyczy. Często, będąc na zakupach wrzucę do koszyka jakieś ciastka lub czekoladki. Oczywiście by je chociaż spróbować muszę je gdzieś schować. Mam je pochowane w różnych miejscach: w szafie, na szafie w pudełku, w komodzie. Ale gdzie bym nie schowała zawsze dziwnym spodobem one znikają akurat w momencie kiedy mam największą ochotę na nie. Na miejscu zbrodni często znajduję tylko papierki i zaczynam śledztwo, który z domowników dokonał zbrodni. Najczęściej udaje mi się ustalić sprawcę sprytnie wysyłając go podczas luźnej rozmowy. Winowajca zawsze pomosi później odpowiednią i adekwatną do wykroczenia karę.
W moim domu jest dużo amatorów słodyczy. Często, będąc na zakupach wrzucę do koszyka jakieś ciastka lub czekoladki. Oczywiście by je chociaż spróbować muszę je gdzieś schować. Mam je pochowane w różnych miejscach: w szafie, na szafie w pudełku, w komodzie. Ale gdzie bym nie schowała zawsze dziwnym spodobem one znikają akurat w momencie kiedy mam największą ochotę na nie. Na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejSytuacja "klasyk". Kupiłam sobie opakowanie płatków śniadaniowych z dodatkiem miodu. Zaznaczę, że nikt w domu miodu nie lubi poza mną i byłam pewna,że płatki będą tylko dla mnie. Nagle pewnego ranka płatki zniknęły z szafki w kuchni. Wtedy intuicja zaczęła mi podpowiadać, że to może być... mój brat (nie lubi miodu i ogółem słodkich rzeczy). Poszłam do jego pokoju, a tam przy kanapie.. paczka po płatkach. Winny się odnalazł, dzięki kobiecej intuicji (główna domena bohaterek kryminałów).
Sytuacja "klasyk". Kupiłam sobie opakowanie płatków śniadaniowych z dodatkiem miodu. Zaznaczę, że nikt w domu miodu nie lubi poza mną i byłam pewna,że płatki będą tylko dla mnie. Nagle pewnego ranka płatki zniknęły z szafki w kuchni. Wtedy intuicja zaczęła mi podpowiadać, że to może być... mój brat (nie lubi miodu i ogółem słodkich rzeczy). Poszłam do jego pokoju, a tam...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Serio o ciastkach - plan do rozpracowania.
Moje ciastka czekoladowe leżą schowane na najwyższej półce w kuchni. Żeby po nie sięgnąć trzeba podłożyć krzesło. Noga krzesła jest zaplątana w nitkę, która pociąga za sobą szklankę stojącą na stole. Szklanka robi hałas i już w fazie początkowej straszy zainteresowanego. Klamka szafki jest pomalowana płynem świecącym w świetle UV. Dzięki temu można zobaczyć dalsze postępowania złodziejaszka oraz pobrać odciski palców. W tajnej szafce są trzy takie same pudełka - dwa puste, jedno pełne pysznych ciasteczek. Wszystkie są przymocowane super glue. Trzeba zatem wyciągać ciasta pojedynczo co zajmuje dużo czasu. Takim sposobem mogę przyłapać na gorącym uczynku!
Powodzenia interesantom!
Serio o ciastkach - plan do rozpracowania.
Moje ciastka czekoladowe leżą schowane na najwyższej półce w kuchni. Żeby po nie sięgnąć trzeba podłożyć krzesło. Noga krzesła jest zaplątana w nitkę, która pociąga za sobą szklankę stojącą na stole. Szklanka robi hałas i już w fazie początkowej straszy zainteresowanego. Klamka szafki jest pomalowana płynem świecącym w świetle...
Upalne lipcowe popołudnie.Warszawa.Zatłoczony tramwaj. Wchodzi kanar.Posłusznie wyjmuję bilet.Kobieta, nad którą stoję wyciąga portfel, otwiera przegródkę, za chwilę wyciągnie kartę miejską.Rzut oka na zafoliowaną przegródkę ze zdjęciami. Drętwieję, truchleję.Nie to niemożliwe.Na pewno jest na to jakieś sensowne wytłumaczenie. To na pewno nie tak jak myślę! Podobizna mojego ukochanego w porfelu siedzącej w tramwaju młodej kobiety??? A jednak.Po nitce do kłębka.Niewinne pytanie, w stylu:Ojej chyba zna pani mojego kolegę?I odpowiedź.A tak, to mój narzeczony.Mój były ukochany miał pecha.A ja szczęście.
Upalne lipcowe popołudnie.Warszawa.Zatłoczony tramwaj. Wchodzi kanar.Posłusznie wyjmuję bilet.Kobieta, nad którą stoję wyciąga portfel, otwiera przegródkę, za chwilę wyciągnie kartę miejską.Rzut oka na zafoliowaną przegródkę ze zdjęciami. Drętwieję, truchleję.Nie to niemożliwe.Na pewno jest na to jakieś sensowne wytłumaczenie. To na pewno nie tak jak myślę! Podobizna mojego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Człowiek żyje z kimś lata, ale wciąż jest oszukiwany! Tak nie może być! Moja ukochana twierdzi, że jest mi dozgonnie wierna. Nieustannie mówi, że kocha i żyje tylko dla mnie. Mówi o tym tak wiele, że wzbudziło to moje podejrzenia. Czy powinienem wpaść w paranoje? Zacząć ją śledzić? Pewnie nie, ale nie mogłem się powstrzymać…
Przeczekałem kilka dni, aby dokładnie poznać jej i mój grafik. Powinienem wiedzieć, przecież żyliśmy razem…Nie wiedziałem jednak, być może to zaniedbanie doprowadziło do tej sytuacji. Tego już nie mogłem zmienić, jednak dowiedzenie się prawdy leżało w moich możliwościach. Zaplanowałem wolne dokładnie w tym dniu, który wydawał się całkiem niemożliwy do pominięcia w pracy. Poniedziałek. W firmie zalew pracy, brak ludzi i całe mnóstwo zamówień. W dodatku zaraz po moim urlopie. Byłem jednak sprytny, zdobyłem się na szczyty własnego intelektu. Skłamałem, że żona jest w szpitalu a sprawa jest dość wstydliwa. Przysięgli mi, że nie będą dzwonić. Dobrze.
Nie spodziewałem się, że śledzenie kogoś jest tak proste! Być może jednak dobrze ją znałem. Nie pojechałem moim samochodem, wykosztowałem się i wypożyczyłem auto. Założyłem też dawno nieużywane ubrania, trzymałem się daleko i obserwowałem. Gdy zadzwoniłem na jej telefon, aby upewnić się czy jest w pracy, obserwowałem jak popija wino z jakimś gachem. To dopiero początek. Zidentyfikować mężczyznę, przejść do akcji. Najpierw on, potem zasadzka i wmanewrowanie jej w żenadę. Sprawiedliwość i zemsta. Pięknie.
Człowiek żyje z kimś lata, ale wciąż jest oszukiwany! Tak nie może być! Moja ukochana twierdzi, że jest mi dozgonnie wierna. Nieustannie mówi, że kocha i żyje tylko dla mnie. Mówi o tym tak wiele, że wzbudziło to moje podejrzenia. Czy powinienem wpaść w paranoje? Zacząć ją śledzić? Pewnie nie, ale nie mogłem się powstrzymać…
Przeczekałem kilka dni, aby dokładnie poznać jej...
Czasem przydałyby się jakieś umiejętności psychologiczne. Mogłabym wtedy łatwiej poznać po osobie czy mnie okłamuje czy próbuje oszukać albo zauważałabym co ktoś w danej sytuacji czuje. To by było bardzo przydatne, ponieważ ludzie często okazują się fałszywi i udają kogoś kim nie są. Potem wychodzą na światło dzienne brudne fakty i robią się niepotrzebnie problemy. Gdybym potrafiła choć trochę czytać innym w myślach mogłabym spróbować tego uniknąć. Chociaż to trudne, ponieważ każdemu co innego siedzi w głowie i trudno przewidzieć ich następny ruch. Czasami naprawdę chciałabym nieco bardziej znać się na ludziach.
Czasem przydałyby się jakieś umiejętności psychologiczne. Mogłabym wtedy łatwiej poznać po osobie czy mnie okłamuje czy próbuje oszukać albo zauważałabym co ktoś w danej sytuacji czuje. To by było bardzo przydatne, ponieważ ludzie często okazują się fałszywi i udają kogoś kim nie są. Potem wychodzą na światło dzienne brudne fakty i robią się niepotrzebnie problemy. Gdybym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejUprzedzam, że to nie będzie apetyczna historia do kawki i ciasteczka. Rzecz miała miejsce oczywiście w gimnazjum, bo gdzieżby indziej takie dziwaczne akcje. Kiedy weszliśmy po przerwie do matematycznej klasy, uderzył nas w nozdrza smród… kupy! I zaczęło się śledztwo jak z Sherlocka Holmesa – każdy sprawdzał swoje podeszwy (Niemożliwe! Smród był w klasie przed nami!) i podłogę pod ławkami (czysto!), okna otwarte, a w klasie tak śmierdzi, że nie można prowadzić normalnie lekcji, co akurat nikomu zbytnio nie przeszkadzało. Czyżby ktoś dla żartu użył stolcowego sprayu? Niewykluczone, ale mimo otwartych okien smrodek wciąż się utrzymywał, więc odpada. Nareszcie śledztwo udało się doprowadzić do finału! Po długich poszukiwaniach kupa odnalazła się z tyłu klasy w… szufladzie meblościanki! Klasa znajdowała się na parterze, więc ktoś musiał na przerwie wejść przez okno, żeby dokonać tego strasznego czynu! Ale kto to był… zagadka kupy w szufladzie pozostaje nierozwiązana do dzisiaj ;)
Uprzedzam, że to nie będzie apetyczna historia do kawki i ciasteczka. Rzecz miała miejsce oczywiście w gimnazjum, bo gdzieżby indziej takie dziwaczne akcje. Kiedy weszliśmy po przerwie do matematycznej klasy, uderzył nas w nozdrza smród… kupy! I zaczęło się śledztwo jak z Sherlocka Holmesa – każdy sprawdzał swoje podeszwy (Niemożliwe! Smród był w klasie przed nami!) i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMoje życie to nie film, czy książka. Zdolności detektywistyczne raczej mi się nie przydawały, chociaż zawsze wiedziałem od kogo przepisać pracę domową.
Moje życie to nie film, czy książka. Zdolności detektywistyczne raczej mi się nie przydawały, chociaż zawsze wiedziałem od kogo przepisać pracę domową.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
- Położyłem je tutaj - Daniel palcem pokazuje na szafkę, gdzie "kiedyś" leżały kluczyki do samochodu.
- Spokojnie, pomyśl. Zamykałeś auto? - spokojnie drążę temat
- No tak...i położyłem tutaj
- Ale nie ma więc nie kładłeś
- Na pewno kładłem, pewnie ty je gdzieś dałaś
- Przebierałeś się po przyjeździe, sprawdź spodnie
- Nie ma! - Daniel woła z łazienki
- A na pralce?
- Nie ma!
Nagle wpada mi do głowy myśl, żeby na wszelki wypadek sprawdzić w mojej torebce. SĄ!!!
- Mam! - wołam męża - przecież dałeś mi je po wyjściu z samochodu :P
- Położyłem je tutaj - Daniel palcem pokazuje na szafkę, gdzie "kiedyś" leżały kluczyki do samochodu.
- Spokojnie, pomyśl. Zamykałeś auto? - spokojnie drążę temat
- No tak...i położyłem tutaj
- Ale nie ma więc nie kładłeś
- Na pewno kładłem, pewnie ty je gdzieś dałaś
- Przebierałeś się po przyjeździe, sprawdź spodnie
- Nie ma! - Daniel woła z łazienki
- A na pralce?
- Nie...
Detektyw Alicja naciągnęła mocniej na głowę fioletowy kapelusz w białą kratę. W jej świecie bardzo by ją wyróżniał, ale do śledztwo na Wyspie Różowości i Puszystości nadawał się idealnie i sprawiał, że się nie wyróżniała. Przeczesała już cały teren. Zajrzała nawet do skrzyni Miodowego Króla. Nic. Po Misiu Adrianie nie było śladu. Kto odważył się go porwać? Sam nie opuściłby wyspy. Nie było wyjścia. Alicja stała już przed bramą prowadzącą do innego wymiaru – wymiaru olbrzymów. Westchnęła, zrobiła krok w przód i pchnęła wrota, które przesunęły się z cichym skrzypnięciem. Kiedy przeszła przez bramę, otoczyła ją ciemność. Tylko w oddali widziała światło padające spod nieznanych jej drzwi. Alicja wiedziała, że trzeba ratować misia. Rzuciła się przed siebie, myśląc tylko o tym, by z ciemności nie rzucił się na nią żaden wróg. Z rozpędem pchnęła drzwi i wpadła do pomieszczenia i przeturlała po podłodze. Gdy się podniosła, zobaczyła Adriana: siedział zamknięty w klatce z białych prętów. Kiedy już miała go objąć, ręka olbrzymki o blond włosach uniosła go i zabrała sprzed rąk detektyw Alicji.
- Adrian, uratuję cię! - krzyknęła Alicja.
- Adrianowi nic nie jest. Jest nawet w lepszym stanie niż był jeszcze godzinę temu. - Alicja usłyszała głos swojej mamy.
- Co zrobiłaś Adrianowi? Gdzie był? - powiedziała detektyw, będąc nadal w gotowości, by podjąć walkę w obronie przyjaciela.
- Wyprałam go. Do rana będzie suchy. - odpowiedziała mama, odkładając misia na suszarkę na pranie.
Detektyw Alicja naciągnęła mocniej na głowę fioletowy kapelusz w białą kratę. W jej świecie bardzo by ją wyróżniał, ale do śledztwo na Wyspie Różowości i Puszystości nadawał się idealnie i sprawiał, że się nie wyróżniała. Przeczesała już cały teren. Zajrzała nawet do skrzyni Miodowego Króla. Nic. Po Misiu Adrianie nie było śladu. Kto odważył się go porwać? Sam nie opuściłby...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJak śledczy muszę działać, kiedy zapominam sama gdzie odłożyłam jakąś rzecz. Czasami mam coś w ręku i nie myśląc nawet o tym, odkładam gdzieś po drodze, a chwilę później zaczynam tego szukać. Wtedy muszę odtworzyć co robiłam a nawet o czym myślałam, i powtórnie przejść trasę i przypomnieć sobie wszystkie działania, nad którymi się nie zastanawiałam i których nawet nie próbowałam zapamiętać.
Jak śledczy muszę działać, kiedy zapominam sama gdzie odłożyłam jakąś rzecz. Czasami mam coś w ręku i nie myśląc nawet o tym, odkładam gdzieś po drodze, a chwilę później zaczynam tego szukać. Wtedy muszę odtworzyć co robiłam a nawet o czym myślałam, i powtórnie przejść trasę i przypomnieć sobie wszystkie działania, nad którymi się nie zastanawiałam i których nawet nie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wchodzę do domu. Wszystko wydaje się być tak jak zwykle. Buty na miejscu. Kanapa w całości. Poduszki leżą tam, gdzie powinny. On jednak patrzy na mnie TYM wzrokiem. Wzrokiem, który zna każdy, kto choć przez chwilę mieszkał z jakimś psem.
Zbroił coś. No przecież widzę. Podkulony ogon, położone uszy i siedzi jakiś taki markotny. Nie rozumiem tylko co takiego? Czyżby ugryzł kota, kiedy mnie nie było? Nie... na nosie miałby przecież jakiś ślad po takim incydencie. Szczególnie, że kto jak kto, ale kot to potrafi sobie poradzić w życiu. To musiało być coś innego.
Może ukradł komuś jedzenie? Mało prawdopodobne. Nie zostawiłam przecież niczego na wierzchu, a szafek to jeszcze nie umie otwierać. Zostaje więc tylko jedno, najgorsze z tego wszystkiego.
- Gdzieś się zeszczał? - spytałam go, a moje serce ścisnęło się lekko, kiedy dotarło do mnie, że to mogło być moje łóżko. Wszystko tylko nie to. Ten materac trudno było wyczyścić! - Powiedz coś!
Pies nie odpowiedział. Pisnął tylko i ukrył głowę w łapkach. No nie... czyli jednak łóżko. Podeszłam do mebla i od razu zwróciłam uwagę na olbrzymią plamę na samym jego środku.
Cóż.
Przynajmniej wiem, że rodzina zapomniała go wyprowadzić. I rozwiązałam zagadkę. Jak detektyw. Albo jeszcze lepiej! Jak mama.
Wchodzę do domu. Wszystko wydaje się być tak jak zwykle. Buty na miejscu. Kanapa w całości. Poduszki leżą tam, gdzie powinny. On jednak patrzy na mnie TYM wzrokiem. Wzrokiem, który zna każdy, kto choć przez chwilę mieszkał z jakimś psem.
Zbroił coś. No przecież widzę. Podkulony ogon, położone uszy i siedzi jakiś taki markotny. Nie rozumiem tylko co takiego? Czyżby ugryzł...
Czytałam książkę, w której zabójcą okazał się kot. Jednak, że od urodzenia cierpię na bardzo uporczywy lęk, nazwany dalej arachnofobią, to dla mnie zabójcze okazują się pająki. Chciałabym umieć rozwiązać zagadkę, gdzie chowają się za dnia, że mój wyczulony na nie wzrok ich nie odnajduje? Dlaczego wychodzą na powierzchnię zawsze w nocy, kiedy strach nie pozwala mi zasnąć? I najważniejsze, dlaczego wywołują we mnie tak okropny lęk, który nie raz doprowadził mnie już do stanu przedzawałowego? Na te pytania dalej nie znalazłam odpowiedzi.
Jednak "dzięki" mojej zaawansowanej fobii i stosach przestudiowanych powieści kryminalnych udało mi się rozpracować jedną, ale za to bardzo istotną kwestię. Mianowicie pracuję w firmie ochroniarskiej i do jednych z moich obowiązków należy monitorowanie obiektu oraz wykonywanie obchodów kontrolnych. Niestety w jednym z punktów obchodu zawsze muszę przechodzić koło maszynowni, na której aż roi się od gigantycznych rozmiarów pająków. Oczywiście są tam zawsze i tylko w nocy. Dlatego też musiałam opracować zagadnienie, dlaczego pojawiają się akurat w tym miejscu i w jakich godzinach. Po dokonaniu rozeznania wśród odpowiednich pracowników firmy, dowiedziałam się, że przyciąga je amoniak i kilka innych substancji, które zasilają chłodnie. Niby banalne, ale takiej informacji nie mogłam znaleźć nawet po kilkugodzinnym grzebaniu w najciemniejszych zakątkach internetu. A po kilkudniowych obserwacjach byłam w stanie określić w jakich godzinach najlepiej unikać tego miejsca, żeby nie natknąć się na te przerażające stworzenia. A więc wywiady środowiskowe, notatki, systematyczne zbieranie informacji i wytrwałość godna detektywa doprowadziła mnie do rozwiązania kilku nękających mnie pytań.
Czytałam książkę, w której zabójcą okazał się kot. Jednak, że od urodzenia cierpię na bardzo uporczywy lęk, nazwany dalej arachnofobią, to dla mnie zabójcze okazują się pająki. Chciałabym umieć rozwiązać zagadkę, gdzie chowają się za dnia, że mój wyczulony na nie wzrok ich nie odnajduje? Dlaczego wychodzą na powierzchnię zawsze w nocy, kiedy strach nie pozwala mi zasnąć? I...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Ech, gdybym tylko mogła przejąć kilka cech dobrego detektywa... a tak, codziennie od dwóch lat, co najmniej raz dziennie szukam smoczka. Na początku były smoczki zapasowe - zaginęły bez wieści. Sztuk około piętnaście.
Potem świecące. Zaginęły bez wieści. Sztuk około cztery.
Obecnie są to dwa smoczki, z czego jeden na sznureczku (dosłownie), ginące na zmianę.
Smoczek ma to do siebie, że:
- znika trzy sekundy przed wyjściem z domu
- plącze się pod stopami, gdy nie jest potrzebny, a staje się niewidoczny, gdy jest czas na usypianie
- nigdy nie ma go tam, gdzie był widziany ostatnio
- zmienia kryjówki częściej, niż kobieta programy w telewizji
- nie zależy mu na tym, by go odnaleziono
Gdzie podjąć pierwsze kroki i szukać wskazowek:
- za łóżkiem
- w szufladach
- pod meblami
- w szafkach
- na parapecie
- w koszu z zabawkami
Gdzie najzabawniej chować smoczek przed mamą:
- w kuchennym zlewie
- w worku ze śmieciami, które czekają przed drzwiami na wyrzucenie
- w lodówce (najlepiej w pojemniku z jedzeniem)
- w piekarniku
- w kibelku (nie zapomnieć spłukac, bo fajnie szumi)
- pod przednim siedzeniem samochodu
- wrzucić sobie za dekolt
- w butach z przedpokoju
- w pralce (do wyboru kieszeń na proszek albo miejsce na pranie)
- w szafce z garnkami, gdzieś na samym dnie
- ??? - no właśnie, w miejscach które do tej pory są nieujawnione światu, a pochłaniają tysiące smoczkow dziennie.
Dwadzieścia cztery miesiące nieustannej praktyki nauczyły mnie jednego: lepiej zapobiegać, niż szukać, a po drugie... I tak zginie. To smoczek.
Ech, gdybym tylko mogła przejąć kilka cech dobrego detektywa... a tak, codziennie od dwóch lat, co najmniej raz dziennie szukam smoczka. Na początku były smoczki zapasowe - zaginęły bez wieści. Sztuk około piętnaście.
Potem świecące. Zaginęły bez wieści. Sztuk około cztery.
Obecnie są to dwa smoczki, z czego jeden na sznureczku (dosłownie), ginące na zmianę.
Smoczek ma...
Sala wykładowa podczas wykładu z filozofii.
Wczesny grudniowy poranek, na dworze ciemno. W miejscu, w którym wkrótce popełniona zostanie zbrodnia dopiero co włączono ogrzewanie; rozespani, zmarznięci studenci łączą się solidarnie w pomniejsze grupki, a wykładowca – starszy pan w garniturze – niestrudzenie prowadzi monolog monotonnym głosem. Każde kolejne zdanie zlewa się z poprzednim, a ja walczę z wszechogarniającym mnie pragnieniem snu.
Moją uwagę przyciąga dopiero skrzypiące krzesło. Przy oknie jeden ze studentów buja się w przód i w tył z zamkniętymi oczami, a grupka siedząca obok przyjmuje zakłady, kiedy „rozbujany” zderzy się z ławką. Wtem nagle zastyga w bezruchu, zatrzymawszy się około dwóch centymetrów od blatu. Po sali rozchodzą się zawiedzione szepty.
Tego nikt nie przewidział.
Wykładowca wycofuje się rakiem wśród oskarżycielskich spojrzeń. Atmosfera staje się tak gęsta, że można ją kroić tępym nożem, ale nikt akurat nie ma takowego przy sobie.
Schylam głowę, aby dostrzec twarz denata. Strużka śliny spływa na blat ławki, wsiąkając w pustą kartkę… Widząc to, nie mam już żadnych wątpliwości: biedak umarł z nudów!
Sala wykładowa podczas wykładu z filozofii.
Wczesny grudniowy poranek, na dworze ciemno. W miejscu, w którym wkrótce popełniona zostanie zbrodnia dopiero co włączono ogrzewanie; rozespani, zmarznięci studenci łączą się solidarnie w pomniejsze grupki, a wykładowca – starszy pan w garniturze – niestrudzenie prowadzi monolog monotonnym głosem. Każde kolejne zdanie zlewa się...
Jakiś czas temu zniknęła mi moja ulubiona szminka. Długo myślałam co mogłam z nią zrobić jednak nic przychodziło mi do głowy. Parę dni po tym zaginięciu zobaczyłam moją siostrę z moją fuksjową szminką na ustach. I zagadka została rozwikłana.
Jakiś czas temu zniknęła mi moja ulubiona szminka. Długo myślałam co mogłam z nią zrobić jednak nic przychodziło mi do głowy. Parę dni po tym zaginięciu zobaczyłam moją siostrę z moją fuksjową szminką na ustach. I zagadka została rozwikłana.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Miejsce zbrodni: Praca.
Wydawałoby się, że praca w biurze jest nudna. Jak to mówią, pozory mylą.
Pewnego słonecznego, lipcowego poranka udałam się w podskokach do swojego ukochanego miejsca pracy. Dzień jak co dzień, z moimi wiernymi kompankami z pokoju pokonywałyśmy morderczy wysiłek odbierając jeden telefon, za drugim - wysłuchując problemów naszych kochanych petentów. Wtem w drzwiach pojawił się Tadeusz Be.
Konsternacja na naszych twarzach, pełne skupienie.
Krążą legendy, że Tadeusz nigdy wcześniej nie przekroczył progu tego pokoju.
Zamaszystym ruchem przekazał Albinowi teczkę z tajnymi dokumentami i wymknął się z pomieszczenia bez słowa.
Nasze spojrzenia skrzyżowały się na teczce, w drżących rękach Albina.
Wstrzymując oddech, teczka została otwarta. Nie było już odwrotu. W teczce znajdował się aneks. Aneks do konta bankowego,uznanego przez nas za zaginione. Aneks, którego szukałyśmy dniami i nocami, w piwnicach i na strychu, pod schodami i w kantorku. Podczas poszukiwań powstały liczne pomysły intryg i zbrodni, ba nawet neologizmy!
Tymczasem nigdy nie wiadomo, co znajduje się w biurku Twojego szefa...
Miejsce zbrodni: Praca.
Wydawałoby się, że praca w biurze jest nudna. Jak to mówią, pozory mylą.
Pewnego słonecznego, lipcowego poranka udałam się w podskokach do swojego ukochanego miejsca pracy. Dzień jak co dzień, z moimi wiernymi kompankami z pokoju pokonywałyśmy morderczy wysiłek odbierając jeden telefon, za drugim - wysłuchując problemów naszych kochanych...
Historię wystylizowałem na wywiad w piśmie dziecięcym.
”Płomyczek”:Dzisiaj rozmawiamy z Waszym rówieśnikiem 11-letnim chłopcem, który wsławił się rozwiązaniem sprawy tajemniczej serii drobnych przestępstw na koloniach. Jak zostałeś detektywem?
Chłopiec: Wypoczywałem na koloniach w pałacu w Będlewie kiedy zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Co jakiś czas ktoś kładąc się na łóżku lądował na podłodze. Badając problem odkryłem, że gumy podtrzymujące legowisko naszych turystycznych łóżek były poprzecinane. Pewnie nożem.
"P": Podobno udało ci się wykryć sprawcę. Jak tego dokonałeś?
Ch: Winowajca sam się do mnie zgłosił.
"P": I przyznał się do winy?
Ch: Nie, skądże. Kiedy rozeszło się, że prowadzę dochodzenie on mnie dokładnie wypytywał o aktualny stan śledztwa. Powiedziałem, że nic nie wiem, ale jego zainteresowanie wzbudziło moją nieufność i wytypowałem go na podejrzanego.
"P": I co było dalej?
Ch: Poprosiłem przyjaciela, żeby go mocno rozzłościł na siebie. Gdy jakiś czas później przyjaciel usiadł na swoim łóżku to wylądował na podłodze, a właściwie w podstawionej misce pełnej wody. Podejrzany nie wytrzymał, złośliwie zarechotał. Wychowawczyni, która przy tym była sama zorientowała się kto jest sprawcą występku. Zaatakowała go i ten się przyznał.
"P": Zatem gratuluję intuicji i sprytnego fortelu. Ale co by było, gdyby podejrzany nie przeciął gum, nie roześmiał się albo nie przyznał?
Ch: Ja w odpowiednim czasie ukryłem się pod swoim łóżkiem i widziałem wszystko co zrobił podejrzany.
Historię wystylizowałem na wywiad w piśmie dziecięcym.
”Płomyczek”:Dzisiaj rozmawiamy z Waszym rówieśnikiem 11-letnim chłopcem, który wsławił się rozwiązaniem sprawy tajemniczej serii drobnych przestępstw na koloniach. Jak zostałeś detektywem?
Chłopiec: Wypoczywałem na koloniach w pałacu w Będlewie kiedy zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Co jakiś czas ktoś kładąc się na...
W moim domu notorycznie ginie jedna skarpetka z pary. Prawie z każdej pary. Dokonując głębokiej analizy wiem z całą pewnością, że podobny problem dotyka zwiększości z nas. Sztab specjalistów od lat próbuje rozwikłać tę zagadkę. Bezskutecznie. My również podejmowaliśmy szereg prób wyjaśnienia tych zaginięć jednak ponieśliśmy klęskę. Ja jeszcze żywię nadzieję, że kiedyś się uda. Mój mąż natomiast poddał się, jednak wpadł na pomysł, jak ominąć ten problem. Dobiera najbardziej zbliżone kolorem skarpetki, zakłada je, po czym poważnym tonem rzecze: "Na mocy nadanych mi praw, ogłaszam was para". Z każdego problemu, nawet tego najbardziej beznadziejnego jest wyjście. Przynajmniej według logiki mężczyzny ;)
W moim domu notorycznie ginie jedna skarpetka z pary. Prawie z każdej pary. Dokonując głębokiej analizy wiem z całą pewnością, że podobny problem dotyka zwiększości z nas. Sztab specjalistów od lat próbuje rozwikłać tę zagadkę. Bezskutecznie. My również podejmowaliśmy szereg prób wyjaśnienia tych zaginięć jednak ponieśliśmy klęskę. Ja jeszcze żywię nadzieję, że kiedyś się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejW moim domu przez kilka dni działy się dziwne rzeczy. Rodzice wyjechali na wakacje i zostałam sama na włościach. Zaczęło się niepozornie. Pierwszy znalazłam przewrócony kwiatek, który najwyraźniej spadł z parapetu. Okno było uchylone więc może wiał silny wiatr. Logiczne wytłumaczenie.Później pojawiła się zerwana firanka. Niby nic wielkiego, wystarczy przypiąć w dwóch miejscach, jednak zaświeciła mi się w głowie czerwona lampka. Coś tu nie gra! Kolejnym znaleziskiem był rozerwany worek ze śmieciami, którego zapomniałam wyrzucić wychodząc z domu. Pojemniki po jogurtach znalazłam w salonie! Ciekawe skąd miały nogi, żeby się tam dostać. Jednak najgorsze dopiero miało nastąpić. Była noc. Usłyszałam dziwne dźwięki. Ktoś wydzierał się wniebogłosy. Brzmiało to trochę jak płacz dziecka, a trochę jak wycie psa. Przestraszyłam się.Powoli wyszłam z pokoju i udałam się do sypialni rodziców. Tam na łóżku siedział nasz Maine Coon i zauważywszy mnie zamiauczał rozpaczliwie. Wtedy wszystko się wyjaśniło. Zrywała firanki i przewracała kwiatki, bo przeszkadzały jej w szukaniu za oknem ukochanej pani. Śmieci rozwaliła ze złośliwości (mama mówiła, że ten kot zło i psoty ma we krwi),a gdy już żaden sposób wywołania pani z ukrycia nie skutkował zaczęła ją wołać. Stąd te dziwne płaczliwe dźwięki. Po powrocie rodziców wszystko wróciło do normy. To znaczy prawie wszystko. Bo nadal bardzo przeszkadzają jej rzeczy zostawione na komodzie w przedpokoju. Tak, one lepiej wyglądają na podłodze.
W moim domu przez kilka dni działy się dziwne rzeczy. Rodzice wyjechali na wakacje i zostałam sama na włościach. Zaczęło się niepozornie. Pierwszy znalazłam przewrócony kwiatek, który najwyraźniej spadł z parapetu. Okno było uchylone więc może wiał silny wiatr. Logiczne wytłumaczenie.Później pojawiła się zerwana firanka. Niby nic wielkiego, wystarczy przypiąć w dwóch...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejOd wielu już lat czytuję powieści o seryjnych zabójcach i psychopatach. Dzięki wiedzy, czerpanej z tych książek, mam się codziennie na baczności, wiedząc, że świat to nie bajka, i nigdy nie wiadomo, który mężczyzna, mijający mnie na ulicy, jest prawdziwym potworem. Daje mi to obraz rzeczywistości, w której wszyscy ludzie są tylko „na wierzchu” i nigdy nie mogę być pewna, co myślą tak naprawdę, w środku. Co za tym idzie, ja również dążę do tego, by być raczej drapieżnikiem, a nie ofiarą – seryjni zabójcy są zazwyczaj uroczymi ludźmi, świetnymi manipulatorami, wytrawnymi kłamcami. Książki o psychopatach pokazały mi, jak łatwo zwodzić innych ludzi, będąc wystarczająco spostrzegawczym i sprytnym.
Od wielu już lat czytuję powieści o seryjnych zabójcach i psychopatach. Dzięki wiedzy, czerpanej z tych książek, mam się codziennie na baczności, wiedząc, że świat to nie bajka, i nigdy nie wiadomo, który mężczyzna, mijający mnie na ulicy, jest prawdziwym potworem. Daje mi to obraz rzeczywistości, w której wszyscy ludzie są tylko „na wierzchu” i nigdy nie mogę być pewna, co...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Ta historia wydarzyła się naprawdę. W pracy notorycznie znika kawa i inne takie, ktore chowamy do szafek i lodówki. Pewnego pięknego popołudnia zamówiliśmy do firmy pizzę, bo już wiedzieliśmy, że czeka nas uroczy wieczór w przy projekcie do poprawek. Pizza przyjechała, postanowiliśmy dać jej chwilę - zimna najlepsza! - i nagle co widzimy? Brakujący kawałek. Bylismy wobec siebie bardzo nie ufni, nawet zrobilismy małe przesłuchanie:D niestety sprawcy nie znaleziono. Historia się powtarzała jeszcze kilka razy ale tym razem kiedy zamowilismy pizzę z kolegą postanowiliśmy zadziałać małą dawką środka przeczyszczającego. Winny szybciutko został zlapany w biegu to toalety. Okazał się być nim ten, który krzyczał przy okazji odkrycia zbrodni najgłośniej! To był ekscytujący finał:D
Do dziś żyjemy w zgodzie i nimomu nic się nie stało!
Ta historia wydarzyła się naprawdę. W pracy notorycznie znika kawa i inne takie, ktore chowamy do szafek i lodówki. Pewnego pięknego popołudnia zamówiliśmy do firmy pizzę, bo już wiedzieliśmy, że czeka nas uroczy wieczór w przy projekcie do poprawek. Pizza przyjechała, postanowiliśmy dać jej chwilę - zimna najlepsza! - i nagle co widzimy? Brakujący kawałek. Bylismy wobec...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
By rozwiązać liczne tajemnicze zdarzenia, które mają miejsce w moim domu, muszę wykazać się detektywistycznymi umiejętnościami.
Spadł kwiatek, dół drewnianej szafy jest wyszczerbiony, coś się przewróciło, coś zginęło. A ja nie wiem, czy oskarżać kota, królika, czy może jeszcze kogoś innego? Wobec tego zbieram wszelkie poszlaki: zgubiona przy miejscu popełnienia przestępstwa sierść, ślady zębów, zachowanie dwóch głównych podejrzanych. I najczęściej udaje mi się dzięki temu ustalić, kto zasłużył na karę.
Mam nadzieję, że nigdy wydany przeze mnie wyrok nie był pomyłką. Nadal jednak zostało kilka spraw bez wyjaśnienia...
By rozwiązać liczne tajemnicze zdarzenia, które mają miejsce w moim domu, muszę wykazać się detektywistycznymi umiejętnościami.
Spadł kwiatek, dół drewnianej szafy jest wyszczerbiony, coś się przewróciło, coś zginęło. A ja nie wiem, czy oskarżać kota, królika, czy może jeszcze kogoś innego? Wobec tego zbieram wszelkie poszlaki: zgubiona przy miejscu popełnienia...