-
Artykuły
„Ostatni smrek” Marii Gąsienicy-Zawadzkiej trzyma w napięciu do ostatniej strony
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nie jesteśmy skazani na powtarzanie błędów, ale jesteśmy na to podatni
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Gdy prawdy powiedzieć nie możesz, a kłamać nie chcesz
FioletowaRóża1 -
Artykuły
Sportowa opowieść o sile dziecięcego charakteru – „Akademia Piłkarska. #1 Gra się zaczyna”
LubimyCzytać2
Wstydzę się, że nie przeczytałem: Graham Masterton
Graham Masterton urodził się w Edynburgu 16 stycznia 1946 roku. Początkowo pisał poradniki seksuologiczne, jednym z których była „Magia seksu”. Zadebiutował jako autor horrorów w 1976 roku książką o tytule „Manitou”. Od tej pory wydał ponad 70 horrorów.
Istnieją setki książek, których nie przeczytałem i których nawet nie zamierzam czytać. Kiedy samemu pisze się powieści, to ostatnia rzecz, na którą ma się ochotę po pracy, to czytanie cudzych powieści. Nie wstydzę się, że nie przeczytałem tych wszystkich książek, ale to są te trzy, które czuje że powinienem znać, ale nie znam (i nigdy zapewne nie poznam):
1. Pięćdziesiąt twarzy Greya - nie ma nic bardziej nudnego niż czytanie o czyichś seksualnych upodobaniach. To zupełnie jak bym słuchał czyjejś opowieści o tym, jaką trasę wybiera jadąc nad morze albo o tym jak bardzo dokuczają mu haluksy.
2. Finneganów tren – sam eksperymentowałem z językiem kiedy byłem młodszy. Wspólnie z moim przyjacielem Williamem Burroughs i udało nam się napisać niedającą się zrozumieć powieść zatytułowąną „Rules of Duet”. Została wydana po angielsku, ale nie po polsku, bo cóż… jest nieprzekładalna. Mimo wszystko i tak jest dużo bardziej zrozumiała niż "Finneganów tren", który jest kompletnym bełkotem. W Irlandii tego typu nonsens określamy mianem „swinging off the hinges”.
3. "Harry Potter i…" Nigdy nie przeczytałem nawet słowa z którejkolwiek z części. Nie dlatego, że jestem zazdrosny o to, ile zarabia JK Rowling, oczywiście skłamałbym, gdybym powiedział, że tak nie jest. Nie przeczytałem, bo po prostu nie interesują mnie przygody nastoletniego czarodzieja. Koniec i kropka.
Ostatnia powieść, którą zacząłem czytać to był Proces, który dał mi mój przyjaciel Brian Gysin w 1970. Brian już nie żyje, a ja nadal nie skończyłem tej książki, chociaż jest naprawdę pięknie napisana. Może powinienem iść na kurs szybkiego czytania? Woody Allen poszedł na taki kurs i po przeczytanie Wojny i pokoju mógł przynajmniej powiedzieć, że dotyczy Rosji.
Bezwstydnie pytała: Anna Misztak
Ze wstydem odpowiadał: Graham Masterton
____________________________________________
Przeczytaj również:
Graham Masterton odpowiedział na Wasze pytania! [Wywiad Wideo]
Wstydzę się, że nie przeczytałem: Maciej Parowski
Wstydzę się, że nie przeczytałem: Rafał Skarżycki
Wstydzę się, że nie przeczytałem: Sławomir Shuty
Wstydzę się, że nie przeczytałem: Jonathan Carroll
komentarze [37]
Nawiązanie do Woody Allena to niemal cytat z opowiadania jego autorstwa, polecam sięgnąć po "Obronę szaleństwa", jeśli kogoś rozśmieszył ten żart. A Masterton? Chciałbym przybić mu piątkę za opinię na temat "50 twarzy..."
Nawiązanie do Woody Allena to niemal cytat z opowiadania jego autorstwa, polecam sięgnąć po "Obronę szaleństwa", jeśli kogoś rozśmieszył ten żart. A Masterton? Chciałbym przybić mu piątkę za opinię na temat "50 twarzy..."
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamOn nie ma kompleksów :) Lubię go, na koloniach w latach 90 wszystkie pieniądze wydawałam na jego horrory, jego książki zastępowały mi i innym dzieciakom edukację seksualną ;)
On nie ma kompleksów :) Lubię go, na koloniach w latach 90 wszystkie pieniądze wydawałam na jego horrory, jego książki zastępowały mi i innym dzieciakom edukację seksualną ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
1. Nie czytałam i nie wstydzę się, nie zamierzam.
2. Nie czytałam i nie wstydzę się, bo zamierzam.
3. Nie czytałam i nie wstydzę się, nie zamierzam.
W ogóle co to za głupota, żeby się wstydzić, że się czegoś nie przeczytało. Są książki, które podobno "wypada" przeczytać. A kto wyznacza, że jakaś książka jest warta przeczytania, a jakaś nie? Do tych przereklamowanych zaliczam np. "Komu bije dzwon" czyli tzw. arcydzieło. Dla mnie to była droga przez mękę.
1. Nie czytałam i nie wstydzę się, nie zamierzam.
2. Nie czytałam i nie wstydzę się, bo zamierzam.
3. Nie czytałam i nie wstydzę się, nie zamierzam.
W ogóle co to za głupota, żeby się wstydzić, że się czegoś nie przeczytało. Są książki, które podobno "wypada" przeczytać. A kto wyznacza, że jakaś książka jest warta przeczytania, a jakaś nie? Do tych przereklamowanych...
,,Może powinienem iść na kurs szybkiego czytania? Woody Allen poszedł na taki kurs i po przeczytanie Wojny i pokoju mógł przynajmniej powiedzieć, że dotyczy Rosji. "
:)
,,Może powinienem iść na kurs szybkiego czytania? Woody Allen poszedł na taki kurs i po przeczytanie Wojny i pokoju mógł przynajmniej powiedzieć, że dotyczy Rosji. "
:)
Odważne wyznanie "Kiedy samemu pisze się powieści, to ostatnia rzecz, na którą ma się ochotę po pracy, to czytanie cudzych powieści".
A myślałam, że pisarze czytają :)
Dobre!
Odważne wyznanie "Kiedy samemu pisze się powieści, to ostatnia rzecz, na którą ma się ochotę po pracy, to czytanie cudzych powieści".
A myślałam, że pisarze czytają :)
Dobre!
Dla mnie pierwszeństwo ma zawsze to, co jest wyeksponowane przez autora :)
Dla mnie pierwszeństwo ma zawsze to, co jest wyeksponowane przez autora :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamA widzisz, dla mnie pierwszeństwo ma ZAWSZE treść, nie FORMA. Kwestia priorytetów, co do których pewnie byśmy się dogadali i znaleźli jakiś kompromis.
A widzisz, dla mnie pierwszeństwo ma ZAWSZE treść, nie FORMA. Kwestia priorytetów, co do których pewnie byśmy się dogadali i znaleźli jakiś kompromis.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Bosy_Antek:
A co do kategorii "pomnik języka" - ja jestem uczulony na takie metafory, które NIC nie mówią o książce, a brzmią widowiskowo.
Metaforę chyba zrozumiałeś jak coś w rodzaju "pomnik literatury". Nie o to chodzi. Pomnik nie oznacza w tym przypadku wyniesienia na cokół dzieła Joyce'a, a to, że on "wykuł" dwoma książkami pomnik językowi. Dlatego zanim się oceni te pozycje, warto zresetować wszelkie oczekiwania względem treści, bo to novum, a do tego w doskonałym wykonaniu. Tam przecież język aż kipi; mieszają się "dialekty" ze sobą, myśli przeplatają z dialogami i wszystko wielopoziomowe, jak na wieczorze wigilijnym zwierząt na Arce Noego. Język, język, język. Mi po "Ulissesie" nie pozostał żaden obraz w głowie - a czytałem trzy razy - tylko słowa, słowa, słowa. No przecież to genialne pokazanie, że człowiek bardziej pływa w języku, niż żyje na lądzie doznając wrażeń. Wszystko ponazywane i zamknięte w słowach. Pomnik jak w mordę strzelił ;)
No ale ja nie namawiam.
Bosy_Antek:
A co do kategorii "pomnik języka" - ja jestem uczulony na takie metafory, które NIC nie mówią o książce, a brzmią widowiskowo.
Metaforę chyba zrozumiałeś jak coś w rodzaju "pomnik literatury". Nie o to chodzi. Pomnik nie oznacza w tym przypadku wyniesienia na cokół dzieła Joyce'a, a to, że on "wykuł" dwoma książkami pomnik językowi. Dlatego zanim się oceni te...
A jak pamiętam (mam nadzieję, że dobrze), co powiedział Zygmunt Kubiak o "Ulissesie" - to dość tradycyjna powieść, tylko rozpisana w niecodzienny sposób. Wielka pochwała małżeństwa, o ile pamiętam. "Ulissesa" cenię, to dobra książka, chociaż "Portret artysty..." lepszy.
A co do kategorii "pomnik języka" - ja jestem uczulony na takie metafory, które NIC nie mówią o książce, a brzmią widowiskowo.
Ja z Joycem problemu nie mam, ale mam problem z "problemem Joyce'a."
Mój Ojciec w latach 70 załapał się na wydanie Słomczyńskiego i owczym pędem porwany kupił tę książkę ("Ulissesa"). Po 25 latach od zakupu nadal jest do przeczytania. Przez niego. Mój problem polega na tym, że wkurzają mnie i obrońcy Joyce'a jako skarbu literatury i "wara od niego, debile!" i ci, którzy Joyce'a nie czytali i chwalą się tym na lewo i prawo.
Tak, w sumie wszyscy mnie wkurzają...
;-)
A jak pamiętam (mam nadzieję, że dobrze), co powiedział Zygmunt Kubiak o "Ulissesie" - to dość tradycyjna powieść, tylko rozpisana w niecodzienny sposób. Wielka pochwała małżeństwa, o ile pamiętam. "Ulissesa" cenię, to dobra książka, chociaż "Portret artysty..." lepszy.
A co do kategorii "pomnik języka" - ja jestem uczulony na takie metafory, które NIC nie mówią o książce,...
Moim zdaniem Beckett dobrze nazwał dzieło Joyce'a.
Co Ci się nie zgadza?
Moim zdaniem Beckett dobrze nazwał dzieło Joyce'a.
Co Ci się nie zgadza?
"Pomnik języka" w ani jednym przypadku się nie zgadza.
Złe definicje.
"Pomnik języka" w ani jednym przypadku się nie zgadza.
Złe definicje.
Przypomniało mi się, że pierwsza książka, jaką przeczytałem z własnej woli, była Mastertona. Coś o indiańskim demonie, który miał długie imię. Nie mam jej w bibliotece LC, bo po co. Zresztą wypowiedź autora pokazuje jasno Czym jest. No bo przecież nie Kim.
P.S.
Straszne jest to nieradzenie sobie z Joycem. Te dwa jego molochy nie są o czymś, to pomniki języka. A jeśli ktoś by uparcie pytał o czym są, odpowiedź brzmi: o sobie.
Masterton jest ignorantem albo olał rozmówcę ;)
Przypomniało mi się, że pierwsza książka, jaką przeczytałem z własnej woli, była Mastertona. Coś o indiańskim demonie, który miał długie imię. Nie mam jej w bibliotece LC, bo po co. Zresztą wypowiedź autora pokazuje jasno Czym jest. No bo przecież nie Kim.
P.S.
Straszne jest to nieradzenie sobie z Joycem. Te dwa jego molochy nie są o czymś, to pomniki języka. A jeśli ktoś...
Haha - może W. Allen tak szybko czytał, że dopiero przy spisie treści włączyło mu się myślenie? To by nie było takie dziwne w kontekście kiepskich filmów i jeszcze słabszych sztuk teatralnych, które pisze :-) Tak czy owak, to kiepski przykład do naśladowania :-)
Bez wstydu dodam, że nie przeczytałem żadnej książki G. Mastertona. A gdybym przypadkiem zaliczył kurs szybkiego czytania to i tak bym go nie czytał :-)
Haha - może W. Allen tak szybko czytał, że dopiero przy spisie treści włączyło mu się myślenie? To by nie było takie dziwne w kontekście kiepskich filmów i jeszcze słabszych sztuk teatralnych, które pisze :-) Tak czy owak, to kiepski przykład do naśladowania :-)
Bez wstydu dodam, że nie przeczytałem żadnej książki G. Mastertona. A gdybym przypadkiem zaliczył kurs szybkiego...
Heh, a skąd wiesz, że czytałem od pierwszego do trzeciego?
;-)
Heh, a skąd wiesz, że czytałem od pierwszego do trzeciego?
;-)
Bosy_Antek: Panie Masterton, szacunek!
Potterem gardzę, chociaż 3 tomy przeczytałem, ale mam wrażenie, że o trzy za duuuużo.
Gardzisz? I dopiero po trzecim tomie doszedłeś do tego wniosku? :P
Chyba się domyślam jak to było - po prostu musiałeś mieć PEWNOŚĆ, że gardzisz i tak się jakoś samo czytało... To wiesz co? Przeczytaj pozostałe tomy, żeby już cienia wątpliwości nie mieć ;-)
Bosy_Antek: Panie Masterton, szacunek!
Potterem gardzę, chociaż 3 tomy przeczytałem, ale mam wrażenie, że o trzy za duuuużo.
Gardzisz? I dopiero po trzecim tomie doszedłeś do tego wniosku? :P
Chyba się domyślam jak to było - po prostu musiałeś mieć PEWNOŚĆ, że gardzisz i tak się jakoś samo czytało... To wiesz co? Przeczytaj pozostałe tomy, żeby już cienia wątpliwości nie...
przeczytaj wiedzmina tam jest wszystko
przeczytaj wiedzmina tam jest wszystko
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Panie Masterton, szacunek!
Potterem gardzę, chociaż 3 tomy przeczytałem, ale mam wrażenie, że o trzy za duuuużo.
Nienawidzę słuchać opowieści z wakacji, jakimi zanudzają mnie znajomi lub rodzina.
Joyce...może na emeryturze...
Doskonałe odpowiedzi.
Panie Masterton, szacunek!
Potterem gardzę, chociaż 3 tomy przeczytałem, ale mam wrażenie, że o trzy za duuuużo.
Nienawidzę słuchać opowieści z wakacji, jakimi zanudzają mnie znajomi lub rodzina.
Joyce...może na emeryturze...
Doskonałe odpowiedzi.
Mateusz: Monika: 2. choć oficjalnie wielkie i wspaniałe
A stąd, że wielokrotnie widziałam to cudo wymieniane jednym tchem z "Ulissesem", że o wielkich dziełach innych autorów nie wspomnę, a nawet zdarzyło mi się czytać opinie, że od "Ulissesa" jest większe i wspanialsze. Sama zdania na temat żadnego z tych dwóch dzieł nie mam, bo żadnego z nich jeszcze czytać nie próbowałam, ale już liczba wstydzących się nieczytania lub niedoczytania dzieł Joyce'a o czymś świadczy. Jedyny znany mi powód, dla którego "Finneganów tren" jest mniej od "Ulissesa" znany, to ten, że dzieło jest powszechnie uznawane za nieprzekładalne i mimo kilku prób do 2012 roku skutecznie się przed tłumaczeniem na polski broniło. No i dotąd znałam tylko tytuł oryginalny, czyli "Finnegans Wake".
Skąd taka informacja?
Chyba że nie o to Ci chodziło... Jeśli przyczepiłeś się nie do ogólnego sensu mojej wypowiedzi, a do samego niewłaściwego użycia słowa "oficjalnie", to za nadużycie semantyczne przepraszam. Niech zamiast "oficjalnie wielkie i wspaniałe" będzie "powszechnie uważane za wielkie i wspaniałe". Choć i to niesłuszne, bo powszechnie to w ogóle wielka literatura czytana i znana nie bywa - my tutaj to przecież bardziej dziwacy niż typowi przedstawiciele społeczeństwa.
Mateusz: Monika: 2. choć oficjalnie wielkie i wspaniałe
A stąd, że wielokrotnie widziałam to cudo wymieniane jednym tchem z "Ulissesem", że o wielkich dziełach innych autorów nie wspomnę, a nawet zdarzyło mi się czytać opinie, że od "Ulissesa" jest większe i wspanialsze. Sama zdania na temat żadnego z tych dwóch dzieł nie mam, bo żadnego z nich jeszcze...
Skąd taka informacja?
Moai: Osioł_Dardanelski:
Bo taka jest nazwa serii? Oczywiście mogliby zapoczątkować serię "Nie wstydzę się, że nie przeczytałem" - też mogłoby być śmiesznie. Albo "wstydzę się, że przeczytałem" :D
Świetny pomysł, "wstydzę się, że przeczytałem" - mogę podkraść? ;)
Proszę bardzo. Tylko napisz, że pomysł pochodzi od Osła dardanelskiego :D I wrzuć kiedyś jakiś link, co z tym zrobiłeś.
Moai: Osioł_Dardanelski:
Bo taka jest nazwa serii? Oczywiście mogliby zapoczątkować serię "Nie wstydzę się, że nie przeczytałem" - też mogłoby być śmiesznie. Albo "wstydzę się, że przeczytałem" :D
Świetny pomysł, "wstydzę się, że przeczytałem" - mogę podkraść? ;)
Proszę bardzo. Tylko napisz, że pomysł pochodzi od Osła dardanelskiego :D I wrzuć kiedyś jakiś link, co z tym...
Osioł_Dardanelski:
Bo taka jest nazwa serii? Oczywiście mogliby zapoczątkować serię "Nie wstydzę się, że nie przeczytałem" - też mogłoby być śmiesznie. Albo "wstydzę się, że przeczytałem" :D
Świetny pomysł, "wstydzę się, że przeczytałem" - mogę podkraść? ;)
Osioł_Dardanelski:
Bo taka jest nazwa serii? Oczywiście mogliby zapoczątkować serię "Nie wstydzę się, że nie przeczytałem" - też mogłoby być śmiesznie. Albo "wstydzę się, że przeczytałem" :D
Świetny pomysł, "wstydzę się, że przeczytałem" - mogę podkraść? ;)
1. Przeczytałabym tylko po to, żeby ze 100% pewnością móc stwierdzić, że to grafomania jak ich mało. Cóż. Tak mam tylko 99,9% pewność. Tak, oceniam, nie znając, ale znając głosy krytyki i znajomych o dobrym/podobnym guście, mogę tak sobie powiedzieć. Ach, nie, przeczytałam pierwszy rozdział - na jakimś blogu, gdzie ktoś analizował akapity krok po kroku. Uśmiałam się. I załamałam.
2. Joyce? Może Ulisses? Trochę przeczytałam i zostawiłam, żeby mi się mózg nie przepalił. Chyba nawet koło pięćdziesiątki tego nie zrozumiem.
3. Czytałam. Cykl mojego dzieciństwa, czytany wiele razy.
Skoro czytanie o seksualnych upodobaniach nie jest interesujące, czemu sam Masterton tego nie unika? :))
1. Przeczytałabym tylko po to, żeby ze 100% pewnością móc stwierdzić, że to grafomania jak ich mało. Cóż. Tak mam tylko 99,9% pewność. Tak, oceniam, nie znając, ale znając głosy krytyki i znajomych o dobrym/podobnym guście, mogę tak sobie powiedzieć. Ach, nie, przeczytałam pierwszy rozdział - na jakimś blogu, gdzie ktoś analizował akapity krok po kroku. Uśmiałam się. I...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
TrupZSzafy: Kiedy samemu pisze się powieści, to ostatnia rzecz, na którą ma się ochotę po pracy, to czytanie cudzych powieści
To chyba tylko jego zdanie, bo inni pisarze podtrzymują, że droga do powieściopisarstwa to przede wszystkim czytanie.
Drażni mnie ta wzmianka: "nie interesują mnie przygody nastoletniego czarodzieja". Uprościł siedem tomów klasyki i fenomenu literackiego. Szczególnie, że słowo "nastoletnie" kojarzy mi się raczej z takimi pozycjami jak "Zmierzch" albo "Miasto Kości". A Harry Potter to zupełnie inna bajka.
Niech Masterton pisze sobie poradniki seksuologiczne, zanim zacznie wypowiadać się w dziedzinie o której (jak na na powieściopisarza) wie niewiele.
I czemu w temacie artykuły jest napisane, że się wstydzi, skoro wyraźnie temu zaprzeczył?
O wielki znawco, twa wiedza ponad inne niech zostanie wyniesiona.
TrupZSzafy: Kiedy samemu pisze się powieści, to ostatnia rzecz, na którą ma się ochotę po pracy, to czytanie cudzych powieści
To chyba tylko jego zdanie, bo inni pisarze podtrzymują, że droga do powieściopisarstwa to przede wszystkim czytanie.
Drażni mnie ta wzmianka: "nie interesują mnie przygody nastoletniego czarodzieja". Uprościł siedem tomów klasyki i fenomenu...
1. Czytałam wszystkie trzy tomy. Czemu? Z ciekawości, która nie zawsze jest dobrym doradcą...
2. Czekam, aż dorosnę do książek Joyce'a...
3. To saga mojego dzieciństwa i okresu dorastania. Znam kilku dorosłych, którzy z wypiekami na twarzy czytali przygody nastoletniego czarodzieja, jednak nie każdemu te książki muszą się podobać.
1. Czytałam wszystkie trzy tomy. Czemu? Z ciekawości, która nie zawsze jest dobrym doradcą...
2. Czekam, aż dorosnę do książek Joyce'a...
3. To saga mojego dzieciństwa i okresu dorastania. Znam kilku dorosłych, którzy z wypiekami na twarzy czytali przygody nastoletniego czarodzieja, jednak nie każdemu te książki muszą się podobać.
TrupZSzafy: Drażni mnie ta wzmianka: "nie interesują mnie przygody nastoletniego czarodzieja". Uprościł siedem tomów klasyki i fenomenu literackiego. Szczególnie, że słowo "nastoletnie" kojarzy mi się raczej z takimi pozycjami jak "Zmierzch" albo "Miasto Kości". A Harry Potter to zupełnie inna bajka.
Raczej chodzi mu o to, że Harry Potter jest nastolatkiem, a nie że jest to książka skeirowana do nastolatków.
I czemu w temacie artykuły jest napisane, że się wstydzi, skoro wyraźnie temu zaprzeczył?
Bo taka jest nazwa serii? Oczywiście mogliby zapoczątkować serię "Nie wstydzę się, że nie przeczytałem" - też mogłoby być śmiesznie. Albo "wstydzę się, że przeczytałem" :D
TrupZSzafy: Drażni mnie ta wzmianka: "nie interesują mnie przygody nastoletniego czarodzieja". Uprościł siedem tomów klasyki i fenomenu literackiego. Szczególnie, że słowo "nastoletnie" kojarzy mi się raczej z takimi pozycjami jak "Zmierzch" albo "Miasto Kości". A Harry Potter to zupełnie inna bajka.
Raczej chodzi mu o to, że Harry Potter jest nastolatkiem, a nie że jest...
ad. 1. Nie przeczytałam i się nie wstydzę. Nie mój gatunek.
ad. 2. Jakiś czas temu wypożyczyłam i zaczęłam "Finneganów Tren", ale nie dałam rady... Mózg mi pękł.
ad. 3. Czytałam wszystkie części i lubię, bo oryginał napisany jest naprawdę ładnym językiem (polskie tłumaczenie wydaje mi się za to trochę infantylne). Ale w tym wypadku jest to literatura gatunkowa (dla młodzieży), więc Masterton chyba nie ma się czego wstydzić (zwłaszcza, że jest to seria stosunkowo młoda, zatem autor nie miał nawet możliwości przeczytania jej, kiedy był w odpowiednim wieku; z kolei będąc dorosłym niekoniecznie chce się wracać do literatury młodzieżowej, bo zwykle jest dużo ciekawszych rzeczy do czytania:)
Ogólnie ciekawy wybór. Gdyby mi ktoś zadał takie pytanie, to pewnie tłumaczyłabym się z nieprzeczytania tzw. klasyków lub książek powszechnie uznawanych za "wybitne", do głowy by mi nie przyszło usprawiedliwiać się z pominięcia Greya czy Pottera :)
ad. 1. Nie przeczytałam i się nie wstydzę. Nie mój gatunek.
ad. 2. Jakiś czas temu wypożyczyłam i zaczęłam "Finneganów Tren", ale nie dałam rady... Mózg mi pękł.
ad. 3. Czytałam wszystkie części i lubię, bo oryginał napisany jest naprawdę ładnym językiem (polskie tłumaczenie wydaje mi się za to trochę infantylne). Ale w tym wypadku jest to literatura gatunkowa (dla...
Cieszę się, że jeden z moich ulubionych pisarzy wypowiedział się na ten temat.
Pięćdziesiąt twarzy Greya - to specyficzna książka, to trzeba lubieć.
Ja też nie przeczytałam i nie mam zamiaru jest dużo innych dobrych książek.
Finneganów tren - nie znam.
"Harry Potter i…" - zasakujące, też nie przeczytałam i żyję
A Proces uwielbiam niech Pan Masterton czyta dalej :)
Cieszę się, że jeden z moich ulubionych pisarzy wypowiedział się na ten temat.
Pięćdziesiąt twarzy Greya - to specyficzna książka, to trzeba lubieć.
Ja też nie przeczytałam i nie mam zamiaru jest dużo innych dobrych książek.
Finneganów tren - nie znam.
"Harry Potter i…" - zasakujące, też nie przeczytałam i żyję
A Proces uwielbiam niech Pan Masterton czyta dalej :)
Aleksandra: Ale czytanie (poza pisaniem) może przecież dla pisarza oczywiście i nie tylko być formą odpoczynku, hobby, nie trzeba czytać wszystkiego. Doba ma tylko 24 godziny, nie zawsze jest czas na czytanie i inne ważniejsze czynności, więc nie uważam że to jest wstyd :)
Powiedziałbym nawet, że czytanie MUSI być dla pisarza formą odpoczynku! No, bo jaką wartość ma czytanie jeśli nie czerpie się z niego przyjemności? Katorżniczej edukacji? Może tak jest w szkole, natomiast sięganie po książkę, której nie ma się ochoty przeczytać to jakaś sprzeczność (z wyjątkiem przymusu).
I tak jak napisała Aleksandra: dobra ma 24 godziny – to w gruncie rzeczy bardzo mało czasu, po co marnować go na coś, co nas nie pociąga?
Aleksandra: Ale czytanie (poza pisaniem) może przecież dla pisarza oczywiście i nie tylko być formą odpoczynku, hobby, nie trzeba czytać wszystkiego. Doba ma tylko 24 godziny, nie zawsze jest czas na czytanie i inne ważniejsze czynności, więc nie uważam że to jest wstyd :)
Powiedziałbym nawet, że czytanie MUSI być dla pisarza formą odpoczynku! No, bo jaką wartość ma...
Ale czytanie (poza pisaniem) może przecież dla pisarza oczywiście i nie tylko być formą odpoczynku, hobby, nie trzeba czytać wszystkiego. Doba ma tylko 24 godziny, nie zawsze jest czas na czytanie i inne ważniejsze czynności, więc nie uważam że to jest wstyd :)
Ale czytanie (poza pisaniem) może przecież dla pisarza oczywiście i nie tylko być formą odpoczynku, hobby, nie trzeba czytać wszystkiego. Doba ma tylko 24 godziny, nie zawsze jest czas na czytanie i inne ważniejsze czynności, więc nie uważam że to jest wstyd :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamKultura masowa rządzi się swoimi prawami. Można płynąć z marketingiem. Można też dreptać swobodniej.
Kultura masowa rządzi się swoimi prawami. Można płynąć z marketingiem. Można też dreptać swobodniej.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Monika: 2. choć oficjalnie wielkie i wspaniałe
Skąd taka informacja?
A utożsamianie nieprzeczytania "50 twarzy Greya" z byciem kontrkulturowym to jakieś kuriozum. Ale ego jakoś trzeba połechtać.
Monika: 2. choć oficjalnie wielkie i wspaniałe
Skąd taka informacja?
A utożsamianie nieprzeczytania "50 twarzy Greya" z byciem kontrkulturowym to jakieś kuriozum. Ale ego jakoś trzeba połechtać.