Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: , ,

Wierna zasadzie, by długie książki podsumowywać krótko, przekazuję kilka słów nad temat ich wielu postawionych w „O”: powieść swoiście fikuśna, niewątpliwie skrzy inteligencją, dowcipem, jedna anegdota wyprzedza drugą i nie sposób spamiętać wszystkich przesadnych ekscentryczności (przykładowo: dopiero po skończonej lekturze z własnych zapisków przywołałam tę o chałupniczo wykonanej windzie schodowej i fatalnych, bo ostatecznych, skutkach korzystania z niej dla chorej na SM – oj, tu akurat nawet zbyt frywolnie). Teraz miejsce na spodziewane „ale”: oczywiście jako specjalistka wiem, że dystans! żart! figiel! kryją nierzadko cierpienie, i jak pada tu: „fobia wypełnia życie treścią”. Bólu tu jednak nie czuć, nie wybrzmiewa. Pozostajemy na poziomie śmiesznych historyjek, drapiemy te wręcz komiksowe, choć słowne, kratki, tylko niewiele z nich wynika. Dziura. I po tych wszystkich przełożonych stronach powieści chce się zacytować nie tego bohatera serialowego co autor (Miki cytuje Waltera White’a), tylko Tony’ego Soprano, wprawdzie nie w moim ulubionym cytacie (ten brzmi: „Cunnilingus and psychiatry brought us to this”), i niekoniecznie w kontekście, za to dobrze podsumowującego doświadczenie obcowania z „O”: „All this shit’s for nothing?”.

Wierna zasadzie, by długie książki podsumowywać krótko, przekazuję kilka słów nad temat ich wielu postawionych w „O”: powieść swoiście fikuśna, niewątpliwie skrzy inteligencją, dowcipem, jedna anegdota wyprzedza drugą i nie sposób spamiętać wszystkich przesadnych ekscentryczności (przykładowo: dopiero po skończonej lekturze z własnych zapisków przywołałam tę o chałupniczo...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Anomalia w tytule i w treści, a w rzeczywistości dowód na to, że gdy wyjmie się głowę z tradycyjnej szkoły francuskiego pisania, czyli inaczej z le d u p y – excusez-moi, powstanie dynamiczna, przystępna czytanka z rebusem, na kartach której spotkają się i Stephen Colbert, i Romain Gary – którego wspomnieć muszę, bo jego odgrzebanie z pawlacza historii przewidziałam podwójną cyfrę temu, i ktoś tam jeszcze.

Anomalia w tytule i w treści, a w rzeczywistości dowód na to, że gdy wyjmie się głowę z tradycyjnej szkoły francuskiego pisania, czyli inaczej z le d u p y – excusez-moi, powstanie dynamiczna, przystępna czytanka z rebusem, na kartach której spotkają się i Stephen Colbert, i Romain Gary – którego wspomnieć muszę, bo jego odgrzebanie z pawlacza historii przewidziałam...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Jak żywe mogą być martwe szczątki. Na przykładzie powieści Iidy Turpeinen da się stwierdzić, że wystarczająco, by na ich podstawie dokonać osiągnięcia na wielu płaszczyznach. Formalnej, ponieważ mieści się tu książka popularno-naukowa, podróżnicza (Alaska, Wyspy Beringa!, odrobina Rosji), przyrodnicza, kronikarska (?), historyczna z akcentem na przywołanie z mroków zapomnianych kobiet, w tym także tych atypowych (epileptyczna siostra alaskańskiego gubernatora). Oraz emocjonalnej – w trakcie lektury nie opuszcza poczucie straty, ale przede wszystkim rozczarowanie i rozpacz wywołane przez fakt niewygodny i chętnie zapominany: człowiek to największy szkodnik, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi. Uwypuklają się refleksje nad bagatelizowaną ekologią i wypływającą z niej moralnością. Czy raczej na odwrót – to poczucie moralności powinno wskazywać nam zrównoważone współżycie ze światem zastanym. Jaka jednak jest rzeczywistość, nietrudno zobaczyć.

Zarzucana gdzieniegdzie dygresyjność formy tylko wzbogaca całość, tworząc z niej nadzwyczajne literackie doświadczenie. Dawno, jeśli nie nigdy, nie trafiłam na tak pięknie oddane procesy fizjologiczne. Oto biologia+, którą mogłabym zgłębiać. Niech lekcje w końcu czemuś posłużą.

Jak żywe mogą być martwe szczątki. Na przykładzie powieści Iidy Turpeinen da się stwierdzić, że wystarczająco, by na ich podstawie dokonać osiągnięcia na wielu płaszczyznach. Formalnej, ponieważ mieści się tu książka popularno-naukowa, podróżnicza (Alaska, Wyspy Beringa!, odrobina Rosji), przyrodnicza, kronikarska (?), historyczna z akcentem na przywołanie z mroków...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Mogłabym tu zrecyklować, bezwstydnie sparafrazować własne słowa postawione przy okazji „Wojny z pięknem”: „Bardzo deprymująca lektura dla kogoś, kto tak jak ja poznał Szwecję przede wszystkim ze strony wiejskiej i sielskiej”, i na tym zakończyć. Odrobinę refleksyjnie dodam jednak – czytaniu „Matki…” towarzyszą rozczarowanie, frustracja, liczne pytania: czy tak ma zostać. Będąc z tych, którzy od razu szukają rozwiązań problemu, nawet jeśli ich nie realizują i nie przechodzą do czynu, zastanawiam się, czy podsunięte jako wyjście z sytuacji większa ochrona dzieci (cokolwiek oznacza) oraz regulacja przepływu narkotykow (jakkolwiek wprowadzona) mają szansę (jakąkolwiek) uleczyć sytuację. Po korporacyjnemu chciałoby się poprosić o symulację. Rzeczywistość tak daleka jest kołnierzyków i biurek.

Mogłabym tu zrecyklować, bezwstydnie sparafrazować własne słowa postawione przy okazji „Wojny z pięknem”: „Bardzo deprymująca lektura dla kogoś, kto tak jak ja poznał Szwecję przede wszystkim ze strony wiejskiej i sielskiej”, i na tym zakończyć. Odrobinę refleksyjnie dodam jednak – czytaniu „Matki…” towarzyszą rozczarowanie, frustracja, liczne pytania: czy tak ma zostać....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Puste, bo się z nich wychodzi ku końcowi, ku utracie. Zbiera się w nich lub znosi rzeczy z innych, by minimalnie zawładnąć przestrzenią.

Każdy z domów-opowiadań niepokojący, flirtujący z poczuciem normalności, nawet moralności (MAJTKI). Budowa misterna, zaprojektowana z kunsztem, jednak bardzo budżetowa pod kątem użytych środków. Schweblin wspaniale potrafi człowieka-czytelnika zaniepokoić, sprawić, by w odpowiedzi na jej słowa czuło się jednocześnie horror, jak i ogłupiający zachwyt.

Puste, bo się z nich wychodzi ku końcowi, ku utracie. Zbiera się w nich lub znosi rzeczy z innych, by minimalnie zawładnąć przestrzenią.

Każdy z domów-opowiadań niepokojący, flirtujący z poczuciem normalności, nawet moralności (MAJTKI). Budowa misterna, zaprojektowana z kunsztem, jednak bardzo budżetowa pod kątem użytych środków. Schweblin wspaniale potrafi...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Najbardziej bezpośrednio wśród wszystkich swoich powieści Jane nadaje o kondycji swojej heroiny, jej statusie społecznym i tym, jak brak zamążpójścia wpływał na jej stan psychiczny (źle, to były mroczne czasy). Sporo dostaje się też ojcu, człowiekowi próżnemu i marnemu. Zgodnie z obraną konwencją, w samym dialogu dzieje się dużo, całkiem odwrotnie niż w wydarzeniach. To charakterystyka postaci, nie konstrukcja odróżnia „Perswazje” od pozostałych 5 dokonań JA. I skoro już przyszło nam żyć w świecie statystyk – to wprawdzie niechętnie – w osobistym rankingu umieściłabym je na miejscu 3, kolejno po „Opactwie…” i „Rozważnej i romantycznej”. Na wzgórzu tego wyboru jestem w stanie dokonać żywota.

Tak zatem dochodzę do końca czytania Austen w jej rocznicowym roku. A pomyśleć, że mogłam czytać Muminki, które również w dwa zero dwa pięć obchodziły jubileusz.

Najbardziej bezpośrednio wśród wszystkich swoich powieści Jane nadaje o kondycji swojej heroiny, jej statusie społecznym i tym, jak brak zamążpójścia wpływał na jej stan psychiczny (źle, to były mroczne czasy). Sporo dostaje się też ojcu, człowiekowi próżnemu i marnemu. Zgodnie z obraną konwencją, w samym dialogu dzieje się dużo, całkiem odwrotnie niż w wydarzeniach. To...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Z „Rzeczy, których nie wyrzucił” pamiętam, że matka Wichy regularnie do „Emmy” powracała. Potrzebę rozumiem, choć nie w pełni podzielam. Na tym etapie czytania dokonań Jane wiem, że koneserką nie zostanę, niemniej to chyba jej najbardziej ożywcze dokonanie, głównie przez bogate intryganctwo i rozbuchane dziewczyństwo.

Z „Rzeczy, których nie wyrzucił” pamiętam, że matka Wichy regularnie do „Emmy” powracała. Potrzebę rozumiem, choć nie w pełni podzielam. Na tym etapie czytania dokonań Jane wiem, że koneserką nie zostanę, niemniej to chyba jej najbardziej ożywcze dokonanie, głównie przez bogate intryganctwo i rozbuchane dziewczyństwo.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

„Zamek…” musiał zakiełkować, by „Kwiaty na poddaszu” mogły wyrosnąć, nawet jeśli w porównaniu do tego pierwszego są w sumie marnymi badylami.

„Zamek…” musiał zakiełkować, by „Kwiaty na poddaszu” mogły wyrosnąć, nawet jeśli w porównaniu do tego pierwszego są w sumie marnymi badylami.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Nieoczekiwany zachwyt. Gdyby nie szpetne okładki kolejnych wydań, może trafiłabym do „Domu…” wcześniej, a tak włóczyłam się, nie wiedząc, że zawiera to, za czym przepadam najbardziej: aurę niepokoju, na której niesamowitość składają się głównie niedomówienia. Jest tu także Eleanor, od tego momentu „ulubienica” oraz źródło mojej nieskończonej sympatii i fascynacji.

Nieoczekiwany zachwyt. Gdyby nie szpetne okładki kolejnych wydań, może trafiłabym do „Domu…” wcześniej, a tak włóczyłam się, nie wiedząc, że zawiera to, za czym przepadam najbardziej: aurę niepokoju, na której niesamowitość składają się głównie niedomówienia. Jest tu także Eleanor, od tego momentu „ulubienica” oraz źródło mojej nieskończonej sympatii i fascynacji.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Był wrzesień. Czytałam szkolną „Klaudynę…”. Tego jednego puzzla brakowało mi do złożenia całości. Postać tytułowa, ale można te słowa odnieść też do samej powieści: rozbrajająca, łobuzerska. Jak jednak już stwierdzono – za każdą rogatą duszą kryje się melancholia. W ramach dopisku, mądrości w sprawie doboru specjalisty ochrony zdrowia: „Czy ten doktor pogrzebał wszystkich swoich chorych, że ma tyle wolnego czasu?”.

Był wrzesień. Czytałam szkolną „Klaudynę…”. Tego jednego puzzla brakowało mi do złożenia całości. Postać tytułowa, ale można te słowa odnieść też do samej powieści: rozbrajająca, łobuzerska. Jak jednak już stwierdzono – za każdą rogatą duszą kryje się melancholia. W ramach dopisku, mądrości w sprawie doboru specjalisty ochrony zdrowia: „Czy ten doktor pogrzebał wszystkich...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Przeczytane niejako w hołdzie dla Raluk mojego byłego życia zawodowego. Trochę jak od nich, podobnie odbiłam się i od tej Raluki. „Teo…” doceniam jako, fragmentami, odę (?) do języków romańskich i ogólnie tejże kultury (jeden rozdział został napisany nawet z zachowaniem zasad exposé!). Straciła mnie jednak przy wzmiance o Pawle Pawlikowskim. Chodzi o wybór, nawet nie o achronologiczność, której zresztą tu w nadmiarze.

Przeczytane niejako w hołdzie dla Raluk mojego byłego życia zawodowego. Trochę jak od nich, podobnie odbiłam się i od tej Raluki. „Teo…” doceniam jako, fragmentami, odę (?) do języków romańskich i ogólnie tejże kultury (jeden rozdział został napisany nawet z zachowaniem zasad exposé!). Straciła mnie jednak przy wzmiance o Pawle Pawlikowskim. Chodzi o wybór, nawet nie o...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Wielopoziomowo wyborne. Ekranizację powinien (był) wyreżyserować Walerian Borowczyk.

Wielopoziomowo wyborne. Ekranizację powinien (był) wyreżyserować Walerian Borowczyk.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Cóż, jakby podsumować ten dramat rodzinny i drobiazgowy obraz przemocy domowej, od wieków sprzedawany nieświadomym masom czytelniczym jako romans niemal wszech czasów. Na pewno trudno puścić do niego Charli xcx.

Adnotacja 20/02/2026: Akurat „House” można posłuchać, pasuje, Emily propsuje.

Cóż, jakby podsumować ten dramat rodzinny i drobiazgowy obraz przemocy domowej, od wieków sprzedawany nieświadomym masom czytelniczym jako romans niemal wszech czasów. Na pewno trudno puścić do niego Charli xcx.

Adnotacja 20/02/2026: Akurat „House” można posłuchać, pasuje, Emily propsuje.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Nie odchodząc od zasady, że o tak pokaźnych formatem dziełach należy pisać wyłącznie krótko, oto moja rozprawa na temat dzieła Dukaja, Jacka: formalnie „LÓd” = cUd.

Nie odchodząc od zasady, że o tak pokaźnych formatem dziełach należy pisać wyłącznie krótko, oto moja rozprawa na temat dzieła Dukaja, Jacka: formalnie „LÓd” = cUd.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , ,

Zmyślna książka-asemblaż refleksji o rzeczach, analogicznie również na jej kartach wystepujących w zbiorach. W ramach „dodania czegoś od siebie”: jestem tak zaprogramowana, że nie zdarza mi się płakać w trakcie składania liter. Tutaj jednak przy przywołaniu zamykania (nie zamknięcia – to był proces) nieodżałowanego, kochanego kina Neptun, powieka nie raz zadrżała ze wzruszenia i na nowo wznieconej złości!

Zmyślna książka-asemblaż refleksji o rzeczach, analogicznie również na jej kartach wystepujących w zbiorach. W ramach „dodania czegoś od siebie”: jestem tak zaprogramowana, że nie zdarza mi się płakać w trakcie składania liter. Tutaj jednak przy przywołaniu zamykania (nie zamknięcia – to był proces) nieodżałowanego, kochanego kina Neptun, powieka nie raz zadrżała ze...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

„Ornament”, ale wbrew tytułowi brak tu ozdobników. Trudno to wyjaśnić, mogę tylko powiedzieć, że jest w tym coś „architektonicznego”. I intrygujące, ożywcze idee. Do tego frapujące obrazy, narastające poczucie niepokoju i deficyt wyjaśnień. Tak, jak być powinno.

„Ornament”, ale wbrew tytułowi brak tu ozdobników. Trudno to wyjaśnić, mogę tylko powiedzieć, że jest w tym coś „architektonicznego”. I intrygujące, ożywcze idee. Do tego frapujące obrazy, narastające poczucie niepokoju i deficyt wyjaśnień. Tak, jak być powinno.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Duże cechy niepowtarzalności. Nowoczesne pisanie, jest w nim ożywczość, młodość; słowa znane, ale układające się w nowe konstelacje. Opisy miejsc już wiele razy opisywanych – świeże. Oddają niezastałe obrazy, widziane wprawdzie wcześniej, tutaj zyskujące nowy odblask. Wydawać by się mogło, że części te powinny wejść w skład czegoś większego. Tak jednak nie jest i o to właśnie chodzi, jak podejrzewam.

Duże cechy niepowtarzalności. Nowoczesne pisanie, jest w nim ożywczość, młodość; słowa znane, ale układające się w nowe konstelacje. Opisy miejsc już wiele razy opisywanych – świeże. Oddają niezastałe obrazy, widziane wprawdzie wcześniej, tutaj zyskujące nowy odblask. Wydawać by się mogło, że części te powinny wejść w skład czegoś większego. Tak jednak nie jest i o to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Sławek to taki pisarz, który na pewno był wzorowym uczniem. Miły, poprawny, przez co nieznośny. Nic tu nie zgrzyta, ale pikawka w miejscu oznacza brak zachwytu. Oczywiście to nie nasze ostatnie spotkanie, bo jak nie dać kolejnej szansy twórcy, który tak olbrzymią pasję i troskę okazuje swoim okolicom, mniej lub bardziej wyzoomowanym. Dodatkowe punkty za nieuznawanie wyższości Krakowa nad niczym, ale to już z wywiadu na marginesie.

Sławek to taki pisarz, który na pewno był wzorowym uczniem. Miły, poprawny, przez co nieznośny. Nic tu nie zgrzyta, ale pikawka w miejscu oznacza brak zachwytu. Oczywiście to nie nasze ostatnie spotkanie, bo jak nie dać kolejnej szansy twórcy, który tak olbrzymią pasję i troskę okazuje swoim okolicom, mniej lub bardziej wyzoomowanym. Dodatkowe punkty za nieuznawanie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Jeden z dokumentów rozpatrywany w trakcie obrad Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości.

Jeden z dokumentów rozpatrywany w trakcie obrad Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Dziennik Anne Frank Ari Folman, David Polonsky
Ocena 7,7
Dziennik Anne Frank Ari Folman, David Polonsky

Na półkach: , , ,

Istnieją takie książki, o których wszyscy wiedzą; które są obecne w przestrzeni (pop)kulturowo-literackiej, i może właśnie przez swoją „nadobecność” zdają się zbyt oczywiste, by po nie sięgnąć. Taka przynajmniej była moja dotychczasowa relacja z dziennikiem Anne Frank. Wprawdzie nadal nie doszłam do źródła, ale dzięki seansowi „Occupied City” Steve’a McQueena (4H latania nad Amsterdamem mogą odmienić człowieka), a następnie temu wyrysowanemu wielowymiarowo komiksowi jestem bliżej niż kiedykolwiek. Kolorowe obrazki nie czynią tej historii mniej tragiczną. Zanim ostatecznie zapoznam się z oryginałem, to tymczasowo wersja „Dziennika…”, którą chcę mieć na półce.

Istnieją takie książki, o których wszyscy wiedzą; które są obecne w przestrzeni (pop)kulturowo-literackiej, i może właśnie przez swoją „nadobecność” zdają się zbyt oczywiste, by po nie sięgnąć. Taka przynajmniej była moja dotychczasowa relacja z dziennikiem Anne Frank. Wprawdzie nadal nie doszłam do źródła, ale dzięki seansowi „Occupied City” Steve’a McQueena (4H latania...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to