-
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać28 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać441 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Biblioteczka
2026-03-20
2026-03-18
Przygody Corbetta zawsze dobrze się czyta.
Ale tym razem brakuje trochę dreszczyka emocji. Nawet pojawienie się Profesora Fella jest jakieś bezbarwne, mało ekscytujące.
Trochę też wydarzeń jest typu "deus ex machina", gdyby ich nie było, a są z gatunku bardzo nieprawdopodobnych, akcja powieści smutno by się zakończyła.
Czyli - niezłe czytadło, ale poprzednie tomy były lepsze.
Co nie znaczy, że z niecierpliwością nie czekam na kolejny tom przygód Matthew.
Przygody Corbetta zawsze dobrze się czyta.
Ale tym razem brakuje trochę dreszczyka emocji. Nawet pojawienie się Profesora Fella jest jakieś bezbarwne, mało ekscytujące.
Trochę też wydarzeń jest typu "deus ex machina", gdyby ich nie było, a są z gatunku bardzo nieprawdopodobnych, akcja powieści smutno by się zakończyła.
Czyli - niezłe czytadło, ale poprzednie tomy były...
2026-03-14
Ale mnie sentyment wziął.
Nie jestem co prawda z pokolenia Pawła czy Anuli, ale przecież problemy młodych ludzi nie zmieniają się specjalnie (choć co do czasów dzisiejszych, to już nie wiem).
Jest w tych felietonach Zientarowej coś ujmującego za serce, coś prawdziwego. Nawet przaśne realia PRLu nie są w stanie przesłonić przekazu tych opowieści: postarajmy się siebie zrozumieć.
I lubmy się nawzajem!
Ale mnie sentyment wziął.
Nie jestem co prawda z pokolenia Pawła czy Anuli, ale przecież problemy młodych ludzi nie zmieniają się specjalnie (choć co do czasów dzisiejszych, to już nie wiem).
Jest w tych felietonach Zientarowej coś ujmującego za serce, coś prawdziwego. Nawet przaśne realia PRLu nie są w stanie przesłonić przekazu tych opowieści: postarajmy się siebie...
2026-03-13
Monumentalne dzieło!
Szkoda, że przeczytałem je tak późno.
Pewnie w młodości zachwyciłbym się jeszcze bardziej.
Ale i tak - przeczytać należy koniecznie.
Monumentalne dzieło!
Szkoda, że przeczytałem je tak późno.
Pewnie w młodości zachwyciłbym się jeszcze bardziej.
Ale i tak - przeczytać należy koniecznie.
2026-03-07
Świat staje się coraz bardziej fantastyczny, zdaje się, że nawet literaci za nim nie nadążają. Stąd pewnie ten regres SF – skoro rzeczywistość jest fantastyczna, to literatura już nie musi.
Tu gładko nawiążę do tematu wiodącego numeru: teorii spiskowych. Kiedyś miałem takie podejście jak JeRzy czy pan Piotr Tarczyński. Bzdury i tyle!
Ale jak sobie przypomnę sprawę „talibów w Klewkach”, kiedy to GW wyśmiewała taką teorię bez umiaru, a potem okazało się, że CIA miało więzienie dla Afgańczyków w Szymanach? Czy najnowsza sprawa Epsteina? Albo wypowiedź Obamy o Obcych?
Teorie spiskowe w 99% to bzdury. Ale właśnie – zostaje ten 1%!
Wróćmy więc do literatury.
Na początku polskiej.
„Likwidatorzy” Macieja Szmajdzińskiego – fajny świat, z tak prostolinijnym i łopatologicznym zakończeniem, że aż oczy bolą. Nadzieja jest, że jako odprysk większej całości ten tekst się gdzieś tam tłumaczy. Bo jako osobny twór jest po prostu naiwny i nijaki.
„O czym szepczą fale w Nolsoy” Magdaleny Anny Sakowskiej – ojjj, „literatura”. Znaczy – strasznie ciężko mi się czytało. Bardzo ozdobny język, akcji mało. Natomiast, co podkreślę, to moja subiektywna ocena. Bo rozumie decyzję Jury. To po prostu obiektywnie dobry tekst! Ale z rodzaju tych, których ja osobiście czytać nie lubię.
„Stowarzyszenie nieumarłych poetów” Michała Puchalskiego – a jeśliby pytali Państwo, jaką literaturę czytać lubię, to właśnie taką! Lekką, dowcipną i pędzącą do przodu. Ależ mi się ten tekst spodobał. Budzi we mnie od razu wspomnienia moich dawnych lektur, jak „Jednym zaklęciem” L. Watts-Evansa czy cyklu o magu Kedrigernie J. Morressy’ego. Są tacy, którzy zapominają, że literatura to rozrywka (twórcy weird SF, na was patrzę). Puchalski na szczęście nie zapomina! Może jakiś zbiorek opowiadań? Czy są minusy? A są. Wyjątkowo powiem, że tekst wydał mi się za krótki. „Mięsa” mi w środku trochę zabrakło. Może we wspomnianym zbiorze?
I podsumowując – wyjątkowo zgadzam się decyzjami Jury NFowego konkursu – nagrodzone teksty to teksty świetne, acz skierowane do całkiem różnych czytelników!
To teraz zagraniczna część nowego numeru.
„Wodny duch z Harrowby Hall” Johna Kendricka Bangsa – staroć! Lubię, więc mi się spodobało. Ale wkrótce zapomnę.
„Transmutacja Giovanniego Livigna” Davide Bosello – mówiłem coś wyżej o weird? Nie moja bajka (no chyba że pisze Wybranietz).
„Różowa gorycz samotności” Saszy Kozłowa – nie jest to moje ulubione opowiadanie numeru. Za to ma niezwykle zajmującą koncepcję, i za to brawa. Do tego służy SF. Do otwierania horyzontów! Proszę o więcej takich tekstów.
„Przez ciernie” Maksyma Gacha – czy to jest w ogóle SF? Czy reportaż z wprowadzania „nowego świetlanego ustroju” między niczego nie rozumiejących chłopów? Wiemy, czym się to skończyło. I dalej dajemy wiarę tym, którzy wiedzą lepiej. Czy można byłoby ten tekst wskazać jako lekturę szkolną?
Publicystyka to wywiad z Autorem wspomnianej książki o teoriach spiskowych. Odnotowałem!
Oraz o tematach mnie mało interesujących, czyli nieznanych mi Wodogrzmotach Małych (no nie trafiłem niestety) oraz o słuchowiskach. No cóż… Jak to mówił Frank Zappa – „pisanie o muzyce to jak tańczenie o literaturze”. Dla mnie książki to litery, a opowiadać to można bajki dzieciom na dobranoc (znowu przypomnę, to moje osobiste zdanie). I może obszedłbym ten artykuł szerokim łukiem, gdyby nie wiążąca się z nim paskudna okładka. Najpierw koty, teraz to? Można zamówić okładki jednobarwne?
Ze smutkiem stwierdzam znikomą liczbę recenzji książek, które bardzo sobie cienię i które czasem biorę za przewodnik, co warto nabyć.
Świat staje się coraz bardziej fantastyczny, zdaje się, że nawet literaci za nim nie nadążają. Stąd pewnie ten regres SF – skoro rzeczywistość jest fantastyczna, to literatura już nie musi.
Tu gładko nawiążę do tematu wiodącego numeru: teorii spiskowych. Kiedyś miałem takie podejście jak JeRzy czy pan Piotr Tarczyński. Bzdury i tyle!
Ale jak sobie przypomnę sprawę „talibów...
2026-03-04
Czy ta książka mi się podoba?
Tak!
Czy mogłaby być lepsza?
Zdecydowanie!
Jeśli ktoś chciałby znaleźć archetyp powieści dla dorastających dziewcząt, już znalazł!
"Pulpecja".
Mnóstwo uczuć, dużo "purpurowych", barwnych opisów, akcji mało... (Róża i Tygrysek ratują ten tom!).
Nie czyta się tego źle, a ponieważ Autorka niebagatelny talent ma, to stwierdzę, że nawet bardzo dobrze, ale... Czegoś tu brak.
Biorę poprawkę na to, że poprzednie tomy działy się w latach dla mnie dobrych (70 0 80-te), zaś lata 90-te generalnie kojarzą mi się koszmarnie.
Do tego coś przyszłość związku Pulpecji i Baltony rysuje mi się w czarnych barwach.
Zobaczymy, co się zdarzY1
Czy ta książka mi się podoba?
Tak!
Czy mogłaby być lepsza?
Zdecydowanie!
Jeśli ktoś chciałby znaleźć archetyp powieści dla dorastających dziewcząt, już znalazł!
"Pulpecja".
Mnóstwo uczuć, dużo "purpurowych", barwnych opisów, akcji mało... (Róża i Tygrysek ratują ten tom!).
Nie czyta się tego źle, a ponieważ Autorka niebagatelny talent ma, to stwierdzę, że nawet bardzo...
2026-02-28
Czytałem już antologię Planety Czytelnika o wampirach ("Martwce"), czas na teksty o... krwiożerczych pomidorach.
Kto wpadł na pomysł takiego motywu przewodniego? Nie wiem, ale ustawił przed Autorami poprzeczkę niezwykle wysoko. Jak do tego tematu podeszli autorzy opowiadań?
Niestety, niektórzy poszli na łatwiznę. Cóż prostszego, jak zmutować sympatyczne roślinki i napuścić na ludzi? Trzeba dać odpór. No i zaczyna się jatka!
Taki schemat, nieubogacony niczym ciekawszym, mamy w tekstach „Zginiesz” Anny Kłodnickiej i „Żywocie Czerwonka” Olafa Pajączkowskiego (opka do zapomnienia). BTW – kto zaczyna antologię od tekstów najsłabszych?
Metodą na przełamanie stereotypu może być dodanie humoru (z reguły czarnego) – tu bywa różnie. Od kuriozalnego, najgorszego w antologii, „Epizodu zero” Mariusza Kaszyńskiego, z od czapy doklejonym zakończeniem, gdzie nawet stylizacja zgrzyta jak pestki tomatów w zębach, przez epatującą humorem zawodówkowym (bo w liceum to już bardziej wyrafinowany humor panuje) „Tomatokalipsę” Marcina Zwolenia, przez poprawne, takie jak "Potrzeba czyni mordercę” Aleksandry Knap, aż do całkiem odjechanych, z ciekawym pomysłem, „Gargamelowych piersi jego ukochanej” Kornela Mikołajczyka (ten tekst przeczytałem z przyjemnością).
Można do pomidorowych historii dodać trochę grozy gotycko-lovecraftowej, co bywa dobrym pomysłem. Jak w „Nawozie organicznym” Michała Medwida i Zeter Zelke, gdzie świadome nawiązania do Lovecrafta aż wylewają się z tekstu. Gotyckie z ducha są teksty „Odmiana Tembe Roge” Michała Gralaka i „Dr Jack Eel i pan Heinz” Jacka Pelczara. Poprawne, i tyle mogę o nich napisać. O dziwo, tym samym zdaniem mógłbym skwitować kończące zbiór opowiadanie literackiej gwiazdy – Grahama Mastertona, napisany z pomocą Karoliny Mogielskiej ”Posmak śmierci” Bez wzruszeń, niestety!
Nie spodobał mi się tekst Tomka Miłowickiego „Szkarłat, krew i złoto”, niezwykle turpistyczny, do tego kojarzący mi się z wytworami Młodej Polski.
Już powiedziałem co mi się nie podobało. A czy są w antologii teksty, na które warto zwrócić uwagę? Na szczęście są.
Zacznę od Zeter Zelke, bo oprócz „Nawozu organicznego” Zelke dała nam jeszcze brawurowy „Czas tomatoidów”, będący napisaną po bandzie parodią „Wojny światów” i „Men In Black”. Całkiem ciekawe jest „Delirium solaneum”, łączące opowieść o policjantach ze studium popadania w szaleństwo.
Bardzo spodobał mi się tekst Aleksandry Cebo, „Kutichipuy – tomatl”, która ciekawie ogrywa krainę pochodzenia pomidorów i egzotyczną scenerię.
Palmę pierwszeństwa w zbiorze przyznaję Marcie Zając za „Lalkarza”. Być może dlatego, że to groza dosyć tradycyjna, Kingowska z ducha, ale Autorka sprawnie splata sporo wątków, tworząc z nich spójną, ciekawą całość!
Czy warto czytać?
Tak, szczególnie ostatnie z wymienionych przeze mnie tekstów, ale ze smutkiem stwierdzam, że nadzwyczaj trudny temat wykrzesania ze smacznej roślinki obiektu grozy przerósł większość Autorów.
Ps. A teraz zapraszam do konsumpcji sałatki z pomidorów ;)
Czytałem już antologię Planety Czytelnika o wampirach ("Martwce"), czas na teksty o... krwiożerczych pomidorach.
Kto wpadł na pomysł takiego motywu przewodniego? Nie wiem, ale ustawił przed Autorami poprzeczkę niezwykle wysoko. Jak do tego tematu podeszli autorzy opowiadań?
Niestety, niektórzy poszli na łatwiznę. Cóż prostszego, jak zmutować sympatyczne roślinki i napuścić...
2026-02-22
I tak to jest, jak się kupuje książkę w necie...
Nie zwróciłem uwagi na tył okładki. A tam stoi jak wół, że Autorka to wytwór GW i TVN.
No cóż...
Przeczytałem.
Ta książka ma dobre momenty. W sumie warto przeczytać. Ale należy mieć świadomość, że pojawią się nieuchronnie kwiatki typu: "Ani w przypadku klimatu, ani wywołanych ruchami płyt tektonicznych trzęsień nie ma jednak możliwości, stwierdzenia, jak miałyby się sprawy, gdyby nie nasza działalność" (str. 76).
No tak, człowiek nie odpowiada jedynie za wybuchy supernowych, ale współcześni uczeni nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, więc kto wie?
O hipisach Autorka pisze tak: "Chcieli żyć razem (…) oddychać przyrodą, a nie ją eksploatować, być samowystarczalni, a nie uzależnieni od świstka z wypłatą”. Jasne! Żeby nie eksploatować przyrody da się żyć tylko pozyskując energię ze Słońca, a bycie samowystarczalnym znaczy żebranie i grzebanie po śmietnikach, co Autorka barwnie opisuje.
Są wspaniałe skróty myślowe - o filozofii Dalekiego Wschodu:„(…)obdarzonemu tym umysłem i dodatkowo wolną wolą człowiekowi pisane jest bycie panem wszelkiego stworzenia” (str. 142). Aha, czyli buddyści mogą być panami stworzenia, ale kiedy mówi to inna religia to już jest męska patriarchalna zaborczość?
Autorka myli paskudnie dr Jekylla i mr. Hyde'a (str 187). Wstydź się, Redakcjo!
Natomiast interesujący obraz San Francisco to taki, że to niewielkie miasteczko starające się być kimś ponad stan posiadania, zmuszające mieszkańców do posiadania niestandardowych zarobków.
Ale niech ktoś mi wytłumaczy - czemu ci Amerykanie, których nie stać na mieszkanie we Frisco, nie pojadą tam, gdzie taniej? (casus kobiety z emeryturą, która pewnie doskonale mogłaby żyć na jakimś amerykańskim zadupiu)
Co się Autorce udało? Pokazanie Ameryki, która właściwie dobra jest tylko dla zarabiających dużo ponad średnią. Bo ani ci aspirujący do lepszego życia techies, ani ci, których życie wyrzuciło na margines, szczęścia w Ameryce nie znajdą.
Rozgadałem się!
Podsumuję te wszystkie, bazujące na kompletnie chybionych pomysłach, próby naprawy stanu rzeczy: "To nowoczesne, humanitarne i empatyczne podejście w praktyce okazuje się tylko mrzonką” (str. 242)
No cóż, był już taki ustrój walczący bohatersko z problemami, które w żadnym innym ustroju nie występowały!
I tak to jest, jak się kupuje książkę w necie...
Nie zwróciłem uwagi na tył okładki. A tam stoi jak wół, że Autorka to wytwór GW i TVN.
No cóż...
Przeczytałem.
Ta książka ma dobre momenty. W sumie warto przeczytać. Ale należy mieć świadomość, że pojawią się nieuchronnie kwiatki typu: "Ani w przypadku klimatu, ani wywołanych ruchami płyt tektonicznych trzęsień nie ma...
2026-02-18
O czym ja właściwie czytałem?
Dwieście stron galimatiasu i gmatwania akcji, po czym zakończenie, które niczego nie wyjaśnia. Sprawy nie ułatwia fakt, że część przeżyć bohaterki może być ułudą, hajem narkotykowym (zatrucie roślinną toksyną) bądź wspomnieniami wszczepionymi pod hipnozą.
Gość chciał napisać "literaturę". Czyli nabombił multum znaków, z których (jak na razie) nic nie wynika.
Piszę "na razie", bo są jeszcze tego dwa tomy.
Warto czytać dalej?
O czym ja właściwie czytałem?
Dwieście stron galimatiasu i gmatwania akcji, po czym zakończenie, które niczego nie wyjaśnia. Sprawy nie ułatwia fakt, że część przeżyć bohaterki może być ułudą, hajem narkotykowym (zatrucie roślinną toksyną) bądź wspomnieniami wszczepionymi pod hipnozą.
Gość chciał napisać "literaturę". Czyli nabombił multum znaków, z których (jak na razie)...
2026-02-15
Kolejny kompletnie mi nieznany teatr wojenny.
Bliski Wschód podczas I wojny światowej. Bo książka opisuje całościowo kampanię bliskowschodnią, a nie tylko jedną bitwę.
Wielce zajmujące!
Kolejny kompletnie mi nieznany teatr wojenny.
Bliski Wschód podczas I wojny światowej. Bo książka opisuje całościowo kampanię bliskowschodnią, a nie tylko jedną bitwę.
Wielce zajmujące!
2026-02-13
Autorka zapragnęła "Noelką" wziąć czytelnika pod włos - umiejscowienie akcji w Wigilię, ulubione Święto Polaków, to wszak strzał w dziesiątkę.
I niemal tak jest. Bo jak zwykle u Musierowcz, są uczucia i jest Dobro.
Ale jednak Autorka przeszarżowała - motyw z cygańskimi dziećmi i Wigilią wśród obcokrajowców nie wypalił. Jest zbyt nieprawdopodobny, nawet jak na powieść dziejącą się w Wigilię.
I czasowo się powieść nie spina - bohaterowie zawsze trafiają do poszczególnych domów akurat we właściwym czasie. Ja wiem, metafora itd., ale jednak...
Toteż tylko osiem gwiazdek.
Autorka zapragnęła "Noelką" wziąć czytelnika pod włos - umiejscowienie akcji w Wigilię, ulubione Święto Polaków, to wszak strzał w dziesiątkę.
I niemal tak jest. Bo jak zwykle u Musierowcz, są uczucia i jest Dobro.
Ale jednak Autorka przeszarżowała - motyw z cygańskimi dziećmi i Wigilią wśród obcokrajowców nie wypalił. Jest zbyt nieprawdopodobny, nawet jak na powieść...
2026-02-11
Naiwne, pełne dziur logicznych, dydaktyczne, niedzisiejsze.
Ale przeczytałem (ponownie) ze sporym zainteresowaniem.
Współczesna młodzież obejdzie szerokim łukiem, dla mnie niezwykle sentymentalna lektura z młodości.
(gwiazdka więcej właśnie z sentymentu)
Naiwne, pełne dziur logicznych, dydaktyczne, niedzisiejsze.
Ale przeczytałem (ponownie) ze sporym zainteresowaniem.
Współczesna młodzież obejdzie szerokim łukiem, dla mnie niezwykle sentymentalna lektura z młodości.
(gwiazdka więcej właśnie z sentymentu)
2026-02-08
Bardzo ciekawe!
Może jak dla mnie trochę zbyt szczegółowe, ale zdecydowanie rewiduje utarte poglądy, np. takie jak te o biegach francuskich czołgów(jeden do przodu, cztery wsteczne).
No i wskazanie trzech osób, które przyczyniły się najbardziej do upadku Francji też wiele mówiące: Weygand, Guderian, Brooke.
Konkluzja jest oczywista - umiesz liczyć, licz na siebie. I nie wierz w gładkie słówka polityków!
Bardzo ciekawe!
Może jak dla mnie trochę zbyt szczegółowe, ale zdecydowanie rewiduje utarte poglądy, np. takie jak te o biegach francuskich czołgów(jeden do przodu, cztery wsteczne).
No i wskazanie trzech osób, które przyczyniły się najbardziej do upadku Francji też wiele mówiące: Weygand, Guderian, Brooke.
Konkluzja jest oczywista - umiesz liczyć, licz na siebie. I nie...
2026-02-05
Rok temu skarżyłem się, że luty był jakiś taki niewyraźny – ni zima, ni wiosna. No to mam za swoje! Mrozy, brrr…
Za to w nowym numerze NF...
Ale nie wyprzedzajmy faktów.
Z prozy polskiej.
„Maliny” Katarzyny Wierzbickiej – mimo, że przeczytałem z pewnym zainteresowaniem (jak na fantasy), to coś mi w tym tekście nie gra. Nawet nie to, że to opowiadanie obyczajowe, mogące się obyć bez szczątkowych elementów fantastycznych w nim zawartych. Ale dodatkowo jeszcze zgrzytał mi w nim język. Jakaś choćby leciutka stylizacja by się przydała? Bo chłopi (a raczej baby) ze wsi mówiący językiem mieszkańców Mokotowa czy Pragi-Północ brzmią dosyć dziwnie.
„Dwa zęby” Marcina Opolskiego – bardzo sprawnie napisane opowiadanie. Czytało się bardzo dobrze, bo lubię takie „migawki” ze świata, który pojawia się tu i ówdzie. Pewnie bawiłbym się jeszcze lepiej, gdybym znał mitologię nordycką, ale ona nie budzi mojego specjalnego zainteresowania. Tym niemniej – bardzo dobry tekst!
Czas na dwa teksty nagrodzone w konkursie literackim „NF”.
„Mecenas Krzywda” Anny Fijałek – bardzo nie lubię postawy „ja napisałbym to lepiej”. Ale niestety, mam sporo zastrzeżeń do tego opowiadania. Logicznych: sto lat to jednak bardzo długo, nawet jak na sprawy ciągnące się przed polskimi sądami. Skoro „urazy fizyczne [po przemianie] nie regenerowały się już nigdy”, to jak wyglądały zęby tych wampirów? Czy przez sto lat nikt nie skaleczył się przy "krojeniu chleba"? Bohaterowie powinni być fizycznymi wrakami. Ok, niby to taka konwencja, ogrywana w filmach, ale oczekuję od autorów konsekwencji – jeśli mówisz A, to musi z tego wynikać B. Dalej – język. Bohaterowie mówią tak, jakby byli jedną postacią. Są kompletnie niezróżnicowani. Do tego, jak na zakończenie, które ma wstrząsnąć czytelnikiem, tekst jest zdecydowanie za długi i wymowa tegoż zakończenia rozmywa się niestety.
Reasumując – jak dla mnie niezasłużone wyróżnienie. Z całym szacunkiem dla Autorki, czeka ją jeszcze wiele lektur i wiele prób pisarskich, zanim osiągnie poziom „zjadliwości tekstu”.
„Świt nad Adramelechem” Żanety Siemsi-Pindur – no cóż, fantasy… Ale całkiem niesztampowe, wciągające. Nie całkiem moja bajka, ale tu akurat rozumiem, dlaczego przyznano laury! Dobry tekst.
„Fazan” Kajetana Szokalskiego – tym razem fantasy ubrana w szaty baśni. Ze względu na to, że to krótki tekst, forma opowieści nie przytłoczyła przesłania i wyszło całkiem zgrabne opowiadanie. Mnie się podobało!
Z prozy zagranicznej.
„Gra Koziorożca” Roberta Silverberga – przypowiastka o długowieczności, nieznośnie rozdęta niepotrzebnymi szczegółami. Nie trafiło do mnie to opowiadanie. Aha, kiedy się dzieje akcja? Chyba nie był to „siódmy stycznia tysiąc dziewięćset dziewiątego roku”, jak to widnieje na początku tekstu?
„Moja walka” Lavie Tidhara – jak lubię tego Autora, to jednak uważam, że pewnych rzeczy nie powinno się tykać (podkreślę – to moja subiektywna opinia). Czy tekst ze Stalinem w roli dobrodusznego przedszkolanka, bawiącego się z maluchami, albo Pol Potem jako dobrotliwym staruszkiem, gładzącym wnuki po główkach, wniósłby coś do naszego oglądu świata, do naszej oceny tych postaci? Tego tekstu nie ratują nawet wstawki z getta, dodane chyba wtedy, kiedy Autor zorientował się, że przeszarżował.
„Co począć, gdy twoje dziecko zbłądzi z bożej drogi” Sama J. Millera – tu powiem bardzo delikatnie: nie jestem „targetem” tego typu opowieści. Za stary jestem, inaczej postrzegam świat. Tyle!
A w publicystyce.
Narzekać będę dalej. „Krew i brokat” Pauliny Jasik – trochę bełkotliwy, czasem nielogiczny tekst, za to na modny temat. Ale że tu także „targetem” nie jestem, to zauważę tylko, że normy społeczne muszą być „wpajane na siłę” i „mocno zakorzenione”, bo dlatego są właśnie normami społecznymi. To nie są zachowania, które wybieramy lub nie. Narzuca je społeczeństwo, w którym żyjemy. Zaznaczę, że one się oczywiście zmieniają w czasie, ale nie błyskawicznie. I z technikaliów – Autorka ma niemiłą manierę wrzucania przecinka przed „czy”. Czasem można, ale nie przy wyliczaniu.
O wiele bardziej spodobali mi się „Uczniowie Hermesa” Łukasza Czarneckiego. Choć z fantastyką ma niewiele wspólnego, to jest to solidny artykuł historyczny. Lubię!
Co do „wirusa szczęścia” – prozę Shustermana cenię, więc może kiedyś sięgnę. Za to fenomenu „Pluribus” nie rozumiem. Świetny pomysł, rozmyty, nieznośnie rozciągnięty na dziewięć odcinków, kiedy wystarczyłyby dwa, góra trzy. Oglądnąłem nudząc się coraz bardziej.
Kosikowi podpowiem, że nie nadąża za rzeczywistością :P. Standard ePUAP odchodzi do lamusa, aktualnie obowiązujące są eDoręczenia. Świat pędzi, czyż nie?
Reasumując – w porównaniu z zawartością ostatnich numerów, tym razem poziom (jak dla mnie) mocno, mocno niespecjalny.
Rok temu skarżyłem się, że luty był jakiś taki niewyraźny – ni zima, ni wiosna. No to mam za swoje! Mrozy, brrr…
Za to w nowym numerze NF...
Ale nie wyprzedzajmy faktów.
Z prozy polskiej.
„Maliny” Katarzyny Wierzbickiej – mimo, że przeczytałem z pewnym zainteresowaniem (jak na fantasy), to coś mi w tym tekście nie gra. Nawet nie to, że to opowiadanie obyczajowe, mogące się...
2026-01-31
Nie jest to najlepsza książka MacLeana, jaką czytałem, mimo to gość pisze tak, że nie sposób się oderwać.
Można Autorowi wybaczyć oldskulowość, chandlerowatość i momentami brak logiki, bo MacLeana się po prostu pochłania!
Nie jest to najlepsza książka MacLeana, jaką czytałem, mimo to gość pisze tak, że nie sposób się oderwać.
Można Autorowi wybaczyć oldskulowość, chandlerowatość i momentami brak logiki, bo MacLeana się po prostu pochłania!
2026-01-29
Trochę Reverte przesadza z tym popisywaniem się erudycją - Conan Doyle, filmy hollywoodzkie z pierwszej połowy ubiegłego wieku...
Zagadki kryminalnej też nie można rozwiązać bez informacji podanych na ostatnich stronach.
Mimo to jest to jednak przyjemna lektura - staroświecka, rzekłbym.
I takie właśnie lubię ;)
Trochę Reverte przesadza z tym popisywaniem się erudycją - Conan Doyle, filmy hollywoodzkie z pierwszej połowy ubiegłego wieku...
Zagadki kryminalnej też nie można rozwiązać bez informacji podanych na ostatnich stronach.
Mimo to jest to jednak przyjemna lektura - staroświecka, rzekłbym.
I takie właśnie lubię ;)
2026-01-24
Dziwna to książka.
Wewnątrz są trzy, odrębne opowiadania, wciśnięte chyba dla podpompowania objętości.
Autor ciekawie buduje zagadki, ale ich rozwiązanie nie jest satysfakcjonujące.
To jeszcze nie TEN Zajdel, jeszcze nabiera wprawy w pisaniu.
Dziwna to książka.
Wewnątrz są trzy, odrębne opowiadania, wciśnięte chyba dla podpompowania objętości.
Autor ciekawie buduje zagadki, ale ich rozwiązanie nie jest satysfakcjonujące.
To jeszcze nie TEN Zajdel, jeszcze nabiera wprawy w pisaniu.
2026-01-23
Brak doktora i Karola Gordona - no szok!
Trochę się wynudziłem przy lekturze. Fabuła dosyć naciągana, jasne momoenty to opisy ówczesnych miast i Yambadika.
Odhaczone.
Brak doktora i Karola Gordona - no szok!
Trochę się wynudziłem przy lekturze. Fabuła dosyć naciągana, jasne momoenty to opisy ówczesnych miast i Yambadika.
Odhaczone.
2026-01-18
To mogłaby być ciekawa książka.
Bo i temat interesujący, i Autor dryg do pisania ma.
Ale...
No właśnie, w Historycznych Bitwach Bellony ta fraza powtarzać się będzie jak mantra - NATYCHMIAST zatrudnić Redatora.
Pan Romanowski ma w ogóle jakąś skłonność do tworzenia baboli, bo jego "Massalia 49 p.n.e." się od nich roi i była to (moim zdaniem) najgorsza książka z serii HB.
A w "Bibracte" jest i ordynarny błąd ortograficzny ("chartują"), i błędy wynikające z niestaranności (antyczny pisarz raz nazywany jest Azyniuszem Pollionem, raz Asinusem Pollio, raz jeszcze inaczej), z niedbałości ("doszło do zawarcia sojuszu pomiędzy Trewerami a Cezarami" - to ilu tych Cezarów tam było?).
Autor trzy razy powtarza cytat o próbach uwolnienia od pilum przebitych tarcz Galów przez potrząsanie ramionami, cały początek powtórzony jest w zakończeniu itd itp.
O literówkach nawet mówił nie będę, bo jest ich bez liku.
To mogłaby być dobra książka.
Po porządnej redakcji!
To mogłaby być ciekawa książka.
Bo i temat interesujący, i Autor dryg do pisania ma.
Ale...
No właśnie, w Historycznych Bitwach Bellony ta fraza powtarzać się będzie jak mantra - NATYCHMIAST zatrudnić Redatora.
Pan Romanowski ma w ogóle jakąś skłonność do tworzenia baboli, bo jego "Massalia 49 p.n.e." się od nich roi i była to (moim zdaniem) najgorsza książka z serii HB.
A...
2026-01-15
Ponad rok temu zachwycałem się pierwszym tomem cyklu "Podzieleni". Nadszedł czas na tom drugi.
Niestety, tym razem zachwytów nie było. To cały czas solidne rzemiosło, ale nielogiczności fabuły coraz bardziej zaczynają uwierać, wątki obyczajowe już tyle świeżości nie mają, a przyjemności z lektury nie dodaje fakt, że to klasyczny tom przejściowy - wiele wątków zostaje niedokończonych, urwanych.
Przyznam, że tym razem nieco mnie ta lektura zmęczyła.
Jak będzie dalej? Nie omieszkam się podzielić wrażeniami po oczekującej lekturze.
Ponad rok temu zachwycałem się pierwszym tomem cyklu "Podzieleni". Nadszedł czas na tom drugi.
Niestety, tym razem zachwytów nie było. To cały czas solidne rzemiosło, ale nielogiczności fabuły coraz bardziej zaczynają uwierać, wątki obyczajowe już tyle świeżości nie mają, a przyjemności z lektury nie dodaje fakt, że to klasyczny tom przejściowy - wiele wątków zostaje...
Dość obiektywna książka wspomnieniowa o losach żołnierza niemieckiego.
Oczywiście, tragedia zaczyna się dopiero wtedy, gdy Niemcy zaczynają przegrywać, bo wszystko wcześniej jest cacy.
Cóż, taki to naród.
Warto jednak przeczytać o "wyczynach" Armii Czerwonej na zdobytych niemieckich terenach i ich stosunek do cywili.
Warto wiedzieć, co to za mordercza tłuszcza z tych ruskich.
Dość obiektywna książka wspomnieniowa o losach żołnierza niemieckiego.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOczywiście, tragedia zaczyna się dopiero wtedy, gdy Niemcy zaczynają przegrywać, bo wszystko wcześniej jest cacy.
Cóż, taki to naród.
Warto jednak przeczytać o "wyczynach" Armii Czerwonej na zdobytych niemieckich terenach i ich stosunek do cywili.
Warto wiedzieć, co to za mordercza tłuszcza z tych...