-
Artykuły
Przesłuchanie Przemysława Piotrowskiego. Mocna premiera książki „Markiz"
LubimyCzytać6 -
Artykuły
Najlepsza literatura faktu teraz 45% taniej na matras.pl
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Grzechy główne według Piotra Górskiego
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Miłość w cieniu wielkiej historii. Rozmowa z Joanną Jax
LubimyCzytać2
Biblioteczka
2026-03-21
Przeczytałam już wszystkie książki jakie ukazały się na polskim rynku, dotyczące Pablo Escobara i kartelu z Medellin. Teraz mogłam całą sytuację odnośnie handlu narkotykami w Kolumbii w latach 80-tych i 90-tych poznać od drugiej strony, czyli z relacji osoby blisko związanej z konkurencją i wrogiem Escobara czyli kartelem z Cali, który w 1989 roku zwerbował do współpracy byłego komandosa – Jorge Salcedo.
Ojciec chrzestny kolumbijskiego syndykatu kokainowego – Miguel Rodriguez Orejuela zatrudnił Salcedo z dwóch powodów:
*aby chronił bossów tej organizacji i ich rodziny
*aby zabił ich największego konkurenta i zaciekłego wroga – szefa kartelu z Medellin – Pablo Escobara.
Z czasem został on szefem ochrony kartelu z Cali i nie spodziewał się (chyba dosyć naiwnie), iż nie da się z tej pracy dobrowolnie zrezygnować. Pełnił więc podwójną rolę doradcy do spraw bezpieczeństwa kartelu i dyżurnego myśliwego, polującego na Escobara. Tolerowanie przemocy, jakiej się dopuszczał kartel, przychodziło Jorgeowi z coraz większym trudem. Miał dosyć również wszechobecnej korupcji. W pewnym momencie zdał sobie sprawę, że albo sam zacznie zabijać, albo zabiją jego. Wówczas wpadł na pomysł, iż życie może mu ocalić jedynie podjęcie współpracy z Amerykanami z DEA. W dniu 06.08. 1995 roku Jorgemu udało się oddać szefa największej organizacji przestępczej na świecie – Miguela Rodrigeza Orejuelę w ręce wymiaru sprawiedliwości, a przy okazji uratować życie księgowego kartelu – Guillermo Pallomariego. Przekazał władzom również dokumenty, które na ogromną skalę ujawniły korupcję w kręgach władzy oraz przyłożył rękę do klęski kartelu z Cali. W związku z tym, razem z całą rodziną musiał wyjechać do Ameryki, zmienić tożsamość i wymazać całą przeszłość. Jednak najważniejsze jest to, że jego rodzina przeżyła i została objęta programem ochrony świadków.
Niesamowicie emocjonująca lektura, trzymająca w napięciu. Momentami zbyt szczegółowo opisane pewne kwestie, co bywało nużące, ale ogólnie dramaturgia książki niezwykle wysoka, szczególnie w końcówce, gdy trwało polowanie na Miguela i nie było wiadomo jak to się skończy oraz czy kartel w miarę szybko połapie się, że „sprzedał” ich Salcedo i czy zdążą wykonać egzekucję na nim i jego rodzinie zanim ucieknie z Kolumbii. Wszystko jest tym bardziej przerażające, iż wydarzyło się naprawdę. Książka ma również walor edukacyjny, gdyż jasno i wyraźnie pokazuje jaki los czeka osobę, którą zdecyduje się wstąpić do takiej organizacji jak kartel narkotykowy. Mocne!
Przeczytałam już wszystkie książki jakie ukazały się na polskim rynku, dotyczące Pablo Escobara i kartelu z Medellin. Teraz mogłam całą sytuację odnośnie handlu narkotykami w Kolumbii w latach 80-tych i 90-tych poznać od drugiej strony, czyli z relacji osoby blisko związanej z konkurencją i wrogiem Escobara czyli kartelem z Cali, który w 1989 roku zwerbował do współpracy...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-18
Kolejny (czwarty już) tom z serii LANGER to w moim odczuciu lekkie przeciąganie struny. Te pierwsze trzy tomy wyszły autorowi bardzo przyzwoicie i można było na tym poprzestać. Natomiast teraz zaczyna się powtarzanie pewnych wątków i stwarzanie jakichś ekstremalnie dziwnych i nieprawdopodobnych sytuacji. Powracają stare demony, które jedzą odgrzewane kotlety, a czytelnik zaczyna mieć wrażenie, że to wszystko już było.
Skoro cała seria o Langerze, to pojawia się oczywiście główny bohater, który siedzi w więzieniu i nie wiadomo dlaczego spotulniał jak baranek. Kiedy prokurator Paderborn wali w niego jak w worek treningowy, ten biernie się temu poddaje, na sali sądowej też robi z siebie ofiarę losu. W dodatku do akcji wkracza Chyłka, szczątkowo również Zordon oraz wszyscy bohaterowie znani nam z poprzednich części. Aby nie było za nudno, znowu zaatakuje Ozyrys, który jak wiemy został złapany i osadzony, o co więc w tym wszystkim chodzi?
Piotr Langer otrzymuje w więzieniu list od kogoś, kto informuje go, iż w warszawskich Łazienkach pojawią się dwa ciała, będą hołdem dla niego złożonym przez autora listu. W dodatku zabójca odciął ofiarom dolną część ciała, pozostawiając tylko torsy (jak u posągów), a w gałkach ocznych i ustach umieścił pająki. Jakiś czas później mamy również zwłoki wypełnione pszczołami i dżdżownicami. Sprawę prowadzi dwójka prokuratorów: Olgierd Paderborn i Karolina Siarkowska, którzy przy okazji prowadzonego śledztwa próbują uporać się ze swoim życiem osobistym. Czy zejdą się ze sobą?
Z ręką na sercu przyznam, że książkę czytało się bardzo szybko, co nie zmienia faktu, iż została ona naszpikowana masą nieprawdopodobnych wydarzeń, a wszystko tak ze sobą wymieszane, poplątane, że w pewnym momencie zaczęłam się w tym gubić. Do tego autor „nasprowadzał” bohaterów z innych swoich powieści i wszystkich wrzucił do jednego wora, powodując niezły kocioł. Jeśli dorzucimy do tego drastyczne sceny morderstw i tortur, kanibalizm, trochę sexu, wulgarnych, ale czasem błyskotliwych i zabawnych tekstów Chyłki, to otrzymamy mieszkankę piorunującą, która w efekcie końcowym może przynieść nam trochę relaksu i rozrywki i tak bym do tego podeszła. Autor planuje kolejną część, no więc czekamy i zobaczymy co tym razem wymyśli.
Kolejny (czwarty już) tom z serii LANGER to w moim odczuciu lekkie przeciąganie struny. Te pierwsze trzy tomy wyszły autorowi bardzo przyzwoicie i można było na tym poprzestać. Natomiast teraz zaczyna się powtarzanie pewnych wątków i stwarzanie jakichś ekstremalnie dziwnych i nieprawdopodobnych sytuacji. Powracają stare demony, które jedzą odgrzewane kotlety, a czytelnik...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-15
Jedna z moich ulubionych autorek – Pani Joanna Jax najczęściej osadza losy bohaterów swoich książek na tle burzliwych dziejów historycznych i udaje jej się stworzyć niepowtarzalny klimat, który powoduje, iż lektura staje się nieodkładalna. Tak było i tym razem.
Opisane tu wydarzenia mają miejsce w niezwykle trudnym dla Polski okresie historycznym, bo tuż po jej rozbiorze. A przy okazji odwiedzamy na kartach książki przepiękne miejscowości, należące kiedyś do naszego kraju, jak choćby Krzemieniec czy Wilno.
I przechodząc do bohaterów powieści, muszę przyznać, iż główna bohaterka – Aleksandra ogromnie mnie irytowała. Jest żoną Miłosza, ale ma dzieci z innymi mężczyznami, w tym córkę z rosyjskim zaborcą – generałem Duninem. Nie mogłam zrozumieć co co faceci w niej widzieli. Niby chciała pozostać wierna Miłoszowi, ale cały czas łypała czy jednak Dunin ją uwiedzie, chętnie też korzystała z jego pomocy oraz dóbr materialnych, jakie zapewniał jej i dzieciom. Z kolei jej siostra – Klementyna wciąż bezskutecznie walczy o odzyskanie córki, siłą przysposobionej przez szwagierkę. Dla mnie kobieta zupełnie bez wyrazu, jakaś „rozmyta”, mało wyrazista. Natomiast żona Dunina – Konstancja to intrygantka, kobieta przebiegła, sprytna. Ale nie mogłam zrozumieć jej decyzji o oddaniu synka zajęczą wargą do sierocińca, bo tego zażądał od niej małżonek, który z kolei cały czas próbował zaskarbić sobie przychylność Aleksandry. Ewidentnie w tej powieści to kobiety wiodą prym i „grają pierwsze skrzypce”, aczkolwiek żadna z nich nie jest bez wad i ma swoje słabostki albo jak również liczne grzechy na sumieniu.
Natomiast Miłosz zaciąga się do legionów Bonapartego i łącznie przez 10 lat nie ma go w domu, trudno się więc dziwić iż w tej sytuacji Dunin korzysta z sytuacji i próbuje przeciągnąć Aleksandrę na swoją stronę. Czy skutecznie?
Popłynęłam na fali wydarzeń i przeczytałam powieść błyskawicznie. Autorka powróciła w wielkiej formie i oby utrzymała ją jak najdłużej. Sporo dzieje się zarówno w życiu bohaterów, jak i losach naszego kraju, a wszystko to razem zazębia się , tworząc wyborną całość.
Jedna z moich ulubionych autorek – Pani Joanna Jax najczęściej osadza losy bohaterów swoich książek na tle burzliwych dziejów historycznych i udaje jej się stworzyć niepowtarzalny klimat, który powoduje, iż lektura staje się nieodkładalna. Tak było i tym razem.
Opisane tu wydarzenia mają miejsce w niezwykle trudnym dla Polski okresie historycznym, bo tuż po jej rozbiorze....
2026-03-12
Zagłębiając się w tę książkę, nasuwała mi się myśl: "ale to już było", gdyż przez większość stron przewijała się historia życia Pablo Escobara, znana mi z innych lektur opisujących jego życiorys, a w nią wpleciono działalność Pabla związaną z piłką nożną. Kochał ten sport i gdy było go już na to stać, zainwestował w budowę boisk piłkarskich dla dzieci i młodzieży z biednych dzielnic Medellin. Ulubionym klubem piłkarskim Escobara był Atletico National, w który zainwestował sporo pieniędzy. Miał świadomość, że sport, a w szczególności tak lubiana i popularna dyscyplina jak piłka nożna, może być narzędziem zdobywania serc i umysłów mas. W działalności związanej z futbolem "prał" też ( i to nie tylko on) fundusze pochodzące z handlu narkotykami.
Coraz większy napływ narkodolarów korumpował futbol, wpływając na wyniki meczów i wypaczając ideę sportu. Zastraszano czy nawet mordowano sędziów piłkarskich, którzy nie dali się przekupić. Mamy tu możliwość prześledzić historię kolumbijskiego futbolu w erze baronów narkotykowych jak i po niej, jak również poznać losy kolumbijskiej piłki klubowej i reprezentacyjnej na przestrzeni lat.
Z racji tego, iż bardzo lubię czytać książki o tej postaci, z przyjemnością przypomniałam sobie fakty z jego życiorysu, a cokolwiek by o nim nie mówić, to potrafił czerpać z życia pełnymi garściami i brać z niego, to co najlepsze, jakby przeczuwał, iż taka passa nie potrwa długo, gdyż proceder jaki uprawiał wiązał się przecież z wysokim ryzykiem śmierci, czego zresztą miał pełną świadomość. Postać kontrowersyjna, ale barwna. W pewnych obszarach życia ( w tym w piłce nożnej) zrobił dla ludzi więcej niż niejeden polityk. Książkę czyta się szybko, ale ja ją sobie dozowałam po 100 stron, gdyż lubię te klimaty i lektura daje możliwość wejścia za kulisy świata, do którego w realnym życiu nie mamy dostępu. Autor wykonał benedyktyńską robotę, docierając do tak szczegółowych informacji o ważnych dla Kolumbii meczach. Wyśmienita lektura. Polecam!
Zagłębiając się w tę książkę, nasuwała mi się myśl: "ale to już było", gdyż przez większość stron przewijała się historia życia Pablo Escobara, znana mi z innych lektur opisujących jego życiorys, a w nią wpleciono działalność Pabla związaną z piłką nożną. Kochał ten sport i gdy było go już na to stać, zainwestował w budowę boisk piłkarskich dla dzieci i młodzieży z biednych...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-08
Trzecia część serii KRYMINALNY ŚLĄSK okazała się w moim odczuciu najsłabsza, co nie znaczy, że była zła, ale dwie wcześniejsze postawiły poprzeczkę bardzo wysoko. Tym razem temat trochę z mojego środowiska, gdyż również jestem nauczycielką w liceum, dlatego w pewnych momentach raziła mnie sztuczność niektórych sytuacji. Obecnie nie wyobrażam sobie aby jakaś belferka (po śląsku rechtorka) gnębiła w taki sposób uczennice. Szybko zostałoby to ukrócone przez dyrekcję szkoły, a przede wszystkim przez rodziców dzieci. To już nie te czasy, że nauczyciel mógł sobie bezkarnie poużywać na uczniu. Bardziej realna jest odwrotna sytuacja, kiedy to uczeń gnębi nauczyciela. Jednak w PRL-u coś podobnego mogło się zdarzyć, gdyż wówczas szkoły jeszcze funkcjonowały na innych zasadach, a nauczyciel wzbudzał respekt.
Ponownie spotykamy głównego bohatera czyli dziennikarza Borysa Dyrdę, który potwornie mnie irytuje. Facet zupełnie nieporadny w sprawach damsko-męskich, również nie popisał się ani jako mąż ani jako rodzic. Jest w związku z Krysią, ale chwilowo od niej odszedł i pomieszkuje w redakcji gazety, w której pracuje. Owa Krysię ma najwyraźniej w głębokim poważaniu, za to wzdycha do byłej kochanki , policjantki – Agaty Romskiej, która pociąga go sexualnie. Po śmierci syna, narkomana popadł w jakiś marazm, ale wyciąga go z niego prośba Krystyny, aby zajął się sprawą zamordowanej Marianny Szczerby - nauczycielki chemii w jednym z katowickich ogólniaków. O dokonanie zbrodni została oskarżona 16-letnia uczennica, gnębiona przez tę kobietę. Dziewczyna jest lękliwa, wycofana, zakompleksiona. Czy byłaby zdolna do takiego czynu? Tym bardziej, że jak się okazuje, znacznie więcej uczniów miało powody aby pałać chęcią ukatrupienia znienawidzonej belferki. A może nauczycielka miała też jakichś wrogów poza szkołą?
Podczas, gdy Dyrda zaczyna drążyć sprawę, przesłuchiwać świadków, poznajemy kulisy życia zarówno zamordowanej kobiety jak i oskarżonej o tę zbrodnię dziewczyny. Przy okazji nurzamy się w śląskiej biedzie, beznadziei, szarości dnia codziennego . Ta śląskość wyziera z każdej strony, przesiąka przez kartki powieści jak wilgoć przez ściany śląskich kamienic.
Na jaw wychodzi jeszcze jedna zagadkowa sprawa sprzed lat, czyli zabójstwo Bożeny Kawki, w którym jednym z podejrzanych był ojciec zamordowanej Marianny Szczerby. Czy ktoś po latach mści się za to, że nie został on postawiony w stan oskarżenia i ukarany tak jak dwóch innych oprawców?
Lektura dosyć ciekawa, nawet mocno się wciągnęłam w całą sprawę. A autorka bardzo sprawnie zwodziła czytelnika, myląc tropy i do samego końca nie potrafiłam rozwiązać tej zagadki kryminalnej, a finał mocno mnie zaskoczył. Natomiast na minus dla mnie niesympatyczny główny bohater czyli detektyw Dyrda – nieudacznik życiowy, kobieciarz, co dziwi, biorąc pod uwagę, iż jest niechlujem i flejtuchem, który jednak ma „nosa” do spraw, o których pisze w swojej gazecie, zdolność ( w przeciwieństwie do policji) do rzeczowej oceny sytuacji i rozwiązania śledztwa. Na tle dwóch poprzednich części ta wypadła dosyć przeciętnie, ale i tak uważam, że warto po nią sięgnąć.
Trzecia część serii KRYMINALNY ŚLĄSK okazała się w moim odczuciu najsłabsza, co nie znaczy, że była zła, ale dwie wcześniejsze postawiły poprzeczkę bardzo wysoko. Tym razem temat trochę z mojego środowiska, gdyż również jestem nauczycielką w liceum, dlatego w pewnych momentach raziła mnie sztuczność niektórych sytuacji. Obecnie nie wyobrażam sobie aby jakaś belferka (po...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-05
Któż nie kojarzy tego demonicznego domu z charakterystycznymi oknami, które uważa się za oczy diabła? Zanim sięgnęłam po książkę, obejrzałam filmy dokumentalne i fabularne o całej tej niezwykłej i przerażającej historii i teraz właściwie tylko mogłam porównać na ile to wszystko, co jest mi znane ze szklanego ekranu, znalazło swoje odzwierciedlenie w literaturze.
Horror oparty na faktach. Tragiczna historia jednej rodziny, upiorna następnej oraz historia samego domu, w którym zdaje się tkwić źródło zła, ale czy na pewno? Przecież aktualnie też ktoś go zamieszkuje, a nie słychać o żadnych incydentach, które miałyby się tam odbywać.
Wszystko zaczęło się 13.11. 1974r... W domu przy Ocean Avenue 112 znajdującym się w małej, malowniczej miejscowości Amityville miało miejsce masowe morderstwo, którego dokonał Ronald Defeo. Zastrzelił rodziców, dwóch braci i dwie siostry, za co otrzymał wyrok dożywotniego więzienia. Podobno słyszał głosy, które skłoniły go do tej zbrodni. A szeptał mu do ucha sam diabeł.
Następnie dom kupili George i Kathlen Lutzowie wraz z trójką dzieci. Wprowadzając się tam, mieli wiedzę i świadomość tego, co się w tym domu wydarzyło. A mimo tego nawet nie zmienili wyposażenia tylko przejęli wszystkie sprzęty, meble pozostawione po poprzedniej rodzinie. Dom poświęcił ksiądz , który potem przed długi czas miewał bardzo wysoką gorączkę i krwawiące pęcherze na rękach, a tej rezydencji bał się jak diabeł święconej wody i unikał jej jak ognia, chociaż rodzina prosiła go o ponowne poświęcenie, gdyż zaczęły się tam dziać przerażające zjawiska, ale czy faktycznie tak było? Nawet jeśli Lutzowie trochę podkolorowali i wyolbrzymili fakty, to nie ulega wątpliwości, że każdy kto przekroczył próg domu , nie chciał już więcej wracać do tego miejsca.
Autor może nie odkrył tu Ameryki, gdyż sprawa znana i szeroko opisywana oraz filmowana, jednak opisał całą historię w sposób ciekawy, ale też stonowany, co bardzo mi się podobało. Książkę szybko i przyjemnie się czyta, jest dreszczyk emocji, trochę strachu oraz rodzące się pytania, na które zapewne nigdy nie otrzymamy odpowiedzi. Warto przeczytać również posłowie, a całość oceniłabym jako bardzo dobry horror, oparty na faktach, ale na ile wiarygodnych? Na to już każdy z czytelników powinien sobie sam odpowiedzieć. PS. Pisząc tę opinię, drętwiała mi ręka, niechcący przycisnęłam przycisk kasujący całą recenzję, przez chwilę widziałam czarne plamy na prawej dłoni, a w końcu źle się poczułam. Mam tylko nadzieję, że to nie duch z Amityville ...
Któż nie kojarzy tego demonicznego domu z charakterystycznymi oknami, które uważa się za oczy diabła? Zanim sięgnęłam po książkę, obejrzałam filmy dokumentalne i fabularne o całej tej niezwykłej i przerażającej historii i teraz właściwie tylko mogłam porównać na ile to wszystko, co jest mi znane ze szklanego ekranu, znalazło swoje odzwierciedlenie w literaturze.
Horror...
2026-03-02
Komedia kryminalna to gatunek, przy którym zamiast się relaksować, zazwyczaj mocno się męczę, gdyż te książki są zazwyczaj słabe. Wyjątek stanowi Joanna Chmielewska i to też wybiórczo, bo ma w swojej twórczości powieści genialne jak i słabiutkie. W przypadku Pani Marty Obuch widać, że posiada lekkie pióro i duży potencjał, jednak przemycane tu własne poglądy i stereotypy mocno mnie do niej zniechęciły. Również galimatias i natłok bohaterów przyczyniły się do tego, że odbiór całej tej opowieści stał się na tyle męczący, iż po przeczytaniu trzystu stron poddałam się i odłożyłam książkę.
Autorka odbywa podróż sentymentalną do czasów dzieciństwa i to akurat jest fajne. Po dwudziestu siedmiu latach wraca do Staropola w gminie Przyrów i patrzy na całe otoczenie oczami dziecka, jakim była przed laty, a jednak dostrzega upływ czasu, odciśnięty w tym miejscu i dziwi ją to jak wszystko się zmieniło. Z okazji 50-tych urodzin mamy głównej bohaterki - Tosi, ma się tam spotkać cała rodzina i spora część znajomych. W jej oczach ta mama jawi się jako zgrzybiała staruszka, której menopauza totalnie pomieszała w głowie. Wyraźnie demonizuje okres przekwitania, a przecież podobnie jak okres dojrzewania, każda kobieta przechodzi to bardzo różnie. I tu kłaniają się stereotypy. Ale dalej jest jeszcze ciekawiej. Otóż 70-letnią osobę postrzega jako skamielinę czy truchło. Wychowałam się w szacunku do starszych osób i bardzo razi mnie takie podejście. Jeżeli to miało być zabawne, to mnie nie śmieszyło. Ta cała Tosia (Antonina Biczak) przy okazji odkrywa sekrety rodzinne, ulega wypadkowi, a jakby tego było mało, to na torach zostają znalezione zwłoki samobójcy, mającego zapisany na ręce jej numer telefonu. Trochę dziwna też była dla mnie relacja Tosi z Lulkiem i nie wiem jak się ostatecznie potoczył ich związek, gdyż nie doczytałam do końca. I przy okazji kolejny "kwiatek" czyli opinia na temat mężczyzn, mówiąca, iż:" Faceci w okolicach trzydziestki wciąż chcą mieć stosunki dwa razy dziennie, nieważne z kim, choćby z rurą od odkurzacza". Nie podzielam tego poglądu, nie kupuję tego humoru, gdzie wciąż pojawiają się ( w moim odczuciu) niesmaczne odniesienia do ludzkiej sexualności.
Ne podobało mi się nachalne reklamowanie książki "Chłopki" oraz wplatanie własnych poglądów, jak chociażby ten na temat Rosjan, którzy zdaniem autorki, na przestrzeni lat tak bardzo zniewalali Polskę. Żyłam w czasach, gdy stacjonowali w moim mieście i mam na ten temat inne zdanie. A już z pewnością nie czułam się zniewolona.
Bardzo mocno zmęczyła mnie książka, która powinna bawić i dawać wytchnienie. Powodował to chaos sytuacyjny, namnażanie bohaterów, w których nie mogłam się połapać, silenie się na dowcip, często wprawiający mnie w zakłopotanie, zażenowanie, posługiwanie się stereotypami na temat ludzi w różnym wieku, wyolbrzymianie negatywnych reakcji kobiet w okresie menopauzy, reklamowanie innej książki, przemycanie własnych poglądów, przez co człowiek zamiast się ubawić, umęczył się, wynudził, irytował. Być może jestem już za stara (coś pomiędzy skamieliną a truchłem) na tego typu literaturę. Możliwe, że bardziej trafi ona w gust młodszego pokolenia. Ja chyba całkowicie dam sobie spokój z komediami kryminalnymi, bo to ewidentnie gatunek nie dla mnie.
Komedia kryminalna to gatunek, przy którym zamiast się relaksować, zazwyczaj mocno się męczę, gdyż te książki są zazwyczaj słabe. Wyjątek stanowi Joanna Chmielewska i to też wybiórczo, bo ma w swojej twórczości powieści genialne jak i słabiutkie. W przypadku Pani Marty Obuch widać, że posiada lekkie pióro i duży potencjał, jednak przemycane tu własne poglądy i stereotypy...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Na fali tego, co się niedawno wydarzyło w Meksyku po zabiciu barona narkotykowego El Mencho, postanowiłam sięgnąć po książkę „El Narco” aby lepiej zrozumieć mechanizmy rządzące światem przestępczym w tym kraju. Media informowały o pożarach, blokadach tras i atakach na lokale handlowe oraz publiczne. Jeśli chodzi o kartele, to wszystko, co z nimi związane jest bardzo ruchome i zmienne: jedni giną lub trafiają do więzienia, a ich miejsce zajmują kolejni bandyci. Panuje powszechna opinia, mówiąca, iż Meksyk to kraj rządzony i opanowany przez kartele, a jaka jest tego skala, pokazuje właśnie ta książka, aczkolwiek czytelnik ma świadomość, że struktury karteli ulegają zmianie i treść książki może nieco straciła na aktualności, jednak dokładnie oddaje mechanizmy rządzące handlem narkotykami.
Brytyjski dziennikarz – Ioan Grillo rozmawia z Gonzalo, płatnym zabójcą (sicario) pracującym dla meksykańskich karteli narkotykowych. Jest przykładem tego, że w Meksyku droga od policjanta do kryminalisty to niestety, zatrważająco częsta rzeczywistość.
Czy Meksyk jest narkopaństwem? Czy istnieją narkoterroryści? Handlarzy narkotyków określa się tam zbiorczym terminem El Narco. W tym kraju funkcjonuje siedem głównych organizacji przestępczych: Sinaloa, Juarez, Tijuana, Familia,, Beltran Leya, zatoka oraz Zetos. Przestępczość zorganizowana jest tam sposobem na życie całego segmentu społeczeństwa. Należy zdać sobie sprawę jak groźny jest to problem oraz zrobić krok do wiedzy jak sobie z nim radzić.
Autor książki wybrał się do Ameryki Łacińskiej z zamiarem zostania korespondentem prasowym egzotycznych krain. Zaś do Meksyku trafił w 2000 roku. Stara się zrozumieć dokąd zmierza wojna narkotykowa i czy można ją powstrzymać. Rozmawiał zarówno z handlarzami narkotyków, jak i z agentami infiltrującymi kartele. Literatura faktu traktująca o El Narco może przyczynić się do lepszego zrozumienia tego śmiercionośnego zjawiska. Historia El Narco to również historia meksykańskich dziennikarzy, którzy narażali życie opisując skalę tego zjawiska.
Meksyk to zdecydowanie kultura dominujących macho, a przykładem tego niech będzie wypowiedź jednego z tamtejszych polityków, twierdzącego, iż kobiety są to:” Urządzenia pralnicze, które noszą kapcie.”
Zainteresowało mnie też opium w sensie jego produkcji oraz działania i dowiedziałam się, że oprócz uwalniania od bólu, daje też poczucie sennej euforii. Gumiarze z Sinaloa przerabiają obecnie część tego specyfiku w heroinę.
Należy docenić benedyktyńską pracę autora włożoną w przygotowanie tej książki, jak również niebezpieczeństwo, na jakie się narażał zbierając do niej materiały. Opisy bardzo drobiazgowe, obszerne, co mnie momentami nudziło, bo na przykład podawał rodzaje broni używanej do różnych akcji narkotykowych albo opisywał zawiłości związane z polityką, agentami DEA, więc było to dla mnie jako kobiety dosyć ciężkie w odbiorze i chwilami – nudne. Nie mniej jednak warto przeczytać aby poznać to wszystko z relacji kogoś, kto bardzo rzetelnie podszedł do zbadania tego problemu.
Na fali tego, co się niedawno wydarzyło w Meksyku po zabiciu barona narkotykowego El Mencho, postanowiłam sięgnąć po książkę „El Narco” aby lepiej zrozumieć mechanizmy rządzące światem przestępczym w tym kraju. Media informowały o pożarach, blokadach tras i atakach na lokale handlowe oraz publiczne. Jeśli chodzi o kartele, to wszystko, co z nimi związane jest bardzo...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-24
Dawno się tak nie umęczyłam przy książce Lisy Gardner... Akcja rozwija się strasznie flegmatycznie i przez pierwszą połowę wieje nudą. Kiedy już zaczyna się coś dziać, czytelnik dosyć szybko jest stanie domyślić się kwestii, które powinny pozostać zagadką aż do końca. Wiele obiecujący tytuł, bardzo entuzjastyczne "polecajki", a tymczasem nie mogłam się doczekać końca tej książki, gdyż okazała się mocno mecząca.
Wszystko rozpoczyna się dosyć mocnym akcentem czyli wypadkiem samochodowym, któremu ulega Annie Frank. Co ciekawe, wcześniej również przydarzyły jej się dwa wypadki, zakończone wstrząśnieniem mózgu. Czy maczał w tym palce jej mąż? W dodatku kobieta po kraksie samochodowej ciągle nawołuje dziewczynkę o imieniu Vero, jednak śledczy odkrywają, że w samochodzie nie jechało z nią żadne dziecko, w dodatku w toku śledztwa wychodzi na jaw, iż jest ona bezpłodna. Czy to możliwe, że schody, ganek, samochód, czyli miejsca w których Annie przytrafiły się kraksy są dziełem przypadku lub też jej nieuwagi, niezdarności, roztargnienia? Wydaje się to mocno podejrzane, dlatego prowadzący śledztwo kierują swoje podejrzenia pod adresem najbliższej (i zresztą jedynej) rodziny kobiety czyli jej męża. Ona sama mówi o mężu w następujący sposób:" Bo przez dwadzieścia dwa lata ten mężczyzna był całym moim światem. Moim jedynym towarzyszem, moim najlepszym przyjacielem, największym źródłem irytacji i najważniejszym źródłem pociechy. Był dla mnie wszystkim."
Dopiero w drugiej połowie książki pojawia się tytułowy Dom dla Lalek i cała mroczna historia z tym związana. Myślałam, że od tego momentu zacznie się dziać i owszem, akcja trochę ruszyła do przodu, ale szału nie było, bo to wszystko takie trochę jak z horroru B klasy. W dodatku ekipa śledcza pracująca nad sprawą Anne Frank, w składzie: detektyw Wyatt Foster, prywatna detektyw i jednocześnie jego dziewczyna - Tessa Leoni oraz D.D. Warren, mająca wgląd w archiwalne akta policyjne tworzyli jakiś niemrawo działający zespół. Podobnie wyglądało ich życie osobiste. Niby dorośli ludzie, a w sprawach sercowych robili względem siebie "podchody" jak dzieci.
Uważam, że thriller powinien mocno trzymać czytelnika "za pysk" i grać na jego emocjach. Tutaj pod tym względem było słabo. Dopiero końcówka powieści czyli jakieś mniej więcej pięćdziesiąt stron mocno mnie poruszyło i obudziłam się z letargu, w jaki wprowadziła mnie autorka rozwlekłą, nijaką, przekombinowaną, a jednak mocno przewidywalną akcją. Na tle innych książek tej autorki, ta wypadła kiepsko .
Dawno się tak nie umęczyłam przy książce Lisy Gardner... Akcja rozwija się strasznie flegmatycznie i przez pierwszą połowę wieje nudą. Kiedy już zaczyna się coś dziać, czytelnik dosyć szybko jest stanie domyślić się kwestii, które powinny pozostać zagadką aż do końca. Wiele obiecujący tytuł, bardzo entuzjastyczne "polecajki", a tymczasem nie mogłam się doczekać końca tej...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-21
O ile wszystkie poprzednie części tej serii nawet mi się podobały, to tym razem niestety, wynudziłam się straszliwie. Nieodparcie pojawiało się odczucie, iż kontynuacja pisana na siłę, na zamówienie, gdyż dużo lania wody, przeciągania struny, sztucznego wydłużania akcji książki. Autor jest bardzo nierówny, gdyż ma w swojej kolekcji zarówno świetne pozycje jak i słabe. Ta niestety, w moim odczuciu należy do tych drugich. Czasami „przelatywałam” przez powieści Pana Mroza jak petarda, gdyż akcja pędziła jak szalona i było dużo emocji, natomiast teraz wiało nudą. Wytrzymałam do połowy i odpuściłam, gdyż nie lubię wodolejstwa i bajdurzenia, które niczego nie wnosi do akcji, a jest tylko zapychaczem stron.
Miejsce akcji to malownicza Krynica Morska i ośrodek Wodnik, w którym odbywa się szkolenie z komunikacji niewerbalnej. W jednym z zamkniętych od środka pokoi zostaje znaleziony nastolatek, a zwłoki odkrywa jego matka, żona prowadzącego ten kurs. Wygląda na to, iż sprawcą zabójstwa jest któraś z obecnych na szkoleniu osób. A może ktoś zabijając 12-letnie dziecko chce się za coś odegrać na jego rodzicach?
Nad rozwiązaniem sprawy głowią się :prokurator Beata Drejer i stary wyjadacz śledczy Edward Edling, od którego owa Beata uczy się tajników odczytywania mowy ciała. Ta dwójka ma się ku sobie, ale ich wzajemne podchody względem siebie są rodem ze szkoły podstawowej. W zasadzie to oni również znajdują się w gronie podejrzanych, jak każdy z tam obecnych. Podstawowym pytaniem pozostaje: kto i dlaczego targnął się na życie 12-letniego chłopca?
I o ile do momentu zabójstwa i chwilę potem akcja się jakoś jeszcze klei, to później wszystko tak się rozmyje, rozmemła, że właściwie nie wiadomo o co chodzi i nie da się tego czytać. Nie ma nawet sensu pisać w jakim kierunku to wszystko poszło, gdyż w pewnym momencie zupełnie się wyłączyłam i odpłynęłam myślami poza karty książki, łapiąc się na tym, że zupełnie przestałam kojarzyć co się tam dalej dzieje. Jak dla mnie – totalna porażka.
O ile wszystkie poprzednie części tej serii nawet mi się podobały, to tym razem niestety, wynudziłam się straszliwie. Nieodparcie pojawiało się odczucie, iż kontynuacja pisana na siłę, na zamówienie, gdyż dużo lania wody, przeciągania struny, sztucznego wydłużania akcji książki. Autor jest bardzo nierówny, gdyż ma w swojej kolekcji zarówno świetne pozycje jak i słabe. Ta...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-17
Znalezienie polskiego autora, który dobrze pisze kryminały o zabarwieniu komediowym, to jak szukanie igły w stogu siana. Jedynie książki Joanny Chmielewskiej ( i to też nie wszystkie) dało się czytać, natomiast reszta autorów, których powieści z tego gatunku wpadły mi w ręce, zwyczajnie nie posiadała talentu ani warsztatu aby dobrze wywiązać się z zadania jakim jest skonstruowanie ciekawej, zabawnej i nieprzerysowanej komedii kryminalnej. Dlatego też z dużą obawą zabrałam się za powieść nieznanej mi autorki - Marty Moeglich. I co? Ogromne, pozytywne zaskoczenie. Przy okazji muszę zaznaczyć, iż nie czytałam części pierwszej czyli "Morderstwo o zapachu kawy" z racji tego, iż nie wiedziałam o jej istnieniu. Jednak nie zakłóciło to w jakiś znaczący sposób odbioru drugiej części traktującej o losach Miśki.
Grupa studentów prestiżowej uczelni na wydziale kryminalistyki otrzymuje od opiekunki roku dosyć nietypowe zadanie. Otóż po otruciu gwiazdy wydziału, za jakiego uchodził profesor Stefan Renier, trzeba jakoś zaliczyć wykładany przez niego przedmiot i pada propozycja aby w ramach praktyki zawodowej studenci przeprowadzili śledztwo w sprawie śmierci profesora. Drugą opcją (którą wybiera większość studentów) jest możliwość przepisania przedmiotu na przyszły rok. W skład nieformalnej studenckiej grupy śledczej wchodzą między innymi: Klara, Julia i Misia, będącą główną bohaterką książki. Najważniejszą kwestią pozostaje znalezienie odpowiedzi na pytanie: jaki był motyw zabójstwa i kto jest sprawcą? Biorąc pod uwagę fakt, iż wykładowca był antypatycznym narcyzem, który źle traktował nie tylko studentów, ale również swoich doktorantów, to potencjalnych podejrzanych może być sporo. Miewał też romanse ze studentkami, pełniącymi rolę jego niewolnic sexualnych. Wspaniały naukowiec, ale zły człowiek. Warto przy okazji wspomnieć, że Misia również ma za sobą dosyć traumatyczną przeszłość, ale o co dokładnie chodzi, to dowiecie się, sięgając po książkę. Czy studentom uda się rozwikłać zagadkę kryminalną a tym samym zaliczyć przedmiot, ale przede wszystkim doprowadzić do złapania sprawcy i doprowadzenia go przed oblicze sprawiedliwości?
Z racji tego, że jestem wieloletnim trenerem na siłowni, moją uwagę zwrócił wątek związany z wizytą Misi w fitness clubie i na jej przykładzie autorka pokazała jak zachowują się niektórzy nowicjusze na swoich pierwszych treningach. Zamiast poprosić fachowców o pomoc w objaśnieniu działania poszczególnych sprzętów, to robią jakieś głupoty bez ładu i składu. Świetnie podsumowuje to następujący cytat:" Czasami gdy widzę, jak ludzie bez sensu machają tymi maszynami, to serio, zastanawiam się czy te sztangi nie mają więcej rozumu." Ten epizod dotyczący siłowni pokazuje doskonały zmysł obserwacji autorki, gdyż jest to sytuacja wyjęta prosto z życia, a dokładnie z sal treningowych.
Jestem pełna uznania dla autorki książki, gdyż odnalezienie się w tym dosyć niewdzięcznym gatunku jest nie lada sztuką. A tutaj mamy interesujący, niebanalny, niepowielony pomysł, w dodatku książka ciekawa i dobrze napisana. Całość jest spójna, logiczna, z domieszką inteligentnego humoru. U innych autorów komedii kryminalnych irytował mnie prostacki dowcip sytuacyjny i słowny oraz infantylność bohaterów a także nieprawdopodobne wręcz zbiegi okoliczności. Na szczęście w tym przypadku mamy do czynienia z lekturą ciekawą, błyskotliwą i mądrą. Sprawna intryga kryminalna osadzona w środowisku akademickim, z trafnym odzwierciedleniem klimatu panującego na uczelni, wciągnęła mnie na dobre.
Doskonale się bawiłam przy tej lekturze, próbując odgadnąć kto stoi za morderstwem kontrowersyjnego profesora i nie udało mi się tego rozszyfrować. To pierwsza od lat komedia kryminalna, którą byłam w stanie doczytać do końca i nie umrzeć z nudów czy nie popadać w irytację. Polecam serdecznie!
Znalezienie polskiego autora, który dobrze pisze kryminały o zabarwieniu komediowym, to jak szukanie igły w stogu siana. Jedynie książki Joanny Chmielewskiej ( i to też nie wszystkie) dało się czytać, natomiast reszta autorów, których powieści z tego gatunku wpadły mi w ręce, zwyczajnie nie posiadała talentu ani warsztatu aby dobrze wywiązać się z zadania jakim jest...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-19
Sięgając po kolejną już powieść B.A. Paris, przekonałam się, iż autorka robi dokładnie to samo, co większość autorów książek, czyli płynąc na fali popularności pisze kolejne książki według jednego schematu. Tylko o ile te schemat sprawdził się przy pierwszej czy drugiej powieści, o tyle przy każdej kolejnej zaczyna to irytować, nudzić i pojawia się przewidywalność zdarzeń. W każdej kolejnej pozycji jest ten sam układ powieści i niemal identyczna konstrukcja, co w każdej poprzedniej książce. I nawet fakt, iż autorka ma ciekawe pomysły i lekkie pióro nie rekompensuje tego, że jednak idzie w kierunku masówki, a jakość jej twórczości wyraźnie spada.
Co mamy ty razem? Przez większość książki zastanawiamy się czy Bret Parker faktycznie zabił studentkę, która wsiadła z nim do auta? Świadkiem tego zdarzenia była Elle Nugen, która zaczyna mieć obsesję na punkcie rzekomego sprawcy morderstwa, co w znaczący sposób zdemoluje jej poukładane dotąd życie. W wyniku różnych zdarzeń z tym związanych, zdecyduje się zmienić tożsamość i miejsce zamieszkania. Jednak po latach demony przeszłości wrócą i kobieta już jako Nell Masters będzie się zmagała ze stalkerem, który ma zamiar ją uśmiercić. Kim jest prześladowca kobiety i dlaczego zamierza pozbawić ją życia? Czy ma to coś wspólnego z wydarzeniami z przeszłości i czy uda jej się uniknąć śmierci?
Pomiędzy poszczególnymi rozdziałami pojawiają się kartki z pamiętnika osoby, która śledzi Nell i przyznam szczerze, iż mocno mnie ten pamiętnik rozbawił, tym bardziej w odniesieniu do treści, gdzie każda strona kończyła się zdaniem:" kiedy cię zabiję.
"
Z pewnością powieść byłaby o wiele ciekawsza, gdyby nie fakt, iż przeczytałam wszystkie poprzednie książki i jak wspomniałam na wstępie, dobrze znany mi już schemat jej powieści mocno mi się opatrzył i suspens nie robił na mnie już takiego wrażenia jak powinien. Owszem, była zagadka kryminalna, zmiana tożsamości, grono podejrzanych, sprytne zwodzenie czytelnika i mylenie tropów, zawiłości miłosne, a wszystko przeplatane pamiętnikiem stalkera czyhającego na życie głównej bohaterki, więc mimo wszystko książkę czytało się szybko, ale znając konstrukcję poprzednich książek autorki, można sobie było wydedukować pewne rzeczy. Pani Paris jeszcze trzyma poziom, ale coraz wyraźniej idzie w ilość a nie w jakość, niestety...
Sięgając po kolejną już powieść B.A. Paris, przekonałam się, iż autorka robi dokładnie to samo, co większość autorów książek, czyli płynąc na fali popularności pisze kolejne książki według jednego schematu. Tylko o ile te schemat sprawdził się przy pierwszej czy drugiej powieści, o tyle przy każdej kolejnej zaczyna to irytować, nudzić i pojawia się przewidywalność zdarzeń....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-17
Znalezienie polskiego autora, który dobrze pisze kryminały o zabarwieniu komediowym, to jak szukanie igły w stogu siana. Jedynie książki Joanny Chmielewskiej ( i to też nie wszystkie) dało się czytać, natomiast reszta autorów, których powieści z tego gatunku wpadły mi w ręce, zwyczajnie nie posiadała talentu ani warsztatu aby dobrze wywiązać się z zadania jakim jest skonstruowanie ciekawej, zabawnej i nieprzerysowanej komedii kryminalnej. Dlatego też z dużą obawą zabrałam się za powieść nieznanej mi autorki - Marty Moeglich. I co? Ogromne, pozytywne zaskoczenie. Przy okazji muszę zaznaczyć, iż nie czytałam części pierwszej czyli "Morderstwo o zapachu kawy" z racji tego, iż nie wiedziałam o jej istnieniu. Jednak nie zakłóciło to w jakiś znaczący sposób odbioru drugiej części traktującej o losach Miśki.
Grupa studentów prestiżowej uczelni na wydziale kryminalistyki otrzymuje od opiekunki roku dosyć nietypowe zadanie. Otóż po otruciu gwiazdy wydziału, za jakiego uchodził profesor Stefan Renier, trzeba jakoś zaliczyć wykładany przez niego przedmiot i pada propozycja aby w ramach praktyki zawodowej studenci przeprowadzili śledztwo w sprawie śmierci profesora. Drugą opcją (którą wybiera większość studentów) jest możliwość przepisania przedmiotu na przyszły rok. W skład nieformalnej studenckiej grupy śledczej wchodzą między innymi: Klara, Julia i Misia, będącą główną bohaterką książki. Najważniejszą kwestią pozostaje znalezienie odpowiedzi na pytanie: jaki był motyw zabójstwa i kto jest sprawcą? Biorąc pod uwagę fakt, iż wykładowca był antypatycznym narcyzem, który źle traktował nie tylko studentów, ale również swoich doktorantów, to potencjalnych podejrzanych może być sporo. Miewał też romanse ze studentkami, pełniącymi rolę jego niewolnic sexualnych. Wspaniały naukowiec, ale zły człowiek. Warto przy okazji wspomnieć, że Misia również ma za sobą dosyć traumatyczną przeszłość, ale o co dokładnie chodzi, to dowiecie się, sięgając po książkę. Czy studentom uda się rozwikłać zagadkę kryminalną a tym samym zaliczyć przedmiot, ale przede wszystkim doprowadzić do złapania sprawcy i doprowadzenia go przed oblicze sprawiedliwości?
Z racji tego, że jestem wieloletnim trenerem na siłowni, moją uwagę zwrócił wątek związany z wizytą Misi w fitness clubie i na jej przykładzie autorka pokazała jak zachowują się niektórzy nowicjusze na swoich pierwszych treningach. Zamiast poprosić fachowców o pomoc w objaśnieniu działania poszczególnych sprzętów, to robią jakieś głupoty bez ładu i składu. Świetnie podsumowuje to następujący cytat:" Czasami gdy widzę, jak ludzie bez sensu machają tymi maszynami, to serio, zastanawiam się czy te sztangi nie mają więcej rozumu." Ten epizod dotyczący siłowni pokazuje doskonały zmysł obserwacji autorki, gdyż jest to sytuacja wyjęta prosto z życia, a dokładnie z sal treningowych.
Jestem pełna uznania dla autorki książki, gdyż odnalezienie się w tym dosyć niewdzięcznym gatunku jest nie lada sztuką. A tutaj mamy interesujący, niebanalny, niepowielony pomysł, w dodatku książka ciekawa i dobrze napisana. Całość jest spójna, logiczna, z domieszką inteligentnego humoru. U innych autorów komedii kryminalnych irytował mnie prostacki dowcip sytuacyjny i słowny oraz infantylność bohaterów a także nieprawdopodobne wręcz zbiegi okoliczności. Na szczęście w tym przypadku mamy do czynienia z lekturą ciekawą, błyskotliwą i mądrą. Sprawna intryga kryminalna osadzona w środowisku akademickim, z trafnym odzwierciedleniem klimatu panującego na uczelni, wciągnęła mnie na dobre. Doskonale się bawiłam przy tej lekturze, próbując odgadnąć kto stoi za morderstwem kontrowersyjnego profesora i nie udało mi się tego rozszyfrować. To pierwsza od lat komedia kryminalna, którą byłam w stanie doczytać do końca i nie umrzeć z nudów czy nie popadać w irytację. Polecam serdecznie!
Znalezienie polskiego autora, który dobrze pisze kryminały o zabarwieniu komediowym, to jak szukanie igły w stogu siana. Jedynie książki Joanny Chmielewskiej ( i to też nie wszystkie) dało się czytać, natomiast reszta autorów, których powieści z tego gatunku wpadły mi w ręce, zwyczajnie nie posiadała talentu ani warsztatu aby dobrze wywiązać się z zadania jakim jest...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-15
O ile pierwsza część losów Alicji wybudzonej po dziesięciu latach ze śpiączki czyli "Jakby jutra miało nie być" zupełnie nie przypadła mi do gustu, o tyle kontynuacja jej losów okazała się nieco ciekawsza, bardziej realna, spójna, było trochę wzlotów i upadków i widać też poprawę stylu autorki, co daje nadzieję na to, iż z każdą kolejną książką Pani Wilgockiej będzie już tylko lepiej, co cieszy tym bardziej, że zapowiada trzeci tom o perypetiach wybudzonej z wieloletniego snu kobiety.
Po różnych komplikacjach i zawirowaniach rodzinnych oraz galimatiasie jaki spowodowało wśród jej bliskich wybudzenie Alicji, postanawia ona wyjechać nad morze aby z dystansem spojrzeć na swoje życie oraz wszystko sobie przemyśleć i poukładać. Wynajmuje pokój u pani Irenki, psycholożki, która w wyniku pewnych okoliczności, utraciła prawo do wykonywania zawodu, ale nie utraciła zdolności do pomocy w rozwiązywaniu ludzkich problemów.
Podczas, gdy Alicja przez te 10 lat pozostawała w zawieszeniu między życiem a śmiercią, jej dwójkę dzieci wychowywał mąż oraz teściowa, Grażynka, z którą bardzo się nie lubiły. Paweł myśląc, że żona już na zawsze pozostanie "śpiącą królewną" związał się z Basią, która twierdzi, że jest z nim w ciąży. Czy w tej sytuacji Alicji uda się odzyskać męża i przywrócić ład w swoim życiu?
Po powrocie znad morza do domu, walczy o odbudowanie swojego życia rodzinnego z mężem i dziećmi, ale kochanka męża również nie odpuszcza. Znienawidzona teściowa z racji tego, iż nie cierpi owej Basi, zmienia podejście do synowej i wreszcie udaje im się żyć w zgodzie i harmonii. Obie przyjaźniły się z Wiesią, która zostawiła Ali swój pamiętnik i przekazała w nim pewną tajemnicę, przy rozwikłaniu której Ala razem z teściową połączą siły i stworzą wspólny front. Sporo też będzie się działo w życiu nastoletnich już dzieci Ali i Pawła czyli starszej Marysi, która chce studiować za granicą oraz Ignacego, zgłębiającego tajniki sztuki fotograficznej.
Ta powieść to lekka obyczajówka, która pokazuje losy pewnej rodziny, w której doszło do tragedii, a gdy wreszcie zły los się odwrócił, musieli sobie poukładać wszystko od nowa. Momentami znowu rażą trochę infantylne zachowania głównych bohaterów (Ala i Paweł), ale jest tego zdecydowanie mniej niż w pierwszej części. Jeśli ktoś lubi takie obyczajówki ze średniej półki, nie wymagające zbytniego skupienia i koncentracji, to będzie zadowolony, aczkolwiek przed sięgnięciem po tę powieść, warto przeczytać tom pierwszy, o którym wspomniałam na wstępie, gdyż tam są opisane losy Ali od momentu jej wybudzenia się ze śpiączki, więc wypadałoby poznać chronologię wydarzeń od samego początku, co zdecydowanie ułatwi odbiór tej drugiej części.
O ile pierwsza część losów Alicji wybudzonej po dziesięciu latach ze śpiączki czyli "Jakby jutra miało nie być" zupełnie nie przypadła mi do gustu, o tyle kontynuacja jej losów okazała się nieco ciekawsza, bardziej realna, spójna, było trochę wzlotów i upadków i widać też poprawę stylu autorki, co daje nadzieję na to, iż z każdą kolejną książką Pani Wilgockiej będzie już...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-13
Liczyłam na to, iż w trzecim tomie trylogii PANI NA WRZOSOWISKACH czyli "Ostatnia serenada" losy bohaterów będą w rozkwicie, skrywane głęboko tajemnice się wyjaśnią, podomykają się wszystkie wątki, a tymczasem spore rozczarowanie. Otrzymujemy jakby trzy odrębne opowieści o: Elizie, Stanisławie i Nelly, które tutaj właściwie nie mają żadnych punktów stycznych, nie krzyżują się, nie mają wspólnego mianownika. W dodatku to przeskakiwanie z opowieści o jednej osobie do drugiej a potem trzeciej, wybijało mnie z rytmu, powodowało pewien nieład i chaos myślowy, przez co znowu miałam problem aby związać się emocjonalnie z bohaterami i na czas powieści żyć ich życiem.
Jak wiemy z poprzedniej części, Eliza poślubia znanego kompozytora Richarda, przeprowadzają się do jego posiadłości na wrzosowiskach, po czym Richard niemal od razu wyjeżdża do Paryża na premierę swojej opery i ślad po nim zaginie. Pojawi się znowu na ostatnich stronach powieści i to w sytuacji tak niedorzecznej, nierealnej w odniesieniu do całej akcji, iż można odnieść wrażenie, że autorka zupełnie nie miała pomysłu na tę postać, a kiedy na samym końcu zorientowała się, że właściwie osoba Richarda już na samym początku zniknęła z kart książki, naprędce skleciła coś na koniec aby on się znowu tutaj pojawił. Co robi opuszczona żona w starej i wielkiej rezydencji? Zatrudnia pokojówkę (też jakąś mocno osobliwą), zaprasza gości, organizuje seanse spirytystyczne, grzebie w życiorysie rodziny męża, a w szczególności zastanawia ją zmowa milczenia panująca w tym domu w stosunku do siostry Richarda - Iris, zamkniętej w Domu Wariatów. Warto dodać, iż wokół rodziny Winterów narosło mnóstwo ponurych sekretów: przypadki szaleństwa u różnych członków rodziny, plotki o nieślubnym dziecku, samobójstwie, zniknięciu Iris.
Równocześnie w Londynie żyje sobie brat Elizy - Richard, pochłonięty hazardem, z którego uczynił swoje główne źródło dochodu. Rozleciał się jego związek z ciągle pijaną Telimeną. Oboje działali sobie tylko na nerwy, w dodatku byli zmuszeni uciekać przed wymiarem sprawiedliwości, gdyż ciążyła na nich odpowiedzialność za śmierć męża Telimeny - tak apropo's też pijusa, awanturnika i zboczeńca.
No i Nelly, która dołączyła do prowincjonalnej grupy teatralnej, gdzie błyszczała jako główna atrakcja wszystkich przedstawień. Pewnego dnia odkryła ją tam bogata baronowa z Paryża, która postanowiła zrobić z niej gwiazdę londyńskich teatrów. Jednak Nell zaczyna czuć się u niej jak w złotej klatce, a przecie z to dziecko ulicy, które potrzebuje wolności i swobody, a nie sztywnych reguł i zasad. Wątek z nią związany w pewnym momencie się urywa i nie wiadomo co dalej. Dalszy Los Nell jest wielce nieoczywisty.
Bardzo dziwna konstrukcja tej trzeciej części, niepodomykane wątki pozwalają sądzić, iz będzie kolejny tom, bo jakoś nie wyobrażam aby to wszystko zakończyło się z tyloma niedopowiedzeniami. Nieodparcie miałam wrażenie, iż autorce zabrakło pomysłu jak pokierować losami bohaterów, gdyż prowadziła je często niedorzecznie, niekonsekwentnie, chaotycznie. Ale to tylko moja subiektywna opinia. Jeżeli pojawi się czwarta część, to ją przeczytam, jednak tym razem wypadło to wszystko niestety, słabiutko...
Liczyłam na to, iż w trzecim tomie trylogii PANI NA WRZOSOWISKACH czyli "Ostatnia serenada" losy bohaterów będą w rozkwicie, skrywane głęboko tajemnice się wyjaśnią, podomykają się wszystkie wątki, a tymczasem spore rozczarowanie. Otrzymujemy jakby trzy odrębne opowieści o: Elizie, Stanisławie i Nelly, które tutaj właściwie nie mają żadnych punktów stycznych, nie krzyżują...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-11
Drugi tom serii PANI NA WRZOSOWISKU czyli "Ostatni nokturn" jest utrzymany mniej więcej na tym samym poziomie co tom pierwszy, aczkolwiek nieco więcej się tu dzieje. Akcja powieści osadzona głównie w mglistym, deszczowym i mrocznym Londynie, gdzie postrach wśród kobiet budzi grasujący morderca w czarnej pelerynie oraz żelaznych szponach. Kontynuacja losów bohaterów części pierwszej czyli przede wszystkim Elizy i Stanisława oraz Nelly.
Najbardziej przejęłam się perypetiami Nelly, która razem z koleżanką Jane uciekła z Zakładu Opiekuńczego dla dziewcząt aby skryć się przed seryjnym mordercą, który widzi w Nelly zagrożenie, gdyż dziewczynka była świadkiem tego, jak taszczył zwłoki kobiety, a on ją rozpoznał. Dziewczynki trafiają do najgorszej dzielnicy miasta - slamsów Bluegate Fields i schodzą do podziemi, w których żyją ludzie wyjęci spod prawa, żebracy, bezdomni, ukrywający się przed wymiarem sprawiedliwości przestępcy czyli "kwiat" Londynu. Jednak Jane przepada w tych podziemiach bez wieści, a jaki los ją spotkał, dowiecie się z kart powieści.
Tymczasem w londyńskiej Covent Garden opera kompozytora Richarda Winkera odnosi ogromny sukces, a pracuje przy niej również Eliza, do której ów kompozytor najwyraźniej "smali cholewki", a Mark Speancer, który pojawił się na przedstawieniu usycha z zazdrości, bo zauważa, co się święci między Elizą a Richardem. Od jakiegoś czasu w Londynie przebywa też brat Elizy, Stanisław Bielski razem z kochanką Telimeną, którzy uciekli tu przed konsekwencjami morderstwa jakiego dokonali na mężu Telimeny - Ksawerym Grodnickim, który na Litwie był liczącą się personą, bogatym i znanym właścicielem ziemskim, ale też pijakiem, gwałcicielem i brutalem, o czym nie każdy wiedział. Związek tej pary zaczyna się mocno komplikować, tym bardziej, że Stanisław wpada w szpony hazardu, a Telimena - alkoholu.
Sporą część książki zajmuje sprawa seryjnego mordercy kobiet, który podcina im gardła i wydaje mi się, iż ta postać była wzorowana na słynnym i nieuchwytnym Kubie Rozpruwaczu. Jesteśmy też świadkami koronacji królowej Wiktorii.
Eliza wychodzi za mąż i staje się panią na wrzosowiskach w rezydencji Winter Abby. Jaka tajemnicę skrywają jej mury oraz dlaczego wszyscy tak omijają temat związany z siostrą Richarda - Iris?
Było ciekawie, ale nie porywająco. Nie potrafię w sobie wzniecić większych emocji, główni bohaterowie nie wzbudzają we mnie żadnych pozytywnych ani negatywnych odczuć, jedynie Nelly ujęła mnie za serce. Może przez to, że akcja przeskakuje z jednego bohatera na drugiego, a losy każdego z nich toczą się niezależnie od pozostałych, jakoś to się wszystko rozmywa i czasem sprawia poczucie galimatiasu. Nie mniej jednak zabieram się za trzeci i ostatni tom.
Drugi tom serii PANI NA WRZOSOWISKU czyli "Ostatni nokturn" jest utrzymany mniej więcej na tym samym poziomie co tom pierwszy, aczkolwiek nieco więcej się tu dzieje. Akcja powieści osadzona głównie w mglistym, deszczowym i mrocznym Londynie, gdzie postrach wśród kobiet budzi grasujący morderca w czarnej pelerynie oraz żelaznych szponach. Kontynuacja losów bohaterów części...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-09
Książki Pani Lucyny Olejniczak zazwyczaj mają nakreślony jakiś rys historyczny, a w tym przypadku jest to Powstanie Listopadowe, na tle którego toczą się losy dwójki głównych bohaterów: Elizy i Stanisława Bielskich, dzieci bogatego właściciela browaru. Ich perypetie toczą się w większości niezależnie od siebie, gdyż każde z nich wybrało inną drogę życiową, aczkolwiek z racji tego, że są rodziną, koleje ich losu na różnych etapach życia będą się ze sobą stykać.
WARSZAWA
Warto dodać, iż matka tej dwójki rodzeństwa zmarła przy porodzie młodszego dziecka czyli Stanisława, co jest chyba powodem tego, że ojciec traktuje go gorzej niż Elizę i uważa go za czarną owcę rodziny, dając mu często odczuć swoją niechęć. Chłopak angażuje się w różne niebezpieczne działalności, co nie pozostanie bez wpływu na jego życie. Z kolei Eliza jest zdolną pianistką i z muzyką oraz koncertowaniem wiąże swoje życiowe plany. Jednak żyją w bardzo niespokojnych czasach, efektem czego jest Powstanie Listopadowe, które w znaczący sposób zaważy na życiu rodziny. Ojciec tej dwójki, Leon Bielski w obawie przed tym, iż wkrótce Moskale zdobędą Warszawę, wysyła córkę do kuzyna w Londynie, zaś Stanisław osiądzie w Wojtarowiczach na Litwie, gdzie podejmie pracę jako guwernant małego Michasia.
LONDYN/WOJTAROWICZE
Eliza jakoś sobie radzi w tej Anglii, chociaż żyje bardzo skromnie z udzielanych lekcji gry na fortepianie. Pewnego dnia na jej oczach pod kołami wozu konnego zginie dziewczyna zwana Iskierką. W ostatnich chwilach życia poprosi ją o to aby wydostała z sierocińca jej córeczkę Nelly i zapewniła jej opiekę. Przy całej tej sytuacji obecny jest Amerykanin, student medycyny -Mark, który udziela Iskierce pierwszej pomocy, a potem razem z Elizą będzie pomagał wydostać z ochronki Nelly i zawiąże się między nimi bliższa znajomość. Czy wyniknie z tego coś więcej? Eliza obraca się w świecie muzyki i w jej życiu pojawi się pewien bardzo znany kompozytor, który będzie chciał pomóc jej w realizacji muzycznych marzeń i między nimi również coś zaiskrzy. W którą więc stronę zwróci się serce dziewczyny? Studenta medycyny czy sławnego kompozytora?
Sprawy jeszcze bardziej skomplikują się u Stanisława, który nawiąże płomienny romans ze starszą od siebie Telimeną Grodzką, żoną swojego srogiego i nieobliczalnego pracodawcy, który lubi sobie wypić i ma mocną rękę oraz gwałtowny charakter, a także jest wyjątkowo brutalny w stosunku do kobiet.
A tymczasem w Londynie grasuje seryjny morderca kobiet, zapewne Kuba Rozpruwacz, co budzi trwogę mieszkańców miasta, gdyż morderca jest nieuchwytny i morduje w wyjątkowo bestialski sposób. Przy okazji warto też zwrócić uwagę na losy Nelly, bardzo rezolutnej i temperamentnej dziewczynki. Chociaż sierota, to jednak na swój sposób umie sobie radzić w życiu, ale ma też zdolność do sprowadzania na siebie kłopotów.
Pierwsza część serii PANI NA WRZOSOWISKU to rzeczywiście preludium do dalszych wydarzeń, gdyż w tej pierwszej części autorka zaznajamia nas z bohaterami, z realiami życia w tamtych czasach i prowadzi wydarzenia w taki sposób, iż czytelnik ma świadomość się, iż to wszystko tak naprawdę dopiero się rozkręca, a wystrzeli z całą mocą w dwóch kolejnych tomach. Momentami akcja nieco się dłużyła, jednak czuć ten charakterystyczny dla autorki klimat historii Polski i Europy, która wplata się w losy bohaterów, wpływając na ich drogę życiową. Tym razem nie było tak porywająco jak w przypadku serii "Lilie królowej", ale z pewnością ta pierwsza część wypadła obiecująco w stosunku do dwóch kolejnych tomów, w których mam nadzieję wszystko pięknie się rozwinie i dostarczy nam mnóstwa wrażeń i emocji.
Książki Pani Lucyny Olejniczak zazwyczaj mają nakreślony jakiś rys historyczny, a w tym przypadku jest to Powstanie Listopadowe, na tle którego toczą się losy dwójki głównych bohaterów: Elizy i Stanisława Bielskich, dzieci bogatego właściciela browaru. Ich perypetie toczą się w większości niezależnie od siebie, gdyż każde z nich wybrało inną drogę życiową, aczkolwiek z...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-07
Moją uwagę, to przepiękna szata graficzna książki, zdobione brzegi, a całość w klimatach egzotycznej Japonii. Chciałam zajrzeć za kulisy tego niedostępnego dla zwykłego śmiertelnika świata gejsz. Kim jest gejsza? Przytoczę cytat z książki:" Sprzedaje swoje towarzystwo jak każda prostytutka z Whitechapel, tylko owijają to w jedwab i poezję, w ceremonie i gry na tych swoich piekielnych instrumentach." Czy jest to trafne podsumowanie? To już każdy czytelnik musi sobie wyrobić własne zdanie w tej kwestii. Pewne jest natomiast to, że te kobiety to mistrzynie w tworzeniu atmosfery elegancji i wyrafinowania.
To, co zapowiadało się tak intrygująco, jednak mocno rozczarowało. Historia miłosna brytyjskiego tłumacza i fotografa Thomasa Benetta i japońskiej gejszy Yuriko (jej prawdziwe imię to Hana) w pierwszej połowie książki ciągnęła się jak flaki z olejem. On - brytyjski gentelman, z dobrej rodziny, z możliwościami i obiecującą przyszłością. Ona - córka upadłego samuraja, sprzedana jako dziecko za osiem tysięcy jenów, wytresowana na ozdobę, a nie osobę. Dzieliła ich przepaść kulturowa, religijna, ale połączyła nić porozumienia. I mogło być ciekawie, a jednak te liczne niuanse, niedopowiedzenia, przydługie podchody spowodowały, iż wątek miłosny osiadł na mieliźnie. Zabrakło tu dramatyzmu, dynamiki, emocji, jakie znałam chociażby z "Shoguna", a tutaj wszystko jakieś rozwleczone, rozmemłane. Na szczęście w drugiej połowie powieści ten wątek wkroczył na nieco inne tory i mocno się rozwinął: "Bo niektóre rzeczy są cenniejsze niż przestrzeganie zasad. Niektóre chwile są warte całego życia." Jednak wszystko poszło w dosyć mało realnym kierunku.
Najciekawszą, najbardziej złożoną postacią powieści był dla mnie bardzo zamożny człowiek, pan Yamamoto, który zaproponował Hanie, że wykupi jej dług i się z nią ożeni, ale ona omówiła, bo kochała Thomasa. Czy jednak postąpiła słusznie? Dalsze losy i postawa tego człowieka każą się nad tym zastanowić. Dodam, iż:" Czas płynie inaczej dla tych, którzy czekają", a Pan Yamamoto był gotów na nią czekać...
Śledzimy tu również losy innych bohaterów książki, często niezwykle tragiczne. Co do głównej bohaterki, to:" Wiedziała, że przeszłość nie umiera. Żyje w genach, w spojrzeniach, w gestach. "Niektóre decyzje Hany były dla mnie niezrozumiałe, nielogiczne.
Wyraźnie widać, że autorka książki czuje klimat Japonii i doskonale go przekazała na kartach książki, wchodziła w takie detale dotyczące tego kraju, iż byłam pod wrażeniem jej wiedzy i wyczucia tematu. Przy okazji poznałam interesujący japoński zwrot koi- tsurasa, oznaczający ból tęsknoty za kimś, kogo nie można mieć.
Uważam, że warto sięgnąć po te lekturę aby poczuć smaki, zapachy, koloryt Japonii, zajrzeć za kulisy świata gejsz. Wątek miłosny mnie nie przekonał, ale opisy malowniczych zakątków tego kraju, przykłady różnych rytuałów, tradycji - jak najbardziej na plus. Książka może nie porywająca, ale jednak przyjemna w odbiorze.
Moją uwagę, to przepiękna szata graficzna książki, zdobione brzegi, a całość w klimatach egzotycznej Japonii. Chciałam zajrzeć za kulisy tego niedostępnego dla zwykłego śmiertelnika świata gejsz. Kim jest gejsza? Przytoczę cytat z książki:" Sprzedaje swoje towarzystwo jak każda prostytutka z Whitechapel, tylko owijają to w jedwab i poezję, w ceremonie i gry na tych swoich...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Ta autorka przyzwyczaiła nas do wysokiego poziomu swoich książek, stąd też rozczarowanie i trochę niedowierzanie, że tym razem wypadło to tak słabo. Powieść przegadana, ckliwa, przepełniona wspominkami i rozterkami bohaterów, podchodami miłosnymi, a jako takiej akcji w zasadzie tyle co kot napłakał. Tło historyczne wydobyte z mroków przeszłości II wojny światowej niby jest, ale jakoś się rozmyło. Od początku do końca wszystko przewidywalne, czytelne, właściwie podane czytelnikowi na tacy. Bohaterowie nijacy, a wszystkie zbiegi okoliczności „grubymi nićmi szyte” i niewiarygodne. Zabrakło tajemnicy, niedopowiedzeń, trzymania czytelnika w niepewności. I chociaż powieść prowadzona w dwóch strefach czasowych: podczas II wojny światowej i pod koniec lat 60-tych, to jednak dramaturgii nie doświadczymy tu żadnej. Moją uwagę zwrócił trafny cytat:” Funkcjonariusz Stasi czy SB to nie zawód, ale stan umysłu”. Nieco lepsza sama końcówka, jednak całość mocno mnie znudziła, pozostawiając wrażenie, iż książkę pisano na „kolanie”, dlatego nie polecam czegoś, co mnie samej się nie podobało.
Ta autorka przyzwyczaiła nas do wysokiego poziomu swoich książek, stąd też rozczarowanie i trochę niedowierzanie, że tym razem wypadło to tak słabo. Powieść przegadana, ckliwa, przepełniona wspominkami i rozterkami bohaterów, podchodami miłosnymi, a jako takiej akcji w zasadzie tyle co kot napłakał. Tło historyczne wydobyte z mroków przeszłości II wojny światowej niby jest,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to