rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: ,

Jednym z moich ulubionych filmów są Skazani na Shawshank, do których co jakiś czas wracam. Tym razem, po kolejnym seansie, postanowiłem po wielu latach odświeżyć sobie nowelę Stephena Kinga, na podstawie której powstał ten film.
Jest to jeden z tych rzadkich przypadków, w których ekranizacja bije na głowę książkowy pierwowzór.
Ogólna historia pozostaje taka sama jak w filmie, jednak wiele wydarzeń zostało zmienionych. Postacie, które w filmie odgrywają kluczową rolę, w książce pojawiają się czasem jedynie w kilku zdaniach, a niektórych nie ma w ogóle. Różnice dotyczą także wyglądu bohaterów, do których przywykliśmy na ekranie. Andy jest niski i szczupły (podczas gdy w filmie gra go mierzący 196 cm Tim Robbins), a Red to rudy, biały Irlandczyk, a nie Morgan Freeman. Często mam problem z doborem obsady w adaptacjach filmowych, lecz w tym przypadku nie wyobrażam sobie innego zestawu aktorów niż ten, który znamy z filmu.
Sama nowela jest jednak bardzo dobra. Doskonale oddaje klimat więziennego życia i momentami pozwala jeszcze lepiej zajrzeć w głąb psychiki oraz motywacji bohaterów niż film.
Jeśli jesteście fanami ekranizacji, gorąco zachęcam do sięgnięcia po książkę, choćby dla porównania. To ciekawa okazja, by zobaczyć, z jakiej podstawy wyszedł Frank Darabont i jak znakomicie przekształcił ją w film, który w momencie premiery przepadł w box office i podczas rozdania Oscarów, a dziś, według IMDb, uznawany jest za najlepszy film wszech czasów.

Jednym z moich ulubionych filmów są Skazani na Shawshank, do których co jakiś czas wracam. Tym razem, po kolejnym seansie, postanowiłem po wielu latach odświeżyć sobie nowelę Stephena Kinga, na podstawie której powstał ten film.
Jest to jeden z tych rzadkich przypadków, w których ekranizacja bije na głowę książkowy pierwowzór.
Ogólna historia pozostaje taka sama jak w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Ostatni, pełnoprawny tom Ekspansji. Po drodze został jeszcze zbiór opowiadań, ale to właśnie tutaj domyka się główna historia, rozpisana na dziewięć naprawdę potężnych tomów.
Czy zakończenie jest satysfakcjonujące? To zależy. Po tak długiej podróży trudno jednoznacznie ocenić, czy dostaliśmy dokładnie to zakończenie, na jakie się czekało przez tysiące stron. Ja przez długi czas miałem poczucie, że to po prostu „kolejny tom Ekspansji”, a nie finał całej sagi. Przez mniej więcej trzy czwarte książki narracja rozwija się dość spokojnie, a dopiero końcówka próbuje spiąć wszystko w jedną, zamkniętą całość.
Nie jest to klasyczne zakończenie w stylu długiego epilogu, w którym każda postać dostaje swoją scenę i szczęśliwe życie po wszystkim. Pewne wątki zostają domknięte, inne bardziej zasugerowane. Jeśli ktoś liczy na jasne i komfortowe rozwiązania dla wszystkich bohaterów, może poczuć lekki niedosyt.
Jednocześnie wydarzeń jest tu bardzo dużo. Pojawiają się nowe postacie, a jednym z wyraźnych plusów tego tomu jest Tanaka, świetnie napisana antagonista, jedna z ciekawszych „złych” w całej serii. Im dalej w książkę, tym mocniej autorzy wchodzą też w abstrakcyjne rejony science fiction: połączone umysły, inne wymiary, rozmowy odbywające się poza klasycznie pojmowaną rzeczywistością. Trzeba czytać uważnie, a momentami zaakceptować fakt, że nie wszystko jest podane na tacy. Przyznaję bez bicia, że sam kilka razy ratowałem się interpretacjami innych czytelników.
Mimo tych uwag nie mam wątpliwości, że to mocny finał. Może nie idealny, może nie taki, jakiego każdy by oczekiwał, ale spójny z tym, czym Ekspansja była od samego początku. Ambitnym, momentami wymagającym, ale bardzo konsekwentnym science fiction.

Podsumowanie całej sagi Ekspansja
To była naprawdę mega długa podróż. Dziewięć tomów to w sumie ponad 5000 stron, spędzonych w jednym z najlepiej zaprojektowanych uniwersów science fiction, jakie miałem okazję czytać. I co najważniejsze: przez większość czasu autorzy dowożą jakość.
Ogromnym plusem całej serii są powracające postacie. Załoga Rosynanta to ekipa, z którą naprawdę chce się spędzać czas, a bohaterowie drugoplanowi często potrafią ukraść całe rozdziały. Amos, Avasarala, Bobby czy Holden to postacie z krwi i kości, z wadami, zmęczeniem, własnymi demonami i bardzo ludzkimi reakcjami na kosmiczne problemy.
Bardzo doceniam też to, jak Ekspansja jest osadzona w realiach science fiction. Nie ma tu teleportacji, cudownych gadżetów rozwiązujących każdy problem ani magii podszytej pod technologię. Jest fizyka, ograniczenia, logistyka, polityka i zwykłe, często brutalne konsekwencje decyzji. To sprawia, że nawet najbardziej kosmiczne wydarzenia wydają się dziwnie przyziemne i wiarygodne.
Jeśli mam wskazać moje ulubione tomy, to zdecydowanie wysoko stoją:

- Przebudzenie Lewiatana jako rewelacyjne otwarcie,
- Gra Nemezis jako emocjonalny i świetnie poprowadzony punkt zwrotny,
- Wzlot Persepolis jako jeden z najbardziej dynamicznych i intensywnych tomów całej serii.

Nie wszystkie części były równe. Zdarzały się momenty przestoju, rozwleczone wątki czy książki, które sprawiały wrażenie przygotowania gruntu pod kolejne wydarzenia. Ale nawet wtedy rzadko miałem poczucie straconego czasu.
Ekspansja to saga wymagająca cierpliwości, ale bardzo hojna wobec czytelnika, który zdecyduje się zostać z nią do końca. Dla fanów science fiction to pozycja absolutnie obowiązkowa. Ja tej podróży na pewno nie żałuję.

Ostatni, pełnoprawny tom Ekspansji. Po drodze został jeszcze zbiór opowiadań, ale to właśnie tutaj domyka się główna historia, rozpisana na dziewięć naprawdę potężnych tomów.
Czy zakończenie jest satysfakcjonujące? To zależy. Po tak długiej podróży trudno jednoznacznie ocenić, czy dostaliśmy dokładnie to zakończenie, na jakie się czekało przez tysiące stron. Ja przez długi...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Labirynt to powrót Gerarda Eldinga, z którym wszyscy pożegnali się trzy lata temu, choć każdy, kto przeczytał choć kilka książek Mroza, mógł się domyślać, że pewnie nie na długo.
Część dziejąca się w 2006 roku jest całkiem udana - spokojne śledztwo, dobry klimat, ciekawa zagadka.
Współczesna część początkowo również zapowiadała interesujące śledztwo i intrygę, aż do momentu pewnych wyjaśnień z poprzedniego tomu, a potem do wejścia w tytułowy Labirynt... I tu zaczyna się festiwal absurdów, w którym kryminał zmienia się w coś z pogranicza science fiction. Nie ma się co jednak nad tym pastwić - sam sobie tę książkę wybrałem.

Jeśli oczywiście przełknie się ogólny styl i otworzy na lekturę pełną nieprawdopodobnych, biorących się znikąd zwrotów akcji oraz trzymających w napięciu końcówek rozdziałów (prowadzących często do banalnego wyjaśnienia kilka linijek dalej), to czytelnik może bawić się naprawdę dobrze. Książkę czyta się szybko, ale jeśli spodziewacie się czegoś przyziemnego, z realistycznie poprowadzonym śledztwem i wydarzeniami, które mogłyby się choć w przybliżeniu zdarzyć w rzeczywistości, to ta historia może wywoływać u Was prychnięcia i kręcenie głową z niedowierzaniem.

Remigiusz Mróz, trochę jak reżyser M. Night Shyamalan, który po genialnym "Szóstym Zmyśle" próbował i próbuje przebić swoje dzieło, zdaje się wpadać w pułapkę własnych historii i za każdym razem próbuje przeskoczyć dalej, jeszcze bardziej zaskoczyć czytelnika, wrzucić twist, który ma wywołać szok. Problem w tym, że coraz częściej wygląda to na zasadę „wszystko dla efektu”. Jeśli to ma być nowy trend w jego twórczości, to wkrótce jego książki mogą stać się nieczytalne.
Chciałbym, żeby wrócił do swoich wcześniejszych powieści, gdzie było w miarę realistycznie, bez na siłę wciskanych zwrotów akcji, bez powracających z martwych postaci, jak gdyby nigdy nic. Może to pisanie pod publikę, ale Mróz ma tak silnie ugruntowane nazwisko w Polsce, że nawet gdyby nieco stonował swoje historie i wrócił do bardziej realistycznych klimatów, jego książki nadal sprzedawałyby się jak ciepłe bułeczki.

Labirynt to powrót Gerarda Eldinga, z którym wszyscy pożegnali się trzy lata temu, choć każdy, kto przeczytał choć kilka książek Mroza, mógł się domyślać, że pewnie nie na długo.
Część dziejąca się w 2006 roku jest całkiem udana - spokojne śledztwo, dobry klimat, ciekawa zagadka.
Współczesna część początkowo również zapowiadała interesujące śledztwo i intrygę, aż do momentu...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Moje pierwsze spotkanie z twórczością S.A. Cosby’ego. Gdzieś trafiłem na polecajkę i temat zapowiadał się całkiem interesująco, ale…
Jak dla mnie było tu zbyt dużo krążenia wokół lokalnych problemów miasteczka, rasowych napięć oraz wspominek bohaterów. Faktem jest, że zostało to opisane świetnie - bardzo sugestywnie i z klimatem - ale tak mocno wyeksponowane, że kiedy pojawiały się kolejne elementy zagadki kryminalnej (a nie było ich zbyt wiele), autor potrafił zamknąć je w jednym zdaniu. Człowiek potem zastanawiał się, skąd właściwie wziął się ten czy inny trop.
Podsumowując: dla mnie w tej książce jest za dużo obyczaju, a za mało mystery. Choć finałowe rozwiązanie i ostatnie starcie są napisane znakomicie i naprawdę trzymają w napięciu, to jednak trochę za mało jak na całą drogę, którą trzeba przejść, by do nich dotrzeć. Duży plus za postać szeryfa małego miasteczka, z tajemniczą karierą agenta FBI, którym był wcześniej. Książka jest dobrze napisana, ale jak na kryminał i powieść z elementem tajemnicy - nacisk położono za bardzo na rasowe napięcia amerykańskiego Południa, a za mało na samą intrygę.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością S.A. Cosby’ego. Gdzieś trafiłem na polecajkę i temat zapowiadał się całkiem interesująco, ale…
Jak dla mnie było tu zbyt dużo krążenia wokół lokalnych problemów miasteczka, rasowych napięć oraz wspominek bohaterów. Faktem jest, że zostało to opisane świetnie - bardzo sugestywnie i z klimatem - ale tak mocno wyeksponowane, że kiedy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Joyland opowiada historię Devina Jonesa, który jako 21‑latek spędził kilka miesięcy swojej młodości, pracując w tytułowym parku rozrywki. Całą opowieść poznajemy z perspektywy dorosłego już narratora, wspominającego tamten okres z wyraźną nutą nostalgii.

Na wstępie warto zaznaczyć, że - jak to u Kinga bywa - ta książka horrorem właściwie nie jest. Jeśli ktoś nastawi się na pełnokrwisty straszak, może poczuć się rozczarowany. Joyland to w dużej mierze powieść obyczajowa: około 80% historii to właśnie obyczaj, 10% to elementy nadprzyrodzone, a pozostałe 10% stanowi kryminalna zagadka.

King po raz kolejny udowadnia, że potrafi snuć opowieści w swoim charakterystycznym, bogatym stylu - wciągającym, nienużącym, pełnym szczegółów i melancholii. W książce znajdziemy dużo smaczków dotyczących funkcjonowania samego parku rozrywki, wraz z jego wewnętrzną gwarą i specyficznymi określeniami atrakcji oraz pracowników. Jest też nawiedzony „straszny dom”, a w tle przewija się wątek tajemniczych morderstw sprzed lat.

Jeśli jesteście fanami Kinga i lubicie zarówno jego horrory, jak i bardziej obyczajowe historie, Joyland powinien wam się spodobać. To spokojna, kameralna opowieść, którą najlepiej czytać bez oczekiwania mocnych dreszczy, za to z otwartością na nastrojowy, emocjonalny klimat.

Ja bawiłem się świetnie.

Joyland opowiada historię Devina Jonesa, który jako 21‑latek spędził kilka miesięcy swojej młodości, pracując w tytułowym parku rozrywki. Całą opowieść poznajemy z perspektywy dorosłego już narratora, wspominającego tamten okres z wyraźną nutą nostalgii.

Na wstępie warto zaznaczyć, że - jak to u Kinga bywa - ta książka horrorem właściwie nie jest. Jeśli ktoś nastawi się na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Dużymi krokami zbliżam się do końca mojej przygody w świecie Ekspansji. Kolejny tom nadal trzyma bardzo wysoki poziom i nie daje wrażenia, że autorzy serwują nam odgrzewany kotlet. Dostajemy nowe światy, nowe zagrożenia oraz kolejne, często niebezpieczne, przygody załogi Rosynanta.
Tom ósmy bezpośrednio kontynuuje wątki z poprzedniej części, która przeniosła nas o trzy dekady do przodu. Nie będę streszczał tu fabuły - nie chcę nikomu psuć przyjemności z odkrywania kolejnych zwrotów akcji.
Kilka elementów, które podobały mi się nieco mniej:

W tej części brakuje kilku moich ulubionych postaci - szczególnie Amosa, którego obecność zwykle dodaje historii dynamiki.
Książka, jak to w tej serii, jest bardzo obszerna. Tym razem jednak momentami czułem, że akcja nieco się dłuży. Ostatnie 10% to rewelacja - świetnie poprowadzona kulminacja, w której wszystkie intrygi i przygotowania domykają się w satysfakcjonujący sposób. Jednak droga do tego punktu bywała, moim zdaniem, zbyt rozwleczona: niektóre postaci krążyły bez większego wpływu na fabułę, a ich długie, wewnętrzne monologi nie zawsze wnosiły coś istotnego.

Najbardziej przypadł mi do gustu wątek Teresy Duarte oraz wydarzeń rozgrywających się na Lakonii. Z kolei przygotowania ruchu oporu do ostatecznej konfrontacji momentami mnie nużyły.

Dużymi krokami zbliżam się do końca mojej przygody w świecie Ekspansji. Kolejny tom nadal trzyma bardzo wysoki poziom i nie daje wrażenia, że autorzy serwują nam odgrzewany kotlet. Dostajemy nowe światy, nowe zagrożenia oraz kolejne, często niebezpieczne, przygody załogi Rosynanta.
Tom ósmy bezpośrednio kontynuuje wątki z poprzedniej części, która przeniosła nas o trzy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Idealny syn to całkiem dobra propozycja, jeśli ktoś szuka lekkiej, niewymagającej, a jednocześnie wciągającej lektury. Książka przypomina nieco odcinek serialu telewizyjnego - podczas czytania dobrze się bawimy, akcja płynie szybko, ale po zakończeniu historia raczej nie zostaje z nami na długo.
Narracja prowadzona jest z perspektywy kilku postaci, a nieliniowa konstrukcja fabuły sprawia, że łatwo daje się wciągnąć w kolejne tropy i pytania. Jak to u McFadden, na końcu czekają na czytelnika plot twisty, które zapewniają mniejszy lub większy element zaskoczenia. Fani autorki na pewno poczują się jak w domu.
To książka do przeczytania „na raz” - przyjemna, dynamiczna, ale raczej z kategorii tych, które szybko odkładamy na półkę i równie szybko o nich zapominamy.

Idealny syn to całkiem dobra propozycja, jeśli ktoś szuka lekkiej, niewymagającej, a jednocześnie wciągającej lektury. Książka przypomina nieco odcinek serialu telewizyjnego - podczas czytania dobrze się bawimy, akcja płynie szybko, ale po zakończeniu historia raczej nie zostaje z nami na długo.
Narracja prowadzona jest z perspektywy kilku postaci, a nieliniowa konstrukcja...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

To już moje czwarte spotkanie z Czwartkowym Klubem Zbrodni i muszę przyznać, że ponownie bawiłem się świetnie. Każda kolejna część w znakomity sposób rozwija relacje bohaterów, których znamy już od pierwszego tomu, a obserwowanie ich nadal sprawia ogromną przyjemność.
W tej odsłonie otrzymujemy idealnie wyważoną mieszankę humoru, tajemnicy i zwrotów akcji.
Pojawia się również kilka trudniejszych, bardziej emocjonalnych momentów związanych z chorobą, które dodają opowieści smutniejszej, refleksyjnej nuty - a mimo to całość nie traci tego, co definiuje serię Osmana: uroku, ciepła i błyskotliwej ironii.
Niezmiennie bawi mnie życie emerytów, które stanowi ogromny napęd humoru w całym cyklu, a dziennik Joyce znów błyszczy w pełnej krasie.
Jestem też bardzo ciekaw kolejnej książki autora, tym razem nienależącej do serii. Interesuje mnie, jak Osman odnajdzie się poza światem swoich kultowych bohaterów.
Bardzo polecam - a ja sam cieszę się, że już pod koniec lutego 2026 roku ukaże się u nas następny tom Klubu Zbrodni. Nie mogę się doczekać!

To już moje czwarte spotkanie z Czwartkowym Klubem Zbrodni i muszę przyznać, że ponownie bawiłem się świetnie. Każda kolejna część w znakomity sposób rozwija relacje bohaterów, których znamy już od pierwszego tomu, a obserwowanie ich nadal sprawia ogromną przyjemność.
W tej odsłonie otrzymujemy idealnie wyważoną mieszankę humoru, tajemnicy i zwrotów akcji.
Pojawia się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

„Milczenie” Tima Lebbona to jedna z nielicznych książek autora, które ukazały się na polskim rynku. Polubiłem jego twórczość dzięki powieściom z uniwersum Obcego, które czytałem z dużą przyjemnością, dlatego po „Milczenie” sięgałem z niemałymi oczekiwaniami.
Sama koncepcja wydała mi się naprawdę obiecująca: pradawne istoty, wydostające się z odizolowanych jaskiń, trafiają na współczesny świat i atakują wszystko, co wydaje dźwięk. Brzmi świetnie - surowo, groźnie i filmowo. Być może dlatego spodziewałem się czegoś w rodzaju połączenia Cichego miejsca z The Descent. Tymczasem otrzymałem bardziej kameralną powieść grozy, skupioną niemal wyłącznie na losach jednej rodziny próbującej odnaleźć się w nowych realiach. W dodatku w rodzinie jest głucha córka, co wnosi ciekawy, ale bardzo osobisty wymiar do opowieści.
Jak to w literaturze postapokaliptycznej bywa - niezależnie, czy apokalipsę wywołał wirus, potwory czy inne zagrożenie - prawdziwe zło najczęściej rodzi się w ludziach. I tu również pojawia się wątek przedstawiający tych, którzy chaos traktują jako okazję do realizowania swoich mrocznych impulsów.
Niestety, mimo interesujących założeń, książka mnie mocno wymęczyła. Nie potrafiła długo utrzymać mojej uwagi i nie wciągnęła tak, jak oczekiwałem.

„Milczenie” Tima Lebbona to jedna z nielicznych książek autora, które ukazały się na polskim rynku. Polubiłem jego twórczość dzięki powieściom z uniwersum Obcego, które czytałem z dużą przyjemnością, dlatego po „Milczenie” sięgałem z niemałymi oczekiwaniami.
Sama koncepcja wydała mi się naprawdę obiecująca: pradawne istoty, wydostające się z odizolowanych jaskiń, trafiają...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Recenzja książki Zabójcy bażantów Jussiego Adlera-Olsena

Zabójcy bażantów to drugi tom serii o Departamencie Q, po który sięgnąłem zachęcony serialową adaptacją. Druga odsłona utrzymuje surowy, mroczny klimat, przełamywany jedynie nieco komicznymi zachowaniami współpracowników Carla Mørcka.
W tej części śledzimy równolegle losy zespołu Departamentu Q oraz grupy bogatych, wpływowych przyjaciół, których łączy jedna, przerażająca pasja: napadanie na ludzi i wyrządzanie im krzywdy. Czerpią inspirację z Mechanicznej pomarańczy, traktując film niemal jak przewodnik po tym, jak można bezkarnie dehumanizować innych.
Jedną z kluczowych postaci jest Kimmie – niegdyś część ich paczki, dziś kobieta ukrywająca się przed dawnymi znajomymi i zmagająca się z własnymi demonami.
Na duży plus zasługuje ukazanie obu stron barykady: zarówno śledczych, jak i oprawców. Czytelnik dostaje możliwość zajrzenia w psychikę ludzi naprawdę złych, poznania ich motywacji i sposobu myślenia. Niektóre wspomnienia i wydarzenia są tak brutalne, że momentami miałem ochotę odłożyć książkę.
Minusem może być natomiast brak klasycznej tajemnicy czy dochodzenia tożsamości sprawców. Tutaj od początku wiadomo, kto jest kim i co zrobił. Element zagadki kryje się raczej w przeszłości bohaterów – zwłaszcza Kimmie – oraz w tym, co doprowadziło ją do ucieczki.

Mimo ciężkiego, momentami obrzydliwego materiału, Zabójcy bażantów to świetnie napisana, trzymająca w napięciu książka. Polecam, choć zdecydowanie nie jest to lekka ani wesoła lektura.

Recenzja książki Zabójcy bażantów Jussiego Adlera-Olsena

Zabójcy bażantów to drugi tom serii o Departamencie Q, po który sięgnąłem zachęcony serialową adaptacją. Druga odsłona utrzymuje surowy, mroczny klimat, przełamywany jedynie nieco komicznymi zachowaniami współpracowników Carla Mørcka.
W tej części śledzimy równolegle losy zespołu Departamentu Q oraz grupy bogatych,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

​Recenzja książki „Węzeł czasu” Remigiusza Mroza
​Kolejny rok, kolejny Mróz. Tym razem byłem mocno podekscytowany, bo autor wziął na warsztat temat podróży w czasie, a punktem wyjścia była wyprawa do przedwojennej Polski. Co z tego wyszło? Typowy Mróz.
​Zacznę od tego, że w tej historii paradoksalnie to podróż w czasie wydaje się rzeczą... najmniej nieprawdopodobną. Science-fiction stanowi tu jedynie pretekst dla naciąganego i przesadzonego „akcyjniaka”. Mamy więc zwykłą dziewczynę z Opola, która rozstawia nazistów po kątach, a po nauce niemieckiego w szkole mówi tak perfekcyjnie, że nikt nie orientuje się, iż nie jest to jej język ojczysty. Klasycznie u tego autora – najgorsze, śmiertelne rany goją się w dwa dni. Do tego dochodzi wątek głębokiej miłości do największego psychopaty w niemieckich szeregach.
​Niestety to, na co liczyłem najbardziej – czyli zabawy czasem, zmiany w liniach czasowych i ich konsekwencje – zostało opisane po macoszemu. Dopiero w trzeciej części tematyka robi się momentami ciekawa. Sam finał sprawia wrażenie pisanego w ogromnym pośpiechu. Tam, gdzie zapowiadano kluczowe wydarzenia, po prostu ich nie ma, jakby autorowi na ostatniej prostej zabrakło pomysłów.
​Szkoda, bo nastawiałem się na dobrą lekturę o podróżach w czasie. Dostałem typowego Mroza, i to w dość słabej formie. Główne bohaterki są irytujące i bezbarwne, a August – poza swoimi brutalnymi epizodami – okazuje się postacią dość płaską.

​Recenzja książki „Węzeł czasu” Remigiusza Mroza
​Kolejny rok, kolejny Mróz. Tym razem byłem mocno podekscytowany, bo autor wziął na warsztat temat podróży w czasie, a punktem wyjścia była wyprawa do przedwojennej Polski. Co z tego wyszło? Typowy Mróz.
​Zacznę od tego, że w tej historii paradoksalnie to podróż w czasie wydaje się rzeczą... najmniej nieprawdopodobną....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

„Wzlot Persepolis” to już siódmy tom serii Ekspansja. Ktoś mógłby pomyśleć, że po tylu częściach - z których każda liczy solidne 600 - 700 stron (niech was nie zmyli liczba stron polskiego wydania) - historia zacznie się wyczerpywać, bohaterowie nużyć, a autorzy nie będą mieli już czym zaskoczyć. Tymczasem ten tom pokazuje, że da się zrobić bardzo dużo.
Na powitanie serwuje nam akcję toczącą się trzydzieści lat po wydarzeniach z poprzedniej części. Nasi starzy, lubiani bohaterowie wciąż są na pokładzie, ale coraz częściej rozmawiają o emeryturze, problemach zdrowotnych i nieuchronnie upływającym czasie.
W tym samym czasie na horyzoncie pojawia się powstałe w międzyczasie Imperium Lakonii – technologicznie bijące na głowę wszystko, co nasza cywilizacja zna i posiada, oczywiście za sprawą wykradzionej protomolekuły. I jak łatwo się domyślić, Lakończycy zamierzają użyć tego potencjału, by sprawować władzę nad… wszystkim.
Choć akcja tego tomu rozgrywa się w nieco mniejszej skali - niemal całość spędzamy na jednej stacji, przejętej przez Lakończyków, gdzie akurat przypadkiem znajduje się cała załoga Rocinante – wcale nie oznacza to historii kameralnej. Wręcz przeciwnie: akcji, starć i świetnie zbudowanych momentów kulminacyjnych jest tu od groma. Moim zdaniem to chyba najbardziej naszpikowany akcją tom serii. Podczas gdy wcześniejsze części często rozwijały się powoli przez pierwsze 50% objętości, tutaj po krótkim wstępie zostajemy wrzuceni prosto w wir wydarzeń.
To jednocześnie wyraźne otwarcie nowego wątku w serii. Nie wiem, czy będą to ostatnie trzy tomy, ale na pewno kolejna część będzie bezpośrednią kontynuacją wydarzeń rozpoczętych w „Wzlocie Persepolis”.
Dla mnie to jeden z najlepszych tomów całej Ekspansji i wiele wskazuje na to, że w tym roku domknę całą sagę.
Dla fanów SF i miłośników Ekspansji – pozycja absolutnie obowiązkowa.

„Wzlot Persepolis” to już siódmy tom serii Ekspansja. Ktoś mógłby pomyśleć, że po tylu częściach - z których każda liczy solidne 600 - 700 stron (niech was nie zmyli liczba stron polskiego wydania) - historia zacznie się wyczerpywać, bohaterowie nużyć, a autorzy nie będą mieli już czym zaskoczyć. Tymczasem ten tom pokazuje, że da się zrobić bardzo dużo.
Na powitanie serwuje...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

„Kula, która chybiła” – Richard Osman
„Kula, która chybiła” to trzeci tom przygód emerytów rozwiązujących sprawy kryminalne. Brzmi jak nietypowy pomysł na serię, ale po przeczytaniu pierwszego, a potem drugiego tomu człowiek wciąga się w to jak w bagno.
Wciąż mamy tutaj ten sam klimat i miks gatunków, co w poprzednich częściach: ogromną dawkę humoru, lekki język, bardzo ciekawą intrygę i świetne postacie, których z każdym tomem przybywa. Wielokrotnie śmiałem się w głos, szczególnie przy fragmentach z pamiętnika Joyce – to prawdziwe perełki.
Z wydanych w Polsce części została mi już tylko jedna w kolejce (choć za granicą jest ich aż pięć), ale muszę zrobić sobie chwilę przerwy, żeby się nie przejadło i żeby było do czego wrócić.
Co do oceny – może nieco niżej niż poprzednia część, ale nadal jest to świetna rozrywka. Polecam każdemu, kto ma ochotę na odskocznię i po prostu chce spędzić relaksujący, wesoły czas z książką.

„Kula, która chybiła” – Richard Osman
„Kula, która chybiła” to trzeci tom przygód emerytów rozwiązujących sprawy kryminalne. Brzmi jak nietypowy pomysł na serię, ale po przeczytaniu pierwszego, a potem drugiego tomu człowiek wciąga się w to jak w bagno.
Wciąż mamy tutaj ten sam klimat i miks gatunków, co w poprzednich częściach: ogromną dawkę humoru, lekki język, bardzo...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Miasto w gruzach to finał trylogii o losach Danny’ego Ryana. Autorowi udaje się domknąć większość wątków, serwując satysfakcjonujące zakończenie. Głównym atutem książki pozostaje świetna, realistyczna narracja Dona Winslowa, która sprawia, że od lektury trudno się oderwać. Choć to jedna wielka historia rozbita na trzy części, każdy tom różni się od poprzedniego klimatem. Dla mnie jednak niezmiennie najlepszy pozostaje tom pierwszy.

​Cieszę się, że sięgnąłem po Winslowa (zachęcony poleceniem Stephena Kinga). Co ciekawe, przygodę z nim zacząłem od samego końca, bo po tej książce autor ogłosił przejście na emeryturę. Na szczęście na rynku dostępnych jest jeszcze kilka jego wcześniejszych tytułów, więc mam co nadrabiać. Zdecydowanie polecam fanom mafijnych rozgrywek i realistycznych fabuł.

Miasto w gruzach to finał trylogii o losach Danny’ego Ryana. Autorowi udaje się domknąć większość wątków, serwując satysfakcjonujące zakończenie. Głównym atutem książki pozostaje świetna, realistyczna narracja Dona Winslowa, która sprawia, że od lektury trudno się oderwać. Choć to jedna wielka historia rozbita na trzy części, każdy tom różni się od poprzedniego klimatem....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Drugie spotkanie z "Czwartkowym Klubem Zbrodni" wypada jeszcze lepiej niż debiut serii. O ile w pierwszym tomie autor dopiero kształtował styl i klimat tego świata, o tyle w kontynuacji wchodzi na wyższy poziom. Często przy takich próbach łatwo o przesadę, ale tutaj wszystko idealnie ze sobą współgra. Intryga jest sprawnie poprowadzona i pełna zwrotów akcji, jednak największą siłą książki pozostają bohaterowie. Od Joyce prowadzącej dziennik (scena z wybieraniem nazwy na Instagram to złoto!) po charyzmatyczną emerytowaną agentkę. Autorowi udało się zachować idealne proporcje między kryminałem, komedią a powieścią obyczajową. To lekka, inteligentna lektura, która co chwila wywołuje uśmiech. Z przyjemnością zabieram się za kolejny tom!

Drugie spotkanie z "Czwartkowym Klubem Zbrodni" wypada jeszcze lepiej niż debiut serii. O ile w pierwszym tomie autor dopiero kształtował styl i klimat tego świata, o tyle w kontynuacji wchodzi na wyższy poziom. Często przy takich próbach łatwo o przesadę, ale tutaj wszystko idealnie ze sobą współgra. Intryga jest sprawnie poprowadzona i pełna zwrotów akcji, jednak...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Do sięgnięcia po książkę „Czwartkowy Klub Zbrodni” zachęcił mnie serial dostępny na Netflixie - całkiem przyjemna komedia kryminalna o grupie emerytów, którzy w wolnym czasie próbują rozwikłać tajemnicze zbrodnie. Z czasem jednak okazuje się, że przestępstwa zaczynają pojawiać się w ich najbliższym otoczeniu…
Każda z postaci ma swoją historię – jedne są bardziej rozwinięte, inne pozostają w tle, ale wszystkie dodają kolorytu tej nietypowej grupie detektywów. Dużo tu humoru i lekkości języka, przeplatanego z lokalnym światkiem przestępczym. Całość czyta się bardzo przyjemnie, a opisy życia w domu spokojnej starości potrafią naprawdę rozbawić.
Co ciekawe, serial i książka różnią się w szczegółach – zagadki i ich rozwiązania zostały nieco zmienione, więc nie mamy tu powtórki z tego, co już widzieliśmy lub przeczytaliśmy. To duży plus dla tych, którzy chcą sięgnąć po oba formaty.
W kolejce czekają jeszcze trzy tomy (a za granicą już cztery), a każda kolejna część zbiera jeszcze lepsze recenzje niż otwarcie serii. To dobrze rokuje i sprawia, że z niecierpliwością czekam na dalsze przygody bohaterów.
Nie jest to może najbardziej odkrywcza książka, którą będę długo pamiętał, ale z pewnością stanowi świetną odskocznię od codzienności – z solidną dawką humoru i sympatycznymi bohaterami.

Do sięgnięcia po książkę „Czwartkowy Klub Zbrodni” zachęcił mnie serial dostępny na Netflixie - całkiem przyjemna komedia kryminalna o grupie emerytów, którzy w wolnym czasie próbują rozwikłać tajemnicze zbrodnie. Z czasem jednak okazuje się, że przestępstwa zaczynają pojawiać się w ich najbliższym otoczeniu…
Każda z postaci ma swoją historię – jedne są bardziej rozwinięte,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Colter Shaw to najlepszy tropiciel, jakiego można sobie wyobrazić. Dzięki swoim umiejętnościom i bliżej nieznanemu zapleczu finansowemu, rusza do akcji w nowej serii Jeffery'ego Deavera, autora znanego ze zwrotów akcji i serii o Lincolnie Rhyme.

Książka jest całkiem niezła, choć pierwsza połowa zdecydowanie bardziej mi się podobała. To tam autor skupia się na etyce pracy Coltera Shawa i jego wyjątkowych umiejętnościach, co sprawia, że czyta się to naprawdę dobrze. Druga część była już nieco bardziej przewidywalna i momentami nieco zbyt rozciągnięta.

Tajemnicza przeszłość Coltera Shawa jest jednak magnesem, który trzyma czytelnika w napięciu. Autor stopniowo odkrywa przed nami karty, co z pewnością zapowiada jeszcze ciekawsze wydarzenia w kolejnych tomach.

Niestety, finał pozostawia nieco do życzenia i nie wywołuje takich emocji, jakich można by się spodziewać.

Mimo wszystko, pierwszy tom serii dostaje od mnie 3 gwiazdki. Liczę, że kolejne części będą coraz lepsze i bardziej satysfakcjonujące.

Colter Shaw to najlepszy tropiciel, jakiego można sobie wyobrazić. Dzięki swoim umiejętnościom i bliżej nieznanemu zapleczu finansowemu, rusza do akcji w nowej serii Jeffery'ego Deavera, autora znanego ze zwrotów akcji i serii o Lincolnie Rhyme.

Książka jest całkiem niezła, choć pierwsza połowa zdecydowanie bardziej mi się podobała. To tam autor skupia się na etyce pracy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

W ramach odświeżania Kinga, przyszedł czas na Historię Lisey. Niestety, nie oceniam jej tak wysoko jak za pierwszym razem, gdy czytałem ją lata temu (wtedy wszystko Kinga wydawało mi się najlepsze). Tu, w bardzo rozwlekły sposób poznajemy tytułową historię, która rozpoczyna się już po śmierci jej męża, Scotta. Splot wydarzeń powoli wynurza z zakamarków pamięci Lisey wydarzenia i sekrety, które poznała w czasie ponad 20-letniego małżeństwa, a które zostały ukryte głęboko w jej pamięci. W tle dużo obyczaju i wątek sensacyjny w postaci świra, który chce dostać niepublikowane rękopisy Scotta, który był bardzo poczytnym pisarzem.

Pierwsza połowa książki jest mocno nużąca, przegadana i mało wciągająca. Scott i Lisey mają swoje prywatne słownictwo i powiedzonka, które przewijają się non stop w książce, a w sumie nic dla czytelnika nie wnoszą. Dużo jest też momentów, gdzie w trakcie tekstu King wrzuca jakieś przypadkowe skojarzenie albo komentarz do wydarzeń, których, nie znając Kinga, nikt nie zrozumie. Co prawda, w drugiej połowie książka nabiera tempa za sprawą nadprzyrodzonych wydarzeń związanych z przeszłością Scotta i sensacyjnym aspektem wspomnianego wcześniej szaleńca, ale niesmak po pierwszej części pozostaje. Przeczytałem to drugi i ostatni raz. Tylko dla prawdziwych fanów Kinga.

Plusy:
Ukryta przeszłość, która powoli wyłania się z niepamięci bohaterki, alternatywne światy i generalnie, jak u Kinga – świetny styl pisania.

Minusy:
Bardzo rozwlekła książka. Jak podsumować fabułę – byłoby z tego świetne opowiadanie, może mini nowela na 100 stron, ale nie rozdmuchana do prawie 600 stron powieść, mocno zapchana często bełkotem, który nuży zamiast intrygować i zachęcać do dalszego czytania.
Nawet na mój gust zbyt mroczne zakończenie.

W ramach odświeżania Kinga, przyszedł czas na Historię Lisey. Niestety, nie oceniam jej tak wysoko jak za pierwszym razem, gdy czytałem ją lata temu (wtedy wszystko Kinga wydawało mi się najlepsze). Tu, w bardzo rozwlekły sposób poznajemy tytułową historię, która rozpoczyna się już po śmierci jej męża, Scotta. Splot wydarzeń powoli wynurza z zakamarków pamięci Lisey...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Kolejny Bosch zaliczony. W tej części poznajemy Renée Ballard, która, sądząc po zagranicznych wydaniach (polski rynek jest parę lat do tyłu), stała się nowym bohaterem i wsparciem Boscha, który w książce ma około 70 lat. Po raz kolejny Bosch jest bezkompromisowy, a zasady i konsekwencje traktuje bez zbędnego przejęcia.

Wprowadzenie Ballard udane – poznajemy ją jako inteligentną i nie dającą sobie wejść na głowę detektyw. Zarówno Bosch, jak i Ballard mają do rozwiązania swoje sprawy, plus jedną, która łączy ich w duet, tak więc mamy różnorodność i zmiany scenerii. Dodatkowo poznajemy fragmenty prywatnego zycia obojga bohaterów. Czyta się fajnie, ale…

Śledztwo przeprowadzone bez jakiś fajnych tropów i detektywistycznej roboty. Ot, grzebanie w kartotekach policyjnych aż do przypadkowego tropu…

Dużym minusem dla mnie jest całkowity brak poczucia humoru u dwójki bohaterów, którzy są cały czas poważni i wszędzie doszukują się podtekstów i drugiego dna…

Dialogi również pozostawiają sporo do życzenia – zapewne miało to odzwierciedlać prawdziwych policjantów, ale momentami brzmiały bardzo sztywno. W kilku momentach odniosłem wrażenie, że niektóre fragmenty wyszły z jakiegoś tłumaczenia Google bez szlifu człowieka…

Tak czy inaczej, planuję kolejne tomy, choć na tę chwilę pozostał mi już tylko jeden.

Kolejny Bosch zaliczony. W tej części poznajemy Renée Ballard, która, sądząc po zagranicznych wydaniach (polski rynek jest parę lat do tyłu), stała się nowym bohaterem i wsparciem Boscha, który w książce ma około 70 lat. Po raz kolejny Bosch jest bezkompromisowy, a zasady i konsekwencje traktuje bez zbędnego przejęcia.

Wprowadzenie Ballard udane – poznajemy ją jako...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

"Patrz strachowi w twarz, inaczej wpełznie ci na kark"

Podsumowanie oryginalnej serii Diuny Franka Heberta

Przeczytałem wszystkie sześć oryginalnych książek napisanych przez autora, co nie było łatwym zadaniem. Im dalej w serię, tym trudniejsze stawało się zrozumienie tekstu. Herbert coraz bardziej wkraczał w abstrakcję, wewnętrzne monologi i słowotwórstwo. Przygodowy aspekt książek oraz szczegółowe przedstawianie świata Diuny często były przytłoczone długimi i nużącymi dialogami.

Do "Dzieci Diuny" odbiór był jeszcze dość przystępny, ale ostatnie trzy książki miały wiele dłużyzn i zawiłych rozważań. Były fragmenty, których nawet nie próbowałem w pełni zrozumieć. Mimo to, cel został osiągnięty.

Nie oznacza to jednak, że kończę moją przygodę z Diuną. Wcześniej zacząłem czytać książki syna Franka Herberta, Briana, które mimo że są krytykowane przez fanów oryginałów, dla mnie są bardziej przystępne. Ich język jest bardziej współczesny, mniej abstrakcyjny, więcej jest przygód i postaci. Brian i Kevin napisali wiele prequeli, więc Diuny mam jeszcze na lata.

Po latach pisania preludiów do Diuny, Brian postanowił dokończyć historię stworzoną przez ojca. Siódmy i ósmy tom ukazały się ponad 20 lat po "Kapitularzu".

Podsumowując szósty tom, "Kapitularz Diuną" przypomina poprzednie książki - dużo dialogów, intryg, czasem zawiłych. Jest też akcja i przygoda, ale w porównaniu do objętości książki (około 800 stron), te elementy są tylko małym ułamkiem historii. Cieszę się, że udało mi się przejść przez to.

Świat Diuny fascynuje mnie od dawna - od filmu Davida Lyncha (który po latach wydaje się momentami bardzo zabawny) i oczywiście filmów Denisa Villeneuve'a.

Całość mogę polecić tylko naprawdę zagorzałym miłośnikom science fiction.

"Patrz strachowi w twarz, inaczej wpełznie ci na kark"

Podsumowanie oryginalnej serii Diuny Franka Heberta

Przeczytałem wszystkie sześć oryginalnych książek napisanych przez autora, co nie było łatwym zadaniem. Im dalej w serię, tym trudniejsze stawało się zrozumienie tekstu. Herbert coraz bardziej wkraczał w abstrakcję, wewnętrzne monologi i słowotwórstwo. Przygodowy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to