-
Artykuły
„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać7 -
Artykuły
"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać445 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8
Biblioteczka
2026-04-06
2026-02-12
Facet z poukładanym życiem, rodziną i miłością nagle wszytko traci. W ułamku sekundy staje na bezdrożu samotności. Znika bezpowrotnie to, co kochał. Otoczony bólem pragnie dokonać zmian. Wyjeżdża.
Na miejsce zamieszkania wybiera małe miasteczko. Mężczyzna nie zdaje sobie sprawy, że obejmując stanowisko lekarza, zbliży się do wcześniej wykonywanej profesji, którą porzucił. Manham niebawem przyczyni się do zachwiania odbudowanej stabilizacji Davida. Lekarz nie ma żadnych planów na przyszłość. Próbuje zyskać zaufanie mieszkańców, bowiem w ich oczach nadal jest ,,tym przyjezdnym". Zaangażowanie ze strony drugiego lekarza, otwiera midzy nimi bramy do przyjaźni i zaufania.
Czy uwierzylibyście osobie, która jest prawa, życzliwa i skrzywdzona przez życie?
David i mieszkańcy Manham zaufali. Żyli w ułudzie, która całkowicie uśpiła ich czujność.
Spokojna atmosfera zapoczątkowuje dramat. Gdy dochodzi do upiornego odkrycia zwłok kobiety, nikt już nie czuje się bezpiecznie. Dodatkowo David poznaje sen jednej z mieszkanek, który wpływa na jego przemyślenia.
Wierzycie w sny - prorocze obrazy z naszej wyobraźni, powstające wtedy, gdy śpimy?
Ten wpleciony w fabułę motyw podkręca napięcie.
Lekarz nie pozostaje bierny na dramatyczne wydarzenia. Podnosi kurtynę, za którą dotąd sie ukrywał i ujawnia swój prawdziwy zawód, który porzucił po stracie rodziny. Jako antropolog sądowy pomaga policji w śledztwie. Rozpoczyna się walka z niewidocznym przeciwnikiem, który atakuje ponownie. Czas staje w szranki z grą pozorów, a pomaganie policji musi pozostać tajemnicą. Mieszkańcy tracą do siebie zaufanie, patrzą na siebie wilkiem, co nie sprzyja w utrzymaniu relacji.
W tym znieksztalconym obrazie zła jest również miejsce na miłość. Zakochany David nie wie, że los ponownie wystawi go na próbę.
Historia przedstawiona przez Becketta okraszona jest medycznym spojrzeniem na ludzkie zwłoki i to, co dzieje się z ciałem po śmierci. Autor w realistyczny sposób zobrazował każdy fragment książki odnoszący się do oględzin ludzkich szczątek. Skrupulatnie opisał, co ma znaczenie przy określeniu czasu zgonu oraz jakie czynniki na niego wpływają.
Osoby wrażliwe informuję, że dopełnieniem są treści związane z procesem rozkładu zwłok; muchami, żukami, larwami.
Tej książki się nie czyta, ją się pochłania.
To niebywale rzeczywisty obraz, który silnie oddziałowuje na wyobraźnię. W tej historii czuć strach ofiar, ciężar bezsilności i zapach powolnej agonii.
Opisy miejsca zbrodni oraz pracy antropologa uzmysławiają, jak ważny jest każdy szczegół, a pominięcie go może skutkować utratą kluczowego tropu. Czytalam powieść wydaną nakładem Wydawnictwa Amber. Fabuła na piątkę, lecz przełożenie tekstu nieco gorsze, dlatego książkę oceniłam niżej. Nie mogę wypowiedzieć się, co do tłumaczenia wykonanego dla wydawnictwa Czarna Owca.
Facet z poukładanym życiem, rodziną i miłością nagle wszytko traci. W ułamku sekundy staje na bezdrożu samotności. Znika bezpowrotnie to, co kochał. Otoczony bólem pragnie dokonać zmian. Wyjeżdża.
Na miejsce zamieszkania wybiera małe miasteczko. Mężczyzna nie zdaje sobie sprawy, że obejmując stanowisko lekarza, zbliży się do wcześniej wykonywanej profesji, którą porzucił....
2026-02-02
Kiedy napisał do mnie Andrzej, od razu stwierdziłam, że to gość na luzie. Na wstępie zaczął od słów - cytuję:
"Jestem autorem książki, której ludzie się boją."
Pomyślałam sobie: retyyy... może to horror? Czemu nie! Chętnie sięgnę.
Szybko okazało się jednak, że to nie horror, a nieświadomie stosowany w życiu ,,error".
Autor poinformował mnie, że fabuła dotyczy uzależnienia i związanego z nim leczenia, możliwe, że to główny powód sumy wszystkich strachów Czytelnika.
Ludzie boją sie książek, które otwierają oczy.
Gdy na podwalinach choroby alkoholowej stosuje sie zabiegi mające na celu wyeliminowanie zagrożenień, pojawia sie błędne myślnie. Kazdemu z nas wydaje się, że picie alkoholu ponad normę jest czymś złym.
A kiedy w ogóle mamy jakąś ,,normę"?
Czy istnieje takie pojęcie?
Alkoholik widzi z picia same korzyści. Bez zrozumienia istoty problemu popada się w bezwiedne spożywanie używki.
Dla osób niebędących w kryzysie uzależnienia procenty kojarzą się z okazją do dobrej zabawy. Po zakrapianej okoliczności każdy wraca do normalnego trybu. Inaczej jest z osobą uzależnioną. Alkohol staje się wówczas podłożem do zapomnienia o problemach, ,,świetnej" zabawy - niekoniecznie dla towarzyszy i wyniesieniu na piedestał swojej zaj#b%st*ści. I tak w kółko Macieju. Uzależniony przyjmuje, że bez alkoholu jest nikim.
Ułuda płynąca z tego stanu jest formą odskoczni. Osoby wpływowe szybko toną, a ratunku znikąd nie widać.
Taka pomoc może przyjść tylko i wyłącznie z własnego wnętrza, gdy płuca tonącego są pełne wody, a walka trwa o kazdy oddech. ,,Tonący brzytwy się chwta" - historia Andrzeja z tym mi się kojarzy.
Nikt nie zdołał odciągnąć bohatera od picia. Żona, którą Autor kocha nad życie, nie ma siły przebicia. W tym scenariuszu przepełnionym dramatem nie ma miejsca na słuchanie innych.
Historia rozpoczyna się punktem zwrotnym - pogorszeniem stanu zdrowia Autora. Wszystko przez alkohol, który trawi ciało i umysł bohatera.
Po wcześniejszych próbach rzucenia nałogu, nadchodzi kolejna.
Czy ta właśnie próba okaże się ostateczną?
To jedna z książek o miłości, której oblicze jest czarne i bezdenne.
,,Tak, kochałem ją miłością bezgraniczną. Wierny byłem jej zawsze. Ona mnie krzywdziła, a ja tego nie chciałem widzieć, tak bardzo ją kochałem."
Czy można kochać coś, co popycha w przepaść?
Uważam, że tak. Jednak w porównaniu z prawdziwą miłością, którą obdarza się drugą osobę, tamta ma iluzoryczny wymiar.
Bohater trwa w postanowieniu trzeźwości, które podczas lczenia okupione jest wyparciem prawdy o sobie, niezrozumienim, smutkiem, wstydem, zakłamaniem, gniewem, poczuciem winy. W kolejnych etapach trzeźwienia bohater stopniowo obserwuje u siebie zmiany. Pomimo że buntuje sie przeciwko prawdzie, zaczyna szkicować swój zewnetrzny i wewnętrzny obraz. Z pomocą pisanych podczas terapii prac, rodzi się nowy ,,Bodzio".
Jestem pełna podziwu dla Autora. Odwaga, którą sie z nami dzieli jest dla niego rozliczeniem ze starym życiem. Bo teraz przed nim nowe czyste karty, ktore bedzie wypełniał trzeźwą historią
W moich przemyśleniach pojawiały sie różne emocje. Największe wzbudzaly: strach i gniew.
Gdy Andrzejowi umiera Tata, obawiałam sie, że wróci na dawną drogę.
Jednak tragiczne wydarzenia pokazały, że bohater zdołał przetrwać je na trzeźwo. Wiem jaki ból towarzyszy umieraniu, gdyż w czerwcu zeszłego roku trzymałam za dłoń umierająca Mamę.
Gniew na bohatera, ktory we mnie rósł, pojawiał się, gdy Bodzio wspominał swoją żonę. Siła i miłość pozwalały trwać jej u boku męża. To ogromne poświęcenie i wiara, że kiedyś może będzie inaczej, sprawiły, że polubiłam jej postać. Nikt z nas nie wyobraża sobie przez co przeszła.
Bohatera nie złamały pojawiające się w trakcie leczenia wyzwalacze. Świadome wystawiania się na pokuszenie, bylo sprawdzianem, który Andrzej zdawał celująco.
Na koniec kilka słów o okładce.
Jej niepozorny wyglad skrywa treść znacznie głębszą niż można się spodziewać. Widzimy na niej wizerunek czterech sylwetek ,,Bodzia".
W moim postrzeganiu każdy kafelek z obliczem Andrzeja stanowi zapoczątkowanie nowego etapu trzeźwienia. Ten wizualny podziałał można odczytać jako kolejne kroki ku zdrowieniu.
Andrzej pisze swobodnym piórem. O ile książka zawiera trudne życiowe przesłanie, o tyle jej czytanie sprawia ogromna przyjemność.
,,Będę trzeźwy w pijanym świecie. Nie da sie tego zrobić. Nie po tylu latach picia."
A jednak - udało się.
Bodzio życzę Ci kolejnych pięknych trzeźwych lat. Zasługujesz na wszystko, co najlepsze!
Kiedy napisał do mnie Andrzej, od razu stwierdziłam, że to gość na luzie. Na wstępie zaczął od słów - cytuję:
"Jestem autorem książki, której ludzie się boją."
Pomyślałam sobie: retyyy... może to horror? Czemu nie! Chętnie sięgnę.
Szybko okazało się jednak, że to nie horror, a nieświadomie stosowany w życiu ,,error".
Autor poinformował mnie, że fabuła dotyczy uzależnienia i...
2026-01-28
Z ogromnym zapałem sięgałam po książkę Marty. Każda przerzucona kartka potegowała moją ciekawość - ,,co będzie dalej?". Emocjonujący początek podziałał hipnotyzujco. Zbieg okoliczności, łączący bohaterów, nadawał fabule dynamiki. Niestety, mój entuzjazm skończył się równie szybko, jak się zaczął, ale o tym za chwilę.
Tłem dla książki jest miłość do tańca, muzyki oraz przeszłość, która ściga bohaterkę. To właśnie ten wątek w fabule okazuje się najmocniejszym atutem. Dwudziestoczteroletnia Laura pragnie zostawić za sobą tragiczne wydarzenia. Kiedy odnajduje drogę do upragnionego zapomnienia, pojawiają się silne uczucia. Muzyk John pokazuje młodej dziewczynie, że miłość może mieć piękne barwy i wcale nie musi kojarzyć się z tyranią. Bohaterka odczuwa strach wobec rodzących się uczuć. Nie chce narażać Johna na konfrontację ze swoim tajemnicami oraz mężczyzną, który kiedyś był jej katem.
,,A co, jeśli ja świadomie godzę się na to ryzyko?"
John zapewnia Laurę, że wspólnie mogą przezwyciężyć wszystkie przeciwności. Wspiera kobietę w uwolnieniu się z pułapki przeszłości.
W powieści prym wiedzie męskie grono. Laura zaskarbia sympatię członków zespołu, którego jest choreografką. Jest jednak ktoś, kto stanowi dla niej wyzwanie, to Parker - nadąsany dupek.
Parker scala fabułę w jedno, a jego ,,żywy" charakter, przyćmiewa wizerunek pozostałych. Kiedy mężczyzna zmienia swój punkt widzenia, Laura zaczyna przenikać do jego myśli.
Polubiłam jego postać i cicho liczyłam, że to on będzie zabiegał o serce bohaterki.
Mocnym punktem w powieści jest wkradająca się zazdrość, ktora miesza się z miłością i przyjaźnią.
Główni bohaterowie - Laura i John - przedstawiają niedojrzałą postawę. Dziecięce zachowanie niekiedy denerwuje, kiedy indziej bawi. Ich ciągły płacz na każdej stronie podnosi ciśnienie.
Płaczący mężczyzna?
Owszem, wyznaję zasadę, że prawdziwy facet potrafi płakać, ale John lamentował za często.
Związek Laury i Johna ukazuje zestawienie dwóch różnych, ale bardzo podobnych charakterów. To prawdziwa mieszanka wybuchowa.
Niepotrzebnie zastosowanym przez Martę Kalinowską zabiegiem, wprowadzonym na początku powieści, jest przedstawienie takiej samej perspektywy z punktu widzenia dwóch postaci.
Dopracowanie tego elementu przyczyniłoby się do zmniejszenia objętości tekstu i swobodniejszego przepływu fabuły.
Dodatkowo przepisanie tych samych dialogów, przelewa czarę goryczy. Liczne powtórzenia oraz stosowanie słów ,,Ekhm...", ,,Aish..."(osobiście mi nie pasują).
Każda książka, którą przeczytam otrzymuje ode mnie wiarygodną opinię. Mimo że cenię sobie Autorkę, mój literacki głos pozostaje w zgodzie z własnymi odczuciami.
Moi drodzy, wierzcie, każdy z nas jest inny, a odbiór konkretnej lektury zależy od naszych preferencji. Chciałabym również podzielić się z Wami odczuciami związanymi z Autorką. Marta wzbudziła moją sympatię. To ciepła i wrażliwa kobieta, pisząca w bardzo przyjemnym stylu.
Nasza międzyautorska relacja zaczęła się, gdy Marta sięgnęła po ,,Intrygę...". Dowiedziałam się, że to koleżanka ,,po piórze" i bardzo się ucieszyłam. Natychmiast chciałam mieć książkę, którą napisała.
Pomimo że książka w mojej ocenie nie dostarczyła oczekiwanych wrażeń, Autorka udowadnia, że pasję należy rozwijać. Po debiutancki owoc ponad dwuletniej pracy Marty sięgnijcie sami, gdyż każdy z nas ma inne upodobania czytelnicze.
W działaniach Recenzentów istotne jest naszkicowanie czytelniczgo przesłania, które może wnieść nowe przemyślenia do twórczości Autora.
Z ogromnym zapałem sięgałam po książkę Marty. Każda przerzucona kartka potegowała moją ciekawość - ,,co będzie dalej?". Emocjonujący początek podziałał hipnotyzujco. Zbieg okoliczności, łączący bohaterów, nadawał fabule dynamiki. Niestety, mój entuzjazm skończył się równie szybko, jak się zaczął, ale o tym za chwilę.
Tłem dla książki jest miłość do tańca, muzyki oraz...
2025-12-26
Jakiś czas temu wzięłam udział w konkursie, w którym udało mi się wygrać książkę Michaliny Kowolik.
Dziś, po długiej czytelniczej nieobecności wracam z nową opinią.
W każdym z nas drzemią silne potrzeby posiadania czegoś, co kieruje nami w życiu. Dla jednych jest to wymarzona praca, a dla innych rodzina.
Radość i spokój Słowińskich zakłóca coś, co nieoczekiwanie rozbija ich poukladany świat na najdrobniejsze kawałeczki.
Niczym porcelana, ktorą uda się posklejać, lub definitywnie pozbyć.
Zoja, nastoletnia dziewczyna, przed którą świat stoi otworem, nagle traci grunt pod nogami. Dotąd wszystko działało jak w zegarku, tymczasem tragiczne zdarzenie odkrywa przed nami pasma nieuchronnych niepowodzeń. Sprawny mechanizm zegara, który napędza wszystko do przodu zwyczajnie się zepsuł.
To kluczowy wątek w fabule ukazujący natychmiastowe zatrzymanie się wszystkich wskazówek. Dla jednych świat staje w miejscu, a dla innych na głowie, ksztaltujac tym samym życie pozbawione większego znaczenia i określonego celu. A przecież to ostatnie wiedzie prym w bezkresie naszego istnienia.
W cichy sposób wkrada się do życia bohaterów nieprzyjaciel - alkohol.
Wysysa on z człowieka wartości i zabiera tożsamość. Nałóg, który zaczyna być oparciem w nieszczęściu matki Zoji, okazuje się najgroźniejszym wrogiem, siejąc spustoszenie tam, gdzie wcześniej była przestrzeń dla miłości, rodziny i zainteresowania bliskimi.
Żeby było mało, z uzależnieniem każdy próbuje poradzić sobie sam. Jedni wybierają stagnację, inni rozpaczliwą ucieczkę. Jak się okazuje batalia z nałogiem nie dotyczy jedynie osoby uzależnionej, lecz całej rodziny. Gdy do bohaterki dociera, że brakuje wsparcia innych, można już śmiało pomyśleć o poddaniu się. W tym momencie Zoja nie załamuje rąk. Pragnie wyciągnąć wszystkich z kłopotów, nawet gdy ,,to nowe i obce życie" wydaje się tkwić w martwym punkcie.
To ostatnie działanie jest o tyle odważne, że podejmowane przez najmłodszą osobę w rodzinie. Nastolatka przejmuje większość obowiązków domowych oraz pilnuje uzależnionej matki. W obszarze życia Zoji nie ma miejsca na spokój i szczęśliwe dorastanie. Na przekór wszystkiemu młoda dziewczyna doświadcza pierwszej miłości, o tyle tragicznej, co okupionej koniecznością dokonania wyboru.
Ogarnęło mnie zaskoczenie, kiedy niepozorny tytuł, jaki nadała Kowolik swojej książce ,,Dwa kilogramy szczescia", zaprasza Czytelnika do wkroczenia w świat głębokiego uzależnienia.
Czy młody człowiek jest w stanie przetrwać w życiu taki emocjonalny rollercoaster?
Na kartkach książki znajdziesz nie tylko wielką miłość młodych ludzi, lecz całą gamę innych uczuć. To przejmująca historia o stracie członka rodziny i heroicznej postawie nastoletniej Zoji, która zapomina o swoim szczęściu kosztem ratowania relacji rodzinnych.
Do pełni czytelniczej satysfakcji brakowało mi utrzymania tempa w rozwijaniu wątku uzależnienia - który odpowiednio przedstawiony - mógłby silniej wybrzmieć w całej opowieści.
Wspomniany wątek urywa się z ucieczką matki. W zawiązku z tym nie możemy śledzić jej dalszych losów.
Pod koniec książki pojawienie się matki w towarzystwie syna budzi we mnie sprzeczne emocje, bowiem wcześniej syn, nie mogąc zaakceptować alkoholizmu matki, wyprowadził się z domu. Słabą stroną książki jest brak informacji, w jakich okolicznościach matka i syn odnaleźli się na wspólnej drodze. Jest to tylko moje subiektywne spostrzeżenie, a przedstawienie tego w książęce każdy Czytelnik może odebrać inaczej.
Dialogi są spójne, a rozmowy prowadzone miedzy bohaterami wielokrotnie wywolywały uśmiech na moich ustach.
Zakończenie przyjęłam z żalem, być może spodziewałam się czegoś, co zrekompensuje mi drobne niedociągnięcia w fabule. Mimo wszystko sięgnę po kolejną książkę Autorki, gdyż pisze sercem, co jest dla mnie wyznacznikiem autentyczności.
Jakiś czas temu wzięłam udział w konkursie, w którym udało mi się wygrać książkę Michaliny Kowolik.
Dziś, po długiej czytelniczej nieobecności wracam z nową opinią.
W każdym z nas drzemią silne potrzeby posiadania czegoś, co kieruje nami w życiu. Dla jednych jest to wymarzona praca, a dla innych rodzina.
Radość i spokój Słowińskich zakłóca coś, co nieoczekiwanie rozbija...
2025-11-18
Przychodzę do Was z ciekawą propozycją książki autorstwa Agnieszki Łepki, - ,,Inna". To nie tylko obyczajówka, po którą sięga się w przerwie między innymi lekturami. To powieść, która poruszy czułe struny i pokaże, z jak wielu ,,uczuciowych barw" składa się człowiek.
To debiut, który otuliłam wyjątkowym sentymentem.
Zanim historia zostanie naniesiona na ramy życia głównych bohaterów, Autorka uświadamia nas w jakim domu wychowywała się tytułowa bohaterka - Lena.
Dorastanie pozbawione rodzicielskich uczuć i zrozumienia stało sie dla dziewczyny torturą. Ciągłe krytykowanie, manipulowanie i sterowanie budzi w niej potrzebę posmakowania samodzielności.
Wraz ze stronami powieści przenosimy się do lat dziewięćdziesiątych, kiedy kraj uczył się żyć na nowych zasadach, burząc dawny mur poglądów. W tych okolicznościach poznajemy dwoje bohaterów o odmiennych przekonaniach.
Lenka - młoda kobieta, stojąca u bram dorosłości oraz Antek, który tylko pozornie tworzy solidny fundament.
Lena postanawia wyjść naprzeciw oczekiwaniom rodziców i pieczętuje zwiazek z Antkiem. Mężczyzna jest doceniany przez rodzinę Leny, co stanowi zaletę w relacjach.
Jak to w bajkach dla dorosłych bywa, Lenie i Antkowi rodzi się dziecko. Pomimo nowego oblicza życia w kraju, rodzina wiąże koniec z końcem. Jednak gdy małżonków szybko dotyka proza życia, to świat zaczyna jawić sie w zupełnie innej tonacji. Codzienne obowiązki, opieka nad dzieckiem, praca oraz myśli o przyszłości spoczywają na kobiecie.
Dodatkowo Lena nie kryje swojej niechęci do macierzyństwa, co wywołuje falę oburzenia.
Antek przepełniony jest pychą związana z prowadzeniem firmy, wykorzystując swój status, podąża drogą zdrady. Z natury ma bardzo luzackie podejściem do życia, a pracę traktuje jako karę.
Lenę rujnuje wewnetrznie ta sytuacja, jednak nie potrafi wymóc na mężu obowiązków, gdyż ten stale się wykręca. Stereotypy wychodzą na się światło dzienne i kierują młodymi w walce o rację.
Utarte przekonania spoczywają na barkach kobiety, nadając jej wyznaczone zadania, których mężczyzna nie będzie wykonywać.
Zachowanie obojga jest niedojrzałe, czego dowodzi nieadekwatne do sytuacji podeście do życia.
Czy wybory, jakich dokonała Lena, będą stanowić kwintesencję jej życia?
Na wyjaśnianie nie musiałam długo czekać, od początku stanowiło ,,oczywistą oczywistość".
Mocnym atutem książki jest przedstawienie obrazu kobiety, która nie ma prawa głosu.
Od najmłodszych lat my kobiety budujemy własną autonomię, która niczym linie papilarne stanowi unikatowy symbol istnienia. W świecie pełnym stereotypów nasze wartości znikają. Z czasem stają się kroplą w morzu łez.
Istotnym aspektem było przedstawienie reakcji i wpływu, jaki mieli na zachowanie bohaterowie drugoplanowi.
Nie szukajcie w tej książce spokojnego lub lekkiego głosu, którym mówi Autorka. To przesłanie pełne kontrowersji. Przedstawia problematykę, w której otwartość, dzielenie się swoim poglądami i podejmowane decyzje mogą doprowadzić do wykluczenia społecznego.
W fabule spodobała mi się wielobarwność emocje, których głębie odczuwałam do ostatniej strony. Agnieszka chwyta za serce swoim piórem. To wspaniała pisarka i człowiek przepełniony empatią.
Polecam i to bardzo gorąco.
10 za fabułę, która jest bardzo bliska memu sercu!
Przychodzę do Was z ciekawą propozycją książki autorstwa Agnieszki Łepki, - ,,Inna". To nie tylko obyczajówka, po którą sięga się w przerwie między innymi lekturami. To powieść, która poruszy czułe struny i pokaże, z jak wielu ,,uczuciowych barw" składa się człowiek.
To debiut, który otuliłam wyjątkowym sentymentem.
Zanim historia zostanie naniesiona na ramy życia...
2025-10-20
Chwytałam książkę Grześka z ciekawością, ale i z wielkim znakiem zapytania, czy okładkowa obietnica zbiegnie sie z moim czytelniczym oczekiwaniem.
W odległych latach młodości sięgałam po różne gatunki. Wśród nich był mistrz King, chociaż nie raz zanudził mnie długimi opisami, był moim numerem jeden.
Dzięki powieści Grześka postanowiłam powrócić do dzieł o zbliżonej tematyce.
,,Karcer" Grzegorza Juszczaka to literatura post-apo.
Akcja książki toczy się sto lat po wojnie atomowej. Kiedy codzienność człowieka zastępuje substytut pseudonormalności, ocaleni ludzie - po ,,zapewne" wielu próbach - uczą się, jak w elastyczny sposób dopasować się do funkcjonowania.
Dlaczego twierdzę ,,zapewne"?
Ponieważ mało co wiemy o ludziach, którzy przez sto lat próbowali przeżyć i przystosować się do sytuacji. Autor pobieżnie naszkicował wizję losów ludzi po apokalipsie. Jednak czy jest to na tyle istotne, by się nad tym rozwodzić?
Myślę, że nie, i tu ku mojej wielkiej radości odetchnełam z ulgą, unikając dlugich opisów.
Zamysłem Autora było ukazanie tego, co dzieje się tu i teraz, czyli scenariusza teraźniejszości. Zamiast tworzyć niepotrzebną fabułę, autor w zgrabny sposob wspomniał jedynie zarys wydarzeń z przeszłości.
Dowiadujemy się, że grupa ocalonych zamieszkuje dawny budynek więzienny. To społeczność, która prowadzi w miarę uporządkowaną egzystencję.
O ile zagrożenie stanowią niemyślące istoty zwane menelsami, pokolenia przysłowiowych ,,Kowalskich" po stu latach, opanowuje sytuacje. Bohaterowie poznają zachowania menelsów, wiedzą, że te mają pewną wadę, która pozornie zapewnia mieszkańcom karceru bezpieczeństwo.
Co, jeśli dziwaczne stwory ewoluują, lub ktoś poddaje je eksperymentom, by stały się jeszcze większym zagrożeniem?
Tu stanęłam w martwym punkcie, bo Grzegorz Juszczak nie odkrył przede mną pewnej karty - asa, którego chowa w rękawie. Te ,,atu" wyjaśni nam, co lub kto stoi za nagłym przeobrażeniem jednego z menelsów, który atakuje karcer. Niestety tego wątku nie poznałam w tej części. Mam nadzieję, że wyjaśnienie znajdę w kontynuacji.
Gdy czytałam książkę zastanawiałam się, ile czasu mogą przetrwać ludzie, zachowując iluzje bezpieczeństwa? Co, gdy zagrożeniem są nie tylko dziwne kreatury?
Gdy niebezpieczeństwo staje się wyczuwalne, postaci targają dylematy, głównie związane z zabezpieczeniem w zapasy amunicji i żywności. Niepewny byt mieszkańców przyczynia się do działań, które mają na celu ochronić ich nie tylko przed wrogimi kreaturami - menelsami, ale również atakiem najeźdźcy, który nieuchronnie zmierza w kierunku bohaterów.
Czy Kojot, będący ważnym ogniwem obrony karceru, który znika w niewyjaśnionych okolicznościach, okaże się zdrajcą, współdziałającym z nieprzyjacielem?
Rządzący są podejrzliwi, a o lojalności Kojota przekona się Matti, który wyrusza wraz ze sztabem swoich ludzi na poszukiwania.
Początek książki jest spokojny, fabuła rozkręca się dopiero w drugiej połowie. Z czasem trwającej fabuły czycha na bohaterów coraz więcej przygód, umiejscowionych w niepokojącym scenariuszu. Przyznam, że warto było czekać, aż atmosfera niepokoju podgrzeje temperaturę i podsyci ciekawość.
Akcja utrzymuje się do ostatnich stron, a dwie zagadki zaostrzały nieco dramaturgię.
Książka wzbudziła we mnie wiele emocji. Umiejętność postaci do wspólnego działania pokazuje, że w sytuacjach kryzysowych najważniejsza jest współpraca. Wśród walczących przyjaciół na polu bitwy, to właśnie wsparcie jest kluczem do zwycięstwa, ale czy w tej książce będzie to wystarczające? Mieszkańcy karceru charakteryzuje otwartość na pomaganie innym, nie potrafią przejść obojętnie, gdy w grę wchodzi ludzkie życie.
Autor przedstawia prawdziwe oblicze dowodzenia. Podejmowanie złych decyzji przez wsoko postawionego dowódcę wiąże się tajnymi naradami przeciwko generałowi.
Niebanalnym sposobem zainteresowania Czytelnika okazuje się wtrącenie wątku ,,kac kupki", który podnosi walory humorystyczne pojawiające się w książce.
Uważam, że Autor poprzez zachowanie bohaterów pokazał nam korzyści płynące z empatii, siłę do walki dzięki wzajemnej mobilizacji, wolność od strachu poprzez heroiczną postawę dążenie do sprawiedliwości i zachowanie czujności, która nadaje nieco stabilizacji w trudnych chwilach. Decyzja o przemilczeniu prawdy w cieniu miłości robi duże wrażenie.
,,Karcer" czytało się bardzo dobrze. Nie odniosłam wrażenia, że to debiut. Delikatny bałagan w dialogach wprowadzało heheszkowanie, tu Autor mógł użyć didaskaliów, aby opisać wesołość bohaterów. Jest to jedynie moja subiektywna uwaga. Polecam.
Chwytałam książkę Grześka z ciekawością, ale i z wielkim znakiem zapytania, czy okładkowa obietnica zbiegnie sie z moim czytelniczym oczekiwaniem.
W odległych latach młodości sięgałam po różne gatunki. Wśród nich był mistrz King, chociaż nie raz zanudził mnie długimi opisami, był moim numerem jeden.
Dzięki powieści Grześka postanowiłam powrócić do dzieł o zbliżonej...
2025-09-26
To nie uczuciowe westchnienie, lecz oddychanie całą gamą uniesień.
Przeczytałam tę książkę drugi raz. Po dwudziestu pięciu latach spojrzałam na nią z innej perspektywy. Wówczas miałam siedemnaście lat i nie pojmowałam, że pragnienie i miłość nie znają ograniczeń.
Co może wiedzieć o miłości niedoświadczona nastolatka?
Pomimo że nie rozumiałam przekazu Williama Whartona skierowanego do Czytelnika, to miłość bohaterów już wtedy wzbudzała mój podziw.
W tej chwili, posiadając spory bagaż doświadczeń, wnikliwie przeanalizowałam idee Autora. Konstrukcja fabuły pomogła mi pojąć, że każda miłość przenika przez nasz punkt widzenia. Uczucie jest jedno, ale to, jak je przeżywamy, zależy od tego, co się wcześniej z nami działo.
Śmiało mogę napisać, że w tej książce - dla wielu z Was kontrowersyjnej - dzieje się magia. Tymi czarami są uczucia, którym można przypisać pragnienie poszukiwania własnej drogi, próby odnalezienia dojrzałości, tworzenia szkieletu życia. @William Wharton przedstawia nadzwyczajną miłość mężczyzny przed pięćdziesiątka i niewidomej siedemdziesięciodwuletniej kobiety.
Zastanawiacie się, jakim cudem tych dwojga połączyła miłość?
Czlowiek doświadcza w życiu wielu emocji, a cały ich zbiór tworzy jedyną w swoim rodzaju oryginalną ,,formę". W tej książce nie znajdziesz ideałów. Chociaż miłość bohaterów jest niewinna, przepełnia ją wiele ciemnych stron, które hamują ich przed spędzeniem razem reszty życia.
Czytasz i zastanawiasz się, czy taka miłość jest realna?
Tak, gdyż bariery wiekowe tworzymy my sami.
Czy przedstawiona historia mogła wydarzyć się naprawdę?
Oczywiście, bo w prawdziwej miłości granica wieku zaciera się w naszym umyśle.
Jak wiele może poświęcić mężczyzna i na ile kobieta może wpłynąć na jego ukształtowanie?
Tego dowiecie się z tej cudownej i wzruszającej historii.
Przed poznaniem Mirabelle bohater żyje w dostatku, lecz w rzeczywistości do pełni szczęścia brakuje mu spełnienia marzenia.
Kiedy zdaje sobie sprawę, że gonitwa do sukcesu zniszczyła nie tylko jego życie, ale i bliskich, postanawia odrzucić najcenniejsze, co posiada. Na zakręcie wyboistej drogi podejmuje decyzję zmieniającą świat, w którym dotychczas funkcjonował. W chwili, gdy mężczyzna się poddaje, jeszcze nie wie, że oto wygrał na loterii, finansowo ubogi, lecz życiowo dostatni byt.
Niewidoma Mirabelle, ,,wpada" na żyjącego w nędzy Jacka i otwiera mu oczy na świat. Wizja przedstawiona przez Whartona ma na celu ukazanie nam, że ślepymi nie są ci, ktorzy nie widzą, lecz ci, którzy widzą wszystko, nie dostrzegajac rzeczywistości.
Mirabelle uczy Jacka patrzeć. Dzięki niej mężczyzna spełnia swoje cele. Staje się lepszą wersją siebie, przy okazji doceniając zwyczajną egzystencję.
Nawet jeśli to historia krótkiej podróż w głąb ich fascynującego uczucia, warto po nią sięgnąć, by przekonać się, że miłość nie kieruje się zegarem biologicznym. Chemia między ludźmi może i ma prawo zrodzić się każdym wieku.
Kończyłam czytać ,,Spoznionych" w autobusie i nie przeszkadzało mi, że zerkają na mnie inni, gdy melancholia chwyciła za serducho, a łzy same cisnęły się do oczu.
To nie uczuciowe westchnienie, lecz oddychanie całą gamą uniesień.
Przeczytałam tę książkę drugi raz. Po dwudziestu pięciu latach spojrzałam na nią z innej perspektywy. Wówczas miałam siedemnaście lat i nie pojmowałam, że pragnienie i miłość nie znają ograniczeń.
Co może wiedzieć o miłości niedoświadczona nastolatka?
Pomimo że nie rozumiałam przekazu Williama Whartona...
2025-09-01
Piękna okładka książki autorstwa Agnieszki Łepki po raz kolejny zachęciła mnie do poznania losów bohaterów. Historia trzech przyjaciółek, które wbrew pojawiającym się przeciwnościom, zapragnęły żyć na określonych przez siebie zasadach...
Ale o tym za moment.
Wróćmy do Autorki. Nie znam kobiety, która z tak ogromną pasją potrafi rozmawiać o życiu. Inteligentna, empatyczna, asertywna i bardzo ciepła. To cechy Pisarki, którą miałam przyjemność poznać bliżej.
❗️Aguś, dziękuję, że jesteś❗️
Autorka w każdej książce potrafi skupić uwagę Czytelnika na najważniejszych aspektach życia.
Problemy, konflikty, brak uczuć, miłość, która potrafi złamać konwenanse, oraz najważniejsze - szczęśliwe zakończenie. Taka fabuła przypisana jest każdej powieści Autorki.
Jeśli poszukujesz w ,,Na własnych warunkach" lekkiej obyczajówki, może się okazać, że trafiłaś pod zły adres. W tej pozycji wydawniczej nie znajdziesz owijania w bawełnę ani ,,nawijania makaronu na uszy". Bohaterki są świadome swojego nieszczęścia. Zagubione w pnączach losowego fatum, próbują odnaleźć nowe znaczenie milości i życia.
Każda z nich - wydaje się - toczy pod górę ciężki kamień trosk, a brak zrozumienia, szacunku, natarczywość, wykorzystywanie, są głównymi motywami w książce.
Obraz Glorii, Sandry i Pauliny został przedstawiony na tle wieloletniej przyjaźni. Życie każdej z nich jest inne.
Mąż Glorii wykorzystuje ją jako tanią siłę roboczą, stosuje przemoc psychiczną. Sandra zostaje zdradzona przez męża, a gdy poszukuje ukojenia, wpada w rodzinną pułapkę manipulacji. Paulina zmaga się z rozterkami po śmierci małżonka. Poszukuje miłości, a kiedy ta pojawia się na hoyzoncie, staje się niemalże linią frontu między matką a córką. Sytuację ratuje ,,ktoś nowy" i anielska - w moim mniemaniu - cierpliwość.
(Żadna z nas nie spodziewałaby się po córce takiego kopa w zadek).
Osobiście bardzo polubiłam Glorię, zodiakalną Skorpionicę. Chociaż obie urodziłyśmy się w połowie listopada jesteśmy istnym przeciwieństwem. Czasami zazdroszczę jej cierpliwości.
Gdy relacje z członkami rodziny przeistaczają się w terror, kobiety postanawiają wdrożyć nowe zasady na froncie. Od tej chwili odpierają manipulacyjne ataki, nie pozwalając sobą sterować. Życie rodzinne domowników staje się nie do zniesienia, a zapoczątkowanie nowych zasad nie każdemu pasuje.
Podczas czytania możecie być świadkami rozmów między kobietami, obopólnego wsparcia i żartów, które w trudnych sytuacjach burzą mur porażki. Skazane pzez przewrotny los, szukają rozwiązań, by wyjść z cienia i zaświadczyć, że mając 50 lat, można czuć sie kochaną, spełnioną i szczęśliwą.
Książki Agi Łepki należą do tych, przy których miłośnicy obyczajówki wkroczą do świata, przypominającego ich własny. Z każdą przeczytaną stroną Czytelnik zawiązuje coraz głębszą relację emocjonalną z postaciami. Autorka skupia sie na codziennosci, ludzkich problemach, niełatwych sytuacjach i wyborach, bez których nie byłoby nowych początków.
Po przeczytaniu trzech ksiazek Agnieszki - ,,Pokochaj mnie wreszcie", ,,Lekarstwo na milość" oraz ,,Na własnych warunkach", mogę zapewnić, że Autorka kieruje swym piórem, uderzając w smutną prozę życia, podsycaną radością z pojawiającej się miłości, nowego życiowego scenariusza i wyciągania wniosków z lekcji, jaką jest życie. Polecam!
Piękna okładka książki autorstwa Agnieszki Łepki po raz kolejny zachęciła mnie do poznania losów bohaterów. Historia trzech przyjaciółek, które wbrew pojawiającym się przeciwnościom, zapragnęły żyć na określonych przez siebie zasadach...
Ale o tym za moment.
Wróćmy do Autorki. Nie znam kobiety, która z tak ogromną pasją potrafi rozmawiać o życiu. Inteligentna, empatyczna,...
2025-08-18
Moi drodzy, po raz pierwszy wzięłam udział w Booktourze. To bardzo ciekawe i inspirujące doświadczenie. Rozpakowałam paczkę z lekkim strachem, ale i słodkim wyczekiwaniem na to, co zobaczę wewnątrz.
Momentalnie rzuciła mi się w oczy przesłodka oprawa graficzna książki, której autorką jest również Joanna Kurek. Widok okładki natychmiast wywołał we mnie przyjemne uczucie, gdyż wyobraziłam sobie, fabułę nawiązującą do miłości ,,ciepłej jak bambosze". Podobnie tytuł książki daje Czytelnikowi nadzieję na to, że ta historia może rozgrzać nasze serducha. I tu Was zaskoczę.
Książka opowiada o perypetiach bardzo młodych ludzi, którzy poszukują odpowiedniej drogi, niekiedy dokonując bardzo złych wyborów.
,,Nim zdążyłem Cię pokochać" wzbudziła we mnie wiele emocji, bowiem jestem mamą, stojącą przed bramą dorosłości moich córek.
W tej pozycji wydawniczej nie poznacie ludzi, do których telefon jest przyklejony niczym guma do żucia pod butem. Na stronach tej książki próżno jest szukać internetu, społecznościówek, bezużytecznego scrollowania, czy młodzieżowego slangu.
Biorąc pod lupę ten aspekt, fabuła wydaje się nierzeczywista, ale jakże przyjemna. Niczym surrealistyczny obraz we współczesnym świecie.
Bohaterami książki są młodzi i pokrzywdzeni przez los ludzie. Autorka w opowieści dogłębnie przedstawia obraz nastolatków, których dojrzałość jest połączona z trzeźwym spojrzeniem w przyszłość.
Adam, dla którego choroba siostry Amelii przyczynia się do zboczenia w ciemny zaułek, odkrywa, ile jest w stanie poświęcić, aby zawalczyć o jej zdrowie. Stłamszony przez swój trudny żywot, okupiony chorobą alkoholową ojca oraz brakiem inicjatywy matki, bierze sprawy w swoje ręce.
To, co przynosi mu zyski, kłóci się z jego moralnością.
Z nieocenionym wsparciem przychodzi mu z pomocą siedemnastoletnia Weronika.
Niebywale inteligentna, empatyczna, posiada również dar organizacyjny.
Tych dwoje łączy więcej, niż sami myślą. Oboje osamotnieni, pozbawieni kluczowego elementu w dorastaniu - opieki rodziców. Pomimo dojrzewania w trudnych warunkach, nie ukrywają się przed światem. Toczą niemy bój z życiem, zasadami i akceptacją.
Wiodącymi zaletami, którymi postaci mogą zaskarbić sobie czytelnicze serca, jest uczciwość i lojalność.
W książce pojawiają się również blaski i cienie przyjaźni, czym autorka dzieli się z nami, przedstawiając obraz zdrady.
Adam, pod wpływem przemyśleń i toczącej się w nim walki, postanawia zerwać z ciemną stroną życia, wygrywając nowe życie.
Weronika, jako wierna przyjaciółka wspiera go we wszystkim. Nie opuszcza go nawet w mroczniejszych chwilach.
Czy przyjaźń między dziewczyną a chłopakiem, ma szansę przetrwać?
Adam oczarowany dobrocią Werki, nie potrafi ostudzić gorącego serca, w którym grają uczuciowe akordy.
Błądzi myślami w miłosnej rozterce, szukając odpowiedzi. Nieoczekiwanie jeden impuls sprawia, że staje przed obliczem wyboru, który zmienia jego dotychczasowe życie.
Mianowicie uczy się kochać, kogo?
Przekonacie się pod koniec tej historii.
Ta książka to wzruszająca podróż do świata, w którym każdy, bez wyjątku na popełnione błędy, zasługuje na druga szansę.
Asiu, miałam ciarki przez duże ,,C", bo nie takiego końca się spodziewalam. Przyznam jednak, że gdy Autor ma ,,taki" dar ,,manewrowania" fabułą, czyni go mistrzem w swoim fachu.
Bardzo dziękuję za zaufanie. Booktour z udziałem Twoich książek, to bardzo wykwintna uczta. Podobnie jak smakołyki, którym nie mogłam się oprzeć
Moi drodzy, po raz pierwszy wzięłam udział w Booktourze. To bardzo ciekawe i inspirujące doświadczenie. Rozpakowałam paczkę z lekkim strachem, ale i słodkim wyczekiwaniem na to, co zobaczę wewnątrz.
Momentalnie rzuciła mi się w oczy przesłodka oprawa graficzna książki, której autorką jest również Joanna Kurek. Widok okładki natychmiast wywołał we mnie przyjemne uczucie,...
2025-08-02
Czuję się podekscytowana i całkowicie zaskoczona, że książka o tak całkiem ,,lekkim" tytule porwała mnie bez reszty w wartki nurt życia jej bohaterów. Ludzi odnajdujących antidotum na miłość, które wykorzystują, by wyrzucić z głowy uczucia nawet kosztem swojej własnej radości. Agunia bardzo Ci dziękuję za ten wspaniały upominek.
Po raz kolejny spotykam się z bardzo istotną tematyką w książkach Agnieszki Łepki, mianowicie nieustającą walką o szczęście, której obraz został naniesiony w realistyczne ramy życia codzinnego.
Autorka przedstawia nam kilka osób i kilka odrębnych życiowych sytuacji, które splata jedno - dawne zaszłości.
Przeszłość wkracza w ich egzystencję, nakłaniając do stoczenia bitwy o życiowe spełnienie. Tych kilka odrębnych istnień łączy tak niewiele, a zarazem wszystko.
Trzy małżeństwa... każde z innym bagażem doświadczeń.
Zosia i Kamil, skrywają przed sobą tajemnice, które leżą przed nimi jak na tacy, jednak z początku żadne z nich nie kwapi się, by głośno o nich mówić. Dawna miłość, uraza, postępowanie wbrew sobie, zdystansowanie, oschłość, zdrada prowadzą nieuchronnie do burzliwego finału.
Olka i Marek - pomimo tajemnic - borykają się również z brakiem ambicji partnera, problemem alkoholowym, niedojrzałością, pragnieniem zmian. A gdy te nadchodzą, dla jednej strony życie zmienia się w istny koszmar, a dla drugiej staje się czystą przyjemnością.
Natalia i Marcin, z pozoru szczęśliwe małżeństwo, jednak gdy w ich związku przeszłość gra w otwarte karty z teraźniejszością, może wydarzyć się wszystko. Na stole leży kilka asów i to nie byle jakich. Stara miłość, która nie rdzeweje, kłamstwo i partnerska dobroć.
Nowakowski, Manuela, jej matka i inni wkradają się do życia bohaterów, stając się dopełnieniem dla osiągnięcia ich celów, czasem niekoniecznie dobrych.
Czy w życiu przepełnionym negatywnymi emocjami, w którym brakuje czułości można dokonać rewolucji?
Tak! Czasem boimy się wpleść do naszego życia - jak we włosy - kolorowe nadmorskie warkocze. Symbol beztroski i szczęścia. Żyjemy wiele lat, jakbyśmy nigdy nie zaczerpnęli tchu na wakacjach.
Czy każdy z nas urodził się pod szczęśliwą gwiazdą?
Tak, niestety, wiele z nas o tym zapomina. Odrzuca to wartościowe doświadczenie, wierzy w plotki, wpada w macki fałszu, złudnej dumy, pychy, arogancji, braku empatii. A gdy próbuje się ratować z opresji, szuka lekarstwa, złotego środka, który wyleczy ból i wskaże drogę, nie zawsze właściwą. Taką ścieżką podążają bohaterowie powieści ,,Lekarstwo na milość"
W tej książce mamy do czynienia z dwoma rodzajami bohaterów: tych, którzy walczą oraz tych, którzy niestety poddają się przeznaczeniu. Jedni i drudzy wzbogacają fabułę, gdyż jak to można zgrabnie ująć - nic nie dzieje się bez przyczyny, a wszystko ma swój określony cel. Postaci są odzwierciedleniem nas samych, ludzi, z problemami.
Osobiście bardzo polubiłam Zosię, jej uczucie jest przykładem mocnej więzi, trwającej miłości, której płomień tli się stale w jej sercu.
Książka przedstawia trudną historię życia kilku osób. Można by pomyśleć, że bohaterowie mają wszystko, ale tak naprawdę nie mają nic. Opowieść przepełniona jest ciężarem wieloletnich trosk, co daje się poczuć z każdą przeczytaną stroną. Fabuła została pokierowana przez Agnieszkę w taki sposób, że w momencie, gdy wszystko się kończy otwierają się nowe możliwości dla bohaterów. Książka z każdym wersem wprawiała moje serce w szybszy rytm i dawała wiarę, że w każdym momencie człowiek zasługuje na szczęście.
W życiu poświęcamy się ideom, które usypiają nas w działaniu, oddalając od tego, co ważne. Autorka perfekcyjnie pokazuje, jak wiele możemy zgubić na ścieżce codzienności, odrzucając marzenia i miłość. Wspaniała powieść, polecam.
Czuję się podekscytowana i całkowicie zaskoczona, że książka o tak całkiem ,,lekkim" tytule porwała mnie bez reszty w wartki nurt życia jej bohaterów. Ludzi odnajdujących antidotum na miłość, które wykorzystują, by wyrzucić z głowy uczucia nawet kosztem swojej własnej radości. Agunia bardzo Ci dziękuję za ten wspaniały upominek.
Po raz kolejny spotykam się z bardzo istotną...
2025-07-18
Ta recenzja zostanie na zawsze w moim sercu i pamięci, bo książkę Kingi Gąski czytałam w najtrudniejszym momencie mojego życia. W chwilach bardzo trudnych, przepełnionych strachem, bólem, gniewem, niezrozumieniem, a w ostatecznym rozrachunku wszystkich skonfrontowanych emocji, również żałobą po stracie mamy. Sięgnęłam po tę piękną, a zarazem smutną książkę, nie znając jej tematyki. Nie wiedząc, że najistotniejszym punktem fabuły będzie umieranie, które w tym czasie nadal głośno brzmi w moim wnętrzu.
Kinga bardzo rozbudziła moją ciekawość, gdyby nie bolesna sytuacja, która zatrzymała mnie w zawieszeniu, zapewne przeczytałabym ją jednym tchem. Z każdą stroną coraz bardziej wierzyłam, że historia bohaterów pochodzących z dwóch różnych kontynentów zostanie w moim sercu na długo.
Życie Anny nie było usłane różami. Pojawiło się w nim więcej strat niż zysków, ale właśnie to ostatnie - chociaż w niewielkiej ilości - rozpogodziło nieco jej krótkie życie.
Po śmierci matki Anna wyjeżdża do Ameryki, do miejsca znanego z lat jej młodości. Kobieta nie ma żadnego planu, który mógłby rozwiać rozterki związane z jej przyszłością. Jedynym pewnikiem, którym się kieruje, jest konieczność powrotu do Polski. Za granicą jej życie krąży wokół pracy i zwiedzania. Bohaterka niesie na swoich barkach ciężar wielu niepowodzeń i nieszczęść, co blokuje ją przed otwartością w relacjach. Gdy przypadkowo poznaje znanego w świecie literackim zagraniznego autora książek Jacka Aldena, nie wie, że to z nim przeżyje jedyną i najpiękniejszą podróż w życiu.
Dużym atutem książki okazała się mozaika scen, która stanowiła zlepek rożnych wątków mających spójną i zrozumiałą fabułę. Dopracowana narracja zbliża odbiorcę do bohaterów i uświadamia, jak ważną role odgrywa w książce Autor. Pisać może każdy, jednak nie każdy wzbudzi emocje, które dotkną najczulsze strun w sercu czytelnika.
Z umieraniem nie spotykamy się na co dzień. Temat ten jest nam tak odległy, jak lodowce, jak mroźne krainy, do których niewielu z nas wybiera się w podroż. A jednak od chwili narodzin zostajemy skazani na śmierć.
Brzmi okrutnie? Niestety, to prawda.
Nasza codzienność kręci się wokół rodziny i pracy. Śmierć jest dla wielu z nas tematem tabu, często pomijanym pojęciem straty lub cierpienia. Tworzymy w życiu złudzenie, wmawiając sobie, że mamy dużo czasu, ale każdemu pisany jest jakiś koniec, prawda?
Jedni żyją szczęśliwie, dożywając sędziwej starości, innym już w młodym wieku los pisze tragiczny scenariusz. I choć nikt nas nie pyta o zgodę, musimy zagrać główną rolę nawet w filmie, który nie ma szczęśliwego zakończenia.
W taką rolę wciela się Anna.
W powieści Kinga Gąska porusza bardzo ważne kwestie dotyczące naszego istnienia, i chociaż droga od narodzin do śmierci wydaje się odległa, muszę Wam szczerze napisać, że to jedynie wyobrażenie, wykreowane na potrzeby spokoju i przekonania, że mamy przed sobą ,,całe” mnóstwo czasu.
Gdy Autorka nieoczekiwanie wprowadza nas w sferę odchodzenia, pokazuje, jak świadomość umierania wpływa na nasze decyzje. Nierzeczywistym wydaje się fakt, że na główną bohaterkę spada nieszczęście, a przecież jeszcze chwilę wcześniej nic nie zapowiadało, że kres życia Anny jest bliżej, niż ona myśli. Uśmiecha się, płacze, szuka swojego miejsca w świcie, rozmyśla o przyszłości, zakochuje się.
Książka oscyluje na granicy dwóch emocji stanowczości i niepewności. Fabuła przedstawia bohaterów, którzy pragną być razem aż do końca, a jednak boją się własnych reakcji i spostrzeżeń. Tego, jak oboje będą postrzegać śmierć Anny lub jej całkowitą zależność od kogoś bliskiego. Żadne z nich nie protestuje, nie prosi o nic, godzą się zapamiętać siebie takimi, jakich jeszcze nie dotknęło ich przemijanie Anny.
Narracja, którą zastosowała Autorka, jest dla mnie strzałem w dziesiątkę, bohaterowie wyznają swoją historię wprost czytelnikowi. Uważam, że przemyślenia towarzyszące opowieści bohaterów, budują autentyczność. Czułam się, jakbym siedziała naprzeciwko nich i wsłuchiwała się w słowa kierowane właśnie do mnie.
Piękna historia o miłości, która zgubiła się między słowami, jednak stworzyła coś trwałego - coś, co mocno połączyło tych dwoje. I mimo że ich podróż nie trwała długo, bo zaledwie cztery sezony, to stała się symbolem stabilizacji, brakującego elementu w życiu kobiety.
Ta recenzja zostanie na zawsze w moim sercu i pamięci, bo książkę Kingi Gąski czytałam w najtrudniejszym momencie mojego życia. W chwilach bardzo trudnych, przepełnionych strachem, bólem, gniewem, niezrozumieniem, a w ostatecznym rozrachunku wszystkich skonfrontowanych emocji, również żałobą po stracie mamy. Sięgnęłam po tę piękną, a zarazem smutną książkę, nie znając jej...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Dziś przychodzę do Was z recenzją książki ,,Ludzie Karceru". Sam tytuł bardzo mnie zaciekawił, bowiem koniec pierwszej części długo roztaczał zapach zemsty, a ta - jak wiadomo - nie mogła być ,,byle jaka". Dlatego ze wzrokiem mściciela przyglądałam się okładce, przypominając sobie jednocześnie fabułę ,,Karceru" i to, w jak okrutny sposób zostali potraktowani ludzie w nim przebywający. Pomimo że mieszkańcy w obronie ukochanego miejsca, potrafili waleczni odpierać atak, zło w tragicznym finale odarło ich z godności i pochłonęło wiele ludzkich istnień.
Każda walka niesie ze sobą porażkę dla jednej ze stron. W tym przypadku przegrana nie ostudziła zapału Ludzi Karceru, nie odebrała im ducha walki. Plany zemsty tworzone z rozmachem, miały w końcu przynieść oczekiwane rezultaty i uwolnić przyjaciół z tarapatów.
Czy książka zaspokoiła moje oczekiwania?
Jak każdy Czytelnik podążam śladem czegoś, co sprawi, że kontynuacja książki czymś mnie zaskoczy. W tym przypadku oczekiwałam dynamiki - stale rozwijającego sie wątku.
I to właśnie dostałam.
Już od pierwszych stron przeżywałam wraz z bohaterami wszystkie emocje. Towarzyszyło mi cierpienie postaci, a poziom gniewu skierowałam również na Ciebie Grzesiu, ponieważ dokonałeś niemałego przewrotu w przebiegu wydarzeń. Usunięcie z listy bohaterów jednej z pierwszoplanowych postaci, w tak drastycznych okolicznościach zafundowało mi niezłą karuzelę myśli. Zanim sie otrząsnęłam, było za mną kilkanaście rozdziałów i wtedy zdałam sobie sprawę, że to nie będzie historia przedstawiona w delikatny sposób. Pióro Autora dojrzało, ukazując brutalną scenerię walki o życie i pragnienie przetrwania.
Wielebni, przeorysza, turkusowe kapłanki stają się centralną częścią niecnego planu osadzonego w ramach posapikaliptycznej manipulacji ludźmi.
W powieści pojawia się dużo ,,mocnych scen", delikatniejszym Czytelnikom ta historia może odbić się czkawką.
Autor nie zapomniał również, by rozweselić Czytelnika, a zastosowany męski humor dodatkowo podniósł walory książki.
Przyznam, że druga część przewyższyła pierwszą, a tok wydarzeń z pewnością rozwinie się w kolejnej książce. Uważam niemal za pewnik powstanie trzeciego tomu, co bardzo mnie raduje.
Kawał dobrej roboty! Czekam na wiecej.
Dziś przychodzę do Was z recenzją książki ,,Ludzie Karceru". Sam tytuł bardzo mnie zaciekawił, bowiem koniec pierwszej części długo roztaczał zapach zemsty, a ta - jak wiadomo - nie mogła być ,,byle jaka". Dlatego ze wzrokiem mściciela przyglądałam się okładce, przypominając sobie jednocześnie fabułę ,,Karceru" i to, w jak okrutny sposób zostali potraktowani ludzie w nim...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to