Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

Pięknie napisany esej historyczny, zawierający więcej przemyśleń, przypuszczeń i wątpliwości autora niż opisanych faktów. Te są tylko tłem do ukazania odwiecznych mechanizmów gnębienia bliźnich przez bliźnich w imię dowolnej ideologii i archetypu przewodnika buntu, tego który otwiera oczy pobratymcom i pierwszy podnosi żagiew gniewu i wojny. Tu jest nim Tomasz Muntzer, reformator religijny i społeczny, z impetem ruszający śladem waldensów, husytów i jak oni tragicznie finiszujący. Króciutkie, pobieżne, ale bardzo ciekawe i odrobinę poetyckie.

Pięknie napisany esej historyczny, zawierający więcej przemyśleń, przypuszczeń i wątpliwości autora niż opisanych faktów. Te są tylko tłem do ukazania odwiecznych mechanizmów gnębienia bliźnich przez bliźnich w imię dowolnej ideologii i archetypu przewodnika buntu, tego który otwiera oczy pobratymcom i pierwszy podnosi żagiew gniewu i wojny. Tu jest nim Tomasz Muntzer,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

To moje kolejne podejście do Iana McEwana, równie nieudane jak poprzednie. Najwyraźniej nie jesteśmy sobie pisani. Doceniam znakomitą formę pisarską, świetnie oddaną przez tłumacza, ujmuje mnie swoista przewrotność opowiedzianej historii, momentami byłam mocno zainteresowana, zakończenie uważam za znakomite, ale lektura bardziej mnie zmęczyła, niż usatysfakcjonowała. Gdzieś się rozminęliśmy. Może powinnam czytać, a nie słuchać i wtedy odbiór byłby inny? Nie wiem. Zaznaczam 6 gwiazdek, ale nie wiem czy to adekwatna ocena, i do jakości powieści i do moich odczuć.

To moje kolejne podejście do Iana McEwana, równie nieudane jak poprzednie. Najwyraźniej nie jesteśmy sobie pisani. Doceniam znakomitą formę pisarską, świetnie oddaną przez tłumacza, ujmuje mnie swoista przewrotność opowiedzianej historii, momentami byłam mocno zainteresowana, zakończenie uważam za znakomite, ale lektura bardziej mnie zmęczyła, niż usatysfakcjonowała. Gdzieś...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Dobra. Zdecydowanie dobra. Oczywiście w granicach gatunku do którego przynależy. Powieści kryminalnej z mocno rozbudowanymi wątkami obyczajowymi, nie epatującej wyjątkowym pięknem literackim bo nie jest dziełem sztuki, a solidnym wyrobem rzemieślniczym. "Archipelag" to kryminał detektywistyczny, treściwy, zajmujący, choć mało dynamiczny, bez elementów sensacji i naturalistycznych opisów. Czyta się tak świetnie, że w najmniejszym stopniu nie przeszkadza lekka "rozwlekłość". Historia lokalna, zakrojona z takim rozmachem, że prawdziwie godna gigametropolii, sowicie obfitująca w zaskakujące przypadki, raczej mało wiarygodna, ale dla mnie to bez znaczenia jeśli jest intrygująca i dobrze opowiedziana. A ta taka właśnie jest. Czekam z niecierpliwością na kolejną część.

Dobra. Zdecydowanie dobra. Oczywiście w granicach gatunku do którego przynależy. Powieści kryminalnej z mocno rozbudowanymi wątkami obyczajowymi, nie epatującej wyjątkowym pięknem literackim bo nie jest dziełem sztuki, a solidnym wyrobem rzemieślniczym. "Archipelag" to kryminał detektywistyczny, treściwy, zajmujący, choć mało dynamiczny, bez elementów sensacji i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Zamysł nienajgorszy, wykonanie kiepściutkie. Można by rzec norma. Ta sama grafomania, ten sam irytujący infantylizm. Intryga kryminalna wybroniłaby się znakomicie jako podstawa opowiadania. Jak na powieść za mało treści, więc "Noc trzydziesta" składa się głównie z powtórzeń, przypomnień, oglądu tej samej sytuacji oczami kolejnych bohaterów, najpierw prokurator, po nim jedna policjantka, druga. Konieczne, choć straszliwie męczące wypełniacze, inaczej dziełko Pani Puzyńskiej liczyłoby najwyżej 20 stron. I dobrze by było bo może rzecz bylaby treściwa, zwarta, wartka, interesująca, a tak jest jak jest czyli marniutko. Muszę to ze smutkiem przyznać, mimo całej sympatii dla autorki i wielkiego sentymentu do czytanych przed laty pierwszych części serii lipowskiej. Tutaj początkowe zainteresowanie jest brutalnie niweczone przedzieraniem się czytelnika przez kolejne powtórzenia, przypomnienia, wyjaśnienia tych samych faktów, zdarzeń, sytuacji. Dodać należy, że rzeczywistego śledztwa tu jak na lekarstwo i to bardzo deficytowe. Brak właściwej kryminałowi atmosfery. Wszystkie sprawy jakoś się rozwiązują, ale negatywnie kluczowe jest właśnie to jakoś. Polecam jedynie tym, którzy potrzebują czegoś przy słuchaniu czego można spokojnie wyskoczyć na podwórko, wytrzepać dywan, wrócić i pozostawać w fabule bo nic się nie straciło, a jesli nawey pod nieobecność doszło do jakiegoś przełomu to i tak zostanie to powtórzone, przypomniane, objaśnione, zatem tak, czy siak nic się nie straci.

Zamysł nienajgorszy, wykonanie kiepściutkie. Można by rzec norma. Ta sama grafomania, ten sam irytujący infantylizm. Intryga kryminalna wybroniłaby się znakomicie jako podstawa opowiadania. Jak na powieść za mało treści, więc "Noc trzydziesta" składa się głównie z powtórzeń, przypomnień, oglądu tej samej sytuacji oczami kolejnych bohaterów, najpierw prokurator, po nim jedna...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Powieść kryminalno-szpiegowsko-obyczajowa w stylu retro, rozpisana na tle wojennym, z lekkim powiewem egzotyki. Formą, klimatem całkowicie wpisująca się w "nurt chandlerowski". Ta sama narracja, to samo tempo, ten sam sposób konstrukcji i przedstawienia postaci. Ten sam dawno miniony świat, pomimo wszelkich jego skaz wywołujący głęboki sentyment. Nawet główny bohater jakby w zwierciadlanej tafli oglądany. Zaiste zacna to inspiracja. I efekt godnie dotrzymujący kroku pierwocinom. Uważam, że to dobra rzecz, interesująca, dopracowana w szczegółach, porządnie napisana, ale do omdlenia z zachwytu jeszcze mi bardzo daleko. Nie będę wykrzykiwać ach, och, co za genialne dzieło, mistrzowska mozaika i "buk wi co" bo brak ku temu podstaw. Dobra średnia półka i nic ponad to. Dodam jednak, że dla wielbicieli, obecnych czy byłych, tych staroamerykańskich klimatów, Chandlera i jemu podobnych to prawdziwa gratka.

Powieść kryminalno-szpiegowsko-obyczajowa w stylu retro, rozpisana na tle wojennym, z lekkim powiewem egzotyki. Formą, klimatem całkowicie wpisująca się w "nurt chandlerowski". Ta sama narracja, to samo tempo, ten sam sposób konstrukcji i przedstawienia postaci. Ten sam dawno miniony świat, pomimo wszelkich jego skaz wywołujący głęboki sentyment. Nawet główny bohater jakby...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Zbiór listów, opowiadających piękną historię o miłości, literaturze, szlachetnej walce i przetrwaniu wbrew, pomimo i dzięki. Ciepła, zabawna, wzruszająca. Lekka w formie, trochę ckliwa w wyrazie. Mimo bolesnej tematyki całkowicie wpisująca się w nurt "literatury kobiecej". Przyjemna i bardzo odprężająca lektura.

Zbiór listów, opowiadających piękną historię o miłości, literaturze, szlachetnej walce i przetrwaniu wbrew, pomimo i dzięki. Ciepła, zabawna, wzruszająca. Lekka w formie, trochę ckliwa w wyrazie. Mimo bolesnej tematyki całkowicie wpisująca się w nurt "literatury kobiecej". Przyjemna i bardzo odprężająca lektura.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Mało dynamiczna powieść okołokryminalna, pozbawiona większych zaskoczeń i zdecydowanych zwrotów akcji z niezbyt rozbudowaną warstwą obyczajową. Trzeba być wybitnym wielbicielem tego leniwego klimatu, żeby móc się zatopić w lekturze. Dobre pióro, dziwny pomysł, nieprzekonujący finał. Całość bardzo przeciętna, ale strawna.

Mało dynamiczna powieść okołokryminalna, pozbawiona większych zaskoczeń i zdecydowanych zwrotów akcji z niezbyt rozbudowaną warstwą obyczajową. Trzeba być wybitnym wielbicielem tego leniwego klimatu, żeby móc się zatopić w lekturze. Dobre pióro, dziwny pomysł, nieprzekonujący finał. Całość bardzo przeciętna, ale strawna.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Najlepsza chyba część bejrucko-paryskiej trylogii. Barwna, wartko tocząca się historia, nie pozbawiona humoru, dramatyzmu i momentów prawdziwie wzruszających. Nie muszę dodawać, że świetnie napisana i znakomicie przetłumaczona. Mam ogromną nadzieję, że saga nie pozostanie trylogią i pomimo wieszczącego nieuchronny kres epilogu niebawem przeczytamy kolejną, bliższą nam czasowo część tej niezwykłej historii i poznamy dalsze losy najmłodszego pokolenia, a zwłaszcza arcyciekawie zapowiadającego się rodzeństwa Collette i Philippa.

Najlepsza chyba część bejrucko-paryskiej trylogii. Barwna, wartko tocząca się historia, nie pozbawiona humoru, dramatyzmu i momentów prawdziwie wzruszających. Nie muszę dodawać, że świetnie napisana i znakomicie przetłumaczona. Mam ogromną nadzieję, że saga nie pozostanie trylogią i pomimo wieszczącego nieuchronny kres epilogu niebawem przeczytamy kolejną, bliższą nam...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nudne, absurdalne. Zero akcji, zero emocji, zero sensu. Nie do przełknięcia. Stratą czasu, zarówno przeczytanie tego gniotka, jak i opiniowanie go. Nic chyba już gorszego Pan Remigiusz wytworzyć nie może. Choć...kto wie. Po nim można sie spodziewać niemal wszystkiego.

Nudne, absurdalne. Zero akcji, zero emocji, zero sensu. Nie do przełknięcia. Stratą czasu, zarówno przeczytanie tego gniotka, jak i opiniowanie go. Nic chyba już gorszego Pan Remigiusz wytworzyć nie może. Choć...kto wie. Po nim można sie spodziewać niemal wszystkiego.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Trochę saga rodzinna, trochę szkic historyczny, trochę nie do końca udana gawęda. Powieść początkowo dość męcząca, chaotyczna, momentami trudna w zrozumieniu. W dalszej części fabuła się porządkuje, narracja upłynnia, zdarzenia nabierają sensu, historia zaczyna zaciekawiać. Ta późnowojenna i wczesnopowojenna. Mały odprysk dziejów ziemi mazurskiej, na której jedynymi autochtonami byli Bałtowie - Prusowie i Jaćwingowie, ludy już w średniowieczu zanikłe czyli totalnie wynarodowione na przestrzeni XIII, XIV wieku, częściowo spolonizowane, częściowo zgermanizowane. Cała reszta to przez stulecia z różnych stron napływający osadnicy. Najpierw Mazurzy, jak sama nazwa wskazuje z Mazowsza, później Niemcy, a pośród nich Rusini, Litwini. Używanie określenia autochton w odniesieniu do ludności mieszkającej tam w 1945 roku, zwłaszcza niemieckiej to wielkie nieporozumienie. Jak już wspomniałam opowieść wojenno-powojenna jest ciekawa, zgodnie ze współczesną modą obyczajową i poprawnością polityczną totalnie i bezwzględnie demonizująca Armię Czerwoną i jej żołnierzy, a właściwie zbydlęcająca. Każda armia na wojnie jest zbrodnicza, ale żadna absolutnie. Szatrawska obowiązującym szablonem przedstawia radzieckie wojsko jako jedno wielkie monstrum, zupełnie odczłowieczone, zainteresowane wyłącznie zdobyciem zegarka, gorzałki i baby do zgwałcenia. Gwałcą zgodnie i gremialnie wszyscy i wszystko. Wpadają tabunem i z miejsca rzucają się na najbliżej znajdujące się przedstawicielki płci zeńskiej. Nieważne młoda, stara, ładna, szpetna, chora, zdrowa. I gwałcą gremialnie, solidarnie, bez wyjątku. Ani jednego jeśli już nie przyzwoitego i wrażliwego to choćby impotenta, homoseksualisty, czy jakiegokolwiek dziwaka, któremu się po prostu nie chce chcieć. Ja wiem, że wojna ma potworne oblicze, wyzwala najohydniejsze instynkty, daje przyzwolenie na niejedną zbrodnię, ale ludzie, listości, niechby choć jeden sprawiedliwy w tej Sodomie. Niemcy z kolei są u Pani Szatrawskiej rczej nacją przyzwoitą, niesłusznie pokrzywdzoną przez wojnę, a zwłaszcza powojenne sowieckie czystki różnego rodzaju. Wiadomo gdzieś tam są ci naziści i tak dalej, ale Niemcy jakich sie spotyka to ci Niemcy dobrzy. Historia rodzinna dość mroczna i duszna. Wątek współczesny zupelnie zbyteczny z punktu widzenia czytelnika. Raczej męczy i przeskadza niż cokolwiek spaja. Główni bohaterzy bardzo bladą rysowani kreską. Dziwni, nijacy, nie budzący emocji, bliżsi zombie niż czlowiekowi. Całość średnio udana, względnie interesująca, trochę nazbyt histeryczna. Polecam bez przekonania.

Trochę saga rodzinna, trochę szkic historyczny, trochę nie do końca udana gawęda. Powieść początkowo dość męcząca, chaotyczna, momentami trudna w zrozumieniu. W dalszej części fabuła się porządkuje, narracja upłynnia, zdarzenia nabierają sensu, historia zaczyna zaciekawiać. Ta późnowojenna i wczesnopowojenna. Mały odprysk dziejów ziemi mazurskiej, na której jedynymi...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Króciutka. Doskonała w formie. Raczej zarys historii niż historia sama w sobie. Bardzo osobista. Niejednoznaczna. Lekko chaotyczna, co zapewne jest działaniem świadomym, mającym odzwierciedlić chaos życiowy i duchowy bohaterów, wewnętrzne nieuporządkowanie i niedookreślenie ludzi oderwanych od korzeni, pozbawionych tożsamości, a jednocześnie boleśnie nią przygniecionych. Całość przesycona atmosferą szowinistycznie nienawistną. Boleśnie prawdziwą. Nie dla każdego bo nie jest to literatura łatwa i porywająca.

Króciutka. Doskonała w formie. Raczej zarys historii niż historia sama w sobie. Bardzo osobista. Niejednoznaczna. Lekko chaotyczna, co zapewne jest działaniem świadomym, mającym odzwierciedlić chaos życiowy i duchowy bohaterów, wewnętrzne nieuporządkowanie i niedookreślenie ludzi oderwanych od korzeni, pozbawionych tożsamości, a jednocześnie boleśnie nią przygniecionych....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nie zachwyca. Nie zaskakuje. Absolutny przeciętniak przygodowo-sensacyjny z elementami political i science fiction. Czekałam z wielką niecierpliwością bo poprzednie części berlińskiej trylogii czytane przed laty odebrałam bardzo entuzjastycznie. Tu jest inaczej. Doświadczyłam małego rozczarowania. Być może ta część jest słabsza. Być może zmieniły się z biegiem czasu moje oczekiwania. Nie umiem rozstrzygnąć. Najnowsza powieść Magdaleny Parys to sympatyczne i nieskomplikowane czytadełko, średnio zajmujące, niezbyt dynamiczne. Polecam bardzo umiarkowanie. Mozna znaleźć sporo znacznie lepszych pozycji w tej kategorii literackiej.

Nie zachwyca. Nie zaskakuje. Absolutny przeciętniak przygodowo-sensacyjny z elementami political i science fiction. Czekałam z wielką niecierpliwością bo poprzednie części berlińskiej trylogii czytane przed laty odebrałam bardzo entuzjastycznie. Tu jest inaczej. Doświadczyłam małego rozczarowania. Być może ta część jest słabsza. Być może zmieniły się z biegiem czasu moje...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Specyficzna mieszanka gatunkowa, będąca w głównej mierze manifestem black power. Zaczyna się jako kryminał, szybko przemienia w fantasy z lekkim dreszczykiem grozy i tak naprawdę wcale się nie kończy. Nic nie zostaje wyjaśnione, nic nie zostaje zamknięte. Dziwna historia urywa się w pół zdania. Być może dlatego, że głównym, jeśli nie jedynym, celem autora było zgodne z wrzącym i kipiącym black power wykrzyczenie białoamerykańskiej hipokryzji, wielowiekowej krzywdy ludności kolorowej, braku sensownego i satysfakcjonującego zadośćuczynienia, a forma niejednoznacznego kryminału miała jedynie ten społeczno-polityczny przekaz uatrakcyjnić. Nie brak w tej powieści ironii. Percival Everett kreśli wspaniałą kpiącą kreską obraz amerykańskiego południa, mentalnie wciąż tkwiącego w XIX, a może nawet XVIII stuleciu. I jest to obraz ze wszech miar autentyczny. Prawdziwie "drze łacha" z miłościwie panującego w USA wielkiego błazna. Trafia tu strzałą swej ironii niezwykle celnie. Na uwagę zasługuje znakomita kreacja głównych bohaterów. Pełne ciepłego humoru przedstawienie dwóch czarnych detektywów z MBI, pełna sprzeczności i wewnętrznych zapętleń postać szeryfa z Money, intrygująca czarna 105-latka, trochę mścicielka, trochę czarownica, a może tylko staruszka pełna złych wspomnień i poczucia niewygasłych krzywd. Strażniczka pamięci o wielowiekowym "blackkauście", troszkę jak nasz Kordian co milion się zowie bo cierpi za miliony, troszkę jak Szymon Wiesenthal, który życie całe poświęcił ściganiu winnych. Całość na przyzwoitym poziomie literackim, dla mnie początkowo bardzo interesująca, stopniowo jednak w miarę jak kryminał zastępował social-political-fiction mój zapał stygł i wygasał. Pewnie inaczej byłoby gdybym pochodziła z MIssissippi i była potomkinią zwiezionych z Afryki niewolników. Szczęśliwie nie jestem, nie odbieram powieści Everetta osobiście, emocjonalnie, żywo, a przy odbiorze chłodnym, zdystansowanym "Drzewa"nie wybijają się ponad przeciętność. Przeczytać można, tym bardziej, że ukazuje prawdziwe Stany bez kolorowanek i upiększeń.

Specyficzna mieszanka gatunkowa, będąca w głównej mierze manifestem black power. Zaczyna się jako kryminał, szybko przemienia w fantasy z lekkim dreszczykiem grozy i tak naprawdę wcale się nie kończy. Nic nie zostaje wyjaśnione, nic nie zostaje zamknięte. Dziwna historia urywa się w pół zdania. Być może dlatego, że głównym, jeśli nie jedynym, celem autora było zgodne z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Makabrycznie patetyczne. Powinno być dramatycznie, a jest co najwyżej melodramatycznie, momentami komicznie, czasami żenująco. Całość sprawia wrażenie nie do końca udanej karykatury powieści frontowych z prawdziwego zdarzenia. Średnia objętość, ale już w połowie zaczyna męczyć bo jest zbyt monotematycznie, monoemocjonalnie, monowerbalnie jakby słuchało się wciąż tej samej bez końca powtarzanej frazy. Klasyczna zacięta płyta. Mimo całej szpetoty za wiele tu upiększeń strony ukraińskiej, i wojskowej i cywilnej. Rozumiem, że inaczej nie tylko nie sprzedało by się, ale i ściągnęło na Pana Twardocha gremialny atak i okrzyknięcie ruską onucą, ale mimo wszystko rażą liczne dziwne stwierdzenia, jak to na przykład, że ukraińscy jeńcy wypuszczani z rosyjskiej niewoli są jak martwe zwidy, wygłodzeni, wymęczeni, brudni, przerażeni, często ranni po przebytych torturach, a rosyjscy jeńcy mają u Ukraińców istne wczasy życia, wracają do swoich odkarmieni, wypielęgnowani, pełni zadowolenia, niemal ze łzami żalu w oczach po straconym dobrobycie. Litości Panie pisarz, litości!!!! I sporo więcej tam takich kwiatków. Czego można sie dowiedzieć poza tym? Niewiele prócz tego, ze podstawowym słowem w języku ukraińskim, którego , i tu Twardoch podaje prawdę, nie używał prawie żaden w miarę wykształcony, miastowy Ukrainiec, aż do roku 2014, jest huj, a zwrotem oczywistym na huj. W "Nullu" wszystko jest na huj. Siedzimy w okopach na huj, strzelamy na huj, dostajemy urlop na huj, idziemy do knajpy narąbać się na huj. I tak w każdym niemal zdaniu. To zdaje się potwierdzać, że ukraiński rzeczywiście był wiejską gwarą, wstydliwą, lekceważoną, rzadko używaną. Inaczej wykształciliby więcej słownych przerywników. Dla mnie to powieść bardzo przeciętna, nieco sztuczna i trochę nużąca. Szczepan Twardoch potrafi operować słowem. Nie da się zaprzeczyć. Dobrze by było gdyby jeszcze miał coś sensownego i ciekawego do powiedzenia.

Makabrycznie patetyczne. Powinno być dramatycznie, a jest co najwyżej melodramatycznie, momentami komicznie, czasami żenująco. Całość sprawia wrażenie nie do końca udanej karykatury powieści frontowych z prawdziwego zdarzenia. Średnia objętość, ale już w połowie zaczyna męczyć bo jest zbyt monotematycznie, monoemocjonalnie, monowerbalnie jakby słuchało się wciąż tej samej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Świetna. Monolog głównej bohaterki, pełen ironii, humoru, bólu emocjonalnego. Blyskotliwie wypowiedziany. Trochę bawi, trochę wzrusza, trochę zaskakuje. Wielkie brawa dla Pani Marii Seweryn, wspaniale czytającej, bardzo naturalnie, bez teatralnego zadęcia, męczącego słuchacza gwałtownymi przejściami z szeptu do krzyku, piskliwym odczytywaniem kwestii żeńskich, buczącym męskich. Podobało mi się zdecydowanie.

Świetna. Monolog głównej bohaterki, pełen ironii, humoru, bólu emocjonalnego. Blyskotliwie wypowiedziany. Trochę bawi, trochę wzrusza, trochę zaskakuje. Wielkie brawa dla Pani Marii Seweryn, wspaniale czytającej, bardzo naturalnie, bez teatralnego zadęcia, męczącego słuchacza gwałtownymi przejściami z szeptu do krzyku, piskliwym odczytywaniem kwestii żeńskich, buczącym...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Strasznie nudna. Grubaśnie marudna. Nieopisanie męcząca. Ciągnie się i ciągnie jak flak w oleju. Co tam w oleju, jak w gęstym, kleistym smarze. Intryga niewybitna, akcji zero przez większość 17-godzinnego odsłuchu. Nie intryguje, nie zaciekawia. Nuży i irytuje. Nuży bo nudna, drętwa i przegadana. Irytuje bo nie sposób doczekać końca. Nie macie pojęcia jak się umęczyłam. A jak zobaczyłam średnią ocen doznałam szoku. I wciąż nie mogę z niego wyjść. Może jednak nie powinno mnie to dziwić. Od dawna z przykrością zauważam, że im rzecz prostsza, banalniejsza, bardziej tandetna tym wyżej oceniana. Ta jest naprawdę marna. Ostatnio trochę narzekalam na Mroza, Remigiusza oczywiście, i ostro pojechałam po Puzyńskiej. W tym jednak momencie muszę ich oboje gorąco przeprosić. Katarzyna Puzyńska, na tle Gabrieli Pawliny i jej debiutanckiego dzieła, z całą swą grafomańską naiwnością wypada całkiem nieźle, a Pan Mróz to prawdziwy wirtuoz i to przez WIELKIE W. Pod każdym względem. Być może kryminał nie jest gatunkiem odpowiednim dla autorki. Być może sprawdzi się doskonale pisząc powieści obyczajowe, romanse. To inna narracja, inne tempo. Tu zdecydowane nie.

Strasznie nudna. Grubaśnie marudna. Nieopisanie męcząca. Ciągnie się i ciągnie jak flak w oleju. Co tam w oleju, jak w gęstym, kleistym smarze. Intryga niewybitna, akcji zero przez większość 17-godzinnego odsłuchu. Nie intryguje, nie zaciekawia. Nuży i irytuje. Nuży bo nudna, drętwa i przegadana. Irytuje bo nie sposób doczekać końca. Nie macie pojęcia jak się umęczyłam. A...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Kupiłam w formie audio bo jak co roku katuję się poznawaniem wszystkich nominacji w naszym plebiscycie. Literatura piękna, literatura obyczajowa, historyczna, kryminał, thriller, sensacja, jak leci, po kolei. Niektóre szczęśliwie już zdążyłam poznać. Z Panią Beatriz Serrano nie miała dotąd do czynienia. I raczej nie ulegnie to zmianie. Wielu tutejszych moich znajomych już dowiedziało się, że sknera jestem iście szkocka i jak grosz wydam nie popuszczę. Audiobooka nabyłam za rzeczywisty pieniądz w walucie krajowej ,więc niezwłocznie uruchomiłam we właściwej aplikacji i zaczęłam słuchać. I słuchałam bez względu na wszystko. Słuchałam, słuchałam, gubiąc niektóre tylko słowa, aż zasnęłam i przechrapałam ze 3 rozdziały. Obudziłam się bo przysnęłam na siedząco i zdrętwiał mi ciutkę kark. Czy przez mimowolne choć nie bezprzyczynowe przycięcie komarka cokolwiek straciłam? Nie wydaje mi się. Podobnie jak teraz po zakończeniu owej "lektury" nie wydaje mi się, aby koniecznym było napisanie na temat tego dziełka czegokolwiek. Na samym początku rozbudziła się we mnie nadzieja, że będzie to coś w stylu Bridget Jones lub diabła od Prady. Rzecz lekka, zabawna, pełna niezwykle celnej ironii. Nie jest tak, ani tu zabawnie, ani interesująco, ani inspirująco. Jakim w ogóle sposobem twór ów trafił na listę nominacji w kategorii LITERATURA PIĘKNA??? Nie mam pojęcia.

Kupiłam w formie audio bo jak co roku katuję się poznawaniem wszystkich nominacji w naszym plebiscycie. Literatura piękna, literatura obyczajowa, historyczna, kryminał, thriller, sensacja, jak leci, po kolei. Niektóre szczęśliwie już zdążyłam poznać. Z Panią Beatriz Serrano nie miała dotąd do czynienia. I raczej nie ulegnie to zmianie. Wielu tutejszych moich znajomych już...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Kolejna część rodzinnej sagi autorki. Tym razem bliższa nam czasowo, sięgająca wojny i lat wczesnopowojennych. Ciekawa, zręcznie skonstruowana, pięknie opowiedziana kobiecym trójgłosem. Już nie tak malownicza i ludyczna jak poprzednie części rodowej historii, ale nie mniej interesująca. Podziwiam fantazję autorki i śmiałość w wypowiadaniu się w imieniu przodków. Przeczytałam z prawdziwa przyjemnością. Szczerze polecam.

Kolejna część rodzinnej sagi autorki. Tym razem bliższa nam czasowo, sięgająca wojny i lat wczesnopowojennych. Ciekawa, zręcznie skonstruowana, pięknie opowiedziana kobiecym trójgłosem. Już nie tak malownicza i ludyczna jak poprzednie części rodowej historii, ale nie mniej interesująca. Podziwiam fantazję autorki i śmiałość w wypowiadaniu się w imieniu przodków....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Przeczytana w ramach zapoznania się z nominacjami w plebiscycie portalu. Sięgnęłam tym chętniej, że opisana jako znakomita łotrzykowska powieść historyczna. Cóż...według mnie zdecydowanie nie jest to powieść łotrzykowska, raczej też nie do końca historyczna. Nie jestem znawczynią dziejów Peru, ale w powieści Santiago Roncagliolo tło historyczne jest tak słabo zaznaczone, że fabuła może się rozgrywać gdziekolwiek, nie tylko w Peru czy Argentynie, ale z równym powodzeniem w Hiszpanii, Portugalii czy Francji. Z mniejszym powodzeniem w Polsce bo u nas owo ciało inkwizycyjne nigdy nie było, aż tak prężne i wpływowe. I oczywiście trzeba by zastąpić niewolników, zwłaszcza ciemnoskórych postaciami innych poddanych, zawłaszczonych, ubezwłasnowolnionych. Bardziej to literacka karykatura zniekształconego i splugawionego przez ludzi chrześcijaństwa, wbrew Chrystusowi, pełnego nienawiści, gniewu, pogardy, popierającego niewolnictwo, łamiącego kołem i palącego na stosach opornych i nieprzyjaznych, a czasem tylko nieco krnąbrnych lub chwilowo zagubionych. Bolesna to i wstydliwa karta w dziejach chrześcijaństwa, nie tylko katolicyzmu bo, choć niewielu Polaków zdaje sobie z tego sprawę, kojarzeni u nas, przeciwnie niż kościół rzymski, z wielką otwartością i postępowością protestanci rozpalili kilkakrotnie więcej stosów niż katolicy mimo, iż byli klikakrotnie mniej liczni. Autor, choć nie zagłębia się w dzieje kraju po mistrzowsku obrazuje charakter i atmosferę epoki, jednakie na obu kontynentach. Zgnębił mnie obraz mistyczno-dewocyjnej, chwilami szalonej, a może nawet bluźnierczej świętości Róży z Limy. Nie zaskoczyła ciemnota i zabobonność większości społeczeństwa bo to nie zmieniło się radykalnie do dziś. Podobało mi się niezwykle sugestywne ukazanie drogi wewnętrznej przemiany głównego bohatera Alonsa. Ciężko wchodziłam w tę lekturę, stopniowo jednak zaczęła wciągać. Było ciekawie, niestety tylko do pewnego stopnia, a raczej momentu. Pod koniec czytelniczej wędrówki zaczęłam odczuwać znużenie. To chyba wina zbytniej obszerności tegoż dzieła i swoistej tematyki, mało przygodowej, mało historycznej, skoncentrowanej na chorobliwej bigocji religijnej. Choć zapowiadało się obiecująco, były fragmenty niezwykle ciekawe, trochę absurdu, drobinki humoru skrzące sie w fabule jak brokat w karnawałowym pudrze to przyznam szczerze, że przebrnęłam przez tę lekturę nielekko. Jednak uważam, że przeczytać było warto. Mimo wszystko, choć moim faworytem w plebiscycie nie będzie.

Przeczytana w ramach zapoznania się z nominacjami w plebiscycie portalu. Sięgnęłam tym chętniej, że opisana jako znakomita łotrzykowska powieść historyczna. Cóż...według mnie zdecydowanie nie jest to powieść łotrzykowska, raczej też nie do końca historyczna. Nie jestem znawczynią dziejów Peru, ale w powieści Santiago Roncagliolo tło historyczne jest tak słabo zaznaczone, że...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Dobra i ciekawa powieść, choć nie wywołała wow. Nie nazwę jej arcydziełem, nie rozkoszowałam się jej artyzmem, bo nie ma w niej poetyki, malowniczości, ale wciągnęła mnie maksymalnie. Proste historie, momentami banalne, a jednak pełne zawiłości, cieni i półtonów. Zaskakujące, zabawne, wzruszające. Prosty przekaz, a doskonały w formie. Zdecydowanie polecam.

Dobra i ciekawa powieść, choć nie wywołała wow. Nie nazwę jej arcydziełem, nie rozkoszowałam się jej artyzmem, bo nie ma w niej poetyki, malowniczości, ale wciągnęła mnie maksymalnie. Proste historie, momentami banalne, a jednak pełne zawiłości, cieni i półtonów. Zaskakujące, zabawne, wzruszające. Prosty przekaz, a doskonały w formie. Zdecydowanie polecam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to