W Azji

Okładka książki W Azji
Tiziano Terzani Wydawnictwo: W.A.B. Seria: Poruszyć Świat reportaż
496 str. 8 godz. 16 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Poruszyć Świat
Tytuł oryginału:
In Asia
Data wydania:
2016-01-13
Data 1. wyd. pol.:
2009-07-22
Liczba stron:
496
Czas czytania
8 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377479186
Tłumacz:
Joanna Wajs
Średnia ocen

                8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup W Azji w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki W Azji

Średnia ocen
8,0 / 10
701 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1130
735

Na półkach:

Tiziano Terzani (1938-2004) był włoskim dziennikarzem, reporterem i wieloletnim korespondentem czasopisma "Der Spiegel". Ukończył prawo na uniwersytetach w Leeds i Pizie, a także studiował sinologię na Uniwersytecie Columbia. Przez wiele lat wspólnie z rodziną mieszkał w różnych krajach Azji. Poznawał ich kultury, religie, zwyczaje oraz historie, a także był świadkiem zamachów stanu, wojen i rewolucji. Rozmawiał z ludźmi m.in. zepchniętymi na margines społeczny, przedstawicielami elit, wykładowcami, a nawet z przestępcami. Nie bał się poruszać się trudnych tematów i z ogromną starannością starał się relacjonować wydarzenia, zachodzące w krajach w których przebywał. Starał się wyjaśnić w jaki sposób przeszłość i religia oddziaływały na ich sytuacje wewnętrzną oraz ich relacje z sąsiadami. Efektem jego pracy jest zbiór reportaży napisanych w latach 1965-1997 pt. "W Azji".

Książka ta jest pełna dogłębnych treści i ukazuje nam obraz krajów azjatyckich, które dzielą religie, kultura i język, łączą zaś podobne doświadczenia, chęć pokoju i stabilizacji oraz oczekiwanie na lepszą przyszłość. Na ich sytuację wpływ miały działania mocarstw zachodnich (prawie wszystkie kraje, w których przebywał Terzani było koloniami), wojny z sąsiadami, zamachy stanu, dyktatury oraz sytuacja gospodarcza. Wiele z nich w wyniku różnego rodzaju wydarzeń mierzy się z problemami takimi jak m.in. konflikty etniczne, korupcja, rozwarstwienie społeczne, rasizm czy szowinizm.

Reasumując. Książka Terzaniego jest poruszająca i pełna dogłębnych spostrzeżeń dotyczących krajów azjatyckich. Zmusiła mnie do przemyśleń nad różnymi zagadnieniami i zaciekawiła swoją narracją. Polecam.

Tiziano Terzani (1938-2004) był włoskim dziennikarzem, reporterem i wieloletnim korespondentem czasopisma "Der Spiegel". Ukończył prawo na uniwersytetach w Leeds i Pizie, a także studiował sinologię na Uniwersytecie Columbia. Przez wiele lat wspólnie z rodziną mieszkał w różnych krajach Azji. Poznawał ich kultury, religie, zwyczaje oraz historie, a także był świadkiem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2317 użytkowników ma tytuł W Azji na półkach głównych
  • 1 384
  • 884
  • 49
468 użytkowników ma tytuł W Azji na półkach dodatkowych
  • 304
  • 51
  • 40
  • 26
  • 24
  • 13
  • 10

Inne książki autora

Tiziano Terzani
Tiziano Terzani
Tiziano Terzani (1938-2004) - reporter, pisarz, podróżnik, znawca Azji. Publikował m.in. w "Der Spiegel", "Corriere della Sera" i "L'Espresso". Autor wielu książek, m.in. poświęconych Wietnamowi "Pelle di leopardo" (1973) i "Giai Phong!" (1976).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pociąg widmo do Gwiazdy Wschodu: Szlakiem Wielkiego bazaru kolejowego Paul Theroux
Pociąg widmo do Gwiazdy Wschodu: Szlakiem Wielkiego bazaru kolejowego
Paul Theroux
Xiążki o podróżowaniu mówią nie tylko o podróży ale i podróżniku. Czego, więc możemy się dowiedzieć z "Pociągu widmo..." o Theroux? Ten, kto już czytał jego reportaże z podróży nie dowie się niczego nowego. Theroux to nadal ten sam mizogin, nadęty bufon, zapatrzony w siebie egocentryk i klasyczny amerykański ignorant. Wypomina Rumunom, że nie obalili komunizmu a sam spoliczkowany przez burdelmamę ucieka z podkulonym ogonem. Siedzi cicho i słucha bzdur jakiegoś nawiedzonego muzułmańskiego starca bo boi się popsuć atmosferę w pociągu. Porównuje amerykańskich żołnierzy z terrorystami z Al Kaidy albo komisję senatora McCarthy'ego ze stalinowskim terrorem Berii. Cieszy się, że komunistyczny Wietnam pokonał USA i dzięki temu teraz ludzie tam mają pracę i mogą najeść się do syta, ale nie przeszkadza mu, że tą pracą jest prostytucja i sutenerstwo. I nie zastanawia się dlaczego wszyscy oni chcą wyjechać do USA? Ta podróż jest z założenia powtórką odbytej w połowie lat 70-tych. Przy tej okazji Theroux przyznaje się, że wówczas mało wiedział o świecie, np. o zbrodniach Czerwonych Khmerów w Kambodży. Wydaje mi się, że podczas tej podróży też niewiele wie. Albo użala się nad sobą, że w trakcie tamtej wyprawy on tęsknił za żoną a ona nie zrobiła nic aby uratować ich związek. A co on zrobił? Wyjechał w kilkumiesięczną podróż zostawiając ją z małymi dziećmi. Żyje w przekonaniu, że jest ideałem a potem dziwi się, że inni go nie lubią bo jest arogancki, jak wtedy gdy dowiaduje się o tym jak zapamiętali go studenci z Singapuru. No, i z polskiej perspektywy, prawdziwa perełka: wyjeżdżając z Białorusi, w Terespolu zaczęły się Niemcy... Skąd, więc tak wysoka ocena? Bo xiążkę czyta się świetnie, jeśli uda się nie koncentrować na autorze ale na opisywanej przezeń otaczającej go rzeczywistości. A poza tym zazdroszczę Theroux, że może sobie pozwolić aby przez kilka miesięcy nieśpiesznie okrążyć połowę świata.
The_Core - awatar The_Core
ocenił na 8 1 rok temu
Zakazane wrota Tiziano Terzani
Zakazane wrota
Tiziano Terzani
(1984) [La porta proibita] ChRL w pierwszej połowie lat 80. pod sterami Deng Xiaopinga (1904-1997), reformatora i twórcy dzisiejszego sukcesu Chin*. „[…] wszystko co dzieje się tam dzisiaj i wydarzy jutro, ma swoje korzenie w latach [80.] kiedy to mnie samemu i bardzo nielicznej grupie innych zagranicznych dziennikarzy dane było mieszkać wśród Chińczyków” (str. 8, ze wstępu do wznowienia z roku ‘98). „Opisywałem w tamtych latach kraj zawieszony między starym a nowym, coraz bardziej niepewny swoich korzeni kulturalnych, podobny do olbrzymiej, niesionej prądem tratwy, obciążonej balastem w postaci trupa – trupa [przewodniczącego] Mao [1893-1976]. Jeszcze dzisiaj jest tam tak, a nawet gorzej: niepoddany nigdzie prawdziwemu sądowi historii, Mao ciąży nadal nad duszą Chin w swoim mauzoleum, które otaczają obecnie coraz ciaśniej sklepiki z pamiątkami” (str. 9, ibid.) Tiziano Terzani (1938-2004) opowiada o okresie przejściowym, w którym przeciętny Chińczyk wciąż jeszcze klepie biedę, ale żyje już w kraju stwarzającym nowe perspektywy. Aby wyjaśnić rzeczywistość zastaną – a także z uwagi na niemożność swobodnego gromadzenia materiału, nieskrępowanego prowadzenia rozmów – dużo miejsca poświęca dekadom poprzedzającym okres swojego pobytu. Pisze o modernizacji Pekinu, realizowanej ze szkodą dla jego zabytkowej tkanki i tradycyjnego charakteru; chińskiej kolonizacji Wschodniego Turkiestanu**; Mandżurii jako podupadającym zapleczu przemysłowym ChRL; narodowej pasji do hodowli świerszczy i ptactwa (odradzającej się po latach potępienia); Szantungu w kontekście wydarzeń najnowszych – quasi-kapitalistycznej parcelacji ziem oraz gromadzeniu okruchów przeszłości, ocalałych z obłędu rewolucji kulturalnej (1966-76), o niemieckiej kolonii Tsingtau (Qingdao)*** i rehabilitacji Konfucjusza; Tybetańskim Regionie Autonomicznym, odrębności Tybetańczyków i okupacji ich kraju zasiedlanego Hanami; o zrujnowanym klasztorze Szaolin i powracającym do łask kung-fu; polityce jednego dziecka i kontroli urodzin; chińskiej szkole z perspektywy własnej córki i syna****; specjalnej strefie ekonomicznej Shenzen i wolnorynkowym Kantonie; nowych porządkach w Kaszgarii (ciąg dalszy dramatu Ujgurów); kampanii przeciwko przestępczości – publicznym egzekucjom; grom politycznym Deng Xiaopinga – kampanii przeciwko wypaczeniom duchowym; zaaresztowaniu i wydalenie z ChRL. Typowy reportaż opisuje szerszy kontekst poprzez historie poszczególnych bohaterów opowiadających o otaczającej rzeczywistości. Tu tego zabrakło – można się domyślać że z uwagi na barierę językową i deklarowany brak swobody działania. Autor wprowadza indywidualne głosy, ale żaden z nich nie towarzyszy nam zbyt długo, a treści mają charakter bardziej ogólny niż pogłębiony, sygnalizując istotne zagadnienia bez pełniejszego omówienia. Czytelnik szerzej zaznajomiony z historią ChRL, sięgający po książkę celem pogłębienia wiedzy o sytuacji lat 80., zainteresowany świadectwem przeciętnych Chińczyków, przedstawicieli mniejszości czy kolegów po fachu reportera – będzie zawiedziony. Terzani pisał z intencją uchylenia tytułowych zakazanych wrót. Kierował swoje reportaże do szerszego grona czytelników, nie sinofilów. Z tego co czytamy, wynika, że przynajmniej część była pierwotnie publikowana w prasie. Każdy stanowi odrębną całość, i jako taki spełnia swoją rolę, nie jest to jednak opowieść o życiu Denga Tiannuo*****, o codziennym zmaganiu z obcą rzeczywistością i zaskarbianiu sympatii. Literacko tekst wypada dobrze, choć za sprawą autora i tłumacza (Krzysztof Żaboklicki) znalazło się w nim kilka potknięć merytorycznych wymagających sprostowania (naciągane 7/10). __________________________ * Reformy Denga, wzorującego się na gospodarkach Hongkongu, Singapuru, Tajwanu i Makau, przekształciły Chiny w fabrykę świata, i przy zachowaniu władz reżimu, zaprowadziły morderczy kapitalizm. Dziś Chiny nie tylko produkują i kopiują zachodnie technologie, ale coraz sprawniej tworzą własne, budując nowe, silne marki o znaczeniu globalnym (elektronika, samochody). (Przy okazji przodują w inwigilacji, i podtrzymują aparat cenzury). Pragmatyczny Deng miał powiedzieć: „Nieważne, czy kot jest czarny, czy biały, ważne, aby łowił myszy” i tym samym wyrazić aprobatę dla modelu wolnorynkowego. Dziś inwigilacja Chińczyków jest bardziej subtelna, i o ile przeciętny Wang, Li czy Zhang są oni skupieni na konsumpcji i nie dążą do obalenia reżimu, ograniczając się do krytyki władzy lokalnej, mogą żyć na poziomie zachodnim i spać spokojnie. To samo tyczy się terenów okupowanych, Tybetu i Ujgurii, kolonizowanych przez Chińczyków Han, na które świat machnął ręką, bo bardziej liczą kontakty handlowe. PRZYPIS DO PRZYPISU: 76,8% Singapurczyków to Chińczycy. Dla 35% mieszkańców Singapuru ojczystym jest mandaryński, dla 11% hokkien, dla 5,7% kantoński, a dla 1,8% inne języki chińskie – prawie 48% deklaruje angielski jako główny język komunikacji (spis powszechny z 2000, https://pl.wikipedia.org/wiki/Singapur). Z perspektywy Denga Singapur był kolejnym, chińskim miastem. Informacja o tym, że zrehabilitowany Deng miał konkretne rozwiązania pod nosem, i zdecydował się odtworzyć w większej skali, pierw na wybrzeżu a potem w reszcie kraju, jest w książę pominięta. Podobnie jak domniemany cytat o umaszczeniu kota. ** Mongolska Dżungaria i turkijska Kotlina Tarymska (Ujguristan, Ujguria). *** Cesarstwo Niemieckie gospodarowało w Szantungu krótko, w latach 1897-1914, ale to Niemcy postawili stoi tam do dziś. Wpisuje się to w narodowy stereotyp. **** W momencie publikacji, pojawiły się kontrowersje co do autorstwa, i chyba nie bezzasadne, bo już po pierwszej stronie pojawia się myśl, że Tiziano Terzani pisze go w imieniu swoich dzieci, na podstawie ich opowieści. Autor zapiera się jednak, że „[…] napisały go zupełnie same” (str. 345). Nawet jeśli tak było, to musiał przejść solidną ojcowską redakcję, bo dzieci w wielu lat 9 (córka) i 11 (syn) nie są tak biegłe językowo. ***** Włoski Reporter, rozpoczyna od informacji o przybraniu chińskiego imienia i nazwiska, co daje nadzieję na osobiście zaangażowaną opowieść w stylu Petera Hesslera. Nic z tego jednak nie wynika. • Jak wielu młodych Europejczyków z Zachodu, Terzani uległ urokowi Mao, ale do ChRL wjechał dopiero wtedy, kiedy tłusty przywódca kopnął w kalendarz, a stery przejął inny starzec, Deng Xiaoping. „Przybyłem w styczniu 1980 i pojąłem od razu, że rzeczywistość jest mniej piękna od marzeń. Przyjechałem szukać nowej kultury, jakoby zrodzonej z rewolucji, a znalazłem resztki starej, wspaniałej kultury, którą zdążono metodycznie zniszczyć” (str. 14). „[…] jeździłem wszędzie, dokąd tylko się dało, od zakątka Chin wysuniętego najbardziej na zachód, w prowincji Sinkiang, do ich leżącego najdalej na wschód krańca w prowincji Szantung, od Mandżurii na północy po tropikalną wyspę Hajnan na południu” (str. 14-15). Mimo wydarzenia opisanego w ostatnim rozdziale, udało mu się powrócić do Chin kilka lat później, akurat po to, by zrelacjonować wydarzenia na placu Tian’anmen (‘89). • Ciąg dalszy tej historii napisał Peter Hessler w książce Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach [Country Driving: A Journey Through China from Farm to Factory] (2010). Sporo ciekawych spostrzeżeń znajduje się również w jego wcześniejszym reportażu Kości wróżebne. Podróż po przeszłości i teraźniejszości Chin [Oracle Bones: A Journey Between China’s Past and Present] (2006). Dobrą lekturą, będzie również Prowadzący umarłych Liao Yiwu [The Corpse Walker: Real Life Stories: China from the Bottom Up] (2008). • Książka trafiła do księgarń w 1984, i pod wieloma względami przypomina Rok 1984 Orwella zmiksowany ze swojskimi bolączkami PRL-u. Dzisiejsi Chińczycy żyją w pełnym rozdwojeniu jaźni, w deklarowanym socjalizmie i faktycznym kapitalizmie. Stali się społeczeństwem hiperkonsumpcyjnym, komercjalizującym przeszłość i teraźniejszość. Reżim uległ modernizacji, jest subtelniejszy, a kontrola i cenzura przeszły do sfery cyfrowej. Z kraju biednego, Chiny awansowały do roli globalnego gracza o imperialnych ambicjach i twórcy nowych technologii. Reportaże Terzaniego dokumentują początki tego procesu. • ZAKAZANE WROTA „Próbowałem zamieszkać w zwykłym chińskim domu, w chińskiej dzielnicy, lecz okazało się to absolutnie niemożliwe. Cudzoziemcy mogą mieszkać tylko w granicach tak zwanej »dzielnicy dyplomatycznej«, której bramy są dzień i noc strzeżone przez uzbrojonych policjantów; funkcjonariusze ci rejestrują wszystkich wchodzących i wychodzących” (str. 15). „Podobnie jak w bajce o zaklętym zamku, w którym przybysz może robić wszystko, ale nie wolno mu otworzyć pewnych wrót, bo wpuści złe duchy, ja takich wrót nie mogłem nie otworzyć. No i oczywiście złe duchy się na mnie rzuciły. Po ponadczteroletnim pobycie w Chinach zaaresztowano mnie, przesłuchano i poddano całomiesięcznej reedukacji […]. […] Oskarżono mnie na koniec o niepopełnione przestępstwo i wydalono z granic państwa” (str. 17). Jest to też odwołanie do Zakazanego Miasta w Pekinie, kompleksu pałacowego dynastii Ming i Quing (str. 32). • UWAGI (wyd. II 2011, tłum. Krzysztof Żaboklicki, W.A.B.): Str. 84 – Terzani pisze, że pustynia Takla Makan była przez Mongołów nazywana Gobi, ale Takla Makan i Gobi to dwa różne obszary geograficzne (?). Str. 87 – „Kazachów o orlich nosach” – wprawdzie jest to naród językowo turecki, ale o fizjonomii rasy żółtej… taki kształt nosa nie jest typowy dla Kazachów; wspomina też „jasnowłosych chłopców Uzbeckich o wielkich, niezwykle zielonych oczach” – sytuacja identyczna jak powyżej, Uzbecy reprezentują typ mongoloidalny… przytaczany wygląd jest dosyć nietypowy (przydałoby się kilka słów wyjaśnienia). Str. 88 – „Xinjiang: »Nowe Terytoria«” – w polskim „Sinkiang/Sinciang” częściej tłumaczy się jako „nowe kresy” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Sinciang) lub „nowe pogranicze” (vide Michał Lubina, Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium, Kraków 2023, str. 151). Angielska Wikipedia dopuszcza oba warianty: „It can be translated as »new frontier« or »new territory«” (https://en.wikipedia.org/wiki/Xinjiang). Str. 93 – Mongolii (Mongolii Wewnętrznej). Str. 105 – Harbin jako „miniaturowa replika Moskwy” to gruba przesada. Str. 127 – dżipem? (x2, gazikiem?) Str. 194 – autor pomija istotną informację, administracyjne granice Tybetu w ramach ChRL są mniejsze niż Tybet historyczny, etniczny i kulturowy; to co pisze na str. 206, o Tybetańczykach rozproszonych w innych prowincjach, np. Syczuanie, zdaje się potwierdzać tę nieświadomość. „Region Amdo, Kham i pozostałe terytoria oddzielono od tego, co dziś składa się na TRA [Tybetański Region Autonomiczny] ChRL, włączono je do Qinghai, Gansu, Syczuanu i Yunnanu […]” (Michał Lubina, Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium, Kraków 2023, str. 205-206). Str. 196 – Tiziano Terzani pisze o telepatii jak o faktycznej, a nie domniemanej umiejętności (a przynajmniej tak to zaserwowano w tłumaczeniu). Str. 222 – Frankenstein, wł. potwór Frankensteina. Str. 226 – „[…] Li Xianniana, obecnego prezydenta Republiki […]” – ChRL nie ma prezydenta, funkcja jaką sprawował Li to przewodniczący (kiedyś, w jednym z polskich serwisów informacyjnych, bodajże w Faktach na TVN-ie, Xi Jinping był również podpisany jako prezydent). Str. 242 – autor pisze, że w każdym chińskim mieście jest plan Ludowy z portretem Mao, ale wcześniej, bodaj nawet dwukrotnie, wspomina że portret przewodniczącego ostał się tylko w Pekinie, na Bramie Niebiańskiego Spokoju… Str. 279 – chorągwi (fladze!); str. 281/283/286 – kierowniczka/kierowniczki (dyrektorka/dyrektorki?); str. 293 – „chorągiew angielska”, nie chorągiew, i nie angielska – brytyjska flaga (Union Jack); str. 294 – „kontynentem chińskim” [sic!] – chodzi o Chiny kontynentalne, tj. ChRL, stojące w opozycji wobec obszarów etnicznie chińskich, ale poza komunistyczną jurysdykcją, położonych na wyspach i półwyspach (Makau, Hongkong, Republika Chińska/Tajwan). Czy przeliczenia juanów na euro odzwierciedlają inflację? (Euro w formie wirtualnej wprowadzono w 1999, a w fizycznej w 2002, książka jest z 1984). Str. 45 – „,będzie” (źle postawiony przecinek); str. 68 – przedmioty-przedmioty; str. 87 – „szisz kebabu” (zgubiony przecinek); str. 149 – zbytnich ceremonii (tu: zbędnych ceregieli?); str. 175 – najświeższych egzekucjach (najbliższych/najnowszych?); str. 197 – informacja o braku dróg w Tybecie pada dwa razy na tej samej stronie (!); str. 250 – wybijające (wcierające); str. 312 – „[…] fryzjerzy wodzą po policzkach klientów lśniącymi brzytwami […]” (balwierze?); str. 315 – krainy Kaszgar (Kaszgarii) + państwa Kaszgar (Kaszgarii); str. 317 – krainy Kaszgar (Kaszgarii); str. 338 – przerwa przed przecinkiem.
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Błękitne przestrzenie. Wyprawa śladami kapitana Cooka Tony Horwitz
Błękitne przestrzenie. Wyprawa śladami kapitana Cooka
Tony Horwitz
Kilkanaście lat temu Tony Horwitz wyruszył w podróż śladami kapitana Jamesa Cooka. Wraz ze swoim towarzyszem, a w pewnym momencie towarzyszami, odwiedza różne miejsca związane z Brytyjczykiem - muzea, pomniki, budynki w różnych częściach globu, w Australii, Anglii, Nowej Zelandii, na Tahiti czy Hawajach. Chyba najlepiej pasuje tu określenie, że jest to coś w rodzaju reportażu historycznego. Autor mając pod ręką dzienniki Cooka, jego biografię i inną literaturę przedstawia podróże Brytyjczyków, a następnie pokazuje je we współczesnym lustrze. Bierze udział w rejsie repliki okrętu Cooka, rozmawia z tubylcami o tym jak dziś postrzegają kapitana, ale też spotyka na swojej drodze entuzjastów brytyjskiego bohatera. Wszystko to, aby zbliżyć się jak najbardziej do opisywanej przez siebie postaci, poznać ją jak najdokładniej, a jednocześnie zobaczyć jak wygląda pamięć o Cooku w różnych częściach świata. To oczywiście skłania, żeby spojrzeć na książkę jak na pewnego rodzaju biografię Cooka, oczywiście dość specyficzną, ale pozwalającą spojrzeć na dziedzictwo jego wypraw, chociaż nie da się ukryć, że część współczesno-reportażowa z przygód autora wydaje się zajmować więcej miejsca. Po książkę sięgnąłem będąc lekko rozczarowanym wydaną ostatnio u nas książką Hamptona Sidesa o trzeciej wyprawie kapitana. Dużo jest tam właśnie o sporze o Cooka, ale poczułem się trochę niedowartościowany sposobem przedstawienia tego zagadnienia. Horwitz rozmawia z ludźmi i pokazuje, że problem, w zasadzie jak zwykle, jest złożony i niejednoznaczny. Jedni nie lubią Cooka, dla innych jest obojętny, a niektórzy są mu wdzięczni, bo na podstawie jego dziennika mogli paradoksalnie odtwarzać wiedzę o swoich przodkach. U Horwitza widać też entuzjazm wobec Cooka i staje on w opozycji do poglądów wspomnianego także przez Sidesa badacza o nazwisku Obeyesekere, który widzi w nim jakąś odmianę Kurtza z "Jądra ciemności". No, ale największą zaletą Horwitza jest jego styl, który trochę przypomina mi Hemingwaya. Amerykanin i jego brytyjski towarzysz Roger nie wahają się iść na piwo do baru i tam zagadać lokalsów o Cooka, piją alkohol wszędzie gdzie się da, cierpią na statkach, odgrywają scenki z lądowania i śmierci kapitana Cooka, w Australii idą na festiwal poświęcony kapitanowi, na Tahiti idą do pubu na wybory miss transwestytów (tak, Brytyjczycy lądując na Tahiti mieli problem z określeniem płci niektórych tubylców) czy oglądają lokalne tańce, szukają miejsc związanych z Cookiem, a jak się okazuje, nawet w Anglii jest to problemem. No jest to chyba szczyt możliwości, jeśli chodzi o podróże historyczne czyimiś śladami i myślę, że wielu ludzi chętnie by wyruszyło w rajd takim w stylu. Jednocześnie, zrozumiem ludzi, którzy uznają, że z kolejką butelką rumu ta opowieść robi się coraz bardziej przewidywalna i monotonna. Jednocześnie, książka przypomniała mi o pewnych truizmach - że historia nie musi być nudna ani nadęta, że badacze historii mogą rozmawiać z ludźmi na swojej drodze i dobrze się bawić, że historia jest też taka jak ją sami sobie wykreujemy. Horwitz cierpi na statku na chorobę morską, pije i spaceruje po pacyficznych wyspach, ale też z pewnym badaczem chodzi z wykrywaczem metalu, częściowo rozwikłuje zagadkę strzały z kości Cooka znajdującej się w Muzeum Australijskim w Sydney czy rozmawia z hawajskim malarzem o przedstawieniu ostatnich chwil Cooka. I muszę przyznać, że to była wspaniała podróż, napisana z humorem i niespotykanym urokiem.
Balcar - awatar Balcar
ocenił na 9 6 miesięcy temu
Wypalanie traw Wojciech Jagielski
Wypalanie traw
Wojciech Jagielski
Na pewno ujęło mnie oko, bystrość obserwacji i totalna bezstronność autora Wojciecha Jagielskiego. Ten Pan jest korespondentem wojennym, dziennikarzem z prawdziwego zdarzenia, obserwatorem, szerzej znanym pewnie nieco starszemu pokoleniu, dla mnie to była pierwsza styczność z jego twórczością. Potrafi on patrzeć na rzeczywistość z różnych stron i zostawia czytelnikowi szeroki wachlarz wniosków, a to mi się mega podoba, w dzisiejszym dziennikarstwie głównego nurtu praktycznie niedostrzegalne. W opisach przyrody, czy klimatu miasteczka Ventersdorp i szerzej Transwalu, RPA jest też coś na kształt poezji są to po prostu ujmujące i bardzo obrazowe porównania, metafory, kontrasty, nawet elementy humorystyczne, sarkastyczne. Dużą wartością tej książki jest merytoryka, warto wiedzieć, czym był apartheid, skąd wzięło się RPA i jacy ludzie stworzyli ten kraj. Dla mnie osobiście to również, choć może nie wprost, lekcja o gospodarce i ekonomii, o tym funkcjonują farmy, gospodarka kraju jako całości i jak działania rządu mogą na to wszystko wpłynąć. Na koniec trzeba zaznaczyć, że Wypalanie traw to po prostu dobra historia, z ciekawymi postaciami i bardzo dobrze oddanymi profilami psychologicznymi bohaterów. W tej beczce miodu mała łyżka dziegciu – być może niektórzy od razu zapamiętują, kto jest kim. Dla mnie nazwiska i imiona zaczęły porządnie układać się w głowie dopiero po wciągnięciu się w opowieść. Rozpoczynanie od środka historii i duża liczba wątków sprawiły, że w połowie czy pod koniec książki wracałem do wcześniejszych rozdziałów, żeby jeszcze raz przeanalizować zachowanie bohaterów. Może to zabieg celowy, może mam zbyt słaby procesor, ale być może łagodniejsze wejście w historię pozwoliłoby lepiej przebrnąć przez całość. Niemniej jestem bardzo pozytywnie zaskoczony i na pewno sięgnę po inne tytuły WJ.
Chrystian - awatar Chrystian
ocenił na 9 8 miesięcy temu
Gorączka latynoamerykańska Artur Domosławski
Gorączka latynoamerykańska
Artur Domosławski
Książka “Gorączka latynoamerykańska” autorstwa Artura Domosławskiego to nie jest zwykły reportaż o odległym kontynencie. To raczej intensywna, momentami wręcz duszna podróż przez rzeczywistość Ameryki Łacińskiej, pełna sprzeczności, nadziei i rozczarowań. Autor nie opisuje jej z dystansu turysty, ale z bliska, z perspektywy ludzi, którzy codziennie mierzą się z konsekwencjami polityki, historii i nierówności społecznych. Według mnie największą zaletą tej książki jest jej uczciwość. Artur Domosławski nie próbuje uprościć rzeczywistości ani podporządkować jej jednej tezie. Zamiast tego pokazuje region jako przestrzeń ciągłego napięcia między bogactwem a biedą, demokracją a autorytaryzmem, nadzieją a cynizmem władzy. Szczególnie interesujące dla mnie były fragmenty dotyczące lewicowych rządów. Autor nie ulega ani bezkrytycznemu zachwytowi, ani łatwej krytyce. Zamiast tego analizuje ich realne skutki, często dalekie od idealistycznych założeń. Reportaż zyskuje dzięki temu, że opiera się na konkretnych historiach. To nie są suche analizy polityczne, lecz opowieści o prawdziwych ludziach (działaczach, mieszkańcach slumsów, politykach czy zwykłych obywatelach). Niektórym czytelnikom może jednak przeszkadzać pewna fragmentaryczność, książka nie jest jedną spójną historią, lecz zbiorem reportaży. Wymaga to większego skupienia i może sprawiać wrażenie braku jednej głównej osi narracyjnej. Podsumowując uważam, że “Gorączka latynoamerykańska” to wartościowa i angażująca lektura dla osób zainteresowanych światem, polityką i reportażem. To książka, która poszerza perspektywę i zmusza do refleksji nad tym, jak skomplikowany i różnorodny jest współczesny świat. Serdecznie polecam!
Mysterybookspl - awatar Mysterybookspl
ocenił na 9 19 godzin temu
Mordercy w Mauzoleach: Między Moskwą a Pekinem Jeffrey Tayler
Mordercy w Mauzoleach: Między Moskwą a Pekinem
Jeffrey Tayler
"Mordercy w mauzoleach" to reportaż podróżniczy, którego autor przemierza szlak od centralnej Rosji po Chiny. Na jego trasie są m.in. Kazachstan, Abchazja i Mongolia. W każdym z odwiedzanych krajów reporter opisuje miejsca rzadko zwiedzane przez turystów, bo niebezpieczne, rażące biedą i brzydotą; to miejsca, które nazywamy często krajem B (tu chciałoby się opatrzyć je nawet klasą C i D). Porażające są wszechobecna korupcja i brak perspektyw, marazm i beznadzieja. Uwagę czytelnika często przykuwa stosunek mieszkańców Rosji i byłych republik radzieckich do tyranii - wciąż żyją kultem Lenina i Stalina, a Putina traktują jak surowego, ale sprawiedliwego ojca narodu. Gdy czyta się te wynurzenia, włos jeży się na głowie. Ludzie tęsknią za dawnymi czasami, jakby nie zdawali sobie sprawy z ich krwawego oblicza. Podobnie rzecz ma się w Mongolii, gdzie mieszkańcy wciąż oddają hołd Dżyngis-chanowi oraz w Chinach, gdzie czci się Czang Kaj-szeka. Dla wielu mieszkańców to nie ludobójcy, lecz bohaterowie narodowi, mający swoje mauzolea, muzea i ołtarze. Książka napisana jest dynamicznie, barwie i obrazowo. Czyta się ją szybko i z zaciekawieniem, chociaż muszę przyznać, że niektóre fragmenty trochę mnie nużyły szczegółowością i powtarzalnością (np. opisy mocno zakrapianych imprez, traktowanych przez tubylców jak wyraz gościnności, oraz spotkań z prostytutkami). Polecam przede wszystkim miłośnikom reportażu.
allison - awatar allison
ocenił na 7 10 lat temu
Rzeka krwi. Podróż do pękniętego serca Afryki Tim Butcher
Rzeka krwi. Podróż do pękniętego serca Afryki
Tim Butcher
Tim Butcher był przez pewien czas korespondentem The Daily Telegraph w Afryce. W trakcie pracy i częściowo pod wpływem wspomnień matki zainteresował się trasą podróży, którą przebył H. M. Stanley w 1876 r. od zachodniego brzegu jeziora Tanganika do ujścia rzeki Kongo. Ten słynny podróżnik, który przypadkowo także pracował dla tej samej gazety, nie tylko zdołał zbadać nieznany górny bieg tej potężnej rzeki, ale powrócił też w kawałku do Wielkiej Brytanii. Pragnienie odtworzenia tej słynnej trasy narastało w nim przez cztery lata. Przez ten czas przeczytał mnóstwo książek o tym regionie i wiele razy próbowano go odwieźć od tego pomysłu. Nikt nie odważył się podróżować po tym niebezpiecznym regionie. W końcu zdołał wykorzystać spokojniejszą sytuację polityczną i wyruszył na wschodnią granicę Demokratycznej Republiki Konga, mając przy sobie tylko plecak i kilka tysięcy dolarów ukrytych w butach. Choć podążał tym samym kierunkiem, co Stanley, to sama forma podróży była inna. Butcher wyruszył sam, choć w każdym odcinku drogi był zdany na pomoc. Drogę podzielono na kilka punktów orientacyjnych, które zostały w poszczególnych rozdziałach dokładnie dokumentowane. Choć sama geografia była raczej sprawą drugorzędną, to trzeba przyznać, że Butcher ma dobre oko do szczegółów. Jego opisy dżungli, rzeki Kongo, zrujnowanych osad, prymitywnych wiosek lub oznak dawnej cywilizacji są żywe i przekonujące. Znaczniej interesujące są jego historyczne anegdoty i odniesienia do podróży Stanleya, które co jakiś czas wplątuje w swoje podróżne wspomnienia. Poznajemy też inne osoby, które odwiedziły Demokratyczną Republikę Konga lub rzekę. Dzięki temu możemy uzyskać wgląd w to, jak wyglądał ten region przed erą kolonializmu, w trakcie i także po odzyskaniu niepodległości. Butcher nie raczył nas tylko historią Konga i jej rzeki. Przede wszystkim poznajemy jej rdzennych mieszkańców oraz ludzi, którzy z jakiegoś powodu się tu osiedlili. Dziennikarz ma pewien talent do przeprowadzenia wywiadów z ludźmi. Opowiadają mu o swoim fachu, życiu na wsi, mieście lub poznajemy ich lokalną historię. Oczywiście te relacje są dostosowywane do zachodniego konsumenta. Cała książka jest skonstruowana w tym lekko romantycznym duchu. Ale jakimi oczami postrzega autor Kongo w 2004 roku? Z tej podróży wyłania się opuszczony, przemielony przez dyktatorów i bojówkarzy do cna skorumpowany kraj, który zaprzepaścił bezpowrotnie swój duży potencjał. W ciągu kilku lat cofnął się do przedindustrialnej epoki kamienia łupanego, a przez brak specjalistów wśród miejscowych naprawienie nawet najbardziej krytycznej infrastruktury krajowej jest po prostu niemożliwe. Dowody postępu zostały pochłonięte przez dżunglę, rdzę i ludzi. Niewinni cierpią najbardziej i właśnie z powodu swojej nędzy nie są w stanie skupić się na czymś innym poza przeżyciem. Autor zbadał przyczyny takiego stanu, a jego wnioski są rozsiane po całej książce. Butcher często zestawiał to Kongo, które widział swoimi oczami z Kongiem, które odwiedził Stanley. Jego rozmówcy z kolei wracają często wspomnieniami do Konga z lat 50. Starsi ludzie pamiętali jeszcze postęp, które ich wnuki nie znają, co jest nie tylko niepowtarzalne, ale także tragiczne. Dobrowolne rezygnowanie z postępu a odbieranie go młodemu pokoleniu są zupełnie innymi rzeczami. Można więc stwierdzić, że „Rzeka krwi” to otwierająca oczy podróż, pełna refleksyjnych przemyśleń o eksploracji i przetrwaniu. Autor potrzebował czterdzieści cztery dni na dotarcie do ujścia rzeki Kongo. Nie była to bezpieczna podróż, ale miał sporo szczęścia.
Ann-chan - awatar Ann-chan
ocenił na 7 1 rok temu

Cytaty z książki W Azji

Więcej
Tiziano Terzani W Azji Zobacz więcej
Tiziano Terzani W Azji Zobacz więcej
Tiziano Terzani W Azji Zobacz więcej
Więcej