Strup. Hiszpania rozdrapuje rany

Okładka książki Strup. Hiszpania rozdrapuje rany autorstwa Katarzyna Kobylarczyk
Katarzyna Kobylarczyk Wydawnictwo: Czarne Seria: Sulina reportaż
280 str. 4 godz. 40 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Sulina
Data wydania:
2019-10-30
Data 1. wyd. pol.:
2019-10-30
Liczba stron:
280
Czas czytania
4 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380499355
Inne
Osiemdziesiąt lat po zakończeniu wojny domowej Hiszpania wciąż nie wie, co zrobić z ciałami ofiar. Musiało minąć ćwierć wieku od śmierci generała Francisco Franco, by rodziny odważyły się szukać swoich zamordowanych bliskich. Szukają ich nadal: w przydrożnych rowach, zasypanych studniach, na polach, w płytkich zbiorowych grobach. W ciągu ostatnich kilkunastu lat hiszpańskie organizacje pozarządowe otwarły siedemset czterdzieści anonimowych mogił. Ekshumowały ponad dziewięć tysięcy ciał cywilów zamordowanych przez nacjonalistów. Nikt tak naprawdę nie wie, ile jeszcze jest takich grobów. Są we wszystkich regionach kraju, kości leżą w nich do dziś.

Strup to opowieść o kraju, który w imię przyszłości miał zapomnieć o swoich upiorach, ale mu się to nie udało. O Fausto, który nie godzi się na to, by jego ojciec spoczywał obok swojego mordercy, o Emilio, który chciał tylko odnaleźć dziadka, a przypadkiem wywołał lawinę, i o Josetxo, bratanku Pierwszego, Który Oddał Życie.

Katarzyna Kobylarczyk przemierza Hiszpanię szlakiem umarłych, zamordowanych, zaginionych. Męczenników i bohaterów. Ofiar i zbrodniarzy. Rodzin, które chcą szukać, i tych, które nie chcą rozdrapywać starych ran.

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Strup. Hiszpania rozdrapuje rany w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki  Strup. Hiszpania rozdrapuje rany i



2944
626
195

Opinia społeczności książki  Strup. Hiszpania rozdrapuje rany i



Książki 3217 Opinie 1046

Oceny książki Strup. Hiszpania rozdrapuje rany

Średnia ocen
7,3 / 10
958 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
242
136

Na półkach:

Mimo, że Ciałko zostało wydane później, to lepiej czytało mi się tę książkę, Strup. Choć lepiej, to może złe słowo. Temat uderza bardziej. Musiałem robić przerwy od czytania, bo emocjonalnie nie wytrzymywałem. Technicznie, narracyjnie, merytorycznie bez zarzutów, wzór dobrego reportażu, znakomita umiejętność opowiadania historii.

PS
Podoba mi się wypowiedź Francisca Etxeberrii, którego słowa można sparafrazować "Hiszpania ściga się z Polską na liczbę męczenników i niestety ten wyścig wygrywa".
Jestem także ciekaw tej historii o zwłokach kosmity.

Mimo, że Ciałko zostało wydane później, to lepiej czytało mi się tę książkę, Strup. Choć lepiej, to może złe słowo. Temat uderza bardziej. Musiałem robić przerwy od czytania, bo emocjonalnie nie wytrzymywałem. Technicznie, narracyjnie, merytorycznie bez zarzutów, wzór dobrego reportażu, znakomita umiejętność opowiadania historii.

PS
Podoba mi się wypowiedź Francisca...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2298 użytkowników ma tytuł Strup. Hiszpania rozdrapuje rany na półkach głównych
  • 1 149
  • 1 125
  • 24
397 użytkowników ma tytuł Strup. Hiszpania rozdrapuje rany na półkach dodatkowych
  • 197
  • 50
  • 39
  • 38
  • 29
  • 23
  • 21

Inne książki autora

Katarzyna Kobylarczyk
Katarzyna Kobylarczyk
Reporterka, autorka książek Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty i Baśnie z bloku cudów. Reportaże nowohuckie. Dla Małopolskiego Instytutu Kultury napisała pięć zbiorów reportaży historycznych poświęconych kulturze i historii regionu. Publikowała w m.in. „Dzienniku Polskim”, „Gazecie Wyborczej” i „Tygodniku Powszechnym”. Laureatka dziennikarskich nagród Zielonej Gruszki i „Za różnorodnością, przeciw dyskryminacji”. Z urodzenia i zamiłowania nowohucianka.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Strup. Hiszpania rozdrapuje rany przeczytali również

Nie róbcie mu krzywdy Filip Skrońc
Nie róbcie mu krzywdy
Filip Skrońc
„Nie róbcie mu krzywdy” to jedna z tych książek, które na długo zostają w pamięci czytelnika. To reportaż wstrząsający, trudny, momentami wręcz niepojęty z europejskiej perspektywy. Skupia się na morderstwach osób z albinizmem w Tanzanii i pokazuje proceder tak okrutny, że chwilami aż trudno uwierzyć, że dzieje się naprawdę. Dla nas, Europejczyków, jest to coś wprost niewyobrażalnego. Jak wynika z opisanych w książce informacji, części ciała albinosów są wykorzystywane przez czarowników do tworzenia amuletów i eliksirów. W tym bestialskim procederze znaczenie ma niemal wszystko: włosy, kości, tkanki, a nawet całe kończyny. Co szczególnie przerażające, za takie „składniki” płacone są duże pieniądze. W realiach skrajnego ubóstwa dla części ludzi staje się to pokusą silniejszą niż więzi rodzinne czy elementarne poczucie człowieczeństwa. Dlatego w tym ohydnym procederze zdarza się udział ojców, wujków czy innych bliskich ofiar. W tej historii nie ma znaczenia wiek. Giną zarówno dorośli, jak i dzieci. To właśnie okrucieństwo najmocniej poraża podczas lektury. Początkowo rozkopywano groby albinosów, później zaczęto ich po prostu mordować. Ta eskalacja przemocy pokazuje, jak głęboko zakorzenione są zabobony, ale też jak silnie bieda, brak edukacji i społeczna bezradność mogą wpływać na całe wspólnoty. Autor wyruszył do Dar es Salaam, by zobaczyć to wszystko na własne oczy i spróbować zrozumieć mechanizmy stojące za tą przemocą. Dzięki temu miał możliwość porozmawiać z ludźmi, którzy przeżyli ataki, a także z tymi, którzy w takich napaściach stracili swoich bliskich, najczęściej dzieci. To właśnie te spotkania nadają reportażowi szczególną siłę. Bardzo doceniam również to, że reportaż nie ogranicza się wyłącznie do przedstawienia samych zbrodni. Skrońc pokazuje także szerszy kontekst historyczny i społeczny. Ciekawym elementem książki jest rys historyczny dotyczący samego postrzegania albinizmu w Afryce. Autor opisuje też, jak Europejczycy wpłynęli na ekosystem Jeziora Wiktorii oraz jak zmieniło się rybołówstwo, co przełożyło się na dalsze zubożenie społeczeństw zamieszkujących okolice jeziora. To ważny wątek, bo pozwala lepiej zrozumieć, że podobne tragedie nie rodzą się w próżni. Są efektem splotu biedy, kolonialnej historii, braku edukacji i wieloletnich zaniedbań. Sam region w epoce kolonialnej był najpierw podporządkowany Niemcom, a następnie Brytyjczykom, co również odcisnęło piętno na jego rozwoju. W książce mocno wybrzmiewa, że to właśnie ubóstwo i brak dostępu do wiedzy w ogromnym stopniu wpływają na sytuację społeczną mieszkańców. Ten reportaż pokazuje, że przemoc wobec osób z albinizmem nie jest wyłącznie wynikiem „dzikości” czy „zabobonu”, ale także skutkiem wieloletnich procesów społecznych, gospodarczych i historycznych. Bardzo poruszający jest również fragment dotyczący szkół dla dzieci z albinizmem. Skrońc opisuje miejsca, które z jednej strony mają dawać schronienie i bezpieczeństwo, a z drugiej są otoczone murami i drutem kolczastym. To obraz niezwykle wymowny. Te dzieci najpierw są zamykane, by je chronić, a potem, po osiągnięciu dorosłości, wypuszczane z powrotem do społeczeństwa, w którym często nie potrafią się odnaleźć. Ten wątek szczególnie pokazuje dramat ich sytuacji: nawet jeśli uda się ocalić życie, nie oznacza to jeszcze możliwości normalnego funkcjonowania. To reportaż bardzo ciekawy, ale przede wszystkim głęboko wstrząsający, bo odsłania skalę ludzkiego okrucieństwa. Jednocześnie nie jest to książka całkowicie pozbawiona nadziei. Do zdecydowanie pozytywnych akcentów należy zaliczyć grupę ludzi, którzy aktywnie działają, edukują mieszkańców i próbują zmieniać sposób myślenia społeczeństwa. Pokazują oni, że osoby z albinizmem są takimi samymi ludźmi jak wszyscy inni, że płynie w nich ta sama krew i że zasługują na takie samo bezpieczeństwo, szacunek i godność. „Nie róbcie mu krzywdy” to reportaż ważny, potrzebny i bardzo mocny. To książka, która nie tylko szokuje, ale też zmusza do myślenia o źródłach przemocy, o społecznej odpowiedzialności i o tym, jak łatwo człowiek może stać się ofiarą uprzedzeń, biedy i ignorancji. Zdecydowanie nie jest to lektura łatwa, ale z pewnością taka, którą warto przeczytać. Czytajcie! 📚 Wpadasz na Bookstagrama? Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
mikroczytelnia - awatar mikroczytelnia
oceniła na 7 10 dni temu
Łódź. Miasto po przejściach Wojciech Górecki
Łódź. Miasto po przejściach
Wojciech Górecki Bartosz Józefiak
"Łódź. Miasto po przejściach" Autorzy: Wojciech Górecki, Bartosz Józefiak Moja ocena: 7/10. Książka "Łódź. Miasto po przejściach" to fascynujący zbiór opowieści, który przedstawia Łódź przede wszystkim z perspektywy jej mieszkańców. Autorzy skupiają się na ludziach, ich osobistych historiach i doświadczeniach, co nadaje książce wyjątkową intymność i bliskość. Pod tym względem publikacja przypomina mi zeszłoroczną "Jerozolima. Nowa biografia starego miasta", gdzie również głównym bohaterem byli mieszkańcy miasta, a nie tylko jego architektura czy historia. Wojciech Górecki, którego prace darzę dużym szacunkiem, wprowadza w książkę swój charakterystyczny styl i dbałość o szczegóły, co z pewnością wpływa na moją ocenę. Jego podejście do reportażu jest zawsze wnikliwe i pełne szacunku dla opisywanych postaci. Bartosz Józefiak, choć mniej mi znany, również dobrze wpisuje się w ten schemat, tworząc z Góreckim zgrany duet. Styl książki jest przejrzysty, ale niepozbawiony głębi, choć momentami może wydawać się zbyt podobny do innych tego typu publikacji. Brak nowatorskiego podejścia lub mocniejszych akcentów sprawia, że Łódź. Miasto po przejściach może nie wywoływać aż tak silnych emocji, jak niektóre inne reportaże. Pomimo to, książkę polecam każdemu, kto jest zainteresowany Łodzią jako miastem pełnym kontrastów i niezwykłych historii jej mieszkańców. Choć moja ocena może być nieco zawyżona z powodu osobistego szacunku dla Góreckiego, jest to z pewnością wartościowa pozycja, szczególnie dla tych, którzy chcą lepiej poznać tę część Polski. ** 23:35 * 26.03.2025 * 28/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 7 1 rok temu
Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu Michał Potocki
Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu
Michał Potocki Karolina Baca-Pogorzelska
Zanim napiszę kilka słów o „Czarnym złocie”, niewielki komunikat: tak, pani Karolina Baca-Pogorzelska (obecnie Kuzema) podobno trochę nawywijała na Ukrainie. Pisały o tym Wirtualne Media czy Interia. Jak było naprawdę – nie wiem, nie będę wyrokował. Dowiedziałem się o zarzutach kierowanych w stronę autorki dopiero po przeczytaniu książki, gdy sprawdzałem, kto zacz. Gdybym wiedział wcześniej o rzeczonych kontrowersjach, raczej nie sięgnąłbym po ten reportaż, bo sprawa ewidentnie nie jest jednoznaczna. I w sumie miałbym czego żałować, bo „Czarne złoto” to rasowa dziennikarska robota. W zasadzie od samego początku można zauważyć, że autorzy niezbyt dbają o dobre samopoczucie czytelników, zasypując nas lawiną dat, nazwisk oraz faktów. Ktoś, kto lubuje się w tego rodzaju literaturze i jednocześnie lubi poczytać sobie o szeroko rozumianym górnictwie węgla kamiennego, powinien być bardzo zadowolony z „Czarnego złota”. Dodajmy do tego wątki polityczne, którym autorzy poświęcili sporo czasu, konfrontując się chociażby zarówno z polskimi, jak i unijnymi politykami. A także wyraźnie wskazaną niejednoznaczną rolę niektórych ukraińskich polityków w procederze handlu de facto kradzionym węglem – i mamy przepis na naprawdę interesującą książkę. Doskonale udokumentowaną, bo bibliografia jest doprawdy imponująca. Mój jedyny realny problem z tą książką jest taki, że chyba się trochę zdezaktualizowała. Pisano ją oraz redagowano gdzieś w okolicach 2019 roku – i to niestety widać. Niby gdzieś tam w tle majaczy rosyjski niedźwiedź, który ma chrapkę na wschodnią Ukrainę, ale o większym zagrożeniu – na przykład regularną wojną – raczej w tej książce nie przeczytamy. Przecież Rosjanie eksploatują donbaskie kopalnie w zasadzie od 2014 roku. Na Krymie też są już od ładnych paru lat – i generalnie niewiele z tego wynika. Nawet ukraińscy politycy wydają się być pogodzeni z istniejącym stanem rzeczy, a niektórzy z nich wręcz współpracują z władzami „zbuntowanych” Doniecczyzny i Ługańszczyzny. Czas pokazał, jak bardzo wszyscy się mylili. Dlatego gdy obecnie potraktujemy „Czarne złoto” jak dokument, książka spokojnie się obroni. Jednak jako reportaż chyba odrobinę straciła na aktualności. Nie żałuję, że ją przeczytałem, ale na tę chwilę nie planuję powrotu.
Tristero - awatar Tristero
ocenił na 6 5 miesięcy temu
Polanim. Z Polski do Izraela Karolina Przewrocka-Aderet
Polanim. Z Polski do Izraela
Karolina Przewrocka-Aderet
Tytuł ciekawie pomyslany, tacy jakby Polacy po hebrajsku. Kiedy czytałam, mialam poczucie, że dociera do mnie w sumie dosc duzo nowych tresci, tematyka jest roznorodna, mnie bardziej urzekly przedstawienia, jakby mini scenki z Izraela sprzed kilkudziesięciu lat, i czesc rozmow z osobami, ktore wyjechały i pozostały w Izraelu, ale zachowały glownie pozytywne konotacje względem Polski. Bywałam zaskoczona i wzruszona, ogólnie rożne emocje książka we mnie wyzwalala, jak dla mnie jest dość dobrze napisana, "trafiala do mnie". Powiedzialabym, że sporo mozna znaleźć na tych stronach, moze rzadko jest jakies "poglebienie", ale jak na ksiazkę z takim rozmachem, chyba byloby trudno. Chociaz mam poczucie, ze zostal zaserwowany spory misz-masz, to jednak, np. pod katem jakiegos odnoszenia do religijnosci, w bardziej "zlozony" sposob, wychodzi chyba raczej "ubogo". Trochę jednak za malo, ogolnie wręcz heroiczne poszukiwanie tych punktów wspólnych, pozytywnych odniesien, no do nastawienia na dialog to chyba jest dosc dobra pozycja. Ale niektore rzeczy jednak, jak dla mnie, zostaly za bardzo zminimalizowane, nawet ja np. mialam lekkie poczucie brania udzialu w skandalu (xD) jak był moment z żydowskoscia i byciem zydowka "tylko" po ojcu, tam poxniej to jeszcze w inną strone szlo, ale jednak ksiazka jest troche zbyt gladka... Do ksztaltowania swiatopogladu bym nie polecala, osobiscie, ale pod katem edukacyjnym, uwazam pozycje za wartosciowa. W pewnym momencie jednak tez np. zaczelo mnie troche draznic takie mocno zaznaczone dzielenie - ogolnie jest tu chyba jakas tendencja do tworzenia określonych, bardziej homogenicznych grup: np. rozne alije i roznosc postaw itp., ludzi, zaleznie od roku przyjechania, fajnie, że to zostalo przedstawione, ale ton moglby jednak byc bardziej wysubtelniony... No jest to w jakiś niemaly sposob "polityczna" pozycja jak dla mnie, a po prostu wolalabym troche inny "kąt". Ale tak ogólnie, z grubsza, raczej bym polecala. PS.: Powiedzialabym, ze przemowila do mnie trochę bardziej tonem niz "Izrael oswojony" E. Sidi, ale co do obu jestem nastawiona, ze jeszcze odświeze kiedyś.
olaleksandra - awatar olaleksandra
oceniła na 7 1 rok temu
Wieczny początek. Warmia i Mazury Beata Szady
Wieczny początek. Warmia i Mazury
Beata Szady
"U was, jak dzieciak na asfalcie rysuje dom, to szuka choćby kawałka cegły, żeby dach pokolorować na czerwono!" - to odkrycie mojej zdziwionej kuzynki, która w latach 90-ych przyjechała do nas z "centrali". Wiedziałam, że u nich na Mazowszu królował biały pustak i dachy ze szlachetnego, szarego eternitu, ale nigdy nie zastanawiałam się nad tym, dlaczego dachy zawsze koloruję na czerwono. To było naturalne: trawa - zielona, woda - niebieska, dach - czerwony... Z perspektywy małej ojczyzny pewne rzeczy są oczywiste. Jak pagórki. Kuzynka żaliła się na nie, że niby widok zasłaniają. Mnie było żal jej, że ma u siebie nudny krajobraz, płaski jak stół, i żadnej przyzwoitej górki do zjeżdżania na sankach. Warmia i Mazury. Katolicy i protestanci. Polacy i Niemcy. Tutejsi i napływowi. Podziały wydają się takie proste i wygodne. Ale już pierwsza z opisanych w książce historii pokazuje, że życie weryfikuje i burzy te budowane przez nas regularne konstrukcje tworzone "pod linijkę". W takich miejscach jak Warmia czy Mazury ktoś z nazwiskiem na "-ski" mógł czuć się Niemcem, ktoś o niemieckim nazwisku mógł czuć się Polakiem. Mazurskim ewangelikom zdarzało się chodzić na pielgrzymki do sanktuarium maryjnego w Świętej Lipce. Wioska zamieszkała wyłącznie przez Polaków mogła w plebiscycie w 100% opowiedzieć się za dobrze sobie znanymi Prusami Wschodnimi, a nie za odległą Polską. Warmiacy i Mazurzy, przez Niemców nazywani "Polaczkami" po wojnie byli przez przybyszów z "centrali" nazywani "Szwabami". Niemcy, którzy po wojnie wyjechali do Niemiec mogli czuć się tam obco. Były wyjazdy, ale i powroty, choć często nie było już do czego wracać. Pokręcone to wszystko i tragiczne. Książka Beaty Szady jest bardzo głęboko zakorzeniona w moich rodzinnych stronach. Gdybyście wiedzieli, jak pięknie wygląda plaża w Kikitach, gdy się o zachodzie słońca nadjedzie od Biesowa... Tym bardziej mnie cieszy, że jest to książka dobrze napisana, którą pochłonęłam już dwa razy nie tylko dlatego, że potwierdza to, co słyszałam na własne uszy od starszych. Autorka świetnie pokazuje specyfikę regionu. Nie tylko opisuje zawiłe losy rodzin, ale i porusza trudne kwestie jak gwałty przez radzieckich "wyzwolicieli", bandycka działalność szabrowników tuż po wojnie, siłowe przejmowanie przez katolików kościołów poewangelickich a także sprawy bardziej współczesne, jak niszczenie tradycyjnej architektury czy napływ "nowych", którzy chcą zachowywać stare i tworzyć nowe w swojej wybranej małej ojczyźnie. W książce zawarła też przydatną ściągę dla barbarzyńców, którzy nie odróżniają Warmii od Mazur. Pracę włożoną przez Autorkę doceniam również z jeszcze jednego, przyziemnego powodu: doskonale rozumiem, jak trudno jest przemieszczać się na warmińskiej prowincji, gdy się "dla dobra ludzkości" nie prowadzi samochodu. Dotarcie rowerem do miejsc i rozmówców mieszkających na wygwizdowie wymagało sporo wysiłku. Serdecznie pozdrawiam z warmińskiej kolonii 1,5 km od przystanku, na który rzadko coś przyjeżdża, łącząc się w bólu, ale bez nadziei, że sytuacja ulegnie poprawie. PS. Błagam, nie mylcie Warmii z Mazurami. To zbrodnia, z którą równać się może chyba tylko pomylenie Zagłębia ze Śląskiem.
Warmiaczka - awatar Warmiaczka
oceniła na 8 25 dni temu
Granica. Na krawędzi Europy Kapka Kassabova
Granica. Na krawędzi Europy
Kapka Kassabova
„Granica” Kapki Kassabovej to niezwykła podróż – zarówno w przestrzeni, jak i w czasie. Autorka, łącząc elementy reportażu z osobistą refleksją, zabiera czytelnika w rejony pogranicza Bułgarii, Grecji i Turcji – miejsca, gdzie splatają się historie narodów, kultur i religii. To jednak nie tylko zapis reporterskiej wędrówki, lecz także głęboko intymna opowieść o powrocie do korzeni, o próbie odnalezienia siebie poprzez kontakt z krajobrazem dzieciństwa i jego duchami. Kassabova w sposób niezwykle subtelny konfrontuje swoje wspomnienia z rzeczywistością współczesną. Powraca do miejsc, które kiedyś tętniły życiem i magią, a dziś często są zapomniane, pełne cieni przeszłości. W tej konfrontacji tkwi główne napięcie książki – między pamięcią a teraźniejszością, między nostalgią a świadomością nieuchronnego przemijania. Autorka nie ucieka od melancholii, ale też nie popada w sentymentalizm. Jej spojrzenie jest uważne, pełne zrozumienia i czułości. „Granica” to także fascynująca opowieść o miejscu, w którym przecinają się nie tylko granice państw, ale też ludzkich losów i historii. Kassabova pokazuje, jak przeszłość – zarówno ta wielka, historyczna, jak i ta mała, prywatna – odciska swoje piętno na współczesności. Spotykamy tu ludzi, którzy żyją w cieniu dawnych wydarzeń, wciąż próbując odnaleźć swoje miejsce w świecie nieustannie się zmieniającym. To książka o styku kultur, o pamięci, ale też o samotności i potrzebie przynależności. Ogromnym atutem „Granicy” jest styl autorki – delikatny, wyważony, momentami poetycki. Kassabova potrafi jednym zdaniem oddać atmosferę miejsca, emocję chwili, piękno lub smutek krajobrazu. Jej proza działa na wyobraźnię i zmysły, wciągając czytelnika w rytm podróży, która staje się medytacją nad czasem, przestrzenią i tożsamością. To książka, która pozostaje w pamięci na długo – mądra, poruszająca i napisana z prawdziwą literacką wrażliwością.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na 8 6 miesięcy temu
Nic osobistego. Sprawa Janusza Walusia Cezary Łazarewicz
Nic osobistego. Sprawa Janusza Walusia
Cezary Łazarewicz
„Zabiłem człowieka, ale nie czuję się mordercą. Czułem się żołnierzem na wojnie, której nikt inny nie chciał wypowiedzieć”. Cezary Łazarewicz, laureat Nagrody Nike, w swojej książce Nic osobistego. Sprawa Janusza Walusia podejmuje się zadania niezwykle trudnego: próby zrozumienia człowieka, który dla jednych jest bezwzględnym rasistą i mordercą, a dla innych ostatnim „żołnierzem wyklętym” walczącym z komunizmem. Autor z reporterską rzetelnością prześwietla życiorys Polaka, który w 1993 roku zastrzelił Chrisa Haniego, lidera południowoafrykańskich komunistów, niemal doprowadzając RPA na skraj wojny domowej. Moja ocena to solidne 7/10: to reportaż chłodny, analityczny i niezwykle potrzebny, choć momentami pozostawiający czytelnika z poczuciem poznawczego dystansu. Reporterskie śledztwo w cieniu apartheidu Siłą Łazarewicza jest jego niechęć do łatwych ocen. Autor nie staje po żadnej ze stron, lecz z niemal chirurgiczną precyzją rekonstruuje drogę Walusia – od radomskiego dzieciństwa, przez emigrację do RPA, aż po radykalizację w szeregach afrykanerskiej prawicy. Fascynujące są fragmenty opisujące duszny klimat schyłkowego apartheidu, w którym lęk przed zmianą mieszał się z fanatyzmem. Łazarewicz świetnie oddaje mechanizm, w którym przeciętny człowiek, wiedziony specyficznie pojmowanym poczuciem misji, staje się narzędziem w rękach wielkiej polityki. Warsztatowo książka jest bez zarzutu – krótkie, mięsiste zdania i doskonały research sprawiają, że przez tę historię płynie się z niesłabnącym zainteresowaniem. Autor unika taniej sensacji. Zamiast skupiać się wyłącznie na samym momencie zamachu, analizuje jego konsekwencje – zarówno te globalne, jak i osobiste. Portret Walusia, który wyłania się z rozmów i dokumentów, jest wielowymiarowy i przerażająco ludzki. To studium człowieka, który uwierzył we własną mitologię, stając się więźniem idei nawet dekady po upadku systemu, z którym walczył. Mimo ogromnej wartości dokumentalnej, książka bywa momentami nużąca w partiach dotyczących zawiłości prawnych i procedur związanych z procesem ułaskawieniowym. Choć są one kluczowe dla zrozumienia dzisiejszej sytuacji Walusia, narracja traci w tych miejscach swój reporterski pazur. Do pełnej ósemki zabrakło mi także nieco szerszego nakreślenia tła społecznego współczesnego RPA, co pozwoliłoby lepiej zrozumieć, dlaczego ta sprawa wciąż budzi tak gigantyczne emocje po obu stronach barykady. Nic osobistego to ważny głos w dyskusji o granicach ideologii i cenie, jaką płaci się za radykalizm. Cezary Łazarewicz napisał książkę, która nie daje łatwych odpowiedzi, ale zmusza do zadania trudnych pytań o naturę zła i sprawiedliwości. To lektura obowiązkowa dla fanów reportażu, którzy od czarno-białych schematów wolą skomplikowane odcienie szarości.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Borderline. Dwanaście podróży do Birmy Grzegorz Stern
Borderline. Dwanaście podróży do Birmy
Grzegorz Stern
Lektura reportaży Kapuścińskiego nastroiła mnie sceptycznie do reportaży w ogóle. Podchodzę do niech z ostrożnością, zwłaszcza w kwestiach niesprawdzalnych, drobnych relacjach i opowieściach i oczywiście emocjach, subiektywnych odczuciach. Te zdarzają się w tym reportażu, chociaż nie są przesadnie eksponowane. Stern ma dobre pióro, opisuje barwnie i powstrzymuje się od ocen. Relacjonuje. I jest to bardzo dobra relacja, mocna. Wstrząsająca. Historia najnowsza Birmy jest kuriozalna, poplątana. Ta mozaika etniczna, pośród gór i dżungli, bogata ale przerażająco biedna. Momentami przypominała mi Koreę Północną, z tym, że tam nie ma mowy o jakimkolwiek większym buncie. W reportażu uderzyły mnie dwie rzeczy szczególnie. Pierwsza powiązana z religią. W Polsce mamy pozytywny stereotyp buddyzmu... jednak jak widać na tym przykładzie jest to religia jak każda inna. Jej wyznawcy nie widzą problemu, by składać ofiary mnichom i pod pagodami... a potem bezlitośnie oszukiwać się na każdym kroku czy torturować więźniów politycznych. Prowadzić czystki etniczne. Tutaj dodam, że nie podobało mi się szukanie przez autora chrześcijańskich analogii. Przełożony świątyni to "opat" nie "przeor". W buddyzmie nie funkcjonuje "ekskomunika", mnisi mogą odmówić przyjmowania ofiar lub sprawowania obrzędu. Nie mogą wykluczyć ze wspólnoty. Te analogie bardziej zaciemniają obraz niż go wyjaśniają. Druga rzeczą, która mnie poruszyła to jak łatwo można przejść drogę od bohatera do zera... na przykładzie Aung San Suu Kyi. Może nie do zera absolutnego... jednak bardzo blisko. W opiniach ktoś szukał analogii do Polski. Może i jest, moim zdaniem delikatna i mglista, odnosząca się raczej do postaw ludzkich niż polityki. W 2007 roku manifestowałem na placu Solidarności w Szczecinie swoje poparcie dla "Szafranowej rewolucji". Przyszło tylko 10 osób...
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii Małgorzata Sidz
Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii
Małgorzata Sidz
Właśnie dlatego uwielbiam reportaże wydawane przez wydawnictwo Czarne, bo wymykają się schematom pisania o innych krajach, gdzie wyobrażenia są kreowane poprzez pewnego rodzaju intuicje, które przychodzą na myśl, kiedy myśli się o danym miejscu. W tej książce Małgorzata Sidz wchodzi daleko głębiej w to, czym Finlandia naprawdę jest. Uczestniczy bowiem w życiu codziennym zwyczajnej społeczności, wchodzi w relacje, nawiązuje znajomości, zaprzyjaźnia się, po to tylko, żeby lepiej poznać mieszkańców tego kraju, a przez to sam kraj. Większości osób Finlandia kojarzy się jako cicha, spokojna, nieco zimna oaza położona gdzieś na uboczu historii, gdzie piękno przyrody przeplata się z literackim wyobrażeniem jej tematu poprzez pryzmat przede wszystkim Muminków. Autorka widzi daleko więcej, dostrzega samotność, przemoc domową, traumy wynikające z trudnych historycznych doświadczeń i bieżących problemów, alkoholizm – wszystko to, co wydawałoby się nie pasuje do wizerunku tego kraju, a jednak tam jest. Autorka pisze bardzo oszczędnym językiem, opowiada historie, ale stara się ich nie komentować, nie staje po  żadnej ze stron, pozwalając aby to historie opowiadane przez życie zwykłych Finów wybrzmiały najmocniejszą opowieścią. Książka pokazuje wielowymiarowość Finlandii, która już po lekturze nie będzie mi się kojarzyła tylko z dobrobytem i pięknem Skandynawii, ale także z trudami dnia codziennego, który nie jest wolny od cierpienia spotykanego pod każdą szerokością geograficzną.
Arek - awatar Arek
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi Ziemowit Szczerek
Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi
Ziemowit Szczerek Jędrzej Morawiecki Agnieszka Wójcińska Kaja Puto Rafał Grzenia Aneta Prymaka-Oniszk Julia Jurgens Katarzyna Brejwo Eva Lene Lorzer Katarzyna Moskalewicz Aliona Szabunia
Ojczyzna dobrej jakości brzmi jak slogan z propagandowego plakatu. Jednak tytuł ten dobrze oddaje atmosferę uchwyconą przez jedenaście reportaży o współczesnej Białorusi. Autorzy pokazują kraj, w którym rządzi prosta zasada: “nie wychylaj się, a będziesz mieć spokój.” Na kartach książki widzimy młodzież skazaną na absurdalnie wysokie wyroki za działalność w bliżej nieokreślonej grupie przestępczej. Inni młodzi ludzie automatycznie wpisywani są do organizacji prorządowych przez swoich nauczycieli. Władza nie potrzebuje brutalnych pokazowych metod. Wystarczy cień Wielkiego Brata i powszechne przekonanie, że są niewidoczne granice, których się nie przekracza. Kolejną grupę bohaterów stanowią emigranci z Afryki, Ameryki Południowej czy z Europy zachodniej, którzy chwalą sobie spokój, bezpieczeństwo, czystość na ulicach. Są wreszcie potomkowie przesiedleńców z Białostocczyzny, którzy do dziś ukrywają swoje pochodzenie. W tle przewija się obraz stalinowskich czystek, rusyfikacji dawnej i obecnej, Kuropaty… Wszystkie wydarzenia i postacie spaja jedno doświadczenie: normalność można wytresować. Pełne półki i minimum dostatku, przewidywalność i bezpieczeństwo dają poczucie zadowolenia obywatelom. Reszta - język ojczysty, prawda historyczna, poszanowanie prawa jest bez znaczenia. Trudno nie mieć skojarzeń z Orwellowskim światem. Jednak zamiast brutalnej opresji jest coś subtelniejszego: kariera i rozwój możliwe są tylko pod warunkiem idealnego dostosowania się do reguł. One nie są podane wprost, ich trzeba się domyśleć, rozpoznać między wierszami, trochę jak bohaterowie jednego z reportaży - dziennikarze niezależnego pisma, którzy swoją sytuację porównują do sytuacji dziecka siedzącego przed zamkniętymi drzwiami i zastanawiającego się czy rodzice: wpuszczą je, będą na nie źli, pochwalą. Sami do tego muszą dojść. To również książka, w której podobnie jak w “Mojej podróży po Rosji” Słonimskiego wiele można odkryć pod tym, co mówią bohaterowie. To książka, która uczy patrzeć na świat i odkrywać co jest opresją a co iluzją wolności.
mariuszowelektury - awatar mariuszowelektury
ocenił na 7 7 miesięcy temu

Cytaty z książki Strup. Hiszpania rozdrapuje rany

Więcej

Myślę, że martwi także mają prawa. [...] Na przykład prawo do prawdy. Prawda nigdy się nie przedawnia.

Myślę, że martwi także mają prawa. [...] Na przykład prawo do prawdy. Prawda nigdy się nie przedawnia.

Katarzyna Kobylarczyk Strup. Hiszpania rozdrapuje rany Zobacz więcej
Więcej