Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji

Okładka książki Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji
Jelena Kostiuczenko Wydawnictwo: Czarne Seria: Reportaż reportaż
328 str. 5 godz. 28 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Reportaż
Data wydania:
2020-01-15
Data 1. wyd. pol.:
2020-01-15
Liczba stron:
328
Czas czytania
5 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380499591
Tłumacz:
Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Wyróżniona opinia i

Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji



książek na półce przeczytane 1044 napisanych opinii 849

Oceny książki Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji

Średnia ocen
7,2 / 10
1224 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1146
414

Na półkach: , ,

Zaczyna się z wysokiego c, a potem lekko łapie zadyszkę, ale i tak jest to mocna pozycja. W skrócie rzecz ujmując to w większości przelot po patologiach w Rosji napisana w stylu filmów Smarzowskiego. Parę wątków można by wywalić bez starty dla całości ale i tak zdecydowanie polecam.

Zaczyna się z wysokiego c, a potem lekko łapie zadyszkę, ale i tak jest to mocna pozycja. W skrócie rzecz ujmując to w większości przelot po patologiach w Rosji napisana w stylu filmów Smarzowskiego. Parę wątków można by wywalić bez starty dla całości ale i tak zdecydowanie polecam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

4094 użytkowników ma tytuł Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji na półkach głównych
  • 2 252
  • 1 806
  • 36
633 użytkowników ma tytuł Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji na półkach dodatkowych
  • 301
  • 71
  • 70
  • 54
  • 53
  • 44
  • 40

Inne książki autora

Jelena Kostiuczenko
Jelena Kostiuczenko
Rosyjska dziennikarka śledcza i aktywistka na rzecz środowisk LGBT. Publikuje w rosyjskiej „Nowoj Gazietie”. Jako pierwsza informowała o proteście Pussy Riot, ujawniła również obecność wojsk rosyjskich na terytorium Doniecka. Z powodu swojego zaangażowania w sprawy społeczne była kilkukrotnie atakowana i aresztowana. W 2013 roku otrzymała Nagrodę im. Gerda Buceriusa za odwagę w pracy dziennikarskiej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi Ziemowit Szczerek
Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi
Ziemowit Szczerek Jędrzej Morawiecki Agnieszka Wójcińska Kaja Puto Rafał Grzenia Aneta Prymaka-Oniszk Julia Jurgens Katarzyna Brejwo Eva Lene Lorzer Katarzyna Moskalewicz Aliona Szabunia
Ojczyzna dobrej jakości brzmi jak slogan z propagandowego plakatu. Jednak tytuł ten dobrze oddaje atmosferę uchwyconą przez jedenaście reportaży o współczesnej Białorusi. Autorzy pokazują kraj, w którym rządzi prosta zasada: “nie wychylaj się, a będziesz mieć spokój.” Na kartach książki widzimy młodzież skazaną na absurdalnie wysokie wyroki za działalność w bliżej nieokreślonej grupie przestępczej. Inni młodzi ludzie automatycznie wpisywani są do organizacji prorządowych przez swoich nauczycieli. Władza nie potrzebuje brutalnych pokazowych metod. Wystarczy cień Wielkiego Brata i powszechne przekonanie, że są niewidoczne granice, których się nie przekracza. Kolejną grupę bohaterów stanowią emigranci z Afryki, Ameryki Południowej czy z Europy zachodniej, którzy chwalą sobie spokój, bezpieczeństwo, czystość na ulicach. Są wreszcie potomkowie przesiedleńców z Białostocczyzny, którzy do dziś ukrywają swoje pochodzenie. W tle przewija się obraz stalinowskich czystek, rusyfikacji dawnej i obecnej, Kuropaty… Wszystkie wydarzenia i postacie spaja jedno doświadczenie: normalność można wytresować. Pełne półki i minimum dostatku, przewidywalność i bezpieczeństwo dają poczucie zadowolenia obywatelom. Reszta - język ojczysty, prawda historyczna, poszanowanie prawa jest bez znaczenia. Trudno nie mieć skojarzeń z Orwellowskim światem. Jednak zamiast brutalnej opresji jest coś subtelniejszego: kariera i rozwój możliwe są tylko pod warunkiem idealnego dostosowania się do reguł. One nie są podane wprost, ich trzeba się domyśleć, rozpoznać między wierszami, trochę jak bohaterowie jednego z reportaży - dziennikarze niezależnego pisma, którzy swoją sytuację porównują do sytuacji dziecka siedzącego przed zamkniętymi drzwiami i zastanawiającego się czy rodzice: wpuszczą je, będą na nie źli, pochwalą. Sami do tego muszą dojść. To również książka, w której podobnie jak w “Mojej podróży po Rosji” Słonimskiego wiele można odkryć pod tym, co mówią bohaterowie. To książka, która uczy patrzeć na świat i odkrywać co jest opresją a co iluzją wolności.
mariuszowelektury - awatar mariuszowelektury
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Nie róbcie mu krzywdy Filip Skrońc
Nie róbcie mu krzywdy
Filip Skrońc
Ta książka towarzyszyła mi i nie mogę tym razem powiedzieć, że uprzyjemniała mi powroty komunikacją miejską. To opowieść, zbiór rozmów, obraz cierpienia, życia w strachu, bycia niewolnikiem własnego państwa. Opis tego, jak niewykształcone społeczeństwo jest w stanie pozbawić nawet własnych członków rodziny życia, bądź części ciała, tylko dlatego, że te nie posiadają pigmentu „melaniny” — co w wielu mieszkańcach znad Jeziora Wiktorii wzbudza strach, jak i chęć zysku, bo ci zdali się zaufać uzdrowicielom, szamanom, którzy zapewniają o magicznych właściwościach ciał albinosów. Ten strach często wynika z przekonania, że albinosi to ludzie z zaświatów — jakby nie do końca przynależący do świata żywych, ale też nie całkiem martwi. I choć brzmi to jak coś odstraszającego, to w wielu przypadkach działa wręcz odwrotnie — bardziej przyciąga, budzi ciekawość, potrzebę „wykorzystania” tej inności. Szczególnie tam, gdzie wiara w siły nadprzyrodzone potrafi przesłonić człowieczeństwo. Zanim sięgnąłem po książkę, zetknąłem się z historią Kabuli w programie prowadzonym przez Martynę Wojciechowską— jako 12-latka została pozbawiona ręki. Obecnie studiuje prawo, aby móc pomagać ofiarom, ponieważ w Tanzanii, mimo wielu prób demonstracji — nawet z jednym z ostatnich prezydentów, Kikwete — jak widać, w dalszym ciągu sprawiedliwość pozostawia wiele do życzenia. Warto dodać, że wspomniana demonstracja była częścią działalności Josephata Tornera — człowieka, którego nazywam lwem w ciele albinosa. Gość, który całe swoje życie poświęcił walce o prawa osób z albinizmem. Wszedł na Kilimandżaro, nie po to, żeby zrobić sobie selfie na tle chmur, tylko żeby krzyczeć o ich prawie do życia. I ja go za to ogromnie cenię. Walczył do końca. Filip Skrońc wyrusza do Dar es Salaam, Geity, aby być częścią rozmów, przeżywać emocje ludzi, którzy albo pod pretekstem bezpieczeństwa dzieci, albo w ramach pozbycia się problemu, porzucają własne dzieci, zostawiając je w ośrodku, gdzie na 400 dzieci przypada deficytowe 4 opiekunów. To nie jest tylko reportaż — dla mnie to obraz tego, za co mogę być wdzięczny, bo wyobraźcie sobie urodzić się i albo zostać zaakceptowanym, albo nie, a w późniejszych latach bać się, że w nocy lub w biały dzień w każdej chwili mogą pojawić się chętni oprawcy, którzy dla zysku byliby w stanie dopuścić się najgorszego. Takich scenariuszy jest pełno — od odrąbywania rąk, nóg czy penisów, po gwałty w przekonaniu, że seks z albinoską jest w stanie wyleczyć z AIDS. Czytając książkę, przypomniałem sobie, jak bliska mi koleżanka rokrocznie, marudząc, wręcz zachęca mnie do wyjazdu nad Zegrze. Ona jest wielką entuzjastką opalania. Słońce i jego promienie mogłyby otulać jej twarz całymi dniami, a ona byłaby najszczęśliwszą osobą na planecie Ziemia. I fakt — ona byłaby, ale przeciętny albinos już nie do końca, a często jest do tego mimowolnie zobligowany bądź sam nie do końca świadomy tego, że spędzanie czasu na słońcu to na pewno nie coś, do czego powinien być zachęcany. Słońce to na ogół śmiercionośna gwiazda Układu Słonecznego, gwiazda, która rokrocznie uśmierca ogromne liczby ludzi cierpiących na albinizm, ponieważ to w przypadku tej grupy zachorowalność na raka skóry sięga nawet 90% przed 40. rokiem życia, a bez odpowiedniej ochrony przeciwsłonecznej średnia długość życia wynosi około 30 lat. Nie lubię określenia „cierpiących”, ale tak faktycznie jest — cierpiących nie tylko ze względu na częste owrzodzenia, niedobory czy choroby nowotworowe, cierpiących z powodu rozłąki z najbliższymi, z oceny, z odrzucenia przez własnych bliskich. Ograniczenia — myślę, że to również odpowiednie słowo. My, przeważnie jako Europejczycy, odczuwamy wolność. To szerokie pojęcie, ale na ogół daje nam ono wiele swobód. Mogę wyjść z domu bez strachu, mogę zamknąć oczy, mogę zjeść to, na co mam ochotę. Po prostu mogę być wolnym. Jednak ludzie z albinizmem często nie mogą podejmować się tych aktywności, a jeśli już to robią, to wiąże się to z ogromnym ryzykiem. O tej książce mógłbym napisać bardzo wiele, myślę, że druga — nieco mniejsza — mogłaby powstać na spokojnie. Mam dużo refleksji…
zaczytaniec Koncman - awatar zaczytaniec Koncman
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu Michał Potocki
Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu
Michał Potocki Karolina Baca-Pogorzelska
Zanim napiszę kilka słów o „Czarnym złocie”, niewielki komunikat: tak, pani Karolina Baca-Pogorzelska (obecnie Kuzema) podobno trochę nawywijała na Ukrainie. Pisały o tym Wirtualne Media czy Interia. Jak było naprawdę – nie wiem, nie będę wyrokował. Dowiedziałem się o zarzutach kierowanych w stronę autorki dopiero po przeczytaniu książki, gdy sprawdzałem, kto zacz. Gdybym wiedział wcześniej o rzeczonych kontrowersjach, raczej nie sięgnąłbym po ten reportaż, bo sprawa ewidentnie nie jest jednoznaczna. I w sumie miałbym czego żałować, bo „Czarne złoto” to rasowa dziennikarska robota. W zasadzie od samego początku można zauważyć, że autorzy niezbyt dbają o dobre samopoczucie czytelników, zasypując nas lawiną dat, nazwisk oraz faktów. Ktoś, kto lubuje się w tego rodzaju literaturze i jednocześnie lubi poczytać sobie o szeroko rozumianym górnictwie węgla kamiennego, powinien być bardzo zadowolony z „Czarnego złota”. Dodajmy do tego wątki polityczne, którym autorzy poświęcili sporo czasu, konfrontując się chociażby zarówno z polskimi, jak i unijnymi politykami. A także wyraźnie wskazaną niejednoznaczną rolę niektórych ukraińskich polityków w procederze handlu de facto kradzionym węglem – i mamy przepis na naprawdę interesującą książkę. Doskonale udokumentowaną, bo bibliografia jest doprawdy imponująca. Mój jedyny realny problem z tą książką jest taki, że chyba się trochę zdezaktualizowała. Pisano ją oraz redagowano gdzieś w okolicach 2019 roku – i to niestety widać. Niby gdzieś tam w tle majaczy rosyjski niedźwiedź, który ma chrapkę na wschodnią Ukrainę, ale o większym zagrożeniu – na przykład regularną wojną – raczej w tej książce nie przeczytamy. Przecież Rosjanie eksploatują donbaskie kopalnie w zasadzie od 2014 roku. Na Krymie też są już od ładnych paru lat – i generalnie niewiele z tego wynika. Nawet ukraińscy politycy wydają się być pogodzeni z istniejącym stanem rzeczy, a niektórzy z nich wręcz współpracują z władzami „zbuntowanych” Doniecczyzny i Ługańszczyzny. Czas pokazał, jak bardzo wszyscy się mylili. Dlatego gdy obecnie potraktujemy „Czarne złoto” jak dokument, książka spokojnie się obroni. Jednak jako reportaż chyba odrobinę straciła na aktualności. Nie żałuję, że ją przeczytałem, ale na tę chwilę nie planuję powrotu.
Tristero - awatar Tristero
ocenił na 6 4 miesiące temu
Łódź. Miasto po przejściach Wojciech Górecki
Łódź. Miasto po przejściach
Wojciech Górecki Bartosz Józefiak
"Łódź. Miasto po przejściach" Autorzy: Wojciech Górecki, Bartosz Józefiak Moja ocena: 7/10. Książka "Łódź. Miasto po przejściach" to fascynujący zbiór opowieści, który przedstawia Łódź przede wszystkim z perspektywy jej mieszkańców. Autorzy skupiają się na ludziach, ich osobistych historiach i doświadczeniach, co nadaje książce wyjątkową intymność i bliskość. Pod tym względem publikacja przypomina mi zeszłoroczną "Jerozolima. Nowa biografia starego miasta", gdzie również głównym bohaterem byli mieszkańcy miasta, a nie tylko jego architektura czy historia. Wojciech Górecki, którego prace darzę dużym szacunkiem, wprowadza w książkę swój charakterystyczny styl i dbałość o szczegóły, co z pewnością wpływa na moją ocenę. Jego podejście do reportażu jest zawsze wnikliwe i pełne szacunku dla opisywanych postaci. Bartosz Józefiak, choć mniej mi znany, również dobrze wpisuje się w ten schemat, tworząc z Góreckim zgrany duet. Styl książki jest przejrzysty, ale niepozbawiony głębi, choć momentami może wydawać się zbyt podobny do innych tego typu publikacji. Brak nowatorskiego podejścia lub mocniejszych akcentów sprawia, że Łódź. Miasto po przejściach może nie wywoływać aż tak silnych emocji, jak niektóre inne reportaże. Pomimo to, książkę polecam każdemu, kto jest zainteresowany Łodzią jako miastem pełnym kontrastów i niezwykłych historii jej mieszkańców. Choć moja ocena może być nieco zawyżona z powodu osobistego szacunku dla Góreckiego, jest to z pewnością wartościowa pozycja, szczególnie dla tych, którzy chcą lepiej poznać tę część Polski. ** 23:35 * 26.03.2025 * 28/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 7 1 rok temu
Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii Małgorzata Sidz
Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii
Małgorzata Sidz
Właśnie dlatego uwielbiam reportaże wydawane przez wydawnictwo Czarne, bo wymykają się schematom pisania o innych krajach, gdzie wyobrażenia są kreowane poprzez pewnego rodzaju intuicje, które przychodzą na myśl, kiedy myśli się o danym miejscu. W tej książce Małgorzata Sidz wchodzi daleko głębiej w to, czym Finlandia naprawdę jest. Uczestniczy bowiem w życiu codziennym zwyczajnej społeczności, wchodzi w relacje, nawiązuje znajomości, zaprzyjaźnia się, po to tylko, żeby lepiej poznać mieszkańców tego kraju, a przez to sam kraj. Większości osób Finlandia kojarzy się jako cicha, spokojna, nieco zimna oaza położona gdzieś na uboczu historii, gdzie piękno przyrody przeplata się z literackim wyobrażeniem jej tematu poprzez pryzmat przede wszystkim Muminków. Autorka widzi daleko więcej, dostrzega samotność, przemoc domową, traumy wynikające z trudnych historycznych doświadczeń i bieżących problemów, alkoholizm – wszystko to, co wydawałoby się nie pasuje do wizerunku tego kraju, a jednak tam jest. Autorka pisze bardzo oszczędnym językiem, opowiada historie, ale stara się ich nie komentować, nie staje po  żadnej ze stron, pozwalając aby to historie opowiadane przez życie zwykłych Finów wybrzmiały najmocniejszą opowieścią. Książka pokazuje wielowymiarowość Finlandii, która już po lekturze nie będzie mi się kojarzyła tylko z dobrobytem i pięknem Skandynawii, ale także z trudami dnia codziennego, który nie jest wolny od cierpienia spotykanego pod każdą szerokością geograficzną.
Arek - awatar Arek
ocenił na 6 30 dni temu
Borderline. Dwanaście podróży do Birmy Grzegorz Stern
Borderline. Dwanaście podróży do Birmy
Grzegorz Stern
Lektura reportaży Kapuścińskiego nastroiła mnie sceptycznie do reportaży w ogóle. Podchodzę do niech z ostrożnością, zwłaszcza w kwestiach niesprawdzalnych, drobnych relacjach i opowieściach i oczywiście emocjach, subiektywnych odczuciach. Te zdarzają się w tym reportażu, chociaż nie są przesadnie eksponowane. Stern ma dobre pióro, opisuje barwnie i powstrzymuje się od ocen. Relacjonuje. I jest to bardzo dobra relacja, mocna. Wstrząsająca. Historia najnowsza Birmy jest kuriozalna, poplątana. Ta mozaika etniczna, pośród gór i dżungli, bogata ale przerażająco biedna. Momentami przypominała mi Koreę Północną, z tym, że tam nie ma mowy o jakimkolwiek większym buncie. W reportażu uderzyły mnie dwie rzeczy szczególnie. Pierwsza powiązana z religią. W Polsce mamy pozytywny stereotyp buddyzmu... jednak jak widać na tym przykładzie jest to religia jak każda inna. Jej wyznawcy nie widzą problemu, by składać ofiary mnichom i pod pagodami... a potem bezlitośnie oszukiwać się na każdym kroku czy torturować więźniów politycznych. Prowadzić czystki etniczne. Tutaj dodam, że nie podobało mi się szukanie przez autora chrześcijańskich analogii. Przełożony świątyni to "opat" nie "przeor". W buddyzmie nie funkcjonuje "ekskomunika", mnisi mogą odmówić przyjmowania ofiar lub sprawowania obrzędu. Nie mogą wykluczyć ze wspólnoty. Te analogie bardziej zaciemniają obraz niż go wyjaśniają. Druga rzeczą, która mnie poruszyła to jak łatwo można przejść drogę od bohatera do zera... na przykładzie Aung San Suu Kyi. Może nie do zera absolutnego... jednak bardzo blisko. W opiniach ktoś szukał analogii do Polski. Może i jest, moim zdaniem delikatna i mglista, odnosząca się raczej do postaw ludzkich niż polityki. W 2007 roku manifestowałem na placu Solidarności w Szczecinie swoje poparcie dla "Szafranowej rewolucji". Przyszło tylko 10 osób...
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Oświęcim. Czarna zima Marcin Kącki
Oświęcim. Czarna zima
Marcin Kącki
„Oświęcim. Czarna zima” to bardzo dobrze napisany i niezwykle interesujący reportaż. Marcin Kącki ukazuje w nim znane polskie miasto, które kojarzy się przede wszystkim z obozem koncentracyjnym. Ale nie tylko przez ten pryzmat patrzymy na to miejsce oczyma różnych bohaterów. A bohaterowie są różni. To m.in. ludzie interesujący się historią, mający konkretną misję przybliżania prawdy o lagrze, ale też szerzenia idei pokoju, tolerancji i pamięci. Jak się okazuje, nie każdy tak samo rozumie i interpretuje te pojęcia, a ich zestawienie w ujęciu prezentowanych postaci może nieraz zadziwiać i szokować. Podobnie jak swego rodzaju „konkurowanie” między sobą przez dwie znane instytucje. Marcin Kącki rozmawia nie tylko z mieszkańcami Oświęcimia, ale również tymi, którzy tu zagościli. Jedni wpadli tylko na przysłowiową chwilę, inni zostali na dłużej. Są tacy, którzy kochają to miasto, i tacy, którzy mają przykre wspomnienia, bo stali się na przykład ofiarami rasistowskich i antysemickich ataków. Autor ciekawie przestawia także odległą historię miasta, która okazuje się fascynująca. Przy okazji przywołuje pewną legendę związaną z rzekomą klątwą rzuconą na miasto. Bez względu na czary i klątwy, miasto tworzyli i tworzą ludzie, a ci różnią się bardzo. I tak jest od wieków. Wojenna historia Oświęcimia przeraża z przyczyn oczywistych. Jednak i dzisiejszy obraz może jeżyć włosy na głowie, czego dowodem są wypowiedzi pełne obojętności, niefrasobliwości, głupoty, a nawet wrogości. Kącki udowadnia, że zakończenie II wojny światowej nie zakończyła Zła (przez duże „Z”) panoszącego się na świecie. Nie jest ono związane tylko z jednym, konkretnym miejscem, jednak Oświęcim odgrywa w świadomości Polaków szczególną rolę. Tym bardziej przerażają odradzające i panoszące się dziś i u nas, i za granicami nacjonalistyczne ruchy, a nawet partie, których przedstawiciele zasiadają w parlamentach. Książka Marcina Kąckiego uwiera i skłania do wielu refleksji; dla niektórych może być niewygodna, bo nie pokazuje Polaków jako nieskazitelnych bohaterów, wspaniałych patriotów i miłosiernych katolików. Ale właśnie dlatego jest prawdziwa – po lekturze chce się powiedzieć „A to Polska właśnie”, cytując klasyka. Takie książki o Oświęcimiu i Auschwitz warto czytać, a nie grafomańskie banialuki, jakie zasypują ostatnio nasz księgarski rynek. POLECAM SZCZERZE – do przemyślenia, dyskusji, ku przestrodze…
allison - awatar allison
ocenił na 8 6 dni temu

Cytaty z książki Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji

Więcej
Jelena Kostiuczenko Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji Zobacz więcej
Jelena Kostiuczenko Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji Zobacz więcej
Jelena Kostiuczenko Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji Zobacz więcej
Więcej