Rycerze mrocznej chwały

Okładka książki Rycerze mrocznej chwały
David Gemmell Wydawnictwo: Zysk i S-ka fantasy, science fiction
376 str. 6 godz. 16 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Knights of Dark Renown
Data wydania:
2002-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2002-01-01
Liczba stron:
376
Czas czytania
6 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
8372980772
Tłumacz:
Sylwia Twardo
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rycerze mrocznej chwały w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rycerze mrocznej chwały

Średnia ocen
7,0 / 10
88 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
307
3

Na półkach:

Na pierwszy rzut oka książka dość schematyczna:mamy bohaterów, którzy nie bacząc na wszystko przechodzą do równoległego świata, mamy tchórza, który pozostaje na miejscu,mamy też zło,które nadciąga,a któremu nie ma kto się przeciwstawić.
Na drugi rzut oka nic już nie jest takie oczywiste. Wybrańcy,którzy przeszli przez bramę okazują się pełni ludzkich przywar i wad.Przez swoją butę i pychę stali się tym czym się stali. Z kolei Manannan,który przyjął z pokorą przydomek tchórza, okazuje się człowiekiem o czystym sercu, prawym, mądrym i rozsądnym, chociaż życie go nie oszczędzało. W chwili próby to on będzie jedynym, który zasłuży na miano bohatera.

Książka z pewnością przypadnie do gustu fanom twórczości D.Gemmell'a, młodszym czytelnikom fantastyki oraz tym,którzy rozpoczynają swoją przygodę z tym gatunkiem. Postaci dobrze zarysowane (ukazany rozwój czy degradacja poszczególnych bohaterów), opisy stanowią tło dla akcji,nie męcząc czytelnika swoją objętością.

Na pierwszy rzut oka książka dość schematyczna:mamy bohaterów, którzy nie bacząc na wszystko przechodzą do równoległego świata, mamy tchórza, który pozostaje na miejscu,mamy też zło,które nadciąga,a któremu nie ma kto się przeciwstawić.
Na drugi rzut oka nic już nie jest takie oczywiste. Wybrańcy,którzy przeszli przez bramę okazują się pełni ludzkich przywar i wad.Przez...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

218 użytkowników ma tytuł Rycerze mrocznej chwały na półkach głównych
  • 119
  • 99
50 użytkowników ma tytuł Rycerze mrocznej chwały na półkach dodatkowych
  • 27
  • 10
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Rycerze mrocznej chwały

Inne książki autora

David Gemmell
David Gemmell
Angielski autor fantasy i powieści historycznych połączonych z fantasy. Urodził się w zachodniej części Londynu latem 1948. W wieku szesnastu lat został wyrzucony ze szkoły za zorganizowanie klubu hazardowego. Od tamtej pory pracował. W nocy dorabiał sobie jako ochroniarz w klubie nocnym w Soho. Pisał też artykuły do "Daily Mail", "Daily Mirror" i "Daily Express". W 1984 roku opublikował swoją pierwszą powieść, Legendę. W 1986 zaczął utrzymywać się z pisarstwa. Jego ostatnią opublikowaną książką była powieść Troy: The Lord of the Silver Bow, wydana w 2005, której kontynuacja, Troy: Shield of Thunder miała ukazać się we wrześniu 2006. Rozpoczętą przez niego książkę Troy: Fall of Kings dokończyła jego żona Stella i wydano ją w 2007 roku. Zmarł w piątek, 28 lipca 2006, dwa tygodnie po operacji pomostowania tętnic wieńcowych.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Upadek królów David Gemmell
Upadek królów
David Gemmell Stella Gemmell
Ostatnia część trylogii o Troi Davida Gemmella jest tak naładowana epicką akcją, że całą książkę można porównać do szalonego zjazdu kolejką górską. Nigdy nie wiesz, co czeka za następnym zakrętem — kolejna pętla, gwałtowny spadek czy moment wytchnienia — ale masz pewność, że będzie to coś ekstremalnie dobrego. Ogromnym zaskoczeniem jest dla mnie postać Odyseusza. Mimo że odgrywa rolę drugoplanową, jest wykreowany znakomicie. To swego rodzaju głos rozsądku prowadzący akcję. Niby nie wierzy w bogów i często w nich powątpiewa, ale odnoszę wrażenie, że właśnie on staje się jednym z ich najważniejszych narzędzi. Wpływa na bieg wydarzeń jak mało kto. Morskie bitwy Heliakona są opisane tak barwnie i wciągająco, że aż ma się ochotę wypłynąć na morze i poczuć się jak jeden z żeglarzy walczących na pokładzie. Achilles i Hektor — dwaj najwięksi wojownicy stojący po przeciwnych stronach konfliktu. Obaj budzą sympatię, obaj mają inne priorytety, ale jednocześnie obaj są dobrymi ludźmi. Ich starcie nie jest zwykłym pojedynkiem. To emocjonalne przeżycie, w którym z każdym zdaniem czułem napięcie niemal fizycznie. Opisy starć wojsk Troi z przymierzonymi królami mykeńskimi pod wodzą Agamemnona są niezwykle widowiskowe. Czyta się je świetnie. Mimo przewagi liczebnej Mykeńczyków widać ogromną różnicę w podejściu do wojny. Agamemnon nie dba o ludzkie życie — liczy się efekt, nieważne ile osób zginie. W Troi jest odwrotnie: każdy wojownik ma znaczenie. Dwa zupełnie różne podejścia, wynikające również z różnicy w liczebności armii. Zakończenie historii teoretycznie znałem, ale mimo to autor potrafił mnie zaskoczyć. Gemmell przekształca znany schemat z Homera w bardziej złożone i wielowymiarowe zakończenie. Dodatkowe historie domykające losy bohaterów są rewelacyjne i świetnie zamykają całą opowieść. To była niezwykle piękna, widowiskowa i wciągająca historia. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych trylogii, jakie w życiu przeczytałem.
Matt Bro - awatar Matt Bro
ocenił na 10 6 dni temu
Szklane smoki Sean McMullen
Szklane smoki
Sean McMullen
Przewidywalne zakończenia kolejnych tomów trylogii Akcja trylogii Lunaświatów osadzona jest w świecie pełnym magii, na którego niebie świeci pięć księżyców, a mieszkańcy mają po dwa serca. Wprawdzie z faktu ich posiadania żadne konsekwencje dla fabuły nie wynikają, ale pomysł jest urokliwy. I podobnie jest z paroma innymi pomysłami autora – pojawiają się, robią czytelnikowi apetyt na dobrą zabawę, po czym – nie w pełni wykorzystane – znikają gdzieś w odmętach narracji. Ot, jak choćby sugestia istnienia eterycznego połączenia między powieściowym światem, a naszą rzeczywistością. Autor wykorzystał ją tylko do zasugerowania, skąd pochodzi rycerskość Larona oraz do przedstawienia jednej rozmowy, w której mała dziewczynka objaśnia tajniki lotów kosmicznych powieściowym magom. Przewrotne, lekko traktujące temat, obiecujące, ale… tylko obiecujące. Szkoda. Fabuła drugiego tomu, „Szklanych smoków”, jest równie prosta i przewidywalna, jak pierwszej części cyklu. Grupa magów postanawia reaktywować eteryczną machinę. Niestety – żądza władzy i wizja zyskania niemal boskiej potęgi zaślepia ich tak bardzo, że nie próbują nawet oszacować skutków jej użycia. A tymczasem stawką są nie tylko losy jednego kontynentu, ale istnienie całego świata. Na ratunek – nie zawsze z własnej woli – ruszają wyjątkowo nie nadający się do tej misji bohaterowie. Czy nie brzmi to znajomo? Tym razem kreacja postaci jest mocną stroną powieści – nieustanne spory pomiędzy Wallasem, nie bardzo utalentowanym cesarskim mistrzem muzyki wrobionym w zbrodnię stanu, a Andrym – prostym człowiekiem z zasadami, wspaniale ubarwiają akcję. Ich dialogi skrzą się humorem iście pratchettowskiego rodzaju. Dodatkowo autor wprowadza do utworu Riellen – niezmordowaną bojowniczkę o prawa proletariatu, która w feudalnym świecie szerzy idee równouprawnienia. Fakt braku proletariatu w niczym nie zmniejsza jej rewolucyjnego zapału. Całości obrazu dopełniają bohaterowie znani z poprzedniego tomu – dzięki nowym relacjom między postaciami ich ledwie konturowe wizerunki nabierają barw. Prostą fabułę ratują wątki poboczne, nadal szalenie skomplikowane. Na szczęście autor zarzucił manierę wplatania w narrację niekończonych czy nierozwijanych pomysłów. Przeciwnie, tym razem wszystkie wątki znajdują rozwiązanie, mało tego – niektóre znane z pierwszego tomu wydarzenia zostają skomentowane i naświetlone z innego punktu widzenia. Dzięki temu znika dezorientacja, a czytelnik może delektować się lekturą powieści pełnej intryg i pościgów, gdzie asceza sąsiaduje z seksem, poświęcenie z hedonizmem, melodramat z farsą, a nieznośna powaga i patos łagodzone są ironią i dowcipem. Sean McMullen czyni to jakby mimochodem, od niechcenia, a końcowy efekt prezentuje się nad wyraz dobrze – w żadnym momencie nie odnosi się wrażenia, że połączenie jest wymuszone. I naprawdę jest się z czego pośmiać. W sumie trylogia Lunaświatów Seana McMullena jest cyklem nierównym: z chaotycznym pierwszym tomem, dobrym – drugim i niewiele słabszym – trzecim. Mimo że poszczególne części są autonomiczne pod względem fabularnym, niektóre wątki płynnie przechodzą z tomu na tom, tak że trylogia, jako całość, nie sprawia wrażenia sztucznie rozwlekanej historii. Jednak jej widoczny mankament stanowi przewidywalność zakończeń poszczególnych części. Na szczęście rekompensowane jest to przez mnogość wątków pobocznych i humor. Epicki rozmach, tak podkreślany w notach wydawniczych, daje się dostrzec dopiero z perspektywy drugiego i trzeciego tomu, gdy podstawowe informacje o świecie są już znane, a nowe szczegóły dodają wydarzeniom głębi. Zatem, jeśli czytelnik znajdzie w sobie dość wytrwałości, by przebrnąć przez pierwszą część, to dalej jest już tylko lepiej. Ale całość nie wykracza poza przeciętność. Recenzja (zbiorcza dla trylogii) ukazała się 2009-08-10 na portalu katedra.nast.pl
Beata - awatar Beata
oceniła na 7 11 lat temu
Niebo Mieczy Dave Duncan
Niebo Mieczy
Dave Duncan
„Niebo mieczy” to powieść, która od samego początku wciąga i nie pozwala odłożyć książki na bok. Świat przedstawiony przez Duncana jest surowy, pełen niebezpieczeństw i politycznych intryg, a jednocześnie spójny i realistyczny w ramach gatunku fantasy. Autor świetnie łączy wartką akcję z przemyślaną konstrukcją bohaterów i świata, dzięki czemu cała historia nabiera pełnej głębi. Największą zaletą tej książki są bohaterowie i ich rozwój. Każdy z głównych protagonistów ma własną osobowość, motywacje i moralne dylematy, a ich relacje są wielowymiarowe. Konflikty, zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne, zostały przedstawione w sposób przekonujący, co sprawia, że trudno nie kibicować bohaterom w ich walce i wyborach. Świetnie wypada też tempo narracji i umiejętność budowania napięcia. Akcja wciąga, nie ma przestojów, a kolejne wydarzenia potrafią zaskoczyć, nie popadając przy tym w chaos. Styl Duncana jest przystępny, a jednocześnie pełen detali, które pozwalają dobrze wyobrazić sobie świat i jego surowość. Nie znalazłam w tej powieści większych słabości — może jedynie niektóre fragmenty opisowe są momentami bardziej rozwlekłe, ale w ogólnym odbiorze nie przeszkadzają w lekturze i wręcz pomagają poczuć klimat świata. Dlatego „Niebo mieczy” oceniam na 8/10 — to świetnie napisana, wciągająca i dynamiczna powieść fantasy, w której dobrze skonstruowane postacie i przemyślany świat tworzą historię naprawdę satysfakcjonującą dla czytelnika.
Samanta_Eko - awatar Samanta_Eko
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Diamentowy Tron David Eddings
Diamentowy Tron
David Eddings
Nieco mniej znany cykl/seria autora "Belariady" Davida Eddingsa, jednego z moich ulubionych autorów fantasy z dawnych lat. Zaczytywałem się obydwoma będąc nastolatkiem. Wróciłem po latach z ciekawości jak odbiorę go, jako dorosły, w dodatku o wiele bardziej oczytany czlowiek. Źle nie jest... Ciekawa historia, pomysły, zakony rycerskie, różnego rodzaju bogowie, starsi i młodsi, intrygi kościelno/polityczne, magia, trolle i przed wszystkim – jak to u niego – zróznicowane i barwne postaci, bohaterowie. Poczynając od drobnego złodziejaszka, poprzez samych rycerzy w tym głównego bohatera, na różnego rodzaju spotykanych przez nichprzyjaciół. Nie ma zbyt wiele przemocy, czy różnego rodzaju wątpliwych scen (jak chociażby u Ziemiańskiego) - typowe można by powiedzieć, ale przyjemnie napisane High Fantasy, mające w dodatku , podobnie jak "Belgariada", kontynuuacje. Teoretycznie dla ludzi w każdym wieku, ale praktycznie raczej dla młodszych czytelników (nastolatków i tzw young adult). Ewentualnie dla ludzi mniej obeznanych z gatunkiem, lub też właśnie szukających takiej właśnie, lżejszej nieco, łatwiejszej i przyjemniejszej lektury. Starszego, względnie bardziej doświadczonego czytelnika, aczkolwiek czyta się przyjemnie, może razić nieco język, względnie momentami "naiwność" typowa dla tego podgatunku. (high fantasy) Bohaterom niezależnie od różnych przeciwności, wszystko się udaję, mało kto ginie, a jeśli już to przeważnie ci źli. Czarne jest czarne, a białe, białe. I wszystko jasne. Sentyment pozostał, nadal szybko i z przyjemnością się czyta, pomimo, że któryś tam raz, ale widać różnicę w porównaniu z bardziej "dorosłymi" pozycjami z tego gatunku (Rothfus, Sanderson, Erikson, Sapkowski itp) Dam 7/10 jeśli idzie o ten podgatunek, rodzaj fantasy.
Maciek - awatar Maciek
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Dziedziczka morza i ognia Patricia A. McKillip
Dziedziczka morza i ognia
Patricia A. McKillip
„Dziedziczka morza i ognia” to książka z wyraźnym potencjałem i kilkoma naprawdę udanymi elementami, ale ostatecznie nie do końca wykorzystuje wszystkie swoje atuty. Pomysł świata — inspirowanego kulturami morskimi i mythosem ognia — jest interesujący i daje poczucie egzotyki, jednak przez większą część lektury miałam wrażenie, że wszystko dzieje się trochę zbyt przewidywalnie. Najbardziej podobała mi się główna bohaterka — jej relacja z elementami żywiołów i wewnętrzne dylematy miały potencjał, by stworzyć naprawdę angażującą postaci, pełną sprzeczności i głębi. Niestety czasem narracja zdawała się zbyt ugrzeczniona, a dramatyzm jej wyborów nie do końca docierał do czytelnika z pełną mocą. Dzięki temu trudno było mi poczuć prawdziwe napięcie w momentach, które miały być najbardziej emocjonujące. Świat przedstawiony jest barwny i bywa fascynujący, zwłaszcza w opisach morskich podróży czy krajobrazów ognistych krain. Autorka włożyła wyraźnie dużo pracy w zbudowanie detali, które sprawiają, że miejsce akcji wydaje się żywe — chociaż momentami jest to efekt bardziej powierzchowny niż rzeczywiście głęboki. Niektóre opisy są piękne i sugestywne, inne zaś wydają się przydługie i przesadnie rozwinięte, co potrafiło spowolnić tempo czytania. Relacje między postaciami bywają interesujące, choć też nie zawsze w pełni wiarygodne. Między bohaterami z jednej strony widać chemię i potencjał konfliktu, z drugiej zaś wiele decyzji i dialogów brzmi trochę zbyt konwencjonalnie, jakby autorce brakowało odwagi, by pójść w bardziej zaskakujące albo mniej przewidywalne kierunki. To, co mogę książce zdecydowanie przyznać, to ładny styl i wrażenie dbałości o język — narracja bywa malownicza i potrafi wciągnąć, szczególnie gdy opisuje przyrodę czy wewnętrzne przemyślenia bohaterki. Równocześnie jednak momentami styl ten staje się zbyt ozdobny i odbiera nieco dynamiki fabule. Podsumowując, „Dziedziczka morza i ognia” to lektura, którą czyta się płynnie i z przyjemnością, ale jednocześnie nie jest to powieść, która całkowicie pochłania uwagę. Ma ciekawe elementy świata, sympatyczną główną bohaterkę i solidne tło fabularne, ale również zbyt wiele fragmentów, które mogłyby być bardziej odkrywcze, intensywne albo mniej przewidywalne. Dlatego oceniam ją na 7/10 — dobra i klimatyczna opowieść, ale niekoniecznie taka, która zapadnie w pamięć na długo albo wyróżni się znacząco w gatunku fantasy.
Samanta_Eko - awatar Samanta_Eko
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Zielona perła Jack Vance
Zielona perła
Jack Vance
Bardzo podoba mi się ta seria, chociaż myślę, że na dzisiejsze standardy jest bardzo specyficzna, ale to właśnie czyni ją niezwykłą w moich oczach. Podoba mi się zwłaszcza baśniowość "Lyonesse", której w "Zielonej perle" rzecz jasna nie brakuje. Tęsknię właśnie za tego typu fantastyką i to tęsknię mocno - z jednej strony baśniową, ale jednocześnie nie bardzo naiwną i niezbyt cukierkową. Trylogia Vance'a jest właśnie odpowiedzią na tę tęsknotę i trochę wypełnia lukę w moim sercu. Co prawda "Zielona perła" podobnie jak poprzedni tom cierpi na nadmiar dłużyzn, choć trzeba też uczciwie przyznać, że nie ma ich w niej tyle ile było w jej poprzedniczce. Zwłaszcza druga połowa jest ciekawsza i angażująca. Postaci są raczej proste pod względem ich kreacji, z małymi wyjątkami, ale nie przeszkadza mi to specjalnie. Nie ukrywam, że czytam tę trylogię głównie dla klimatu i inne kwestie są dla mnie raczej drugorzędne, niemniej poczynania postaci śledziło się dobrze. Co do klimatu - moim zdaniem klimat jest niepodrabialny. Gdy czytam opisy świata lub momenty, w których bohaterowie podróżują mam przed oczami mapy z gry Heroes of Might nad Magic 3 - dokładnie tak się czułam podczas lektury, jakbym swoim bohaterem przemierzała tajemniczą i magiczną krainę, pełna kręgów z grzybów, trollowych mostów i chatek czarownic. Dla mnie to było coś cudownego. Z pewnością niedługo sięgnę po trzeci tom - nie tylko po to, żeby odhaczyć kolejną skończoną serię, ale również po to, by poznać koniec tej historii i pobyć jeszcze przez chwilę w tym magicznym świecie.
Lynx - awatar Lynx
ocenił na 7 8 miesięcy temu

Cytaty z książki Rycerze mrocznej chwały

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Rycerze mrocznej chwały