„Jeśli myślicie, że jestem tylko gościem, który łazi po okolicy i pisze nieprzyzwoite opowiadania, jesteście szaleni. […] Ja nawet nie wiem, jak zakończyć jedno z tych opowiadań. Chyba tak: KONIEC”.
Bukowski to jeden z najbardziej charakterystycznych autorów. W jego pisarstwie nie ma tabu, nie ma niedomówień, nie ma tematów, które mogłyby być nieporuszone. Ten zbiór opowiadań to zbiór brudu, smrodu, segsu (i to nie zawsze dobrowolnego). Opowiadania brutalne, niepozostawiające nadziei. Bukowski w wielu tych tekstach tapla się w smutku opowiadając wulgarnie na temat świata. Większość przywar i fantazji jakie opisywał Bukowski nic się nie zestarzała, świat nie poszedł ku lepszemu, mimo całego bajzlu, wciąż wiele z tych opowiadań jest aktualnych. Bukowski opowiada świat jako miejsce, w którym grzeczni ludzie nie przetrwają, opowiada świat jako miejsce walki, jako miejsce, które można obśmiać z każdej strony. Opowiadania buchając segsem, fantazją i przerysowaniem - sorry not sorry - stary świntuch jest jedyny w swoim rodzaju i ja pióro Bukowskiego szalenie kocham. Kocham głównie za to, że nie upiększał, że pozwala wytaplać się błocie, za to, że tworzy duszny klimat w swoich historiach, w których dosłownie czuć opary alko - można próbować udawać Bukowskiego, ale nikt gościa nie będzie w stanie zastąpić.
„Jeśli myślicie, że jestem tylko gościem, który łazi po okolicy i pisze nieprzyzwoite opowiadania, jesteście szaleni. […] Ja nawet nie wiem, jak zakończyć jedno z tych opowiadań. Chyba tak: KONIEC”.
Bukowski to jeden z najbardziej charakterystycznych autorów. W jego pisarstwie nie ma tabu, nie ma niedomówień, nie ma tematów, które mogłyby być nieporuszone. Ten zbiór...
Oto wchodzimy na ścieżkę chaosu. Przed lekturą opowiadań należy koniecznie przeczytać poprzedzający je wstęp autorstwa Davida Stephena Calonne'a. Czynność tę należy powtarzać zawsze wtedy, kiedy czytelnik poczuje się zagubiony. Czyli często. Dzięki uprzejmości Oficyny Literackiej Noir sur Blanc miałem przyjemność zapoznać się z najnowszym polskim tłumaczeniem utworów Charlesa Bukowskiego. Nie była to lekka przeprawa, przyznaję, ale gdyby była lekka - po co miałbym właściwie to czytać?
"Dzwon nie bije nikomu" to zbiór krótkich utworów (44 sztuki), które pierwotnie były publikowane w latach 1948-1985. Spora część z nich nie ma tytułów. Niektóre sprawiają wrażenie, jakby nie miały początku lub zakończenia (wróć do wstępu). Ale za to są rysunki samego Bukowskiego! Niezbyt wiele, ale kilka jest. Dominujące motywy? Kobiety, seks i alkohol, a jakże. Z tym, że zawsze jest coś jeszcze. Te historie, choć z pozoru grubiańskie, zawsze mają jakieś drugie dno.
Czego tutaj nie ma... Oprócz "klasycznych" opowiadań, jest np. postawiony na głowie western, kryminał w krzywym zwierciadle, trollowanie pacjentów na oddziale psychiatrycznym czy tragikomiczny opis dnia pracy w sklepie dla dorosłych. Kilka wątków przewija się więcej niż raz: konfrontacja z demonicznymi zwierzętami (gigantycznym wieprzem albo szaloną małpą), kafkowskie porwania i przesłuchania, uprowadzenia samolotów przez zdemoralizowanych porywaczy (w tym jedno z elementami science-fiction i powalającym plot twistem). Charles Bukowski to synonim literackiej nieprzewidywalności. W charakterystycznym, bezkompromisowym stylu pastwi się nad ludzkimi słabościami, prowokuje tak, aby podrażnić nasze pragnienia i lęki, oraz zwrócić uwagę na ogólną absurdalność ludzkiego życia. Krytykuje ówczesny rząd i politykę (wojna w Wietnamie), kościół katolicki, a w opowiadaniu "Brzydki figiel spłatany Bogu" w cudowny sposób rozprawia się z nazizmem.
Uwielbiam rynsztokowy humor Bukowskiego, co się uśmiałem to moje. Zazwyczaj te niewybredne żarty okazują się zaskakująco błyskotliwe. Podobnie jak w powieści "Kobiety", pojawia się tutaj sporo... wątpliwych moralnie zdarzeń, a kilkukrotnie dochodzi do opisów przemocy seksualnej. Radzę mieć to na uwadze. "Dzwon nie bije nikomu" dostarczył mi rozmaitych emocji, często skrajnie różnych. Od rozbawienia po zadumę. Od fascynacji po zniesmaczenie. Polecam przetestować na własnym organizmie.
Oto wchodzimy na ścieżkę chaosu. Przed lekturą opowiadań należy koniecznie przeczytać poprzedzający je wstęp autorstwa Davida Stephena Calonne'a. Czynność tę należy powtarzać zawsze wtedy, kiedy czytelnik poczuje się zagubiony. Czyli często. Dzięki uprzejmości Oficyny Literackiej Noir sur Blanc miałem przyjemność zapoznać się z najnowszym polskim tłumaczeniem utworów...
Cóż, znowu nasiąknąłem literaturą Charlesa Bukowskiego. Nie ukrywam, że fascynuje mnie twórczość tego wyjątkowego człowieka pod każdym względem... wielkiego pisarza, mistrza małych form, poety, felietonisty, rysownika, miłośnika kotów, lubieżnego kochanka, kobieciarza, a czasem clocharda i hazardzisty.
Tytułowy "Dzwon nie bije nikomu" to nieprzypadkowe nawiązanie do Ernesta Hemingwaya i jego powieści Komu bije dzwon. W jednym z tekstów tego zbioru jedna z dam Bukowskiego zastanawia się nad podobieństwami między nimi. To fascynujące zestawienie – obaj byli „macho” literatury, jednak podczas gdy Hemingway szukał w swoich bohaterach heroizmu, Bukowski bez litości opisuje upadek tego mitu, portretując życie na samym dnie.
Warto zaznaczyć, że ten zbiór od wydawnictwa Noir sur Blanc to prawdziwa gratka dla kolekcjonerów. To teksty rozproszone, często wydobyte z undergroundowych magazynów, które rzucają nowe światło na warsztat autora. To nie jest grzeczna lektura i na pewno powinny po nią sięgać wyłącznie osoby pełnoletnie. Bukowski nie pudruje opisów bliskości z kobietami, tej bardzo intymnej obecności. Jego świat jest mocny, zaprawiony alkoholem, choć w tym konkretnym zbiorze nie ma go aż tak dużo, jak w jego kultowych powieściach.
Opowiadania ilustrują surowe rysunki autora. Ich prymitywna, niemal „brudna” kreska nie jest tylko ozdobnikiem – to integralna część jego ego, małe streszczenia treści, które idealnie dopełniają ten brudny realizm.
Jedno z opowiadań poświęcone jest sąsiadowi, który powoli umierał. W jednym ze zbiorów wierszy – nie pamiętam już którym – znajduje się utwór o tym samym człowieku. To niezwykle poruszający fragment, który pokazuje drugą, rzadziej wspominaną twarz „Buka”. Opisuje w nim mężczyznę, któremu zapłacił za umycie auta, ale ten odkładał ten moment tak długo, aż w końcu zmarł. To właśnie ten kontrast między wulgarnością a nagłą, głęboką empatią do „ludzi-płotek” sprawia, że Bukowski jest wielki.
Czytam wszystko, co wyjdzie spod jego pióra i cieszę się, że polskie wydania trzymają tak wysoki poziom. Mam nadzieję, że w 2026 roku również ukaże się coś nowego z tych literackich archiwów. Miłośnikom Bukowskiego polecam, a tych, którzy go nie znają – ostrzegam. Bo z Bukowskim jest jak ze szpinakiem: albo się go uwielbia, albo nienawidzi.
Cóż, znowu nasiąknąłem literaturą Charlesa Bukowskiego. Nie ukrywam, że fascynuje mnie twórczość tego wyjątkowego człowieka pod każdym względem... wielkiego pisarza, mistrza małych form, poety, felietonisty, rysownika, miłośnika kotów, lubieżnego kochanka, kobieciarza, a czasem clocharda i hazardzisty.
Tytułowy "Dzwon nie bije nikomu" to nieprzypadkowe nawiązanie do Ernesta...
Brudny, realistyczny czasami do szpiku brutalny. Seks, alkohol, perwersje. Jeśli komuś przeszkadza brak ciągłości, rozdziałów, tytułów, to nie będzie to wymarzona pozycja.
Brudny, realistyczny czasami do szpiku brutalny. Seks, alkohol, perwersje. Jeśli komuś przeszkadza brak ciągłości, rozdziałów, tytułów, to nie będzie to wymarzona pozycja.
Opowiedz na głos swój amerykański sen. Opraw go w detale z marzeń, okraś szczyptą inteligentnego humoru i otocz życzeniem z sennych bajań. Opisz, wykorzystując cały literacki talent. Korzystaj tylko z celnych słów, ozdobniki są zbędne, by ktoś tak biegle władający zdaniami przykrywał posiadany kunszt. A potem, przez całe dekady, obserwuj pilnie, lecz coraz mniej trwożnie, jak mistyk przemienia się w cynika, Twój amerykański sen w koszmar - a amerykański koszmar w amerykańskiego kaca. Nie wykrzywiaj twarzy, gdy dostrzeżesz wszystkie te amerykanizmy i amerykańskości, marne - choć dawniej jawiły Ci się wielkie i wzniosłe. To te małe rozczarowania, gnuśności, zawody i żale stworzyły Twoją twórczość. Ciebie. Odrzutka i outsidera. Poetę brudu i alkoholu. Prozaika kreślącego na znalezionych, porwanych kartkach raporty z samego dna. Zbuntowanego przeciw społeczeństwu i innym pisarzom. Tego, który stał się ikoną Beat Generation, awangardowego ruchu literacko-kulturowego, propagującego indywidualizm o anarchistycznych nutach. To Ty frustracje potrafiłeś przekuć w coś, co przetrwa dłużej niż Ty sam - nurt, określany mianem brudnego realizmu bez upiększeń oraz literackiego marginesu. Treści o kurtyzanach, życiowych nieudacznikach z nieogolonymi twarzami wciąż zanurzonymi w alkoholu, fetorze niewietrzonych mieszkań, spoconych ciał, przegranych zawodowo robotnikach i najtańszych nalewkach. Charles Bukowski - ten, który obnaża ohydę i porażkę jako to, co w człowieku jest stanem naturalnym. Próżno to nazwać fatalizmem, wszak spostrzegawczy wezmą tę tezę za światły realizm. Ty także dysponowałeś niezwykłym darem obserwacji, dzięki jakiej Twoje zapiski okazywały się wstrząsająco trafne - choć często okraszone dozą sarkastycznego humoru, rozbrajającego banał codzienności podanej w krzywym zwierciadle. Czasem prawdy o świecie głosiło Twoje alter ego - hazardzista, cyniczny pisarz i pijak w jednym. Maska? A może najlepszy z autoportretów? Jaką prawdę odsłania zbiór wyjątkowych opowiadań “Dzwon nie bije nikomu”?
“Tchórz. Piłem bez końca. Eskapizm. Powiadają, że pijacy to eskapiści niezdolni zmierzyć się z rzeczywistością.”
Brud. Smród. Ubóstwo. Głupota. Brzydota. Przemoc. Seks. Alkohol. Części intymne. Infantylizm. Zbrodnia. Zatracenie jaźni... Choć ta tematyka przeważała w Twojej twórczości, nijak nie należy zaliczać Cię do skandalistów, którzy imają się wszelkich metod, by glob o nich usłyszał. Twoje teksty wiele lat później przeciętnemu odbiorcy mojego pokroju jawią się raczej jako rytuał przetrwania dla rozczarowanego absolutnie wszystkim mężczyzny o niebywałym talencie literackim. Strzępki krótkich narracji, zamiast pełnowymiarowych opowiadań przypominają w agresywnym odbiorze raczej fotografię, w którą wpatruje się o chwilę za długo. Reportaż z najpodlejszego miejscowego baru; dokument o tych, co dla mainstreamu są... niczym. Z pełnym przekonaniem twierdziłeś zresztą, że nikt nie jest od nikogo lepszy - tylko wszyscy udają, niektórzy od innych nieco bardziej utalentowanie. Skąd to wiedziałeś? Urodzony w Niemczech, wychowany w Los Angeles przez brutalnego ojca. Uroda pokonana przez trądzik różowy, który na zawsze zniszczył Twoją twarz oraz samoocenę. Licha posada na poczcie, jaka zresztą posłuży za inspirację dla kultowej powieści. Bieda, że aż piszczy, niszowe czasopisma, w których Twoje publikacje przemykały niezauważone. Daleka droga do ikony kontrkultury, jaką stałeś się znacznie później. Zauważę, że... inspirująca, skoro okazała się możliwa. Z samych nizin - wprost do poety przegranego, pisarza buntowników, którego dzieła długo po jego śmierci są znane i poważane na całym świecie. I jakże aktualne, jeśli spojrzy się na obecnych bogów: kult sukcesu, konsumpcjonizmu i ZATRWAŻAJĄCEJ HIPOKRYZJI... Często spoglądam w tych kierunkach, choć wolałabym oślepnąć. Lub jak tożsame Ci Beat Generation - odwrócić wzrok od nieodpowiadającej rzeczywistości w stronę wąskich i ciemnych ulic, taniego lokalnego piwa, opuszczonych fabryk, walących się w gruzy i samotnych pokoi. Cichych pokoi.
“(...) jeśli zamierzasz kogoś zabić, upewnij się czy masz kogoś co najmniej pięć razy lepszego na jego miejsce.”
Osobie, która zajmuje się li halucynacjami semantycznymi, ciężko scharakteryzować Twój styl. Krótkie zdania, rwane, pełne dosłowności - przypominają przekleństwa. Często zresztą są nimi nasączone, ale nie z powodu wulgarności. Używane jako przekaźnik prawdy. O każdej z pełną szczerością - tak dużą, że niekiedy czytając Twoje treści można poczuć... zawstydzenie. To tak, jakby właśnie słuchać czyichś najskrytszych myśli i pozostawać przy tym niezauważonym. Żadnego patosu i aktów heroizmu, które mogłyby podnieść na duchu. Zlepek zdarzeń z bolesnej codzienności. Poezja upadku i ważkie przesłanie - nawet w rynsztoku, utytłany błotem, talent w dalszym ciągu lśni. Także w tej minucie, w jakiej wytaczasz się z knajpy i rozglądasz za dawno utraconym sensem, co to przeleciał przez palce niczym iluzja, dym z ledwie tlącego się papierosa. Kiedy w głowie, zamiast światłych refleksji intelektualisty, samoistnie tworzy się raport z frontu przegranych dusz. Słowa są brudne, zdania grzmią głucho jak uderzenie pięścią w niechlujnie przyozdobiony stół. Tak też wybrzmiewają opowiadania zawarte w zbiorze “Dzwon nie bije nikomu” - wszak już sam tytuł jest całkowicie przewrotny. U Hemingwaya, do którego dzieła nawiązuje, dzwon bije każdemu, jednako, nieprzerwanie - i symbolizuje wspólnotę człowieczego losu. U Ciebie... milczy. Tak jak i świat, zniesmaczony wszystkim, co się na nim zatraca, nie bije nawet najbardziej kiepskich oklasków. Komu i z jakiego powodu miałby? Coraz częściej słychać już tylko ciszę. Właśnie ta towarzyszyła mi podczas lektury bezdźwięcznego “Dzwonu...”. Wraz z nią - kadzidlany dym, nieporządek w głowie i zmęczenie, tak bardzo przystające. Wyobrażone kroki po brudnym parkiecie - jak spacer oczyma po linijkach tekstu. Butelka w ręku, gdy przewracając stronice, gdzieś w zakamarkach pamięci materializują się: miasto bez nadziei, ludzie bez polotu, wyklęci i przeklęci. Drzwi zatrzaśnięte bezpowrotnie, stłuczona filiżanka, ostre słońce poranka i ta ostatnia fajka. Wszystkie pytania bez odpowiedzi. Utraty. Nostalgia. Zapis tęsknoty. I jak ja, kochanka słów, miałabym przekazać własnym czytelnikom, o czym traktują Twoje teksty, gdy każdy składa się z miliona znaczeń, które odbieram na zwichrowanie nietuzinkowy sposób? “Dzwon...” trzeba przeżyć świadomie, przemyśleć i zapamiętać. Dotknąć groteski, absurdu i realizmu. A może na ich kanwie stworzyć podobną galerię świateł i cieni? Jak Ty - ze skrawków życia, snów, udręk, finezjo-fantazji i samotności do wtóru dźwięku już nie dzwonu, a roztrzaskujących się na milion nieskładalnych fragmentów marzeń?
“Żaden mężczyzna nie posiada kobiety, chłopcze. Niektóre kobiety posiadają mężczyzn, są jednak mężczyźni, których nie można mieć na własność. Kobiety mają serca jak grzechotniki.”
W Twoim wydanym zresztą pięknie przez Noir Sur Blanc zbiorze tekstów często widać coś nie do przeoczenia: lustrzane odbicie człowieka złożonego z... człowieka. Bólu, nienawiści, śmiechu, pożądania, desperacji, nudy, uroku i brzydoty - odartych z marzeń i nadziei. Tacy też pozostają Twoi bohaterowie. Stary cynik, jaki wybrał się na ślub, mający być przeżyciem duchowym, a okazał groteskowymi zawodami o większe ego. Postać przewodząca pastiszowi westernu, która obala mit męskiego Dzikiego Zachodu i prezentuje pustkę pozostającą po każdym odcieniu przemocy. (Tu jedno z moich ulubionych przesłań - wierzę, iż wszyscy mają własne Reno, miejsce, w jakim uczynili coś, czego nie da się cofnąć...). Jest też toczony pragnieniem posiadania jegomość, który na świat patrzy... zza kierownicy samochodu, na jakiego zakup nigdy nie będzie sobie mógł pozwolić. Czy wspomniałam już o maszynie do dziewcząt - wynalazku, mającym zastąpić prawdziwe relacje? (Wtrącę, iż powiało złowieszczym profetyzmem...). Z tekstu o piwie i poezji wyłania się z kolei, jak mniemam, Twój autoportret. Oto naczelną sylwetką jest bowiem poeta alkoholik, który nienawidzi literackiego środowiska a pisanie przedkłada ponad własne zdrowie. Jest także opowiadanie złożone z wspominek z urzędu pocztowego, jakie jawi mi się niczym monotonny taniec absurdu - choć w istocie traktuje o nudnym dniu szeregowego pracownika. Wśród bohaterów “Dzwonu...” są również bezdomny pies obdarzający bezinteresowną miłością, zamieszkająca piwnicę nieobyczajna panna, która kupczy ciałem za wysokoprocentowe trunki czy damski bokser, potrzebujący jedynie wymówki, by odreagować złość na kimś, kto nie odda ciosu z powodu własnej bezbronności. Można by rzec, że w tym niewątpliwie oryginalnym zbiorze tekstów jest różnokolorowa plejada sylwetek. Personalnie sądzę jednak, że wszystkie one złożone są przede wszystkim z cienistych szarości i czerni. Odcieni najprawdziwszego świata. Żyją w nim wielkie talenty i mikre beztalencia. Obmierzłe kreatury i - udające, że są odmienne - krystaliczne rzeźby, wykute z lodu, nie marmuru. I wszyscy, a nikomu i tak nie bije dzwon. I nie zabije. Trwa ciszą. Trwa.
“Powiem panu coś, panie władzo: przestrzegasz zasad, żyjesz biednie i biednie umierasz. I często przedwcześnie.”
Można nie lubić dosadnych słów i mroczności realizmu, ale miłośnikowi literatury przez wielkie L nie przystoi nie znać choć skrawków twórczości Charlesa Bukowskiego. Po raz pierwszy zetknęłam się z nią, przystępując wiele lat wstecz do pewnej językowej olimpiady. Wróciwszy do tomu “Dzwon nie bije nikomu” w wieku właściwie stania nad urną, odebrałam jego treść o wiele wnikliwiej. I dotkliwiej. Nie ma tu fabuły, która trzyma w napięciu, nie ma katharsis ani happy endu (plus!). Są za to ludzie, prawdziwie brzydcy i bez upiększeń. Z przystanku spóźniającej się komunikacji miejskiej, barowej kolejki po następnego shota, sklepu, urzędu, smutnej kamienicy. Tacy, jakich nikt nie słucha - zatem Pisarz przekazuje ich myśli tak dosadnie, jak tylko da się to sobie wyobrazić a przy tym wręcz bezczelnie szczerze. U Bukowskiego świat jest obnażony i realny - ten, którego nie chce się dziś zobaczyć, bo tak zatraciło się w udawaniu, iż ma się nad nim jakąkolwiek kontrolę. Zamiast kwiecistych opisów emocji - przekleństwa, trzaski, niekulturalny śmiech, które przekazują o wiele więcej wnikliwemu czytelnikowi. Rozmowa z samotnością - zupełnie zresztą jak u jednego z bohaterów, który zdecydował się wdać z nią w pogawędkę w brudnym wyszynku. Ludzie niewiedzący jak podziękować za ratunek... psu, a cóż tu dopiero dywagować o innych ludziach. Nieczyste pragnienie zapomnienia miast ulotnych uniesień. Pisarz nie buduje historii, a raczej boleśnie je przekazuje. Notuje rwane skrawki z życia, bo... myśli, że gdy przestanie, zniknie także reszta ułudy? Można analizować na własny sposób, wystrzegając się jednak znienawidzonego słusznie: co twórca miał na myśli, jako że to powinno zawsze pozostać jego własną sprawą. Tekst jest po to, abyś odnalazł w nim siebie i prywatny sens, co staram się każdorazowo czynić. “Dzwon...” dla mnie nie bije, a… oddycha. Przypominającą poezję prozą, która jest jak świat odrapanych ścian i porzuconych snów - miejsca z mojej baśni. Wypuszcza zimne, napawające smutkiem powietrze, z jakiego lubię tworzyć dookoła siebie wiatr. I... myślę, że przekazuje, iż także cisza jest rodzajem odpowiedzi. To ona szepcze mi, że Charles Bukowski to artysta - ten, który pisał o tym, co zostało, kiedy już wszystko inne się skończyło... Odstępuję od noty punktowej, przeświadczona o fakcie, iż ocenianie klasyków prawdziwej literatury to świętokradztwo. Nadmienię tylko, iż zdecydowanie polecam.
PS Stracony Poeto Beznadziei i Prozaiku Prozaiczności, nie obrażaj się proszę za tę, skierowaną eksperymentalnie w Twoim kierunku recenzję, zwaną halucynacją semantyczną. Wyrażam nadzieję, że satyrycznie i impertynencko Cię uśmiechnęła. Może tak nie dzwonią, ale tego zapewne jeszcze nie grali. 😉 Uprasza się o rezerwację miejsca przy odrapanym, piekielnym kontuarze na choć rundę literackiej dysputy. Trafię!
“(...) i byli bardzo gorliwi i pewni, nigdy by nie uwierzyli, że ta samotność, ta prywatność, o którą prosiłem, miała mnie tylko ocalić, żebym mógł się domyślać, kim oni są i kto ma być wrogiem.”
instagram.com/thrillerly
Opowiedz na głos swój amerykański sen. Opraw go w detale z marzeń, okraś szczyptą inteligentnego humoru i otocz życzeniem z sennych bajań. Opisz, wykorzystując cały literacki talent. Korzystaj tylko z celnych słów, ozdobniki są zbędne, by ktoś tak biegle władający zdaniami przykrywał posiadany kunszt. A potem, przez całe dekady, obserwuj pilnie, lecz coraz mniej trwożnie,...
Przed Wami zbiór opowiadań, niezwykłych opowiadań, które z pewnością nie wszystkim przypadną do gustu.
Czemu?
Po pierwsze, czytając opinie innych blogerów mogą Was zniechęcić, chociaż ja jestem tego zdania, że każdy z nas jest inny i każdemu podoba się co innego, więc najzwyczajniej na nie nie patrzę, a kieruję się swoim rozsądkiem, opisem, czy okładką.
Po drugie, nie każdy lubi książki tego typu.
Jakie? Mocne, z wulgaryzmami, nieco obrzydliwe.
Autor pisze o ludziach przegranych, tych którzy wiele w życiu przeszli lecz mimo wszystko są pełni życia.
I z takich ludzi w sumie warto brać przykład.
Nie zamykać się w czterech ścianach a mieć nadzieję na lepsze jutro. Czy aby na pewno?
Autor, który wyróżnia się tym, że jest szczery, brakuje u niego tej nostalgii ale nie można powiedzieć, że nie jest czuły wobec innych.
Autor, którego twórczość w końcu udało mi się poznać i muszę przyznać, że bawiłam się dobrze.
Opowiadania są napisane treściwie i bez żadnego koloryzowania, jest krótko i na temat, innym słowem mówiąc mamy tutaj oszczędność w słowach. Czy to jest na plus? Dla mnie tak, a Wy musicie sprawdzić sami czy właśnie taka forma Wam odpowiada. Dodam, że jedne podobały mi się bardziej, inne mniej - jak to w zbiorach bywa, byłam w lekkim szoku, odrobinę zniesmaczona, ale przyznaję, że twórczość autora ma w sobie to coś, co przyciąga.
Opowiadania dotyczące alkoholizmu, samotności - bohaterowie uciekają w picie i funkcjonują na uboczu społeczeństwa. Dopada ich brutalna codzienność, brak pracy, lub ciężka fizyczna, a także bieda. Mają oni burzliwe życie, żyją na własnych zasadach mimo tego, że to może oznaczać ich upadek.
"Dzwon nie bije nikomu" to książka surowa, przedstawiająca codzienność człowieka, który po prostu żyje poza marginesem.
Mocna, autentyczna, nie ma tutaj miejsca na pesymizm, lecz znajdzie się na czarny humor.
Ja takie książki cenię.
Przed Wami zbiór opowiadań, niezwykłych opowiadań, które z pewnością nie wszystkim przypadną do gustu.
Czemu?
Po pierwsze, czytając opinie innych blogerów mogą Was zniechęcić, chociaż ja jestem tego zdania, że każdy z nas jest inny i każdemu podoba się co innego, więc najzwyczajniej na nie nie patrzę, a kieruję się swoim rozsądkiem, opisem, czy okładką.
Po drugie, nie każdy...
Bukowski zdaje sobie sprawę, kiedy jest w formie, a kiedy nie, ale sława i moc pozwalają mu na wydawanie słabszych rzeczy, bo i tak ludzie będą to czytać. Jest w tym dużo brutalizmu, wykorzystywane seksualnie kobiety, czasem tłuczone po głowie, a czasem tłuką się same. Niezaspokojone, wlaściwie faceci działają pod dyktando ich niewyczerpującego się stanu napalenia, rozbawiające momentami sceny, np rozmowy o spotkaniu autorskim, na ktorym powrównywano Bukowskiego do Rimauda, prowadzonej przy próbie odbycia stosunku analnego, albo znajomego łażącego na czworakach, mówiącego że ma kalafiorowe uszy, czy dwóch dziewczyn bukowskiego, które biorą się za łby, w całej ich strojności, kolczykach, bransoletkach na stopach, długich nogach machających w powietrzu, a bukowski polewa sobie w tym czasie szkockiej i szuka w radiu stacji nadającej Szostakowicza. Są też znajomo wyglądające epizody z innych książek Bukowskiego, obrazki te jednak nakreślone na nowo, z innej perspektywy.
Czy jest to wszystko dobre? Średnie. Mocno średnie. Momentami niechlujne, ale on za stary lis, żeby nie zdawać sobie z tego sprawy i nawet z tego potrafi zrobić tekst: "Teraz widzę, że popadłem w jeden z moich złych nawyków: napisałem to zarówno w czasie przeszym jak i teraźniejszym. Zamiast to proprawić, obarcze tym redaktorów, żeby poddać próbie ich wyrozumiałość."
Prosta psychologia i cytaty może i godne zapamiętania, jednak te najmocniejsze zawierają tylko i wyłączni sekualny kontekst, spójrzmy: Zatsanawiałem się, czy Ernie robił to wszystko z kobietami co ja robiłem. Jeśli tak, to pewnie przestał, bo inaczej nie wybrałby drogi samobójstwa. Takie rzeczy były zbyt przyjemne, żeby z nich dobrowolnie rezygnować.
Jane była norlmalna. Miała wspaniałe nogi, ciasną szparkę i twarz wyrażającą upudrowane cierpienie. I mnie znała. Nauczyła mnie więcej niż tworzone przez wieki książki filozoficzne.
Dopóki ludzie nie nauczą się wypróżniać i kopulować publicznie, nie będą ani porządnymi dzikusami, ani osobami dostatecznie nowoczesnymi.
Przeżyłem cztery lata w całkowitej samotności i doskonałej formie, a potem jedna zapukała do drzwi.
Gdy spotykasz gościa, który nie ma ochoty na zwykłą rozmowę to masz do czynienia z dzikusem, kimś normalnym.
Charles Bukowski - "Dzwon nie bije nikmu"
Bukowski zdaje sobie sprawę, kiedy jest w formie, a kiedy nie, ale sława i moc pozwalają mu na wydawanie słabszych rzeczy, bo i tak ludzie będą to czytać. Jest w tym dużo brutalizmu, wykorzystywane seksualnie kobiety, czasem tłuczone po głowie, a czasem tłuką się same. Niezaspokojone, wlaściwie faceci działają pod dyktando ich...
To nie mogło się udać. Przecież zebrano tu absolutne resztki z den pudeł z archiwaliami Charlesa Bukowskiego. Ale okazuje się, że ten stary drań znów jest górą.
„Zapiski starego świntucha” nie są najwyżej cenioną pozycją w przebogatym dorobku Buka. Nic dziwnego. Składały się bowiem na nie teksty publikowane w latach 1967 – 1969 w undergroundowym tygodniku „Open City” z Los Angeles. Publikowane regularnie, co tydzień. Już choćby z tego powodu nie mogły być najwyższych lotów. Żaden twórca piszący w takim tempie nie jest w stanie zapewnić zawsze towaru pierwszej klasy. Poza tym miały jednak charakter chałtury. Bukowski uważał się wtedy jeszcze za poetę. Opowiadania były dla niego rzeczą mniej istotną. Poza tym to był tygodnik „Open City” – kontrkulturowy, obrazoburczy, prowokujący establishment. Pisanie dla tego tytułu aż się prosiło o wywołanie skandalu. Dzięki temu Bukowski, jeden z najbardziej autokreacyjnych wśród wielkich pisarzy amerykańskich, mógł tu sobie do woli poswawolić budując na przegięciach wizerunek wyluzowanego super pijaka i mega kobieciarza. Bo wtedy taki styl uchodził w artystowsko/rock’n’rollowych kręgach za wyjątkowy szyk. Wszystko to powodowało, że „Zapiski…” są bardzo nierówne, oprócz kawałków znakomitych można tam znaleźć prawdziwy gruz, którego chwilę po napisaniu autor już nie pamiętał.
Tymczasem „Dzwon nie bije nikomu”, to w sporej części opowiadanka, na które w „Zapiskach…” zabrakło miejsca. Były za słabe. Na dodatek to nie one są w tym tomiku najsłabsze. Zebrano tu bowiem także teksty, które Bukowski pisał jako młody pisarz, niektóre sprzed okresu „wielkiego chlania” z lat pięćdziesiątych. Choć intelektualnie i emocjonalnie nie ustępują temu, co Bukowski tworzył później, łatwo zauważyć brak autorskiej pewności i swobody. Stylistycznie bliżej im do wypracowań niż kontrolowanego szaleństwa czy nonszalancji z jego złotego okresu z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Inna sprawa, że także zamieszczone tu teksty z owego złotego okresu ustępują większości tego, co do tej pory z bogatego dorobku Bukowskiego opublikowano. Styl jest tu już znakomity, ale z treścią bywa bardzo różnie. Czasem widać bardzo wysilone pomysły na historię, czasami tych pomysłów nawet nie ma. Jest po prostu historyjka bez dobrej puenty, najczęściej z po raz kolejny mielonym wydarzeniem z życia pisarza, które ten stara się ograć na pięćsetny sposób. No i bardzo tu widać autokreacyjną, cyniczną pisarską kalkulację – budowanie wizerunku największego skandalisty w mieście.
Dla czytelników/czytelniczek/osób czytelniczych, którzy przy „Dzwonie…” zetkną się z Bukowskim po raz pierwszy, lektura tego tomu może być sporym rozczarowaniem. Niektórzy a zwłaszcza niektóre mogą nie dać rady przez to przebrnąć. Dosadność i brutalność, mizoginia i seksizm czy po prostu mizantropia niektórych tekstów mogą wywołać u nich nawet nie obrzydzenie, ale odruchy wymiotne. Starzy fani Bukowskiego też raczej nie osiągną przy lekturze orgazmu, ale mogą bez obaw wydać pieniądze na ten tomik. To jednak wciąż ten Stary Świntuch. Może daleki od życiowej formy, ale potrafiący pisać teksty lepsze od większości tego, co jest dziś wydawane i zbudować klimat dużo bardziej pociągający niż to, co dzieje się teraz na świecie.
To nie mogło się udać. Przecież zebrano tu absolutne resztki z den pudeł z archiwaliami Charlesa Bukowskiego. Ale okazuje się, że ten stary drań znów jest górą.
„Zapiski starego świntucha” nie są najwyżej cenioną pozycją w przebogatym dorobku Buka. Nic dziwnego. Składały się bowiem na nie teksty publikowane w latach 1967 – 1969 w undergroundowym tygodniku „Open City” z Los...
„Większość mężczyzn godzi się na namiastki, bo po prostu są samotni, bo po prostu się boją, bo po prostu brak im odwagi, by żyć w pojedynkę. Akceptują wszystkie wady u tej drugiej osoby, żeby po prostu mieć ją przy sobie” Ch. Bukowski, Dzwon nie bije nikomu
Nie ukrywam, że przed lekturą Dzwon nie bije nikomu miałem wątpliwości. Dlaczego spytacie? Ostatni raz Bukowskiego czytałem jakieś 15-16 lat temu, będąc nastolatkiem. Mogłem mieć 17-18 lat? Kochałem Charlesa Bukowskiego i Bukowski kochał mnie. Jego proza była dla mnie czymś niesamowicie prawdziwym – brudna, wulgarna, autentyczna. Opowiadająca o tym, o czym zwykle literatura nie opowiada i w sposób w jaki się nie pisze. Prosto ale nie prostacko. Balansująca na granicy pornografii, literatury rynsztokowej była czymś absolutnie czarującym dla chłopaka, który szukał autentyczności w książkach. Jawił się mi też Bukowski jako zupełny outsider – chciano go wsadzić do beatników ale nigdy z beatnikami się nie zadawał. Przypinano go hipisom, ale hipisami gardził. Bukowski był sam dla siebie kategorią literacką. I nadal tak jest. Bo trudno pisać tak jak Bukowski – prosto i dosadnie bez narażania się na śmieszność czy też pretensjonalność.
Wracając po latach do tej prozy i czytając te teksty świetnie się bawiłem. W dzisiejszym świecie, gdzie wszystko musi być takie samo, absolutnie poprawne politycznie i światopoglądowo, w świecie w którym sami narzucamy sobie cenzurę na wiele słów, twórczość Bukowskiego jest jak ożywcza woda. Bo on trudnych tematów, przemocy, seksu, pijaństwa się nie bał i pisał o nich wprost, bo takie życie znał. Czemu udawać, że takich tematów nie ma? Czemu tkwić w fałszywym poczuciu bezpieczeństwa? Czemu istnieć poza rzeczywistością? Czas otworzyć oczy, Obywatele – historie które opowiada Buk, to nie zawsze są wymysły. I nie opuściły tego łez padołu po 1994 r. kiedy Bukowski umarł. One nadal tutaj są.
Mówią, że wystarczy przeczytać jedną książkę Bukowskiego i zna się je wszystkie.
Może i tak jest.
Ale ja lubię wracać do tego co znam.
Na pełny tekst zapraszam na www.statekglupcow.pl.
„Większość mężczyzn godzi się na namiastki, bo po prostu są samotni, bo po prostu się boją, bo po prostu brak im odwagi, by żyć w pojedynkę. Akceptują wszystkie wady u tej drugiej osoby, żeby po prostu mieć ją przy sobie” Ch. Bukowski, Dzwon nie bije nikomu
Nie ukrywam, że przed lekturą Dzwon nie bije nikomu miałem wątpliwości. Dlaczego spytacie? Ostatni raz Bukowskiego...
Lubicie krótkie formy literackie?
Dzwon nie bije nikomu to zbiór opowiadań Charlesa Bukowskiego publikowanych w prasie na przestrzeni czterdziestu lat, głównie w osobliwie zatytułowanej rubryce pt. Zapiski starego świntucha.
Autor jest uznawany za jednego z największych i najpopularniejszych amerykańskich pisarzy XX wieku i od lat wzbudza sprzeczne emocje wśród czytelników, wywołując ich zachwyt lub sprzeciw graniczący z obrzydzeniem. Nie da się jednak zaprzeczyć, że obok jego twórczości nie da się przejść obojętnie, dlatego warto się z nią zapoznać, aby wyrobić sobie o niej własne zdanie.
Wspomniany przeze mnie zbiór charakteryzuje się brutalną szczerością. Bukowski w cyniczny sposób opisuje otaczający go świat, formułując o nim trafne spostrzeżenia w swoim dosadnym, prześmiewczym, częstokroć wulgarnym stylu. Jego literacki odpowiednik brata się z outsiderami, wyrzutkami społeczeństwa, alkoholikami, prostytutkami, ale i znanymi pisarzami i poetami. Wśród nich czuje się najbardziej zrozumiany i akceptowany. Hazard to jego hobby, a seks i alkohol motor napędowy. Naśmiewa się z romantyzmu, a także pokazuje, że w dzisiejszych realiach wszystko, łącznie z uczuciami, jest na sprzedaż.
Specyficzne pióro opisuje Amerykę sprzed ponad pięćdziesięciu lat, jednocześnie przekazując prawdy ponadczasowe o ludzkim życiu, miłości czy pieniądzach.
Polecam.
Lubicie krótkie formy literackie?
Dzwon nie bije nikomu to zbiór opowiadań Charlesa Bukowskiego publikowanych w prasie na przestrzeni czterdziestu lat, głównie w osobliwie zatytułowanej rubryce pt. Zapiski starego świntucha.
Autor jest uznawany za jednego z największych i najpopularniejszych amerykańskich pisarzy XX wieku i od lat wzbudza sprzeczne emocje wśród czytelników,...
Pióro Bukowskiego nie jest dla wszystkich. Jest specyficzne, czasami odstrasza swoją prostotą, dziwnym humorem, dosadnym komunikatem, gdyż Bukowski nie pisze, by się komuś podobać, on pisze historie z życia wzięte, nie pomijając obrzydliwości zachowań, pijaństwa, świntuszenia. W jego opowiadaniach alkohol miesza się z seksem, wulgaryzm ze spelunami, hazardem. Szczerość wypływa z kartek, ukazując tym samym stan melancholii autora.,,Dzwon nie bije nikomu" to zbiór opowiadań Bukowskiego z różnego okresu. I choć są to opowiadania nie dla wszystkich, to i tak cieszą się sławą, gdyż autor z jednej strony irytuje, denerwuje, a treść jego książkę potrafi odrzucić czytelnika, a z drugiej jego pióro ma coś w sobie, co przyciąga. Osobiście bardzo lubię jego opowiadania. Głównym ich atutem jest brak tematów tabu. Autor nie boi się pisać o tym, co jest złe, co boli, o tym, czego nie powinno się wypowiadać na głos, bo nie wypada. Jemu wszystko wypada i każdy temat to dobry temat, by pokazać ludziom świat i ludzi bez zasłony, obnażonych do granic możliwości.Patrząc na te wszystkie opowiadania, widzimy multum skrajnych emocji. To właśnie połączenie radości i smutku, pożądania i odrzucenia i tym podobnych, tworzy niepowtarzalny klimat, którego nikt nigdy nie powieli.Polecam kolejną pozycję dla lubiących pióro Bukowskiego. Dla osób, które nie znają jego twórczości, radzę sobie ją dawkować, by nie odrzucić jego książek zbyt wcześnie. Szkoda byłoby, gdyż myślę, że jego twórczość wiele wnosi.
Pióro Bukowskiego nie jest dla wszystkich. Jest specyficzne, czasami odstrasza swoją prostotą, dziwnym humorem, dosadnym komunikatem, gdyż Bukowski nie pisze, by się komuś podobać, on pisze historie z życia wzięte, nie pomijając obrzydliwości zachowań, pijaństwa, świntuszenia. W jego opowiadaniach alkohol miesza się z seksem, wulgaryzm ze spelunami, hazardem. Szczerość...
Lata lecą, a Bukowskie niezmiennie fascynuje i irytuje kolejne pokolenia, jego twórczość zawsze uderza bezkompromisowością i szczerością niemal do bólu, bo u Bukowskiego nie ma tabu. „Dzwon nie bije nikomu” to zbiór opowiadań różnych okresów twórczości autora, a także kolarz jego literackich eksperymentów.
Tematyczny rozstrzał może zaskakiwać, ale ja upatruję w tym atut, bo to Bukowski nadal cyniczny jednak w nieco innym literackim anturażu. Jedno się jednak nie zmienia, nadal historie są w ironicznej tonacji, podszyte melancholią i szczyptą rozpaczy, bo ma w sobie coś Bukowski takiego, że opowiada o świecie, bez pudrowania gdzie miłość i sukces stały się niczym innym niż towarem.
Historie, gdzie autor opowiada o „podłym” życiu tanich mieszkań, maratonach po tanich barach i relacjach z kobietami niezmiennie mnie fascynują, bo mają w sobie mieszankę namiętności i prostej drogi do autodestrukcji i ten kontrast mnie literacko uwodzi. Sama postać kobiet przedstawiona jako źródło pożądania i cierpienia, która niesie zarówno nadzieję, jak i przekleństwo jest mocnym punktem prozy Bukowskiego. Alter ego autora to postać poszukująca ratunku w miłości, chociaż od początku jest w nim świadomość nieuchronnej klęski i przyznaję, że jest w tym jakiś urok między alkoholem a rozpaczą, seksem a samotnością, czy pragnieniem a odrazą.
Ten zbiór nie jest łatwy, czy spójny, ale w tym chaosie jest metoda, bo ta nierówność daje książce zupełnie inną energię, coś literacko nieokiełznanego. Forma książki jest taka jak życie autora, brudna, pełna błędów, ale ponad wszystko autentyczna. Bukowski udowadnia kolejny z resztą raz, że był znakomitym obserwatorem świata i człowieka, którego potrafił przedstawić w najszczerszej nagiej formie. Z jednej strony ta książka, która brutalnie odziera ze sztucznych wyobrażeń, a jednak daje nadzieję.
Lata lecą, a Bukowskie niezmiennie fascynuje i irytuje kolejne pokolenia, jego twórczość zawsze uderza bezkompromisowością i szczerością niemal do bólu, bo u Bukowskiego nie ma tabu. „Dzwon nie bije nikomu” to zbiór opowiadań różnych okresów twórczości autora, a także kolarz jego literackich eksperymentów.
Tematyczny rozstrzał może zaskakiwać, ale ja upatruję w tym atut,...
Bukowski jak zwykle w swojej formie, pijacko-awanturniczo-obscenicznej, bryluje jako gwiazda łóżkowych wygibasów i prześmiewca otaczającej rzeczywistości. W prezentowanym zbiorze mamy opowiadania publikowane w prasie w latach 1948-1985. Świat „starego świntucha” kręci się wokół podupadłych moteli, grząskich zaułków, barów i spelunek, w którym prym wiodą bohaterowie z krwi i kości, prości, wulgarni, outsiderzy, ale najdziemy też i znanych pisarzy czy poetów. Nie brakuje tu filozofii nad naturą człowieka i prawami rządzącymi światem (przynajmniej w pierwszej połowie książki), utyskiwań na bogaczy, wyśmiewania ludzi biznesu. Autor mitologizuje hazard, jego opowiastki z gonitw jeździeckich są świętym Graalem każdej książki, niczym super hobby dla każdego mężczyzny. Drwi z romantycznej miłości, lubieżnie rozwodząc się nad kolejnymi zdobyczami kobiecymi, nie szczędząc opisów łóżkowych ekscesów. Pierwsza połowa mnie bawiła swoją ekscentryczną formą, przyswajałam wisielczy humor autora dość entuzjastycznie. Potem już mnie znudziła pewna powtarzalność i ten sam schemat opowiadań, dlatego najlepiej dawkować sobie Bukowskiego rozsądnie i nie w nadmiarze. Ja starałam się wyłowić atmosferę tamtych czasów, Ameryka sprzed ponad 50 lat jest kipiącym i rozbuchanym pociągiem ku wolności i otwartości na świat.
Bukowski jak zwykle w swojej formie, pijacko-awanturniczo-obscenicznej, bryluje jako gwiazda łóżkowych wygibasów i prześmiewca otaczającej rzeczywistości. W prezentowanym zbiorze mamy opowiadania publikowane w prasie w latach 1948-1985. Świat „starego świntucha” kręci się wokół podupadłych moteli, grząskich zaułków, barów i spelunek, w którym prym wiodą bohaterowie z krwi i...
Charles Bukowski to autor, którego styl jest nie do pomylenia z nikim innym. Jego pisarstwo — brutalne, lapidarne, przesiąknięte alkoholem, cielesnością i goryczą, od dziesięcioleci stanowi znak rozpoznawczy literatury autentycznej. W „Dzwon nie bije nikomu”,otrzymujemy nie tylko zestaw mniej znanych tekstów, ale także przekrój przez całą jego pisarską biografię. Utwory te powstawały na przestrzeni niemal czterdziestu lat. Od końca lat 40. do połowy lat 80. Stanowią swoisty kondensat świata Bukowskiego: pełnego upadków, ironii i nieodwołalnej samotności.
Autor nigdy nie tworzy fikcji dla fikcji. Jego literatura to przetworzony życiorys. Tyle, że bez upiększeń i dystansu. W centrum jego opowieści zawsze stoi on sam, pod różnymi imionami i maskami: robotnik, pijak, hazardzista, poeta bez złudzeń. Pisarz buduje własny mit autobiograficzny, pozbawiony heroizmu: jego alter ego to człowiek z dna, który nie oczekuje odkupienia, a jedynie uczciwego opisu rzeczywistości.Ta szczerość, pozornie prosta, stanowi fundament jego stylu. Bukowski nie opowiada, on notuje rzeczywistość: krótkimi zdaniami, z wyczuciem rytmu, jakby każde słowo miało fizyczny ciężar. Jego proza jest surowa, ale precyzyjna; oszczędna, ale celna. W tym rytmie czuć jego poetyckie korzenie. Frazy mają bluesowy puls, a nawet najbardziej brutalne sceny zyskują melodyjność.Język Bukowskiego to mieszanka wulgarności i liryzmu. Pisze tak, jak mówi się w barze. Wiecie, prostymi słowami, z przekleństwami, ale także z nieoczekiwaną poetycką czułością. Wulgaryzmy nie mają na celu prowokacji; są elementem prawdy: takim językiem mówią ludzie, o których pisze. Jednocześnie potrafi w tej brutalności dostrzegać melancholię.W jednej linijce przechodzi od obrzydzenia do czułości, od szyderstwa do smutku.
Humor ma ciemny, zgryźliwy, często autoironiczny. Śmieje się z własnej nędzy, z błędów, z samego aktu pisania. To śmiech człowieka, który zna cenę życia, ale nie traci dystansu. Ta ironia pozwala mu mówić o trudnych sprawach: o upadku, samotności, starzeniu się, bez patosu, ale z godnością. Najbardziej widoczną cechą jego pisarstwa pozostaje cielesność. Seks, alkohol, brud, choroba, ból. U Bukowskiego nie są tematami tabu, lecz materiałem bezwzglednej rzeczywistości. Pisze o ciele jako narzędziu przetrwania i klęski zarazem. Opisy erotyczne pozbawione są romantyzmu, ale mają w sobie prawdę biologii. W „Dzwon nie bije nikomu” to szczególnie wyraźne: ciało staje się nie tyle obiektem pożądania, co świadectwem zużycia. Widać, jak Bukowski eksperymentuje, nie tracąc swojego tonu. Sięga po różne gatunki — groteskę, parodię westernu, a nawet science fiction, lecz zawsze sprowadza je do własnego świata: barów, pokoi, kobiecych nóg i pustych poranków.W zbiorze znajdują się liczne opowiadania, ale cztery z nich — „Dzwon nie bije nikomu”, „Kobieta z nogami”, „Brzydki figiel splatany Bogu ” i „Tańcząca Nina” — szczególnie ukazują ewolucję stylu Bukowskiego. Opowiadanie tytułowe stanowi kwintesencję jego późnej prozy. To krótki, zwięzły tekst o przemijaniu, w którym narracja pozbawiona jest emocji, a właśnie dzięki temu staje się przejmująca. Dzwon nie bije, bo nie ma już dla kogo. To metafora jego świata: rzeczy się kończą, ale nikt nie robi z tego tragedii. Życie po prostu trwa, aż się zatrzyma. „Kobieta z nogami” pokazuje fascynację Bukowskiego seksualnością i ciałem, lecz w połączeniu z autoironią i refleksją. Humor przeplata się tu z melancholią, a erotyka zostaje odarta z sentymentalizmu, zachowując jednocześnie głębię psychologiczną.W „Brzydkim figlu splatanym Bogu” Bukowski wkracza w pole absurdalnej codzienności. Bohater, mierzy się z monotonią życia, alkoholem i własnymi niepowodzeniami. Groteska życia codziennego splata się z refleksją egzystencjalną, a narracja ujawnia zdolność autora do traktowania banalnych sytuacji z takim samym ciężarem, jak dramatycznych wydarzeń. Humor i melancholia przenikają się w tym tekście w równym stopniu, podkreślając uniwersalność obserwacji autora i jego talent do ukazywania świata jako mechanizmu, w którym człowiek pozostaje jedynie drobnym trybikiem.,,Tańcząca Nina"stanowi przykład późnej, lirycznej prozy Bukowskiego. Kobieta tańcząca w barze, w świecie alkoholu i półświatka, staje się metaforą życia — ulotnego, obserwowanego i pełnego napięcia między pięknem a rozczarowaniem. W tym opowiadaniu język jest oszczędny, rytmiczny, a jego liryzm kontrastuje z brutalną rzeczywistością scenerii, tworząc tekst zarówno subtelny, jak i przejmująco prawdziwy.Największą wartością „Dzwon nie bije nikomu”, jest rozpiętość — zarówno czasowa, jak i stylistyczna. Czytelnik widzi, jak Bukowski rozwija się od młodego buntownika po gorzkiego kronikarza codzienności. W tym zbiorze szczególnie uderza też kontrast między brutalnością a melancholią. Bukowski, często kojarzony z prowokacją, pokazuje tu twarz człowieka pogodzonego z życiem. Nie przestaje być cynikiem, ale jego cynizm ma teraz ciężar doświadczenia, a nie maski.Książka ma także wartość dokumentalną. To zapis czterdziestu lat jednego głosu, który nigdy nie dał się uładzić. Każde opowiadanie jest jak błysk z życia człowieka, który próbował pisać prawdę i nic więcej. „Dzwon nie bije nikomu” to nie tylko zbiór opowiadań, ale swoisty portret pisarza w ruchu — od buntu po rezygnację, od gniewu po ciszę. To Bukowski pełen, w całej swojej sprzeczności: brutalny i czuły, ironiczny i melancholijny, prosty i głęboki. Tom ten pokazuje, że jego proza jest niezwykle pojemna. Bukowski, jak nikt inny, potrafił pisać o tym, że życie jest brzydkie, a mimo to niepozbawione urody.
„Dzwon nie bije nikomu” to więc książka o milczeniu świata wobec człowieka. O tym, że nikt nas nie żegna, ale póki żyjemy, możemy mówić własnym głosem. A Bukowski — jak zawsze — robi to bez fałszu, z tą samą surową godnością, która czyni go jednym z najuczciwszych pisarzy XX wieku.
Charles Bukowski to autor, którego styl jest nie do pomylenia z nikim innym. Jego pisarstwo — brutalne, lapidarne, przesiąknięte alkoholem, cielesnością i goryczą, od dziesięcioleci stanowi znak rozpoznawczy literatury autentycznej. W „Dzwon nie bije nikomu”,otrzymujemy nie tylko zestaw mniej znanych tekstów, ale także przekrój przez całą jego pisarską biografię. Utwory te...
“Dzwon nie bije nikomu” to zbiór opowiadań Charlesa Bukowskiego. Znajdziemy tu humor, ironię, alko, kobiety i porno. Wszystko, co typowe dla jego pisarstwa.
Świetnie się bawiłem. Lekturę zacząłem od niedługiego, zwariowanego obrazka z amerykańskiego szpitala, który właśnie opuszcza pacjent, tj. "Oddziału psychiatrycznego". Lekkość pióra i współczucie dla tych, którzy zostali odsunięci od tzw. normalności - to odczytałem.
Potem "Życzliwy, wyrozumiały wyraz twarzy": o żałobie, pustce, samobójstwie. Została mi w głowie scena, gdy bohaterka "przynosi kalekiego pająka mrówkom i przygląda się, jak rozczłonkowują go i pożerają żywcem".
Sugestywny, śmierdzący, mówiący o ludzkiej potrzebie i (bez)wstydzie "Jeden dzień z życia sprzedawcy w sklepie dla dorosłych".
Równie sugestywne: "Samolot to najbezpieczniejszy środek transportu" czy "Tańcząca Nina" - o kobiecie pełnej życia, które fascynuje, i szaleństwa, które niszczy.
Ponieważ tytuł tomu nawiązuje do Hemingwaya, to znajdziemy tu kąśliwe odniesienia, np.: "Ta męska świnia! Oglądająca walki byków, wkładająca rękawice bokserskie, strzelająca do zwierząt... Był małym chłopcem udającym mężczyznę. Bał się swojej impotencji, swojego homoseksualizmu!". Natomiast samo opowiadanie tytułowe to metaforyczna przypowieść o absurdzie przemocy i o świecie, który niszczy jednostkę za to, że się nie podporządkowuje. Bodaj najmocniejszy tekst zbioru.
Uważam, że wielbiciele Bukowskiego zasmakują w tym zbiorze. Znajdą tu bowiem wszystko, co w jego twórczości najsmakowitsze i najalkoholowsze!
Zbiór "Dzwon nie bije nikomu" wprowadziła na polski rynek Oficyna Noir Sur Blanc (2025, tł. Marek Fedyszak).
“Dzwon nie bije nikomu” to zbiór opowiadań Charlesa Bukowskiego. Znajdziemy tu humor, ironię, alko, kobiety i porno. Wszystko, co typowe dla jego pisarstwa.
Świetnie się bawiłem. Lekturę zacząłem od niedługiego, zwariowanego obrazka z amerykańskiego szpitala, który właśnie opuszcza pacjent, tj. "Oddziału psychiatrycznego". Lekkość pióra i współczucie dla tych, którzy...
Cóż jestem wielkim Fanem Bukowskiego czytałem już praktycznie każdą jego książkę. Ta jest bardzo bardzo dobra, zbiór opowiadań publikowanych w gazetach. Lecz wiadomo jak to w zbiorach są te lepsze i te mniej dobre ale nie ma tu tych bardzo słabych. Najlepiej czytać z buteleczka wina.
Cóż jestem wielkim Fanem Bukowskiego czytałem już praktycznie każdą jego książkę. Ta jest bardzo bardzo dobra, zbiór opowiadań publikowanych w gazetach. Lecz wiadomo jak to w zbiorach są te lepsze i te mniej dobre ale nie ma tu tych bardzo słabych. Najlepiej czytać z buteleczka wina.
„Jeśli myślicie, że jestem tylko gościem, który łazi po okolicy i pisze nieprzyzwoite opowiadania, jesteście szaleni. […] Ja nawet nie wiem, jak zakończyć jedno z tych opowiadań. Chyba tak: KONIEC”.
Bukowski to jeden z najbardziej charakterystycznych autorów. W jego pisarstwie nie ma tabu, nie ma niedomówień, nie ma tematów, które mogłyby być nieporuszone. Ten zbiór opowiadań to zbiór brudu, smrodu, segsu (i to nie zawsze dobrowolnego). Opowiadania brutalne, niepozostawiające nadziei. Bukowski w wielu tych tekstach tapla się w smutku opowiadając wulgarnie na temat świata. Większość przywar i fantazji jakie opisywał Bukowski nic się nie zestarzała, świat nie poszedł ku lepszemu, mimo całego bajzlu, wciąż wiele z tych opowiadań jest aktualnych. Bukowski opowiada świat jako miejsce, w którym grzeczni ludzie nie przetrwają, opowiada świat jako miejsce walki, jako miejsce, które można obśmiać z każdej strony. Opowiadania buchając segsem, fantazją i przerysowaniem - sorry not sorry - stary świntuch jest jedyny w swoim rodzaju i ja pióro Bukowskiego szalenie kocham. Kocham głównie za to, że nie upiększał, że pozwala wytaplać się błocie, za to, że tworzy duszny klimat w swoich historiach, w których dosłownie czuć opary alko - można próbować udawać Bukowskiego, ale nikt gościa nie będzie w stanie zastąpić.
„Jeśli myślicie, że jestem tylko gościem, który łazi po okolicy i pisze nieprzyzwoite opowiadania, jesteście szaleni. […] Ja nawet nie wiem, jak zakończyć jedno z tych opowiadań. Chyba tak: KONIEC”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBukowski to jeden z najbardziej charakterystycznych autorów. W jego pisarstwie nie ma tabu, nie ma niedomówień, nie ma tematów, które mogłyby być nieporuszone. Ten zbiór...
Oto wchodzimy na ścieżkę chaosu. Przed lekturą opowiadań należy koniecznie przeczytać poprzedzający je wstęp autorstwa Davida Stephena Calonne'a. Czynność tę należy powtarzać zawsze wtedy, kiedy czytelnik poczuje się zagubiony. Czyli często. Dzięki uprzejmości Oficyny Literackiej Noir sur Blanc miałem przyjemność zapoznać się z najnowszym polskim tłumaczeniem utworów Charlesa Bukowskiego. Nie była to lekka przeprawa, przyznaję, ale gdyby była lekka - po co miałbym właściwie to czytać?
"Dzwon nie bije nikomu" to zbiór krótkich utworów (44 sztuki), które pierwotnie były publikowane w latach 1948-1985. Spora część z nich nie ma tytułów. Niektóre sprawiają wrażenie, jakby nie miały początku lub zakończenia (wróć do wstępu). Ale za to są rysunki samego Bukowskiego! Niezbyt wiele, ale kilka jest. Dominujące motywy? Kobiety, seks i alkohol, a jakże. Z tym, że zawsze jest coś jeszcze. Te historie, choć z pozoru grubiańskie, zawsze mają jakieś drugie dno.
Czego tutaj nie ma... Oprócz "klasycznych" opowiadań, jest np. postawiony na głowie western, kryminał w krzywym zwierciadle, trollowanie pacjentów na oddziale psychiatrycznym czy tragikomiczny opis dnia pracy w sklepie dla dorosłych. Kilka wątków przewija się więcej niż raz: konfrontacja z demonicznymi zwierzętami (gigantycznym wieprzem albo szaloną małpą), kafkowskie porwania i przesłuchania, uprowadzenia samolotów przez zdemoralizowanych porywaczy (w tym jedno z elementami science-fiction i powalającym plot twistem). Charles Bukowski to synonim literackiej nieprzewidywalności. W charakterystycznym, bezkompromisowym stylu pastwi się nad ludzkimi słabościami, prowokuje tak, aby podrażnić nasze pragnienia i lęki, oraz zwrócić uwagę na ogólną absurdalność ludzkiego życia. Krytykuje ówczesny rząd i politykę (wojna w Wietnamie), kościół katolicki, a w opowiadaniu "Brzydki figiel spłatany Bogu" w cudowny sposób rozprawia się z nazizmem.
Uwielbiam rynsztokowy humor Bukowskiego, co się uśmiałem to moje. Zazwyczaj te niewybredne żarty okazują się zaskakująco błyskotliwe. Podobnie jak w powieści "Kobiety", pojawia się tutaj sporo... wątpliwych moralnie zdarzeń, a kilkukrotnie dochodzi do opisów przemocy seksualnej. Radzę mieć to na uwadze. "Dzwon nie bije nikomu" dostarczył mi rozmaitych emocji, często skrajnie różnych. Od rozbawienia po zadumę. Od fascynacji po zniesmaczenie. Polecam przetestować na własnym organizmie.
Oto wchodzimy na ścieżkę chaosu. Przed lekturą opowiadań należy koniecznie przeczytać poprzedzający je wstęp autorstwa Davida Stephena Calonne'a. Czynność tę należy powtarzać zawsze wtedy, kiedy czytelnik poczuje się zagubiony. Czyli często. Dzięki uprzejmości Oficyny Literackiej Noir sur Blanc miałem przyjemność zapoznać się z najnowszym polskim tłumaczeniem utworów...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCóż, znowu nasiąknąłem literaturą Charlesa Bukowskiego. Nie ukrywam, że fascynuje mnie twórczość tego wyjątkowego człowieka pod każdym względem... wielkiego pisarza, mistrza małych form, poety, felietonisty, rysownika, miłośnika kotów, lubieżnego kochanka, kobieciarza, a czasem clocharda i hazardzisty.
Tytułowy "Dzwon nie bije nikomu" to nieprzypadkowe nawiązanie do Ernesta Hemingwaya i jego powieści Komu bije dzwon. W jednym z tekstów tego zbioru jedna z dam Bukowskiego zastanawia się nad podobieństwami między nimi. To fascynujące zestawienie – obaj byli „macho” literatury, jednak podczas gdy Hemingway szukał w swoich bohaterach heroizmu, Bukowski bez litości opisuje upadek tego mitu, portretując życie na samym dnie.
Warto zaznaczyć, że ten zbiór od wydawnictwa Noir sur Blanc to prawdziwa gratka dla kolekcjonerów. To teksty rozproszone, często wydobyte z undergroundowych magazynów, które rzucają nowe światło na warsztat autora. To nie jest grzeczna lektura i na pewno powinny po nią sięgać wyłącznie osoby pełnoletnie. Bukowski nie pudruje opisów bliskości z kobietami, tej bardzo intymnej obecności. Jego świat jest mocny, zaprawiony alkoholem, choć w tym konkretnym zbiorze nie ma go aż tak dużo, jak w jego kultowych powieściach.
Opowiadania ilustrują surowe rysunki autora. Ich prymitywna, niemal „brudna” kreska nie jest tylko ozdobnikiem – to integralna część jego ego, małe streszczenia treści, które idealnie dopełniają ten brudny realizm.
Jedno z opowiadań poświęcone jest sąsiadowi, który powoli umierał. W jednym ze zbiorów wierszy – nie pamiętam już którym – znajduje się utwór o tym samym człowieku. To niezwykle poruszający fragment, który pokazuje drugą, rzadziej wspominaną twarz „Buka”. Opisuje w nim mężczyznę, któremu zapłacił za umycie auta, ale ten odkładał ten moment tak długo, aż w końcu zmarł. To właśnie ten kontrast między wulgarnością a nagłą, głęboką empatią do „ludzi-płotek” sprawia, że Bukowski jest wielki.
Czytam wszystko, co wyjdzie spod jego pióra i cieszę się, że polskie wydania trzymają tak wysoki poziom. Mam nadzieję, że w 2026 roku również ukaże się coś nowego z tych literackich archiwów. Miłośnikom Bukowskiego polecam, a tych, którzy go nie znają – ostrzegam. Bo z Bukowskim jest jak ze szpinakiem: albo się go uwielbia, albo nienawidzi.
Cóż, znowu nasiąknąłem literaturą Charlesa Bukowskiego. Nie ukrywam, że fascynuje mnie twórczość tego wyjątkowego człowieka pod każdym względem... wielkiego pisarza, mistrza małych form, poety, felietonisty, rysownika, miłośnika kotów, lubieżnego kochanka, kobieciarza, a czasem clocharda i hazardzisty.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytułowy "Dzwon nie bije nikomu" to nieprzypadkowe nawiązanie do Ernesta...
Brudny, realistyczny czasami do szpiku brutalny. Seks, alkohol, perwersje. Jeśli komuś przeszkadza brak ciągłości, rozdziałów, tytułów, to nie będzie to wymarzona pozycja.
Brudny, realistyczny czasami do szpiku brutalny. Seks, alkohol, perwersje. Jeśli komuś przeszkadza brak ciągłości, rozdziałów, tytułów, to nie będzie to wymarzona pozycja.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSkrobanie dna przypalonego gara.
Skrobanie dna przypalonego gara.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowiedz na głos swój amerykański sen. Opraw go w detale z marzeń, okraś szczyptą inteligentnego humoru i otocz życzeniem z sennych bajań. Opisz, wykorzystując cały literacki talent. Korzystaj tylko z celnych słów, ozdobniki są zbędne, by ktoś tak biegle władający zdaniami przykrywał posiadany kunszt. A potem, przez całe dekady, obserwuj pilnie, lecz coraz mniej trwożnie, jak mistyk przemienia się w cynika, Twój amerykański sen w koszmar - a amerykański koszmar w amerykańskiego kaca. Nie wykrzywiaj twarzy, gdy dostrzeżesz wszystkie te amerykanizmy i amerykańskości, marne - choć dawniej jawiły Ci się wielkie i wzniosłe. To te małe rozczarowania, gnuśności, zawody i żale stworzyły Twoją twórczość. Ciebie. Odrzutka i outsidera. Poetę brudu i alkoholu. Prozaika kreślącego na znalezionych, porwanych kartkach raporty z samego dna. Zbuntowanego przeciw społeczeństwu i innym pisarzom. Tego, który stał się ikoną Beat Generation, awangardowego ruchu literacko-kulturowego, propagującego indywidualizm o anarchistycznych nutach. To Ty frustracje potrafiłeś przekuć w coś, co przetrwa dłużej niż Ty sam - nurt, określany mianem brudnego realizmu bez upiększeń oraz literackiego marginesu. Treści o kurtyzanach, życiowych nieudacznikach z nieogolonymi twarzami wciąż zanurzonymi w alkoholu, fetorze niewietrzonych mieszkań, spoconych ciał, przegranych zawodowo robotnikach i najtańszych nalewkach. Charles Bukowski - ten, który obnaża ohydę i porażkę jako to, co w człowieku jest stanem naturalnym. Próżno to nazwać fatalizmem, wszak spostrzegawczy wezmą tę tezę za światły realizm. Ty także dysponowałeś niezwykłym darem obserwacji, dzięki jakiej Twoje zapiski okazywały się wstrząsająco trafne - choć często okraszone dozą sarkastycznego humoru, rozbrajającego banał codzienności podanej w krzywym zwierciadle. Czasem prawdy o świecie głosiło Twoje alter ego - hazardzista, cyniczny pisarz i pijak w jednym. Maska? A może najlepszy z autoportretów? Jaką prawdę odsłania zbiór wyjątkowych opowiadań “Dzwon nie bije nikomu”?
“Tchórz. Piłem bez końca. Eskapizm. Powiadają, że pijacy to eskapiści niezdolni zmierzyć się z rzeczywistością.”
Brud. Smród. Ubóstwo. Głupota. Brzydota. Przemoc. Seks. Alkohol. Części intymne. Infantylizm. Zbrodnia. Zatracenie jaźni... Choć ta tematyka przeważała w Twojej twórczości, nijak nie należy zaliczać Cię do skandalistów, którzy imają się wszelkich metod, by glob o nich usłyszał. Twoje teksty wiele lat później przeciętnemu odbiorcy mojego pokroju jawią się raczej jako rytuał przetrwania dla rozczarowanego absolutnie wszystkim mężczyzny o niebywałym talencie literackim. Strzępki krótkich narracji, zamiast pełnowymiarowych opowiadań przypominają w agresywnym odbiorze raczej fotografię, w którą wpatruje się o chwilę za długo. Reportaż z najpodlejszego miejscowego baru; dokument o tych, co dla mainstreamu są... niczym. Z pełnym przekonaniem twierdziłeś zresztą, że nikt nie jest od nikogo lepszy - tylko wszyscy udają, niektórzy od innych nieco bardziej utalentowanie. Skąd to wiedziałeś? Urodzony w Niemczech, wychowany w Los Angeles przez brutalnego ojca. Uroda pokonana przez trądzik różowy, który na zawsze zniszczył Twoją twarz oraz samoocenę. Licha posada na poczcie, jaka zresztą posłuży za inspirację dla kultowej powieści. Bieda, że aż piszczy, niszowe czasopisma, w których Twoje publikacje przemykały niezauważone. Daleka droga do ikony kontrkultury, jaką stałeś się znacznie później. Zauważę, że... inspirująca, skoro okazała się możliwa. Z samych nizin - wprost do poety przegranego, pisarza buntowników, którego dzieła długo po jego śmierci są znane i poważane na całym świecie. I jakże aktualne, jeśli spojrzy się na obecnych bogów: kult sukcesu, konsumpcjonizmu i ZATRWAŻAJĄCEJ HIPOKRYZJI... Często spoglądam w tych kierunkach, choć wolałabym oślepnąć. Lub jak tożsame Ci Beat Generation - odwrócić wzrok od nieodpowiadającej rzeczywistości w stronę wąskich i ciemnych ulic, taniego lokalnego piwa, opuszczonych fabryk, walących się w gruzy i samotnych pokoi. Cichych pokoi.
“(...) jeśli zamierzasz kogoś zabić, upewnij się czy masz kogoś co najmniej pięć razy lepszego na jego miejsce.”
Osobie, która zajmuje się li halucynacjami semantycznymi, ciężko scharakteryzować Twój styl. Krótkie zdania, rwane, pełne dosłowności - przypominają przekleństwa. Często zresztą są nimi nasączone, ale nie z powodu wulgarności. Używane jako przekaźnik prawdy. O każdej z pełną szczerością - tak dużą, że niekiedy czytając Twoje treści można poczuć... zawstydzenie. To tak, jakby właśnie słuchać czyichś najskrytszych myśli i pozostawać przy tym niezauważonym. Żadnego patosu i aktów heroizmu, które mogłyby podnieść na duchu. Zlepek zdarzeń z bolesnej codzienności. Poezja upadku i ważkie przesłanie - nawet w rynsztoku, utytłany błotem, talent w dalszym ciągu lśni. Także w tej minucie, w jakiej wytaczasz się z knajpy i rozglądasz za dawno utraconym sensem, co to przeleciał przez palce niczym iluzja, dym z ledwie tlącego się papierosa. Kiedy w głowie, zamiast światłych refleksji intelektualisty, samoistnie tworzy się raport z frontu przegranych dusz. Słowa są brudne, zdania grzmią głucho jak uderzenie pięścią w niechlujnie przyozdobiony stół. Tak też wybrzmiewają opowiadania zawarte w zbiorze “Dzwon nie bije nikomu” - wszak już sam tytuł jest całkowicie przewrotny. U Hemingwaya, do którego dzieła nawiązuje, dzwon bije każdemu, jednako, nieprzerwanie - i symbolizuje wspólnotę człowieczego losu. U Ciebie... milczy. Tak jak i świat, zniesmaczony wszystkim, co się na nim zatraca, nie bije nawet najbardziej kiepskich oklasków. Komu i z jakiego powodu miałby? Coraz częściej słychać już tylko ciszę. Właśnie ta towarzyszyła mi podczas lektury bezdźwięcznego “Dzwonu...”. Wraz z nią - kadzidlany dym, nieporządek w głowie i zmęczenie, tak bardzo przystające. Wyobrażone kroki po brudnym parkiecie - jak spacer oczyma po linijkach tekstu. Butelka w ręku, gdy przewracając stronice, gdzieś w zakamarkach pamięci materializują się: miasto bez nadziei, ludzie bez polotu, wyklęci i przeklęci. Drzwi zatrzaśnięte bezpowrotnie, stłuczona filiżanka, ostre słońce poranka i ta ostatnia fajka. Wszystkie pytania bez odpowiedzi. Utraty. Nostalgia. Zapis tęsknoty. I jak ja, kochanka słów, miałabym przekazać własnym czytelnikom, o czym traktują Twoje teksty, gdy każdy składa się z miliona znaczeń, które odbieram na zwichrowanie nietuzinkowy sposób? “Dzwon...” trzeba przeżyć świadomie, przemyśleć i zapamiętać. Dotknąć groteski, absurdu i realizmu. A może na ich kanwie stworzyć podobną galerię świateł i cieni? Jak Ty - ze skrawków życia, snów, udręk, finezjo-fantazji i samotności do wtóru dźwięku już nie dzwonu, a roztrzaskujących się na milion nieskładalnych fragmentów marzeń?
“Żaden mężczyzna nie posiada kobiety, chłopcze. Niektóre kobiety posiadają mężczyzn, są jednak mężczyźni, których nie można mieć na własność. Kobiety mają serca jak grzechotniki.”
W Twoim wydanym zresztą pięknie przez Noir Sur Blanc zbiorze tekstów często widać coś nie do przeoczenia: lustrzane odbicie człowieka złożonego z... człowieka. Bólu, nienawiści, śmiechu, pożądania, desperacji, nudy, uroku i brzydoty - odartych z marzeń i nadziei. Tacy też pozostają Twoi bohaterowie. Stary cynik, jaki wybrał się na ślub, mający być przeżyciem duchowym, a okazał groteskowymi zawodami o większe ego. Postać przewodząca pastiszowi westernu, która obala mit męskiego Dzikiego Zachodu i prezentuje pustkę pozostającą po każdym odcieniu przemocy. (Tu jedno z moich ulubionych przesłań - wierzę, iż wszyscy mają własne Reno, miejsce, w jakim uczynili coś, czego nie da się cofnąć...). Jest też toczony pragnieniem posiadania jegomość, który na świat patrzy... zza kierownicy samochodu, na jakiego zakup nigdy nie będzie sobie mógł pozwolić. Czy wspomniałam już o maszynie do dziewcząt - wynalazku, mającym zastąpić prawdziwe relacje? (Wtrącę, iż powiało złowieszczym profetyzmem...). Z tekstu o piwie i poezji wyłania się z kolei, jak mniemam, Twój autoportret. Oto naczelną sylwetką jest bowiem poeta alkoholik, który nienawidzi literackiego środowiska a pisanie przedkłada ponad własne zdrowie. Jest także opowiadanie złożone z wspominek z urzędu pocztowego, jakie jawi mi się niczym monotonny taniec absurdu - choć w istocie traktuje o nudnym dniu szeregowego pracownika. Wśród bohaterów “Dzwonu...” są również bezdomny pies obdarzający bezinteresowną miłością, zamieszkająca piwnicę nieobyczajna panna, która kupczy ciałem za wysokoprocentowe trunki czy damski bokser, potrzebujący jedynie wymówki, by odreagować złość na kimś, kto nie odda ciosu z powodu własnej bezbronności. Można by rzec, że w tym niewątpliwie oryginalnym zbiorze tekstów jest różnokolorowa plejada sylwetek. Personalnie sądzę jednak, że wszystkie one złożone są przede wszystkim z cienistych szarości i czerni. Odcieni najprawdziwszego świata. Żyją w nim wielkie talenty i mikre beztalencia. Obmierzłe kreatury i - udające, że są odmienne - krystaliczne rzeźby, wykute z lodu, nie marmuru. I wszyscy, a nikomu i tak nie bije dzwon. I nie zabije. Trwa ciszą. Trwa.
“Powiem panu coś, panie władzo: przestrzegasz zasad, żyjesz biednie i biednie umierasz. I często przedwcześnie.”
Można nie lubić dosadnych słów i mroczności realizmu, ale miłośnikowi literatury przez wielkie L nie przystoi nie znać choć skrawków twórczości Charlesa Bukowskiego. Po raz pierwszy zetknęłam się z nią, przystępując wiele lat wstecz do pewnej językowej olimpiady. Wróciwszy do tomu “Dzwon nie bije nikomu” w wieku właściwie stania nad urną, odebrałam jego treść o wiele wnikliwiej. I dotkliwiej. Nie ma tu fabuły, która trzyma w napięciu, nie ma katharsis ani happy endu (plus!). Są za to ludzie, prawdziwie brzydcy i bez upiększeń. Z przystanku spóźniającej się komunikacji miejskiej, barowej kolejki po następnego shota, sklepu, urzędu, smutnej kamienicy. Tacy, jakich nikt nie słucha - zatem Pisarz przekazuje ich myśli tak dosadnie, jak tylko da się to sobie wyobrazić a przy tym wręcz bezczelnie szczerze. U Bukowskiego świat jest obnażony i realny - ten, którego nie chce się dziś zobaczyć, bo tak zatraciło się w udawaniu, iż ma się nad nim jakąkolwiek kontrolę. Zamiast kwiecistych opisów emocji - przekleństwa, trzaski, niekulturalny śmiech, które przekazują o wiele więcej wnikliwemu czytelnikowi. Rozmowa z samotnością - zupełnie zresztą jak u jednego z bohaterów, który zdecydował się wdać z nią w pogawędkę w brudnym wyszynku. Ludzie niewiedzący jak podziękować za ratunek... psu, a cóż tu dopiero dywagować o innych ludziach. Nieczyste pragnienie zapomnienia miast ulotnych uniesień. Pisarz nie buduje historii, a raczej boleśnie je przekazuje. Notuje rwane skrawki z życia, bo... myśli, że gdy przestanie, zniknie także reszta ułudy? Można analizować na własny sposób, wystrzegając się jednak znienawidzonego słusznie: co twórca miał na myśli, jako że to powinno zawsze pozostać jego własną sprawą. Tekst jest po to, abyś odnalazł w nim siebie i prywatny sens, co staram się każdorazowo czynić. “Dzwon...” dla mnie nie bije, a… oddycha. Przypominającą poezję prozą, która jest jak świat odrapanych ścian i porzuconych snów - miejsca z mojej baśni. Wypuszcza zimne, napawające smutkiem powietrze, z jakiego lubię tworzyć dookoła siebie wiatr. I... myślę, że przekazuje, iż także cisza jest rodzajem odpowiedzi. To ona szepcze mi, że Charles Bukowski to artysta - ten, który pisał o tym, co zostało, kiedy już wszystko inne się skończyło... Odstępuję od noty punktowej, przeświadczona o fakcie, iż ocenianie klasyków prawdziwej literatury to świętokradztwo. Nadmienię tylko, iż zdecydowanie polecam.
PS Stracony Poeto Beznadziei i Prozaiku Prozaiczności, nie obrażaj się proszę za tę, skierowaną eksperymentalnie w Twoim kierunku recenzję, zwaną halucynacją semantyczną. Wyrażam nadzieję, że satyrycznie i impertynencko Cię uśmiechnęła. Może tak nie dzwonią, ale tego zapewne jeszcze nie grali. 😉 Uprasza się o rezerwację miejsca przy odrapanym, piekielnym kontuarze na choć rundę literackiej dysputy. Trafię!
“(...) i byli bardzo gorliwi i pewni, nigdy by nie uwierzyli, że ta samotność, ta prywatność, o którą prosiłem, miała mnie tylko ocalić, żebym mógł się domyślać, kim oni są i kto ma być wrogiem.”
instagram.com/thrillerly
Opowiedz na głos swój amerykański sen. Opraw go w detale z marzeń, okraś szczyptą inteligentnego humoru i otocz życzeniem z sennych bajań. Opisz, wykorzystując cały literacki talent. Korzystaj tylko z celnych słów, ozdobniki są zbędne, by ktoś tak biegle władający zdaniami przykrywał posiadany kunszt. A potem, przez całe dekady, obserwuj pilnie, lecz coraz mniej trwożnie,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzed Wami zbiór opowiadań, niezwykłych opowiadań, które z pewnością nie wszystkim przypadną do gustu.
Czemu?
Po pierwsze, czytając opinie innych blogerów mogą Was zniechęcić, chociaż ja jestem tego zdania, że każdy z nas jest inny i każdemu podoba się co innego, więc najzwyczajniej na nie nie patrzę, a kieruję się swoim rozsądkiem, opisem, czy okładką.
Po drugie, nie każdy lubi książki tego typu.
Jakie? Mocne, z wulgaryzmami, nieco obrzydliwe.
Autor pisze o ludziach przegranych, tych którzy wiele w życiu przeszli lecz mimo wszystko są pełni życia.
I z takich ludzi w sumie warto brać przykład.
Nie zamykać się w czterech ścianach a mieć nadzieję na lepsze jutro. Czy aby na pewno?
Autor, który wyróżnia się tym, że jest szczery, brakuje u niego tej nostalgii ale nie można powiedzieć, że nie jest czuły wobec innych.
Autor, którego twórczość w końcu udało mi się poznać i muszę przyznać, że bawiłam się dobrze.
Opowiadania są napisane treściwie i bez żadnego koloryzowania, jest krótko i na temat, innym słowem mówiąc mamy tutaj oszczędność w słowach. Czy to jest na plus? Dla mnie tak, a Wy musicie sprawdzić sami czy właśnie taka forma Wam odpowiada. Dodam, że jedne podobały mi się bardziej, inne mniej - jak to w zbiorach bywa, byłam w lekkim szoku, odrobinę zniesmaczona, ale przyznaję, że twórczość autora ma w sobie to coś, co przyciąga.
Opowiadania dotyczące alkoholizmu, samotności - bohaterowie uciekają w picie i funkcjonują na uboczu społeczeństwa. Dopada ich brutalna codzienność, brak pracy, lub ciężka fizyczna, a także bieda. Mają oni burzliwe życie, żyją na własnych zasadach mimo tego, że to może oznaczać ich upadek.
"Dzwon nie bije nikomu" to książka surowa, przedstawiająca codzienność człowieka, który po prostu żyje poza marginesem.
Mocna, autentyczna, nie ma tutaj miejsca na pesymizm, lecz znajdzie się na czarny humor.
Ja takie książki cenię.
Przed Wami zbiór opowiadań, niezwykłych opowiadań, które z pewnością nie wszystkim przypadną do gustu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzemu?
Po pierwsze, czytając opinie innych blogerów mogą Was zniechęcić, chociaż ja jestem tego zdania, że każdy z nas jest inny i każdemu podoba się co innego, więc najzwyczajniej na nie nie patrzę, a kieruję się swoim rozsądkiem, opisem, czy okładką.
Po drugie, nie każdy...
8/10
8/10
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCharles Bukowski - "Dzwon nie bije nikmu"
Bukowski zdaje sobie sprawę, kiedy jest w formie, a kiedy nie, ale sława i moc pozwalają mu na wydawanie słabszych rzeczy, bo i tak ludzie będą to czytać. Jest w tym dużo brutalizmu, wykorzystywane seksualnie kobiety, czasem tłuczone po głowie, a czasem tłuką się same. Niezaspokojone, wlaściwie faceci działają pod dyktando ich niewyczerpującego się stanu napalenia, rozbawiające momentami sceny, np rozmowy o spotkaniu autorskim, na ktorym powrównywano Bukowskiego do Rimauda, prowadzonej przy próbie odbycia stosunku analnego, albo znajomego łażącego na czworakach, mówiącego że ma kalafiorowe uszy, czy dwóch dziewczyn bukowskiego, które biorą się za łby, w całej ich strojności, kolczykach, bransoletkach na stopach, długich nogach machających w powietrzu, a bukowski polewa sobie w tym czasie szkockiej i szuka w radiu stacji nadającej Szostakowicza. Są też znajomo wyglądające epizody z innych książek Bukowskiego, obrazki te jednak nakreślone na nowo, z innej perspektywy.
Czy jest to wszystko dobre? Średnie. Mocno średnie. Momentami niechlujne, ale on za stary lis, żeby nie zdawać sobie z tego sprawy i nawet z tego potrafi zrobić tekst: "Teraz widzę, że popadłem w jeden z moich złych nawyków: napisałem to zarówno w czasie przeszym jak i teraźniejszym. Zamiast to proprawić, obarcze tym redaktorów, żeby poddać próbie ich wyrozumiałość."
Prosta psychologia i cytaty może i godne zapamiętania, jednak te najmocniejsze zawierają tylko i wyłączni sekualny kontekst, spójrzmy: Zatsanawiałem się, czy Ernie robił to wszystko z kobietami co ja robiłem. Jeśli tak, to pewnie przestał, bo inaczej nie wybrałby drogi samobójstwa. Takie rzeczy były zbyt przyjemne, żeby z nich dobrowolnie rezygnować.
Jane była norlmalna. Miała wspaniałe nogi, ciasną szparkę i twarz wyrażającą upudrowane cierpienie. I mnie znała. Nauczyła mnie więcej niż tworzone przez wieki książki filozoficzne.
Dopóki ludzie nie nauczą się wypróżniać i kopulować publicznie, nie będą ani porządnymi dzikusami, ani osobami dostatecznie nowoczesnymi.
Przeżyłem cztery lata w całkowitej samotności i doskonałej formie, a potem jedna zapukała do drzwi.
Gdy spotykasz gościa, który nie ma ochoty na zwykłą rozmowę to masz do czynienia z dzikusem, kimś normalnym.
Charles Bukowski - "Dzwon nie bije nikmu"
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBukowski zdaje sobie sprawę, kiedy jest w formie, a kiedy nie, ale sława i moc pozwalają mu na wydawanie słabszych rzeczy, bo i tak ludzie będą to czytać. Jest w tym dużo brutalizmu, wykorzystywane seksualnie kobiety, czasem tłuczone po głowie, a czasem tłuką się same. Niezaspokojone, wlaściwie faceci działają pod dyktando ich...
To nie mogło się udać. Przecież zebrano tu absolutne resztki z den pudeł z archiwaliami Charlesa Bukowskiego. Ale okazuje się, że ten stary drań znów jest górą.
„Zapiski starego świntucha” nie są najwyżej cenioną pozycją w przebogatym dorobku Buka. Nic dziwnego. Składały się bowiem na nie teksty publikowane w latach 1967 – 1969 w undergroundowym tygodniku „Open City” z Los Angeles. Publikowane regularnie, co tydzień. Już choćby z tego powodu nie mogły być najwyższych lotów. Żaden twórca piszący w takim tempie nie jest w stanie zapewnić zawsze towaru pierwszej klasy. Poza tym miały jednak charakter chałtury. Bukowski uważał się wtedy jeszcze za poetę. Opowiadania były dla niego rzeczą mniej istotną. Poza tym to był tygodnik „Open City” – kontrkulturowy, obrazoburczy, prowokujący establishment. Pisanie dla tego tytułu aż się prosiło o wywołanie skandalu. Dzięki temu Bukowski, jeden z najbardziej autokreacyjnych wśród wielkich pisarzy amerykańskich, mógł tu sobie do woli poswawolić budując na przegięciach wizerunek wyluzowanego super pijaka i mega kobieciarza. Bo wtedy taki styl uchodził w artystowsko/rock’n’rollowych kręgach za wyjątkowy szyk. Wszystko to powodowało, że „Zapiski…” są bardzo nierówne, oprócz kawałków znakomitych można tam znaleźć prawdziwy gruz, którego chwilę po napisaniu autor już nie pamiętał.
Tymczasem „Dzwon nie bije nikomu”, to w sporej części opowiadanka, na które w „Zapiskach…” zabrakło miejsca. Były za słabe. Na dodatek to nie one są w tym tomiku najsłabsze. Zebrano tu bowiem także teksty, które Bukowski pisał jako młody pisarz, niektóre sprzed okresu „wielkiego chlania” z lat pięćdziesiątych. Choć intelektualnie i emocjonalnie nie ustępują temu, co Bukowski tworzył później, łatwo zauważyć brak autorskiej pewności i swobody. Stylistycznie bliżej im do wypracowań niż kontrolowanego szaleństwa czy nonszalancji z jego złotego okresu z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Inna sprawa, że także zamieszczone tu teksty z owego złotego okresu ustępują większości tego, co do tej pory z bogatego dorobku Bukowskiego opublikowano. Styl jest tu już znakomity, ale z treścią bywa bardzo różnie. Czasem widać bardzo wysilone pomysły na historię, czasami tych pomysłów nawet nie ma. Jest po prostu historyjka bez dobrej puenty, najczęściej z po raz kolejny mielonym wydarzeniem z życia pisarza, które ten stara się ograć na pięćsetny sposób. No i bardzo tu widać autokreacyjną, cyniczną pisarską kalkulację – budowanie wizerunku największego skandalisty w mieście.
Dla czytelników/czytelniczek/osób czytelniczych, którzy przy „Dzwonie…” zetkną się z Bukowskim po raz pierwszy, lektura tego tomu może być sporym rozczarowaniem. Niektórzy a zwłaszcza niektóre mogą nie dać rady przez to przebrnąć. Dosadność i brutalność, mizoginia i seksizm czy po prostu mizantropia niektórych tekstów mogą wywołać u nich nawet nie obrzydzenie, ale odruchy wymiotne. Starzy fani Bukowskiego też raczej nie osiągną przy lekturze orgazmu, ale mogą bez obaw wydać pieniądze na ten tomik. To jednak wciąż ten Stary Świntuch. Może daleki od życiowej formy, ale potrafiący pisać teksty lepsze od większości tego, co jest dziś wydawane i zbudować klimat dużo bardziej pociągający niż to, co dzieje się teraz na świecie.
To nie mogło się udać. Przecież zebrano tu absolutne resztki z den pudeł z archiwaliami Charlesa Bukowskiego. Ale okazuje się, że ten stary drań znów jest górą.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Zapiski starego świntucha” nie są najwyżej cenioną pozycją w przebogatym dorobku Buka. Nic dziwnego. Składały się bowiem na nie teksty publikowane w latach 1967 – 1969 w undergroundowym tygodniku „Open City” z Los...
„Większość mężczyzn godzi się na namiastki, bo po prostu są samotni, bo po prostu się boją, bo po prostu brak im odwagi, by żyć w pojedynkę. Akceptują wszystkie wady u tej drugiej osoby, żeby po prostu mieć ją przy sobie” Ch. Bukowski, Dzwon nie bije nikomu
Nie ukrywam, że przed lekturą Dzwon nie bije nikomu miałem wątpliwości. Dlaczego spytacie? Ostatni raz Bukowskiego czytałem jakieś 15-16 lat temu, będąc nastolatkiem. Mogłem mieć 17-18 lat? Kochałem Charlesa Bukowskiego i Bukowski kochał mnie. Jego proza była dla mnie czymś niesamowicie prawdziwym – brudna, wulgarna, autentyczna. Opowiadająca o tym, o czym zwykle literatura nie opowiada i w sposób w jaki się nie pisze. Prosto ale nie prostacko. Balansująca na granicy pornografii, literatury rynsztokowej była czymś absolutnie czarującym dla chłopaka, który szukał autentyczności w książkach. Jawił się mi też Bukowski jako zupełny outsider – chciano go wsadzić do beatników ale nigdy z beatnikami się nie zadawał. Przypinano go hipisom, ale hipisami gardził. Bukowski był sam dla siebie kategorią literacką. I nadal tak jest. Bo trudno pisać tak jak Bukowski – prosto i dosadnie bez narażania się na śmieszność czy też pretensjonalność.
Wracając po latach do tej prozy i czytając te teksty świetnie się bawiłem. W dzisiejszym świecie, gdzie wszystko musi być takie samo, absolutnie poprawne politycznie i światopoglądowo, w świecie w którym sami narzucamy sobie cenzurę na wiele słów, twórczość Bukowskiego jest jak ożywcza woda. Bo on trudnych tematów, przemocy, seksu, pijaństwa się nie bał i pisał o nich wprost, bo takie życie znał. Czemu udawać, że takich tematów nie ma? Czemu tkwić w fałszywym poczuciu bezpieczeństwa? Czemu istnieć poza rzeczywistością? Czas otworzyć oczy, Obywatele – historie które opowiada Buk, to nie zawsze są wymysły. I nie opuściły tego łez padołu po 1994 r. kiedy Bukowski umarł. One nadal tutaj są.
Mówią, że wystarczy przeczytać jedną książkę Bukowskiego i zna się je wszystkie.
Może i tak jest.
Ale ja lubię wracać do tego co znam.
Na pełny tekst zapraszam na www.statekglupcow.pl.
„Większość mężczyzn godzi się na namiastki, bo po prostu są samotni, bo po prostu się boją, bo po prostu brak im odwagi, by żyć w pojedynkę. Akceptują wszystkie wady u tej drugiej osoby, żeby po prostu mieć ją przy sobie” Ch. Bukowski, Dzwon nie bije nikomu
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie ukrywam, że przed lekturą Dzwon nie bije nikomu miałem wątpliwości. Dlaczego spytacie? Ostatni raz Bukowskiego...
Lubicie krótkie formy literackie?
Dzwon nie bije nikomu to zbiór opowiadań Charlesa Bukowskiego publikowanych w prasie na przestrzeni czterdziestu lat, głównie w osobliwie zatytułowanej rubryce pt. Zapiski starego świntucha.
Autor jest uznawany za jednego z największych i najpopularniejszych amerykańskich pisarzy XX wieku i od lat wzbudza sprzeczne emocje wśród czytelników, wywołując ich zachwyt lub sprzeciw graniczący z obrzydzeniem. Nie da się jednak zaprzeczyć, że obok jego twórczości nie da się przejść obojętnie, dlatego warto się z nią zapoznać, aby wyrobić sobie o niej własne zdanie.
Wspomniany przeze mnie zbiór charakteryzuje się brutalną szczerością. Bukowski w cyniczny sposób opisuje otaczający go świat, formułując o nim trafne spostrzeżenia w swoim dosadnym, prześmiewczym, częstokroć wulgarnym stylu. Jego literacki odpowiednik brata się z outsiderami, wyrzutkami społeczeństwa, alkoholikami, prostytutkami, ale i znanymi pisarzami i poetami. Wśród nich czuje się najbardziej zrozumiany i akceptowany. Hazard to jego hobby, a seks i alkohol motor napędowy. Naśmiewa się z romantyzmu, a także pokazuje, że w dzisiejszych realiach wszystko, łącznie z uczuciami, jest na sprzedaż.
Specyficzne pióro opisuje Amerykę sprzed ponad pięćdziesięciu lat, jednocześnie przekazując prawdy ponadczasowe o ludzkim życiu, miłości czy pieniądzach.
Polecam.
Lubicie krótkie formy literackie?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDzwon nie bije nikomu to zbiór opowiadań Charlesa Bukowskiego publikowanych w prasie na przestrzeni czterdziestu lat, głównie w osobliwie zatytułowanej rubryce pt. Zapiski starego świntucha.
Autor jest uznawany za jednego z największych i najpopularniejszych amerykańskich pisarzy XX wieku i od lat wzbudza sprzeczne emocje wśród czytelników,...
Pióro Bukowskiego nie jest dla wszystkich. Jest specyficzne, czasami odstrasza swoją prostotą, dziwnym humorem, dosadnym komunikatem, gdyż Bukowski nie pisze, by się komuś podobać, on pisze historie z życia wzięte, nie pomijając obrzydliwości zachowań, pijaństwa, świntuszenia. W jego opowiadaniach alkohol miesza się z seksem, wulgaryzm ze spelunami, hazardem. Szczerość wypływa z kartek, ukazując tym samym stan melancholii autora.,,Dzwon nie bije nikomu" to zbiór opowiadań Bukowskiego z różnego okresu. I choć są to opowiadania nie dla wszystkich, to i tak cieszą się sławą, gdyż autor z jednej strony irytuje, denerwuje, a treść jego książkę potrafi odrzucić czytelnika, a z drugiej jego pióro ma coś w sobie, co przyciąga. Osobiście bardzo lubię jego opowiadania. Głównym ich atutem jest brak tematów tabu. Autor nie boi się pisać o tym, co jest złe, co boli, o tym, czego nie powinno się wypowiadać na głos, bo nie wypada. Jemu wszystko wypada i każdy temat to dobry temat, by pokazać ludziom świat i ludzi bez zasłony, obnażonych do granic możliwości.Patrząc na te wszystkie opowiadania, widzimy multum skrajnych emocji. To właśnie połączenie radości i smutku, pożądania i odrzucenia i tym podobnych, tworzy niepowtarzalny klimat, którego nikt nigdy nie powieli.Polecam kolejną pozycję dla lubiących pióro Bukowskiego. Dla osób, które nie znają jego twórczości, radzę sobie ją dawkować, by nie odrzucić jego książek zbyt wcześnie. Szkoda byłoby, gdyż myślę, że jego twórczość wiele wnosi.
Pióro Bukowskiego nie jest dla wszystkich. Jest specyficzne, czasami odstrasza swoją prostotą, dziwnym humorem, dosadnym komunikatem, gdyż Bukowski nie pisze, by się komuś podobać, on pisze historie z życia wzięte, nie pomijając obrzydliwości zachowań, pijaństwa, świntuszenia. W jego opowiadaniach alkohol miesza się z seksem, wulgaryzm ze spelunami, hazardem. Szczerość...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLata lecą, a Bukowskie niezmiennie fascynuje i irytuje kolejne pokolenia, jego twórczość zawsze uderza bezkompromisowością i szczerością niemal do bólu, bo u Bukowskiego nie ma tabu. „Dzwon nie bije nikomu” to zbiór opowiadań różnych okresów twórczości autora, a także kolarz jego literackich eksperymentów.
Tematyczny rozstrzał może zaskakiwać, ale ja upatruję w tym atut, bo to Bukowski nadal cyniczny jednak w nieco innym literackim anturażu. Jedno się jednak nie zmienia, nadal historie są w ironicznej tonacji, podszyte melancholią i szczyptą rozpaczy, bo ma w sobie coś Bukowski takiego, że opowiada o świecie, bez pudrowania gdzie miłość i sukces stały się niczym innym niż towarem.
Historie, gdzie autor opowiada o „podłym” życiu tanich mieszkań, maratonach po tanich barach i relacjach z kobietami niezmiennie mnie fascynują, bo mają w sobie mieszankę namiętności i prostej drogi do autodestrukcji i ten kontrast mnie literacko uwodzi. Sama postać kobiet przedstawiona jako źródło pożądania i cierpienia, która niesie zarówno nadzieję, jak i przekleństwo jest mocnym punktem prozy Bukowskiego. Alter ego autora to postać poszukująca ratunku w miłości, chociaż od początku jest w nim świadomość nieuchronnej klęski i przyznaję, że jest w tym jakiś urok między alkoholem a rozpaczą, seksem a samotnością, czy pragnieniem a odrazą.
Ten zbiór nie jest łatwy, czy spójny, ale w tym chaosie jest metoda, bo ta nierówność daje książce zupełnie inną energię, coś literacko nieokiełznanego. Forma książki jest taka jak życie autora, brudna, pełna błędów, ale ponad wszystko autentyczna. Bukowski udowadnia kolejny z resztą raz, że był znakomitym obserwatorem świata i człowieka, którego potrafił przedstawić w najszczerszej nagiej formie. Z jednej strony ta książka, która brutalnie odziera ze sztucznych wyobrażeń, a jednak daje nadzieję.
Lata lecą, a Bukowskie niezmiennie fascynuje i irytuje kolejne pokolenia, jego twórczość zawsze uderza bezkompromisowością i szczerością niemal do bólu, bo u Bukowskiego nie ma tabu. „Dzwon nie bije nikomu” to zbiór opowiadań różnych okresów twórczości autora, a także kolarz jego literackich eksperymentów.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTematyczny rozstrzał może zaskakiwać, ale ja upatruję w tym atut,...
Bukowski jak zwykle w swojej formie, pijacko-awanturniczo-obscenicznej, bryluje jako gwiazda łóżkowych wygibasów i prześmiewca otaczającej rzeczywistości. W prezentowanym zbiorze mamy opowiadania publikowane w prasie w latach 1948-1985. Świat „starego świntucha” kręci się wokół podupadłych moteli, grząskich zaułków, barów i spelunek, w którym prym wiodą bohaterowie z krwi i kości, prości, wulgarni, outsiderzy, ale najdziemy też i znanych pisarzy czy poetów. Nie brakuje tu filozofii nad naturą człowieka i prawami rządzącymi światem (przynajmniej w pierwszej połowie książki), utyskiwań na bogaczy, wyśmiewania ludzi biznesu. Autor mitologizuje hazard, jego opowiastki z gonitw jeździeckich są świętym Graalem każdej książki, niczym super hobby dla każdego mężczyzny. Drwi z romantycznej miłości, lubieżnie rozwodząc się nad kolejnymi zdobyczami kobiecymi, nie szczędząc opisów łóżkowych ekscesów. Pierwsza połowa mnie bawiła swoją ekscentryczną formą, przyswajałam wisielczy humor autora dość entuzjastycznie. Potem już mnie znudziła pewna powtarzalność i ten sam schemat opowiadań, dlatego najlepiej dawkować sobie Bukowskiego rozsądnie i nie w nadmiarze. Ja starałam się wyłowić atmosferę tamtych czasów, Ameryka sprzed ponad 50 lat jest kipiącym i rozbuchanym pociągiem ku wolności i otwartości na świat.
Bukowski jak zwykle w swojej formie, pijacko-awanturniczo-obscenicznej, bryluje jako gwiazda łóżkowych wygibasów i prześmiewca otaczającej rzeczywistości. W prezentowanym zbiorze mamy opowiadania publikowane w prasie w latach 1948-1985. Świat „starego świntucha” kręci się wokół podupadłych moteli, grząskich zaułków, barów i spelunek, w którym prym wiodą bohaterowie z krwi i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCharles Bukowski to autor, którego styl jest nie do pomylenia z nikim innym. Jego pisarstwo — brutalne, lapidarne, przesiąknięte alkoholem, cielesnością i goryczą, od dziesięcioleci stanowi znak rozpoznawczy literatury autentycznej. W „Dzwon nie bije nikomu”,otrzymujemy nie tylko zestaw mniej znanych tekstów, ale także przekrój przez całą jego pisarską biografię. Utwory te powstawały na przestrzeni niemal czterdziestu lat. Od końca lat 40. do połowy lat 80. Stanowią swoisty kondensat świata Bukowskiego: pełnego upadków, ironii i nieodwołalnej samotności.
Autor nigdy nie tworzy fikcji dla fikcji. Jego literatura to przetworzony życiorys. Tyle, że bez upiększeń i dystansu. W centrum jego opowieści zawsze stoi on sam, pod różnymi imionami i maskami: robotnik, pijak, hazardzista, poeta bez złudzeń. Pisarz buduje własny mit autobiograficzny, pozbawiony heroizmu: jego alter ego to człowiek z dna, który nie oczekuje odkupienia, a jedynie uczciwego opisu rzeczywistości.Ta szczerość, pozornie prosta, stanowi fundament jego stylu. Bukowski nie opowiada, on notuje rzeczywistość: krótkimi zdaniami, z wyczuciem rytmu, jakby każde słowo miało fizyczny ciężar. Jego proza jest surowa, ale precyzyjna; oszczędna, ale celna. W tym rytmie czuć jego poetyckie korzenie. Frazy mają bluesowy puls, a nawet najbardziej brutalne sceny zyskują melodyjność.Język Bukowskiego to mieszanka wulgarności i liryzmu. Pisze tak, jak mówi się w barze. Wiecie, prostymi słowami, z przekleństwami, ale także z nieoczekiwaną poetycką czułością. Wulgaryzmy nie mają na celu prowokacji; są elementem prawdy: takim językiem mówią ludzie, o których pisze. Jednocześnie potrafi w tej brutalności dostrzegać melancholię.W jednej linijce przechodzi od obrzydzenia do czułości, od szyderstwa do smutku.
Humor ma ciemny, zgryźliwy, często autoironiczny. Śmieje się z własnej nędzy, z błędów, z samego aktu pisania. To śmiech człowieka, który zna cenę życia, ale nie traci dystansu. Ta ironia pozwala mu mówić o trudnych sprawach: o upadku, samotności, starzeniu się, bez patosu, ale z godnością. Najbardziej widoczną cechą jego pisarstwa pozostaje cielesność. Seks, alkohol, brud, choroba, ból. U Bukowskiego nie są tematami tabu, lecz materiałem bezwzglednej rzeczywistości. Pisze o ciele jako narzędziu przetrwania i klęski zarazem. Opisy erotyczne pozbawione są romantyzmu, ale mają w sobie prawdę biologii. W „Dzwon nie bije nikomu” to szczególnie wyraźne: ciało staje się nie tyle obiektem pożądania, co świadectwem zużycia. Widać, jak Bukowski eksperymentuje, nie tracąc swojego tonu. Sięga po różne gatunki — groteskę, parodię westernu, a nawet science fiction, lecz zawsze sprowadza je do własnego świata: barów, pokoi, kobiecych nóg i pustych poranków.W zbiorze znajdują się liczne opowiadania, ale cztery z nich — „Dzwon nie bije nikomu”, „Kobieta z nogami”, „Brzydki figiel splatany Bogu ” i „Tańcząca Nina” — szczególnie ukazują ewolucję stylu Bukowskiego. Opowiadanie tytułowe stanowi kwintesencję jego późnej prozy. To krótki, zwięzły tekst o przemijaniu, w którym narracja pozbawiona jest emocji, a właśnie dzięki temu staje się przejmująca. Dzwon nie bije, bo nie ma już dla kogo. To metafora jego świata: rzeczy się kończą, ale nikt nie robi z tego tragedii. Życie po prostu trwa, aż się zatrzyma. „Kobieta z nogami” pokazuje fascynację Bukowskiego seksualnością i ciałem, lecz w połączeniu z autoironią i refleksją. Humor przeplata się tu z melancholią, a erotyka zostaje odarta z sentymentalizmu, zachowując jednocześnie głębię psychologiczną.W „Brzydkim figlu splatanym Bogu” Bukowski wkracza w pole absurdalnej codzienności. Bohater, mierzy się z monotonią życia, alkoholem i własnymi niepowodzeniami. Groteska życia codziennego splata się z refleksją egzystencjalną, a narracja ujawnia zdolność autora do traktowania banalnych sytuacji z takim samym ciężarem, jak dramatycznych wydarzeń. Humor i melancholia przenikają się w tym tekście w równym stopniu, podkreślając uniwersalność obserwacji autora i jego talent do ukazywania świata jako mechanizmu, w którym człowiek pozostaje jedynie drobnym trybikiem.,,Tańcząca Nina"stanowi przykład późnej, lirycznej prozy Bukowskiego. Kobieta tańcząca w barze, w świecie alkoholu i półświatka, staje się metaforą życia — ulotnego, obserwowanego i pełnego napięcia między pięknem a rozczarowaniem. W tym opowiadaniu język jest oszczędny, rytmiczny, a jego liryzm kontrastuje z brutalną rzeczywistością scenerii, tworząc tekst zarówno subtelny, jak i przejmująco prawdziwy.Największą wartością „Dzwon nie bije nikomu”, jest rozpiętość — zarówno czasowa, jak i stylistyczna. Czytelnik widzi, jak Bukowski rozwija się od młodego buntownika po gorzkiego kronikarza codzienności. W tym zbiorze szczególnie uderza też kontrast między brutalnością a melancholią. Bukowski, często kojarzony z prowokacją, pokazuje tu twarz człowieka pogodzonego z życiem. Nie przestaje być cynikiem, ale jego cynizm ma teraz ciężar doświadczenia, a nie maski.Książka ma także wartość dokumentalną. To zapis czterdziestu lat jednego głosu, który nigdy nie dał się uładzić. Każde opowiadanie jest jak błysk z życia człowieka, który próbował pisać prawdę i nic więcej. „Dzwon nie bije nikomu” to nie tylko zbiór opowiadań, ale swoisty portret pisarza w ruchu — od buntu po rezygnację, od gniewu po ciszę. To Bukowski pełen, w całej swojej sprzeczności: brutalny i czuły, ironiczny i melancholijny, prosty i głęboki. Tom ten pokazuje, że jego proza jest niezwykle pojemna. Bukowski, jak nikt inny, potrafił pisać o tym, że życie jest brzydkie, a mimo to niepozbawione urody.
„Dzwon nie bije nikomu” to więc książka o milczeniu świata wobec człowieka. O tym, że nikt nas nie żegna, ale póki żyjemy, możemy mówić własnym głosem. A Bukowski — jak zawsze — robi to bez fałszu, z tą samą surową godnością, która czyni go jednym z najuczciwszych pisarzy XX wieku.
Charles Bukowski to autor, którego styl jest nie do pomylenia z nikim innym. Jego pisarstwo — brutalne, lapidarne, przesiąknięte alkoholem, cielesnością i goryczą, od dziesięcioleci stanowi znak rozpoznawczy literatury autentycznej. W „Dzwon nie bije nikomu”,otrzymujemy nie tylko zestaw mniej znanych tekstów, ale także przekrój przez całą jego pisarską biografię. Utwory te...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to“Dzwon nie bije nikomu” to zbiór opowiadań Charlesa Bukowskiego. Znajdziemy tu humor, ironię, alko, kobiety i porno. Wszystko, co typowe dla jego pisarstwa.
Świetnie się bawiłem. Lekturę zacząłem od niedługiego, zwariowanego obrazka z amerykańskiego szpitala, który właśnie opuszcza pacjent, tj. "Oddziału psychiatrycznego". Lekkość pióra i współczucie dla tych, którzy zostali odsunięci od tzw. normalności - to odczytałem.
Potem "Życzliwy, wyrozumiały wyraz twarzy": o żałobie, pustce, samobójstwie. Została mi w głowie scena, gdy bohaterka "przynosi kalekiego pająka mrówkom i przygląda się, jak rozczłonkowują go i pożerają żywcem".
Sugestywny, śmierdzący, mówiący o ludzkiej potrzebie i (bez)wstydzie "Jeden dzień z życia sprzedawcy w sklepie dla dorosłych".
Równie sugestywne: "Samolot to najbezpieczniejszy środek transportu" czy "Tańcząca Nina" - o kobiecie pełnej życia, które fascynuje, i szaleństwa, które niszczy.
Ponieważ tytuł tomu nawiązuje do Hemingwaya, to znajdziemy tu kąśliwe odniesienia, np.: "Ta męska świnia! Oglądająca walki byków, wkładająca rękawice bokserskie, strzelająca do zwierząt... Był małym chłopcem udającym mężczyznę. Bał się swojej impotencji, swojego homoseksualizmu!". Natomiast samo opowiadanie tytułowe to metaforyczna przypowieść o absurdzie przemocy i o świecie, który niszczy jednostkę za to, że się nie podporządkowuje. Bodaj najmocniejszy tekst zbioru.
Uważam, że wielbiciele Bukowskiego zasmakują w tym zbiorze. Znajdą tu bowiem wszystko, co w jego twórczości najsmakowitsze i najalkoholowsze!
Zbiór "Dzwon nie bije nikomu" wprowadziła na polski rynek Oficyna Noir Sur Blanc (2025, tł. Marek Fedyszak).
“Dzwon nie bije nikomu” to zbiór opowiadań Charlesa Bukowskiego. Znajdziemy tu humor, ironię, alko, kobiety i porno. Wszystko, co typowe dla jego pisarstwa.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietnie się bawiłem. Lekturę zacząłem od niedługiego, zwariowanego obrazka z amerykańskiego szpitala, który właśnie opuszcza pacjent, tj. "Oddziału psychiatrycznego". Lekkość pióra i współczucie dla tych, którzy...
Cóż jestem wielkim Fanem Bukowskiego czytałem już praktycznie każdą jego książkę. Ta jest bardzo bardzo dobra, zbiór opowiadań publikowanych w gazetach. Lecz wiadomo jak to w zbiorach są te lepsze i te mniej dobre ale nie ma tu tych bardzo słabych. Najlepiej czytać z buteleczka wina.
Cóż jestem wielkim Fanem Bukowskiego czytałem już praktycznie każdą jego książkę. Ta jest bardzo bardzo dobra, zbiór opowiadań publikowanych w gazetach. Lecz wiadomo jak to w zbiorach są te lepsze i te mniej dobre ale nie ma tu tych bardzo słabych. Najlepiej czytać z buteleczka wina.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to