Człowiek pochłonięty przez własną samotność; zamknięty w nieuchronności przemijania, łatwo mogący osiągnąć stan samounicestwienia, czasem tylko dostrzegający przelotnie, przypadkiem, chwilowo sens i nadzieję, jakiś swój raj. Niezbyt doskonałe dziecko niezbyt doskonałej epoki, znajdujące się „dokładnie w środku cynicznej samozagłady”, w którego życiu „nie napotkałem jednoznacznych śladów tęsknoty za tym, co wieczne i wspaniałe, a jedynie na niezaprzeczalne dowody, że człowiekiem kieruje małostkowy instynkt chwilowego zaspokojenia”.
Chce żyć, ale jednocześnie chce opuścić ziemię „świata pogrążonego w nudzie beznadziei”, „gdzie ciężar tego wszystkiego, co nieznośne, niemożliwe do wytrzymania, zimne, smutne, śmiertelne i pozbawione życia, zmusza do ucieczki, złapania walizki (…)”. Towarzyszy mu nieustanna „tęsknota, by nie tylko możliwie najdalej znaleźć się od tego, co teraz, ale trafić na miejsce obiecane, gdzie człowiek może wreszcie spokojnie odetchnąć, gdyż o to właśnie idzie, o chwilę wytchnienia, tego właśnie szuka człowiek w wytęsknionej dali, spokoju po niewypowiedzianie przytłaczającym, bolesnym i szalonym niepokoju, który go ogarnia, gdy tylko pomyśli o swojej sytuacji, o punkcie wyjścia, o bezgranicznie obcej ziemi, na której się znajduje i z której musi odejść (…)”.
Można odejść, od wszystkiego można uciec, zostawić można „ciężar, nadzieję, oczarowanie i spokój (…) wszystko, co ukochane i bliskie, wszystko, co poruszało, porywało za sobą i uwznioślało”. I człowiek próbuje, chcąc wyjechać ze świata, „żeby tylko nie cztery razy i nie zawsze w lewo albo w prawo (…) nie cztery razy w tę samą stronę, bo wtedy już nie będzie ucieczki, wtedy wrócę tam, skąd przyszedłem”, a więc próbuje, próbuje, coraz bardziej przyspieszając, gubiąc się w prędkości (jak na skrzyżowaniu Nine Dragon Crossing),by nie musieć siebie usłyszeć: „Czy nikt nie rozumie, że po prostu nie potrzebujemy takiej szybkości?! – zaczekał chwilę, ale nikt mu nie odpowiedział (…) a w piekle Nine Dragon Crossing przestała trwać ludzka obecność, bo przecież dla człowieka nie było tam miejsca, bo człowiek nie miał tam czego szukać”.
Ucieka od świata - ale ucieczka od samego siebie nie jest możliwa. Więc by siebie nie usłyszeć, poza prędkością powoduje też hałas, podczas gdy „jedynym racjonalnym zachowaniem jest milczeć”, co jest szczególnie ciężkie w świecie, który za pośrednictwem walki o uwagę czy treści szybkiej konsumpcji jest „ani nie mądry, ani nie sensowny, ani nie godny, smutno-melancholijny, a jednocześnie słodki jak miód, barwny i przekonujący (…)”.
Czuć ponadto w powieści głęboki katastrofizm zagubienia w absurdzie istnienia:
„[Człowiek] chce zapomnieć, że sam jest przyczyną swojej przegranej, i nie może nikogo o nią winić, ani obcej władzy, ani losu, dalekiej, złowieszczej ingerencji, sam jest sobie winien, że nie ma ani Boga, ani żadnej idei. Chce zapomnienia, bo nie potrafi z godnością znieść gorzkiej porażki, bo piekielny dym i piekielny alkohol wyżarły mu duszę, bo doprawdy tylko tyle, dym i tani alkohol pozostały z tęsknot niegdysiejszego metafizycznego wędrowcy do anielskiego imperium – brudny dym zamiast pragnień i wykręcający nos alkohol zamiast wprawiającego w szaleństwo napoju”.
Autor uwalnia jednak od ciężaru katastrof człowieka, gdyż (1) dotykające człowieka katastrofy „nie oznaczają, że wszystko pędzi ku mrocznej, przypadkowej zagładzie, lecz to, że wszystko, katastrofa także, ma swoją krótką jak błysk konstrukcję – konstrukcję, która jest nie do pojęcia, niemierzalna, niepojęta i do szaleństwa skomplikowana (…)”, (2) „w obojętnej, piekielnej całości świata zaistniałych okoliczności zamiar składa się z całego uniwersum poprzedzających go przesłanek, bo składa się z zamiaru, bezwiednego wyboru czasu, składa się z tego, że kluczyk z trudem wchodził do stacyjki, że nie najpierw na trzecim, a potem na drugim, ale na drugim, a potem na trzecim biegu zjeżdżaliśmy… (…).
Na czym więc się powinniśmy oprzeć? Może na założeniu, „że świat nigdy nie miał sensu, nigdy, w żadnej historycznej przeszłości, jedynie ludzie, z konieczności, wierzyli, że ma, my zaś doskonale wiemy, że świat jest dalece bezsensowny, a słowa, że świat i całość w dłuższej perspektywie zależą od losu i tym podobne, to puste dyrdymały, które najsłuszniej należałoby nazwać głupotami, bo nimi są, to wszystko jest głupotą i nie dlatego, że jest nieuchwytną abstrakcją, ale dlatego, że to tylko myślowe błędy, o tym mówimy, o nieporozumieniu, kiedy człowiek, któremu na krótko dane jest życie, zaczyna w te abstrakcje wierzyć, czasami w sposób bezpośredni, a czasami, widząc, jak się potwierdzają, rozkłada je przed sobą niczym dywan i mówi, proszę (…)”
Buduje bowiem – przedstawiciel kolejnego mijającego pokolenia – „wieczne imperium wiedzy o faktach” – bazując na pojęciu tej pierwszej osoby – reprezentanta pierwszych pokoleń, która „zrozumiała, pojęła i przekazała tradycję”. A jednak – patrząc na sprawy z innej perspektywy – ta dzisiejsza osoba, dzisiejszy człowiek, „była w stanie na wypaczonej, choć niepojęcie głębokiej wiedzy zbudować zrozumiały dla ludzi świat, z którego nie można już domyślić się oryginalnych sformułowań i w którym nie ma już znaczenia, co było, co się zagubiło (…)”. Co więcej, „zamieniła na rozum błędnie pojmowane głębokie związki między rzeczami, jednocześnie zagadkowo ukrywając swoje nadal funkcjonujące narzędzia, i w ten sposób pozbawiła samą siebie nadającej kierunek siły prawdziwego rozumu, poległa od własnej broni, zniszczona pychą wiedzy, która nigdy nie była wiedzą, chyba, że wiedzą głupią (…) czym bezwzględnie musi być w jednocześnie istniejącej i rozpadającej się masie trylionów faktów.”
„Każdy najdrobniejszy punkt oryginalnego rozumowania zamienił się w pełne nieporozumienie, każdy fragment zapisów jest pomyłką, każdy fragment komentarzy jest pomyłką, wyjaśnienia i uzupełnienia, objaśnienia i odwołania, wszystko to pomyłka, pomyłka i jeszcze raz pomyłka, a od szaleństwa cynizmu chroni nas jedynie to (…),że w każdym stworzonym, zatrzymanym w miejscu obrazie czujemy, że kiedyś powstała pierwotna myśl, że świat, kosmos, uniwersum, czyli coś i wszystko: w jakiś sposób, na wieki w sposób niewyobrażalny jednak istnieje – na krótką chwilę, niezależnie od tego, czym są te światy, kosmosy i uniwersum; po prostu trudno nie ulec przeświadczeniu, że we wszystkim i zawsze wyczuwalne jest istnienie nieuchwytnych i niepojętych faktów (…) ”.
Jednocześnie, świat nie jest zupełnie nielogiczny i absurdalny, skoro „potrafię wyłączyć się ze świata, to umiem, a co dzieje się wokół mnie, bo przecież świat istnieje i pracuje na swój sposób racjonalnie, a ja potrafię się w danym momencie skupić na jego szczegółach, na przykład na dniu dzisiejszym (…) świat jest racjonalny, aczkolwiek patrząc na całość, jak i po co działa, tego już nie potrafię sensownie opisać”.
Otaczający zaś człowieka ludzie są dokładnie tacy jak on, „podobnie jak on mają ciężkie walizki i takie same przygarbione plecy (…) wszystko na nich było podobne, a nawet nie tylko podobne, lecz identyczne”. Skazani na ten sam los.
Analizie nie umyka też wzajemne ludzkie pożądanie („skandalicznie wyrafinowanej, szatańskiej zmysłowości”),którego „zwierzęca istota kryje się w opóźnianiu, w czekaniu, żeby tylko obiecywały ci to spojrzeniem (…),swoim wzrokiem to, na co tak polujesz (…) a jak macie dobry dzień i ich wzrok cię odnajdzie, a w dodatku coś obieca, że no teraz, no, teraz, może… gdyż opóźnianie jest istotą tej diabelskiej istoty, która trzyma cię w niewoli, i wszystkich mężczyzn (…)”. Jednocześnie – do malarza, który zrozumiał istotę tego, co zwraca uwagę – „ty ciągle chcesz malować tę następną chwilę, chwilę spełnienia obietnicy, by w ten sposób ją uchwycić, do czego z wielu przyczyn nie jesteś zdolny (…) w spełnionej obietnicy ginie to, co obiecano, spełniona obietnica to niszczy, usuwa to, co jest przedmiotem pragnienia, tym sposobem pragnienie ogranicza samo siebie, bardzo czegoś pragniesz i na tym koniec, bo pragnienie to nie jest rzeczywistość, można je co najwyżej odłożyć na później (…)”.
Człowiek nie sprostał i nie dał rady nie tylko swoim pragnieniom i swej istocie, ale także duchowości, nie podołał świętości – „daremnie próbujemy zapomnieć o samych sobie i wyruszamy ku szlachetniejszemu celowi czy wyższej sile, wszystkie nasze starania skazane są na sromotną porażkę. (…) Daremnie chcemy, nie potrafimy, mówiąc o czymś, wyjść poza samych siebie, bo umiemy jedynie mówić o historii, o stanie człowieka, o nigdy niezmieniającej się jakości, która tylko dla nas jest intrygującym odniesieniem”.
Nie zrozumiał także obecności Jezusa w świecie, „nie było nikogo, kto by to zrozumiał i utulił (…) nadać formę, nadać nową formę temu wstrząsającemu przesłaniu, nie zdawać się na tak zwane zrozumienie, nie polegać na łasce rozumu, który nie może zrobić nic więcej, jak tylko je zniszczyć, bo albo je dla siebie zatrzymał, albo wysłał do imperium wiary, wszystko jedno, którą z dróg wybrał, by zniszczyć przesłanie księcia (…)”. To, co pozostało, nasze odmienne rozumienia, „nie nadadzą się do tego, żeby pocieszyć nas w obliczu poniesionej straty, że nie ma już do niego powrotu”, a „ten, który mógłby coś powiedzieć, już wszystko powiedział, kiedyś, tylko że nikt nie pojął jego słów, że trzeba zapomnieć o rozumie i trzeba zapomnieć o znaczeniu (…)”.
Stało się więc jasne, że człowiek jest niczym istota pozbawiona zdolności lotu – ptak, który prowadzi wyjątkowo tajemnicze życie; by uniknąć niebezpieczeństw podróży nie wzbija się w powietrze; obronny nawyk pozostawania na ziemi prowadzi go do utraty zdolności lotu i wymusza tryb życia w ukryciu, by nie stać się ofiarą drapieżników; zmusza do szczególnej ostrożności i nieufności; zamienia nieufność w doskonałe narzędzie obrony. Dla niektórych taka istota budzi zachwyt – dla innych jest nieumiejącym latać ptakiem.
Jego głównym dążeniem życia, elementem naturalnie wykształconej ciekawości, stało się jednak wrażliwe kierowanie się ku istocie świata, „ukrytej i znikającej za gęstą mgłą smutku” – gdzie „każdy ruch, każdy zamiar, by tej istoty dosięgnąć, powoduje, że człowieka ogarnia smutek…”. „To właśnie zniszczyło moje życie i niszczy je do dziś (…) na niego polowałem (…) jak bardzo słaby na bardzo silnego”.
Smutek to najbardziej tajemnicza skłonność, by zmierzać ku istocie tego świata. Wykładowca z eseju Krasznahorkaia wyróżnia jego trzy źródła: (1) niepohamowane użalanie się nad samym sobą bez najmniejszego powodu, (2) przejście w muzyce z tonacji durowej w tonację moll, (3) najdłużej trwający i najgłębszy smutek bierze się zaś z miłości.
Mimo to, człowiek szuka, „no bo taki jest przecież porządek rzeczy, że po wcześniejszych doświadczeniach i odnoszonych w ich wyniku strasznych ranach ludzki duch, wznosząc się ponad rezygnację z doczesności, ma dość pogrążonego w nudzie beznadziei świata, ulatuje ponad niego i w końcu go opuszcza, nazywając sekretną, nierozpoznaną, tajemniczą wielkość przedmiotu swoich duchowych wyborów wszechświatem albo bogiem wszechświata. Po czym – smutne, co też muszę powiedzieć: oczywiście – nie odnajduje szczęścia, gdyż jego uwaga cały czas skupiona jest na nim samym i jako podmiot zawsze pozostaje więźniem własnego bezpieczeństwa. Nie ciekawi go wszechświat, lecz jego szczególne miejsce w tym wszechświecie, nie bóg wszechświata, ale to, jaka jest szansa, że zostanie wybrańcem, słowem przedmiot stanie się świętym, ale boleśnie niewykonalnym zadaniem, podczas gdy godny byt przedmiotu, waga uwagi – w przeciwieństwie do wagi i godności podmiotu tej uwagi – ciągle istnieje i zawsze będzie istnieć.”
Szuka jednak punktu zaczepienia, pozostając w miejscu, „w którym najważniejsze byłoby, abym jakoś odnalazł drobne radości i w zasadach regulujących funkcjonowanie ludzkiego świata odkrył jednoznaczne ślady tęsknoty za tym, co wspaniałe i wieczne, czyli za jakimś szerzej rozumianym bytem”.
Zostaje mu punkt nadziei, „gdzie zamknięci w cudownie wąskim kącie ludzkiego postrzegania, pod koniec drogi pełnej duchowej udręki spostrzegamy, że poza tą cudowną ciasnotą nic nas tam nie trzyma, nic, ani istnienie, nawet istnienie, jedynie obietnica, że kiedyś w samej głębi piękna rozpadającego się krajobrazu dostrzeżemy to coś, co dotyczy nas samych”.
A świat trwa. Nie pocieszając i nie dając nadziei. Nie wskazując na cel ani sens istnienia.
Krasznahorkai to istny geniusz prowadzenia słów, wykorzystania tekstu, tworzenia praktycznie samoreprodukującej się kreatywnie i spójnej z myślą przewodnią narracji. Długie zdania prawie bez kropek, meandrujące obrazowo naokoło stanu współczesnego ducha – czy jest coś trudniejszego dla współczesnego ducha?
Opinie i dyskusje o książce Dzwon nie bije nikomu
Więcej opinii znajdziesz na www.jakeczyta.blogspot.com
Wydawnictwo Noir Sur Blanc wraca do czytelników z kolejnym zbiorem felietonów Bukowskiego, które pierwotnie publikowane były w czasopismach dla mężczyzn w latach 1948–1985. Charles Bukowski dał się poznać jako autor o wyrazistym, brudnym stylu, formułujący bezpośrednie tezy i często traktujący kobiety w sposób przedmiotowy. O ile wiele jego tekstów zachowuje dystans i autoironię — a takich jest tu sporo — o tyle kilka z nich bywa dość obrazoburczych.
Nie znaczy to jednak, że Bukowski jest szowinistą. Wręcz przeciwnie — jego teksty bezlitośnie wyśmiewają mężczyzn, przedstawiając ich jako kierujących się głównie popędem. Poniekąd autor kpi także z koncepcji romantycznej miłości i całej otoczki wokół seksu — salonów masażu, fetyszy czy prostytucji.
Ciekawa jest również zabawa formą. Nie znajdziemy tu wierszy, ale tematyka felietonów momentami ociera się o absurd. Oprócz typowych dla Bukowskiego motywów — seksu, alkoholu i wyścigów konnych — pojawiają się teksty zahaczające o science fiction czy parodię westernu.
Postbitnikowski styl autora sprawia, że automatycznie traktujemy bohaterów jego tekstów jako odbicie samego Bukowskiego. I nie jest to całkowicie błędne założenie — wiele felietonów bazuje na autentycznych wydarzeniach z jego życia, choć odpowiednio podkoloryzowanych.
Do tej pory czytałem Bukowskiego niemal taśmowo, chłonąc brudne Los Angeles. W przypadku „Dzwon nie bije nikomu” (notabene parafraza tytułu powieści Hemingwaya — nieprzypadkowa, bo sam Ernest pojawia się w kilku tekstach) poczułem jednak pewien przesyt. To pierwsza sytuacja, w której jego teksty mnie zatrzymały. Zaryzykuję stwierdzenie, że to, co w innych zbiorach było siłą napędową, tutaj momentami przeszkadza. Jest to jednak bardziej zarzut wobec doboru tekstów niż samego autora.
Całościowo „Dzwon nie bije nikomu” to dobry, klasyczny Bukowski — bawiący i dostarczający rozrywki.
Więcej opinii znajdziesz na www.jakeczyta.blogspot.com
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWydawnictwo Noir Sur Blanc wraca do czytelników z kolejnym zbiorem felietonów Bukowskiego, które pierwotnie publikowane były w czasopismach dla mężczyzn w latach 1948–1985. Charles Bukowski dał się poznać jako autor o wyrazistym, brudnym stylu, formułujący bezpośrednie tezy i często traktujący kobiety w sposób...
„Jeśli myślicie, że jestem tylko gościem, który łazi po okolicy i pisze nieprzyzwoite opowiadania, jesteście szaleni. […] Ja nawet nie wiem, jak zakończyć jedno z tych opowiadań. Chyba tak: KONIEC”.
Bukowski to jeden z najbardziej charakterystycznych autorów. W jego pisarstwie nie ma tabu, nie ma niedomówień, nie ma tematów, które mogłyby być nieporuszone. Ten zbiór opowiadań to zbiór brudu, smrodu, segsu (i to nie zawsze dobrowolnego). Opowiadania brutalne, niepozostawiające nadziei. Bukowski w wielu tych tekstach tapla się w smutku opowiadając wulgarnie na temat świata. Większość przywar i fantazji jakie opisywał Bukowski nic się nie zestarzała, świat nie poszedł ku lepszemu, mimo całego bajzlu, wciąż wiele z tych opowiadań jest aktualnych. Bukowski opowiada świat jako miejsce, w którym grzeczni ludzie nie przetrwają, opowiada świat jako miejsce walki, jako miejsce, które można obśmiać z każdej strony. Opowiadania buchając segsem, fantazją i przerysowaniem - sorry not sorry - stary świntuch jest jedyny w swoim rodzaju i ja pióro Bukowskiego szalenie kocham. Kocham głównie za to, że nie upiększał, że pozwala wytaplać się błocie, za to, że tworzy duszny klimat w swoich historiach, w których dosłownie czuć opary alko - można próbować udawać Bukowskiego, ale nikt gościa nie będzie w stanie zastąpić.
„Jeśli myślicie, że jestem tylko gościem, który łazi po okolicy i pisze nieprzyzwoite opowiadania, jesteście szaleni. […] Ja nawet nie wiem, jak zakończyć jedno z tych opowiadań. Chyba tak: KONIEC”.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBukowski to jeden z najbardziej charakterystycznych autorów. W jego pisarstwie nie ma tabu, nie ma niedomówień, nie ma tematów, które mogłyby być nieporuszone. Ten zbiór...
Oto wchodzimy na ścieżkę chaosu. Przed lekturą opowiadań należy koniecznie przeczytać poprzedzający je wstęp autorstwa Davida Stephena Calonne'a. Czynność tę należy powtarzać zawsze wtedy, kiedy czytelnik poczuje się zagubiony. Czyli często. Dzięki uprzejmości Oficyny Literackiej Noir sur Blanc miałem przyjemność zapoznać się z najnowszym polskim tłumaczeniem utworów Charlesa Bukowskiego. Nie była to lekka przeprawa, przyznaję, ale gdyby była lekka - po co miałbym właściwie to czytać?
"Dzwon nie bije nikomu" to zbiór krótkich utworów (44 sztuki),które pierwotnie były publikowane w latach 1948-1985. Spora część z nich nie ma tytułów. Niektóre sprawiają wrażenie, jakby nie miały początku lub zakończenia (wróć do wstępu). Ale za to są rysunki samego Bukowskiego! Niezbyt wiele, ale kilka jest. Dominujące motywy? Kobiety, seks i alkohol, a jakże. Z tym, że zawsze jest coś jeszcze. Te historie, choć z pozoru grubiańskie, zawsze mają jakieś drugie dno.
Czego tutaj nie ma... Oprócz "klasycznych" opowiadań, jest np. postawiony na głowie western, kryminał w krzywym zwierciadle, trollowanie pacjentów na oddziale psychiatrycznym czy tragikomiczny opis dnia pracy w sklepie dla dorosłych. Kilka wątków przewija się więcej niż raz: konfrontacja z demonicznymi zwierzętami (gigantycznym wieprzem albo szaloną małpą),kafkowskie porwania i przesłuchania, uprowadzenia samolotów przez zdemoralizowanych porywaczy (w tym jedno z elementami science-fiction i powalającym plot twistem). Charles Bukowski to synonim literackiej nieprzewidywalności. W charakterystycznym, bezkompromisowym stylu pastwi się nad ludzkimi słabościami, prowokuje tak, aby podrażnić nasze pragnienia i lęki, oraz zwrócić uwagę na ogólną absurdalność ludzkiego życia. Krytykuje ówczesny rząd i politykę (wojna w Wietnamie),kościół katolicki, a w opowiadaniu "Brzydki figiel spłatany Bogu" w cudowny sposób rozprawia się z nazizmem.
Uwielbiam rynsztokowy humor Bukowskiego, co się uśmiałem to moje. Zazwyczaj te niewybredne żarty okazują się zaskakująco błyskotliwe. Podobnie jak w powieści "Kobiety", pojawia się tutaj sporo... wątpliwych moralnie zdarzeń, a kilkukrotnie dochodzi do opisów przemocy seksualnej. Radzę mieć to na uwadze. "Dzwon nie bije nikomu" dostarczył mi rozmaitych emocji, często skrajnie różnych. Od rozbawienia po zadumę. Od fascynacji po zniesmaczenie. Polecam przetestować na własnym organizmie.
Oto wchodzimy na ścieżkę chaosu. Przed lekturą opowiadań należy koniecznie przeczytać poprzedzający je wstęp autorstwa Davida Stephena Calonne'a. Czynność tę należy powtarzać zawsze wtedy, kiedy czytelnik poczuje się zagubiony. Czyli często. Dzięki uprzejmości Oficyny Literackiej Noir sur Blanc miałem przyjemność zapoznać się z najnowszym polskim tłumaczeniem utworów...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCóż, znowu nasiąknąłem literaturą Charlesa Bukowskiego. Nie ukrywam, że fascynuje mnie twórczość tego wyjątkowego człowieka pod każdym względem... wielkiego pisarza, mistrza małych form, poety, felietonisty, rysownika, miłośnika kotów, lubieżnego kochanka, kobieciarza, a czasem clocharda i hazardzisty.
Tytułowy "Dzwon nie bije nikomu" to nieprzypadkowe nawiązanie do Ernesta Hemingwaya i jego powieści Komu bije dzwon. W jednym z tekstów tego zbioru jedna z dam Bukowskiego zastanawia się nad podobieństwami między nimi. To fascynujące zestawienie – obaj byli „macho” literatury, jednak podczas gdy Hemingway szukał w swoich bohaterach heroizmu, Bukowski bez litości opisuje upadek tego mitu, portretując życie na samym dnie.
Warto zaznaczyć, że ten zbiór od wydawnictwa Noir sur Blanc to prawdziwa gratka dla kolekcjonerów. To teksty rozproszone, często wydobyte z undergroundowych magazynów, które rzucają nowe światło na warsztat autora. To nie jest grzeczna lektura i na pewno powinny po nią sięgać wyłącznie osoby pełnoletnie. Bukowski nie pudruje opisów bliskości z kobietami, tej bardzo intymnej obecności. Jego świat jest mocny, zaprawiony alkoholem, choć w tym konkretnym zbiorze nie ma go aż tak dużo, jak w jego kultowych powieściach.
Opowiadania ilustrują surowe rysunki autora. Ich prymitywna, niemal „brudna” kreska nie jest tylko ozdobnikiem – to integralna część jego ego, małe streszczenia treści, które idealnie dopełniają ten brudny realizm.
Jedno z opowiadań poświęcone jest sąsiadowi, który powoli umierał. W jednym ze zbiorów wierszy – nie pamiętam już którym – znajduje się utwór o tym samym człowieku. To niezwykle poruszający fragment, który pokazuje drugą, rzadziej wspominaną twarz „Buka”. Opisuje w nim mężczyznę, któremu zapłacił za umycie auta, ale ten odkładał ten moment tak długo, aż w końcu zmarł. To właśnie ten kontrast między wulgarnością a nagłą, głęboką empatią do „ludzi-płotek” sprawia, że Bukowski jest wielki.
Czytam wszystko, co wyjdzie spod jego pióra i cieszę się, że polskie wydania trzymają tak wysoki poziom. Mam nadzieję, że w 2026 roku również ukaże się coś nowego z tych literackich archiwów. Miłośnikom Bukowskiego polecam, a tych, którzy go nie znają – ostrzegam. Bo z Bukowskim jest jak ze szpinakiem: albo się go uwielbia, albo nienawidzi.
Cóż, znowu nasiąknąłem literaturą Charlesa Bukowskiego. Nie ukrywam, że fascynuje mnie twórczość tego wyjątkowego człowieka pod każdym względem... wielkiego pisarza, mistrza małych form, poety, felietonisty, rysownika, miłośnika kotów, lubieżnego kochanka, kobieciarza, a czasem clocharda i hazardzisty.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytułowy "Dzwon nie bije nikomu" to nieprzypadkowe nawiązanie do Ernesta...
Brudny, realistyczny czasami do szpiku brutalny. Seks, alkohol, perwersje. Jeśli komuś przeszkadza brak ciągłości, rozdziałów, tytułów, to nie będzie to wymarzona pozycja.
Brudny, realistyczny czasami do szpiku brutalny. Seks, alkohol, perwersje. Jeśli komuś przeszkadza brak ciągłości, rozdziałów, tytułów, to nie będzie to wymarzona pozycja.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSkrobanie dna przypalonego gara.
Skrobanie dna przypalonego gara.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowiedz na głos swój amerykański sen. Opraw go w detale z marzeń, okraś szczyptą inteligentnego humoru i otocz życzeniem z sennych bajań. Opisz, wykorzystując cały literacki talent. Korzystaj tylko z celnych słów, ozdobniki są zbędne, by ktoś tak biegle władający zdaniami przykrywał posiadany kunszt. A potem, przez całe dekady, obserwuj pilnie, lecz coraz mniej trwożnie, jak mistyk przemienia się w cynika, Twój amerykański sen w koszmar - a amerykański koszmar w amerykańskiego kaca. Nie wykrzywiaj twarzy, gdy dostrzeżesz wszystkie te amerykanizmy i amerykańskości, marne - choć dawniej jawiły Ci się wielkie i wzniosłe. To te małe rozczarowania, gnuśności, zawody i żale stworzyły Twoją twórczość. Ciebie. Odrzutka i outsidera. Poetę brudu i alkoholu. Prozaika kreślącego na znalezionych, porwanych kartkach raporty z samego dna. Zbuntowanego przeciw społeczeństwu i innym pisarzom. Tego, który stał się ikoną Beat Generation, awangardowego ruchu literacko-kulturowego, propagującego indywidualizm o anarchistycznych nutach. To Ty frustracje potrafiłeś przekuć w coś, co przetrwa dłużej niż Ty sam - nurt, określany mianem brudnego realizmu bez upiększeń oraz literackiego marginesu. Treści o kurtyzanach, życiowych nieudacznikach z nieogolonymi twarzami wciąż zanurzonymi w alkoholu, fetorze niewietrzonych mieszkań, spoconych ciał, przegranych zawodowo robotnikach i najtańszych nalewkach. Charles Bukowski - ten, który obnaża ohydę i porażkę jako to, co w człowieku jest stanem naturalnym. Próżno to nazwać fatalizmem, wszak spostrzegawczy wezmą tę tezę za światły realizm. Ty także dysponowałeś niezwykłym darem obserwacji, dzięki jakiej Twoje zapiski okazywały się wstrząsająco trafne - choć często okraszone dozą sarkastycznego humoru, rozbrajającego banał codzienności podanej w krzywym zwierciadle. Czasem prawdy o świecie głosiło Twoje alter ego - hazardzista, cyniczny pisarz i pijak w jednym. Maska? A może najlepszy z autoportretów? Jaką prawdę odsłania zbiór wyjątkowych opowiadań “Dzwon nie bije nikomu”?
“Tchórz. Piłem bez końca. Eskapizm. Powiadają, że pijacy to eskapiści niezdolni zmierzyć się z rzeczywistością.”
Brud. Smród. Ubóstwo. Głupota. Brzydota. Przemoc. Seks. Alkohol. Części intymne. Infantylizm. Zbrodnia. Zatracenie jaźni... Choć ta tematyka przeważała w Twojej twórczości, nijak nie należy zaliczać Cię do skandalistów, którzy imają się wszelkich metod, by glob o nich usłyszał. Twoje teksty wiele lat później przeciętnemu odbiorcy mojego pokroju jawią się raczej jako rytuał przetrwania dla rozczarowanego absolutnie wszystkim mężczyzny o niebywałym talencie literackim. Strzępki krótkich narracji, zamiast pełnowymiarowych opowiadań przypominają w agresywnym odbiorze raczej fotografię, w którą wpatruje się o chwilę za długo. Reportaż z najpodlejszego miejscowego baru; dokument o tych, co dla mainstreamu są... niczym. Z pełnym przekonaniem twierdziłeś zresztą, że nikt nie jest od nikogo lepszy - tylko wszyscy udają, niektórzy od innych nieco bardziej utalentowanie. Skąd to wiedziałeś? Urodzony w Niemczech, wychowany w Los Angeles przez brutalnego ojca. Uroda pokonana przez trądzik różowy, który na zawsze zniszczył Twoją twarz oraz samoocenę. Licha posada na poczcie, jaka zresztą posłuży za inspirację dla kultowej powieści. Bieda, że aż piszczy, niszowe czasopisma, w których Twoje publikacje przemykały niezauważone. Daleka droga do ikony kontrkultury, jaką stałeś się znacznie później. Zauważę, że... inspirująca, skoro okazała się możliwa. Z samych nizin - wprost do poety przegranego, pisarza buntowników, którego dzieła długo po jego śmierci są znane i poważane na całym świecie. I jakże aktualne, jeśli spojrzy się na obecnych bogów: kult sukcesu, konsumpcjonizmu i ZATRWAŻAJĄCEJ HIPOKRYZJI... Często spoglądam w tych kierunkach, choć wolałabym oślepnąć. Lub jak tożsame Ci Beat Generation - odwrócić wzrok od nieodpowiadającej rzeczywistości w stronę wąskich i ciemnych ulic, taniego lokalnego piwa, opuszczonych fabryk, walących się w gruzy i samotnych pokoi. Cichych pokoi.
“(...) jeśli zamierzasz kogoś zabić, upewnij się czy masz kogoś co najmniej pięć razy lepszego na jego miejsce.”
Osobie, która zajmuje się li halucynacjami semantycznymi, ciężko scharakteryzować Twój styl. Krótkie zdania, rwane, pełne dosłowności - przypominają przekleństwa. Często zresztą są nimi nasączone, ale nie z powodu wulgarności. Używane jako przekaźnik prawdy. O każdej z pełną szczerością - tak dużą, że niekiedy czytając Twoje treści można poczuć... zawstydzenie. To tak, jakby właśnie słuchać czyichś najskrytszych myśli i pozostawać przy tym niezauważonym. Żadnego patosu i aktów heroizmu, które mogłyby podnieść na duchu. Zlepek zdarzeń z bolesnej codzienności. Poezja upadku i ważkie przesłanie - nawet w rynsztoku, utytłany błotem, talent w dalszym ciągu lśni. Także w tej minucie, w jakiej wytaczasz się z knajpy i rozglądasz za dawno utraconym sensem, co to przeleciał przez palce niczym iluzja, dym z ledwie tlącego się papierosa. Kiedy w głowie, zamiast światłych refleksji intelektualisty, samoistnie tworzy się raport z frontu przegranych dusz. Słowa są brudne, zdania grzmią głucho jak uderzenie pięścią w niechlujnie przyozdobiony stół. Tak też wybrzmiewają opowiadania zawarte w zbiorze “Dzwon nie bije nikomu” - wszak już sam tytuł jest całkowicie przewrotny. U Hemingwaya, do którego dzieła nawiązuje, dzwon bije każdemu, jednako, nieprzerwanie - i symbolizuje wspólnotę człowieczego losu. U Ciebie... milczy. Tak jak i świat, zniesmaczony wszystkim, co się na nim zatraca, nie bije nawet najbardziej kiepskich oklasków. Komu i z jakiego powodu miałby? Coraz częściej słychać już tylko ciszę. Właśnie ta towarzyszyła mi podczas lektury bezdźwięcznego “Dzwonu...”. Wraz z nią - kadzidlany dym, nieporządek w głowie i zmęczenie, tak bardzo przystające. Wyobrażone kroki po brudnym parkiecie - jak spacer oczyma po linijkach tekstu. Butelka w ręku, gdy przewracając stronice, gdzieś w zakamarkach pamięci materializują się: miasto bez nadziei, ludzie bez polotu, wyklęci i przeklęci. Drzwi zatrzaśnięte bezpowrotnie, stłuczona filiżanka, ostre słońce poranka i ta ostatnia fajka. Wszystkie pytania bez odpowiedzi. Utraty. Nostalgia. Zapis tęsknoty. I jak ja, kochanka słów, miałabym przekazać własnym czytelnikom, o czym traktują Twoje teksty, gdy każdy składa się z miliona znaczeń, które odbieram na zwichrowanie nietuzinkowy sposób? “Dzwon...” trzeba przeżyć świadomie, przemyśleć i zapamiętać. Dotknąć groteski, absurdu i realizmu. A może na ich kanwie stworzyć podobną galerię świateł i cieni? Jak Ty - ze skrawków życia, snów, udręk, finezjo-fantazji i samotności do wtóru dźwięku już nie dzwonu, a roztrzaskujących się na milion nieskładalnych fragmentów marzeń?
“Żaden mężczyzna nie posiada kobiety, chłopcze. Niektóre kobiety posiadają mężczyzn, są jednak mężczyźni, których nie można mieć na własność. Kobiety mają serca jak grzechotniki.”
W Twoim wydanym zresztą pięknie przez Noir Sur Blanc zbiorze tekstów często widać coś nie do przeoczenia: lustrzane odbicie człowieka złożonego z... człowieka. Bólu, nienawiści, śmiechu, pożądania, desperacji, nudy, uroku i brzydoty - odartych z marzeń i nadziei. Tacy też pozostają Twoi bohaterowie. Stary cynik, jaki wybrał się na ślub, mający być przeżyciem duchowym, a okazał groteskowymi zawodami o większe ego. Postać przewodząca pastiszowi westernu, która obala mit męskiego Dzikiego Zachodu i prezentuje pustkę pozostającą po każdym odcieniu przemocy. (Tu jedno z moich ulubionych przesłań - wierzę, iż wszyscy mają własne Reno, miejsce, w jakim uczynili coś, czego nie da się cofnąć...). Jest też toczony pragnieniem posiadania jegomość, który na świat patrzy... zza kierownicy samochodu, na jakiego zakup nigdy nie będzie sobie mógł pozwolić. Czy wspomniałam już o maszynie do dziewcząt - wynalazku, mającym zastąpić prawdziwe relacje? (Wtrącę, iż powiało złowieszczym profetyzmem...). Z tekstu o piwie i poezji wyłania się z kolei, jak mniemam, Twój autoportret. Oto naczelną sylwetką jest bowiem poeta alkoholik, który nienawidzi literackiego środowiska a pisanie przedkłada ponad własne zdrowie. Jest także opowiadanie złożone z wspominek z urzędu pocztowego, jakie jawi mi się niczym monotonny taniec absurdu - choć w istocie traktuje o nudnym dniu szeregowego pracownika. Wśród bohaterów “Dzwonu...” są również bezdomny pies obdarzający bezinteresowną miłością, zamieszkająca piwnicę nieobyczajna panna, która kupczy ciałem za wysokoprocentowe trunki czy damski bokser, potrzebujący jedynie wymówki, by odreagować złość na kimś, kto nie odda ciosu z powodu własnej bezbronności. Można by rzec, że w tym niewątpliwie oryginalnym zbiorze tekstów jest różnokolorowa plejada sylwetek. Personalnie sądzę jednak, że wszystkie one złożone są przede wszystkim z cienistych szarości i czerni. Odcieni najprawdziwszego świata. Żyją w nim wielkie talenty i mikre beztalencia. Obmierzłe kreatury i - udające, że są odmienne - krystaliczne rzeźby, wykute z lodu, nie marmuru. I wszyscy, a nikomu i tak nie bije dzwon. I nie zabije. Trwa ciszą. Trwa.
“Powiem panu coś, panie władzo: przestrzegasz zasad, żyjesz biednie i biednie umierasz. I często przedwcześnie.”
Można nie lubić dosadnych słów i mroczności realizmu, ale miłośnikowi literatury przez wielkie L nie przystoi nie znać choć skrawków twórczości Charlesa Bukowskiego. Po raz pierwszy zetknęłam się z nią, przystępując wiele lat wstecz do pewnej językowej olimpiady. Wróciwszy do tomu “Dzwon nie bije nikomu” w wieku właściwie stania nad urną, odebrałam jego treść o wiele wnikliwiej. I dotkliwiej. Nie ma tu fabuły, która trzyma w napięciu, nie ma katharsis ani happy endu (plus!). Są za to ludzie, prawdziwie brzydcy i bez upiększeń. Z przystanku spóźniającej się komunikacji miejskiej, barowej kolejki po następnego shota, sklepu, urzędu, smutnej kamienicy. Tacy, jakich nikt nie słucha - zatem Pisarz przekazuje ich myśli tak dosadnie, jak tylko da się to sobie wyobrazić a przy tym wręcz bezczelnie szczerze. U Bukowskiego świat jest obnażony i realny - ten, którego nie chce się dziś zobaczyć, bo tak zatraciło się w udawaniu, iż ma się nad nim jakąkolwiek kontrolę. Zamiast kwiecistych opisów emocji - przekleństwa, trzaski, niekulturalny śmiech, które przekazują o wiele więcej wnikliwemu czytelnikowi. Rozmowa z samotnością - zupełnie zresztą jak u jednego z bohaterów, który zdecydował się wdać z nią w pogawędkę w brudnym wyszynku. Ludzie niewiedzący jak podziękować za ratunek... psu, a cóż tu dopiero dywagować o innych ludziach. Nieczyste pragnienie zapomnienia miast ulotnych uniesień. Pisarz nie buduje historii, a raczej boleśnie je przekazuje. Notuje rwane skrawki z życia, bo... myśli, że gdy przestanie, zniknie także reszta ułudy? Można analizować na własny sposób, wystrzegając się jednak znienawidzonego słusznie: co twórca miał na myśli, jako że to powinno zawsze pozostać jego własną sprawą. Tekst jest po to, abyś odnalazł w nim siebie i prywatny sens, co staram się każdorazowo czynić. “Dzwon...” dla mnie nie bije, a… oddycha. Przypominającą poezję prozą, która jest jak świat odrapanych ścian i porzuconych snów - miejsca z mojej baśni. Wypuszcza zimne, napawające smutkiem powietrze, z jakiego lubię tworzyć dookoła siebie wiatr. I... myślę, że przekazuje, iż także cisza jest rodzajem odpowiedzi. To ona szepcze mi, że Charles Bukowski to artysta - ten, który pisał o tym, co zostało, kiedy już wszystko inne się skończyło... Odstępuję od noty punktowej, przeświadczona o fakcie, iż ocenianie klasyków prawdziwej literatury to świętokradztwo. Nadmienię tylko, iż zdecydowanie polecam.
PS Stracony Poeto Beznadziei i Prozaiku Prozaiczności, nie obrażaj się proszę za tę, skierowaną eksperymentalnie w Twoim kierunku recenzję, zwaną halucynacją semantyczną. Wyrażam nadzieję, że satyrycznie i impertynencko Cię uśmiechnęła. Może tak nie dzwonią, ale tego zapewne jeszcze nie grali. 😉 Uprasza się o rezerwację miejsca przy odrapanym, piekielnym kontuarze na choć rundę literackiej dysputy. Trafię!
“(...) i byli bardzo gorliwi i pewni, nigdy by nie uwierzyli, że ta samotność, ta prywatność, o którą prosiłem, miała mnie tylko ocalić, żebym mógł się domyślać, kim oni są i kto ma być wrogiem.”
instagram.com/thrillerly
Opowiedz na głos swój amerykański sen. Opraw go w detale z marzeń, okraś szczyptą inteligentnego humoru i otocz życzeniem z sennych bajań. Opisz, wykorzystując cały literacki talent. Korzystaj tylko z celnych słów, ozdobniki są zbędne, by ktoś tak biegle władający zdaniami przykrywał posiadany kunszt. A potem, przez całe dekady, obserwuj pilnie, lecz coraz mniej trwożnie,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzed Wami zbiór opowiadań, niezwykłych opowiadań, które z pewnością nie wszystkim przypadną do gustu.
Czemu?
Po pierwsze, czytając opinie innych blogerów mogą Was zniechęcić, chociaż ja jestem tego zdania, że każdy z nas jest inny i każdemu podoba się co innego, więc najzwyczajniej na nie nie patrzę, a kieruję się swoim rozsądkiem, opisem, czy okładką.
Po drugie, nie każdy lubi książki tego typu.
Jakie? Mocne, z wulgaryzmami, nieco obrzydliwe.
Autor pisze o ludziach przegranych, tych którzy wiele w życiu przeszli lecz mimo wszystko są pełni życia.
I z takich ludzi w sumie warto brać przykład.
Nie zamykać się w czterech ścianach a mieć nadzieję na lepsze jutro. Czy aby na pewno?
Autor, który wyróżnia się tym, że jest szczery, brakuje u niego tej nostalgii ale nie można powiedzieć, że nie jest czuły wobec innych.
Autor, którego twórczość w końcu udało mi się poznać i muszę przyznać, że bawiłam się dobrze.
Opowiadania są napisane treściwie i bez żadnego koloryzowania, jest krótko i na temat, innym słowem mówiąc mamy tutaj oszczędność w słowach. Czy to jest na plus? Dla mnie tak, a Wy musicie sprawdzić sami czy właśnie taka forma Wam odpowiada. Dodam, że jedne podobały mi się bardziej, inne mniej - jak to w zbiorach bywa, byłam w lekkim szoku, odrobinę zniesmaczona, ale przyznaję, że twórczość autora ma w sobie to coś, co przyciąga.
Opowiadania dotyczące alkoholizmu, samotności - bohaterowie uciekają w picie i funkcjonują na uboczu społeczeństwa. Dopada ich brutalna codzienność, brak pracy, lub ciężka fizyczna, a także bieda. Mają oni burzliwe życie, żyją na własnych zasadach mimo tego, że to może oznaczać ich upadek.
"Dzwon nie bije nikomu" to książka surowa, przedstawiająca codzienność człowieka, który po prostu żyje poza marginesem.
Mocna, autentyczna, nie ma tutaj miejsca na pesymizm, lecz znajdzie się na czarny humor.
Ja takie książki cenię.
Przed Wami zbiór opowiadań, niezwykłych opowiadań, które z pewnością nie wszystkim przypadną do gustu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzemu?
Po pierwsze, czytając opinie innych blogerów mogą Was zniechęcić, chociaż ja jestem tego zdania, że każdy z nas jest inny i każdemu podoba się co innego, więc najzwyczajniej na nie nie patrzę, a kieruję się swoim rozsądkiem, opisem, czy okładką.
Po drugie, nie każdy...
8/10
8/10
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCharles Bukowski - "Dzwon nie bije nikmu"
Bukowski zdaje sobie sprawę, kiedy jest w formie, a kiedy nie, ale sława i moc pozwalają mu na wydawanie słabszych rzeczy, bo i tak ludzie będą to czytać. Jest w tym dużo brutalizmu, wykorzystywane seksualnie kobiety, czasem tłuczone po głowie, a czasem tłuką się same. Niezaspokojone, wlaściwie faceci działają pod dyktando ich niewyczerpującego się stanu napalenia, rozbawiające momentami sceny, np rozmowy o spotkaniu autorskim, na ktorym powrównywano Bukowskiego do Rimauda, prowadzonej przy próbie odbycia stosunku analnego, albo znajomego łażącego na czworakach, mówiącego że ma kalafiorowe uszy, czy dwóch dziewczyn bukowskiego, które biorą się za łby, w całej ich strojności, kolczykach, bransoletkach na stopach, długich nogach machających w powietrzu, a bukowski polewa sobie w tym czasie szkockiej i szuka w radiu stacji nadającej Szostakowicza. Są też znajomo wyglądające epizody z innych książek Bukowskiego, obrazki te jednak nakreślone na nowo, z innej perspektywy.
Czy jest to wszystko dobre? Średnie. Mocno średnie. Momentami niechlujne, ale on za stary lis, żeby nie zdawać sobie z tego sprawy i nawet z tego potrafi zrobić tekst: "Teraz widzę, że popadłem w jeden z moich złych nawyków: napisałem to zarówno w czasie przeszym jak i teraźniejszym. Zamiast to proprawić, obarcze tym redaktorów, żeby poddać próbie ich wyrozumiałość."
Prosta psychologia i cytaty może i godne zapamiętania, jednak te najmocniejsze zawierają tylko i wyłączni sekualny kontekst, spójrzmy: Zatsanawiałem się, czy Ernie robił to wszystko z kobietami co ja robiłem. Jeśli tak, to pewnie przestał, bo inaczej nie wybrałby drogi samobójstwa. Takie rzeczy były zbyt przyjemne, żeby z nich dobrowolnie rezygnować.
Jane była norlmalna. Miała wspaniałe nogi, ciasną szparkę i twarz wyrażającą upudrowane cierpienie. I mnie znała. Nauczyła mnie więcej niż tworzone przez wieki książki filozoficzne.
Dopóki ludzie nie nauczą się wypróżniać i kopulować publicznie, nie będą ani porządnymi dzikusami, ani osobami dostatecznie nowoczesnymi.
Przeżyłem cztery lata w całkowitej samotności i doskonałej formie, a potem jedna zapukała do drzwi.
Gdy spotykasz gościa, który nie ma ochoty na zwykłą rozmowę to masz do czynienia z dzikusem, kimś normalnym.
Charles Bukowski - "Dzwon nie bije nikmu"
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBukowski zdaje sobie sprawę, kiedy jest w formie, a kiedy nie, ale sława i moc pozwalają mu na wydawanie słabszych rzeczy, bo i tak ludzie będą to czytać. Jest w tym dużo brutalizmu, wykorzystywane seksualnie kobiety, czasem tłuczone po głowie, a czasem tłuką się same. Niezaspokojone, wlaściwie faceci działają pod dyktando ich...