Dzwon nie bije nikomu

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- The Bell Tolls for No One
- Data wydania:
- 2025-10-22
- Data 1. wyd. pol.:
- 2025-10-22
- Liczba stron:
- 320
- Czas czytania
- 5 godz. 20 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788384030301
- Tłumacz:
- Marek Fedyszak
„Dzwon nie bije nikomu” to zbiór opowiadań publikowanych w prasie w latach 1948−1985, głownie w autorskiej rubryce Bukowskiego „Zapiski starego świntucha”. Ukazują one szeroką gamę umiejętności autora, który próbuje sił w rozmaitych gatunkach: science fiction, parodii westernów, opowieści o dżokejach i futbolistach. W charakterystyczny sposób wybiera epizody ze swojego życia i przetwarza je, wzbogacając rzeczywistość wymyślonymi elementami fabuły, nadaje swojej egzystencji strukturę mitu. Oczywiście Bukowski nie byłby sobą, gdyby w tych opowieściach zabrakło kobiet i seksu. Ich bohater, alter ego autora, zanurza się w kotle miłości, namiętności i cielesności, starając się znaleźć w romantycznym uczuciu lekarstwo na demony, które poddają go próbie. Drwi jednak zarazem z mężczyzn i pokazuje absurdalność kompleksu romantycznej miłości. Mieszając patos z farsą i tragedią, wystawia na pośmiewisko cały wachlarz obrazów rewolucji seksualnej: salony masażu, sklepy dla dorosłych, starsze kobiety podrywające młodych mężczyzn. Jak czytamy we wstępie do amerykańskiego wydania: „Bukowski rozwinął własny precyzyjnie modulowany «język», by portretować świat, w którym zbawcza potęga miłości była stale zagrożona”.
Kup Dzwon nie bije nikomu w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Dzwon nie bije nikomu
Poznaj innych czytelników
89 użytkowników ma tytuł Dzwon nie bije nikomu na półkach głównych- Chcę przeczytać 44
- Przeczytane 41
- Teraz czytam 4
- Posiadam 16
- 2025 2
- Obyczajowe Dramat 1
- Literatura amerykanska 1
- Do kupienia 1
- Zakupy 1
- Literatura 1
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Dzwon nie bije nikomu
Dopóki ludzie nie nauczą się wypróżniać i kopulować publicznie, nie będą ani porządnymi dzikusami, ani osobami dostatecznie nowoczesnymi.
To nie śmierć nas boli, ale starzenie się, starzenie... pomarszczone dłonie, pomarszczona twarz... Chryste, nawet mój tyłek jest pomarszczon...
Rozwiń


































OPINIE i DYSKUSJE o książce Dzwon nie bije nikomu
„Jeśli myślicie, że jestem tylko gościem, który łazi po okolicy i pisze nieprzyzwoite opowiadania, jesteście szaleni. […] Ja nawet nie wiem, jak zakończyć jedno z tych opowiadań. Chyba tak: KONIEC”.
Bukowski to jeden z najbardziej charakterystycznych autorów. W jego pisarstwie nie ma tabu, nie ma niedomówień, nie ma tematów, które mogłyby być nieporuszone. Ten zbiór opowiadań to zbiór brudu, smrodu, segsu (i to nie zawsze dobrowolnego). Opowiadania brutalne, niepozostawiające nadziei. Bukowski w wielu tych tekstach tapla się w smutku opowiadając wulgarnie na temat świata. Większość przywar i fantazji jakie opisywał Bukowski nic się nie zestarzała, świat nie poszedł ku lepszemu, mimo całego bajzlu, wciąż wiele z tych opowiadań jest aktualnych. Bukowski opowiada świat jako miejsce, w którym grzeczni ludzie nie przetrwają, opowiada świat jako miejsce walki, jako miejsce, które można obśmiać z każdej strony. Opowiadania buchając segsem, fantazją i przerysowaniem - sorry not sorry - stary świntuch jest jedyny w swoim rodzaju i ja pióro Bukowskiego szalenie kocham. Kocham głównie za to, że nie upiększał, że pozwala wytaplać się błocie, za to, że tworzy duszny klimat w swoich historiach, w których dosłownie czuć opary alko - można próbować udawać Bukowskiego, ale nikt gościa nie będzie w stanie zastąpić.
„Jeśli myślicie, że jestem tylko gościem, który łazi po okolicy i pisze nieprzyzwoite opowiadania, jesteście szaleni. […] Ja nawet nie wiem, jak zakończyć jedno z tych opowiadań. Chyba tak: KONIEC”.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBukowski to jeden z najbardziej charakterystycznych autorów. W jego pisarstwie nie ma tabu, nie ma niedomówień, nie ma tematów, które mogłyby być nieporuszone. Ten zbiór...
Oto wchodzimy na ścieżkę chaosu. Przed lekturą opowiadań należy koniecznie przeczytać poprzedzający je wstęp autorstwa Davida Stephena Calonne'a. Czynność tę należy powtarzać zawsze wtedy, kiedy czytelnik poczuje się zagubiony. Czyli często. Dzięki uprzejmości Oficyny Literackiej Noir sur Blanc miałem przyjemność zapoznać się z najnowszym polskim tłumaczeniem utworów Charlesa Bukowskiego. Nie była to lekka przeprawa, przyznaję, ale gdyby była lekka - po co miałbym właściwie to czytać?
"Dzwon nie bije nikomu" to zbiór krótkich utworów (44 sztuki),które pierwotnie były publikowane w latach 1948-1985. Spora część z nich nie ma tytułów. Niektóre sprawiają wrażenie, jakby nie miały początku lub zakończenia (wróć do wstępu). Ale za to są rysunki samego Bukowskiego! Niezbyt wiele, ale kilka jest. Dominujące motywy? Kobiety, seks i alkohol, a jakże. Z tym, że zawsze jest coś jeszcze. Te historie, choć z pozoru grubiańskie, zawsze mają jakieś drugie dno.
Czego tutaj nie ma... Oprócz "klasycznych" opowiadań, jest np. postawiony na głowie western, kryminał w krzywym zwierciadle, trollowanie pacjentów na oddziale psychiatrycznym czy tragikomiczny opis dnia pracy w sklepie dla dorosłych. Kilka wątków przewija się więcej niż raz: konfrontacja z demonicznymi zwierzętami (gigantycznym wieprzem albo szaloną małpą),kafkowskie porwania i przesłuchania, uprowadzenia samolotów przez zdemoralizowanych porywaczy (w tym jedno z elementami science-fiction i powalającym plot twistem). Charles Bukowski to synonim literackiej nieprzewidywalności. W charakterystycznym, bezkompromisowym stylu pastwi się nad ludzkimi słabościami, prowokuje tak, aby podrażnić nasze pragnienia i lęki, oraz zwrócić uwagę na ogólną absurdalność ludzkiego życia. Krytykuje ówczesny rząd i politykę (wojna w Wietnamie),kościół katolicki, a w opowiadaniu "Brzydki figiel spłatany Bogu" w cudowny sposób rozprawia się z nazizmem.
Uwielbiam rynsztokowy humor Bukowskiego, co się uśmiałem to moje. Zazwyczaj te niewybredne żarty okazują się zaskakująco błyskotliwe. Podobnie jak w powieści "Kobiety", pojawia się tutaj sporo... wątpliwych moralnie zdarzeń, a kilkukrotnie dochodzi do opisów przemocy seksualnej. Radzę mieć to na uwadze. "Dzwon nie bije nikomu" dostarczył mi rozmaitych emocji, często skrajnie różnych. Od rozbawienia po zadumę. Od fascynacji po zniesmaczenie. Polecam przetestować na własnym organizmie.
Oto wchodzimy na ścieżkę chaosu. Przed lekturą opowiadań należy koniecznie przeczytać poprzedzający je wstęp autorstwa Davida Stephena Calonne'a. Czynność tę należy powtarzać zawsze wtedy, kiedy czytelnik poczuje się zagubiony. Czyli często. Dzięki uprzejmości Oficyny Literackiej Noir sur Blanc miałem przyjemność zapoznać się z najnowszym polskim tłumaczeniem utworów...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCóż, znowu nasiąknąłem literaturą Charlesa Bukowskiego. Nie ukrywam, że fascynuje mnie twórczość tego wyjątkowego człowieka pod każdym względem... wielkiego pisarza, mistrza małych form, poety, felietonisty, rysownika, miłośnika kotów, lubieżnego kochanka, kobieciarza, a czasem clocharda i hazardzisty.
Tytułowy "Dzwon nie bije nikomu" to nieprzypadkowe nawiązanie do Ernesta Hemingwaya i jego powieści Komu bije dzwon. W jednym z tekstów tego zbioru jedna z dam Bukowskiego zastanawia się nad podobieństwami między nimi. To fascynujące zestawienie – obaj byli „macho” literatury, jednak podczas gdy Hemingway szukał w swoich bohaterach heroizmu, Bukowski bez litości opisuje upadek tego mitu, portretując życie na samym dnie.
Warto zaznaczyć, że ten zbiór od wydawnictwa Noir sur Blanc to prawdziwa gratka dla kolekcjonerów. To teksty rozproszone, często wydobyte z undergroundowych magazynów, które rzucają nowe światło na warsztat autora. To nie jest grzeczna lektura i na pewno powinny po nią sięgać wyłącznie osoby pełnoletnie. Bukowski nie pudruje opisów bliskości z kobietami, tej bardzo intymnej obecności. Jego świat jest mocny, zaprawiony alkoholem, choć w tym konkretnym zbiorze nie ma go aż tak dużo, jak w jego kultowych powieściach.
Opowiadania ilustrują surowe rysunki autora. Ich prymitywna, niemal „brudna” kreska nie jest tylko ozdobnikiem – to integralna część jego ego, małe streszczenia treści, które idealnie dopełniają ten brudny realizm.
Jedno z opowiadań poświęcone jest sąsiadowi, który powoli umierał. W jednym ze zbiorów wierszy – nie pamiętam już którym – znajduje się utwór o tym samym człowieku. To niezwykle poruszający fragment, który pokazuje drugą, rzadziej wspominaną twarz „Buka”. Opisuje w nim mężczyznę, któremu zapłacił za umycie auta, ale ten odkładał ten moment tak długo, aż w końcu zmarł. To właśnie ten kontrast między wulgarnością a nagłą, głęboką empatią do „ludzi-płotek” sprawia, że Bukowski jest wielki.
Czytam wszystko, co wyjdzie spod jego pióra i cieszę się, że polskie wydania trzymają tak wysoki poziom. Mam nadzieję, że w 2026 roku również ukaże się coś nowego z tych literackich archiwów. Miłośnikom Bukowskiego polecam, a tych, którzy go nie znają – ostrzegam. Bo z Bukowskim jest jak ze szpinakiem: albo się go uwielbia, albo nienawidzi.
Cóż, znowu nasiąknąłem literaturą Charlesa Bukowskiego. Nie ukrywam, że fascynuje mnie twórczość tego wyjątkowego człowieka pod każdym względem... wielkiego pisarza, mistrza małych form, poety, felietonisty, rysownika, miłośnika kotów, lubieżnego kochanka, kobieciarza, a czasem clocharda i hazardzisty.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytułowy "Dzwon nie bije nikomu" to nieprzypadkowe nawiązanie do Ernesta...
Brudny, realistyczny czasami do szpiku brutalny. Seks, alkohol, perwersje. Jeśli komuś przeszkadza brak ciągłości, rozdziałów, tytułów, to nie będzie to wymarzona pozycja.
Brudny, realistyczny czasami do szpiku brutalny. Seks, alkohol, perwersje. Jeśli komuś przeszkadza brak ciągłości, rozdziałów, tytułów, to nie będzie to wymarzona pozycja.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSkrobanie dna przypalonego gara.
Skrobanie dna przypalonego gara.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowiedz na głos swój amerykański sen. Opraw go w detale z marzeń, okraś szczyptą inteligentnego humoru i otocz życzeniem z sennych bajań. Opisz, wykorzystując cały literacki talent. Korzystaj tylko z celnych słów, ozdobniki są zbędne, by ktoś tak biegle władający zdaniami przykrywał posiadany kunszt. A potem, przez całe dekady, obserwuj pilnie, lecz coraz mniej trwożnie, jak mistyk przemienia się w cynika, Twój amerykański sen w koszmar - a amerykański koszmar w amerykańskiego kaca. Nie wykrzywiaj twarzy, gdy dostrzeżesz wszystkie te amerykanizmy i amerykańskości, marne - choć dawniej jawiły Ci się wielkie i wzniosłe. To te małe rozczarowania, gnuśności, zawody i żale stworzyły Twoją twórczość. Ciebie. Odrzutka i outsidera. Poetę brudu i alkoholu. Prozaika kreślącego na znalezionych, porwanych kartkach raporty z samego dna. Zbuntowanego przeciw społeczeństwu i innym pisarzom. Tego, który stał się ikoną Beat Generation, awangardowego ruchu literacko-kulturowego, propagującego indywidualizm o anarchistycznych nutach. To Ty frustracje potrafiłeś przekuć w coś, co przetrwa dłużej niż Ty sam - nurt, określany mianem brudnego realizmu bez upiększeń oraz literackiego marginesu. Treści o kurtyzanach, życiowych nieudacznikach z nieogolonymi twarzami wciąż zanurzonymi w alkoholu, fetorze niewietrzonych mieszkań, spoconych ciał, przegranych zawodowo robotnikach i najtańszych nalewkach. Charles Bukowski - ten, który obnaża ohydę i porażkę jako to, co w człowieku jest stanem naturalnym. Próżno to nazwać fatalizmem, wszak spostrzegawczy wezmą tę tezę za światły realizm. Ty także dysponowałeś niezwykłym darem obserwacji, dzięki jakiej Twoje zapiski okazywały się wstrząsająco trafne - choć często okraszone dozą sarkastycznego humoru, rozbrajającego banał codzienności podanej w krzywym zwierciadle. Czasem prawdy o świecie głosiło Twoje alter ego - hazardzista, cyniczny pisarz i pijak w jednym. Maska? A może najlepszy z autoportretów? Jaką prawdę odsłania zbiór wyjątkowych opowiadań “Dzwon nie bije nikomu”?
“Tchórz. Piłem bez końca. Eskapizm. Powiadają, że pijacy to eskapiści niezdolni zmierzyć się z rzeczywistością.”
Brud. Smród. Ubóstwo. Głupota. Brzydota. Przemoc. Seks. Alkohol. Części intymne. Infantylizm. Zbrodnia. Zatracenie jaźni... Choć ta tematyka przeważała w Twojej twórczości, nijak nie należy zaliczać Cię do skandalistów, którzy imają się wszelkich metod, by glob o nich usłyszał. Twoje teksty wiele lat później przeciętnemu odbiorcy mojego pokroju jawią się raczej jako rytuał przetrwania dla rozczarowanego absolutnie wszystkim mężczyzny o niebywałym talencie literackim. Strzępki krótkich narracji, zamiast pełnowymiarowych opowiadań przypominają w agresywnym odbiorze raczej fotografię, w którą wpatruje się o chwilę za długo. Reportaż z najpodlejszego miejscowego baru; dokument o tych, co dla mainstreamu są... niczym. Z pełnym przekonaniem twierdziłeś zresztą, że nikt nie jest od nikogo lepszy - tylko wszyscy udają, niektórzy od innych nieco bardziej utalentowanie. Skąd to wiedziałeś? Urodzony w Niemczech, wychowany w Los Angeles przez brutalnego ojca. Uroda pokonana przez trądzik różowy, który na zawsze zniszczył Twoją twarz oraz samoocenę. Licha posada na poczcie, jaka zresztą posłuży za inspirację dla kultowej powieści. Bieda, że aż piszczy, niszowe czasopisma, w których Twoje publikacje przemykały niezauważone. Daleka droga do ikony kontrkultury, jaką stałeś się znacznie później. Zauważę, że... inspirująca, skoro okazała się możliwa. Z samych nizin - wprost do poety przegranego, pisarza buntowników, którego dzieła długo po jego śmierci są znane i poważane na całym świecie. I jakże aktualne, jeśli spojrzy się na obecnych bogów: kult sukcesu, konsumpcjonizmu i ZATRWAŻAJĄCEJ HIPOKRYZJI... Często spoglądam w tych kierunkach, choć wolałabym oślepnąć. Lub jak tożsame Ci Beat Generation - odwrócić wzrok od nieodpowiadającej rzeczywistości w stronę wąskich i ciemnych ulic, taniego lokalnego piwa, opuszczonych fabryk, walących się w gruzy i samotnych pokoi. Cichych pokoi.
“(...) jeśli zamierzasz kogoś zabić, upewnij się czy masz kogoś co najmniej pięć razy lepszego na jego miejsce.”
Osobie, która zajmuje się li halucynacjami semantycznymi, ciężko scharakteryzować Twój styl. Krótkie zdania, rwane, pełne dosłowności - przypominają przekleństwa. Często zresztą są nimi nasączone, ale nie z powodu wulgarności. Używane jako przekaźnik prawdy. O każdej z pełną szczerością - tak dużą, że niekiedy czytając Twoje treści można poczuć... zawstydzenie. To tak, jakby właśnie słuchać czyichś najskrytszych myśli i pozostawać przy tym niezauważonym. Żadnego patosu i aktów heroizmu, które mogłyby podnieść na duchu. Zlepek zdarzeń z bolesnej codzienności. Poezja upadku i ważkie przesłanie - nawet w rynsztoku, utytłany błotem, talent w dalszym ciągu lśni. Także w tej minucie, w jakiej wytaczasz się z knajpy i rozglądasz za dawno utraconym sensem, co to przeleciał przez palce niczym iluzja, dym z ledwie tlącego się papierosa. Kiedy w głowie, zamiast światłych refleksji intelektualisty, samoistnie tworzy się raport z frontu przegranych dusz. Słowa są brudne, zdania grzmią głucho jak uderzenie pięścią w niechlujnie przyozdobiony stół. Tak też wybrzmiewają opowiadania zawarte w zbiorze “Dzwon nie bije nikomu” - wszak już sam tytuł jest całkowicie przewrotny. U Hemingwaya, do którego dzieła nawiązuje, dzwon bije każdemu, jednako, nieprzerwanie - i symbolizuje wspólnotę człowieczego losu. U Ciebie... milczy. Tak jak i świat, zniesmaczony wszystkim, co się na nim zatraca, nie bije nawet najbardziej kiepskich oklasków. Komu i z jakiego powodu miałby? Coraz częściej słychać już tylko ciszę. Właśnie ta towarzyszyła mi podczas lektury bezdźwięcznego “Dzwonu...”. Wraz z nią - kadzidlany dym, nieporządek w głowie i zmęczenie, tak bardzo przystające. Wyobrażone kroki po brudnym parkiecie - jak spacer oczyma po linijkach tekstu. Butelka w ręku, gdy przewracając stronice, gdzieś w zakamarkach pamięci materializują się: miasto bez nadziei, ludzie bez polotu, wyklęci i przeklęci. Drzwi zatrzaśnięte bezpowrotnie, stłuczona filiżanka, ostre słońce poranka i ta ostatnia fajka. Wszystkie pytania bez odpowiedzi. Utraty. Nostalgia. Zapis tęsknoty. I jak ja, kochanka słów, miałabym przekazać własnym czytelnikom, o czym traktują Twoje teksty, gdy każdy składa się z miliona znaczeń, które odbieram na zwichrowanie nietuzinkowy sposób? “Dzwon...” trzeba przeżyć świadomie, przemyśleć i zapamiętać. Dotknąć groteski, absurdu i realizmu. A może na ich kanwie stworzyć podobną galerię świateł i cieni? Jak Ty - ze skrawków życia, snów, udręk, finezjo-fantazji i samotności do wtóru dźwięku już nie dzwonu, a roztrzaskujących się na milion nieskładalnych fragmentów marzeń?
“Żaden mężczyzna nie posiada kobiety, chłopcze. Niektóre kobiety posiadają mężczyzn, są jednak mężczyźni, których nie można mieć na własność. Kobiety mają serca jak grzechotniki.”
W Twoim wydanym zresztą pięknie przez Noir Sur Blanc zbiorze tekstów często widać coś nie do przeoczenia: lustrzane odbicie człowieka złożonego z... człowieka. Bólu, nienawiści, śmiechu, pożądania, desperacji, nudy, uroku i brzydoty - odartych z marzeń i nadziei. Tacy też pozostają Twoi bohaterowie. Stary cynik, jaki wybrał się na ślub, mający być przeżyciem duchowym, a okazał groteskowymi zawodami o większe ego. Postać przewodząca pastiszowi westernu, która obala mit męskiego Dzikiego Zachodu i prezentuje pustkę pozostającą po każdym odcieniu przemocy. (Tu jedno z moich ulubionych przesłań - wierzę, iż wszyscy mają własne Reno, miejsce, w jakim uczynili coś, czego nie da się cofnąć...). Jest też toczony pragnieniem posiadania jegomość, który na świat patrzy... zza kierownicy samochodu, na jakiego zakup nigdy nie będzie sobie mógł pozwolić. Czy wspomniałam już o maszynie do dziewcząt - wynalazku, mającym zastąpić prawdziwe relacje? (Wtrącę, iż powiało złowieszczym profetyzmem...). Z tekstu o piwie i poezji wyłania się z kolei, jak mniemam, Twój autoportret. Oto naczelną sylwetką jest bowiem poeta alkoholik, który nienawidzi literackiego środowiska a pisanie przedkłada ponad własne zdrowie. Jest także opowiadanie złożone z wspominek z urzędu pocztowego, jakie jawi mi się niczym monotonny taniec absurdu - choć w istocie traktuje o nudnym dniu szeregowego pracownika. Wśród bohaterów “Dzwonu...” są również bezdomny pies obdarzający bezinteresowną miłością, zamieszkająca piwnicę nieobyczajna panna, która kupczy ciałem za wysokoprocentowe trunki czy damski bokser, potrzebujący jedynie wymówki, by odreagować złość na kimś, kto nie odda ciosu z powodu własnej bezbronności. Można by rzec, że w tym niewątpliwie oryginalnym zbiorze tekstów jest różnokolorowa plejada sylwetek. Personalnie sądzę jednak, że wszystkie one złożone są przede wszystkim z cienistych szarości i czerni. Odcieni najprawdziwszego świata. Żyją w nim wielkie talenty i mikre beztalencia. Obmierzłe kreatury i - udające, że są odmienne - krystaliczne rzeźby, wykute z lodu, nie marmuru. I wszyscy, a nikomu i tak nie bije dzwon. I nie zabije. Trwa ciszą. Trwa.
“Powiem panu coś, panie władzo: przestrzegasz zasad, żyjesz biednie i biednie umierasz. I często przedwcześnie.”
Można nie lubić dosadnych słów i mroczności realizmu, ale miłośnikowi literatury przez wielkie L nie przystoi nie znać choć skrawków twórczości Charlesa Bukowskiego. Po raz pierwszy zetknęłam się z nią, przystępując wiele lat wstecz do pewnej językowej olimpiady. Wróciwszy do tomu “Dzwon nie bije nikomu” w wieku właściwie stania nad urną, odebrałam jego treść o wiele wnikliwiej. I dotkliwiej. Nie ma tu fabuły, która trzyma w napięciu, nie ma katharsis ani happy endu (plus!). Są za to ludzie, prawdziwie brzydcy i bez upiększeń. Z przystanku spóźniającej się komunikacji miejskiej, barowej kolejki po następnego shota, sklepu, urzędu, smutnej kamienicy. Tacy, jakich nikt nie słucha - zatem Pisarz przekazuje ich myśli tak dosadnie, jak tylko da się to sobie wyobrazić a przy tym wręcz bezczelnie szczerze. U Bukowskiego świat jest obnażony i realny - ten, którego nie chce się dziś zobaczyć, bo tak zatraciło się w udawaniu, iż ma się nad nim jakąkolwiek kontrolę. Zamiast kwiecistych opisów emocji - przekleństwa, trzaski, niekulturalny śmiech, które przekazują o wiele więcej wnikliwemu czytelnikowi. Rozmowa z samotnością - zupełnie zresztą jak u jednego z bohaterów, który zdecydował się wdać z nią w pogawędkę w brudnym wyszynku. Ludzie niewiedzący jak podziękować za ratunek... psu, a cóż tu dopiero dywagować o innych ludziach. Nieczyste pragnienie zapomnienia miast ulotnych uniesień. Pisarz nie buduje historii, a raczej boleśnie je przekazuje. Notuje rwane skrawki z życia, bo... myśli, że gdy przestanie, zniknie także reszta ułudy? Można analizować na własny sposób, wystrzegając się jednak znienawidzonego słusznie: co twórca miał na myśli, jako że to powinno zawsze pozostać jego własną sprawą. Tekst jest po to, abyś odnalazł w nim siebie i prywatny sens, co staram się każdorazowo czynić. “Dzwon...” dla mnie nie bije, a… oddycha. Przypominającą poezję prozą, która jest jak świat odrapanych ścian i porzuconych snów - miejsca z mojej baśni. Wypuszcza zimne, napawające smutkiem powietrze, z jakiego lubię tworzyć dookoła siebie wiatr. I... myślę, że przekazuje, iż także cisza jest rodzajem odpowiedzi. To ona szepcze mi, że Charles Bukowski to artysta - ten, który pisał o tym, co zostało, kiedy już wszystko inne się skończyło... Odstępuję od noty punktowej, przeświadczona o fakcie, iż ocenianie klasyków prawdziwej literatury to świętokradztwo. Nadmienię tylko, iż zdecydowanie polecam.
PS Stracony Poeto Beznadziei i Prozaiku Prozaiczności, nie obrażaj się proszę za tę, skierowaną eksperymentalnie w Twoim kierunku recenzję, zwaną halucynacją semantyczną. Wyrażam nadzieję, że satyrycznie i impertynencko Cię uśmiechnęła. Może tak nie dzwonią, ale tego zapewne jeszcze nie grali. 😉 Uprasza się o rezerwację miejsca przy odrapanym, piekielnym kontuarze na choć rundę literackiej dysputy. Trafię!
“(...) i byli bardzo gorliwi i pewni, nigdy by nie uwierzyli, że ta samotność, ta prywatność, o którą prosiłem, miała mnie tylko ocalić, żebym mógł się domyślać, kim oni są i kto ma być wrogiem.”
instagram.com/thrillerly
Opowiedz na głos swój amerykański sen. Opraw go w detale z marzeń, okraś szczyptą inteligentnego humoru i otocz życzeniem z sennych bajań. Opisz, wykorzystując cały literacki talent. Korzystaj tylko z celnych słów, ozdobniki są zbędne, by ktoś tak biegle władający zdaniami przykrywał posiadany kunszt. A potem, przez całe dekady, obserwuj pilnie, lecz coraz mniej trwożnie,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzed Wami zbiór opowiadań, niezwykłych opowiadań, które z pewnością nie wszystkim przypadną do gustu.
Czemu?
Po pierwsze, czytając opinie innych blogerów mogą Was zniechęcić, chociaż ja jestem tego zdania, że każdy z nas jest inny i każdemu podoba się co innego, więc najzwyczajniej na nie nie patrzę, a kieruję się swoim rozsądkiem, opisem, czy okładką.
Po drugie, nie każdy lubi książki tego typu.
Jakie? Mocne, z wulgaryzmami, nieco obrzydliwe.
Autor pisze o ludziach przegranych, tych którzy wiele w życiu przeszli lecz mimo wszystko są pełni życia.
I z takich ludzi w sumie warto brać przykład.
Nie zamykać się w czterech ścianach a mieć nadzieję na lepsze jutro. Czy aby na pewno?
Autor, który wyróżnia się tym, że jest szczery, brakuje u niego tej nostalgii ale nie można powiedzieć, że nie jest czuły wobec innych.
Autor, którego twórczość w końcu udało mi się poznać i muszę przyznać, że bawiłam się dobrze.
Opowiadania są napisane treściwie i bez żadnego koloryzowania, jest krótko i na temat, innym słowem mówiąc mamy tutaj oszczędność w słowach. Czy to jest na plus? Dla mnie tak, a Wy musicie sprawdzić sami czy właśnie taka forma Wam odpowiada. Dodam, że jedne podobały mi się bardziej, inne mniej - jak to w zbiorach bywa, byłam w lekkim szoku, odrobinę zniesmaczona, ale przyznaję, że twórczość autora ma w sobie to coś, co przyciąga.
Opowiadania dotyczące alkoholizmu, samotności - bohaterowie uciekają w picie i funkcjonują na uboczu społeczeństwa. Dopada ich brutalna codzienność, brak pracy, lub ciężka fizyczna, a także bieda. Mają oni burzliwe życie, żyją na własnych zasadach mimo tego, że to może oznaczać ich upadek.
"Dzwon nie bije nikomu" to książka surowa, przedstawiająca codzienność człowieka, który po prostu żyje poza marginesem.
Mocna, autentyczna, nie ma tutaj miejsca na pesymizm, lecz znajdzie się na czarny humor.
Ja takie książki cenię.
Przed Wami zbiór opowiadań, niezwykłych opowiadań, które z pewnością nie wszystkim przypadną do gustu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzemu?
Po pierwsze, czytając opinie innych blogerów mogą Was zniechęcić, chociaż ja jestem tego zdania, że każdy z nas jest inny i każdemu podoba się co innego, więc najzwyczajniej na nie nie patrzę, a kieruję się swoim rozsądkiem, opisem, czy okładką.
Po drugie, nie każdy...
8/10
8/10
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCharles Bukowski - "Dzwon nie bije nikmu"
Bukowski zdaje sobie sprawę, kiedy jest w formie, a kiedy nie, ale sława i moc pozwalają mu na wydawanie słabszych rzeczy, bo i tak ludzie będą to czytać. Jest w tym dużo brutalizmu, wykorzystywane seksualnie kobiety, czasem tłuczone po głowie, a czasem tłuką się same. Niezaspokojone, wlaściwie faceci działają pod dyktando ich niewyczerpującego się stanu napalenia, rozbawiające momentami sceny, np rozmowy o spotkaniu autorskim, na ktorym powrównywano Bukowskiego do Rimauda, prowadzonej przy próbie odbycia stosunku analnego, albo znajomego łażącego na czworakach, mówiącego że ma kalafiorowe uszy, czy dwóch dziewczyn bukowskiego, które biorą się za łby, w całej ich strojności, kolczykach, bransoletkach na stopach, długich nogach machających w powietrzu, a bukowski polewa sobie w tym czasie szkockiej i szuka w radiu stacji nadającej Szostakowicza. Są też znajomo wyglądające epizody z innych książek Bukowskiego, obrazki te jednak nakreślone na nowo, z innej perspektywy.
Czy jest to wszystko dobre? Średnie. Mocno średnie. Momentami niechlujne, ale on za stary lis, żeby nie zdawać sobie z tego sprawy i nawet z tego potrafi zrobić tekst: "Teraz widzę, że popadłem w jeden z moich złych nawyków: napisałem to zarówno w czasie przeszym jak i teraźniejszym. Zamiast to proprawić, obarcze tym redaktorów, żeby poddać próbie ich wyrozumiałość."
Prosta psychologia i cytaty może i godne zapamiętania, jednak te najmocniejsze zawierają tylko i wyłączni sekualny kontekst, spójrzmy: Zatsanawiałem się, czy Ernie robił to wszystko z kobietami co ja robiłem. Jeśli tak, to pewnie przestał, bo inaczej nie wybrałby drogi samobójstwa. Takie rzeczy były zbyt przyjemne, żeby z nich dobrowolnie rezygnować.
Jane była norlmalna. Miała wspaniałe nogi, ciasną szparkę i twarz wyrażającą upudrowane cierpienie. I mnie znała. Nauczyła mnie więcej niż tworzone przez wieki książki filozoficzne.
Dopóki ludzie nie nauczą się wypróżniać i kopulować publicznie, nie będą ani porządnymi dzikusami, ani osobami dostatecznie nowoczesnymi.
Przeżyłem cztery lata w całkowitej samotności i doskonałej formie, a potem jedna zapukała do drzwi.
Gdy spotykasz gościa, który nie ma ochoty na zwykłą rozmowę to masz do czynienia z dzikusem, kimś normalnym.
Charles Bukowski - "Dzwon nie bije nikmu"
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBukowski zdaje sobie sprawę, kiedy jest w formie, a kiedy nie, ale sława i moc pozwalają mu na wydawanie słabszych rzeczy, bo i tak ludzie będą to czytać. Jest w tym dużo brutalizmu, wykorzystywane seksualnie kobiety, czasem tłuczone po głowie, a czasem tłuką się same. Niezaspokojone, wlaściwie faceci działają pod dyktando ich...
To nie mogło się udać. Przecież zebrano tu absolutne resztki z den pudeł z archiwaliami Charlesa Bukowskiego. Ale okazuje się, że ten stary drań znów jest górą.
„Zapiski starego świntucha” nie są najwyżej cenioną pozycją w przebogatym dorobku Buka. Nic dziwnego. Składały się bowiem na nie teksty publikowane w latach 1967 – 1969 w undergroundowym tygodniku „Open City” z Los Angeles. Publikowane regularnie, co tydzień. Już choćby z tego powodu nie mogły być najwyższych lotów. Żaden twórca piszący w takim tempie nie jest w stanie zapewnić zawsze towaru pierwszej klasy. Poza tym miały jednak charakter chałtury. Bukowski uważał się wtedy jeszcze za poetę. Opowiadania były dla niego rzeczą mniej istotną. Poza tym to był tygodnik „Open City” – kontrkulturowy, obrazoburczy, prowokujący establishment. Pisanie dla tego tytułu aż się prosiło o wywołanie skandalu. Dzięki temu Bukowski, jeden z najbardziej autokreacyjnych wśród wielkich pisarzy amerykańskich, mógł tu sobie do woli poswawolić budując na przegięciach wizerunek wyluzowanego super pijaka i mega kobieciarza. Bo wtedy taki styl uchodził w artystowsko/rock’n’rollowych kręgach za wyjątkowy szyk. Wszystko to powodowało, że „Zapiski…” są bardzo nierówne, oprócz kawałków znakomitych można tam znaleźć prawdziwy gruz, którego chwilę po napisaniu autor już nie pamiętał.
Tymczasem „Dzwon nie bije nikomu”, to w sporej części opowiadanka, na które w „Zapiskach…” zabrakło miejsca. Były za słabe. Na dodatek to nie one są w tym tomiku najsłabsze. Zebrano tu bowiem także teksty, które Bukowski pisał jako młody pisarz, niektóre sprzed okresu „wielkiego chlania” z lat pięćdziesiątych. Choć intelektualnie i emocjonalnie nie ustępują temu, co Bukowski tworzył później, łatwo zauważyć brak autorskiej pewności i swobody. Stylistycznie bliżej im do wypracowań niż kontrolowanego szaleństwa czy nonszalancji z jego złotego okresu z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Inna sprawa, że także zamieszczone tu teksty z owego złotego okresu ustępują większości tego, co do tej pory z bogatego dorobku Bukowskiego opublikowano. Styl jest tu już znakomity, ale z treścią bywa bardzo różnie. Czasem widać bardzo wysilone pomysły na historię, czasami tych pomysłów nawet nie ma. Jest po prostu historyjka bez dobrej puenty, najczęściej z po raz kolejny mielonym wydarzeniem z życia pisarza, które ten stara się ograć na pięćsetny sposób. No i bardzo tu widać autokreacyjną, cyniczną pisarską kalkulację – budowanie wizerunku największego skandalisty w mieście.
Dla czytelników/czytelniczek/osób czytelniczych, którzy przy „Dzwonie…” zetkną się z Bukowskim po raz pierwszy, lektura tego tomu może być sporym rozczarowaniem. Niektórzy a zwłaszcza niektóre mogą nie dać rady przez to przebrnąć. Dosadność i brutalność, mizoginia i seksizm czy po prostu mizantropia niektórych tekstów mogą wywołać u nich nawet nie obrzydzenie, ale odruchy wymiotne. Starzy fani Bukowskiego też raczej nie osiągną przy lekturze orgazmu, ale mogą bez obaw wydać pieniądze na ten tomik. To jednak wciąż ten Stary Świntuch. Może daleki od życiowej formy, ale potrafiący pisać teksty lepsze od większości tego, co jest dziś wydawane i zbudować klimat dużo bardziej pociągający niż to, co dzieje się teraz na świecie.
To nie mogło się udać. Przecież zebrano tu absolutne resztki z den pudeł z archiwaliami Charlesa Bukowskiego. Ale okazuje się, że ten stary drań znów jest górą.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Zapiski starego świntucha” nie są najwyżej cenioną pozycją w przebogatym dorobku Buka. Nic dziwnego. Składały się bowiem na nie teksty publikowane w latach 1967 – 1969 w undergroundowym tygodniku „Open City” z Los...