Nadprzyrodzony wyraz jego rąk

Okładka książki Nadprzyrodzony wyraz jego rąk
Miljenko Jergović Wydawnictwo: Wydawnictwo Akademickie SEDNO literatura piękna
200 str. 3 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Nezemaljski izraz njegovih ruk
Data wydania:
2022-03-15
Data 1. wyd. pol.:
2022-03-15
Liczba stron:
200
Czas czytania
3 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379630844
Tłumacz:
Miłosz Waligórski
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nadprzyrodzony wyraz jego rąk w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Nadprzyrodzony wyraz jego rąk

Średnia ocen
7,4 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
230
82

Na półkach:

Mój pierwszy kontakt z twórczością Miljenko Jergovića. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony. Sama formuła w jaki sposób ta książka została złożona jest dla mnie nowatorski. Choć na końcu przeczytałem, że pierwsza część składa się z felietonów Jergovića to jednak zostało to złożone na tyle spójnie , że czyta się pracę z pogranicza historii i filozofii.

Książka dotyczy zamachu w Sarajewie, który był pretekstem do wybuchu I WŚ, bo takie są fakty, że mocarstwa od lat szykowały się do starcia tytanów, a zamach Gavrilo Principa był tylko wymówką do tego żeby wysłać 14-16 mln. ludzi na rzeź.

Sam autor przedstawia i zamachowca i jego ofiary jako ludzi z krwii i kości, z ich namiętnościami, słabościami i wizjami innego świata. Gavrilo Princip z pewnością należał do pokolenia ludzi XIX i XX wieku, którzy jeszcze w coś wierzyli, chcieli lepszego jutra, nie zgadzali się na zastany stan rzeczywiostości. Jak zauważył sam autor, w tamtych czasach zabijaniem zajmowali się zamachowcy oraz tajne organizacje, a teraz robią to instytucje międzynarodowe w imię "prawa", "wloności" i "demokracji"(sic!). Kiedyś ludzie strzelali do władzy, a obecnie władza strzela do ludzi.

Druga część książki to opowiadanie "Ich troje". Tutaj mamy z kolei obraz tego jak strzał z pistoletu Gavrila stał się pretekstem do grabienia, mordowania i nieszczenia tych, którzy od zawsze byli naszymi wrogami. Sarajewo zresztą od dawien dawna było tyglem kulturowym i religijnym, a w tego typu miejscach wystarczy iskra, aby zacząć podpalać świat, a skoro cały ten świat koncentruje się w jednym miejscu to najprościej jest zacząć od sąsiada, którego w końcu oficjalnie można nazwać wrogiem i łajzą. Tak zawsze to działało czego przykład mamy dzisiaj w Strefie Gazy, gdzie kontrolowany przez Mosad zamach Hamasu w Izraelu stał się pretekstem do dokonywania ludobójsta na Palestyńczykach.

Sarajewo nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa czego przykładem jest bratobójcza wojna na początku lat 90 XX wieku, a jak sądzę patrząc na obecny układ polityczny i sytuację międzynarodową to niestety, ale ciąg dalszy nastąpi...

Mój pierwszy kontakt z twórczością Miljenko Jergovića. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony. Sama formuła w jaki sposób ta książka została złożona jest dla mnie nowatorski. Choć na końcu przeczytałem, że pierwsza część składa się z felietonów Jergovića to jednak zostało to złożone na tyle spójnie , że czyta się pracę z pogranicza historii i filozofii.

Książka dotyczy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

84 użytkowników ma tytuł Nadprzyrodzony wyraz jego rąk na półkach głównych
  • 49
  • 35
30 użytkowników ma tytuł Nadprzyrodzony wyraz jego rąk na półkach dodatkowych
  • 18
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Nadprzyrodzony wyraz jego rąk

Inne książki autora

Miljenko Jergović
Miljenko Jergović
Bośniacki pisarz i publicysta. Obecnie mieszka i pracuje w Zagrzebiu w Chorwacji. Urodził się i wychował w Sarajewie, gdzie ukończył filozofię i socjologię na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Sarajewskiego. Zadebiutował w 1988 tomem wierszy "Opservatorija Varšava". W roku 1992 rozpoczął współpracę jako dziennikarz i wydawca z tygodnikiem "Nedjeljna Dalmacija". W roku 1993 przenosi się do Zagrzebia. Jego pierwszy i najbardziej znany zbiór opowiadań o życiu w ogarniętej wojną Bośni i Hercegowinie "Sarajevski Marlboro", wydany w roku 1994 zapewniło mu międzynarodowe uznanie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Figa Goran Vojnović
Figa
Goran Vojnović
Metafora tytułowej figi w powieści Gorana Vojnovicia jest kluczem do zrozumienia całej konstrukcji tego niezwykłego dzieła. Figa to owoc słodki, mięsisty, ale jednocześnie skrywający wewnątrz setki drobnych nasion – tak jak pamięć głównego bohatera, Jadrana, skrywa setki okruchów rodzinnych wspomnień. Drzewo figowe, rosnące w ogrodzie dziadków na Istrii, staje się niemym świadkiem przemijania, symbolem zakorzenienia, ale i nieuchronnego gnicia tego, co niegdyś było pełne życia. To wokół niego krążą powidoki dawnego szczęścia, które w miarę upływu lat i tragicznych wydarzeń historycznych, zmienia się w gorzki osad. Saga w cieniu rozpadu Losy rodziny opisanej przez Vojnovicia są nierozerwalnie splecione z wielokulturową, skomplikowaną przestrzenią dawnej Jugosławii. Autor z chirurgiczną precyzją kreśli panoramę trzech pokoleń, których tożsamość została rozdarta między Słowenię, Chorwację i Bośnię. To świat, w którym granice państwowe zmieniały się szybciej niż uczucia bohaterów, a narodowość stawała się piętnem lub ucieczką. Obserwujemy losy dziadka Aleksandra, babki Jany oraz rodziców Jadrana – ludzi, którzy próbowali kochać i budować domy w rzeczywistości, która systematycznie obracała się w ruinę. Vojnović pokazuje, że w bałkańskim tyglu nie da się uciec od polityki, nawet w najbardziej intymnych sferach życia. Rodzina staje się tu mikrokosmosem pękającego państwa, gdzie każda podjęta decyzja o wyjeździe lub pozostaniu niesie ze sobą ciężar nie do udźwignięcia. Warsztatowe mistrzostwo Największą zaletą warsztatu pisarskiego Vojnovicia jest jego niesamowita zdolność do operowania czasem. Narracja w Fidze nie jest linearna; przypomina raczej pracę archeologa, który cierpliwie odkopuje kolejne warstwy przeszłości. Autor przeskakuje między dekadami, łącząc pozornie nieistotne detale w poruszającą całość. Jego styl jest gęsty, nasycony emocjami, a jednocześnie pozbawiony taniego sentymentalizmu. Vojnović potrafi pisać o milczeniu w sposób, który krzyczy, i o nieobecności, która wypełnia każdy pokój. To proza niezwykle dojrzała, w której każde zdanie ma swój ciężar gatunkowy. Dlaczego 8/10? Ocena 8/10 odzwierciedla literacką klasę tej powieści. To nie jest tylko kolejna saga rodzinna; to traktat o pamięci i niemożności pełnego poznania drugiego człowieka. Zalety: Wybitna psychologia postaci, odważne zmierzenie się z traumą bałkańską oraz piękny, plastyczny język. Wielokulturowość: Autor genialnie oddaje specyfikę "jugonostalgii", nie wpadając w pułapkę idealizacji przeszłości. Uniwersalizm: Choć osadzona w konkretnym regionie, historia Jadrana i jego przodków to opowieść o każdym z nas – o strachu przed dziedziczeniem błędów rodziców. Figa to powieść monumentalna i intymna jednocześnie. Goran Vojnović udowadnia, że jest jednym z najważniejszych głosów współczesnej literatury europejskiej. To książka, która wymaga od czytelnika skupienia, ale w zamian oferuje głębokie oczyszczenie. Lektura zostawia nas z pytaniem: czy jesteśmy w stanie posklejać rozbitą tożsamość z okruchów, które zostawili nam bliscy? To bolesna, ale i piękna lekcja pokory wobec historii i własnych korzeni.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Towarzysz Nachman Izrael Joszua Singer
Towarzysz Nachman
Izrael Joszua Singer
Spodziewałam się, że będzie to jednak literatura podobna w duchu do twórczości wielkiego noblisty Izaaka Singera, młodszego brata pisarza. Ale nie, to zupełnie inny typ prozy. Mimo że też pisany w jidysz. Moim zdaniem, znacznie bardziej uniwersalny. Opowiada o życiu żydowskich biedaków z małego miasteczka, Warszawy, Moskwy, ale w gruncie rzeczy to przypowieść ukazująca okrutne prawa rządzące światem, w którym nie ma sprawiedliwości. Bohaterem powieści jest bieda. Szczegółowy, wręcz reporterski opis życia bardzo biednej rodziny żydowskiego w podlubelskiej miejscowości, w Zaułku Nędzarzy. Mates Riter pracuje jako domokrążny handlarz, sprzedając i skupując towary w okolicznych wsiach. Całe tygodnie o głodzie przemierza zakurzone drogi, dźwigając wór pełen towarów. Tylko na szabas wraca do rodziny, idzie do łaźni, do synagogi, zjada coś i odpoczywa. Utrzymuje żonę i sześć córek, w końcu rodzi mu się upragniony syn. Rodzina żyje w tak skrajnej nędzy, że trudno to sobie wyobrazić. W izbie brak sprzętów, głodowe posiłki, nędzne zarobki, życie niewiele różniące się od życia zwykłych żebraków. Właściwie niczym się nie różniące, bo różne kwestie życiowe rozwiązywane są przy pomocy bogatszych sąsiadów. A chleb otrzymywany z czyjejś łaski boli i upokarza. Ale za to rodzina jest niezwykle pobożna i nędzarz Mates nie żałuje nigdy grosza ze swych głodowych zarobków na rytualną łaźnię, ofiarę w synagodze czy wsparcie dla ubogich. Sam przyjmuje z pokorą swój los, nie buntuje się, ale również nie próbuje nauczyć się jakiegoś fachu, by może trochę lepiej zarabiać. Jedyne, na co sobie pozwala, to wykształcenie dla syna Nachmana w szkółce religijnej. Marzeniem ojca jest, by syn został uczonym chasydem, a może nawet rabinem. Marzenie jego spełnia się w bardzo przewrotny sposób. Nachman, czeladnik piekarski, zostaje zauroczony ideologią komunistyczną, gdzie jest mowa o wyzysku mas pracujących przez wrednych kapitalistów, o konieczności walki z systemem na wzór doskonałego Kraju Rad, pierwszego państwa, gdzie robotnicy rządzą. Zauroczenie to przypomina religijność ojca, a jeszcze bardziej – wiarę serwowana w każdej sekcie religijnej. Nachem nie dostrzega, jak jego ideologia rozmija się z rzeczywistością, aż do tragicznego końca. W imię walki z wyzyskiem podcina korzenie, na których opiera się byt jego rodziny. Pracuje bardzo ciężko, z pełnym oddaniem, jest uczciwy do bólu, zachowuje swoją godność, a jednak traci wszystko. Ostatnia scena, kiedy wykończony Nachman przekracza granicę państwową i zmordowany pada obok konającego, zamęczonego pracą konia, którego po wykorzystaniu do końca właściciel porzucił na śmierć pod rozgwieżdżonym niebem, jest jedną z najmocniejszych scen, jakie zdarzyło mi się czytać kiedykolwiek. Obraz komunizmu w wydaniu radzieckim jest tu ukazany w bardzo krzywym zwierciadle, ale do bólu prawdziwie. Slogany o walce ze światowym wyzyskiem, wygłaszane do ludzi, którym mimo katorżniczej pracy nie starcza na chleb. Naiwna wiara w system wbrew temu, co oczy widzą, wiara w szczerą prawdę słowa pisanego w lewicowych gazetkach, w demagogiczną agitację rozmaitych guru komunizmu z towarzyszem Danielem na czele. Warunki życia i pracy w Związku Radzieckim, wyzysk nie mniejszy niż gdzie indziej, kreowanie spisków, oskarżenia o sabotaż i szpiegostwo, polowanie na wrogów klasowych… Przedwojenna Polska też nie wygląda dużo lepiej w oczach pisarza. Szef policji Konrad Łempicki, śledczy Słupek, sędzia Brzygowski – to zaiste indywidua spod ciemnej gwiazdy. Satyra Singera jest cienka, złośliwa i niezwykle trafna. Oczywiście rzecz toczy się w środowisku niezamożnych Żydów, ale obraz przedstawicieli władzy nie ma charakteru klasowego ani narodowościowego. Towarzysz Daniel, sprawca wszystkich nieszczęść Nachmana, to też przecież Żyd. Teza powieści to przeświadczenie, że biedni, ciężko pracujący ludzie nigdy nie osiągną dostatku, bo by coś osiągnąć, trzeba porzucić zasady moralne, oszukiwać, kłamać i wysługiwać się władzy. W gruncie rzeczy egzystencja żydowskiego sztetla, gdzie też przecież są wygrani i przegrani, bogaci i biedni, wydaje się być bardziej egalitarna, a przede wszystkim bardziej nastawiona na współdzielenie się dostatkiem. Musze też powiedzieć, że styl powieści starszego Singera jest wspaniały, oszczędny, mocny, trafny aż do bólu. Mimo wielu złośliwie opisanych spraw i osób, powieść „Towarzysz Nachman” to właściwie moralitet. Żywot Nachman od narodzin do finałowej przegranej, prowadzi czytelnika do uświadomienia sobie, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Imię Nachman znaczy „pocieszenie”. Prawie jak żywot świętego dwudziestego wieku, mimo że wierzy on w komunizm. A tłumaczenie powieści to mistrzostwo świata!
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na 10 2 miesiące temu
Ludzie sierpnia Siergiej Lebiediew
Ludzie sierpnia
Siergiej Lebiediew
Lebiediew w "Ludziach sierpnia" pisze przede wszystkim o pamięci i tym, jak łatwo ją zafałszować. Związek Radziecki to dziesiątki historii o zaginionych, których już nigdy nikt nie odnajdzie. Najpierw rewolucja październikowa, potem terror bolszewików, II wojna światowa i w końcu rządy Stalina i kolejnych Sekretarzy Generalnych. W tak trudnych okolicznościach upadek komunizmu nie był wyzwoleniem, a kolejnym preludium zapomnienia. Główny bohater otrzymuje od babci spisane wspominania. Jest to trudna lektura, tym bardziej, że jakiś czas później wnuk znajduje materiał stanowiący bazę tych historii. Gdzie pojawia się poszukiwana postać, czyli dziadek Michaił. Śledzenie losów przodka sprawia, że nasz bohater staje się kimś w rodzaju detektywa. Zaczyna się specjalizować w poszukiwaniu zaginionych. W ten sposób jego losy łączą się z tajemniczym Marsem. Żołnierzem, który świetnie funkcjonuje w poradzieckiej rzeczywistości. "Ludzie sierpnia" to oczywiście książka o Rosji. Również tej współczesnej. Gdyż można odnieść wrażenie, że pewne procesy zachodzą w niej cyklicznie. Państwo dziedziczy od 1917 roku pewne autodestrukcyjne zachowania, aby na końcu przekonać się, że aktualnie jest dokładnie tak samo jak wcześniej. Lebiediew jest bezlitosny, zwłaszcza pisząc o Psim Carze i Groznym, ale wiele warstw w tej książce jest ukrytych. Warto jednak przeczytać i skupić się na tym, co jest pomiędzy wierszami.
chybarecenzent - awatar chybarecenzent
ocenił na 8 1 rok temu
Ostatnia podróż Winterberga Jaroslav Rudiš
Ostatnia podróż Winterberga
Jaroslav Rudiš
Trochę to będzie impresja z podróży, trochę opis wrażeń po lekturze. Zabrałem bowiem Rudiša na wakacyjną wyprawę i ku mojemu zaskoczeniu jej część pokrywała się z trasą, jaką odbyli bohater „Podróży” oraz jej inicjator – pocieszny, choć niekiedy temperamenty wielbiciel historii, tytułowy Winterberg. Choć potężnych rozmiarów księga okazała się mało praktyczna (być może w pociągu lepiej by się sprawdziła), przenosiła mnie z miejsca na miejsce szybciej niż rozpędzony samochód produkcji niemieckiej. Czechy, Austria, Słowenia i Włochy wreszcie (z Triestem włącznie!) przemykały za oknami, a ja, urzeczony opowieścią i pogonią za utraconą miłością, dałem się jej ponieść i porwać. Co noc inne miasto, inne łóżko, smutne, smutne, ale jest coś, co wszystko to łączy. "Podróż" to gigantycznych rozmiarów pigułka, esencja, wyciąg z Europy Środkowej i historii, która ją tyle już razy przemieliła, wypluwała i sklejała przez wieki całe!, aż ulepiła to, co kiedyś było CK Austrią, a późnej rozpadło się z hukiem. To przestrzeń zaorana wojnami – „to jedna wilgotna, głęboka mogiła”, cmentarzysko historii, po którym wszyscy chodzimy. Nie dziwmy się zatem, że Winterberg ma napady historii (które serdecznie wszystkim zaleca), a poszczególne wydarzenia „przenikają jego serce” – trudno ich uniknąć, jeśli zda się sprawę z tego, po czym się stąpa. My zaś jesteśmy nieco jak Jan Kraus – początkowo wątpimy w poczytalność wiekowego staruszka (skądinąd cudownie postawionego na nogi przez Jana pielęgniarza), by po jakimś czasie zrozumieć jego przenikliwość i umiejętność obserwacji płynącego czasu. Wentzel nieustannie się powtarza („beautiful landscape of battlefields cemeteries and ruins”, "kultowe" wątki spopielarni czy tajemniczy "cornus sanguinea"), jest jak niezdzierająca się płyta, której nie da się zatrzymać (kiedy ma "napad historii" - mówi, płynie, odlatuje i nic ani nikt nie może na to poradzić; trzeba milczeć i pokornie go słuchać), a swe opowieści zaczyna (i kończy) w najmniej oczekiwanych momentach. Z nieodzownym bedekerem w ręku (szukam takiego!), który jest jak magiczny wehikuł czasu, ogorzały od emocji i wspomnień opowiada o świecie, który widnieje tylko na kartkach przewodnika, po czym niezapowiedzianie zasypia. A przecież każda nowa kolejowa stacja, każdy hotel czy gospoda to próba stawienia czoła upływowi czasu. Ten zaś jest nieprzenikniony i ciągle płynie, skubany. Ściera najtrwalszy kamień, czymże zatem jest wspomnienie, kim jest dla niego jeden poszukujący szczęścia człowiek, czym prawdziwa miłość, a czym odkupienie win? „Piękna”- to chyba najpełniejsze słowo, które opisuje tę książkę. Bo wypełniona jest nie tylko „czeskim poczuciem humoru”, które najpełniej objawia się przy kuflu piwa, ale hipnotyczną gawędą o ludzkim życiu i o tym, co kształtuje nasze serca i dusze. Rudiš nie ucieka od przeszłości, ona wypełnia każdą przestrzeń powieści, jest z nią sprzężona tak samo mocno, jak los, który nas z nią wiąże, nieuświadomionych mieszkańców Europy. To także ballada o męskiej, trudnej przyjaźni, o kobietach i ich wielbieniu, dobrym posiłku przed snem, śniadaniach i wygodnych pokojach hotelowych. Rudiš dorzuca podróżowanie koleją, którą ukochał ponad życie i która sama w sobie jest opowieścią. Na koniec pozostaje mi przypomnieć, że trzeba na wszystko patrzeć przez pryzmat historii. Polecam. „Tak, tak, smutne, smutne, czy to nie piękne, że tu jesteśmy?” Przekład Małgorzaty Gralińskiej, okładka: Wojtek Świerdzewski
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Kramp María José Ferrada
Kramp
María José Ferrada
W chwaleniu wszem i wobec wydawnictwa Claroscuro zrobiłem się już powtarzalny i nudny ale nic na to poradzę, że wydawanymi książkami wpasowują się w mój gust prawie w stu procentach. „Kramp” nie jest wyjątkiem, to naprawdę bardzo ciekawa powieść. Główną bohaterką i narratorką jest M. I jest to w tym przypadku o tyle istotne bowiem bohaterowie tej powieści nie mają imion. Tylko ich pierwsze litery. M opowiada nam swoją historię a właściwie historię swojego życia. A żeby być bardziej precyzyjnym to opowiada historię jak uczyła się życia. M bowiem w wieku lat siedmiu zaczyna towarzyszyć ojcu w pracy a ten jest komiwojażerem. Opuszczając coraz więcej zajęć szkolnych młodziutka M bardzo szybko uczy się co i jak wygląda, jakie mechanizmy sterują tym światem, co trzeba robić i mówić żeby wyjść na swoje i bardzo szybko zaczyna być nad wyraz zaradna i skuteczna. A jednocześnie spotyka na swojej „zawodowej” drodze całą masę wszelkiej maści oryginałów, cudaków i ludzi co najmniej niestereotypowych. To naprawdę znakomita powieść. Już sam historia M jest ciekawa ale przede wszystkim ogromne wrażenie robią dwie kwestie – klimat powieści i styl autorki. Co do klimatu to jest on przesycony sentymentem, nostalgią, idealizowaniem dziecięcych lat, ale też swoistą tęsknotą, smutkiem zarówno za minionymi latami jak i za zmarnowanymi szansami. To bardzo słodko – gorzka opowieść. A jednocześnie wspaniale napisana. Maria Jose Ferrada ma wspaniałe pióro – lekkie, pełne urzekającego poczucia humoru, ciepłe, wrażliwe ale też subtelne, oszczędne w słowach i niezwykle sugestywne. Może i powieść jest krótka ale naprawdę wspaniała. Urocza, łapiąca za serducho i zostająca w pamięci na dłużej.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na 8 2 lata temu
Kronika w kamieniu Ismail Kadare
Kronika w kamieniu
Ismail Kadare
„Kronika w kamieniu” Ismaila Kadare to dzieło, które wymyka się prostym klasyfikacjom gatunkowym, stanowiąc fascynujące skrzyżowanie sagi rodzinnej, powieści o dojrzewaniu oraz onirycznego reportażu z wnętrza miasta-twierdzy. Albański mistrz pióra zabiera nas do Gjirokastry – swojego rodzinnego miasta, które w tej opowieści przestaje być jedynie tłem, a staje się pełnoprawnym, surowym bohaterem. Kadare wykazuje się tu kunsztem wnikliwego obserwatora świata, a czyni to w sposób wyjątkowy, oddając głos dziecięcemu narratorowi. To właśnie to naiwne, a zarazem niezwykle bystre spojrzenie małego chłopca pozwala nam dostrzec życie w martwej materii; dla dziecka kamienne mury, dachy i strome uliczki nie są tylko budulcem, lecz istotami, które zdają się oddychać, pamiętać i cierpieć wraz z mieszkańcami. Siłą tej powieści jest przede wszystkim jej niezwykła poetyckość prozy. Autor operuje językiem gęstym od metafor, w którym dziecięca perspektywa miesza się z brutalnością wojennej rzeczywistości. Obrazy spadających bomb, zmieniających się okupantów i codziennego trudu są filtrowane przez wyobraźnię chłopca, co nadaje im charakter magiczny, niemal baśniowy, choć podszyty nieustannym niepokojem. Dzięki temu zabiegowi to, co w innej literaturze byłoby jedynie suchą relacją historyczną, u Kadarego nabiera plastyczności i głębi. Narrator nie do końca rozumie mechanizmy wielkiej polityki, za to z ogromną czułością i precyzją rejestruje detale: fakturę skały, absurdalne zachowania dorosłych czy cienie przesuwające się po starych domach. Mimo silnego zakorzenienia w konkretnym miejscu i czasie – Albanii okresu II wojny światowej – „Kronika w kamieniu” uderza swoją uniwersalnością. Kadare nie pisze jedynie o lokalnym konflikcie, ale o kondycji ludzkiej w obliczu chaosu. To opowieść o tym, jak tradycja zderza się z nowoczesnością i jak mała społeczność próbuje zachować godność pod presją historii. Miasto wykute w kamieniu staje się tu metaforą trwałości i niezmienności pewnych wartości, które trwają niezależnie od tego, jak wiele razy zmieniają się flagi na masztach. Lektura tej powieści to doświadczenie zmysłowe; dzięki dziecięcej ciekawości świata czujemy chłód kamienia i słyszymy echo kroków na bruku. Ismail Kadare stworzył literacki pomnik, który udowadnia, że wielka literatura rodzi się tam, gdzie lokalny detal spotyka się z uniwersalnym mitem, a wnikliwe oko pisarza potrafi dostrzec wieczność w okruchu skały.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 3 miesiące temu
Agáta Denisa Fulmeková
Agáta
Denisa Fulmeková
Denisa Fulmeková weszła na słowiańską ziemię i napisała powieść, która przykleja się do duszy. wżera się w ciało i pozostaje w tobie na zawsze. To ksiązka z gatunku tych, które oplatają człowieka, delikatnie zaciskają owe pęta i trzymają... długo... ma zawsze. wspaniała i niebanalna. rani myślenie i serce i coś w tobie. jednoczysz się z tym tekstem i boisz jednocześnie, bo budzi się w tobie lęk przed kobietami i ich siłą a jednocześnie zatrważa cię tchórzliwość mężczyzn, którzy skryci za plecami kobiet udają cwanych i pyskatych. to oszczędna w słowach książka, którą chłoniesz cały, a tego, czego brakuje ci w tekście, dopowiadasz sobie sam. smutna, przerażająca historia ubogiej Agaty, zielarki, dobrej kobiety, której DOBROĆ została wykorzystana i która przez nią została skazana na śmierć - na stos. zioła, kobieta i dziwne zdarzenia na nią cedowane - myśl ludzka orzekła, usta ludzkie oczerniły, palce ludzkie ludzkie wskazały - CZAROWNICA, na stos. ksiądz też się cieszył na śmierć. na niesprawiedliwą śmierć i ofiarę. Bo gdyby pewnego wieczoru nie wpuściła do domu kobiety po połogu, gdyby kazała jej zabrać swe narodzone martwe dziecko, gdyby oddała jej ten kołtun łachmanów z zawiniątkiem, gdyby ją wygoniła z tym zawiniątkiem... to wszystko byłoby inne... niesamowita prawdziwa do dziś Denisa Fulmekova pisze o tym, co w ludziach tkwi do dziś i pewnie będzie tkwiło przez następne tysiąclecia. Brak mi słów, by oddać to, co ta niepozorna stronicowo książka ze mną zrobiła. by cokolwiek o niej napisać potrzebny jest czas na ciszę w sobie, na oddech i myśli. wszystko mi się w głowie kotłuje i boli mnie każdy milimetr wrażliwości, emocje nie usypiają, drgają.... AGATA zostanie ze mną na zawsze mało jest takich powieści - dlatego jest wyjątkowa #agaKUSIczyta
Agnesto - awatar Agnesto
ocenił na 10 1 rok temu
Człowiek, który znał mowę węży Andrus Kivirähk
Człowiek, który znał mowę węży
Andrus Kivirähk
Moje zetknięcie z tym tytułem było pierwszym zetknięciem z literaturą estońską, które na dodatek okazało się dobrą jej reprezentacją. Jest to niesamowita opowieść o przemijaniu i walce nowego ze starym, słodko gorzka (może nawet z naciskiem na gorzka), ale naprawdę wyjątkowa i poruszająca, która już od pierwszych kartek po prostu mnie oczarowała. Bo w końcu jak lepiej można zacząć opisywanie świata niż oczami dziecka? Dziecka, które jeszcze dopiero go odkrywa, jest wszystkiego ciekawe, woli widzieć wszystko w jasnych barwach? Jest to bardzo dobry sposób, szczególnie jeśli chcesz później to dziecięce wyobrażenie zdeptać i pokazać jakim świat jest naprawdę. Autor wykazał się nie lada kunsztem planując całą linię fabularną. Wszystko jest tutaj przemyślane, kontrasty przyjemnie podkreślają to co powinny podkreślić, a przemiana która zachodzi w bohaterze pokazuje brutalność świata, który dla osób nie tępiących wszystkiego co inne jest wyjątkowo szorstki. Nie da się przechodzić przez tą książkę i nie być targanym przez emocje takie jak bezsilność, frustracja, poczucie niesprawiedliwości. Nie da się tego zrobić, bo towarzyszy się w nich również głównemu bohaterowi - człowiekowi, który przeciwstawia się otaczającego go głupocie, przemocy, który jest inny do tego stopnia, że nie pasuje do żadnego świata i z tą innością musi sobie poradzić. Znaleźć cel swojego życia, które jest wyrwane z kontekstu. Książka pokazuje również ważność powrotu do korzeni, przekazywanych pokoleniami mądrości i głupotę wchodzenia w role, które nie są zgodne z naszym ja. Udawania kogoś kim się nie jest związane z przemijającymi trendami. Jak łatwo zgubić w tym coś naprawdę ważnego. Jeden z ważnych przekazów to również to że głupocie przetrwać jest bardzo prosto. To zazwyczaj ona pozostaje na polu bitwy kiedy wszystko inne jest już w zgliszczach. Jednak książka ta jest manifestem walki z nią do końca. Jest manifestem gnicia z dumą. Z wiedzą że to kim jestem jest czymś z czego warto być dumnym. Nawet jeśli jestem ostatni i kiedyś to przeminie
Aleksander Wójcik - awatar Aleksander Wójcik
ocenił na 9 2 miesiące temu
Żółty książę Wasyl Barka
Żółty książę
Wasyl Barka
„Żółty książę” to jedna z tych książek, które trudno „czytać” w zwykłym sensie — to raczej doświadczenie, które trzeba przeżyć, a potem jeszcze długo próbować zrozumieć. To opowieść o głodzie, o ludzkim cierpieniu i o tym, jak system potrafi zniszczyć wszystko, co w człowieku najdelikatniejsze. Ale też — o przetrwaniu ducha, nawet gdy ciało słabnie. Wasyl Barka nie tworzy prostej fabuły, nie szuka sensacji. Jego język jest surowy, chwilami wręcz ascetyczny, a przez to porażająco prawdziwy. Czytając, ma się wrażenie, jakby każde zdanie było odarte z ozdobników, ale niosło w sobie ciężar całego ludzkiego losu. To nie jest literatura, która ma bawić — to literatura, która ma przypominać, ostrzegać, nie pozwalać zapomnieć. Hołodomor, o którym przez dziesięciolecia nie wolno było mówić, w „Żółtym księciu” przestaje być statystyką i suchą historią. Nabiera ludzkiej twarzy. Barka pokazuje tragedię zwykłej rodziny, której codzienność rozpada się na kawałki w obliczu nieludzkiego głodu. Czytelnik czuje bezradność, wstyd, gniew — i to przerażające pytanie, jak daleko człowiek może się posunąć, by przeżyć. Najbardziej uderzające jest to, że autor sam był świadkiem tych wydarzeń. To czuć w każdym akapicie — w jego spojrzeniu, w sposobie, w jaki opisuje ciszę po śmierci, zapach ziemi, powolne umieranie wsi. Nie ma tu patosu, jest tylko prawda. I ta prawda boli. Momentami musiałam przerwać lekturę. Nie dlatego, że tekst był trudny, ale dlatego, że był zbyt prawdziwy. Widziałam obrazy, których nie da się „odczytać” bez emocji. Ta książka zostawia ślad — taki, którego nie można zmyć kolejną, lżejszą lekturą. „Żółty książę” nie daje ukojenia, ale daje coś innego — świadomość. Uczy pokory wobec historii i wobec ludzkiego cierpienia. Przypomina, że milczenie jest współudziałem, a pamięć — formą buntu. To nie jest powieść dla każdego momentu życia, ale jeśli się po nią sięgnie, zostaje w człowieku na zawsze. Po zamknięciu książki trudno wrócić do zwykłego dnia tak po prostu, jakby nic się nie stało. Bo „Żółty książę” nie pozwala zapomnieć, że gdzieś, kiedyś, naprawdę działo się to wszystko, o czym pisze Barka. I że nasze dzisiejsze słowa, wolność, codzienność — są przywilejem, który komuś kiedyś odebrano.
Antares - awatar Antares
ocenił na 9 5 miesięcy temu
Chochma Svens Kuzmins
Chochma
Svens Kuzmins
🌫️ Miałem koncentrację, a domknięcia nadal nie czuję. Nie rozstrzygam — spróbuję drugi raz. Nie wiem, czy to się skleja, czy ma zostać "nieszczelne'" Całkiem możliwe, że ta nieszczelność robi robotę 10/10. 🔁 Drugi przebieg przede mną. 🌀🧠 Drugie zanurzenie: „lekko śmieszno”, a potem robi się… szczelnie 🌀🧠 🎭 Gatunek: powieść w opowiadaniach / kronika transformacji + psycho-groteska + traktat w przebraniu żartu
 🌡️ Nastrój: śmiech przez zęby, lęk pod skórą, absurd, który czasem pachnie chorobą
 🎧 Tryb czytania: najlepiej 2×. Za pierwszym — dezorientacja. Za drugim — zaskakująco precyzyjna mapa
 ⭐ 9,5/10 — za to, że reklama, używki, mit i lęk są tu jedną substancją, z której robi się człowiek i miasto. 🧩 O czym to jest (fabuła – w punktach, bez spoilerowania „sensu”) 🧩
 To jest Chochma: fikcyjne nadmorskie miasteczko, które raz bywa „rajem”, a raz „asteroidą” — i w którym lata 90. nie są tłem, tylko substancją rzeczywistości. 🔹 Uncle Ben’s: dziecięca obsesja na punkcie sosu w czasach, gdy nowe produkty są jak nowe bóstwa, a przemoc i „porachunki” brzmią nocą w parku.
 🔹 „Legion” i nauczyciel Horacy: rozmowa o tym, czy można czuć, że „nie jest się sobą” — scena jednocześnie tragiczna, śmieszna i niepokojąco prawdziwa (alkohol jako trans, filozofia jako dymna zasłona, człowiek jako pęknięcie).
 🔹 Lifeswapping: internetowa „religia” zamiany życia z kimś obcym na kilkanaście dni — pomysł tak głupi, że aż przerażająco logiczny jako metafora epoki.
 🔹 GLERTP: próba rozszyfrowania świata jak kodu — „dziadek-mechanizm”, rodzinny sekret i klimat niepokojącej bajki / choroby / urojenia.
 🔹 Doktor Levi i Alkostop: reklama, biurokracja i „lek na kaca” jako obietnica cywilizacyjnego zbawienia — śmieszne w formie, bardzo gorzkie pod spodem.
 🔹 Kapsuła Czasu / „Podwaliny kultury XXI wieku”: pseudo-naukowy traktat do przyszłych antropologów — zaczyna się jak żart, kończy jak lustro. 🧠 Sedno (bez sędziowania): „nieszczelność” jako stan świata 🧠
 Tu „nieszczelność” nie jest brakiem warsztatu. Jest metodą oddania rzeczywistości, w której:
 🔹 jaźń bywa wymienialna jak rola (lifeswapping),
 🔹 język potrafi wejść do głowy jak obcy kod (GLERTP),
 🔹 używki, lęk i „trans codzienności” robią z człowieka kogoś, kto sam siebie nie poznaje. Dlatego to się miejscami gmatwa — bo ta książka nie udaje, że psychika ma zawsze prostą linię. 🧷 Posłowie, które ustawia klucz 🧷 
Tytuł „Chochma/Hohma” niesie napięcie między żartem a mądrością (z kabalistycznym cieniem w tle), więc ta proza od początku ma prawo być jednocześnie komiczna i „metafizycznie podejrzana”. 🪞 Dlaczego u mnie dopiero 2× zagrało 🪞
 Za pierwszym razem próbowałem z tego zrobić „spójną fabułę”.
Za drugim — zobaczyłem, że to działa jak miasto: wchodzisz w uliczki, wracasz, łączysz przejścia podziemne.
 I nagle: lekko śmieszno → bardzo szczelno.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na 10 2 miesiące temu
Tango śmierci Jurij Wynnyczuk
Tango śmierci
Jurij Wynnyczuk
Oszesztybożenkodroga! Co to było? Nazywana jedną z najważniejszych ukraińskich powieści ostatnich lat „Tango śmierci” Wynnyczuka potrafi powalić na kolana i powala. Może nie nazwał bym tego knockdownem, ale knockout zaliczony. Sięgając po kilka okresów czasowych Wynnyczuk przybliża Czytelnikowi specyfikę Lwowa… Tylko że, IMO, Lwowa XX-wiecznego, od którego ten aktualny XXI-wieczny, starszy (ale niekoniecznie mądrzejszy), znacznie się oddala, gdzie na tabliczce upamiętniającej Stanisława Lema pisze się Lviv a nie Lwów. Z tej perspektywy spojrzeć też można na prozę Wynnyczuka, gdzie cała wielokulturowość czwórki bohaterów Polaka, Ukraińca, Żyda i Niemiec łączy się poprzez wątek narodowościowy i ich ojców, którzy zginęli walcząc o niepodległą ukraińską Ukrainę. Opowieść tego czasu jest pełna konkretu, chociaż ma dawkę magii… Tytułowe tajemnicze tango, mające magiczną moc. Niezwykła biblioteka rodem jak z bajki, pełna tajemnic i niezwykłych niezwykłości jako ciekawy zabieg, ciekawa historia, wpleciona w ogólną narrację i będąca jednak trochę poza nią. Na pierwszy plan wychodzi jednak okrucieństwo torturowania Lwowa przez kolejnych najeźdźców w okresie II wojny światowej. Druga linia czasowa, koniec XX wieku, pokazana z perspektywy profesora filologii jest bardziej artystyczna, luźniejsza i niedookreślona narodowościowo. Pojawia się jednak wątek wyraźnie sugerujący dziedzictwo Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, wywodzącej się ze swojej matki – niesławnego KGB. Główny bohater tej linii czasu mówi, że „zostały tylko kamienie, a wszystko inne – ludzie, język, kultura – zniknęło i stało się snem”. Bohaterowie tego okresu wydają się bardziej efemeryczni, niedookreśleni, mgliści; jakby mieli trudność z samookreśleniem. Wydają się być duchami własnej wyobraźni i snu. Dwie równoległe narracje, zaczynające się jak zwykła powieść, powoli przeistaczają się w pełna magicznego realizmu baśń. A potem ponownie wraca do prozy okrutnej i bolesnej. Pełen jestem podziwu, że w tym wszystkim Wynnyczuk utrzymuje także zdolność do żonglowania czarnym humorem, który synergicznie wpisuje się w narrację, nie zaburzając rytmu. Odkrycie, doznanie i zamieszanie.
ZaaQazany - awatar ZaaQazany
ocenił na 9 2 lata temu
Miłość niech odpocznie trochę Drago Jančar
Miłość niech odpocznie trochę
Drago Jančar
Drago Jančar, najwybitniejszy współczesny pisarz słoweński, w swojej powieści „Miłość niech odpocznie trochę” powraca do traumatycznych fundamentów Europy Środkowej. Tło społeczno-historyczne utworu to mroczny czas II wojny światowej w Mariborze – mieście rozdartym między słoweńską tożsamością a brutalną germanizacją pod okupacją III Rzeszy. Jančar po raz kolejny udowadnia, że historia nie jest jedynie dekoracją, lecz bezlitosną siłą, która wdziera się w prywatność, miażdżąc intymność i narzucając jednostce wybory tragiczne. Sercem narracji jest misternie skonstruowany trójkąt miłosny, w którym uczucie staje się zakładnikiem ideologii i przetrwania. Poznajemy Sonję, niegdyś pełną życia studentkę medycyny na uniwersytecie w Grazu, która w wojennej rzeczywistości musi zrezygnować z marzeń na rzecz desperackiej walki o życie ukochanego. Jej partner, Valentin, to młody geodeta, który miłość do ojczyzny i nienawiść do okupanta przypłaca aresztowaniem i wywózką do obozu koncentracyjnego. Trzecim wierzchołkiem tego bolesnego układu jest Ludwig, oficer SS. Nie jest on jednak wyłącznie czarno-białym antagonistą z podręcznika historii. Jančar kreśli postać skomplikowaną – człowieka, który znał Sonję przed wojną, a teraz, dzierżąc absolutną władzę nad życiem i śmiercią, staje się ucieleśnieniem pokusy i moralnego upadku. Sonja decyduje się na niebezpieczną grę z Ludwigiem, wierząc, że oddając cząstkę siebie, ocali Valentina. To handel duszą, w którym walutą jest godność, a zysk niepewny. To, co wynosi tę książkę ponad standardową literaturę wojenną, to sposób, w jaki autor splata metafizykę dramatu osobistego z metafizyką dramatu historycznego. Jančar pokazuje, że wielkie procesy dziejowe są w istocie sumą małych, pękających serc. Wojna w jego wydaniu to nie tylko przesunięcia frontów, ale przede wszystkim erozja wartości. Pisarz z niezwykłą precyzją oddaje filmowy potencjał tej historii – każda scena, od dusznych kawiarni Grazu po mroźne lasy, w których operuje partyzantka, pulsuje napięciem godnym wielkiego ekranu. „Miłość niech odpocznie trochę” to literatura wojenna i dramat miłosny w jednym, podana w formie głębokiej powieści obyczajowej. Jančar nie daje łatwych odpowiedzi. Pokazuje, że w świecie, w którym „historia oszalała”, miłość rzeczywiście musi czasem „odpocząć”, by ustąpić miejsca instynktowi przetrwania. To lektura gęsta, momentami dusząca, ale absolutnie konieczna dla zrozumienia środkowoeuropejskiego losu. Powieść otrzymuje solidne 8/10 za mistrzowski styl i odwagę w portretowaniu moralnych szarości.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Nadprzyrodzony wyraz jego rąk

Więcej
Miljenko Jergović Nadprzyrodzony wyraz jego rąk Zobacz więcej
Miljenko Jergović Nadprzyrodzony wyraz jego rąk Zobacz więcej
Miljenko Jergović Nadprzyrodzony wyraz jego rąk Zobacz więcej
Więcej